Wpisy archiwalne w kategorii
.Pół nocne
| Dystans całkowity: | 25304.87 km (w terenie 1825.80 km; 7.22%) |
| Czas w ruchu: | 1581:18 |
| Średnia prędkość: | 15.99 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 74.20 km/h |
| Suma podjazdów: | 50 m |
| Suma kalorii: | 33800 kcal |
| Liczba aktywności: | 247 |
| Średnio na aktywność: | 102.45 km i 6h 30m |
| Więcej statystyk | |
Wycieczka nie Wesoła
Sobota, 16 września 2017 | dodano: 17.09.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Warszawa
Wyjazd o drugiej w nocy. Niby chłodno, ale w standardowym ubraniu nocnym nie było problemów. Jeśli porównać komfort termiczny do tego z 300km na wiosnę ubiegłego roku, albo noc podczas MPP, to teraz był luksusowy. Zapakowane dwa bidony wody i jeszcze trochę w zapasie. Do jedzenia połowa chleba, który należało dojeść. Wróciło z powrotem tyle, ile trzeba na cztery kromki. Nowa lampka tylna wyświeciła niemal do końca baterie ze starej, której uchwyt ułamał się podczas przejażdżki miesiąc temu. No i najwyższa pora zmienić klocki hamulcowe.
Ulice puste. Auta przejeżdżały rzadko. Ludzi prawie wcale. Czego innego spodziewać się o tej porze. Wpierw kierunek na wschód. Skręt w chodnik między blokami ulic Młodzieżowej i Nauczycielskiej. Nawrót na zachód, mostek i skręt do centrum. Na rogu jakaś para, chyba z wesela, miała chyba niezbyt ciekawą, choć też niezbyt głośną rozmowę. Dalej jazda wzdłuż torów, ale niezbyt zachęcające dźwięki dochodzące od strony peronu zmieniły mój kierunek jazdy. Sienkiewicz i Staszic pomogli wrócić na drugą stronę torów. Dalej Inżynierską do wojewódzkiej, na nieciekawy już chodnik wzdłuż niej. Jak miesiąc temu, skręt w Ząbkowską, lecz tym razem bez zjeżdżania z niej. Dopiero po przejechaniu wiaduktu w Kochanowskiego i Popiełuszki. Na czas przejazdu Rychlińskiego, jazda chodnikiem i skręt w Moniuszki. Od ronda wprost na południe, przez chodniki osiedla i parku Szuberta, do przejścia kolejowego, które ongiś było przejazdem dla samochodów.
Po drugiej stronie przerwa przy mapie. Krótka, aby wstępnie zaplanować przejazd do Wesołej i ograniczyć jazdę Piłsudskiego jak tylko się da. No i podczas jazdy redukcja do zera, gdyż zamiast podążać na południe (poprzez Targową, Kwiatową i Szkolną) rower znalazł się na Szwoleżerów, zmierzając na wschód. Wypatrywanie jakiegoś skrętu na południe nie przyniosło efektu, bowiem nie zachęcał mnie stan tych dróżek. W końcu udało mi się dostrzec komin Ciepłowni Kawęczyn i bez sensu było się wracać. Wyjazd na nową ścieżkę przy odnowionej wojewódzkiej. Nie było we mnie chęci, by jechać nią taki długi odcinek na południe, więc znak, który zasugerował mi pobliski skręt na wschód, stał się ciekawszą alternatywą. Niestety, prowadził do ślepej części Zielonki Bankowej, gdzie znajdowało się kilka zakładów przemysłowych. Pamięć podpowiadała, że wystarczy pojechać wzdłuż torów i można będzie dotrzeć do Rembertowa, ale była jeszcze inna, asfaltowa trasa, na którą trwała chęć.
Wpierw przejazd przez tory po wijącym się podjeździe. Potem skręt w Wilsona i Paderewskiego, gdy ta pierwsza ukazała znak ślepej drogi. Dróżka się skończyła, pojawiła się las. No, to do Wesołej przez Rembertów doprowadzi mnie ta... droga? Mnóstwo rozjeżdżonego błota i głębokich kałuż, jednak bardziej przejezdna, niż dróżka przy torach w Kobyłce. Czasem koło traciło przyczepność i ślizgało się, lub nie mogło znaleźć oparcia w gruncie. "Ulica" Budnicza doprowadziła do pustej połaci terenu. Pustka może niezbyt dokładnie określa miejsce, pełne ziemi i resztek roślinnych, rozrzuconych wszędzie, czasem tworząc bruzdy, czasem dołki, czasem górki. I ten dziwny zapach, jaki się ze wszystkiego unosił. Tu już nie dało rady jechać. Tylko iść, ciągle iść. Od początku tej trasy, mamiły światła lamp w oddali, sugerujące ulicę z asfaltem. W czasie jazdy wydawało się, że są ciągle tak samo daleko i wcale się do nich nie przybliżam.
Na szczęście, tuż za pustką ukazała się gruntowa dróżka przy owych lampach, jakaś siatka bez bramy, młode drzewka za nią. Pewnie wkrótce przejdzie w asfalt, tylko przejdę przez pokrzywy i jeżyny. Na szczęście długie spodnie skutecznie ograniczyły dostęp tych roślin do mojej skóry. Z ulgą można było powitać dróżkę. I barak. I ciężkie maszyny. I kolejny barak. I psa... Dużego... Powolny skręt za rogiem drzew, które wyglądały, jakby były wyjęte z ziemi w donice, czekając na zasadzenia lub przesadzenie w inne miejsce. Psisko ujadało, ale trzymało się daleko. Było puszczone luzem, ale nie wiadomo, czy nagle coś mu nie odbije. Z wolna do kolejnego rogu zagajnika, lecz skręt tuż przed nim. Dalej była siatka i nie można było wydostać się w pobliże domów, które było widać ze sto metrów dalej ku wschodowi. Trzeba się było wrócić między drzewami, do przejścia przez siatkę. I do pokrzyw. I do jeżyn.
Widząc domy, kurs w ich kierunku. Przypadkiem spłoszyła się bażancica, która z furkotem odleciała przed siebie. Na wszelki wypadek lepiej było obejść jej dotychczasowe miejsce pobytu. Kilka razy niewiele mnie dzieliło poślizgnięcia, a ilość kolców nie zachęcała mnie do prowadzenia roweru, wiec spory kawałek trzeba go było nieść, albo ryzykować dziurę w oponie. Kilka razy przeszły przez spodnie, zostawiając krwawą pamiątkę na kilka dni. Za linią drzew kolejne jeżyny... Lepiej było kluczyć między drzewami i gałęziami. Długo to już na szczęście nie trwało i ukazała się łąka. Na niej ścieżka po przechodzących grzybiarzach lub zwierzętach. Doprowadziła mnie do ścieżki już wydeptanej. Po prawej było światło i domy. Wreszcie. Był to Mokry Ług. Z jakiegoś powodu, wydawało mi się, że jadąc w prawo, dotrze się do wojewódzkiej, więc wystarczy jechać w lewo. Po pewnym czasie dało się dojrzeć komin ciepłowni. Coś nie tak. I wiem co. Nie chce mi się wracać. Zaraz była ulica Pastuszków i tabliczka, zwiastująca powrót do Zielonki. No i tyle wyszło z planowanego wyjazdu do Wesołej. To pierwsze znaczenie tytułu wyjazdu.
