Podróże Weroniki - pamiętnik z początku XXI wieku

avatar Weronika
okolice Czerwińska

Szukaj

Znajomi na bikestats

wszyscy znajomi(37)

Moje rowery

Czarny 13433 km
Zielony 31509 km
Unibike 23955 km
Czerwony 17572 km
Agat
Delta 6035 km
Reksio
Veturilo 69 km
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Archiwum

Wpisy archiwalne w kategorii

.Pół nocne

Dystans całkowity:25375.33 km (w terenie 1825.80 km; 7.20%)
Czas w ruchu:1587:08
Średnia prędkość:15.98 km/h
Maksymalna prędkość:74.20 km/h
Suma podjazdów:50 m
Suma kalorii:33800 kcal
Liczba aktywności:249
Średnio na aktywność:101.91 km i 6h 28m
Więcej statystyk

Zlot w Krzętowie II - DK42

Piątek, 19 maja 2017 | dodano: 01.07.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, 2017 Łódzkie S

Pobudka  jeszcze przed północą i wyznaczoną przez budzik godziną. Chwile trwało, nim udało się ogarnąć do dalszej jazdy. Licznik trochę psocił. Trochę naliczył i się poddał. To udało mi się zauważyć za Kraszkowicami. Po poprawce chyba liczył dalej już dobrze. Wg niego było to 95,47km i 7h. Za Krzeczowem solidny podjazd do Szczytów. Szybki zjazd do centrum Działoszyna. W Pajęcznie przed świtem. Noc przyjemna, gwieździsta. Drogi prawie puste. Wiatr słabszy, ale znów nabierał mocy. Przerwy na kilku przystankach i na kilku zdarzało mi się przymknąć oczy, nie wiedząc ile czasu minęło. W Nowej Brzeźnicy skromny, ruchomy korek kilku tirów. Dojazd do Centrum Radomska niesamowicie mi się dłużył. Kolano strzelało do bólu, do krzyku, już któryś raz. Wjazd na chodnik przy Piastowskiej. był to podjazd, na którego krańcu leżący odpoczunek na ławce. Przez kolano aż mi się zrobiło niedobrze w brzuchu. Po Zlocie miała się odbyć jazda z Emesem na wschód, ale już mi było wiadome, że nici z tego.

Po dłuższej przerwie wyjazd na Jagiellońską. Przerwa na ścieżce, nie wiedząc gdzie też się udać. Wpierw sto metrów w stronę złą, a potem nawrót. Za miastem skręt na Dziepołć. Trasa przez Kobiele Wielkie już raz przez mnie odwiedzana, więc przyszła pora na coś innego. Było mi nadal ciężko i jechało się ostrożnie. Nawierzchnia niezbyt przyjemna. Brak snu swoje robił. Za Dmeninem krajobraz stał się bardzo malowniczy. Bardzo ładna trasa przez Smotryszów do Biestrzykowa Małego. W Zagórzu trochę źle obrana trasę, dodała dodatkowe kilometry przez Zalesie. Mimo to, i tak było ładnie, choć zmęczenie wołało rychły koniec. W Wielgomłynach wizyta w piekarni, zakup kiełbasek, przerwa w parku na konsumpcję słodkiego. Stamtąd już ostatnie kilometry do Krzętowa. Bez problemu udało się dojechać do miejsca zlotu, choć się przez chwilę, już na miejscu, trwało wahanie gdzie dokładnie się udać. Kilka osób zjawiło się przede mną, raczej nie więcej niż 10. Chwilę siedzenia, słuchania, umycia się, po czym przyszła pora rozłożyć namiot i zasnąć na kilka godzin.


08:07. Amelin. Na wschód od Radomska


08:39. Widok na Smotryszów ku E


08:42. Smotryszów. Jeden z dwóch zachowanych pieców do wypalania wapna z XIX w.


09:25. Smotryszów. Widok ku N


09:25. Smotryszów. Domy przy drodze powiatowej 3924E prowadzącej do Zakrzewa


09:26. Góra Kamieńsk (386 m n.p.m.) widoczna ze Smotryszowa


09:30. Smotryszów. Widok z drogi powiatowej 3935E ku NW


09:47. Wola Malowana. Widok na Babczów ku SE


09:55. Babczów. Naliściak


10:15. Wólka Włościańska. Droga do Zagórza


10:35. Sroków. Dawna zapora stawu na Biestrzykówce


11:00. Wielgomłyny. Śniadanie z cukierni przy kościele


11:06. Wielgomłyny. Pomnik postawiony w hołdzie powstańcom


11:31: DP 3934W do Krzętowa. Na horyzoncie po lewej Góry Przedborskie. Widoczna Bukowa Góra (335 m n.p.m., 7km), a na prawo nadajnik TV Dobromierz. Widok ku E

Zaliczone gminy

- Wierzchlas
Rower:Czarny Dane wycieczki: 107.00 km (0.00 km teren), czas: 07:30 h, avg:14.27 km/h, prędkość maks: 44.93 km/h
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Chłodnik majowy II - Bezchlebie

Poniedziałek, 1 maja 2017 | dodano: 10.05.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, 2017 Łódzkie W, ...Miejscowości łódzkie, ...Miejscowości wielkopolskie

Kilkukrotne budzenie w nocy. Za zimno. Za chłodno. Aczkolwiek w śpiworze było całkiem, całkiem. Ostatecznie wylegiwanie trwało do około 12. Wydawało się, że jest ciepło, ale jednak nie aż tak. Co prawda było mi w tych warstwach już za gorąco, ale bez nich było za zimno. Bardzo silny wiatr ze wschodu początkowo dał mi popalić. Nic to, że słońce dogrzewało. Po godzinie ukazał się Brudzew. Myśli zaprzątane były chęcią na jakieś pieczywo, bo moje zapasy już się prawie wyczerpały. Były jeszcze cukierki, ale one nie syciły. W sklepie oczywiście pieczywa brak. W to miejsce zakupione dwa lody i ciastko z bitą śmietaną, która zniknęła na miejscu. W dalszą drogę kilka parówek. Potem pętla koło liceum z wielką halą sportową. Następnie jazda pod kościół, gdzie trwała kolejna przerwa, a po niej jeszcze jedna wizyta w kolejnym sklepie. Pieczywa nie było - czipsy miały służyć jako ekwiwalent.


11:06. Władysławów. Rzut oka z mojego nocleg ku SW


12:22. Brudzew. Kościół pw. św. Mikołaja z XV w. Organy wykonany przez warszawską firmę "Adolf Homan" w 1900 r.

Kurs wprost na południe. Niby można udać się było od razu na wojewódzką, ale zachciało mi się odwiedzić pobliską kopalnię węgla, albo chociaż przejechać przez tereny, które wkrótce mogłaby pochłonąć. Tuż za ostatnimi zabudowaniami wsi Bogdałów-Kolonia asfalt się skończył. Droga gruntowa miała szerokie dziury, gdzieniegdzie z wodą. Przejazd po bardziej płaskich i suchych terenach - wężykiem. Przy kanałku, stworzonym z wody wypompowywanej z kopalni, droga odbijała w prawo. Tam skręt, gdy już zrobiło się dostateczną liczbę zdjęć odkrywki i napatrzyło na ów krajobraz. Potem przejazd przez las do asfaltu, wyjeżdżając przy głównych budynkach kopalni, skąd przez głośniki na cały plac nadawano audycję jakiejś stacji radiowej. Tam też zniknęły ostatnie kanapki.


13:11. Droga za Bogdałowem, w kierunku kopalni węgla brunatnego. Widok ku S


13:20. Panorama KWB Adamów. Widok kilometr ku S od ostatniego domu w Bogdałowie. Widok ku SE


13:20. KWB Adamów.
 
13:20. KWB Adamów.


13:20. KWB Adamów.


13:21. KWB Adamów.


13:21. KWB Adamów. Hałdy piasku w południowej części odkrywki


13:21. KWB Adamów. 


13:26. Z odkrywki do Bogdałowa-Kolonii ku N


13:26. Wschodni kanał odwadniający do jeziora Bogdałów

13:30. Południowy kanał odwadniający do jeziora Bogdałów


13:48. Warenka. Budynki przy kopalni węgla brunatnego "Adamów"


13:54. Warenka. 50-lecie minęło w 2009 roku

Z wiatrem przemknięcie przez Turek. Tym razem Korytkowską, Jałowcową, Nową, przez park ze stawem, Kruszyńskiego, a z Gorzelnianej na chodnik przy głównej. Od zachodniego ronda przejazd Konopnickiej, Słowackiego, Zieloną i Południową. Za miastem teren się wznosił. Kilka przerw na tej trasie trzeba było zrobić. DW 470 nie znużyła, choć widoki były miejscami niezłe. Przez Malanów zjazd, na którym wpadła prędkość maksymalną tego dnia. Za Szadkiem ostatni przystanek na tej trasie. W Morawinie małe zakupy - lód i sucharki. Pieczywa brak. Skręt na wschód i zaczęła się walka z wiatrem. W Emilinowie skręt na Koźminek, w drogę na samym początku wsi. Przejazd Ciasną i Szkolną na rynek. Już bez szukania sklepów. Przerwa tuż za miasteczkiem.


