Wpisy archiwalne w kategorii
2008 Bikeorient
Dystans całkowity: | 632.60 km (w terenie 70.00 km; 11.07%) |
Czas w ruchu: | 33:53 |
Średnia prędkość: | 18.67 km/h |
Liczba aktywności: | 3 |
Średnio na aktywność: | 210.87 km i 11h 17m |
Więcej statystyk |
Powrót z Bikeorient przez Warszawę i nowy rekord
Niedziela, 22 czerwca 2008 | dodano: 23.06.2008Kategoria .LSTR, .Samotnie, .Wyprawki w regionie, .Wyprawy po Polsce, >300, .Nocne, ..Gminy Polska, .Z Księgowym, 2008 Bikeorient
2008.06.20 - 23 Bikeorient 2008 - cała trasa
Plany na ten dzień były różne, ale ostatecznie padło, aby jednak od razu wracać na północ. Po mojej pobudce około 7, okazało się, że zostały tylko trzy osoby. Przed wyruszeniem w trasę wpadły jeszcze małe zakupy w pobliskim sklepie. Tuż przed wyjazdem, jakiś typ się pytał, co to za zawody. Miejscowy, a nie wiedział...
Przed wyjazdem jeszcze popas na mostku. Ostateczny start o 8. Kurs drogą biegnącą po północnej stronie Wolbórki do Tomaszowa Mazowieckiego. W mieście jazda przez centrum, a potem ścieżką pieszo-rowerowo do Spały. W Spale znajdował się pomnik żubra, pod którego mnie poniosło. Tam jeszcze trochę kręcenia nad rzekę, po czym powrót na główną w kierunku Inowłodzi. W tej niewielkiej miejscowości trwało nieco dłuższe kręcenie. Udało się odwiedzić ruiny zamku i podjechać do romańskiego kościółka po dość wysokim podjeździe.

Okolice Wolbórza

Ścieżka między Tomaszowem i Inowłodzią. Widok ku SSE

Spała. Widok ku NNW

Spała. DK 48 Widok ku SE

Spała. Kościół pw. Matki Bożej Królowej Korony Polskiej. Widok ku NE

Spała

Spała. Dom Pamięci Walki i Męczeństwa leśników i drzewiarzy polskich im. Adama Loreta. Widok ku SSW

Spała. "Leśnikom i drzewiarzom polskim poległym i zamęczonym w okresie II Wojny Światowej - Koledzy Spała 1982". Widok ku S

Spała. Grota patrona myśliwych św. Huberta

Inowłódź W. Widok na Pilicę ku SWW

Inowłódź W. Kopalnia chalcedonitu. Widok ku N

Inowłódź. Ruiny zamku. Widok ku W

Inowłódź. Ruiny zamku

Inowłódź. Ruiny zamku

Inowłódź. Ruiny zamku

Inowłódź. Ruiny zamku

Inowłódź. W tle kościół pw. św. Idziego. Widok ku NE

Inowłódź

Inowłódź. Droga do kościoła pw. św. Idziego. Widok ku NEE

Inowłódź. Kościół pw. św. Idziego. Widok ku NEE

Inowłódź. Na terenie kościoła pw. św. Idziego

Inowłódź. Dolina Pilicy. Widok z terenu kościoła pw. św. Idziego ku SW
Następne punkt programu: Rawa Mazowiecka. Droga DW 726 do niej sympatyczna. Prawie nie było samochodów. Jeden odcinek wyglądał niemalże jak autostrada. Generalnie leciało się dość szybko. Zdziwiło mnie, że akumulatorki, które wydawały się puste starczyły na jeszcze kilka zdjęć. Do Rawy udało się przybyć około 12-13. Kolejne zakupy, popas przy zamku i pomysł, na dalszą trasę.

