Wpisy archiwalne w kategorii
.>10 osób
| Dystans całkowity: | 5179.03 km (w terenie 489.00 km; 9.44%) |
| Czas w ruchu: | 287:47 |
| Średnia prędkość: | 17.94 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 65.75 km/h |
| Suma kalorii: | 3431 kcal |
| Liczba aktywności: | 44 |
| Średnio na aktywność: | 117.71 km i 7h 22m |
| Więcej statystyk | |
LSTR, WMK i nocny, wczesnowiosenny pieszorower
Piątek, 27 marca 2009 | dodano: 05.04.2009Kategoria .>10 osób, .2 Osoby, .LSTR, .Nocne, .Z Księgowym, .Warszawa, .3-4 Osoby, .Samotnie, .Z rodziną, .Wyprawki w okolicy
Wpierw przez Pola Mokotowskie do Waryńskiego, a potem ulice: (Puławska), Odyńca, Racławicka, Okińskiego, Sąchocka, Aleja Krakowska, Łopuszańska, Jutrzenki, Salomejska, Centralna, Zachodnia, Bodycha, Rumuńska, Jerozolimskie, dołączenie do Masy Krytycznej. Ten odcinek zajął ok. 29 km. Mniej więcej od granicy Warszawy do miejsca zgrupowania Masy Krytycznej jechało się z pewnością wspólnie z K.B.. Nie mam pewności, ale niewykluczone, że wspólnie przejechany odcinek trwał od okolic metra Politechnika.
Mój indywidualny przejazd podczas Masy Krytycznej liczył ok. 29 km. Różnił się nieco od przejazdu Masy jako takiej. Pierwsze ok. 6 km odbyło się wraz z nurtem Masy Krytycznej (Nowy Świat, Jerozolimskie, Marszałkowska, Solidarności, JPII, Słomińskiego). Na 35 km, licząc od początku jazdy tego dnia, nastąpiło moje odłączenie się i skierowanie na bezowocne poszukiwania Księgowego. Miał on chyba jakieś problemy z rowerem, ale udało mu się je ogarnąć i potem pojechał do nurtu Masy jakąś inną trasą niż moja. Mój przejazd na tym etapie odbył się ulicami: Szymanowska, Zakroczymska, Freta, Rycerska, Ogród Saski, Świętokrzyska, Tamka, Sokola, Jagiellońska, 11 Listopada, św. Wincentego (do NE końca cmentarza, skąd powrót ku SW). Gdzieś (ok. 49 km od rozpoczęcia jazdy tego dnia) w rejonie skrzyżowania z ul. Borzymowską udało mi się znów połączyć z nurtem Masy,
Pozostała trasa odbyła się z głównym nurtem Masy ulicami: 11 Listopada, Ratuszowa, Targowa, Zieleniecka, Poniatowskiego, Nowy Świat, Plac Zamkowy. W miejscu spotkania grupek moich znajomych, którzy wtedy byli obecni, po SW stronie Kolumny Zygmunta przebyte bło przez mnie już 58 km od początku jazdy tego dnia. W tamtym też miejscy, tuż po masie, nastąpiło krótkie spotkanie na fotografię obecnych na masie znajomych z LSTR (na pewno: Księgowy, Da., Pa., Sy.), ze studiów (na pewno: K.B i Zu.) i z VBT (na pewno Wi. i Go. (więcej kontaktów z tą grupką utrzymywał Księgowy)) - w sumie ponad 10 ludzi. (w trakcie pobytu tam zdarzyło mi się rzucić niezbyt miłym słowem do Księgowego za (i za wiele innych podobnych) co przepraszam).
Potem wraz z Księgowym i K.B (chyba tylko we trójkę) jechało się Senatorską i Aleją Solidarności (K.B odłączyła się chyba na al. Jana Pawła II). Po odłączeniu K.B, nastąpiła krótka przerwa przy stacji paliw między ulicami Okopowa, Leszno i Aleja Solidarności. Dalej była jazda ul. Górczewską i długa podróż DW 580. Po ok. 101km od startu, w Łazach mój rower złapał kapcia. Próby łatania dętki (ze znaczną, lub główną pomocą Księgowego) odbyły się na przystanku po S stronie drogi, ale spełzły na niczym (problemy z ekwipunkiem. o ile dobrze pamiętam, brak zapasowej dętki, a łatka była chyba skombinowana naprędce z materiału niedętkowego i nie przyklejała się lub za słabo).
Rozpoczęła się długa wędrówka o długości ok. 26 km. Przebieg trasy, to kontynuacja podążania DW 580 do ul. Staszica w Sochaczewie, następnie kładką do Gawłowa, skąd dalej już na północ szosą równoległą do Bzury. Po drodze kilka przerw, szczególnie o świcie, gdy zmęczenie dawało się już we znaki. Dłuższa przerwa ok. 6:30-6:50 (może nieco dłużej lub krócej) nastąpiła przy stawem po N stronie lasu w Nowych Mistrzewicach, E stronie szosy. Ok. 7:20 trwała przerwa przy moście przez Bzurę (nie był wtedy przez nas przekraczany) w Witkowicach. Koniec ok. 8:00 przy kapliczce z figurką Najświętszej Maryi Panny, znajdującą się tuż pod lasem między Witkowicami Dużymi i Małymi (współrzędne kapliczki wg układu 1992 (EPSG 2180): 52° 20' 59" N, 20° 14' 16,8-17,1" E). Tam po kilku kolejnych minutach dotarł tata. Załadowało się oba rowery do auta kierowanego przez tatę i przejechało do domu, gdzie nastąpił przerwa na sen gdzieś tak do południa.
Rower:Unibike
Dane wycieczki:
127.00 km (0.00 km teren), czas: 14:00 h, avg:9.07 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hLSTR - Masa Krytyczna i powrót do domu
Piątek, 31 października 2008 | dodano: 31.10.2008Kategoria .>10 osób, .LSTR, .Wyprawki w okolicy, .Pół nocne, .Z Księgowym, .Warszawa
Dojazd na masę głównymi do De Gaulla, z przejazdem przez UW. Masa Krytyczna a po masie awaria - urwał się hak od przerzutki i po znalezieniu "ratowników rowerowych" wykorzystaliśmy ich sprzęt, bo własnego nie mieliśmy i dalej jechało się na singlu. Najpierw do Gdańskiego przez Podwale i Freta, potem metrem na Słodowiec. Stamtąd do pobliskiego Leśmiana, w auto i koniec przygody.