14:13. Turek. Kominy Elektrowni Adamów


14:25. Turek. Ul. Polskiej Organizacji Wojskowej 7


15:34. DW 470. Grąbków. Jasna plama po prawej to okolice kościoła w Obrzębinie (7 km). Widok ku N


15:35. DW 470. Grąbków. Turek (9 km). Widok ku NNE


15:35. DW 470. Grąbków. Kościół w Turku


15:36. DW 470. Grąbków. Widok ku NE


15:43. Malanów. DW 470 ku SW


15:54. DW 470 na granicy powiatów


17:07. Młynisko. Mosty na Żabiance. Po lewej nowy most, z 2012, powstały w miejsce od lat nieistniejącego młyna


17:38. Koźminek. Opuszczony kościół ewangelicki z początku XX w.


17:38. Koźminek. Zachodnie resztki zabytkowego domu z XIX w. przy ulicy Ciasnej. Pożar zaczął trawić go 29.11.2015


17:41. Koźminek. Plac Wolności. Widok ku NE


17:42. Koźminek. Kościół pw. śś Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty z XV w.

Z wolna do Liskowa. Tam przejazd północną uliczkę, równoległą do głównej, która skręcała koło samotnego komina. Potem jeszcze odbicie w kierunku remizy. Droga za miejscowością świeżo po asfaltowaniu, ale jeszcze z jakimiś pracami wykończeniowymi. Zaczynało się chmurzyć. Jazda do Goszczanowa tak trochę na ślepo. Tam krótka przerwa. Powoli zbliżała się noc. Znów trochę na ślepo zmierzając do Warty. Kamizelka na plecy, uzupełnianie bidonów i przy okazji ocena - już niewiele zostało tej wody. Warta nie wywarła zbyt pozytywnego wrażenia. Może wiele w tej kwestii miały do powiedzenia kamienie ulic w centrum. Przejazd Kaszyńskiego, Świętojańską, Klasztorną, Górną, Parkową, Ogrodową. Jeszcze w międzyczasie zaczęła się niepotrzebna jazda na Sieradz, ale z niej nawrót, niedługo po wjechaniu do Dusznik. Wyjazd ulicą Tarnowskiego, która była w trakcie prac. Nie wiem czy asfaltowych, czy kamiennych. Jeszcze wiele było rozgrzebane. Przynajmniej oszczędziło mi to jazdy główną.


18:08. DW 471. Tuż przed Liskowem. Widok ku NE


18:15. Lisków. Komin na zachodnim krańcu Ul. Rzemieślniczej


18:19. Lisków. Kościół pw. Wszystkich Świętych z XIX w.


20:27. Warta. Kościół św. Mikołaja Biskupa z XIV w.

Fragment DW 710 nie był zbyt oblegany. Ot kilka aut zdążyło przejechać. Tu też jakieś prace. Obok mostu był postawiony drugi, ale nie udało mi się dostrzec, czy tymczasowy, czy już na stałe. Na północ skręt w Dzierżązni. W Brzegu leżenie na poboczu i obserwowanie światła księżyca, odbijające się w wodzie Jeziorska. Ponowna jazda rozpoczęła się, bo zaczynał się do mnie dobierać zimno, choć wiatr ucichł. Tuż przed Pęczniewem podobna sceneria, lecz wiele czasu tam nie minęła. Droga wiodła po grobli między dużymi stawami. W samej miejscowości długie kręcenie się po bocznych uliczkach. Do Zadzimia droga mi się dłużyła. Również księżyc obniżył swe położenie na tyle, że zrobiło się zbyt ciemno. Do tego wyraźna wilgoć w powietrzu. Na rynku wykończenie ostatnich słodyczami, a następnie kurs na południe po DW 479. Dłużyło mi się to, więc zaczęło się rozglądanie za noclegiem, ale nic ciekawego nie było widać. Zniechęcały mnie też obszary, gdzie wyraźnie ciągnęło chłodem od ziemi. W Rożdżałach naszła nawet myśl, czy aby nie przenocować w pobliskiej ruinie, kiedyś będącą chyba szkołą. Ostatecznie skończyło się na nocowaniu tuż za Czartkami.


22:52. Brzeg. Nocny widok na Jeziorsko i światła wsi Tomisławice


23:29. Pęczniew. Widok z grobli na staw


23:30. Pęczniew. Widok z grobli na staw


01:25. Rossoszyca. Staw na rzeczce Jadwichnie

Zaliczone gminy

- Brudzew
- Malanów
- Ceków-Kolonia
- Koźminek
- Lisków
- Goszczanów
- Warta
- Pęczniew
- Zadzim
Rower:Czarny Dane wycieczki: 147.78 km (7.00 km teren), czas: 09:43 h, avg:15.21 km/h, prędkość maks: 51.75 km/h
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Powolnie, ponocnie, pogminnie

Piątek, 28 kwietnia 2017 | dodano: 29.04.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki

Więc było tak. Za dnia kolejna porcja "ćwiczeń", tym razem typu "skłon". Po powrocie przerwa na odpoczynek i obiad, złożony z resztki mojego sosu warzywnego wymieszanych z odrobiną dzisiejszego, odgrzewanego mięsa. Chwila namysłu i w drogę. Wpierw na wprost za skrzyżowaniem i w górę przez parowę, którą ostatnim razem przejeżdżając chyba w podstawówce. Były to przede wszystkim zjazdy i całkiem sporo w owym czasie. Przez te lata zmieniło się to, że po obu stronach przestała być dzika, a powstały domki. Tym razem podjazd do miejsca na powierzchni, a potem po miedzy pieszo do szosy. Dalej w górę. Przy zagajniku skręt na Borek, lecz potem zjazd do żwirowni dziką ścieżką. Przecinając ją na zachód, kurs na Zdziarkę.

Była chęć przejechać do Czerwińska, ale nim się zjechało nad Wisłę, w oczy wpadła droga w pola, wyglądająca na bardziej przejezdną. Podczas moich pierwszych wycieczek w te strony, trafiło mi się tam jechać może raz czy dwa. Było gorąco, mnóstwo chwastów i cały teren zarośnięty, więc przyszło się wycofać. Teraz był ślad po czterokołowym pojeździe, który doprowadził mnie do jej końca przy ścianie z drzew. Tzn. prawie. Zabrakło mi kilku metrów. Ktoś pracował w polu i poinformował głośno, że nie ma dalej drogi. Zawróciwszy, po chwili udało się znaleźć ścieżynkę, skierowaną na północ. Opadała ku strumieniowi. Z góry wydawał się wystarczająco wąski, więc zajazd, a potem trochę się gimnastyki. Było sporo gałęzi, mnóstwo śmieci... Ehhh... Strumień przebyty po dwóch oponach z ciągnika, położonych w jej nurcie, tuż poniżej tamy bobrów.

Potem jeszcze trzeba się było wykaraskać po stromym zboczu i przerwa na złapanie oddechu. Już wydawało się, że jestem po stronie Czerwińska, ale po wydostaniu się na drogę, okazało się, że to wciąż była Zdziarka. Tylko to ta część najbardziej zachodnia, w pobliżu DK62. Wjazd na asfalt i skręt w 19 Stycznia. Potem w polną drogę, opadającą do początku parowy tuż przy Polnej, zaraz za zabudowaniami. Później z Dunina powrót na DK62, zjazd na Chmielewo. Przejazd wschodnim fragmentem wału, drewnianą kładką do Wyszogrodu i dalej wprost do centrum. Od parku przejazd do Kilińskiego przez osiedle, a potem zjazd nad Wisłę. Odpoczynek na ławce blisko mostu. Była spokojna, lecz chłodna noc.

Krótka przebieżka po schodach, rowerem przez wiadukt i powrót do Wyszogrodu od strony przychodni. Płocką do ronda, ale z epizodem jazdy przez osiedle do Okólnej. Fragment krajówki, skręt na chodnik przez Zamieście. Przez rów wyjazd na DK 50. Przerwa za Rębowem, bo jechał łańcuch TIRów. Zjazd z krajówki na Gródkowo. Tuż za zabudowaniami przystanięcie na przerwę. Po chwili przejechał wóz strażacki. Niebawem kolejny, lecz od Pozarzyna, gdzie na jakiś czas się zatrzymał, bo chyba pomylił drogę. Zjazd na dół, tam mijane okolice dworku i obserwowanie światła wozów, bijące z Gawarca, chyba Dolnego.

Skręt kamienistą drogą do Raszewa Włościańskiego. Z ulgą przyjęte pojawienie się asfaltu, który był tam od niedawna. Ongiś była tam szutrówka, o jakości podobnej do tej w mojej miejscowości, sprzed 20 lat. Naprawdę dawno mnie nie było w tych stronach. Zakręty i zjazdy zdążyły mi już wywietrzeć. A może po prostu na asfalcie lepiej je czuć? No w każdym razie i to dobro się skończyło - wrócił grunt i szuter. Okolica sama w sobie bardzo ładna, nawet nocą. Ta była jedną z ciemniejszych, ale i tak dość dobrze widoczne były obiekty w przestrzeni. Gwiazd wiele nie było, za to sporo mgły od ziemi. Może raz czy dwa zdarzyło mi się przez nią przejeżdżać, a tak to była raczej niska, lecz nie cieniutka. Po minięciu kościoła, przejazd przez Osiek i Stary Boguszyn. Tam pogonił mnie pies i był to najszybszy odcinek (zjazd w stronę wojewódzkiej) w ciągu całego wyjazdu. Przez Radzikowo Scalone przejazd do Chociszewa, a potem już prosto do domu, gdzie udało się dotrzeć po drugiej rano.
Rower:Zielony Dane wycieczki: 56.72 km (20.00 km teren), czas: 04:33 h, avg:12.47 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Kwietniowy Deszcz

Wtorek, 25 kwietnia 2017 | dodano: 26.04.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Pół nocne

Na początek trochę piwnicznego fitnessu. Dla nie obeznanych: bierzesz skrzynkę z warzywami, obracasz się, kilka kroków w bok, odkładasz skrzynkę, powrót bez obciążenia. Po kilku takich powtórzeniach: Pochylasz się po skrzynkę, obracasz o 90 stopni, szybkim marszem przenosisz w miejsce docelowe położone kilka metrów od piwnicy, wracasz w podskokach. Znów kilka powtórzeń, po czym wracasz do punktu pierwszego.

