Wpisy archiwalne w kategorii
..Obec Słowacja
Dystans całkowity: | 492.00 km (w terenie 2.50 km; 0.51%) |
Czas w ruchu: | 36:00 |
Średnia prędkość: | 13.67 km/h |
Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
Liczba aktywności: | 4 |
Średnio na aktywność: | 123.00 km i 9h 00m |
Więcej statystyk |
Do Rzymu i przez Alpy III - Ze Słowacji do Węgier, przez Austrię
Piątek, 8 lipca 2011 | dodano: 29.06.2013Kategoria 2011 Włochy, .2 Osoby, .Z Kasią, ..Obec Słowacja
Dzień 3
Wzgórza

5:44. Nocleg między Naháč i Trstín. Widok ku SW
Wyjątkowo wczesna pobudka około 5:30. Spakowało się namiot i zrobiło pierwsze pranie, akurat w spływającym z góry strumyku. Wraz z posiłkiem, całość zajęła nam blisko godzinę. Na rowerach siedziało się już o 6:40. Podziwiało się góry na horyzoncie w promieniach wschodzącego słońca, równie pięknie prezentujące, się co i o zachodzie. Orzeźwiająca pogoda o poranku zachęcała do dalszej podróży. Delikatny chłód współgrał z ciepłem słońca. Lekko się jechało i w górę, i w dół. O 7:00 zjazd do Trstinu, gdzie podjechało się pod stary dworek. Kolejne były Smolenice leżące u stóp tamtejszego zamku, który widać było z daleka. Do wsi wjechało się odrobinę pod górkę. Nawierzchnia była brukowana kilkusetletnią kostką. Z chęcią została pożegnana.

6:38. Część pasma Małych Karpat, czyli północny kraniec Karpat Pezińskich. Widok z noclegu między Naháč i Trstín ku SW

6:46. Pola między Naháč i Trstín. Po prawej północny kraniec Karpat Pezińskich wraz z Záruby (768 m n.p.m). Widok ku SWW

7:02. Dworek(?) w Trstín. Widok ku SW

7:03. Trstín o poranku. W tle kościół pw. apoštolov Petra a Pavla. Widok ku SSE
Kilka kilometrów dalej czekał nas spory podjazd, tylko po to, by z dużą prędkością przemknąć przez leżącą poniżej niego wieś. O 7:50 zatrzymała nas melodia dobiegająca z intrygujących nas od dłuższego czasu głośników, zawieszonych na słupach energetycznych. Zabawnie brzmiącą melodię się nagrało, po czym, już w trakcie jazdy, wysłuchać można było jeszcze słowackich ogłoszeń o cenach w jakimś sklepie.

7:08. Trstín. Na wzgórzu zamek Smolenice. Po lewej kościół pw. Narodenia Panny Márie. Widok ku SW

7:59. Miedzy wsiami Dolné Orešany i Doľany. Równina Naddunajska - S część Doliny Naddunajskiej. Widok ku SWW
O 8:30 przejazd przez niewielką osadę Časta, jednak zadbaną i ładnie się prezentującą. Zaraz za nią trwał remont mostu, więc jechało się prowizorycznym zastępczym. Wjechało się w las. Były dwie okazję zobaczyć z daleka zamek Czerwony Kamień. Na śniadanie przyszło zatrzymać się w Dubová, na przystanku schowanym w cieniu. Niedługo po nim wjechało się do miasteczka Modra i Pezinok. Wyjeżdżając, smażyło nas słońce, powietrze duszne i do tego jeszcze wzmożony ruch aut. Odcinek do Svätý Jur rozmył się w mej pamięci, jako godzinna męczarnia. Samo miasto osiągnięte zostało o 10:20. Wcześniej mijało się muzeum wina, jako że region tutejszy nieco się tym zajmuje.

8:45. Dubová. Trochę "historii XX w. na kołach". Widok ku S

9:11. Dubová. Po lewej kościół pw. Ružencovej Panny Márie. Widok ku NE

9:28. 35 st.C. w Modra. W centrum kościół pw. Štefana kráľa, przy którym nastąpił skręt w prawo. Po lewej kościół ewangelicki. Widok ku SSE
Bratysława
Po 15 minutach, zmagając się z silnym wiatrem z południa, którego wcześniej nie odczuwało się zbyt często, dojechało się do granic Bratysławy. Jako że z Milówki wyruszało się w o tej samej porze, dało nam to 48 godzin podróży od ostatniego posiłku w Polsce do samych obrzeży stolicy Słowacji. Przez całą dalszą podróż porównywało się kolejne postępy, jakie bieżącego dnia się dokonywało do godziny 10-11, oraz jak wiele pozostawało nam kilometrów do pokonania, by osiągnąć dzienne 100 km. Rzecz jasna wpływało to pozytywnie na psychikę, gdy porównywało się ponad 100km pokonane od 10 rano pierwszego dnia podróży i planowe 80-60 do pokonania, od tej samej godziny innego dnia.
11:16. Tatra T6A5. Widok ku SE
Do centrum jechało się długo, przez mało interesujący obszar biegnący wzdłuż torów tramwajowych. Część zabytkową osiągnęło się o 11:45, a o 12 dojazd do parku w pobliżu Dunaju. Co nieco się przekąsiło z sakw i odpoczęło. Kasia wysłała sms-a informacyjnego, który zapoczątkował co-dwudniowy zwyczaj, który zmienił się dopiero w Rzymie na zwyczaj co-trzydniowy.

11:50. Kościół Trynitarzy w Bratysławie. Widok ku W

11:52. Kościół pw. św. Stefana w Bratysławie. Widok ku SWW

11:53. Zamek Bratysławski. Widok ku SW

11:57. Brama Michalska. Widok ku SW

12:24. Pomnik Pavola Országh Hviezdoslava. Widok ku S
W moim odczuciu Bratysława sprawiła pozytywne wrażenie. Może nie powalała na kolana, ale było dość sympatycznie. Z początku ciężko była nam się odnaleźć, tak jak i w innych większych miastach. Dość dużo czasu zajęło nam opuszczenie miasta, bo bez mapy dokładnej, takie czyny do łatwych nie należą. Nieoczekiwanie przekroczyło się granicę i wjechało do Austrii. Co prawda granica została oznaczona słupami, ale nie było żadnej informującej tablicy. W końcu przejazd ten, nie należał do znaczniejszych, sugerując się szerokością i jakością drogi, więc prawdopodobnie mało kto tam przejeżdżał.