Trasa Masy:
Pl. Zamkowy, Krakowskie Przedmieście, Karowa, Dobra, Zajęcza, Topiel, Kruczkowskiego, Czerniakowska, Górnośląska, Rozbrat, Myśliwiecka, Szwoleżerów, 29 Listopada, Czerniakowska, Suligowskiego, Podchorążych, Gagarina, Belwederska, Dolna, Puławska, Dąbrowskiego, Kazimierzowska, Narbutta, Niepodległości, Batorego , Boya-Żeleńskiego, Pl. Unii Lubelskiej, Marszałkowska, Pl. Zbawiciela, Marszałkowska, Pl. Konstytucji, Piękna, Krucza, Jerozolimskie, Rondo Dmowskiego, Marszałkowska, Świętokrzyska, Mazowiecka, Pl. Małachowskiego, Królewska, Pl. Piłsudskiego, Moliera, Senatorkska, Pl. Zamkowy.
Rower:Unibike
Dane wycieczki:
30.00 km (1.00 km teren), czas: 03:00 h, avg:10.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hDo Bocheńca II - Wędrówka piesza
Sobota, 25 października 2008 | dodano: 12.03.2022Kategoria .>10 osób, 2008 Mazowieckie S
Poprzedni dzień butelka wina i ew. może jeszcze trochę. Potem sen w pozycji siedzącej na skraju łóżka, bo wszyscy inni już dawno zasnęli i zajęli całe łóżka. Pobudka w innym miejscu (przeniesiono mnie w kilka osób i przy okazji zniszczono moje okulary), też w pozycji siedzącej. Większość tego dnia to ból brzucha i poszukiwanie kogoś, kto mógł coś wiedzieć o zagubionych okularach (było to szczególnie niełatwe, zważywszy na stan wielu ludzi. Udało się dopiero pod koniec dowiedzieć czegoś konkretnego o losie okularów). Nocą spacer z grupką po okolicy (głównie wzniesienia na północy od bazy noclegowej). Tego dnia już bez alkoholu i w miarę spokojny sen przed wyjazdem nazajutrz.
Rower:
Dane wycieczki:
0.00 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: km/hPraktyki w Pomiechówku
Sobota, 11 października 2008 | dodano: 11.10.2008Kategoria .>10 osób, .Wyprawki w okolicy, .3-4 Osoby, .Z Kasią, ...Miejscowości mazowieckie, .Warszawa
Start bardzo wczesnym rankiem, w okolicach świtu. Wpierw Grójecką do Narutowicza. Tam spotkanie z Kacz. Barską pojechaliśmy do ścieżki wzdłuż Prymasa, z której odbiliśmy w Obozową, aby koło Śmieciowej Góry przedrzeć się do Łomianek. Tam przejechaliśmy Partyzantów i Akacjową, zatrzymaliśmy się na krótkie zakupy w MarcPolu (chyba tylko Kacz. miał taką potrzebę). Potem przez Czosnów pognaliśmy do Pomiechówka głównymi drogami. Średnia wyniosła 20km/h, przy czym zarówno bliżej nieokreślona końcówka, jak i etap wyjazdu ze stolicy, odbyły się przy prędkościach oscylujących w okolicach 30km/h
Zdążyliśmy bez problemu. Jeszcze dochodzili ludzie z pociągu, którzy niedawno przybyli na stację. Zebraliśmy się u wejścia do lasu, w części parkowej. Rozpoczęły się praktyki. Wpierw trochę teorii, instruowania o tym, co mamy robić no i w drogę. Wędrowaliśmy po wschodniej stronie Wkry. Samej rzeki nie widzieliśmy, poza kilkoma odcinkami, gdy trasa biegła bliżej niej. Raz trzeba było przejść ponad potężnym, zwalonym drzewem, więc z rowerami mieliśmy trochę kłopotów. Na szczęście były "kładki" które jakoś wspomagały przechodzących.
Pierwsza przerwa na polanie przy asfaltowej drodze. Trwała przez pół godziny do 13. Potem szlak piął się w górę, by ostatecznie wyprowadzić nas na mostek do Kosewka. Tam przebywaliśmy do nieco ponad 14. Rower złapał kapcia i trzeba było pospiesznie bawić się w naprawę. W drogę powrotną udaliśmy się wpierw Młyńską, a potem zwykłą leśną drogą z dala od rzeki, zmierzając na wschód, później ku SE do punktu wysokościowego przy rezerwacie "Pomiechówek". Tam gdzieś ostatnia przerwa i zebranie prac. Stamtąd zmierzaliśmy już na południe, a potem asfaltową drogą do terenów zabudowanych. O 16 dotarliśmy do Pomiechówka. Było ciepłe, słoneczne popołudnie. Doskwierało mi już zmęczenie. Zamiast jechać do Warszawy - lepiej było pojechać do domu przez Kamienicę.

Koło Akademika. Widok ku E

Grójecka. W centrum kościół pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny przy Placu Narutowicza. Widok ku NNE

Grójecka po N stronie Placu Narutowicza. Widok ku NW

Radiowa/Estrady. Dojazd do przejazdu kolejowego, linii kolejowej, prowadzącej do Huty. Widok ku NW

Zakupy w Łomiankach, w Marcpolu na rogu Wiślanej i Warszawskiej. Widok ku N

NDM. DK 85. Widok ku E

Rozdawana nam, mapa terenu praktyk, czyli spacer z Pomiechówka, po wschodnim brzegu Wkry, do Kosewka, wracając przez las nieco bardziej na wschód od porannej trasy