Skręt we Wrzosową i schodkowo, ulicami ku NW, koło kościoła, koło boiska. Waryńskiego ku północy. Mijało się sklep ogrodniczy. Dopiero wtedy udało mi się poznać, na jakiej ulicy mijał mi czas. Krótka jazda poboczem i skręt w Wilsona. 11 Listopada do Wojska Polskiego i skręt w drogę przez osiedle, wiodące ku E i N. Później Wschodnią i Turowską na Ossowską. Cała nawierzchnia płytowa, przechodziła modernizację do asfaltowej. Postęp prac taki sobie. Trochę chodnika po lewej, miejsce pod ścieżkę rowerową, a główna część jeszcze trochę poczeka. Przemęczenie się do Kobyłki. Tam okrążenie kościoła od W i wyjazd ku NE. Potem skręt w szutrową Weissa. Załuskiego też w remoncie, ale ona była asfaltowa, a dla odmiany będzie bardziej asfaltowa. Skręt w Sławkowską. Stromy, wąski, gruntowy lub piaszczysty podjazd. Zjazd podobny, lecz szerszy, gdyż auta jakoś musiały wyjeżdżać. Skręt w Wiosenną. Gdy łamała się ku SW, trochę cofania i skręt ku N. Droga prowadziła do domu, ale była terenowa ścieżka w prawo. Za ogrodzeniem w lewo, ale kończyła się bramą i ogrodzeniem czyjegoś prywatnego terenu. A ja wewnątrz niego. Nawrót i na wschód. Drewniane, prowizoryczne ogrodzenie i wąskie przejście na drogę. Wyjazd na Lwowską i bez kombinowania przez Piłsudskiego ku N.
Trasa również przechodziła modernizację, ale kosmetyczną. No a ścieżka rowerowa, nie dość że z kostki, to na skrzyżowaniach, wołała o pomstę do nieba. Wyjazd w Czarnej. Przerwa przy budynku z malunkiem przedstawiającym Bitwę Warszawską. Tam krótkie przekąszenie, a następnie wjazd do Helenowa. Potem na wschód i tuż za miejscowością wsiąknięcie w lesie. Terenowa dróżka doprowadziła do rzeki Czarnej, a nieco później do wojewódzkiej, gdzie już mi się zdarzyło być, także zamykając niewielką pętlę. W międzyczasie przerwa i świt. Powrót na południową stronę rzeki i skręt w Czarnieckiego. Na jej krańcu gruntowy Gościniec biegnący na południe. Na rozjeździe kontynuacja wprost, po gorszej, terenowej, ale dość malowniczej trasie. Za lasem cmentarz, a tuż za nim skręt na zachód i wnet znów lądowanie w lesie.
Mijało się jakieś zapuszczone gospodarstwo. Wygląda jak ruina, ale równocześnie nie zdziwiłoby mnie, gdyby ktoś tam sobie urzędował, o czym świadczyła wygnieciona trwa. Mogła też świadczyć o badaczach ruin, przypadkowych turystach, ale nie interesowało mnie to. Dalej jakiś niebieski samochód, rozjazd, skręt w prawo i wyjazd na Piastowską. Oczom mym ukazała się budowana obwodnica. Termin otwarcia, przynajmniej do jazdy, zapowiedziano na kolejny miesiąc. Sądząc po tym, co było widać, całokształt prac jeszcze trochę się przeciągnie. W Nadmie skręt w Szkolną, niemal do tabliczki zwiastującej koniec wsi. Dalej była zakaz wjazdu i plac budowy obwodnicy. Bardzo dużo piasku. Wycofanie się i skręt w ul. Jaworówkę. Doprowadziła mnie do wojewódzkiej.
Nie było we mnie chęci na jazdę wśród aut, tym bardziej, że znam też jakość tej trasy, która prosi o remont. Udało się wypatrzyć leśną ścieżynkę, która doprowadziła do nieco lepszej, a ta cofnęła mnie do Nadmy. Do wsi wszakże wjazd się nie odbył, lecz kontynuowana była trasa na południe, po szerokiej, leśnej drodze. Niemal dwa kilometry trasy prostej jak strzała. Łamała się dopiero na wydmie. Można było podejść po piachu w górę, albo odbić w lewo, łagodniejszym podjazdem. wybór padł na opcję nr. 2. Za załomem wydmy ukazało się zwalone drzewo, a dróżka rozdzielała na prawo, po dość piaszczystej dróżce, albo w lewo, po nieco wilgotnej, lecz utwardzonej gruzem. Na niewielkim łuku rower zrobił nie pamiętam co, ale skończyło się lądowaniem na ziemi. Amortyzując upadek, trafił się kamień, który akurat trafił dokładnie w zewnętrzne wgłębienie prawego kolana. Dokładnie to miejsce, które mi najczęściej dokucza. Oto drugie wytłumaczenie tytułu.
Trzeba było trochę posiedzieć. Trochę odpocząć. Później ostrożnie wstać. Nie bolało zbyt mocno, ale było czuć. Z początku ostrożny spacer. Przy ruchu, wymagającym włożenia więcej siły, tam gdzie było więcej piachu, ból się nieznacznie nasilał. Powoli udało się dojść na twardsze podłoże i z wolna ruszyć. Noga w pozycjach maksymalnego wyprostowania i zgięcia, po chwili zaczynała sygnalizować swoje. Na spokojnie udało się przybyć do Horowego Bagna, wyjeżdżając na wojewódzką przy tabliczce z mapą. W okolicy kręciło się mnóstwo grzybiarzy. Skręt drogą na Marki. Z Głównej w Cegłową. Tu ból dał o sobie znać bardziej. Skręt na gruntową dróżkę, przy której stały kosze na śmieci, biegnącą koło jeziora Czarnego. Przy pomniku rozstrzelanych w 1944 skręt na południe. Kolejna przerwa, krótki posiłek, a potem kurs do obwodnicy. Nim się pojawiła, za mną szedł człowiek z dwoma psami. Choć ten wołał za puszczonym wolno, ów szedł za mną. Tuż przed wejściem na obwodnicę, prawie obudziła się w nim jego natura, bo wydał nieprzyjemny odgłos. Na szczęście przestał za mną podążać, a wyjazd się zakończył, nie dopisując trzeciego znaczenia do tytułu wpisu. Zjazd obwodnicą, przejazd przez kilka kolejnych ścieżynek osiedla na wydmie i powrót drogą od południa, z trudem niosąc rower po schodach.
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
62.59 km (15.00 km teren), czas: 04:39 h, avg:13.46 km/h,
prędkość maks: 33.11 km/hSzutry z okołogminnymi atrakcjami
Środa, 16 sierpnia 2017 | dodano: 01.12.2017Kategoria .2 Osoby, .3-4 Osoby, .LSTR, .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z Kasią, .Z Księgowym, .Warszawa
Ustalenia na ten wyjazd odbyły się dwa dni wcześniej. Start o 7:30. Moja pobudka o 6, Kasia pół godziny później. Dzięki asfaltowi na podjeździe, dojazd do krajówki przez Miączyn skrócił się o około 10 minut. Jeszcze poczekać na asfalt ostatniego odcinka i będzie wspaniale. Z DK62 zjazd na Wólkę Przybojewską. Niedawno dociągnięto asfalt przez resztę wsi do betonowych płyt prowadzących w dół. Gdyby tak jeszcze ktoś się zabrał za modernizację tego krótkiego fragmentu, oraz asfaltowanie zjazdu i mostku po stronie gminy Zakroczym, to byłaby niezła trasa turystyczna, omijająca krajówkę, choć nadkładająca niecały kilometr. Na to jednak przyjdzie poczekać, bo o ile w Czerwińsku idzie ku lepszemu, to w sąsiednich...