Po zabawie, która trochę mnie przepociła, była przerwa na herbatę, a po niej wyjście na rower. Pogoda była nadal chłodna, podobnie jak wiele dni poprzednich. Przed zabawą przechodziły spore opady, a po niej chwilowo to ucichło. Do tego jeszcze spory wiatr z zachodu i wiele chmur. W kurtce, bluzie i koszulce było ciepło. Pod spodniami mogłoby się znaleźć jakieś ocieplenie, ale było znośnie. Trochę gorzej w nocy - zaczął padać deszcz i zmarzły mi dłonie. Nie spieszyło mi się tego dnia. Jazda spokojna, powolna. Zabrane pół butelki wody, w niewielkim stopniu zniknęło. Chociaż ten, jeden plus dni chłodniejszych.

Start z Trębek. Przejazd przez lotnisko do Kroczewa. Koło kościoła wjazd na starą drogę do wsi Smoły. Budowa DK7 podzieliła ją na dwie części, bez możliwości przejechania jej w całości. Niby można było wjechać na asfalt krajówki, lecz zamiast tego poniosło mnie terenem wzdłuż niej, do kolejnego skrzyżowania. Na drugą stronę i kontynuacja utwardzoną drogą w tym samym kierunku. Doprowadziła mnie do lasu na Ostrzykowiznie. Poprzednim razem nie udało mi się pokonać go w całości. Tym razem się powiodło. Od ściany lasu wejście na ledwo widoczną ścieżkę, ale wnet zniknęła, więc kurs w pobliże słupa. O dziwo, była tam dróżka, a od niej odbijała jedna wyraźna droga w lewo i druga, tak ledwo, ledwo. Przejazd przez nią na wskroś, wyjeżdżając do rowu wzdłuż DK7. Było to raptem kilka metrów i prowadziło na już mi znaną gruntówkę, biegnącej wzdłuż lasu. Przerwa.

Zrobiło się ciemno. Kurs na Pieczoługi. W pół drogi do domostw nastąpiło poruszenie. Sarny? A gdzie tam! Dwa wielkie dziki. Wydały swe dzikie odgłosy, po czym zniknęły w lesie. Na moment stop. Może lepiej wrócić? Zdaje się, że jednak popędziły w głąb i nie krążą już przy drodze. No to jazda. Wtem, głośno zaczęły kwilić młode warchlaki z kępy krzaków! Przerażający, nagły odgłos. Jak zaraz przybędą rodzice, to dopiero będzie początek wiosny. Zerwanie do pędu tak szybkie, jak zwykle zrywa się łańcuch. Moment i mnie już tam nie było. Wyjazd na asfalt, potem kierując się gruntówką do Smół przez Strubiny. Przed Zarębami trzeba było jeszcze przejechać krótki fragment lasu, w obawie, by i tam na mnie coś nie wyskoczyło.

Wyjazd na asfalt. Padało, siąpiło, padało, i tak w koło. Pora była wracać, a lampka była nie do oświetlania drogi. Dobrze, że bez takich też umiem sobie radzić. Przez Koryciska przejazd do Załusk, choć o mało nie rzuciło mnie do Smulsk. Trzeba się było trochę cofnąć, po stwierdzeniu, że nie tędy droga. W Załuskach jazda w stronę stacji paliw i kręcenie po niewielkim osiedlu. Udało się dostrzec tam gruntową dróżkę wzdłuż domów, którą może warto przejechać za dnia. Przejazd wiaduktem i przerwa na przystanku za Zdunowem. Była we mnie nadzieja, że może się rozpogodzi, ale nie było ku temu oznak. Od Przybojewa widoczna była warszawska łuna, oświetlająca nisko zawieszone chmur, a te które znajdowały się nade mną, na jej tle tworzyły ciemną, zwisającą i postrzępioną kurtynę. Powrót przed północą.
Rower:Zielony Dane wycieczki: 49.23 km (10.00 km teren), czas: 03:39 h, avg:13.49 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Warszawskie zakupy

Czwartek, 20 kwietnia 2017 | dodano: 20.04.2017Kategoria .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, ...Miejscowości mazowieckie, .Pół nocne, .Warszawa, .Z rodziną

Poprzedniego dnia sen mnie złapał gdzieś po czwartej rano. Z tego powodu, nie sposób było określić, czy dzisiejszy wyjazd w ogóle miał mieć sens. Przebudzeie przed dziesiątą. Nadal nie było mi wiadomo, czy to ma sens, czy może spróbować kiedy indziej... Mnóstwo myśli się roiło, ale optymistyczna pogoda za oknem, choć równocześnie zimna i wietrzna, trochę zachęcała. No i ile jeszcze można przekładać, odkładać na później różne sprawy. Pora od czasu do czasu jednak ruszyć, nawet jeśli trochę zaboli. No i zabolało, bo kolano odzywało się do końca trasy, a wszystko zasługa trenażera, na który mam nadzieję nigdy więcej nie wsiąść. Do tego za mną przebyte pierwsze problemy alergiczne. I pierwsze tak silne od wielu lat.

Przejazd do Warszawy głównymi trasami. Ze zmian - wiadomy odcinek błotnisty został posypany ziemią, ale do asfaltowania jeszcze trochę trzeba poczekać. Modlin, wyjątkowo, został przez mnie okrążony obwodnicą, a pierwszy most przejechany asfaltem osiągając maksymalną tego dnia prędkość. W Czosnowie zjazd na trasę wzdłuż S7. Budowany od kilku miesięcy budynek posadowiony blisko wiaduktu, już prawie ukończony, a z od/do niego poprowadzono kable, oczekujące na zasypanie w głębokich rowach. Część rowów uszkodziło asfaltową ścieżkę w kierunku Kaliszek. W Nowym Dziekanowie zmiana schematu i skręt w Poziomkową. Była prawie ślepa - przechodziła w gruntową, niezbyt zdatną dla aut. Z Królowej Marysieńki wyjazd na kurs Czosnowski - do Łomianek. Tu kolejna zmiana - Henryka Raabego oczekuje na asfaltowanie, część betonowo-kamienna już gotowa. Dalej Pawłowską i Baczyńskiego. Potem szutrem wzdłuż głównej "pod prąd". Krótka przerwa koło McD i znów pospiesznie, bo czas uciekał.


11:07. NDM. Twierdza Modlin. Widok z Mostu Piłsudskiego ku NW


11:15. Droga NDM - Czosnów, ponad S7 (po prawej). Trwała wycinka przydrożnych drzew


11:23. Czosnów. Prace przy Duńskiej i drodze do Dobrzynia


Nowy Dziekanów. Nowe domy przy ul. Królowej Marysieńki. Widok ku NNE


12:12. Łomianki. Modernizacja ul. Raabego. Widok ku E


12:22. Granica Warszawy i Łomianek przy S7. Przydałaby się wreszcie jakaś ścieżka i chodnik

Skręt w Farysa, trzymając się trasy nad Wisłą, aż za starówkę. Tam już, nadal, odcinek od lat w remoncie, wiec skręt w Dobrą. Potem w Ludną i Rozbrat. Niepotrzebna jazda na wschód. Naprzeciwko Szarej ukazał się podjazd dla rowerów, więc mnie skusił. Ledwo udało mi się podjechać pod Sejm, ale to zasługa słabego kolana i kiepskiej nawierzchni. Dalej już prosto - Piękna, pl. Zbawiciela i przerwa koło metra Politechnika. Krótkie spotkanie - odbiór książek, trochę rozmów. W sumie nieco ponad pół godziny. A potem do apteki na Górczewską. Tam przejazd Nowowiejską, Krzywickiego, przez Żelazną, Ogrodową. Przy Karolkowej praca wre. Parę lat temu stał tam chyba tylko jeden stary dom, później go wyburzono, a teraz powstawała spora budowla. Jakby w opozycji - Niedaleko stał budynek Wyższej Szkoły Ekonomicznej Almamer. Od kilku lat opustoszały, bo mnóstwo pieniędzy wyłożyli na budowę nowego budynku, tak że nie starczało na opłacanie wykładowców. Stary wieżowiec popadł w ruinę, a w nowym chyba coś się kroiło. Krótkie przejrzenie, co tam się stało na parterze, raz widzianym przez mnie w czasach świetności, ale tym razem już się ktoś tam kręcił, więc niewiele czasu tam mi minęło.