Jedna z przeszkód terenowych nad Wkrą

Obszar niższy w okolicy Pomiechówka

Obszar wyższy w okolicy Kosewka i Goławic

Obszar wyższy w okolicy Kosewka i Goławic

Most w Kosewku.
Miejscowości mazowieckie
- Goławice DrugieRower:Unibike
Dane wycieczki:
109.00 km (10.00 km teren), czas: 06:17 h, avg:17.35 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hMazovia 24h Dębe - Wieliszew
Sobota, 26 lipca 2008 | dodano: 02.03.2019Kategoria .LSTR, .>10 osób, .Maratony, .Nocne, .Z Księgowym, .Z rodziną
Mazovia 24 h. W sumie wyszło mi 17 okrążeń. Do kolacji udało mi się ich zrobić 8, zajmując wtedy 13 pozycję. Do północy 12 okrążeń, z czego 2 po dłuższej, ok 1,5 h przerwie). Po północy 2 godziny drzemki i 2 dodatkowe okrążenia z Księgowym do świtu. Na finishu jego złapał skurcz, mnie zaczął boleć ząb. Sen do śniadania. Do końca tylko jedna większa przerwa na popasanie i w sumie 5 dodatkowych okrążeń. Żeby zrobić w sumie 18 kółek zabrakłoby mi około 5-10 dodatkowych minut, nie licząc uzupełnienia zapasów picia. Na początku część piachu trzeba było mi prowadzić rower. Później te odcinki zostały nieco rozbrojone przez koła zawodników, no i udało mi się znajdować miejsca, przez które można było jechać w miarę spokojnie.
Rower:Unibike
Dane wycieczki:
243.00 km (235.00 km teren), czas: 13:45 h, avg:17.67 km/h,
prędkość maks: 36.60 km/hBIKEORIENT WOLBÓRZ 2008
Sobota, 21 czerwca 2008 | dodano: 23.06.2008Kategoria .>10 osób, .2 Osoby, .Maratony, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, 2008 Bikeorient, ...Miejscowości łódzkie
WOLBÓRZ 2008
Rankiem jazda po drobne zakupy. Do GOKu przyjeżdżało coraz więcej osób. Swoją powinność udało mi się odbębnić na początku, zdobywając numer „6”. Przyszło spotkać DMK i resztę drużyny z BikeStatu. O 10 ruszyliśmy. Zawodnicy się rozciągnęli. Przed światłami, nim na dobre rozpoczęliśmy rajd, przyszło mi spotkać rowerzystę z Piastowa. Jak okazało się później, jechało się już z nim w lutym po Puszczy Kampinoskiej. Podczas tej wycieczki w trakcie której zaklinowała mi się przerzutka na szprychach i rozwalił fartuch od ramy.
GOK i baza maratonu. Widok ku NEE


Wolbórz. Modrzewskiego. Widok ku N
Za światłami się rozdzielamy. Większość pojechała na 8, a mniej liczna grupa w tym ja Mirek (biker z piastowa) i DMK na 5. Asfalt, wiatr w plecy i raczej z górki teren nadawały nam tempo w przedziale 30-40km/h. Dotarliśmy do lasu i niebawem grupa wpadła na leśny trakt, po czym nastąpiło poszukiwanie punktu, który ciężko było odnaleźć. Dotarli wszyscy ci, którzy jechali wolniej. W końcu ujrzeliśmy małą, zarośnięta alejkę, na końcu której znajdował się lampion. Mamy 1pkt.

Las na E od Młoszowa, gdzie mieścił się jeden z PK
W 4kę wyjechaliśmy z lasu do Wiaderna. Przez skraj czyjegoś pola dojechaliśmy do asfaltu. Kurs na Starą Wieś, gdzie odłączył się jeden biker. Potem jazda na Tomaszów. Szybkim zjazdem w dół z asfaltu znaleźliśmy się na niebieskim szlaku koło Józefowa. W Brzustówce ostatecznie zgubiony został przez nas ślad po DMK, który wyrwał do przodu już od połowy Wiaderna. Ominęliśmy Niebieskie Źródła i polecieliśmy na Wąwał, do torów. Zaraz za nimi odbiliśmy do lasu w drugą dróżkę po prawej, aby ścieżką między drzewami skręcić w drogę do punktu 10, gdzie czekały na nas racje żywnościowe i bunkier. Od razu zjedliśmy po bananie i batonie, by następnie ruszyć do PK7 w Brzustowie. Trasa minęła bez problemu, cały czas asfaltem.

Tomaszów Mazowiecki. Modrzewskiego. Most przez Pilicę. Widok ku SE

Tomaszów Mazowiecki. Modrzewskiego. Most przez Pilicę. Widok ku SW

Bunkry między Wąwałem i Sługocicami

Po Sługocicach i przekroczeniu torów, niecały kilometr dalej skręt w lewo, długa droga w dół i w prawo przy figurce. Potem kilometr jazdy. W miejscu, które wydawało się słuszne, podjechaliśmy pod górę. Widziany był przeze mnie już przetarty przez kogoś szlak przez chwasty. Po chwili znaleźliśmy się na zboczu. Po przejściu kilku miejscu w poszukiwaniu punktu, dał się słyszeć głos spomiędzy z drzew. Dziewczyna pilnująca punktu opowiadała, że również ledwo dotarła i nie wiedziała jak tam trafić. Zjazd do ścieżki, prawo, koło stawu i do skrzyżowania, gdzie się rower zakopał nim udało mi się zredukować bieg. Wkrótce dało się widzieć wyrobisko i długą prostą drogę.

Okolice. Brzustowa. Widok ku N
Do 3 dojazd bez większych problemów, ładną droga przez las. Ku naszemu zdziwieniu... Punkt znajdował się po drugiej stronie drewnianej zapory. Pilnujący również zdziwieni. Ciekawym doświadczeniem było przechodzić po chybotliwych deskach zapory. Przydały się zabawy z podstawówki i tych kilka ćwiczeń w Górach Świętokrzyskich. Opuściliśmy to zabawne miejsce i przejechaliśmy do Dąbrowy, gdzie punkt znajdował się przy skrzyżowaniu ścieżek. Tam również trafiliśmy dość sprawnie.

Okolice. Brzustowa. Widok ku N


Okolice Olszowca

Okolice Olszowca
Za to 4 - ruiny leśniczówki (!) mapa mi się przetarła w miejscu gdzie były tory i rzekomo ścieżka, którą pojechaliśmy. Co tu dużo mówić: przedzieraliśmy się przez prawdziwy las. Nogi trochę podrapane, koledze chyba tam przerzutka zaczęła sprawiać delikatne problemy (wózek jakby się zbliżył do szprych). Dotarliśmy jednak do torów. Już było wiadomo, gdzie jesteśmy, jednak po drugiej stronie mieliśmy równie wielkie problemy ze znalezieniem drogi zdatnej do poruszania się. Przynajmniej przy nasypie rosły smaczne poziomki. Trochę się pokręciliśmy, aż trafiliśmy na dokładnie tę drogę, o którą nam chodziło. Z naprzeciwka jechał biker, który chciał pojechać, tak jak było przez mnie planowane. Stanowczo mu się tego odradzało.
Na 4 czekał fotograf i robił zdjęcia przybywającym zawodnikom. Same ruiny wyglądały dość ciekawie. Tak bardzo, że z chęcią by się tam wróciło. Przez Bratkowo, Grudzień, Olszowiec, do skrzyżowania i pod górkę, skąd rozciągała się ciekawa panorama. Jechaliśmy wpierw przez ściernisko, potem polem, które zostało tak zdewastowane, jakby ciągnik przejechał. Przy punkcie przerwa. Potem fajną ścieżką góra-dół dojazd na asfalt. Przez Syski, Zajączków (gdzie jakiś koleś kierował nas na „Potok”, chociaż i tak wiedzieliśmy gdzie jechać), Julianów, drogą „made in PRL or starszą” i w las. 9 to ambona, również bezproblemowo odnaleziona.
Potem szybko na Smardzewice, przejazd zaporą przy Jeziorze Sulejowskim i po 1-1,5h znaleźliśmy się w Adamowie, Bronisławowie. Motaliśmy się. Jazda to w jedną, to drugą stronę, aż ktoś rozsądny powiedział, że za wodociągiem jest szlak, którym mamy jechać. Był, ale nie pojechaliśmy tak jak trzeba i znów kluczenie po lesie, alejkami wśród drzew, które same się wyznaczały, a gałęzie chciały zwalić nas na gęste, leśne runo. Jednak mieliśmy trochę szczęścia i zobaczyliśmy tabliczkę wodociągów na siatce i przed nią piaszczystą ścieżkę. Jeszcze tylko trochę i już udało się zdobyć kolejny punkt. Trochę pogadaliśmy z gośćmi i ruszyliśmy w dalszą, ciężką drogę.