DW 726 między Inowłodzią i Rawą Mazowiecką

Wjazd do Rawy Mazowieckiej

Rawa Mazowiecka. Krakowska. Widok ku N

Zamek w Rawie Mazowieckiej. Widok ku NWW


Rawa Mazowiecka. Rzeczka Rylka. Widok ku SE
Przejeżdżając przez Wałowice pisany był przez mnie sms do Księgowego i K., czy chcieliby wybrać się tej nocy na przejażdżkę. Na trasie do Skierniewic (przez Zalesie), prowadzona więc była pisemna dyskusja z K. i oczekiwanie na decyzję. Tymczasem ukazały się Skierniewice. Wjazd od południowej strony i krążenie po starej części miasta, rynek, park i dworzec. Po przedostaniu się na drugą stronę przejazd w pobliżu jakichś zakładów i jazda nad rzeczką, przy wyjeździe w kierunku Grabiny Radziwiłłowskiej, gdzie opalali się miejscowi.

Wałowice. Widok na Rawę Mazowiecką ku SSE

Skierniewice. Kościół pw. św. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Widok ku NNW

Skierniewice. Rynek. Widok ku N

Skierniewice. Kościół pw. św. Jakuba Apostoła. Widok ku NW

Skierniewice. Sienkiewicza. Widok ku E

Skierniewice. Sienkiewicza. Widok ku E

Skierniewice. Sienkiewicza. Dworzec PKP. Widok ku NE
Niosło mnie drogą w okolicach torów na Żyrardów. Myliła mi się. Po odbiciu przez las poniosło mnie do Wiskitek. W trakcie leśnego odcinka znów odezwał się K.. Zamiast jechać do domu przez Sochaczew, mogę spokojnie kręcić do Legio. W Wiskitkach kolejne uzupełnienie zapasów i jazda, już bez mapy, przeze Bieniewice wprost do Błonia. Tam trwała jakaś zabawa, podobnie jak i w kilku innych miejscach po drodze. Z Błonia do Brwinowa, bowiem nie chciało mi się jechać główną do Wawy. Tam kurs na Podkowę, aby dotrzeć do głównej. Odtąd najprościej, jak tylko można: przez Pruszków, Piastów koło „Znicza”, Dworcowa, Regulska, Kościuszki do Bohaterów Warszawy. Potem Ryżowa, Kleszczowa, do Jerozolimskich. Przed Zachodnim wjazd na Prymasa i ścieżką do kładki pieszo-rowerowej tuż przed Marymontem. Potem próby, aby się przedostać do przejścia pod Wybrzeżem na drugą stronę 7. W końcu poniosło mnie do Grota. Potem szybko do Legio, jazda obwodnicą. Na rondzie w Zegrzu spotkanie z Księgowym, a po chwili wpadł tam również K.. Ojciec go podwiózł.

Skierniewice NE. Kościół pw. św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny. Widok ku SW

Most między Skierniewicami i Rudą. Rzeka Rawka. Widok ku NW

Bartniki. Kościół pw. św. Antoniego z Padwy. Widok ku S

Wiskitki. Kościół pw. św. Stanisława Biskupa i Wszystkich Świętych. Widok ku NEE

UM Błonie. Widok ku NE
Jechaliśmy przez Wieliszew do Legio. Na jednym rondku K. w czasie rundy honorowej wywalił się. Jakiś czas czekaliśmy i pojechaliśmy dalej, pędząc w kierunku Grota. Od Placu Wilsona do Centrum. Tam zejście w podziemia, gdzie opychaliśmy się w McD. Potem Jerozolimskimi do DeGaula, a następnie do Placu Zamkowego, gdzie znajdowała objazdowa wystawa miśków. reprezentujących obszary z całego świata, chyba niemal z każdego państwa. Było ich w każdym razie mnóstwo. Odpoczywaliśmy tam przez jakiś czas, prawie drzemiąc przy nich. Była 2 w nocy. Zjazd Tamką do Świętokrzyskiego i na Pragę. Dalej koło Dworca Wileńskiego do Marek, a potem Radzymińską. Nas stacji koło Decathlonu zaopatrzenie w fante za 7zł.