12:43. Nadwiślański szlak między mostami Grota i Gdańskim. Widok ku SE


12:48. Bulwar Religi. Widok ku SE


13:10. Sejm od SE


13:15. Plac Zbawiciela. Widok ku SSE


14:19. Mural na wschodniej ścianie budynku Ogrodowa 65


14:22. Wolska. Plac budowy Spark. W tle wieżowiec Warsaw Trade Tower przy Chłodnej 51


14:25. Wolska 41. Ruiny Almameru


14:25. Ruiny Almameru


14:35. Ruiny Almameru. Wnętrze auli


14:37. Ruiny Almameru


14:39. Ruiny Almameru (z lewej) i nowy gmach, którego budowa znacznie przyczyniła się do upadku uczelni

Dalej Działdowską do apteki, a przy okazji do rowerowego, który był tuż obok. Jazdę umilała zielona barierka, odgradzająca plac budowy stacji metra. Po wszystkim przejazd za Prymasa, tak sobie myśląc, by wpaść do Parku Moczydło. Tam kurs przez alejkę koło kopca, na który przed wielu laty we dwie osoby sobie podjechaliśmy i zjeżdżaliśmy. Tym razem tylko przecinając ten park, choć kopiec trochę kusił. Dalej jazda Brożka do Górczewskiej. Tam też stało trochę zielonych barierek. Tuż za Powstańców Śląskich od lat nęciło mnie osiedle położone nieco wyżej niż ulica. Podjazd i kilka zygzaków, które wyprowadziły mnie po północnej stronie. Stamtąd jazda Pełczyńskiego, objazd 1/4 okrążenia fortu Blizne. Na Dobrzańskiego drugie śniadanie. Na pierwsze była resztka kolacji, składającej się z kaszy z warzywami. Mniam.


14:51. Górczewska. Budowa stacji metra Młynów. W tle blok nr 22. Widok ku NE


14:56. Przejście przy budowie stacji metra. Widok ku W


14:56. Podpora i wiadukt kolejowy linii 20 na Górczewskiej


15:17. NE blok na Osiedlu Górczewska 200

Otrębuska, Podkowińska, Kocjana. Koło dworku, gdzie zdarzyło się być kilka lat temu na weselu koleżanki, zjazd na ścieżkę przez las. Połowa ok, połowa piaszczysta. Przejazd Bukową, następnie kierując się do Truskawia, lecz tam nie wjeżdżając. W Lipkowie skręt na Koczargi Stare. Tak trwała jazda Traktem Królewskim, gdzie w 2009 przyszło mi zrobić zdjęcie, które wkrótce potem zniknęło z komórki wraz z kilkoma innym. Zdjęcie obrazowało jedną z tablic, napisanych z błędem, której teraz średnio intensywnie i bez efektu przyszło mi wypatrywać. Później pojawiła się wielka potrzeba, by po prostu usiąść i odpocząć, ale udało się dociągnąć do Zaborowa przez Borzęcin Duży. Akurat z kościoła wychodziło kilka osób, więc rzutem na taśmę udało się zerknąć do wnętrza. Też od jakiegoś czasu mnie to korciło, ile razy zdarzało się tam przejeżdżać. Wnętrze małe, takie dość kwadratowe, inaczej niż większość prostokątnych. Przerwa krótka, ale i tak nie bez odpoczynku.


16:23. Zalesie. Kapliczka przy głównym skrzyżowaniu wsi


16:50. Zaborów. Wnętrze kościoła pw. św. Anny z XVIII w.


17:04. Leśna droga w NW części Zaborówka


18:32. Wiersze. Kościół pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny z XX w.

Koło przystanku zjazd na zielony szlak rowerowy. Przejazd przez las i skręt w Wesołą. Tu akurat zdarzyło mi się być po raz pierwszy. Droga szybko się kończyła, i jako leśna niknęła w Puszczy. Na większym rozwidleniu odbicie ku północy i powrót na szlak, w jego nowym miejscu. W Debłach jazda na wprost. Od Leszna szło trzech pieszych, a nieco dalej wywożono drzewo na wozie. W pół drogi do asfaltu przyszło mi skręcić w prawo i pieszo przemknąć do wsi Kępiaste. Trochę z trudem, bo ścieżka była ledwo widoczna, a przy domach nie było jej wcale. Trochę turlania po DW579 i skręt na Wiersze. Tam przerwa koło kościoła, gdzie też zniknęła mi resztę kanapek. Akurat nadszedł wieczór, a mnie czekała wolna jazda do Czosnowa, gdzie wyjazd skończył ten nieco męczący (ale ciekawy) dla mnie wyjazd. Powrót autem.


19:44. Czosnów. Skwer przy UG

Miejscowości mazowieckie

- Truskawka (+C 2008.02.24)
Rower: Dane wycieczki: 125.68 km (11.00 km teren), czas: 07:50 h, avg:16.04 km/h, prędkość maks: 42.93 km/h
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Pierwszy z sakwą

Sobota, 4 marca 2017 | dodano: 05.03.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie

Sakwę po raz pierwszy pojawiła się na rowerze w tym roku. Zamiarem było nie ograniczać się tej nocy i zrobić sporą odległość, więc na wszelki wypadek powędrował do niej sprzęt naprawczy, więcej wody i 6 kanapek. Nie było mi wiadome, czy wrócę za godzinę czy nad ranem. Były pomysły, by skierować się na Warszawę albo Płońsk. Po założeniu sakwy okazało się, że wreszcie (po tylu latach) zepsuło się zamknięcie. Trzeba było przepakować się się do małej sakwy. Noc była ciepła. Jechało się świetnie, choć za dnia nie brakło siły i nastroju. Teraz było sporo emocji, które łatwo przekształcały się w moc do jazdy. Podróż intensywna, ale bez męczenia czy zapowietrzenia.

Koło targowiska odkrycie, że nie mam licznika. Świetnie. Jazda kontynuowana mimo to. Pęd do Kamienicy, skręt na Strzembowo, ale bez wjeżdżania tam. Nawrót na Pieścidła. Nie było we mnie ochoty na grunty i kamienie, więc asfaltem kurs pod Kamienicę. Powrót tą samą trasą. Od Targowiska wypatrywanie licznika na ziemi, ale okazało się, że na szczęście odpadł na samym początku, przed bramą. Przynajmniej nie trzeba go było szukać nazajutrz.
Rower:Czarny Dane wycieczki: 37.40 km (0.00 km teren), czas: 01:45 h, avg:21.37 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Warmia Grudniowa II - Od Or.(nety) do Ol.(sztyna)

Czwartek, 8 grudnia 2016 | dodano: 08.12.2016Kategoria .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, .Pół nocne, 2016 Warmia, .Z rodziną

2016.12.07 - 08 Warmia Grudniowa - cała trasa


Po noclegu

Decyzja o przenocowaniu była słuszna. Leżąc pod wyjątkowo ciepłą kołdrą, przed snem można było się wsłuchiwać w szaleńczy wicher i strumienie deszczu, które uderzały w dach i ściany budynku. Rzecz jasna, nie było porównania z burzami letnimi. Było znacznie spokojniej niż wtedy, ale jednak gorzej, niż w czasie ostatniej godziny. Pobudka jeszcze przed świtem, o ile tak nazwać można bezbrzeżną szarość za oknem, która trwała dzień cały. Nie spieszyło mi się. W TV jak zwykle nic ciekawego nie było, a poziom kreskówek na jednym z kanałów po prostu żenujący. Ubrania wyschły wystarczająco. Z wolna wdziewane były kolejne elementy stroju bojowego. Pogoda nie zapowiadała się wspaniała, ale największe opady przeszły. Zdawało się, że trwało akurat kilkugodzinne okno 0,1mm mżawki, albo wszystko już się skończyło. Faktem jest, że do końca wyjazdu, deszcz już mi nie przeszkadzał. Tylko opony były wilgotne, a wiatr nadal robił swoje.

Orneta

Wjazd do centrum Ornety. Dopiero na starówce zjazd ze ścieżki rowerowej (asfaltowej, ale przerywanej). Koło ratusza zagadał do mnie pewien kierowca większego samochodu, który wskazał kilka ciekawych miejsc w okolicy (sam zaś rowerem zjeździł województwo). Po pogawędce jazda Kościelną, Litewską i Zamkową. Na podjeździe znów problem z kolanem. Wyjazd DW 528. Droga pusta, bo trasa remoncie - od września stawiano od nowa most nad Pasłęką. Przed wyjazdem zdarzyło mi się czytać o tym i urosła ciekawość, jak to wyglądało. W wyobraźni - ot niski most, niskie brzegi, mała rzeczka, pewnie będzie jakieś przejście dla pieszych obok niego albo tylko zerwany asfalt, itp. W razie czego można by też poszukać innej trasy przez rzekę, choć z niechęcią i oporem. Nie. Rzeczywistość była inna, nie doceniona przez mnie. Przejazd przez las, mijając ściany rozebranego wiaduktu kolejowego. Drogą przejechały może ze trzy auta, jeden rowerzysta i pieszy. Dało mi to złudną nadzieję na bliski koniec remontu. Oczywiście była to pomyłka.


10:34. Orneta. Ścieżka przy 1 Maja koło Zielonej. Widok ku W


10:57. DW 528. Nieczynna od 1945 r. linia kolejowa Orneta - Morąg w pobliżu dawnej stacji Kolonia Orneta (w lewo). Widok ku S

Przez rzekę Pasłękę

Dolina była głęboka. Zasadnicza część konstrukcji już istniała, poza jedna czy dwoma ostatnimi podporami. Przedostać górą można było, tylko po drugiej stronie trzeba by zejść po drabinie. Nie było mi wiadome, jak wysokiej, więc pozostało mi przemieścić się dołem, albo zawrócić. Był jeszcze nieodległy stary most kolejowy, ale lepiej było nie ryzykować aż tak. Po stromych, niby schodkach zejście na dno doliny. W niższej partii sporo błota, więc trzeba było trochę hamować. Przez wartką rzekę były przełożone betonowe płyty. Tylko tego mi było trzeba. Gdyby była zamulona, nieutwardzona, lepiej byłoby się wycofać. Z brzegu rower został wprowadzony, ustawiony jak trzeba i w kilka sekundy później przewiózł mnie na drugą stronę. Buty oczywiście mokre, ale nie raczej powierzchownie. A może to dzięki czterem warstwom skarpetek i jednej z folii? W każdym razie nie były przez mnie odczuwane z tej strony problemy, tak jak to było w Bieszczadach.