Smardzewice. W tle zapora Zalewu Sulejowskiego. Widok ku NWW

Smardzewice. Zapora Zalewu Sulejowskiego. Widok ku NWW

Okolice Adamowa. PK nad Zalewem Sulejowskim

Okolice Bronisławowa. PK nad Zalewem Sulejowskim
Od tamtego momentu do Golesza Małego nie było pojęcia, jak jechaliśmy. To samo jak zmierzaliśmy do 8, również tu jechało się prawie przypadkowo i chociaż wydawało mi się, że dotarliśmy tam gdzie trzeba, to jednak ludzie zabrali się stamtąd dość wcześnie. Niemniej, w lesie łatwo pomylić drogi, więc może nie udało się trafić dokładnie w to miejsce... Straciliśmy zbyt wiele czasu. Z tego lasu pamiętam tylko sarnę na drodze, mrowiska i pokrzywy, które na ocierały. Z ledwością wyjechaliśmy przez krzaki do głównej i prostą przed siebie, dawaliśmy z siebie ile się dało. Na koniec światła, gdzie wszyscy stali i ostatnie metry na metę. Wpadliśmy w ostatniej minucie.
Chcąc wyciągać dokumenty z kartą przejazdu, przypadkiem przewróciliśmy się na bok, zagarniając jeszcze trzeciego rowerzystę, który stał równolegle do nas, ale co spowodowało upadek nie mam pojęcia. Wyszło mimo to zabawnie. Potem była przemowa, wyniki itp. prezentacja Miss z owej gminy oraz losowanie nagród, gdzie i mojemu towarzyszowi i mnie udało się wygrać mapy. Całość bardzo fajnie zorganizowana. Super zabawa!
Zabawa się skończyła, ludzie rozjechali (podczas rozmowy z jednym z zawodników, podczas pytania o studia, skłamałam ze wstydu coś w stylu, że następny rok, to drugi rok studiów, a w istocie pierwsze studia przerwałam i dopiero składałam papiery rekrutacyjne na inne z powodu decyzji o zmianie studiów (trzeźwo oceniłam, że nie dam rady ukończyć pierwszych), było naprawdę dużo krzyku i łez w rodzinie, i okropnie wiele stresu na mnie się skrupiło). Na noc w GOKU zostało mniej zawodników niż poprzedniej nocy. Z remizy na tyłach GOKu dało się słyszeć muzykę weselną.