12:36. Dunaj w Bratysławie. Po lewej Zamek Bratysławski. Po lewej Hundsheimer Berg (480 m n.p.m.). Widok ku NWW

13:08. Pogranicze Austrii i Słowacji. Karlova Ves - zachodnia dzielnica Bratysławy. W tle Devínske Karpaty Widok ku NNW

13:20. W pobliżu autostrady A6 pod Kittsee. W centrum Kamzik TV Tower, na wzgórzu Kamzik (439 m n.p.m.). Widok na Bratysławę ku N
Austria
Tak więc o 13 udało się wjechać do pierwszego, z nowo poznanych krajów tej wyprawy. Wyjechało się z przygranicznej osady Kitsee i dosłownie zaraz za nią, rozpoczęło gotowanie. Czynność była niezwykle ciężka z powodu silnego wiatru. Trzeba było przenieść się z pierwszej lokalizacji o 100 metrów dalej, do przejazdu pod niewielkim wiaduktem, gdzie można było najłatwiej osłonić ogień. Ponadto chronił nas cień.Około 14:30 w dalszą drogę. Kasia odjechała pierwsza, gdy przez mnie były jeszcze pakowane ostatnie rzeczy. Przy okazji, na skrzyżowaniu udało się dostrzec znak szlaku rowerowego, którego powinno się trzymać. Niestety było za późno i przez 500 m trzeba było ją, by zawrócić na właściwy szlak. Niewiele się straciło. W powietrzu unosiło się rozgrzane powietrze. Słońce przypiekało jeszcze nie do końca uodpornioną skórę. Horyzont ukazywał liczne wiatraki. Dziesiątki wiatraków i żadnych domów.

14:46. Austriackie mrowie wiatraków po S stronie autostrady A6 pod Kittsee. Od lewej do centrum Wzgórza Hainburskie. Przy prawej krawędzi wzgórze Kamzik (439 m n.p.m.) z Kamzik TV Tower na szczycie. Widok ku NNW

15:58. Austriackie większe mrowie wiatraków. Na horyzoncie Prealpy Styryjskie (ok. 100 km). Widok ku SW
Jechało się wzdłuż torów kolejowych. Droga była praktycznie pusta. W końcu pojawiła się niewielka osada o niskich domach. Uparcie wiodło nas szlakiem. Jakiś czas jechało się koło rzeczki lub wąskiego jeziora. Przejazd przez mostek i wjazd do kolejnej wioski, gdzie uzupełniło się wodę u Austriaków. Przejechało się ponownie na otwarte przestrzenie. Było płasko, upalnie i sucho. Zdaje się, że przejechany został jeden z najwyższych (haha) punktów w tym rejonie. Od tego momentu stopniowo obniżało się nasze położenie względem morza. Z rzadka ukazywały się pojedyncze domy, przebyło się autostradę, drogą biegnącą pod nią. Przejechało się drogą tuż obok wiatraków i za nimi było ich już mniej.
Wjazd do miasteczka Gols, leżącego przy głównej trasie, z wydzieloną w niej ścieżką dla rowerów. Zdaje się, że za osadą uciekła ona na oddzielną jezdnię, ale że po lewej stronie, to do następnej wioski jechało sie wśród aut, które chyba wyłapały, że droga jest rzekomo nie dla rowerów. Tak poniosło nas do Mönchhof. Od razu skręt w prawo, w mniejszą drogę, a potem przez tamtejsze ulice, poznając staroaustriacki układ zabudowy wiejskiej. Wyjazd wyprowadził nas pomiędzy pola, gdzie rosła praktycznie tylko winorośl. Po spróbowaniu jednego z niedojrzałych owoców, momentalnie wykrzywiło mi twarz, z powodu kwasu tam zawartego. Po kilkunastu minutach wjechało się od zachodu do Frauenkirchen. Pokręciło się tam tak, jak w poprzedniej wsi, a wyjeżdżając trzymała nas nadzieja, że uda się dotrzeć bezpośrednio do granicy.

16:48. Kontrapas w Gols. Widok ku SEE
Dziwnym trafem, mimo iż droga wyglądała na wystarczająco znaczną, była oddalona od właściwej o kilkaset metrów i odbijała od niej o 20-30° ku zachodowi. Zaraz za miastem podjechał do nas zaciekawiony facet na kolarzówce, z którym porozmawiało się nieco o naszych planach. Po jakichś 5 minutach odłączył się jadąc w swoją stronę. Tymczasem nazwy wsi, jakie widniały na mapie, nie pojawiały się, toteż rosło wrażenie, że być może już doskwiera nam takie zmęczenie, iż zwolniło się na tyle, że między nimi zwiększyła się odległość czasowa. Podejrzenie o złym wybraniu trasy również kiełkowało, ale po pewnym czasie nie miało to już znaczenia. Jechało się przed siebie i nie miało znaczenia, którą trasą pojedziemy. Tą zaplanowaną przed chwilą, czy przed kilku godzinami.

17:51. Gęś gęgawa nad jeziorem Fuchslocklacke. Widok ku ~W

18:04. Jezioro Darscho Warmsee. W tle wzgórza w okolicy Kőszeg. Widok ku SSW
Około 18 przejazd przez fragment parku lub rezerwatu. Po prawej spore jeziorko z mnóstwem ptactwa. Teren po lewej był równinny z niewyraźnymi niskimi wybrzuszeniami. Wydawało mi się, że widać ruch jakiegoś gryzonia w trawie. O 18:15 odpoczynek nad stawem w parku w Apetlon. Po kilku minutach doszedł jakiś staruszek, z którym ciężko było się porozumieć. Życzliwy w każdym razie i informował że w parku są śliwki, więc możemy je przegryźć (a przynajmniej tak nam się wydawało).