08:16. Smoszewo. Gruntowa droga powiatowa 2418W do Mocht. Widok na Dolinę Wisły ku S. Widoczny wał w Starych Gniewniewicach (z prawej)
Ze Smoszewa przejazd parowami do Mocht, a z Wólki Smoszewskiej lasem. Wjazd północną dróżką za barierką skrytą, wydostając się na leśnej polanie skrzyżowań. Krótki spacer pod grób Cyganów, zamordowanych w 1944 przez wojska niemieckie. Wjazd do Zakroczymia, testując biedachodnik z żużlu. Wraz z tą inwestycją, z krajówki zniknęły naziemne oznaczenia pasa pieszo-rowerowego, jakim był pas serwisowy. Przerwa pod biedronką (zakupy, posiłek, telefon). Księgowy był już w NDM, wybierając jazdę pod Twierdzą. Zjazd do centrum Zakroczymia i zerknięcie do kościoła przy klasztorze kapucynów. Potem na Gałachy, gdzie już się spotkaliśmy we troje.

08:22. Mochty. Gruntowa droga powiatowa 2418W do Mocht. Wyjście z parowy graniczącej ze Smoszewem

08:33. Mochty. Gruntowa droga powiatowa 2418W do Mocht. Parowa po wschodniej stronie Strugi

08:59. Zakroczym. Duchowizna. Mogiła ~100 Romów, rozstrzelanych przez Gestapo w 1944.10.08
Przejechaliśmy parową Klasztorną do Okólnej. Swoją drogą, jazda parowami w tym czasie nie była najlepszym rozwiązaniem, bo po ostatnich deszczach wszędzie było mnóstwo luźnego piasku. Na Duchowiznie skręt w lewo, a pod lasem w prawo. Tam też trochę piasku. Raz jeszcze podjechaliśmy pod grób Cyganów i dojechaliśmy do polany. Tym razem pojechaliśmy na południe, zamiast wjeżdżać od zachodu. Na późniejszym rozjeździe obraliśmy drogę prawą i wyjechaliśmy we wsi na asfalt blisko skrętu w leśną drogę na działki.

10:05. Zakroczym. Północny zjazd Parowy Okólnej ku E

10:19. Zakroczym. Duchowizna. Początek lasu przy drodze do Henrysina. Miejsce jednego niedawnych wyrębów
Udaliśmy się na zachód, jednak nie zjeżdżaliśmy w pobliże cegielni. Odbiliśmy na Mochty N, wąską ścieżką z pokrzywami przedostaliśmy się koło PGR i nieco na południe od niego, zjechaliśmy w dół. Tamtą drogą kilka dni temu wypadło mi jechać po ciemku. Teraz można było w całej okazałości obejrzeć spory zalew, jaki ongiś powstał na Strudze. Jak na taką małą rzeczkę, zapora była całkiem spora. Miała być jedną z pierwszych polskich hydroelektrowni, lecz wszystko zaprzepaściła wojna. Jedyną pamiątką jest bezużyteczna zapora w lesie, którą można sobie przejść lub przejechać czymś lekkim. Po obu stronach obudowana uroczym, kamiennym murkiem. Sama woda zalewu, na sporej powierzchni porośnięta rzęsą w części południowej.

10:42. Mochty N. Wąska ścieżynka wśród pokrzyw, prowadząca do dawnego PGR

10:44. Mochty N. Zapora i most na Strudze

10:46. Mochty N. Postępująca eutrofizacja na stawie (~2,5 ha) dolnego odcinka rzeki Strugi

10:45. Mochty N. Droga między Mochtami N a Jaworowem. Widok ku E

10:46. Mochty N. Kanał odpływu wody ze stawu
Przejechaliśmy przez Jaworowo, na asfalt w stronę Smoszewa. Tuż za mostkiem skręciliśmy w polną dróżkę po prawej, nie docierając do wsi. Nawróciliśmy w stronę DK62 i przejechaliśmy do Lasu Złotopolskiego. Do Złotopolic nie wjechaliśmy. W połowie lasu skręciliśmy w lewo. Przecięliśmy dróżkę, która była przez mnie przejechana w maju. Teraz trwała przy niej wycinka pojedynczych drzew. Pojedynczych, bo główna wycinka odbyła się już jakiś czas temu, pozostawiając liczne prześwity, albo bezleśne przestrzenie. Dróżka skończyła się rozjazdem w kierunku SE-NW. Była to granica lasu starego i młodego. Wybraliśmy zwrot bardziej północny. Koło mokradła w lewo, co skończyło się przedzieraniem przez pokrzywy. Na szczęście nie trzeba było zsiadać z roweru, więc smaganie było bardziej szybkie, niż bolesne. Chociaż głosy niosły się wśród drzew...