11:13. DW 528. Przebudowa mostu nad rzeką Pasłęką. Widok ku SW


11:14. DW 528. Przebudowa mostu nad rzeką Pasłęką. Widok ku SW


11:18. DW 528. Przebudowa mostu nad rzeką Pasłęką. Po południowej stronie mostu


11:19:DW 528. Przebudowa mostu nad rzeką Pasłęką. Po południowej stronie mostu


11:20. Pozostałości nieczynnej linii kolejowej po północnej stronie mostu. Widok ku NW


11:20. DW 528. Przebudowa mostu nad rzeką Pasłęką. Po południowej stronie mostu. Widok ku NE

Błotniste wyjście z doliny rzeki Pasłęki

Pozostało jeszcze podejść co nie było takie łatwe. Betonowe płyty z jednej strony dawały oparcie i nie pozwalały nurzać się w błocie, ale z drugiej strony był pod takim kątem, że niewiele mnie dzieliło od poślizgu. Udało mi się przemierzać je na dwa takty. Wpierw wysuwając rower przed siebie, zaciskając hamulce (dawało to niewiele, ale zawsze coś) i wysuwając prawą stopę mniej więcej do połowy płyty, po czym przenosząc na nią część ciężaru, jak najszybciej sięgając lewą do stabilnego, bo nierównego styku dwóch płyt. Gdy stromizna się skończyła, trzeba było odpocząć, bo serce waliło niespokojnie. Na koniec głębokie, błotniste, ale dość płaskie podejście do szosy. Tam na siodełko i z trudem rozpoczęła się dalsza jazda przed siebie. Z lewej widoczni byli trzej ludzie na polu, którzy zajmowali się młodą sarenką.


11:23. Tymczasowy bród z betonowych płyt po południowej stronie mostu

Bez sił do Jonkowa

Kolejny etap trasy niemiłosiernie się dłużył. Odliczanie kilometrów do celu szło powoli. Przed Głodówką, po prawej stronie ukazał się stary, zaniedbany cmentarz. Wpadły zdjęcia tych nielicznych, kamiennych elementów. Przejazd nad Miłakówką. Za nią spory podjazd o 50m i już zjazd do Miłakówka. Zjazd na parking przy rondzie. krótkie czytanie słabej mapy, przez co poprowadziło mnie na drogę do cmentarza, zamiast na Olsztyn. Teren był tu intensywnie pagórkowaty z widokami na mniejsze lub większe jeziora. Dojazd do DW 530. Najbardziej stromą część za Dąbrówką trzeba było iść. Zabrakło mi już sił i atakował głód. Gryz i 2 kroki. Gryz i 3 kroki. Tak to szło, ale dalej już obyło się bez takich sytuacji. W Świątkach skręt na południe. Za Łomną dwustopniowy podjazd, z przejazdem przez ładny las (widać tam było więcej śniegu niż gdziekolwiek na trasie). Przyjemny zjazd do Jonkowa, krótka przerwa.


11:47. Głodówko. Zapomniany cmentarz po zachodniej stronie drogi


12:12. Miłakowo. Kościół pw. św. Elżbiety i Wojciecha z XIV w. Widok ku NE


12:15. Miłakowo. Kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego z XIX w. Widok ku W


12:24. Droga z Miłakowa do wsi Bieniasze ku SE


12:45. Bieniasze. Bieniaskie Jezioro. Widok ku S


12:47. Bieniasze. Trochę uszkodzony budynek gospodarczy pod koniec wsi


13:20. Dąbrówka. Most na Pasłęce. Widok ku SE


15:17. Olsztyn Gutkowo. Kościół pw. św. Wawrzyńca z XIV w.

Dojazd do stacji Olsztyn Zachodni

Z Jonkowa jeszcze 5 km do znanej trasy. Aby nie była identyczna, skręt w Słowiczą (przejazd pomiędzy autobusami i słaba końcówka). Przy jeziorze jazda po ścieżce kostkowej. Trasa z podjazdami o najgroźniejszym skrzyżowaniu przy Bałtyckiej 64. Od torów pojawił się asfalt na ścieżce. Za skwerem zmieniła bieg na północną stronę drogi. Pod torami wjazd na teren dworca Olsztyn Zachodni. Ten był remontowany i peron drugi od strony zachodniej był wyłączony z użytkowania. podobnie sam budynek dworca - kasa mieściła się w niewielkim baraku. Zakup biletu o 14:44 na pociąg ze stacji Olsztyn Zachodni do stacji Modlin (przez Nidzicę, Działdowo, Nasielsk). Planowy przejazd między 17:45 a 19:38. Dobrze, że był jeszcze spory zapas czasu, w razie niespodziewany przygód, ale pozostało jeszcze jego zagospodarowanie. Zbliżał się zmierzch, a warto było jeszcze trochę poznać okolicę.


15:19. Olsztyn. Ścieżka przy Bałtyckiej nad jeziorem Ukiel.

Wieczorem po Olszynie

Chodnikami przejazd na Stare Miasto. Obawiając się płaskich kamieni ulicy Prostej. Przy tamtejszym spadku i gołoledzi już by był problem z jakąkolwiek jazdą. Wyjazd za Wysoką Bramę. Prosto? Lepiej nie. W prawo, przez skwer do Lelewela, koło kościoła, zachodnia i południowa część rynku. Przerwa w hinduskim barze na Prostej. W zamówieniu jakiś rodzaj zupy curry z krewetkami, której aromat odczuwany był przez mnie jeszcze po powrocie do domu. Po przerwie przejazd zapleczami domów przy Prostej do Św. Barbary. Miasto zdążyło włączyć oświetlenie zabytków. Kurs w stronę Zamku, zjazd kocimi łbami Okopowej na aleję Gelsenkirchen. Podświetlanym mostkiem przejazd przez Łynę do Górnej.


15:58. Olsztyn. Wjazd na Zamek Kapituły Warmińskiej.


16:30. Olsztyn. Ul. Staromiejska i Wysoka Brama


16:34. Olsztyn. Mostek na Łynie przy Chrobrego

Nocą po Olszynie

Wyjazd na skrzyżowaniu przy Mochnackiego, przedostanie się na przeciwległy kąt, następnie ruszając ku E. Skręt w Kacprzaka, ścieżka przy DK 16, mostek pieszy na Łynie, grunt do Gotowca. Jazda przez osiedle bloków przy Korczaka do Profesorskiej miedzy 15 i 13. Skrzyżowanie DK16 i DK 51. Nieopatrzny skręt na południe, dostając się pod UWM. Na parkingu udało mi się zorientować, że zanadto się oddalam, a czasu może nie wystarczyć na przemierzanie praktycznie nieznanego miasta w zimową noc. Przy Saperskiej przez pasy, dostając się do Bażyńskiego. Tu osiedla jednorodzinne. Przez Zawiszy Czarnego i Szarych Szeregów powrót w kierunku dworca. Skręt w Grunwaldzką. Z Kromera prawie wjazd na zamknięte osiedle. Brama była otwarta, ale właśnie się zamykała, a jak się potem wydostać? Lepiej się cofnąć, okrążyć je od południa. Za szkołą wyjazd na drogę i powrót do DZ. Oczekiwanie trwało jeszcze godzinę, ale sił już na jeżdżenie nie było. I tak udało mi się skorzystać z okazji, aby poznać sporą część Olsztyna.

Powrót pociągiem

W pociągu zanurzenie w muzykę. Z ciekawostek - jakiś typek robił selfie na fb. Narcystyczne i pozowane bardzo. Przyjazd do Modlina o ~19:40 do Modlina. Z ogromnym trudem udało mi się przejechać do ronda przy moście i rozłożyć rower przy przystanku. Przyszło jeszcze poczekać kilkanaście minut na rodzinne auto. Potem jeszcze zakupy w Zakroczymiu i dwutygodniowe problemy ze wstawaniem z krzesła jako bezpośrednie przypomnienie wyprawy.
Rower:Czarny Dane wycieczki: 71.68 km (4.00 km teren), czas: 05:52 h, avg:12.22 km/h, prędkość maks: 45.15 km/h
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Warmia Grudniowa I - Z północy do północy

Środa, 7 grudnia 2016 | dodano: 08.12.2016Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2016 Warmia

Przygotowania

Już dłuższy czas ciągnęło mnie do odwiedzin północy Polski. Mimo planów odwiedzenia tych stron, na ten rok już konkretnych, zostały one odłożone z powodu serii wypraw na południu. Rozważany był jeszcze jeden, jesienny wyjazd, plany pokrzyżowała seria chorób. Ostatecznie odbył się tego grudniowego dnia, czując zimną determinację i potrzebę jazdy. Przygotowania odbyły się poprzedniego dnia, zapakowując sporo ciuchów do sakwy.