Rondo w Zegrzu. Widok ku NE

Modlińska w pobliżu Płochocińskiej
W czasie tego postoju widoczne stały się dla nas błyski nad Legionowem... Pojawił się pierwszy niepokój. Utrzymana została średnią około 30km/h, zmierzając na północ, do skrętu na Legio. Potem długa droga przez las, obserwując leniwy wschód słońca, oraz ścianę chmury burzowej nad Serockiem. Po pewnym czasie, chyba 5km przed Legio, w okolicy Stanisławowa i Kątów Węgierskich zaczęło kropić. Po chwili przerodziło się to w nocną ulewę, a rowery jechały tak szybko ile tylko było sił w naszych nogach. Dookoła rozbłyskały pioruny, kilka naraz jeden po drugim. Nawet w wakacje 2007, burza która mnie spotkała nie była tak silna, chociaż deszcz był wtedy silniejsze, acz krótszy.
Odtąd burza wzięła nas z dwóch stron. Gdy byliśmy już w Legio, około 4 padać przestało i zaczęło się rozpogadzać. K. miał jeszcze podróż do Serocka (tam gdzie szły chmury), a ja na zachód. Księgowy został odprowadzony do domu. Odtąd mnie przez Chotomów i Olszewnicę poniosło do NDM. Gdzie raz jechało się 15 km/h, jak się udało, to nawet i 25. Dojeżdżając do Nowiaka ok. 5, wreszcie można było pożegnać opad deszczu, który towarzyszył mi od Legio. Na szczęście słabszy był, niż podczas jazdy z Marek. Od NDM towarzyszyła mi duża niemoc. Od Modlina wzdłuż 7 do zjazdu na DK62 po drugiej stronie wiaduktu. Potem Henrysin, Trębki i znów na DK62. Picie skończyło się przed NDM. Czuć było jak bardzo mnie ten wyjazd wykończył i ledwo udawało się przebierać nogami oraz nie usypiać. Do domu udało się dotrzeć o godzinie 7:20, a wstać po 3-4 godzinach. Po niecałych 24 godzinach podróży, a 18h jazdy, wreszcie udało się dotrzeć do domu z nowym, własnym rekordem.
Zaliczone gminy
- Lubochnia- Rzeczyca
- Czerniewice
- Rawa Mazowiecka (W+M)
- Nowy Kawęczyn
- Wiskitki
- Baranów
Rower:Unibike
Dane wycieczki:
343.60 km (30.00 km teren), czas: 18:18 h, avg:18.78 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hBIKEORIENT WOLBÓRZ 2008
Sobota, 21 czerwca 2008 | dodano: 23.06.2008Kategoria .>10 osób, .2 Osoby, .Maratony, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, 2008 Bikeorient
WOLBÓRZ 2008
Rankiem jazda po drobne zakupy. Do GOKu przyjeżdżało coraz więcej osób. Swoją powinność udało mi się odbębnić na początku, zdobywając numer „6”. Przyszło spotkać DMK i resztę drużyny z BikeStatu. O 10 ruszyliśmy. Zawodnicy się rozciągnęli. Przed światłami, nim na dobre rozpoczęliśmy rajd, przyszło mi spotkać rowerzystę z Piastowa. Jak okazało się później, jechało się już z nim w lutym po Puszczy Kampinoskiej. Podczas tej wycieczki w trakcie której zaklinowała mi się przerzutka na szprychach i rozwalił fartuch od ramy.