11:25. Kamienica-Wygoda. SW skraj Złotopolickiego Lasu
Asfaltem dojechaliśmy do Karnkowa. Skierowaliśmy się ku SE i zaraz potem na SW. Przejechaliśmy szutrem, którym wyrównano tę drogę rok czy dwa temu. Na krzyżowaniu Kasia udała się do domu, a my odbiliśmy w prawo dróżką, która przy każdym domu wygląda, jakby tam miała się kończyć. W Przybojewie uzupełniliśmy kalorie i wodę. Za dworkiem skręt na Kuchary-Skotniki do Radzikowa. Podjechaliśmy do kościółka, zjechaliśmy przy kurhanie, a wzdłuż remizy udaliśmy się na południe. Potem odbiliśmy na podjazdy Starego Boguszyna i tak wjechaliśmy do Raszewa Włościańskiego.

12:29. Radzikowo na E od DW570. Droga wyznaczająca granicę między Starym R. (po lewej) i R. Scalonym (po prawej)
Ruszyliśmy na SW i dotarliśmy do Grodkowa. Była to moja kolejna wizyta na terenie dworskim, po pierwszej w 2015 jak i rok później, na początku 2016. Przez miejscowość tę zdarzało mi się przejeżdżać już w okresie okołolicealnym, nie zdając sobie sprawy z istnienia tam takiej ciekawostki. Przerwa pod oficyną była krótka. Potem przejazd przy stawie i powrót do Raszewa przez Rostkowice. Tu dał nam znać wiatr. Że wieje z kierunku powrotnego i nie będzie litościwy. Przez Sobanice i Łazęki wjechaliśmy do Srebrnej. Tu nastąpiło maksimum upału. Zniknęliśmy w Strzembowskim Lesie, wydostając się z niego miedzy Drochowem i Kryskiem. Dzięki temu było chłodniej i wiatr nie przeszkadzał.

13:03. Gródkowo. Oficyna dworu Dziewanowskich

13:09. Rostkowice (Bielice). Droga z Grodkowa do Raszewa Włościańskiego. Widok ku N

13:24. Droga z Raszewa Dworskiego do Nowych Sobanic. Ostatnia nią moja jazda w gimnazjum. Widok ku NE

14:15. Las Strzembowski. Droga w NE części lasu, między leśniczówką Tustań i Drochowem

14:21. DW571. Z Drochowa w stronę Kryska
W Krysku skręt na szutrówkę koło żwirowni. Od południa objazd stawu w ostatnim wyrobisku. Potem zjazd na szuter do Olszyn. W lesie przed tą wsią, dłuższy postój z tych w terenie. Wyjazd na asfalt w Zdunowie. Szybki przejazd do Kroczewa, gdzie pora na drugą przerwę pod sklepem. Potem wzdłuż S7, odebranie forumowej księgi (przekazując ją Księgowemu, choć nie pamiętam czy od razu, czy w Legionowie), przejazd przez rondo w Zakroczymiu, Modlin, DW630, Jabłonna, 13 kilowy Shell w Legionowie, po czym rozdzieliliśmy się pod Księgowym blokiem. Przejazd przez osiedle do drogi przy torach. Krótka jazda przez park, by ominąć korek aut, czekających na przejazd po otworzeniu szlabanu. Następnie Plantową i Roi, w której połowie nastąpił wjazd na ledwo widoczną ścieżynkę przez las. Wpierw ku E, lecz wnet skręt ku NE. Po zjeździe trzeba było się zatrzymać, by obejść zwalone drzewo. Skręt ku E i wnet ukazała się DW 632.

14:30. Krysk (wschodni). Droga z Kryska do Starych Olszyn. Widok ku SE

15:09. Kroczewo. Kościół pw. św. Jana Chrzciciela z XVI (prezbiterium z apsydą, zakrystia i kaplica)/XXw.

15:09. Kroczewo. Dom nr 31, pełniący funkcję sklepu spożywczego w latach X, od lat zamknięty. Dach runął w bieżącym roku

17:09. Legionowo. Ul. Plantowa. Osiedle Nowy Bukowiec, wybudowane w 2011r.
Skręt przed rondem w Józefowie. Kurs przez Michałów-Grabinę, dalej Długorzeczną, Olesin, Kroczewska. Potworne dziury przy cmentarzu w Markach. Dalej Lisa Kuli z Kujawską do Zielonki. Tam przerwa do nocy, a po niej pętla: Mazurska, LK, całą Orzeszkowej, Fabryczną, Dolną, Letnią, Inżynierską, Piastowską, Sienkiewicza, Łukasińskiego, targ, park, Długa i Młodzieżowa.
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
171.31 km (53.00 km teren), czas: 09:49 h, avg:17.45 km/h,
prędkość maks: 43.63 km/hPrzejażdżka nocą pod Wronę
Środa, 2 sierpnia 2017 | dodano: 02.08.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki
Noc gorąca. Spać nie można. Sił do podpisów zdjęć brakło. Bidony + woda zapasowa, której połowa wróciła. Do tego standard naprawczy. Jedzenia brak. Start po pierwszej, gdy już znalazła się tylna lampka. Tej, jak na złość, urwało się mocowanie, gdzieś w okolicy 70 km. Wiatr z zachodu, o świcie bardzo silny, a chmury niepokojące. W nocy wątpliwości, czy będzie burza. Co chwila trzeba było zerkać w gwiazdy, by ocenić grubość i kierunek napływania chmur. Na szczęście nie było przygód meteorologicznych, poza wiatrem w twarz na krótkim odcinku koło Grodźca.
Wpierw na wschód. Przez Miączyn, a następnie północną drogą gminną do Smoszewa. Krajówki tyle co przez Goławin, zjazd od Emolinka do mostu oraz Mochty - las i Zakroczym do Biedronki, skąd odbicie na północ. Etap zjazdu był niepotrzebny. Choć był zamiar, aby skręcić na Jaworowo, ale nie udało mi się dostrzec skrętu. Na krajówce zaś widać było trzech pijaczków z rowerem. Wtedy natąpił mój zapobiegawczy skręt na Jaworowo. Odtąd chęć, aby udać się do Mocht blisko rzeki, ale tak jakoś mi się skręciło, że przypadkiem nastąpił wjazd na drogę gruntową oraz przez zaporę, której to planowane odwiedziny nachodziły mnie od pewnego czasu. Po lewej i po prawej były barierki ze spojonego kamienia, a sam odcinek pokonany przez mnie ostrożnie - nie wiadomo, czego można się było spodziewać. Wyjazd w resztkach PGR, by przejechać do najbliższych domów mieszkalnych. Karkołomną, krętą ścieżynką nad rowem/parową. Z ujadającymi psami po drugiej stronie, które mogłyby mnie chapnąć. Wyskoczyły na mnie dopiero przy domach. Wnet nastąpił powrót na asfalt.
Z Zakroczymia skręt na Wojszczyce, gdzie odkręciło mi się koło i trochę się z nim trzeba było mocować. We Wronie skręt na Przyborowice. Zaczynało świtać. Potem dalej Krysk, gdzie wpierw objazd kościoła dołem, potem przejście przez nieczynną i zarośniętą kopalnię we wschodniej części wsi. Następnie kurs na południe przez Dłutowo, Grodziec, Radzikowo. Dalej był Sielec z pokrzywowym przejazdem przez pola, a potem ulica 19 Stycznia w Czerwińsku i nad Wisłą, która wnet miała zmienić nazwę. Wstęp na cmentarz, bo w sumie z rowerem tam mi się nie zdarzyło zaglądać. Włączyła się syrena w remizie. Zjazd lichą drogą na dół, podjazd Cmentarną. Dalej do już prosta jazda wzdłuż Wisły.
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
82.35 km (27.00 km teren), czas: 05:01 h, avg:16.42 km/h,
prędkość maks: 39.11 km/hKoniec zbiorów V - Ostatnie gminy
Piątek, 21 lipca 2017 | dodano: 02.09.2017Kategoria .2 Osoby, .Pół nocne, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2017 Żuławy
Padało, a jakże. Zwinąć udało się dopiero koło 13. Większość deszczu powędrowała dalej. Zrosiło nas podczas jazdy przez Tuję. Podczas tej wyprawy po raz drugi przyszło nam odwiedzić Lubieszewo. Tym razem skręt na wschód. Tuż przed NDG - korek prowadzący na DK7. Korek również w mieście, w pobliżu marketów, gdzie przyszło uzupełnić zapasy. Przejazd w pobliże urzędu, a potem ulicą Bałtycką za miasto. Tuż za zabudowaniami Kasię użądlił jakiś owad. Wieczorem już nie było śladu po zdarzeniu. Droga do Stegny... Przydałby się nawet chodnik, bo aut tam jeździ mnóstwa. Sama okolica niezbyt urokliwa. Jedyną atrakcją był zwodzony most. Akurat udało się wyrobić na jego opuszczenie. Za przystankiem udało się spostrzec, że spadł mi licznik, więc czym prędszy powrót za most. Był. Na szczęście nie utonął.