Zaopatrzenie wyglądało w ten sposób: 4 pary skarpetek, w połowie przedzielone torebką foliową (mimo to palce trochę marzły); 2 jeansy, z okresu największego mojego obwodu; spodenki BBT i zwykłe, z nieco grubszego materiału (założone po kilku kilometrach); nogawki (które i tak się ściągały, ale rzadziej niż poprzednimi razami); kurtka gruba i lekka; rowerowe koszulki - zwykła, forumowa, zwykła, z długim rękawem (zepsuty suwak); bluza (suwak zaczynał się psuć); 3 kominiarki; 2 pary rękawiczek. Ten zestaw pozwalał mi jechać i praktycznie nie odczuwać skutków niskiej temperatury. Wieczorem doszedł jeszcze szalik, a późno w nocy, również luzem wrzuconą koszulkę, jako dodatkową obronę przed wiatrem. W sakwie były jeszcze 3 nadmiarowe ciuchy, które okazały się zbędne, ale mogły się przydać, gdyby wyjazd potrwał dłużej. Do tego mp3, aparat (który się zepsuł), kilka baterii, telefon, 10 tostów (+2 tuż przed wyjazdem), kilka wafli, ~5l wody (wróciło ~1,5, z powodu uzupełnienia zapasu o kranówkę) i standardowe zaopatrzenie rowerowe.

Podróż pociągami

Wyjazd autem z Kasią z rana. Wypakowanie w Modlinie, na początku Orzeszkowej. Zjazd do Dworca w Modlinie, przy Źródlanej zapinając hamulce, o których dopiero mi się przypomniało. Bilet do Korsz, z przesiadką w Olsztynie (całość przez Nasielsk, Nidzicę, Czerwonkę). Planowy przejazd między 8:30 a 11:55. Z powodu problemów w systemie, wydruk trochę potrwał, niecierpliwiąc dwóch klientów czekających za mną (przyszli w połowie procesu zakupu biletów). Ostatni z tych biletów został wydrukowany o 8:25. Na pociąg czekało się mniej niż 10 minut od wydruku. Miejsce od okna i obserwując mijające krajobrazy. Nie było to łatwe. Było mgliście, więc od Nasielska mi się nie chciał, odtąd zerkając tylko co jakiś czas. Tak jak na początku śniegu nie było widać, lub tylko cienką warstwę, tak w okolicach Olsztynka było go już całkiem sporo. Również na drogach. W co mi się zachciało wciągać. Tam może być jeszcze grubsza warstwa śniegu, drogi rzadziej używane, więc może też nie rozjeżdżonego. Na szczęście koło Olsztyna śnieg zaczął zanikać praktycznie do zera. Wysiadłszy, spacer na sąsiedni peron. Uprzednio pasażerkę zapytała mnie o odczytanie, z którego miał odjechać jej transport. Nie było wiele osób. Do Korsz jechało się jeszcze godzinę, a zza chmur wyłoniło się słońce.


09:09. Modlin. Ul. Elizy Orzeszkowej. Widok ku SE

Z Korsz do Sępopola

Dodatkowa odzież zaczęła być zakładana na 30-20km przed stacją. Podczas zjazdu z peronu, nikogo innego już tam nie było. Tory przedzielały szosę bardzo szeroko jak na tak niewielką miejscowość. Spowodowało to umieszczenie większej liczby szlabanów niż zazwyczaj się widuje. Dość szybki zjazd na asfaltową ścieżkę rowerową - fragment Green Velo. Przejazd nią do pobliskich Glitajn, skąd skręt w lewo. Trasa do Sępopola również była oznaczona jako GV, ale poza znakami nic przy niej z tego tytułu nie powstało. Zamiast tego ogólnodostępna droga z okropną, połataną nawierzchnią. W Bykowie przerwa na pierwszą przekąskę i założenie spodenek. W Sątocznie zwrócił moją uwagę stary kościół, a w Prośnie most i ruiny dworku widoczne z szosy. We wsi trwały jakieś roboty przy drodze. Tuż za wsią niewielki zagajnik osłaniał drogę przed słońcem, dzięki czemu był to najniebezpieczniejszy i najbardziej zimowy odcinek tej wyprawy - nawierzchnia, która wyglądała na oblodzoną, ale przejechana bez problemów, choć ostrożnie.


12:59. Start z peronu w Korszach


13:02. Korsze. DW 590. Parowóz Ol49-27, który zajmuje to miejsce od 2006r.


13:06. Korsze. Ścieżka rowerowa GV przy DW 590, biegnąca ku NE nad Korszynianką. W tle Glitajny z widocznymi budynkami PGR-u


13:32. Sątoczno. Tędy wytyczono fragment GV. Po prawej kościół pw. św. Chrystusa Króla z XIX w. Widok ku NW


13:32. Dawna zabudowa w Sątocznie


13:35. Most na rzece Guber. Dalej zabudowa Prosny. Widok ku W

Od Sępopola do Bartoszyc

Dojazd do Sępopola z trudem i był to pierwszy znak, że wyprawa będzie krótsza niż to było w planach. Miejscowość jakby idealnie wpasowana między rzeki, które w tym miejscu się łączyły. Przez moment zastanawiało mnie, czy od południa nie ma jakiegoś kanału, który tworzyłby z miasteczka wyspę. Długi rynek zakończony kościołem z pozostałościami murów miejskich. Drugi most i skręt koło cmentarza. Do Bartoszyc jazda trasą wzdłuż głęboko wciętej Łyny. Przeważnie nieznacznie pięła się w górę. Było ledwie kilka, ale zauważalnych obniżeń, m.in. na granicy gmin. Przerwa już w mieście, jeszcze przed kościołem i torami. Trochę podjadania i zerknięcie w mapę. W okolicy krajówki zjazd z asfaltu, wracając na niego na zjeździe za szkołą. Odtąd jazda DW 512.


13:57. Sępopol. Guber wpadający do Łyny. W tle kościół pw. św. Michała Archanioła z XVI w.


14:01. Sępopol. Wschodni przyczółek mostu, zniszczonego podczas IIWŚ


14:01. Sępopol. Kościół pw. św. Michała Archanioła z XVI w. i mury miejskie z XVI w.


14:21. Rusajny. Widok ku W


14:26. Obniżenie terenu na granicy gmin, pomiędzy wsiami Rusajny i Szylina Wielka


14:56. Bartoszyce. Kościół pw. św. Jana Chrzciciela z XV w.

Od Bartoszyc do Górowa Iławieckiego

Na podjeździe za miastem zaczęło dokuczać kolano. Prędkość zmalała, a odległości miedzy wsiami wydawały się rosnąć w nieskończoność. Przerwa przed dworkiem w Tolku. Wieś z zakrętami i podjazdem. Znów jedzenie. Trwała nadzieja, że to już połowa DW do Górowa Iławeckiego. Koło lasu raz jeszcze przerwa. Przy wsi Piasek był las, rosnący tylko do brzegu niewielkiego, wijącego się dopływu Elmy. Przyjemny widok na koniec dnia. Zbliżał się zmierzch, więc już za wsią, po pokonaniu długiego podjazdu i walcząc z bardzo silnym wiatrem na twarz, nastąpiła przerwa pod lasem. Na szyję powędrował szalik, do tego mp3, przerwa na posiłek i odpoczynek. Przerwa trwała kilkanaście minut. Wciąż trzymała mnie nadzieja na rychłe dotarcie do Górowa Iławeckiego, a tu jeszcze 1/3 wojewódzkiej.


15:26. DW 512. Droga prowadząca na SW od wsi Spytajny


15:35. DW 512. Pół kilometra na NE od wsi Tolko. Droga do wsi Borki, nieco w lewo od lasu w centrum. Widok ku N


15:42. Tolko. Pałac rodu von Tettau z XVII w.


15:43. Tolko. Mural, na trzech budynkach po północnej stronie drogi, razem tworzący napis "PGR"


15:51. DW 512. Schron linii Trójkąta Lidzbarskiego, położony na NW od zabudowań wsi Tolko

Od Górowa Iławieckiego do Lelkowa nocą

Wjazd już w nocy. Na skrzyżowaniu konsternacja, bo wojewódzkie objeżdżały miejscowość. W centrum też nie lepiej więc zjazd na chodnik okalający staw. Pod jego koniec przyglądanie się mapie i wyjazd na Sikorskiego. Tam znak drogowy jasno wskazał kurs na Lelkowo. Długa ciemna trasa. Wsie najczęściej znajdowały się gdzieś obok, ale przynajmniej był jeszcze mniejszy ruch. W Kandytach skręt pod górkę i nawrót koło kościoła. W Stedze Małej krótka przerwa na posiłek. Z ulgą wjechało się do Lelkowa. Pół godziny straty przy telefonie, bo wyjazd odbył się bez doładowania i można było tylko odbierać rozmowy oraz nadawać pośredni sygnał z potrzebą o skomunikowanie. Nadeszła informacja, że od Bałtyku w istocie sunęło sporo chmur z opadami, jak było zapowiedziane. Tylko przyszły wcześniej. ICM wskazywał opady na godziny przedświtu, jednak przygnało je kilka godzin wcześniej.


17:32. Górowo Iławeckie. Ul. Nadbrzeżna. Widok ku NW


17:39. Górowo Iławeckie. Kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa z XIX w.


19:10. Lelkowo od E. Jak zwykle, pora zwolnić

Pieniężno nocą

Przez prawie bezludne obszary dojazd do Pieniężna. Mimo trudu ciała i wietrznych komplikacji, droga przynajmniej nieznacznie prowadziła w dół. Przed miastem znów wojewódzka zamierzała wywieść mnie z dala od zabudowy. Spodziewając się deszczu, rozważany był przez mnie jakiś posiłek, tak by przeczekać pierwsze silniejsze uderzenie. Rozważane też poszukanie noclegu. Te myśli były rozwiewane, mając nadzieję na szybsze ukończenie trasy, mając w perspektywie kolejny dzień w pełni deszczowy (wg prognoz). Po bruku podjazd na rynek, który był niesamowicie pusty. Trochę jak wiejskie, samodzielnie powstające na klepiskach boiska. Po wydeptanej ścieżce zjazd do Szkolnej, ruszając w Lidzbarską. Widać, że mój umysł już zamroczyło, bo nie skojarzył, że planowana trasa w ogóle na Lidzbark się nie kieruje. Licha mapa miejska też nie była zbyt pomocna. Jak to się stało, że zrodziła się myśl "przeciąć DW i dalej prosto", nie mam pojęcia. A DW właśnie na powrót miał być trzymany.