GOK i baza maratonu. Widok ku NEE


Wolbórz. Modrzewskiego. Widok ku N
Za światłami się rozdzielamy. Większość pojechała na 8, a mniej liczna grupa w tym ja Mirek (biker z piastowa) i DMK na 5. Asfalt, wiatr w plecy i raczej z górki teren nadawały nam tempo w przedziale 30-40km/h. Dotarliśmy do lasu i niebawem grupa wpadła na leśny trakt, po czym nastąpiło poszukiwanie punktu, który ciężko było odnaleźć. Dotarli wszyscy ci, którzy jechali wolniej. W końcu ujrzeliśmy małą, zarośnięta alejkę, na końcu której znajdował się lampion. Mamy 1pkt.

Las na E od Młoszowa, gdzie mieścił się jeden z PK
W 4kę wyjechaliśmy z lasu do Wiaderna. Przez skraj czyjegoś pola dojechaliśmy do asfaltu. Kurs na Starą Wieś, gdzie odłączył się jeden biker. Potem jazda na Tomaszów. Szybkim zjazdem w dół z asfaltu znaleźliśmy się na niebieskim szlaku koło Józefowa. W Brzustówce ostatecznie zgubiony został przez nas ślad po DMK, który wyrwał do przodu już od połowy Wiaderna. Ominęliśmy Niebieskie Źródła i polecieliśmy na Wąwał, do torów. Zaraz za nimi odbiliśmy do lasu w drugą dróżkę po prawej, aby ścieżką między drzewami skręcić w drogę do punktu 10, gdzie czekały na nas racje żywnościowe i bunkier. Od razu zjedliśmy po bananie i batonie, by następnie ruszyć do PK7 w Brzustowie. Trasa minęła bez problemu, cały czas asfaltem.

Tomaszów Mazowiecki. Modrzewskiego. Most przez Pilicę. Widok ku SE

Tomaszów Mazowiecki. Modrzewskiego. Most przez Pilicę. Widok ku SW

Bunkry między Wąwałem i Sługocicami

Po Sługocicach i przekroczeniu torów, niecały kilometr dalej skręt w lewo, długa droga w dół i w prawo przy figurce. Potem kilometr jazdy. W miejscu, które wydawało się słuszne, podjechaliśmy pod górę. Widziany był przeze mnie już przetarty przez kogoś szlak przez chwasty. Po chwili znaleźliśmy się na zboczu. Po przejściu kilku miejscu w poszukiwaniu punktu, dał się słyszeć głos spomiędzy z drzew. Dziewczyna pilnująca punktu opowiadała, że również ledwo dotarła i nie wiedziała jak tam trafić. Zjazd do ścieżki, prawo, koło stawu i do skrzyżowania, gdzie się rower zakopał nim udało mi się zredukować bieg. Wkrótce dało się widzieć wyrobisko i długą prostą drogę.

Okolice. Brzustowa. Widok ku N
Do 3 dojazd bez większych problemów, ładną droga przez las. Ku naszemu zdziwieniu... Punkt znajdował się po drugiej stronie drewnianej zapory. Pilnujący również zdziwieni. Ciekawym doświadczeniem było przechodzić po chybotliwych deskach zapory. Przydały się zabawy z podstawówki i tych kilka ćwiczeń w Górach Świętokrzyskich. Opuściliśmy to zabawne miejsce i przejechaliśmy do Dąbrowy, gdzie punkt znajdował się przy skrzyżowaniu ścieżek. Tam również trafiliśmy dość sprawnie.