12:33. Rzeka Święta. Widok z agroturystyki ku NE. Po prawej widać zabudowania w centrum wsi Marynowy

12:45. Pilnuje, nawet gdy leży

12:51. Placyk przed agroturystyką

13:15. Droga między miejscowościami Marynowy i Tuja. Kościół pw. św. Anny z XIV w. w Marynowach (1 km). Widok ku SSE

13:16. Droga między miejscowościami Marynowy i Tuja. Rzeka Święta. W tle Nowy Dwór Gdański (4 km). Widok ku NNE

13:43. Orłowo. Kościół pw. św. Barbary z XIV w.

13:50. NDG. DK 7 i budowa S7 w tle. Widok ku SE

14:24. Żelichowo. Ruina położona blisko torów kolejowych, rzeki Świętej i granicy z NDG

14:43. Żelichowo. Most nad Świętą. Widok ku W

14:43. Żelichowo. Rzeka Święta. Widok z mostu ku N

15:02. DW 502. Rybina. Most zwodzony na Szkarpawie. Widok ku N

15:04. Rybina. Rzeka Szkarpawa. Widok ku E

15:09. DW 502. Rybina. Most zwodzony na Wiśle Królewieckiej
W Stegnie krótki przejazd nad morze. Znów zaczynało kropić. Powrót na ulicę i przejazd do Sztutowa. Skręt na muzeum byłego obozu, które zostało przez nas objechane rowerowym szlakiem. Za miastem DW 501, ale i tak nie było innego wyboru. Jedynie skręt na Przebrno, do małej, niby-wioski. Z asfaltu była tam skromna ulica, którą nie wypadło nam jechać. Trafiła się za to droga po płytach, które przeszły w drogę polną między pastwiskami. Deszcz padał wtedy obficie. Znów ukazały się płyty, deszcz ustąpił, a nam wkrótce przyszło wrócić na DW 501. I oto wkrótce ukazała się Krynica Morska. W trakcie przejazdu przez nią, nadarzyła się okazja, aby zatrzymując się w oblężonym markecie, by zrobić ostatnie przed nocą zakupy.

15:51. Stegna. Dojście do plaży z ul. Lipowej

15:54. Plaża w Stegnie przy Lipowej

16:16. Dawny obóz zagłady Stutthof

17:16. Ostatnia z gmin
Dalej podróż do ostatniej miejscowości - Piaski. Odległość odmierzana trzema parkingami. Reklama dzieliła ostatnią część 10-kilometrowego odcinka na 4-2-1,5 km. Cała trasa wiodła raz w górę, raz w dół. Nieraz dość stromo. Wszystko pięknie, ale wypadło nam tam być przed remontem. Kolejnego lata pewnie będzie to piękna nawierzchnia. W Piaskach kręciło się trochę turystów, choć w moim odczuciu było tam jak w Laponii, Alasce czy innym krańcu świata. Nawrót nastąpił dopiero z krańca ul. Piaskowej. Tam gdzie urywały się zdjęcia Google. Potem kurs nad morze i zjedzenie kolacji. Na plażę wpadła jeszcze gromada dzików, ale nic nam do tego, bo już była przez nas opuszczana.

18:47. DW 501 Krynica Morska - Nowa Karczma (Piaski). Delikatne przygotowania do remontu drogi. Cała wyglądała jak część po lewej stronie kropek, wielokrotnie będąc przerywana przez łaty ziemi, jak ta po prawej.

19:19. Piaski. Różaniec po prawej (8 km). Braniewo po lewej (15 km). Widok ku ESE

19:23. Piaski. Frombork (10 km). Widok ku SSE

19:23. Piaski. Obwód Kaliningradzki w okolicach Mamonowa. Widok ku ENE

19:42. Piaski. Ul. Piaskowa. Ośrodek wypoczynkowy Piaski Club. Dalej samochody googla nie wjechały

20:01. Piaski. Plaża przy Bursztynowej, wejście 6 (boczne).