18:14. Przerwa w Apetlon. Widok ku SWW
Za wsią jechało się ścieżką, biegnącą wzdłuż drogi. O 19 w Pamhagen przez które przemknęło się ku granicy, która przekroczona została o 19:20. Zdjęcia na przejściu z samowyzwalacza. Jakiś samochód podjechał i kierowca wysiadł, pytając czy nie pomóc nam zdjęcia zrobić, ale nie było doń zaufania, by oddawać aparat komuś przejeżdżającemu autem. Nawet jeśli miał dobrą wolę.
Węgry
W Austrii minęło nieco ponad 6 godzin. Zbliżał się wieczór, a od strony alp, widoczne były od pewnego czasu, zbliżające się chmury burzowe. Pierwsze kilometry po Węgrzech spędzone non stop jadąc wpierw drogą, później wjeżdżając na ścieżkę. Jechało się szybko, zatrzymując się dopiero w Fertőd. Tam podjazd pod pałac (wyglądający nieco, jak ten w Wilanowie, ale o wyższych ścianach). Zdjęcie przez bramę i ruszamy.

19:48. Fertőd. Zamek Esterháza. Widok ku SSE

19:53. Fertőd. Węgierska droga rowerowa. Widok ku SWW
Z osady udajemy się na południe. Zdziwienie budzi ścieżka rowerowa, a raczej jej szerokość i obecność. Od Fertőd do Fertoszentmiklós, przez którą się przejeżdżało. Dalsza trasa już taka wesoła nie była, tzn. zwykła taka jak i w Polsce: nie za szeroka, nieco szorstka, nieco powykręcana. Teren był lekko pagórkowaty. Szybko zostawiona została za nami wieś Röjtökmuzsaj, gdzie droga była wyjątkowo wijąca się. Chmura burzowa była już bardzo blisko i obserwowało się jej postęp od czasu przekroczenia granicy.

20:17. Droga między Fertőszentmiklós i Röjtökmuzsaj. Burza znad Alp. Widok ku SWW
2-3 kilometry za wsią ukazała się ściana lasu. Droga niknęła pomiędzy drzewa, a nam przyszło zatrzymać się tuż przed nimi. Skręt w prawo, na polną dróżkę i wypatrywało się miejsca na namiot, a że drzewa były dość młode i niskie, sam zaś teren nieco podejrzany, to się przeszło na drugą stronę asfaltówki. Idąc skrajem lasu odeszło się na mniej niż pół kilometra i wygniotło dla nas miejsce wśród wysokich chwastów (m.in. pokrzyw) tak, by nie było nas widać od strony drogi.
Po kilku godzinach czy kwadransach, dało się słyszeć parkujące auta i głosy dosyć młodzieżowe, które ulokowały się na kilka-naście minut przy wspomnianej wyżej dróżce i młodniku, z którego usług tej nocy przyszło nam zrezygnować. Całe szczęście...
Dzień zakończony około 21. Burza nas nie dosięgła. Kilka godzin po rozbiciu obozu jeszcze było słychać odgłosy przy drodze, jakby młodzieżowe i jeśli gdzieś chodzące, to po stronie, która mi nie pasowała na obóz. Przy okazji jeszcze trochę pogrzmiewało na północy, ale szczęśliwie, tej nocy nic nas nie dosięgło.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
160.00 km (0.50 km teren), czas: 10:00 h, avg:16.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hDo Rzymu i przez Alpy II - Dolina Wagu
Czwartek, 7 lipca 2011 | dodano: 29.06.2013Kategoria 2011 Włochy, .2 Osoby, .Z Kasią, ..Obec Słowacja
Dzień 2
Powolne początki
Rozpoczął się ten dzień o 7 rano. Ziemię spowijała szara mgła. Widoczność była na nie więcej niż 0,5km, z czego najlepsza do około 200m. Zwinęło się pierwszy obóz, kontynuując jazdę nad kanałem. Droga była dziurawa, szutrowa z licznymi kałużami. W pewnym momencie widać było zawieszony nad wodą most „linowy”. Jego ~1,5 metrowa szerokość starczał na tyle, by można było przejść na jego drugą stronę, prowadząc rower tuż obok siebie, z zapasem ledwie kilkucentymetrowym. Cała konstrukcja kołysała się z każdym krokiem. Gdy udało mi się dotrzeć na drugą stronę, ruszyła Kasia.
7:51. Malá Bytča. Kołyszący się mostek, nad zachodnią odnogą Wagu. Widok ku NW
Jadąc po południowej stronie kanału nawet nie wiadomo kiedy, okazało się, że mgła się podniosła, gdzieniegdzie tylko wciąż trzymając się gór, niebo zaś się rozpogodziło. Stanowczo czekała nas piękna pogoda do jazdy, więc warto było odwlec rozpoczęcie podróży. Nie minęło 20 minut gdy znów droga sprowadziła nas na pierwotną stronę kanału, tym razem normalnym mostem samochodowym. Mijało się dopływ z północy do kanału i niebawem nadeszła pierwsza przerwa - na przystanku. Przed śniadaniem zrobiło się kilka zdjęć z korony wału i dostrzegło przed nami ruiny zamku na wzgórzu. Po przerwie wkrótce przejeżdżało się u stóp wzgórza i przez chwilę oglądało się to, co z zamku pozostało, nim skrył się za zakrętem. 10 minut później wjazd do Považskiej Bystricy. Naszym oczom, wysoko nad głowami, ukazała się biegnąca do Bratysławy autostrada.

8:18. Podvažie. W centrum zachmurzone Hradiště. Przy prawej krawędzi Lopušné. Widok ku W

8:27. Povazsky hrad wznoszący się nad Wagiem. Po lewej Góry Strażowskie. Widok ku SSW

8:50. Považské Podhradie. Povazsky hrad na wzgórzu. Po lewej kościół Ladislava. Widok ku NW

8:50. Považské Podhradie. Povazsky hrad. Widok ku NW

8:59. Orlové. W tle Považská Bystrica. Widok ku SSE

9:07. Považská Bystrica. Wiadukt autostrady D1. Widok ku N
Miasto opuszczone zostało po 15 minutach. Nim to się stało, trzeba było pokonać podjazd i szybko zjechać z jego drugiej strony. Wyjechało się na remontowaną drogę, jednak już od dawna położony był tam gładki asfalt, więc obyło się bez problemów. Jedynym naszym zmartwieniem było słońce, przed którego promieniami trzeba było chronić się, gdy tylko było można. Było około 10 rano, ale już nas przysmażało. Przez kilkanaście kilometrów jechało się mało uczęszczaną trasą. Pewien jej odcinek wił się nieco ponad dnem doliny. Słońce znajdowało się przeważnie za plecami lub lekko z lewej strony. W cieniu wciąż tkwiła rosa. Co chwila wznosiło się o kilka metrów w dół lub górę, na rozciągniętych odcinkach. Generalnie było równinie. Ostatecznie, droga spotkała się z biegnącą po lewej stronie autostradą i przez długi czas jechało się równolegle do niej. Od tamtej pory, przez prawie cały dzień jechało się po płaskim i już szerokim w tym rejonie dnie doliny.