Okolice. Brzustowa. Widok ku N


Okolice Olszowca

Okolice Olszowca
Za to 4 - ruiny leśniczówki (!) mapa mi się przetarła w miejscu gdzie były tory i rzekomo ścieżka, którą pojechaliśmy. Co tu dużo mówić: przedzieraliśmy się przez prawdziwy las. Nogi trochę podrapane, koledze chyba tam przerzutka zaczęła sprawiać delikatne problemy (wózek jakby się zbliżył do szprych). Dotarliśmy jednak do torów. Już było wiadomo, gdzie jesteśmy, jednak po drugiej stronie mieliśmy równie wielkie problemy ze znalezieniem drogi zdatnej do poruszania się. Przynajmniej przy nasypie rosły smaczne poziomki. Trochę się pokręciliśmy, aż trafiliśmy na dokładnie tę drogę, o którą nam chodziło. Z naprzeciwka jechał biker, który chciał pojechać, tak jak było przez mnie planowane. Stanowczo mu się tego odradzało.
Na 4 czekał fotograf i robił zdjęcia przybywającym zawodnikom. Same ruiny wyglądały dość ciekawie. Tak bardzo, że z chęcią by się tam wróciło. Przez Bratkowo, Grudzień, Olszowiec, do skrzyżowania i pod górkę, skąd rozciągała się ciekawa panorama. Jechaliśmy wpierw przez ściernisko, potem polem, które zostało tak zdewastowane, jakby ciągnik przejechał. Przy punkcie przerwa. Potem fajną ścieżką góra-dół dojazd na asfalt. Przez Syski, Zajączków (gdzie jakiś koleś kierował nas na „Potok”, chociaż i tak wiedzieliśmy gdzie jechać), Julianów, drogą „made in PRL or starszą” i w las. 9 to ambona, również bezproblemowo odnaleziona.
Potem szybko na Smardzewice, przejazd zaporą przy Jeziorze Sulejowskim i po 1-1,5h znaleźliśmy się w Adamowie, Bronisławowie. Motaliśmy się. Jazda to w jedną, to drugą stronę, aż ktoś rozsądny powiedział, że za wodociągiem jest szlak, którym mamy jechać. Był, ale nie pojechaliśmy tak jak trzeba i znów kluczenie po lesie, alejkami wśród drzew, które same się wyznaczały, a gałęzie chciały zwalić nas na gęste, leśne runo. Jednak mieliśmy trochę szczęścia i zobaczyliśmy tabliczkę wodociągów na siatce i przed nią piaszczystą ścieżkę. Jeszcze tylko trochę i już udało się zdobyć kolejny punkt. Trochę pogadaliśmy z gośćmi i ruszyliśmy w dalszą, ciężką drogę.

Smardzewice. W tle zapora Zalewu Sulejowskiego. Widok ku NWW

Smardzewice. Zapora Zalewu Sulejowskiego. Widok ku NWW

Okolice Adamowa. PK nad Zalewem Sulejowskim

Okolice Bronisławowa. PK nad Zalewem Sulejowskim
Od tamtego momentu do Golesza Małego nie było pojęcia, jak jechaliśmy. To samo jak zmierzaliśmy do 8, również tu jechało się prawie przypadkowo i chociaż wydawało mi się, że dotarliśmy tam gdzie trzeba, to jednak ludzie zabrali się stamtąd dość wcześnie. Niemniej, w lesie łatwo pomylić drogi, więc może nie udało się trafić dokładnie w to miejsce... Straciliśmy zbyt wiele czasu. Z tego lasu pamiętam tylko sarnę na drodze, mrowiska i pokrzywy, które na ocierały. Z ledwością wyjechaliśmy przez krzaki do głównej i prostą przed siebie, dawaliśmy z siebie ile się dało. Na koniec światła, gdzie wszyscy stali i ostatnie metry na metę. Wpadliśmy w ostatniej minucie.
Chcąc wyciągać dokumenty z kartą przejazdu, przypadkiem przewróciliśmy się na bok, zagarniając jeszcze trzeciego rowerzystę, który stał równolegle do nas, ale co spowodowało upadek nie mam pojęcia. Wyszło mimo to zabawnie. Potem była przemowa, wyniki itp. prezentacja Miss z owej gminy oraz losowanie nagród, gdzie i mojemu towarzyszowi i mnie udało się wygrać mapy. Całość bardzo fajnie zorganizowana. Super zabawa!
Zabawa się skończyła, ludzie rozjechali (podczas rozmowy z jednym z zawodników, podczas pytania o studia, skłamałam ze wstydu coś w stylu, że następny rok, to drugi rok studiów, a w istocie pierwsze studia przerwałam i dopiero składałam papiery rekrutacyjne na inne z powodu decyzji o zmianie studiów (trzeźwo oceniłam, że nie dam rady ukończyć pierwszych), było naprawdę dużo krzyku i łez w rodzinie, i okropnie wiele stresu na mnie się skrupiło). Na noc w GOKU zostało mniej zawodników niż poprzedniej nocy. Z remizy na tyłach GOKu dało się słyszeć muzykę weselną.