20:03. Piaski. Plaża przy Bursztynowej. Widok ku NW

20:03. Piaski. Plaża przy Bursztynowej. W oddali maszt telefoniczny (7 km) Widok ku W

20:04. Piaski. Plaża przy Bursztynowej. Widok ku NE

20:07. Piaski. Plaża przy Bursztynowej
Trasę powrotną do Krynicy Morskiej udało się przejechać szybciej. Raz, że udało nam się zabić czas, a dwa, że droga najbardziej zepsuta była po południowej stronie. Przerwa na założenie lampek, kamizelek i start w noc. Tym razem starając się wykorzystywać boczne uliczki, by uniknąć niepotrzebnego ruchu aut. W KM, gdzie nadal kręciły się tłumy turystów, ktoś zawodził disco polo w jakiś klubie i panowała gorączka piątkowej nocy. Ulicami Świerczewskiego i Rybacką. Na moment skręt na betonową ulicę w Skowronkach. W Kątach Rybackich Bursztynową i Piaskową. W Sztutowie było nam już dosyć tej jazdy, gdy auta korowodami ciągnęły z naprzeciwka, co chwila nas oślepiając. Z rzadka ktoś nas wyprzedzał. Mało kto opuszczał wtedy Mierzeję. Przejazd Wrzosową, Leśną, Bałtycką, Szkolną i Krótką. Skręt na Rybinę i gdzieś w pół drogi udało nam się znaleźć miejsce na sen.
Zaliczone gminy
- Sztutowo- Krynica Morska
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
118.83 km (20.00 km teren), czas: 07:59 h, avg:14.88 km/h,
prędkość maks: 45.30 km/hPolska SW VII - Nizina Śląska
Niedziela, 9 lipca 2017 | dodano: 30.08.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, 2017 Dolny Śląsk
Nawet się udało wyspać. Słońce świeciło radośnie. Chmur prawie wcale. Spokojny dzień, spokojna noc, choć wieczór przyniósł mi zaniepokojenie. Wpierw odwiedziny w pobliskim Przeworno. Gdyby był sklep, to by można wstąpić, a tak trzeba było tyrać dalej. Kurs na wschód. Droga trochę się wznosiła, ale co to było po przejściach z drogą stu zakrętów. Ogólnie, jechało się lekko, z początku bez problemu wyciągając ok. 30km/h. Wreszcie równiny.

08:55. Wzgórza Strzelińskie i Przeworno. Z lewej Gromnik (391 m n.p.m.). Widok ku N

08:55. Siemisławice. Kościół pw. św Antoniego z XVIII w. W tle las na Wzgórzach Strzelińskich

08:55. Przeworno. Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny KP z XIII w.

09:01. Przeworno. Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny KP z XIII w.

09:13. W pół drogi między Przewornem i Karnkowem. Widok na Wzgórza Strzelińskie ku W

09:20. Przystanek w Karnkowie. (foto zniekształcone tworząc panoramę)

09:40. DW 385. Wierzbna. Widok na Wzgórza Strzelińskie ku W
W Grodkowie chęć zrobić zakupy, ale prawie wszyscy w kościele, a otwartego nic nie widać. Przekąska za miejscowością i skręt do Graczy. Kolejny skręt miał prowadzić na szlak w pierwszej wsi za Nysą Kłodzką, ale nie udało mi się go spostrzec i tak poniosło mnie asfaltem do Sarn Wielkich. Potem wiadukt. Za Stroszowicami chwila konsternacji, po czym wnet wjazd do Lewina Brzeskiego. Tam spore zakupy, a przy wyjściu zagadnął do mnie lokalny rowerzysta. Rozmawialiśmy dość długo, a w międzyczasie trwało lekkie uzupełnianie energii. Potem jeszcze kurs na rynek, po czym naszła pora opuścić miasto.

10:06. Grodków. Urząd Miasta

10:06. Grodków. Brama Ziębicka z XIV w.

10:07. Grodków. Ratusz z XIX w.

10:13.Grodków. Wiatrak z XIX w. przy ul. Krakowskiej

11:35. Stroszowice. Wieża strażacka z 20-lecia międzywojennego

12:19. Lewin Brzeski. Ratusz z XIX w.

12:25. Lewin Brzeski. Mural na budynku stadionu sportowego "Olimpia" przy DW 458
Tempo wyraźnie spadło. Temperatura wyraźnie wzrosła. Teren wyraźnie spłaszczał. Przejazd mostem nad Odrą i wjazd do Popielowa. Dalej na północ. W Karłowicach przerwa na ławeczce drewnianej, która stała tam jako element miejsca postojowego przy drodze. Przekąska i dłuższy odpoczynek. Dalsza jazda nie była prosta, ze względu na nieprzychylną nawierzchnię. Poprawiła się, gdy po wjechaniu na DW 454. Wpierw skręt do Pokoju, tam objeżdżając całe rondo wraz z wjazdami i kilkoma innymi uliczkami. Do tego okrążenie kościoła i odwiedzenie ruiny spółdzielni mleczarskiej. Nawrót na kurs ku północy. Niedaleko stała kolejna ruina i stary komin blisko niej.

14:54. Pokój. Ruiny budynku Spółdzielni Mleczarskiej, założonej w 1991 r.

15:00. Pokój. Kościół ewangelicki z XVIII w.
Chęć odpocząć w Świerczowie, ale udało mi się zmusić do dalszej jazdy. Dopiero po dojechaniu do DK 42 w Domaszowicach, zjazd do sklepu, tam zebrawszy trochę sił oraz kalorii do dalszej jazdy. O jeździe krajówką nie było co wspominać. Ruch umiarkowany, trochę pagórków. Jedna opuszczona cegielnia przykuła moją uwagę, więc wypadało ją sobie obejrzeć z bliska. Schody były trochę zbyt strome, a ostatnie piętro z drewnianą podłogą, przez którą widać było, że jej ewentualne zarwanie, spadnięcie niżej, byłoby niebezpieczne dla życia. Wschodnia część terenu była pełna różnych śmieci budowlanych, z których unosiła się okropna woń tworzywa. Zjazd do Kluczborka. Przejazd przez centrum. Dojazd do Gorzowa Śląskiego. Zjazd w polną drogę, by tam przykryć się śpiworem rozciągniętym na namiocie. Moim celem było przespać się bez rozkładania całego majdanu. Chmury też wyglądały podejrzanie, ale było to tylko złudzenie i nie trzeba było zmuszać się do większego wysiłku obozowania.