Wolbórz. Moszczanka. Widok ku W

Wolbórz. Moszczanka. Widok ku E

Wynik:
pozycja: 60/115
czas: 7:59:30
punktów: 9/10
Zaliczone gminy
- Tomaszów Mazowiecki (W+M)- Inowłódź
- Opoczno
- Sławno
- Mniszków
Miejscowości łódzkie
- Wolbórz (+Lemiesz-Zwierzyniec, ^+ +Borek)- Stanisławów (+Karolinów)
- Modrzewek
- Janów
- Miłoszów
- Swolszewice (-C)
- Wiaderno
- Tomaszów Mazowiecki (+Laski, +Małe Nagórzyce, +Józefów, +Brzóstówka)
- Wąwał
- Smardzewice
- Sługocice
- Brzustów (+Wzgórze, +B.Kolonia)
- Kraśnica (-C)
- Dąbrowa
- Olszewice
- Bratków
- Grudzień-Las
- Olszowiec
- Grudzień-Kolonia
- Sławno (-C)
- Sępno-Radonia
- Syski
- Zajączków
- Bukowiec nad Pilicą
- Góry Trzebiatowskie
- Błogie Rządowe (-C)
- Karolinów (-C)
- Tresta
- Swolszewice Małe (+Swolszewice-Borek, +Swolszewice-Trzciniec, +Swolszewice-Iłki)
- Swolszewice Duże (+Swolszewice-Huby, +Swolszewice-Działy, +Gajówka Adamów)
- Adamów
- Bronisławów
- Lubiaszów
- Golesze Małe
- Żarnowica (-C)
- Polichno (+Duże)
- Koło (-C)
- Żarnowica Duża
- Żarnowica Mała (-C)
Rower:Unibike
Dane wycieczki:
130.00 km (35.00 km teren), czas: 06:55 h, avg:18.80 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWaypointRace w Piastowie
Sobota, 31 maja 2008 | dodano: 02.06.2008Kategoria .LSTR, .>10 osób, .2 Osoby, .Maratony, ..Gminy Polska, ...Miejscowości mazowieckie
ROZGRZEWKA
Start około 7. Tym razem kurs z Łomianek, bezpośrednio na południe. Przez Wólkę Węglową, Babice, Ożarów do Pruszkowa, a stamtąd, na pytanie gdzie jest stadion, jakiś gość skierował mnie w kierunku Piastowa, skąd z kolei odesłano mnie mnie w poprzednie miejsce. Na miejscu udało się zdzwonić z R.B. i dokonać rejestracji. Przygotowanie roweru, po czym udaliśmy się na ławeczkę, tam oczekując startu.
3...2...1...
Po przemowie ruszyliśmy za samochodem, przez miasto do parku, na miejsce startu ostrego. Tam każdy po przybyciu dostał mapkę. Poprawianie mp3 na uchu i ostatni łyk. Bidon udało się schować na kilka sekund przed startem. Ruszyliśmy szybko. Na pierwszym skrzyżowaniu grupy się podzieliły. Wielu pojechało na pierwszy Waypoint w Pęcicach, ledwie rzut beretem od startu.
Grupa 6-5
6 - Pęcice. Cmentarz, róg południowo-wschodni
5 - Las Sękociński. Skrzyżowanie szlaków.
Przy 6tce, położonej niecałą minutę od asfaltu, drogą o falistej powierzchni, masa bikerów, niezbyt gwałtowne, ale jednak trochę niecierpliwe oczekiwanie na kolej przedziurkowania karty, udzieliło się chyba każdemu. Potem jeszcze tym samym odcinkiem wrócić na główną, co było utrudnione, ze względu na jadących do punktu kolejnych rowerzystów, no i samą nawierzchnię.
W sumie dosyć zgrana grupą jechaliśmy na południe, na Suchy Las, nie przerywając jazdy i dążąc do spotkania z samym lasem. Po kilku metrach chwila wahania. Droga się rozdzielała. Jako, że po lewej było dużo piachu (mały problem), to był to trochę dłuższy odcinek. Tak więc poniosło mnie w prawo, niebieskim szlakiem. Nie zostało przez mnie zauważone, czy ktoś pojechał lewą drogą. Po odcinku podobnym, lecz dłuższym od tego do 6tki, wylądowaliśmy na szutrze, który momentalnie przeszedł w asfalt. Po prawej mijaliśmy hale marketów i zatrzymaliśmy się na światłach. Asfalcik za skrzyżowaniem prosto, po chwili powoli zakręcał w lewo. Po prawej widoczny był jakiś ośrodek i kątem oka zauważona została jakaś ścieżka. Trochę zbyt gwałtowne hamowania, zwłaszcza że jechało się 30km/h (w lesie około 25-27). Wbiliśmy się na szlak czerwony. Trochę kręcenia wśród drzew, raz gałąź uderzyła mnie tak, że prawie zatrzymało mnie w miejscu, a na jednej z leżących omal mnie nie wywróciło. W pewnym momencie był ostry, mało widoczny zakręt, gdzie trochę mnie zarzuciło, a także skręt szlaku w prawo, który omal nie został przez mnie przeoczony. Po prawej ukazała się łąka, a wkrótce potem dojechaliśmy do punktu nr 5. Tu się rozdzieliliśmy. Tamci pojechali do Nadarzyna, kierując się na 7kę.
Inaczej niż reszta...
Na starcie planowaliśmy ruszyć do siódemki, jednakże na skrzyżowaniu szlaków, stwierdziliśmy, że lepiej będzie zaliczyć 3kę, a co za tym idzie i 8kę, a wtedy ruszyć na południe. Tak więc z R.B. wkroczyliśmy na szlak niebieski i ruszyliśmy na północ do głównej, a następnie do Strzeniówki i do Nowej Wsi. Szybciej tędy, niż znów przez las szlakiem czerwonym.
3 - Nowa Wieś. Brzeg stawu.
Tuż za torami skręt w lewo i widoczny zarys stawu, a po chwili również i lampion oraz kilku popasających bikerów zapewne z kategorii Fun. Tu również i my postanowiliśmy na chwilę się zatrzymać. R.B. pobieżnie opłukał się w stawie, a mi, co leżało w moim ówczesnym zwyczaju, przyszło wykończyć tabliczkę czekolady. Chwila myślenia. Jak do ósemki? Zakładaliśmy, że przez Helenówek i Otrębusy z łatwością dotrzemy gdzie trzeba. Biorąc jednak pod uwagę ilość niebieskich kresek i jak już się okazało, dużą dokładność mapy, po wyjechaniu na żółtą DW719 skierowaliśmy się w kierunku Pruszkowa. Wykonaliśmy dziwny manewr na pierwszych napotkanych światłach. Skręciliśmy do Parzniewa, chwila asfaltu i wiejska droga. Po chwili zauważyliśmy na horyzoncie jakąś grupkę, którą udało się dogonić już na miejscu.
Parzniew. Lotnisko modelarskie – tablica informacyjna.
Na miejscu dwie dziewczyny. Jedyny punkt, gdzie był ktoś z obsługi. Po prawej parę samochodów i ludzi. Nad nami właśnie fruął samolot jednego z nich. Chwilę wodziliśmy za nim wzrokiem i wróciliśmy do asfaltu. Kierunek zachód, bo jak znów się okazało, zmieniliśmy plany.
Ech, ta młodzież... :)