Wolbórz. Moszczanka. Widok ku W

Wolbórz. Moszczanka. Widok ku E

Wynik:
pozycja: 60/115
czas: 7:59:30
punktów: 9/10
Zaliczone gminy
- Tomaszów Mazowiecki (W+M)- Inowłódź
- Opoczno
- Sławno
- Mniszków
Rower:Unibike
Dane wycieczki:
130.00 km (35.00 km teren), czas: 06:55 h, avg:18.80 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hDojazd na Bikeorient w Wolbórzu
Piątek, 20 czerwca 2008 | dodano: 23.06.2008Kategoria .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, .Maratony, ..Gminy Polska, 2008 Bikeorient
Wyjazd przed ósmą. Pobudka wcześniejsza, ale trochę trwało, zanim udało mi się zebrać do drogi. Zachciało się wyciągnąć Księgowego, ale do wieczora był zajęty. Brzegiem Wisły do Czerwińska. Potem DK 62 do Wyszogrodu. W połowie tego odcinka moją uwagę przykuł komin, którego obecność wyleciała mi z pamięci. Zachciało mi się podjechać i sprawdzić, czy ruina nadaje się na odwiedziny. W środku „posesji” był pies na łańcuchu. W tył zwrot! W mieście przy moście przerwa. Była 9, a kanapki szybko znikały - wyjazd nastąpił bez śniadania. Żwawa przeprawa na drugi brzeg. Jakieś 5km dalej stał na poboczu jakiś typek... Machał na samochody. Wydawało mi się, że chce pytać o drogę, albo coś się stało... Zwalniam, a ten macha ręką, w której się coś błyszczy... „Złoto! Złoto!”. Cholera – myślę – co za debil dałby się na to naciąć, to nie mam pojęcia, a ten drugi, że próbuje znaleźć takiego na odludziu.

"Nowy" most przez Wisłę w Wyszogrodzie. Widok ku S
Wkrótce po tej przygodzie zaczęło kropić drobnym deszczem na odcinku ok. 3km. Nie chciało mi się wyciągać kurtki i leciało się dalej. DK 50 dojechało się do ronda w Janowie. Tu chwila zastanowienia czy dobrze się jechało, po czym padło na to, by udać się prosto. Przez Rybno i Jeziorno powiodło mnie do miejscowości Wicie. Przerwa przy sklepie. Po drugiej stronie leciało jakieś disco. Zakupione w sklepie napoje zapakowane zostały do sakwy. Już chciało mi się jechać dalej, ale na ziemi moją uwagę zwrócił kapsel od Tymbarka. Zainteresowało mnie to. Trochę cofania i dyskretne zerknięcie... „Nie podglądaj” - czytam.

Rybno. Wyszogrodzka 29. Widok ku SWW

Między Rybnem i Łaguszewem. Widok ku W
Dalej przez Boczki i Łaguszew (gdzie wypadła przerwa na przystanku) dojechało się do Łowicza. Tam masy młodzież, która dopiero co opuściła szkoły. Ani szybko, ani wolno, ale z miejscowości wyjechało na DK14 do Łodzi. Na szczęście szeroki pas serwisowy sprawiał, że można było olać cały ruch samochodowy, a kładka nad rowem w jednym miejscu wyglądała na tyle zachęcająco, że wnet wypadł jeszcze jeden odpoczynek. 16 km za Łowiczem, w Stroniewicach po podjeździe udało mi się dostrzec przystanek, na którym zachciało mi się zatrzymać... Na chwilę, by sprawdzić ile jeszcze do Łodzi, która była celem. Wtem – kap... kap... kap... Nie wiem ile to trwało, ale nie chciało mi się teraz wychodzić. Wkrótce ładnie zaczęło szorować... Nad moją głową przechodziła burza. Tylko grzmiało. Gdy w miarę się uspokoiło, poniosło mnie do Głowna. Pojeździło się chwilę po miasteczku, wymieniło oponę (jazda z poprzednią wyglądała, jakby koło było scentrowane) i znów zaczęło trochę kropić.