9:24. Visolaje. Po lewej stoki Bukoviny (387 m n.p.m). W tle Považská Bystrica. W centrum Malý Manín (812 m n.p.m). Po prawej Wielki Manin (891 m n.p.m.). Widok ku NE

10:20. Beluša. Droga 61 wzdłuż autostrady D1. Po lewej Butkov (765 m n.p.m.). Po prawej Kalište (680 m n.p.m.). Widok ku S

10:20. Granica powiatów miedzy miejscowościami Hloža i Ladce. Białe Karpaty. Po prawej Ostra Horá (492 m n.p.m.). W centrum, drugi co do wielkości w tym paśmie, masyw góry Chmeľová (925 m n.p.m.). Widok ku NNW

10:43. Okolice wsi Nozdrovice. Pasmo Białych Karpat. Po prawej, drugi co do wielkości w tym paśmie, masyw góry Chmeľová (925 m n.p.m.). Przy prawej krawędzi Ostra Horá (492 m n.p.m.). Widok ku W
Upalne popołudnie
Autostrada oddaliła się. W pewnym miejscu trwała budowa wiaduktu nad torami. Nieco później zagadał do nas lokalny człek, który próbował ze mną rozmawiać, a ja mu odpowiadać. Gdy już więcej nie było we mnie do tego sił, został pożegnany, a mnie pognało w stronę oddalającej się Kasi. Chwilowa przerwa tuż przed Dubnicą nad Wagiem, pod drzewem dającym nam odrobinę chłodu na piekące się ramiona. W miasteczku zjazd, w trakcie którego dało się zobaczyć kościół i park na terenie dawnego dworku czy pałacyku. Przejazd zajął nam pół godziny.

11:08. Prejta. Pasmo Białych Karpat. Drugi co do wielkości w tym paśmie, masyw góry Chmeľová (925 m n.p.m.). Widok ku NNW

11:24. Dubnica nad Váhom. Kościół pw. św. Jakuba. Widok ku NE

11:36. Dubnica nad Váhom. Grotta w parku Jána Baltazára Magina. Widok ku NE
Za osadą zjazd na pobocze. Okazało się, że nie mamy zapalniczki. Kasia wróciła do miasteczka (dodatkowe 4-5km tam i z powrotem) w poszukiwaniu sklepu (zapalniczka kosztowała 0,17 Euro czyli 5,12Sk wg przelicznika 1:30.1260, a kupiona o 12:26 w Dubnica nad Váhom w sklepie Potraviny ALKA przy Obrancow mieru 347 (czyli drogi nr 61 po SW stronie skrzyżowania z ulicą Moyzesova), podczas gdy przeze mnie były przygotowywane rzeczy na obiad i pilnowanie bagaży. Całkowity czas spędzony nam na nieprzemieszczaniu się dalej zajął około 1,5 do 2 godzin. Ostatecznie, po pierwszym posiłku z sosem carbonara, ruszyło się dopiero po godzinie 13:15. W pół godziny, nawet nie wiedząc kiedy, nastąpił wjazd do Trenczyna. O 14 przejazd pod skałą, na której wznosił się dobrze zachowany zamek. Przemknięcie przez miasto, zatrzymując się tylko na wiadukcie prowadzącym nas na most. Była 14:15 gdy zaczęła się jazda na prawym brzegu Vagu. Ostatnie 1,5h w dolinie tej rzeki spędzone zostało na jeździe po niemiłosiernie płaskim i nudnym odcinku z łanami kukurydzy w polu widzenia. Po lewej dostrzec można było odległy zamek Beckov, do którego jednak nie dane nam było dotrzeć.

13:48. Opatová S. Bloki w Kubrá i zamek w Trenczynie. Widok ku SWW

14:05. Trenczyn. Zbocze wzgórza zamkowego. Widok ku NWW

14:11. Zamek w Trenczynie. Poniżej piarist gymnasium Jozefa Braneckého. Widok ku SEE

14:08. Trenczyn. W centrum zamek. Widok ku SEE

14:13. Wag w Trenczynie. W centrum most kolejowy. Widok ku NE

15:30. Między Štvrtok i Trenčianske Bohuslavice. Hrad Beckov po drugiej stronie Wagu. W tle Góry Inowieckie. Widok ku SSE
O 16 wjazd do Nowego Miasta nad Wagiem. Dojechało się do stosunkowo zadbanego rynku. Nie wiedząc co począć dalej, trochę czasu minęło na pokręceniu się po mieście. Zatoczona została pętla i opuściło się Dolinę Wagu. Dalszy etap wiódł przez krainę wzgórz, pagórków i dolin. Z lewej otwierała się przed nami panorama na dolinę rzeczną i znajdujące się po jej drugiej stronie pasmo Povazsky Inovec. Z prawej strony granicę widoczności stanowiły grzbiety Malych Karpat.

15:58. Nowe Miasto nad Wagiem. W tle Salášky (588 m n.p.m.). Widok ku SWW
Pierwszą osadą za miastem były Čachtice, do którego wjechało się przez zwężenie pod zabytkowym przykościelnym łuku. Jak udało mi się dowiedzieć po powrocie, kilka kilometrów na zachód leżał zamek, gdzie mieszkała krwawa dama, szlachcianka-morderczyni o której nakręcono film. Przerwa na przystanku, w czasie której zjadło się puszkę mielonki, opróżnioną do połowy już na obiedzie. Dalej rozpościerały się łany zbóż i uprawy chmielu. O 18 wjazd do Vrabové. Mijało się synagogę, a kolejna przerwa wypadła pod kościołem, gdzie analizowało się dalszą trasę. Wyjeżdżając, udało się zaopatrzyć w wodę od jakichś ludzi. Droga co chwilę wznosiła się lub opadała nawet o 10-15 i czasem więcej metrów.