Przechodziliśmy przez tory, za nimi betonowe płyty, jakie spotkać można w niektórych miejscowościach nad Wisłą, albo... boczną drogą między mostem Gdańskim i Grota, gdzie kręciło się onegdaj sporo psów... Płyty wkrótce zamieniliśmy na porządną polną drogę, tak jakby wyrobioną przez koła ciągników miedzą. Szybko przemknęliśmy i znów asfalt. 500m dalej dwójka rowerzystów. Zbliżyliśmy się... Jacyś miejscowi... Do ich uszu dotarło: „Dwa samochody... Za nimi wyprzedzamy...” i po oczom tychże ukazała się najpierw jedna czerwona osoba na rowerze, z równie czerwoną sakwą, a zaraz potem druga, odziana w czerń z plecakiem. Wkrótce zniknęli za zakrętem, podziwiając wznoszący się komin opuszczonej fabryki, marząc by tam właśnie się zatrzymać. Jednakże obowiązek zawodów i strażnik na bramie rozwiały te myśli, zmieniając na ewentualne na plany do zrealizowania... kiedyś...
10 - Gołaszew. Murowana kapliczka
Moszna, Domaniewek i Gołaszew, czyli asfalt, asfalt, szuter, asfalt i znów ziemia pod kołami. Na skrzyżowaniu mijaliśmy team rodzinny i kapliczkę. Posililiśmy się, jak na każdym prawie Waypoincie. Po dokonaniu niezbędnych formalności zalały nas dzieci. Pytali, mówili wiele tak, jakby już im ktoś opowiedział o zawodach, no i wynika z tego, że ten punkt jak dotąd odwiedziła niewielka ilość zawodników, czyli jak się można było spodziewać, większość postanowiła zdobyć najpierw leżące tuż obok siebie punkty, a potem 12-10-8. Albo już byli tak szybcy. No cóż, nasz kierunek jazdy był jakiś spaczony. Pomachaliśmy do dzieciaków, które za nami kawałek pojechały. R.B. rzucił żartem: „Odprowadzą nas do Pruszkowa? :D"
12 - Krosna. Samotna topola
Płochocin. Przed torami skręt w lewo. Józefów - znów szuter, aż do 12. Dosłownie zaraz po nas dojechał starszy już facet, któremu zostały tylko 3 punkty, podczas gdy ten był dopiero naszym szóstym... Rzekomo skracaliśmy sobie drogę przez pole we wsi Biskupie, chociaż wydawało mi się, że raczej straciliśmy. Jeszcze 20km/h po „drodze” wyjeżdżonej ciągnikiem i już mocno rozmytej przez deszcze, w pełnym słońcu czuło się tam jak na pustyni. Na szczęście niebawem dotarliśmy do sadku. Przekradając się pod ogrodzeniem, znów znaleźliśmy się na asfalcie.
Rozpoczynamy drugą połowę
1 - Żuków. Mostek na ścieżce.
Potem już poszło szybko. Dotarliśmy do kolejnego punktu, praktycznie nie szukając go. Drogę do niego wygnietli w trawie poprzedni zawodnicy, więc mieliśmy zadanie ułatwione. I potem znowu asfalcik. Po drodze roboty drogowe czyli łatanie jezdni.
4 - Milanówek. Aleja Kasztanowa – tablica informacyjna
Przeszliśmy przez tory i ujrzeliśmy kolejną grupkę rowerowych zdobywców z kategorii Fun. Informowali nas o trudności w znalezieniu 9tki. No cóż. Prawda. Przebiliśmy karty.
Trudy poszukiwań
9 - Kazimierówka. Pozostałości cmentarzyka w kępie drzew.
Gdy tylko przekroczyliśmy główną, zaczęliśmy się motać i kręcić, pytać ludzi, aż znaleźliśmy w końcu cmentarzyk, a na nim jeszcze kilka dzikich zwierząt, które wnet uciekły. Cofnęliśmy się i przed torami pojechaliśmy skrótem, by nadrobić czas. Niestety i to się nie udało. Rozegraliśmy to tak dziwnie, że mając dwójkę pod nosem, przypadkiem skręciliśmy o jedno skrzyżowanie wcześniej w prawo i znaleźliśmy się na końcu Owczarni, w drodze do Książnic. Tu chwila dyskusji z przygodnym bikerem, chwila konsternacji i cofnięcie do najbliższego skrzyżowania. Na szczęście, choć ominęliśmy dwójkę, to nie było źle.
11 - Kopana. Ambona myśliwska o numerze 2
Pojechaliśmy małym niby-wąwozikiem, z licznymi zakrętami, wyjeżdżając pod lasem. Długo szutrem i w końcu miejsce na mapie, oznaczone trójkątem przy drzewach. Skręt. R.B. pozostał trochę z tyłu, gdyż na dołach omykał i skakał mu łańcuch. Znów jazda w cieniu. Spieczone ręce odpoczywały. Nagle w dół i górka, dół i górka, i wnet oto ukazała się ambona w całej okazałości. Śmieszy mnie sposób, w jaki umieszczono lampion, a jeszcze bardziej to, że ktoś zerwał perforator, by pozostali nie musieli wchodzić jak mi się wydaje. Niestety nie mieliśmy czasu na poszukiwania, zwłaszcza, że nie rzucił nam się w oczy nigdzie w pobliżu. BP i w drogę.
Tak blisko, a tak daleko...
2 - Żółwin. Miejsce przy drodze.
Z 11 skręt na pierwszym w prawo i szybki dojazd do Żółwińskiego Dworku. Zaraz za nim i drzewa. Na szczęście TU perforator już był. Również i wygnieciona przez pozostałych trawa. Była 15.
7 - Dębak. Mur ogradzający teren byłej jednostki wojskowej, róg południowo-wschodni.
Z Żółwina prosto jak strzała przemknęliśmy przez las i o 15:15 znaleźliśmy mur, a jednocześnie ostatni punkt naszej wyprawy. Poza metą oczywiście. Widzieliśmy domki i chcieliśmy tam przejechać, ale była zamknięta brama. Dzieci które tam stały, widocznie się przestraszyły, ale gdy już odjeżdżaliśmy, dało się słyszeć coś w rodzaju „cześć”, po którym nastąpiło moje machnięcie ręką. Przedarliśmy się przez las.
Zakończenia słów kilka
Prędkość końcowa 28-32 km/h, nie licząc miejsc zwalniających. Przez Strzeniówkę, granicę do torów, potem ulicami wśród samochodów i do ulicy Prusa, szybka prosta przez miasto oraz... czerwone światła, gdzie trzeba było stać... Wkrótce widać było już metę i kolejne czerwone. Zjazd na prawo, przecinając chodnik, w dół, omijając w ten sposób przechodniów. Tuż za mną przekroczył bramę R.B. i otrzymaliśmy to co reszta: certyfikat i informator w cyrylicy oraz ankietę. Spoczęliśmy na ławeczce, o dziwo tej samej, na której siedzieliśmy przed startem, i odpoczywaliśmy. Numery 171 i 462 dotarły około 15:42.
Zaliczone gminy
- Milanówek- Grodzisk Mazowiecki
- Podkowa Leśna
Miejscowości mazowieckie
- Mościska- Klaudyn
- Janów
- Kwirynów
- Wieruchów
- PGR Strzykuły
- Piotrkówek Mały
- Ożarów Mazowiecki
- Duchnice
- Pęcice
- Suchy Las
- Komorów Wieś (-C)
- Strzeniówka
- Kanie (-C)
- Granica
- Nowa Wieś
- Parzniew
- Brwinów
- Koszajec
- Moszna-Parcela
- Moszna-Wieś