Nocna konsternacja

Wiatr trochę złagodniał ze względu na zmianę kierunku jazdy, ale tak miało być, bo trasa (właściwa) tak się wyginała. A może zaczął zmieniać kierunek? Miała być minięta jakaś wieś - och, tak. Właśnie mijało się kilka domów. Niebawem również druga - w połowie trasy. Była, ale nie o tej nazwie, jaka widniała na mapie. Wydawało się, że to może dwie wsie obok siebie, jedna za drugą, jak się zdarza. Podejrzliwy przejazd przez wieś, widząc asfaltowy skręt w prawo, pod górkę koło kościoła. Już za wsią, główna trasa skręcała łukiem do kąta prostego w lewo. Do tej pory wydawało mi się, że w tej wsi następuje rozjazd w kierunku przez mnie pożądanym oraz na Lidzbark. Według mapy, trasa miała wieść generalnie na południe, a nie ostro na wschód. W pobliżu, po prawej widoczne były światła odchodzące od Radziejewa. Kolejna wieś? Szosa przed Ornetą? Stop. Czytanie mapy nie pomogło, bo nie każda miejscowość na niej widnieje. Telefon. Powrót pod kościół. Telefon. Nie można było dojść do ładu, ale droga, która niby była oświetlona, wyglądała na brukowaną lub szutrową, więc uciekła spod rozważań, powrót na asfalt i dalej kontynuacja jazdy, uznając szosę za właściwy do tego kierunek.

Rozważanie dalszej trasy

Uspokoiło się. Wiatr pchał, choć we mnie siły nie było. Sporadycznie zawiewał nieco z boku. Przejeżdżając przez Lechowo, siedziała we mnie nadzieja, że jeszcze ta wieś i oto zaraz będzie Orneta. Jeszcze trochę kilometrów. Rondo. Znaki drogowe. Obawa, która narastała w związku z podejrzaną słabością wiatru wyszła z opozycji i przejęła ster myśli. Przerwa na przystanku. Przez moment rozważany sen, ale był to miejsce było za słabo odizolowane od zimna. Przepatrzywszy mapę, udało mi się zrozumieć błąd i ogarnęło mnie zwątpienie. Do tego miejsca, jeszcze rozważany był przeze mnie wariant jazdy z Ornety, jak np. skierowanie się do Pasłęka i łapanie pociągu z tamtych okolic. Zbłądzenie, pogoda, kondycja oraz niechęć do licznych przesiadek przeważyły decyzję na korzyść Olsztyna. Pozostawało jeszcze wybrać trasę - Orneta czy Lidzbark. Odległość porównywalna. Ostatnie ~20km nieznacznie bardziej z wiatrem przez Ornetę, ale za to ~15km TERAZ, albo Z wiatrem do Lidzbarka, albo przeciwnie. Do tego już był przeze mnie poznany odcinek Olsztyn - Dobre Miasto. Poznanie większej część nowego terenu było ważniejsze, niż dłuższy komfort jazdy z wiatrem.

W nocnym, grudniowym deszczu do Ornety 

No i się zaczął ostatni etap przygód tego dnia. Powoli zaczynało padać. Trochę deszcz, a trochę jakby śnieg w stosunku 8:1. W Miłakowie skręt na osiedle, przejazd za zabudową i o mało się nie zdarzyło mi się przewrócić przez to. Tamtejszy przystanek kusił. Znów mrok, znów pustki i niemrawy deszcz. Oto jakaś wieś, jak się okazało Mingajny. Przystanek i ostatnie dłuższa przerwa. Zawinięcie się folią NRC ile można, podczas przeczekania większego deszczu, jaki właśnie przechodził. Start ponowny, gdy się uspokoiło (ICM wieszczył ~1-2mm opady/h nad ranem, ~0,1mm przez kilka godzin i powtórka większych opadów wieczorem) mając nadzieję, że teraz będzie spokojniej. Oczywiście nie było. Ledwie udało się dotrzeć do lasu, gdy znów zaczęło mnie kąsać. Ten odcinek był wyjątkowo trudny, ze sporą dawką podjazdów, szybkich zjazdów, zakrętów i chyba śniegu na poboczu. Ewentualna gołoledź wzbudzała moje obawy. Las w końcu został za mną i pojawiła się tabliczka "Orneta". Na tym deszczu nawet nie było chęci wyjmować aparatu, który i tak zaczął odmawiać posłuszeństwa tuż po zmroku (problemy z wysuwaniem obiektyw i nie zamykanie się osłony obiektywu, w czym pomagało tylko mniej lub bardziej delikatne uderzanie całością - po wielu latach ostatecznie został spisany na straty). Ledwie pojawiły się domy, a tu nagle pojawił się szyld - noclegi. Namyślanie trwało może z minutę. Skręt, zapłata, umycie, wysuszenie i sen bez deszczu padającego na mnie.


00:23. Tak najlepiej spędzać deszczowe noce

Zaliczone gminy

- Korsze
- Sępopol
- Bartoszyce (W+M)
- Górowo Iławeckie (W+M)
- Lelkowo
- Pieniężno
- Orneta
Rower:Czarny Dane wycieczki: 127.00 km (1.00 km teren), czas: 09:08 h, avg:13.91 km/h, prędkość maks: 35.21 km/h
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Przejażdżka

Wtorek, 6 grudnia 2016 | dodano: 06.12.2016Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki

Podczas ostatniego nocnego wyjazdu, padła mi przerzutka. Co prawda tylko zginęła jedna z blaszek, ale sama w sobie już się trochę wyeksploatowała. Założona nowa, zmiana linkę i krańcowe pancerze do niej. Na raty, bo najpierw nie można było znaleźć pancerza, potem obcinarki, a ostatecznie również końcówek pancerzy. W ten sposób zabieg rozłożył się na kilka dni. Tego dnia rower został poskładany w całość i po wyregulowaniu przyszła pora na krótki test w nocy. Zimno okropnie.
Rower: Dane wycieczki: 0.65 km (0.00 km teren), czas: 00:03 h, avg:13.00 km/h, prędkość maks: 17.29 km/h
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Nocne otrząśnięcie

Poniedziałek, 21 listopada 2016 | dodano: 21.11.2016Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, ...Miejscowości mazowieckie

Minął już ponad miesiąc, od kiedy ostatnio zdarzyło się jechać rowerem. Niestety, wkrótce po tamtym wyjeździe złapała mnie seria dolegliwości, przedzielona krótkimi przerwami bez nich. Albo pogoda się do tego nie nadawała, albo była dobra, ale ja nie w stanie do jazdy. Co prawda wciąż jeszcze odkasływane były resztki, po ostatniej, dłuższej infekcji, ale była we mnie nadzieje, że to koniec takich przygód na jakiś czas. Jechać chciało mi się już od kilku dni. Ostatnio w sobotę, ale deszcze które przywędrowały z południa, skutecznie mnie zniechęciły. Również przed tym wyjazdem jeszcze trochę wahania. Stan kondycji i zdrowia nie był pewny, ale jakoś się stało, że udało się ruszyć.

Była kilka minut przed północą, podczas wyjeżdżania na asfalt, okutawszy się w dwie koszule rowerowe, dwie zwykłe, sweter, bluzę i lekką kurtkę, nogi nogawkami i dwoma spodniami, a na głowie dwie kominiarki. Prowizorycznie zabrana została ciepła kurtka i nieco dłuższe spodenki. Skarpetek trzy pary (dołożyć jeszcze torebkę foliową i będzie komfortowo) Do jedzenia cztery tosty, pół batona, resztka znalezionych delicji, garść cukierków (te wrócił uszczuplone jeno o dwie sztuki). Wody tylko dwa bidony i dość skromna butelka z mocno rozcieńczonym syropem malinowym. Pogoda nieco zaskoczyło, bo było korzystnie, raczej ciepło, powietrze czyste i tylko w 4-5 miejscach doskwierał zapach dymu. Księżyc zbliżał się do nowiu, ale będąc w drugiej kwadrze, nadal zapewniał wystarczającą ilość światła. Mimo to, lampkę zdarzało się użytkować prawie cały czasy, wyłączając tylko na dużo spokojniejszych odcinkach. Niestety, w połowie nocnej jazdy, moc spadła dość znacznie. Do szukania dziury w całym już się nie nadawała, ale jako pozycyjne światło powinna. Najwidoczniej była niewidoczna dla niewielu najzatwardzialszych w wykorzystywaniu świateł długich, leczących kompleksy. Tyle opisu ogólnego.