16:49. Wjazd do miejscowości Čachtice. Po lewej wieża kościoła pw. św. Ladislava. W centrum Veľký Plešivec (484 m n.p.m.). Widok ku SWW

18:09. Synagoga we Vrbové. Widok ku N

18:59. Podjazd za Šterusy. W tle Góry Inowieckie. Widok ku NEE
Na horyzoncie ukazały nam się kominy reaktora jądrowego Bohumice. Kolejne pola, kolejne podjazdy i kolejne wsie mijało się aż do 20:40, gdy to w czasie zjazdu udało się wypatrzyć świetne miejsce na nocleg. Po zbadaniu terenu rozbity został obóz za krzakami, oddalonymi 100-200 metrów od głównej drogi, przy ścieżce prowadzącej ku górze, jednak nie wyglądającej na uczęszczaną.

18:59. Podjazd za Šterusy. Elektrownia atomowa Bohunice. Widok ku S

19:35. Pałac renesansowy w Chtelnicy. Widok ku SW

20:22. Zjazd do Naháč. W tle północny kraniec Karpat Pezińskich. Widok ku SW

20:39. Między Naháč i Trstín. Po lewej Záruby (768 m n.p.m) wieczorem. W centrum obniżenie, będące granicą między Karpatami Pezińskimi i Brezowskimi. Po prawej obszar noclegu. Widok ku W
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
130.00 km (1.00 km teren), czas: 09:00 h, avg:14.44 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hDo Rzymu i przez Alpy I - Na Słowację
Środa, 6 lipca 2011 | dodano: 29.06.2013Kategoria ..Gminy Polska, 2011 Włochy, .2 Osoby, .Z Kasią, .Warszawa, .Wyprawy po Polsce, .Z rodziną, ..Obec Słowacja
Przygotowania
Okresu przygotowań do tej wyprawy praktycznie nie pamiętam. 4 lipca na podróż zostało wymienione 1995 zł w 500 euro w kantorze przy Jana Pawła II w rejonie Kina Femina. Ponadto (nie wiem gdzie) wymieniło się jakąś ilość zł na ok. 10000 forintów (kursu zł i forinty z tamtego okresu nie pamiętam, ale upraszczając, 1zł to było w dużym uproszczeniu mniej więcej tyle co 100 forintów). Oprócz tego zakupy konserw, zupek w proszku (pomidorowy i carbonara), kiślu, żelek, kilku paczek makaronu, kilku litrów wody w butelkach i kilku czekolad. Bilety zostały zakupione na stacji Warszawa Wschodnia. Drukowanie 8 kartek trwało od 22:15 do 22:19. Trasa pociągowa podobna jak w majówkę, z przesiadką w Katowicach, ale tym razem do Milówki, gdzie pod względem rowerowym została urwana poprzednia wyprawa.Dzień 1
Wyjazd
Poranek chłodny zachmurzenie 7/8, z biegiem czasu rozpogodziło się do 3/8 i ociepliło. Wieczorem ponowne zachmurzenie do 7-8/8. Pociąg wtoczył się na stację Katowice Główne. Na dziesięć minut przedtem zdjęło się rowery z wieszaków, a bagaże powędrowały do przedsionka, Gdy maszyna zatrzymała się, pospiesznie została przez nas opuszczona wraz z ekwipunkiem. Bagaż był pilnowany przez mnie, podczas gdy Kasia poszła sprawdzić, z którego peronu był kolejny odjazd. Jak się słusznie udało domyślić, czekało nas męczące sprowadzenie rowerów do przejścia podziemnego, po to tylko, by dźwignąć je na dalszy peron 4. Oczekując pociągu do Milówki, można było zająć się mapą i kanapkami. Kilkanaście minut siedzenia i około 0,5-1h jazdy pociągiem, w czasie której, wreszcie była okazja się zdrzemnąć.Kotlina Żywiecka
Wyjście w Milówce, tam gdzie trzeba było przerwać wyprawę w maju. Od razu poniosło nas małą uliczką w stronę sklepu w pobliżu kościoła. Tam ostatnie zakupy w Polsce przed zasadniczym rozpoczęciem tej wyprawy – jedzenie na najbliższe dni. Przekąsiło się małe śniadanie, a resztę upchnęło do sakw, wskutek czego ciężko było je zamknąć. Jechało się w kierunku jak najbardziej zbieżnym z południowym. Przy odpowiednim skrzyżowaniu udało się upewnić, dzięki tubylczej mieszkance, o tym, że wybieramy właściwy kierunek. Z początku trasa łagodnie pięła się ku górze. Po obu stronach drogi zostawiało się kolejne domy. Po lewej znajdowało się koryto lokalnej rzeczki. Stopniowo nachylenie zwiększało się, jednak mimo to wciąż jechało, tylko nieco wolniej. Krótka przerwa koło remizy, gdzie stała tablica z mapą. Upewniwszy się w naszym położeniu, można było ruszyć dalej.Gdy skończyła się wieś, również nasze możliwości jazdy spadły do poziomu chodzonego. Po prostu kąt nachylenia drogi znacznie się zwiększył. Po krótkim spacerze przerwa na grzbiecie, skąd rozciągał się widok na opuszczaną przez nas Kotlinę Żywiecką. Ukazała się nam ostatnie wzniesienia polskie i pierwsze słowackie. Analizowało się słabo widoczną mapę przydrożną, gdy podjechał autem jakiś facet, który wskazał nam dalszą drogę.

11:20. Przełęcz Kotelnica. Ostatni widok na Kotlinę Żywiecką. W centrum w tle Grupa Magurki Wilkowickiej. Widok ku NNW

11:20.Przełęcz Kotelnica. Ostatni widok na Kotlinę Żywiecką przed przekroczeniem granicy państw. W centrum Grupa Magurki Wilkowickiej. Widok ku NNW

11:26. Przełęcz Kotelnica. Po lewej Praszywka Wielka (1043 m n.p.m.). W centrum niewielkie Sobańskie (760m n.p.m.) i nieco na prawo Oźna (952 m n.p.m.). Za nimi, w tle: w centrum Jaworzyna (1021m n.p.m.) i nieco na prawo Skrzadnica (1069 m n.p.m.). Po prawej stoki Rachowca (954 m n.p.m.). Widok ku SSW
Pierwszy zjazd z pełnym obciążeniem udało się przeżyć, choć lokalne zaburzenia asfaltu, wniosły nieco doświadczeń już w pierwszych chwilach podróży. Na dole chwilę rozgrzewanie dłoni, potem po płaskiej drodze zmierzając ku krajówce, skąd drogą wzdłuż niej biegnącą dotarło się do przejścia granicznego. Sam wjazd na tę drogę nas zdezorientował. Wpierw o mało nie wjechało się na krajówkę, ale po chwili wypatrzony został przejazd podziemny dla drobnego ruchu pod drogą.