- Krosna-Wieś
- Czubin (-C)
- Biskupice (+Biskupice-Majątek)
- Kotowice
- Falęcin
- Milanówek
- Owczarnia
- Książenice
- Żółwin
- Terenia (+Kopana)
- Podkowa Leśna (-C)
- Konotopa
- Jawczyce (+C 2008.03.21)
- Bronisze
- SHRO Bronisze
- Piotrkówek Duży
Rower:Unibike
Dane wycieczki:
150.00 km (60.00 km teren), czas: 07:45 h, avg:19.35 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hLSTR - SGGW, Legionowo i Masa Krytyczna
Piątek, 30 maja 2008 | dodano: 02.06.2008Kategoria .LSTR, .>10 osób, .5-10 Osób, .Pół nocne, .Warszawa, .Z Księgowym
POBUDKA
Jak to wyglądało? Zerwanie się o szóstej (co w moim wykonaniu wyglądało trochę... powolnie), kawa i jajecznica z piątki. Ostatnie poszukiwania sprzętu. Kilka razy na dwór i z powrotem, aż w końcu coraz bardziej przypadkowo, zabrało się wszystko co potrzebne. No i regulacja siodełka, które mi brat opuścił.Start około 7mej. Po 1,5 km okazało się, że siodełko jeszcze wymaga regulacji, po czym nastąpił wyjazd na DK 62, mijając swoją mamę, przejeżdżającą w aucie. Po jakichś 8km znów przerwa, tym razem by zwiększyć ciśnienie w dętkach. Jakiś Ukrainiec pytał mnie, gdzie ma dojechać z ludźmi do jakiejś wioski. Potem kolejno Zakroczym, Modlin, niebieski most i przez Czosnów do Łomianek, gdzie w jednej ze szkół trwała impreza dla dzieciaków. Za Łomiankami wjazd na główną.
WAWA
Kurs przez park Bielański. Na jego końcu tel. do Księgowego. I wnet poleciało się brzegiem Wisły do Łazienek, gdzie nastąpiło spotkanie z dwójką przyszłych geologów. Tam trochę łażenia, kończąc spacer na Gagarina. Po dojściu do Sobieskiego, wsiedliśmy z Księgowym na rowery pognaliśmy na Ursynów. Pokazało się mu kawałek SGGW i trochę dalej, górkę z której widać jeden z budynków SGGW, tor Stegny, a na północ dolinę Służewiecką. Długo się nie namyślając podjechaliśmy po dosyć stromym zboczu i oto już roztaczała się ładna panorama.Zjazd innym stokiem. Ja trochę łagodniejszym, ale i tak ledwo się wyhamowało na końcu. Czekając na Księgowego zachciało mi się sprawdzić stan roweru. Trochę mi się poluzowało koło przy szybkozamykaczu. Jazda do Puławskiej, jadąc tam NOWĄ ASFALTOWĄ ŚCIEŻKĄ ROWEROWĄ. Było kilku nierozsądnych pieszych, ale bez kolizji i awantur. Na placu Unii Lubelskiej w Polną. Przy trasie Łazienkowskiej do Marszałkowskiej. Na Zbawicielu w Mokotowską, Chopina, gdzie jacyś dzicy się zatrzymali autem tak, że korek zaczęli robić. Gdy jeden trąbił na nich, my byliśmy tuż obok. Uszy... Potem Ujazdowskie, przez Stare Miasto i zjazd po kostce na dół. Do Mostu Gdańskiego. Potem kurs do Grota, wciągając rowery. Jakoś się przeciskam z sakwą pomiędzy pierwszym i ostatnim slupem (reszta to nie problem). Następnie prosto do Legionowa.
MASA – Zbieranie
Adam w domu, piszę do Pa.. Mam nieco ponad pół godziny. Jazda do biedronki po zakupy na jutro i kurs do ronda przy obi. Wkrótce dotarli Pa. i S., potem reszta. Na obwodnicy połączyliśmy się z G.-ami. Na Modlińskiej z Konwaliową (chyba) połączyliśmy się z jeszcze większą grupą i w mnogiej liczbie ruszyliśmy przez Most Gdański do Pomnika Kopernika. Ustawiliśmy się pod PKO. Na 3 minuty przed startem dotarł R.RUSZYLI...
Najpierw powoli. Potem szybciej w kierunku Poniatowskiego i na rondzie Waszyngtona zatrzymaliśmy się. To samo gdy dotarliśmy do Dworca Wileńskiego. Dalej do Gdańskiego i Jana Pawła II. Tam rower złapał gumę. Zmieniło się ją akurat na czas, gdy ciąg masowiczów się skończył. Niestety. Opona była niedokładanie ukształtowana i trzeba mi było raz jeszcze się zatrzymać.FINITO
Od Jana Pawła II, do Zawiszy, do Żwirki i Wigury trzeba było ścigać masowiczów. Na Racławickiej udało mi się dołączyć do czwórki, która została z tyłu i przez Wołoską, dołączyliśmy do reszty na placu Unii Lubelskiej, choć światła widzieliśmy już wcześniej. Ominęła nas Fala Meksykańska, która do końca nie dotarła. Przy Koperniku znów udało się dołączyć do ekipy i po kilku minutach po ogłoszeniu ilości masowiczów (zabrakło 50 do majowego rekordu) nastąpił mój kurs do Łomianek. Tam udało się dotrzeć przez park Młociński na godzinę 22 z kawałkiem.Rower:Unibike
Dane wycieczki:
185.00 km (3.00 km teren), czas: 09:42 h, avg:19.07 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hK36 + Masa Krytyczna i powrót do domu?
O tym dniu mogę powiedzieć, ze praktycznie go nie pamiętam poza samą Masą Krytyczną (ale i tak nie pamiętam, czy ktoś z LSTR był tam przez mnie spotkany, czy też była to mocno indywidualna wycieczka). W ciągu dnia było to jeżdżenie do około 100km (możliwe że to tego dnia, w godzinach tuż przed Masą, na Masę zdążając, nastąpiła krótka przerwa przy Hali Banacha, tam odbierając telefon lub dzwoniąc do kogoś z LSTR (możliwe że do Sys.)), a po masie zapewne powrót do domu, ale już nie pamiętam. Sama masa sympatyczna i tematyczna - upamiętniająca wyprawę Kazimierza Nowaka rowerem przez Afrykę.
Rower:Unibike
Dane wycieczki:
201.45 km (0.00 km teren), czas: 12:00 h, avg:16.79 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hK31 + Legionowska Masa Krytyczna
Piątek, 18 kwietnia 2008 | dodano: 19.04.2008Kategoria .LSTR, .>10 osób, .Pół nocne, >200, .Z Księgowym, .2 Osoby, .Samotnie, .Warszawa, .Wyprawki w okolicy
W skrócie - jazda po Warszawie za dnia, przed wieczorem sprint do Legionowa, tam Legionowska Masa Krytyczna, a potem jazda z R.B. w moje okolice, dokąd dotarło się o drugiej rano (potem wracał sam do Warszawy). Mi ten wyjazd przyniósł nieznaczne zwiększenie liczby kilometrów rekordu jazdy w ciągu jednego wyjazdu (poprzedni z sierpnia 2007).
Warszawa - ok. 100km