Łaguszew. Widok ku E

Lowicz. Kościół pw. św. Matki Boskiej Łaskawej i Wojciecha. Widok ku SSW

Łowicz. Bazylika WNMP i Mikołaja. Widok ku N

Łowicz. Nowy Rynek. Widok ku SW

Wiadukt kolejowy linii nad DK14 między Jamnem i Krępą. Widok ku SW

Stroniewice. Widok ku S

Głowno. Zalew Mrożyczka. Widok ku SE
Po wymianie naszła mnie myśl, że kontynuując dalszą jazdę do Łodzi, straciłoby się dużo czasu. Padło więc na kurs ku SE – do Rogowa. Na tym odcinku udało się osiągnąć maksymalna tego dnia prędkość i to po płaskim. Tam znów mała wycieczka po wiosce i dojazd do DK 72 przy szlabanie. Akurat przejeżdżał pociąg, a po obu stronach utworzył się masakryczny korek. Dodatkowo dalej trwał remont jednego z pasów nawierzchni, co również komplikowało sprawę.

Głowno. Dawne Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne nr 3. Widok ku SEE

Głowno. Norblina. Po lewej hotel Sas. Widok ku NEE

Okolice Dmosina

Okolice Dmosina

Kołacin. Spiętrzone wody Mrogi. Widok ku SSE

Kołacin. Widok ku E

Kobylin. Widok ku NEE

Kobylin. Widok ku W

Kobylin. Widok ku SSE

Kobylin. Widok ku E

Kobylin. Widok ku SEE

Kobylin. Widok ku SWW

Rogów. Widok ku SWW

Rogów. Dom studencki "Jodełka". Widok ku NE

Rogów. Widok ku SW

Rogów. Widok ku W

Rogów. Widok ku NWW

Rogów. Widok ku SSE
Skręt w pierwszą w lewo. Po paru kilometrach droga wyprowadziła mnie w Koluszkach, choć początkowo zastanawiało mnie, czy aby na pewno z dobrej strony. Za Koluszkami kolejny sklep, jakieś 22 km do Ujazdu. Potem jeszcze 12 km przed siebie i wnet oto ukazał się napis ”Wolbórz”. Kurs do GOK-u, koło 23 idąc spać. Oprócz mnie nocowało tam jeszcze około 15-20 osób, w tym jeden z Krakowa, który stanął na podium (na jego koncie zaliczona wyprawa na Islandię) oraz spora grupa PGR-u (Piotrkowska Grupa Rowerowa), a także jeden ze Słupska i dwójka z Poznania.

Granica między Węgrami i Nowymi Węgrami. Widok ku S

DW 715. Las na S od Budziszewic. Widok ku N

Las w pobliżu Budziszewic

Okolice Ujazdu

Wjazd do Wolbórza. Widok ku SW

Wolbórz. GOK w którym mieściła się baza maratonu. Widok ku NE

Zaliczone gminy
- Rybno- Kocierzew Południowy
- Łowicz (W+M)
- Domaniewice
- Głowno (W+M)
- Dmosin
- Rogów
- Koluszki
- Budziszewice
- Ujazd
- Wolbórz
Rower:Unibike
Dane wycieczki:
159.00 km (5.00 km teren), czas: 08:40 h, avg:18.35 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/h