11:29. Zjazd z Przełęczy Kotelnica. Widok ku W
Słowacja
Granica w Zwardoniu przekroczona została szybko. Ruch był minimalny. Tuż za granica czekał nas drugi zjazd, który zakończył się w Skalité, tuż za wiaduktem kolejowym. Tam czekał nas kolejny posiłek połączony z pierwszym odpoczynkiem na trasie.Droga dalsza wiodła w dół przez kolejne wsie. Później wsie znalazły się w dole doliny, a nasza trasa przecięła las, doprowadzając nas do drogi wyższego rzędu. Ruch aut był tam znaczny i na pierwszym możliwym przystanku nastała przerwa, by odetchnąć. Było to tuż przez Czadca. Przez samo miasteczko przemknęło się, nie zawracając sobie nim zbytnio głowy. Wyjeżdżało się szeroką drogą prowadzoną wiaduktem. Po lewej widać było wysoko poprowadzoną autostradę. Już za miastem, jakiemuś dziecku piłka uciekła na drogę, ale chwilę potem stoczyła się do jego domu.

12:45. Skalité. Widok ku S

14:54. Czadca. Po lewej UM. Widok ku S
Nieco czuć było zaniepokojenie, gdy droga którą się podążało, po jakimś czasie i kilku kolejnych miejscowościach zaczęła piąć się w górę, a cały ruch samochodowy swobodnie odbywał się w płaskiej dolinie. Jak się okazało, nasza droga wg mapy prawidłowa, była główną krajówką, ale po zbudowaniu tej w dole, straciła swoją rangę. Dzięki temu była szansa jechać z dala od dużego ruchu, po jeszcze dobrym asfalcie. Oczywiście nie trwało to długo i wkrótce zjechało się w dół, wnet dołączając do krajówki. Tymczasem chmury się przerzedził i było już bardzo ciepło. Przerwa na brzegu rzeki, gdzie zrzuciło się kurtki. Po ostatnich, chłodnych od deszczu dniach, była to wspaniała sytuacja.

15:48. Blažkov. Dolina Kisucy. Widok ku SW

16:40. Oškerda. W tle Rochovica (640 m n.p.m.). Widok ku SW

16:46. Oškerda. Przerwa nad Kisucą. W tle Rochovica (640 m n.p.m.). Widok ku SW
Odpoczęło się nieco dłużej, po półgodzinie znajdując się w Żylinie. Nie przekraczając rzeki zajechało się pod zamek. Szybkie zdjęcia i dalej w drogę, bo było już późno. Przez 1,5 godziny jechało się doliną Wagu, po północnej jego stronie. Mijało się kilka mostów, blisko jednego odpoczywając na trawie. W końcu udało się skierować na drogę, która wywiodła nas w jakąś małą dolinę, a było ona całkowicie nam nie po myśli. Tak mi się wydawało, że to jakaś lipa, by tam jechać, ale jak już się ruszyło, to była jakaś nadzieja, że może jednak zaraz będzie prowadzić w dół. Ostatecznie trzeba było się cofnąć, tracąc przy okazji trochę czasu. Wskutek tego zdarzenia, nie ujechało się daleko w poszukiwaniu noclegu, ale i on sam wkrótce się nam ukazał. Udało się schronić na łące, położonej przy dróżce nad kanałem. Odgradzało nas pasmo krzaków.

18:00. Zamek w Žilinie. Widok ku S

18:21. Elektrownia wodna Hričov utworzona na Wagu. Widok ku NWW

18:58. Kotešová. Po lewej Malý Manín (812 m n.p.m). Po prawej wzgórza z najwyższym szczytem Lopatina (570 m n.p.m). Widok na Hliník nad Váhom ku SW
Zaliczone gminy
- RajczaRower:Zielony
Dane wycieczki:
97.00 km (1.00 km teren), czas: 08:00 h, avg:12.12 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWyprawa na praktyki XX - Słowacja
Piątek, 16 lipca 2010 | dodano: 01.04.2017Kategoria .2 Osoby, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2010 Pińczów, ..Obec Słowacja
Pobudka przed wschodem słońca około trzeciej. Przedrzemało się jeszcze do 4. Potem spacerem na szosę, gdzie jeszcze przez chwilę podziwiało się piękny wschód słońca. Pod tym względem trafił nam się nocleg w bardzo korzystnym do tego miejscu. Mimo wszystko noc była chłodna i spało się niewygodnie. Przed nami zjazd, więc lepiej było założyć kurtki. Serpentyna z widokiem na jezioro Rożnowskie.po lewej. Turlanie się trwało dość żwawo w kierunku Nowego Sącza. Nie licząc pierwszego zjazdu, droga było raczej płaska – znów jechało się doliną Popradu. Nasz wzrok przykuł niewielki kamieniołom piaskowca. Pobliskie miasto i ciepły posiłek wzywały. Do Nowego Sącza udało się dotrzeć o 6. Powitał nas przebudową prawego pasa jezdni i długim korkiem, który zręcznie został przez nas ominięty. W centrum oglądanie bazyliki oraz kościoła jezuitów ufundowany przez Jagiełłę. Pod bazyliką podeszła do nas jakaś kobita, która szła na mszę. Zagadała do nas, mimo że nikt nic do niej nie mówił i powiedziała jak trafić do pewnego kościółka, gdzie znajduje ołtarz św Rity - „patronki od spraw trudnych i beznadziejnych”. Czy aż tak źle się wyglądało?