15:12. Krogulna. Ruiny młynu z XVIII na dopływie Stobrawy

15:47. Dąbrowa. Intrygujący pagórek o nazwie Graber, na północ od wsi. Ongiś cmentarz

16:06. Siemysłów. Widok ku N

18:55. Ligota Dolna. Opuszczona cegielnia

18:57. Ligota Dolna. Opuszczona cegielnia. Na piętrze

18:57. Ligota Dolna. Opuszczona cegielnia. Część wschodnia budynku

19:00. Ligota Dolna. Opuszczona cegielnia. Część zachodnia budynku

19:00.Ligota Dolna. Opuszczona cegielnia. Część zachodnia budynku

19:01. Ligota Dolna. Opuszczona cegielnia. Część północna budynku

19:06. Ligota Dolna. Opuszczona cegielnia. Budynek we wschodniej części terenu, w którym znajdowała się szatnia, sanitariat (pod drugiej stronie budynku, z oddzielnym wejściem), a w widocznym pokoju dokumentacja

19:21. Ligota Dolna. Ruiny baru Danusia, płonącego nocą 2015.10.08

19:29. Kluczbork. Mural na Domu Kultury przy ul. Mickiewicza

19:31. Kluczbork. Muzeum im. Jana Dzierżona i widoczna z prawej wieża zamkowa z XVI w., pełniąca funkcję wieży ciśnień

20:22. Bogdańczowice. Widok ku W
Zaliczone gminy
- Lewin Brzeski- Świerczów
- Domaszowice
- Wołczyn
- Kluczbork
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
154.78 km (2.00 km teren), czas: 08:51 h, avg:17.49 km/h,
prędkość maks: 45.30 km/hPolska SW V - Przez Góry Stołowe
Piątek, 7 lipca 2017 | dodano: 30.08.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, 2017 Dolny Śląsk
Ranek zapowiadał niezbyt miłą pogodę. Przejazd przez las, za nim zjazd i pierwszy opad tego dnia, choć drobny i nie zatrzymał mnie. W Gilowie skręt w lewo, z wyjazdem się w Kośminie. Tam przerwa na przystanku i śniadanie. Trwało aż do przyjazdu i odjazdu autobusu, na który przybyłe dwie starsze kobiety, na kilka minut przed jego przybyciem. Jeszcze jeden podjazd i rozległa panorama na Pilawę Górną. Zjazd i przejazd przez tory. Od przystanku nawrót, mając nadzieję, że to właściwa droga. Wyjazd w Przerzeczyn-Zdroju na męczącą DK8 na południe. Raz, że podjazdy, dwa, że bardzo duży ruch aut. Przynajmniej widoki były niezłe i się rozpogodziło. Co i rusz zastanawiało mnie, czy to już właściwy skręt w prawo, ale żaden nie był właściwy. Po prostu źle mi się pojechało. Zjazd przed Ząbkowicami Śląskimi, dojeżdżając do skrzyżowania DK8 i gruntowej drogi z oznaczeniem szlaku rowerowego. Skręt na zachód. Po powrocie okazało się, że w 2012 też mi się zdarzyło dojechać do tego skrzyżowania, lecz od południa, kierując się na wschód.

08:51. Pilawa Górna. Tablica upamiętniająca upadek fragmentu meteorytu w 1879 r.

08:58. Pilawa Górna. Z lewej Dąbek (362 m n.p.m.). W tle Góry Bardzkie. Z prawej Kluczowska Góra (432 m n.p.m.). W tle Góry Sowie. Widok ku SW

08:58. Pilawa Górna. Góry Sowie. Widok ku W

08:58. Pilawa Górna. Wzgórza Gilowskie. Z lewej Czoło (390 m n.p.m.) z kamieniołomem DSS. W centrum Krowiniec (394 m n.p.m.). Z prawej Czarngórze (397 m n.p.m.) i Twardno (400 m n.p.m.). Widok ku NW

09:42. DK 8. Sulisławice. W tle granica między Górami Bardzkimi i Sowimi. Widok ku SW

09:43. DK 8. Sulisławice. Z lewej droga do Brodziszowa skryta między drzewami. W tle Góry Sowie. Z lewej Zbocza Szerokiej (826 m n.p.m.). W centrum okolice DW 384 z niewidoczną przełęczą Woliborską (711 m n.p.m.). Z prawej Kalenica (964 m n.p.m.) i Słoneczna (949 m n.p.m.). Widok ku W

09:49. DK 8. Zjazd do Sulisławic. Widok ku W

09:55. Szklary-huta. Przydrożna hałda, żyjąca własnym życiem

10:06. DK8 pod Gębą (384 m n.p.m.). Wieża kościoła pw. śś. Piotra i Pawła z XVII w. w Zwróconej (1 km). W tle Srebrna Góra (13 km) z widoczną po prawej twierdzą z XVIII w. (14 km) i obniżeniem Przełęczy Srebrnej (15 km). Widok ku SW
Przejazd przez Zwróconą oraz Brodziszów. Odbicie do Kluczowej i tu już sytuacja zaczynała mi się klarować. Zjazd do Kozińca, przedostając się do Przedborowa, a stamtąd już do Stoszowic. Dalej była długa, monotonna podróż do Srebrnej Góry. Źle mi się jechało. Jeszcze głodno, ale nie pora to była na przerwę. Chmury zasłoniły niebo. W Srebrnej Górze zjazd w Polną, ale wydawała mi się niewłaściwa, więc powrót, a potem poprowadzenie roweru po trawie do rynku. Następnie długi spacerek, prawie aż do przełęczy. Tam znów słońce, ale że zapowiadał się zjazd, lepiej było założyć kurtkę, aby nie przemarznąć. Za wcześnie. Zjazd był krótki, potem kolejny podjazd, gdzie wylały się poty, a dopiero za nim zjazd właściwy. W Podlesiu kurtka wróciła do bagażu.

10:57. Droga Brodziszów - Kluczowa. Widok na Wzgórza Gilowskie i Pilawę Górną. Z lewej Czoło (390 m n.p.m.; 7 km) z kamieniołomem DSS. Z prawej Gil (429 m n.p.m.; 8 km). Widok ku NW

11:15. DW 382. Celna Góra (370 m n.p.m). Wzgórza Szklarskie. Z lewej kościół w Brodziszowie (2 km). Dalej Szklary-Huta (5 km). W centrum pokryty polami Buk (357 m n.p.m; 3 km). Nieco na prawo lesista Gęba (384 m n.p.m.; 5 km). Po prawej Zwrócona (4 km). Widok ku E

11:16. DW 382. Celna Góra (370 m n.p.m). Z prawej SE krawędź Wzgórz Bielawskich z najwyższą Działynią (474 m n.p.m.). W tle Góry Bardzkie (z lewej) i Sowie (z prawej). Widok ku SW

11:17. DW 382. Celna Góra (370 m n.p.m). Ząbkowice Śląskie (6 km). W tle po lewej wzgórze w Pomianowie Dolnym (20 km). Po prawej Grodowe Wzgórze (15 km). Tuż za wieżą kościoła z prawej, widoczny cień pałacu w Kamieniu Ząbkowickim (15 km). Widok ku SE

11.17. DW 382. Celna Góra (370 m n.p.m). Kościół w Brodziszowie z XIX w. (2 km). Z prawej zbocza Gromnika (391 m n.p.m.; 25 km) we Wzgórzach Strzelińskich

11:17. DW 382. Celna Góra (370 m n.p.m). Kościół w Zwróconej z XVII w. (4 km). Za wzgórzem widoczna wieża kościoła w Stolcu (10 km). Wąska linia drzew w środku zdjęcia wyznacza DK 8

11:18. DW 382. Celna Góra (370 m n.p.m). Kościół w Kozińcu z XVIII w. (2 km)

11:22. DW 382. Z lewej w tle Góry Złote. Wybijają się Borówkowa (900 m n.p.m.; 29 km) i Jawornik Wielki (872 m n.p.m.; 26 km). Z prawej Grochowiec (425 m n.p.m.; 7 km) ze Stróżnikiem (417 m n.p.m.; 8 km). Za nimi masyw Kłodzkiej Góry (763 m n.p.m.; 18 km). Widok ku S

12:30. Srebrna Góra. Po lewej widoczna twierdza z XVIII w.