W czasie przerwy od jeżdżenia, wyasfaltowano wreszcie drogę na Miączynie. Wcześniej widziana z auta, teraz można było ją wypróbować. Dwukrotnie. Z powrotem rower rozpędził się sam do 27km/h i nie mógł go dogonić pies, jeden z wielu, które czyhały na piaskach. Odtąd nie dane im będzie posmakować rowerzysty z górki zjeżdżającego. Prędkość zjazdowa mizerna, bowiem nie cały zjazd został wyasfaltowany. Wykonano odcinek od zakrętu przy dworku do małej parowy przy zakrętach. Pozostał prosty odcinek do centrum wsi, który póki co został poszerzony przy zabudowie, a nad ranem przystąpiono do montowania przepustu. Im szybciej to zrobią, tym lepiej, bo błoto jakie powstało na początkowym odcinku zjazdu, skutecznie utrudnia podróżowanie czymkolwiek poza czołgiem.

Wyjazd na DK 62. Kilka przerw na przystankach. Ten proceder trwał, aż do Dębę, dalej już rzadziej. Dojazd tam odbył się przez NDM, ale trasa nieco odbiegała od najprostszego wariantu. Zjazd na Stare Trębki, potem Tylną i Szkolną w Zakroczymiu, w Modlinie Bema z przejazdem przez "Osiedle lat" i fragment oświetlonego parku. Nawet nie chce mi się odnotowywać, ile razy już był tym roku przez mnie widziany. Tuż przed mostem zaczęło się kombinowanie przy siodełku ze skutkiem pozytywnym. NDM ulicami: Zachodnia, Targowa, Sukienna, Wybickiego, Focha, zaplecze nr 28, chodniki na Osiedlu przy Chemików (niepełne okrążenie nr 5), Górska, Towarowa oraz po raz pierwszy Przemysłowa. W Janówku wjazd na ogrodzony, teren (bramy był otwarte) przy Kwiatowej. Po raz pierwszy. Krubin po Witosa, Dolną z Kałuszyna do Skrzeszewa, Partyzantów na wojewódzką.


02:13. Zakroczym. Dom przy Warszawskiej 46, który płonął kilka dni wcześniej.

Po drugiej stronie zapory podkusiło mnie by podjechać po liściastej ścieżynce, wyjeżdżonej koło schodów. W połowie rower odmówił posłuszeństwa. Wiatr sprzyjał. Jeden pies gonił. Po powrocie na asfalt, od razu zaczęło mi się świetnie jechać. Tak dobrze, że dopiero w Chrcynnie trzeba było zjeść kanapki i założyć drugą kurtkę. Teraz ubrania zbliżały mnie wyglądem do czołgu, ale przynajmniej ciepło było. W Nasielsku zjazd i objazd od północy Osiedle Warszawska. Dalej Tylna, Kościelna, Cmentarna i powrót na wojewódzką. Przed wyjazdem, w zasadzie pewność dotyczyła tylko Nasielska jako celu, choć już jadąc, rozważany był też atak na południe. Myśli o jakichś terenowych dróżkach, ale woda na drogach i to co widać było na podjeździe w Miączynie, nie wróżyły pomyślności na drogach innych niż asfaltowe. Kolejnym celem okazało się Nowe Miasto, z perspektywą jazdy na Płońsk. Odcinek ten, w całości był odwiedzany przez mnie po raz pierwszy, a wcześniej tylko dwa razy przejechany, po raptem krótkich fragmentach. Od dawna mnie ta trasa korciła. Niestety była słaba - mnóstwo aut już jadących ku Warszawie oraz asfaltowa rynna z łatkami...


06:01. Nasielsk. Dom przy Kościelnej 19

W NM okrążenie kościoła, dojazd pod targowisko, a potem kierunek wprost na Miszewo Wielkie. Tam przerwa do świtu. Zaczęły się odcinki terenowe. Prawie wjechało się na asfalt w Krajęczynie, ale gdy tylko udało się spostrzec domy tuż po wyjechaniu z lasu, wnet do niego mnie przyciągnęło. Koło domków letniskowych zjazd w obniżenie. W istocie, były to chyba resztki starorzecza, teraz tworzące spory obszar podmokłości. Wydeptana ścieżka doprowadziła do tak jakby grobli, która mnie skusił, co było dobrym pomysłem. Potem mijało się kilka kolejnych domków, tym razem w otoczeniu suchego boru, gdzie w poszyciu więcej było mchów i roślin bardzo niskich, niż jakichś krzewów. Niedługo potem dojazd do asfaltu i wjazd do Jońca. Niewiele się zastanawiając, kurs na Popielżyn. Drogą tamtą zdarzyło mi się jechać tylko raz, w 2005 r. Wtedy dojazd do torów i nawrót. Tym razem naszła chęć, by poznać również drogę za torami. Zdziwiłi mnie, że te punkt znajdował się dość daleko, bo ongiś, wydawał się w raczej przeciętnej odległości. Potem kolejne zdziwienie. Spiętrzenie Naruszewki, niewielki staw, oraz stary młyn, w dobrym stanie.


09:30. Krajęczyn. Część wschodnia, położona na S od terenów letniskowych. Północny fragment mokradeł Chrapy. Widok ku E


09:30. Krajęczyn. Część wschodnia, położona na S od terenów letniskowych. Północny fragment mokradeł Chrapy. Widok ku E


09:38. Krajęczyn. Południowe zabudowania wsi przy drodze do Jońca. Widok z lasu ku W


09:44. Joniec. Wkra. Widok ku NW


09:47. Joniec. Dom po S stronie drogi do Popielżyna Górnego, ~200m ku E od cmentarza


10:01. Popielżyn-Zawady. Linia kolejowa nr 27. Widok ku S


10:03 Dobra Wola. Kapliczka z 9.06.1946 "Za odzyskanie wolności" ufundowana przez Dublewskich. W tle spiętrzenie wód Naruszewki na moście przy dawnym młynie. Dalej widoczne wschodnie zabudowania Adamowa. Widok ku W


10:04. Dobra Wola. Spiętrzenie wód Naruszewki za kapliczką. Widok ku W


10:18. Po lewej stronie drogi Nowa Wrona powiatu płońskiego, po prawej Nowa Wrona powiatu nowodworskiego. Mur stadniny postawiony ok. 2005-6 r. Na wprost droga wnet wyprowadza a DW 571. W drugą stronę do wsi Czarna. Widok ku N


10:32. Południowy koniec granicy miedzy obiema Nowymi Wronami. Pole po lewej znajduje się po stronie nowodworskiej. Las po prawej w całości znajduje się po stronie płońskiej, a jego południowy skraj wyznacza granicę powiatów. Widoczne po lewej dom z kolei należy o wsi Czarna w gminie Zakroczym. Las za domem rośnie we wsi Wola Błędowska, a jego zachodni kraniec pokrywa się z granicą gminy Pomiechówek. Podwójny las w centrum z kolei wyznacza wschodnią granicę wsi Czarna. Za nimi (po lewej) leży wieś Śniadowo, częściowo skryta za odległym lasem na horyzoncie. Widok ku S


10:38. Skrzyżowanie we wschodniej części wsi Czarna. W prawo droga do części zachodniej, w lewo do Woli Błędowskiej. Za zagajnikiem po lewej leżą tereny wsi Śniadowo. Las w centrum leży w NE części wsi Zaręby i W Śniadowa (niewielki, południowy fragment). Widok ku S


10:59. Zaręby. Główne skrzyżowanie. Droga na Wojszyce. W prawo na Smoły. Widok ku S


10:59..Zaręby. Główne skrzyżowanie. Droga na Smoły. Widok ku SW


11:00. Zaręby. Staw w pobliżu głównego skrzyżowania. Widok ku N

W nowej Wronie przypadkowa jazda zielonym szlakiem, choć dopiero w trakcie jazdy udało się dostrzec to oznaczenia. W Zarębach skręt na Smoły, a stamtąd do Korczewa z pominięciem wsi Wojny. Z Kroczewa na Gostolin, dalej Złotopolice i prawie udało się wjechać do lasu, gdy rower dostał zapaści - odkręciła się śrubka do kółeczka w wózku. Znalazła się tylko jedną z blaszek. Pozostał mi już tylko spacer i hulajnoga. Na szczęście do domu blisko, bo nie była to jazda, ani na Płońsk, ani na Warszawę. Była to jazda "na szczęście".


11:58. Główna droga przez las Złotopolicki ku S


12:07. Las Złotopolicki. Miejsce po wycince w południowej części lasu, przy głównej drodze. Widok ku N


12:09. Trochę dendrohistorii, nim pień zostanie przetworzony na inne produkty


12:14. Kamienica-Wygoda. Południowa strona lasu Złotopolickiego. Po prawej widoczna świeża wycinka. Na wprost gospodarstwo do tej pory skrywane przez ~1,4 ha obszaru, również niedawno wyciętych, (prywatnych) krzewów. Widok ku NW


13:07. Miączyn. Budowa asfaltowego odcinka (~1/4 km) wychodzącego ze wsi ku SW


13:15. Miączyn. Wciąż świeży asfalt na zakrętach, do tej pory szutrowego odcinka. Widok ku S


13:15. Miączyn. Asfalt w miejscu, gdzie do tej pory zaczynał się odcinek piaszczysty (piasek był transportowany przez wodę po opadach z drogi w parowie po prawej). Na prawo od drzewa, na tle lasu, ongiś stał dom, który niedawno rozebrano. Obok gruntowa dróżka biegnąca na wprost, która przed IIWŚ prowadziła do widocznego rzędu pojedynczych drzew, gdzie znajdowała się ówczesna droga, od NW omijająca dwór, aktualnie porzucona

Miejscowości mazowieckie

- Latonice
- Dobra Wola (+C 2005.05?)
Rower:Czarny Dane wycieczki: 128.30 km (22.00 km teren), czas: 08:52 h, avg:14.47 km/h, prędkość maks: 40.64 km/h
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)