DK 75 pod Przełęczą Świętego Justa. W centrum Ostra Góra (484 m n.p.m.). Widok ku NE

DK 75 pod Przełęczą Świętego Justa. W centrum Ostra Góra (484 m n.p.m.). Widok ku NE

DK 75 pod Przełęczą Świętego Justa. W centrum dolina Białki. Po prawej góra Czyżewiec (418 m n.p.m.). Widok ku NNW

DK 75. Przełęczą Świętego Justa. Po lewej Dąbrowska Góra (518 m n.p.m.). W centrum Jezioro Rożnowskie. Po prawej Białowodzka Góra (614 m n.p.m.). Widok ku SSE

DK 75. Most na Dunajcu. Po lewej Kumorze (362 m n.p.m.). Po prawej Paścia Góra. Widok ku S

DK 75. Most na Dunajcu. W centrum Białowodzka Góra (614 m n.p.m.). Widok ku SW

Dąbrowa W. DK 75. Kamieniołom pożerający Kurowską Górę (403 m n.p.m.). Widok ku N

Wjazd do Nowego Sącza. DK 75 w remoncie i korkach. Widok ku S
Kurs na rynek, zjazd Wałową do Matejki, skręt w Młyńską, wzdłuż DK28 do McD przy kościele. Nic innego nie było otwartego, a głód i potrzeba czegoś ciepłego była wielka. Nie wiem, po co nam był zestaw z darmową szklanką, którą skutkiem tego trzeba było wieźć do końca wyprawy. Jeszcze trochę się potem jechało przy głównej, po czym nastąpił skręt w Browarną. Wyjazd na Wiśniowieckiego. Tam drobne zakupy w sklepie na Jadwigi przy Szymanowskiego. Gdy Kasia była w sklepie, podszedł do mnie facet w stylu menello, ale widząc moje zaangażowanie w czytanie książki i milczącą postawę, tylko zerknął co czytam po czym wrócił do swojego kumpla. Po przerwie kurs na zachód. Wyjazd na DK 87, która nie dość, że wyprowadziła nas z Nowego Sącza, to jeszcze z Polski. Wiodła po raczej płaskiej, pnącej się w górę drodze.

Nowy Sącz. Po lewej Zegar Kwiatowy W centrum ruiny Zamku Królewskiego. Widok ku SWW

Nowy Sącz. Bazylika kolegiacka pw. św. Małgorzaty

Nowy Sącz. Rynek. Ratusz. Widok ku NW

Nowy Sącz. Kościół pw. św. Kazimierza. Widok ku SSW

Nowy Sącz. DK 87. Po lewej kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Po prawej Szkoła Podstawowa im. Jagiełły. Widok ku SWW

DK 87. Poprad. W tle wzniesienie ze wsią Chochorowice. Widok ku NNW
Góry przypominały bieszczadzkie, lecz były one niższe, doliny zaś szersze. Czasem trafiały nam się szybsze odcinki, jednak przeważnie tempo było spokojne. Trwało to do południa, kiedy to dojechało się do Piwnicznej-Zdroju. Podjazd był tam ostry. Przy rynku uzupełnienie zapasów. Było to przede wszystkim podwojenie zasobów picia. Jedząc loda przed sklepem, zaczepił nas jakiś facet. Nie udało się zrozumieć o co mu chodziło. Po chwili wyjaśnił, że widział nas poprzedniego dnia w Jurkowie i wyraził opinię, że szybko nam idzie. Od nas dowiedział się o naszych zapatrywaniach na dalszą trasę, po czym ostrzegł, że czeka nas kilka kilometrów jazdy w górę. Ostatnie kilometry przed wyjazdem za granicę przebiegały malowniczą dróżką. Problem osuwania się ziemi załatwiono w ten sposób, że zmniejszono powierzchnię jezdni, tam gdzie taka sytuacja zaistniała. Granica została przekroczona o 13.

Barcice Górne N. DK 87. Dolina Popradu. W tle Makowica (948 m n.p.m.). Widok ku SEE

Barcice Górne. DK 87. Dolina Popradu. W tle Makowica (948 m n.p.m.). Widok ku E

Rytro. Dolina Popradu. Remont DK 87 przy skręcie do Suchej Strugi. Po prawej linia kolejowa nr 96/487 miedzy stacjami Tarnów i Leluchów, a dalej Čirč. Widok ku S

Piwniczna-Zdrój. DK 87. Widok ku SSW

DK 87. Piwniczna-Zdrój S. Liczne zwężenia dzięki osuwiskom. Widok ku SW

DK 87. Piwniczna-Zdrój S. Widok ku SW
Przejazd przez dwie wsie słowackie, a droga cały czas pięła się w górę, tak jak mówił facet w PZ. Było potwornie gorąco. Jazda po Słowacji to było po prostu gotowanie się. Obok wsi Kremna podjazd stał się dużo bardziej stromy. Około 12%. Ciała potwornie zdyszane i spocone. W końcu trzeba było zacząć iść. Na przełęczy (od Kremny ~150m w górę) była kapliczka. Przed nią drewniane ławeczki, na których można było się rozłożyćsię po tej morderczej wspinaczce trwającej pół godziny. Widok na pasma górskie był wspaniały. Temperatura ciała spadła, oddech się wyrównał, słowem - odpoczynek. Migiem w dół. Liczników nie było, ale prędkość maksymalną szacować można na 50-60km/h. Dojazd do początku Starej Lubowli, skąd poniosło nas na Czerwony Klasztor. W tym celu w Hniezdne skręt na północ. We wsi Kamienna popas i odpoczynek koło kościoła. Czekało na nas jeszcze kilka km pod górę, a potem już tylko dół. Prawie do samej granicy piękne widoki - graniczne góry widziane od południa.