Wyjazd z Łomianek jeszcze przed 8smą, trochę wleczenia się. Wyjazd na główną mniej więcej pod koniec miejscowości. Na światłach przejście na drugą stronę, ostatnia poprawa stroju i w korku samochodowym jakoś udało się dotrzeć w okolice McDonaldu przy Pułkowej, skręt w prawo w Spartakusa i potem Encyklopedyczną wyjazd przy Makro. Na przystanku tramwajowym ul. Zgrupowania AK "Kampinos" pora na śniadanie i po około w sumie 20minutowej przerwie start dalej.Marymoncka do Wilsona - Plac Inwalidów - przed wiaduktem przy Gdańskim metrze zjazd w lewo. Remontowaną ulicą Krajewskiego przejazd pod Słomińskiego i wjazd na ścieżkę pod Gdańskim Mostem. Dalej na Wybrzeże Helskie, za Mostem Śląsko-Dąbrowskim jadąc Uliczkami dotarło się do Zamoyskiego od strony stadionu. Potem Al. Zieleniecką do Waszyngtona, przez most do Centrum, w Emilii Plater - przez plac Defilad - przejazd pod Marszałkowską do Zgody (z Bracką i Kruczą) i w Szpitalną - Mazowiecką do Placu Piłsudskiego. Przez Ogród Saski do Królewskiej - Grzybowskiej - Towarowa - Solidarności - Wolska - Prymasa 1000lecia.
Przejazd pod wiaduktem kolejowym, a nad nim z kolei na drugą stronę. Zajechało sie do C.H. Reduta i w tamtejszym Carrefourze przyszła pora na małe zakupy, na dalszą trasę plus szybki popas. Dalej lewą stroną Alei Jerozolimskich do placu Starynkiewicza - Żelazna - Twarda - Złota - Rondo ONZ - Świętokrzyska - Nowy Świat - m. Poniatowskiego - Zieleniecka-Targowa-przy ZOO do Wybrzeża Helskiego - m. Gdański - Plac Inwalidów - al. Wojska Polskiego - Felińskiego - Niegolewsiego - pl. Henkla - coś jakby park "Żołnierzy Żywiciela"? - do Słowackiego - Krechowiecka - Lelewela - Tucholska - Sułkowskiego - Dygasińskiego - do Gwiaździstej w stronę wiaduktu nad ścieżką. Na drugą stronę. Nad Wisłę. Dużo błota na początku, potem miejscami dużo piasku około 3kmi dotarcie do ścieżek przy Wybrzeżu Gdyńskim. Jechało się tak cały czas, aż do Syreny - Jaracza - Solec - Wioślarska - do M. Świętokrzyskiego - przekraczam 3500km/rok - Zamoyskiego - Skaryszewska - Żupnicza - Chodakowska - Kamionkowska.
Przecięcie Grochowskiej - przez Park do Al. Waszyngtona - Międzynarodową - Stanów Zjednoczonych - południową stroną jez. Gocławskiego - do Rogalskiego - Bora-Komorowskiego - Meissnera - Witoszyńskiego - przez dziki teren do Wału Miedzeszyńskiego (tu trochę popadało tak lekko) - Afrykańska - Saska - uliczkami do Ronda Waszyngtona - Nowy Świat - Świętokrzyska - Jana Pawła do skrzyżowania z Anielewicza.
Było około 16:30 gdy dzwoniło się do R.B., po czym kurs na Esperanto - Okopowa - Leszno - Młynarska - Obozowa - Dywizjonu 303 do jego końca przy Powstańców Śląskich. Jechało się kawałek do Lidla i jadło co nieco ze zgromadzonych zapasów. Dojazd do rogu Połczyńskiej z Powstańców, gdzie trwało oczekiwanie przez parę minut na R.B. Było już około 100 km na liczniku.
Sprint do Legionowa ok. 20-30 km
Połczyńska - Wolska - Młynarska - Okopowa - Słomińskiego - most Gdański - Rondo Starzyńskiego. Około 20minut jazdy postój na rondzie. Pompowanie kola i dalej na Modlińską. Po drodze spotkaliśmy Beju, który został zgubiony, gdy skręciliśmy na wolny, boczny pas przy Forcie i zakopaliśmy się piachu. Pojechaliśmy na obwodnicę. W połowie czekał Beju na poziomce, dalej na rondzie przy OBI - Pa.. Całość zajęła nam około godziny.Legionowska Masa ok. 20-30 km
Zebranie na Rynku. Było jest nas chyba 10 osób. Wyjazd z Legionowa na Kąty Węgierskie. Potem przez Stanisławów Drugi powrót na trasę Augustowską i przez Piaski do Wieliszewa. Tam na rondzie kilka kółek. Z Wieliszewa do ronda w Zegrzu i z powrotem do Legionowa. Kręcenie po jakichś ulicach i gdzieś tam nastąpiło rozstanie, zajeżdżając jeszcze w kilka osób po masie do jakiegoś całodobowego.Powrót do Domu - ok.40-50 km
Na rynku popas (o mało nie zapomniało mi się plecaka). Jechaliśmy do Chotomowa, przejazd przez tory i w Olszewnicy do około 22:30 próby przymocowania lampki Pa. do mojego kasku (ta lampka później była ze mną na kilku wyjazdach i gdzieś odpadła, a ja ciągle zapominałam oddać - przepraszam). W końcu się udało i Pa. z D. wrócili do domów, a ja z R.B. pojechaliśmy. Wpierw do trasy NDM-Wieliszew, potem NDM i przez Modlin tak jakby tam była smoła na jezdni. Popas na wiadukcie nad 7mką.Po opuszczeniu Modlina niebo się oczyściło i nie korzystaliśmy z lampek, oprócz przejazdu przez lasek. Księżyc prawie w pełni.
Przejazd przez Zakroczym i kawałek DK 62, gdzie była ścieżka. Dojazd do najbliższego zjazdu. Najpierw asfalt, potem mokra nawierzchnia w lesie i znów DK 62. Kolejne były Henrysin i Nowe Trębki. Tu już włączyło się lampkę. Następny odcinek po pokonaniu podjazdu to Złotopolice i Kamienica, gdzie otaczały nas masy mgielne. Przed Kamienicą poganiały nas dwa psy, które wybiegły z otwartej bramy. Dalej Karnkowo - Przybojewo kolo gorzelni - Goworowo i byliśmy na DK 62. Docierając widziało się łańcuszek gąsienic-oświetlonych-Tirów. Dla mnie były to już ostatnie kilometry.
Sakwy zamawiał Księgowy, ale część trafiła do Legionowa, a część do mnie (tj. te dla mnie, dla R.B. i chyba dla Kc ze studiów, który ostatecznie nie pojechał do Skandynawii, lecz udał się w pieszą wyprawę po Pirenejach) - w każdym razie w u mnie zostały tylko sakwy i bagażnik zamówione dla mnie, które bardzo pomogły mi w niejednej wyprawie i nie jest to reklama, lecz fakt. W domu założyliśmy bagażnik i sakwy do roweru zwanego V4, jakim jeździł R.B, po czym ów wrócił w powrotną drogę do Warszawy (acz część była skrócona komunikacją miejską), a mi pozostało położyć się spać, mniej więcej wtedy, gdy ten był już przed Zakroczymiem (wg moich przypuszczeń).
Rower:Unibike
Dane wycieczki:
213.54 km (5.00 km teren), czas: 11:53 h, avg:17.97 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/h


