Hraničné. Droga 68. Góry Lubowelskie. Cerkiew pw. Nepoškvrneného Počatia Presvätej Bohorodičky svätou Annou. Widok ku SE

Kremná. Droga 68. Góry Lubowelskie. W centrum cerkiew pw. Svätéj Márie. Widok ku SE

Droga 68. Zjazd do miasta Stará Ľubovňa. Dolina Popradu. Po lewej Dolina Jakubjanki z miastem Stará Ľubovňa. Na horyzoncie Góry Lewockie. Widok ku SSW

Droga 68. Zjazd do miasta Stará Ľubovňa. Na horyzoncie po lewej powinien być ledwo widoczny cień Tatr. W centrum Magura Spiska. Po prawej Małe Pieniny. Między nimi dolina Riecki, przechodząca w dolinę Lipnika, którą następnie się jechało. Poniżej zabudowania wsi Jarebina. Widok ku W

Trasa 543 między miejscowościami Gnézda i Kamienka. Po lewej Magura Spiska. Po prawej Małe Pieniny. Między nimi dolina Riecki, przechodząca w dolinę Lipnika, do której nas poniosło. Przy prawej krawędzi Góry Lubowelskie i ledwo wychylająca się Radziejowa (1266 m n.p.m.). Widok ku NW

Trasa 543 między miejscowościami Gnézda i Kamienka. Góry Lubowelskie. Po lewej Eliaszówka (1023 m n.p.m.) na granicy państw. Po prawej tereny wsi Jarebina wraz z kamieniołomem. Przy prawej krawędzi wzniesienie z drogą 68, tam gdzie nastąpiła przerwę i poprzednie zdjęcia. Przy lewej krawędzi fragment ledwo wychylającej się Radziejowej (1266 m n.p.m.). Widok ku NNE

Kamienka. Cerkiew pw. Svätého Petra

Trasa 543 po NW stronie wsi Kamienka. Na horyzoncie Góry Lewockie. Widok ku SSE

Trasa 543 po NW stronie wsi Kamienka. Małe Pieniny. Po lewej Kýčera (ok. 930 m n.p.m.). Widok ku NW

Trasa 543 między miejscowościami Kamienka i Stráňany. Dolina Riecki. Na horyzoncie Góry Lewockie. Widok ku SE

Granica między doliną Riecki i Lipnika. Po lewej Magura Spiska. W centrum po lewej w tle Grupa Golicy. W centrum w tle Trzy Korony (982 m n.p.m.). Po prawej Kýčera (ok. 930 m n.p.m.). Widok ku NWW

Stráňany. Trasa 543. W tle Magura Spiska. Widok ku SSW

Trasa 543 między miejscowościami Stráňany i Veľký Lipník. Dolina Lipnika. Po lewej stoki góry Pašková (770 m n.p.m.). Po prawej Grupa Golicy. Widok ku W

Veľký Lipník. Trasa 543. Dolina Lipnika. Po lewej rozciągnięty E grzbiet Aksamitki. Po prawej przy krawędzi, Tokárne (748 m n.p.m.). Między nimi Lesnické sedlo, przełęcz rozdzielająca Grupę Golicy i Małe Pieniny. Widok ku NNE

Haligovce E. Trasa 543. Dolina Lipnika. Grupa Golicy. Po lewej Plašná (889 m n.p.m.). Po prawej Aksamitka (841 m n.p.m.). Widok ku N

Haligovce. Trasa 543. Dolina Lipnika. Grupa Golicy. Plašná (889 m n.p.m.). Widok ku NNE

Haligovce W. Trasa 543. Dolina Lipnika. Grupa Golicy. Plašná (889 m n.p.m.). Widok ku NNE

Červený Kláštor S. Trasa 543. Dolina Lipnika. Trzy Korony (982 m n.p.m). Widok ku N
Przejazd przez kilka kilometrów wzdłuż Dunajca i znów w Polsce. Przed nami rozciągało się jezioro Czorsztyńskie. Już niosło nas na drugą stronę zapory, ale jednak nastąpił skręt na Niedzicę. Kończyła się nam woda, a nie było widać sklepów. Wydawało się, że uzupełnimy ją w Niedzicy, ale droga na zamek równocześnie oddalała nas od niej. Trzeba było włożyć dużo sił bez wspomagania, by dostać się na niego. Tam doładowały nas lody, oscypki i widoki z wysoko położonego dziedzińca. Bez wchodzenia do samego zamku. Przerwa tam trwała mniej więcej kwadrans. Szczęśliwie dla nas, jakiś 200m dalej był mały sklepik, którego zasoby nam w całości wystarczyły do regeneracji zapasów. Zbliżał się już wieczór, no i nie pozostało nam wiele sił. Pierwszy słowacki podjazd wyssał ich zbyt wiele, jak na nasze ówczesne możliwości. Na noc udało się rozłożyć w lesie jakieś 2km od zamku. Był problem z zaśnięciem z powodu krzyku ludzi bawiących się nad jeziorem i ich pijackich zabaw. Ciężka to była noc.

Červený Kláštor. Trasa 543. Dunajec. Na drugim brzegu Sromowce Niżne. Po lewej Nowa Góra (902 m n.p.m). W centrum Podskalnia Góra (743 m n.p.m.). Po prawej Trzy Korony (982 m n.p.m). Widok ku N

Červený Kláštor W. Trasa 543. Dolina Dunajca. Za wzgórzami Spišská Stará Ves. W tle Tatry. Widok ku SW

Majere. Trasa 543. Dolina Dunajca. Pieniny Środkowe. Po lewej Flaki (810 m n.p.m.). W centrum Macelowa Góra (800 m n.p.m.). Za nią, po lewej Macelak (856 m n.p.m.). Na prawo Nowa Góra (902 m n.p.m) i Trzy Korony (982 m n.p.m). Widok ku N

Niedzica-Zamek. Zbiornik Sromowce. W tle Magura Spiska. Widok ku SSE

Niedzica-Zamek. Krotka przerwa na podziwianie. Widok ku N

Ostrzeżenie na zamku w Niedzicy

Niedzica-Zamek. Po lewej jezioro Czorsztyńskie z zatoką i doliną Harczy Grunt. Po prawej zamek, który niedawno został przez nas opuszczony. W centrum Łysa Góra (693 m n.p.m.) i Ula (713 m n.p.m.). Po prawej Flaki (810 m n.p.m.). Widok ku E
Zaliczone gminy
- Chełmiec- Nowy Sącz
- Stary Sącz
- Rytro
- Piwniczna-Zdrój
- Łapsze Niżna
Zaliczone obec
Prešovský krajOkres Stará Ľubovňa
- Hraničné
- Jarabina
- Stará Ľubovňa
- Hniezdne
- Kamienka
- Veľký Lipník
- Haligovce
Okres Kežmarok
- Červený Kláštor
- Spišská Stará Ves
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
105.00 km (0.00 km teren), czas: 09:00 h, avg:11.67 km/h,
prędkość maks: 55.00 km/h