12:42. Srebrna Góra. Obniżenie Ząbkowickie zakończone Wzgórzami Szklarskimi. Widoczny Budzów (2 km). W tle Ząbkowice Śląskie (11 km). Widok z centrum ku NE

12:56. Srebrna Góra. Ul. Górne Miasto (dolna część). Widoczna ul. Letnia. W tle Masyw Brzeźnicy. Widok ku E

13:04. Srebrna Góra. W centrum Wysoczyzna Ziębicka. Z prawej Grochowiec (425 m n.p.m.; 8 km). Widok ku E

13:04. Srebrna Góra. W tle Masyw Brzeźnicy

13:52. DW 385. Podlesie. Z lewej Wapnica (580 m n.p.m.; 1 km) i skryty Przykrzec (614 m n.p.m.; 3 km). W centrum Góra Wszystkich Świętych (648 m n.p.m.; 7 km) zasłaniającą dokładnie na wprost położoną Drogę Stu Zakrętów (ledwie widać krawędź Gór Stołowych po obu stronach góry; 18 km). Z prawej Wrońsko (532 m n.p.m.; 1 km), a za nią Góra Świętej Anny (647 m n.p.m.; 6 km) z Krępcem (645 m n.p.m.; 6 km). Widok ku SW

13:53. DW 385. Podlesie. Z lewej Wzgórza Włodzickie. W tle Góry Suche. W centrum Wzgórza Wyrębińskie. Na prawo od niej Niczyja (858 m n.p.m.; 13 km) i kolejna Grabina (946 m n.p.m.; 11 km). Widok ku NW

13:53. DW 385. Podlesie. Wzgórza Włodzickie. W centrum Sławosz (612 m n.p.m.; 10 km). Z prawej Włodzicka Góra (755 m n.p.m.; 12 km). W tle góry Suche z wyraźnie zarysowanym szczytem Waligóra (934 m n.p.m.; 25 km). Widok ku W
Nieco z ulgą pojawiła się Nowa Ruda. Do centrum wjazd od Sybiraków do Armii Krajowej, przejeżdżając pod wiaduktem kolejowym. Naszła mnie ochota na lody włoskie, ale nie widać było nic specjalnego przy rynku. Zjazd na hamulcach stromą ul. Martwą. Skręt w prawo i zakupy, a następnie kontynuacja według planu. Można było pojechać łagodniejszą trasą bliżej rzeki, ale zamiast tego wybrana została główna. Na przystanku we Włodowicach uszczupliły się moje zasoby jedzenia. Od Ścinawki Górnej droga łagodnie opadała. Oddalając się od wzniesień i ujrzeć można było formujące się nad nimi chmury deszczowe, które w istocie były burzowymi. Czym prędzej się trzeba się było oddalić. Pędem, co jakiś czas się oglądając i oceniając ich tempo. W Ścinawce Średniej skręt. Pierwsze chmury przesłoniły słońce. Przerwa dopiero na przystanku w Ratnie Górnym. Zaczęło lekko padać. Przeleżane chyba z pół godziny. Trzeba było ochłonąć przed dalszą trasą.

14:29. Nowa Ruda. Ul. Armii Krajowej

14:30. Nowa Ruda. Rynek. Widok ku N

15:28. Włodowice. Kościół pw św. Kanizjusza z 1929r.

15:43. Sarny. Zespół pałacowy z XVI w. Z prawej Nowa Kopa (548 m n.p.m). Widok ku S

15:53. Ścinawka Górna. Z prawej Ścinawka (536 m n.p.m; 3 km). Z lewej Ciernina (463 m n.p.m; 4 km). Widok ku SE

15:57. Ścinawka Średnia. Z lewej Ścinawka (536 m n.p.m; 2 km). Z prawej Nowa Kopa (548 m n.p.m; 4 km). Zbierało się na burzę
Trochę się rozpogodziło. Nawet wyszło słońce. Po wjeździe do Radkowa i postój na parkingu z mapami. Trzeba było zrzucić przerzutkę na zębatkę najniższą, szykując się do wzmożonego, długotrwałego trudu. Przejazd przez rynek, a potem Jagiellońską, na której trwał remont i trzeba było jechać szutrową ścieżką. Wyjazd na DW 387 i tak zaczęła się mozolna wspinaczka. Bez zsiadania z roweru, aż do zjechania do centrum Kudowy-Zdroju. Wpierw droga pięła się po północnym zboczu. Dotarła do skałek i tam wywijała liczne zakręty. Za nimi przeprowadzała na stronę południową, po dość prostej trasie, a potem wyprowadzała na otwartą przestrzeń - zjazd do Karłowa. W tej miejscowości zakręt, niewielki w porównaniu z poprzednim podjazd i znów przez las. A dalej mnóstwo zakrętów, aż do cywilizacji. Droga nie była taka zła, jak mi się z ostrzeżeń wydawało. Ot, trzeba zachować więcej uwagi, by omijać nierówności i utrudnienia. Ręce mnie rozbolały od hamowania na tak długiej trasie, ale może z raz rower za bardzo poniosło ku środkowi drogi. Kierownica zrobiła się wilgotna, ale czy to od potu, czy od powietrza...

17:19. Radków. Szczeliniec Wielki (919 m n.p.m; 5 km). Widok ku SW

17:43. Radków. Kamieniołom piaskowca, zamknięty w 2003 r. (2 km)

17:46. Radków. Park Narodowy Gór Stołowych

17:50. Radków. Kamieniołom piaskowca

17:51. Radków. Koruna (769 m n.p.m; 5 km). Widok ku W

18:29. DW 387 po stronie Radkowa

19:02. Karłów. Szczeliniec Wielki (919 m n.p.m). Widok ku N
W Kudowie-Zdroju mnóstwo ludzi. Jakieś pamiątki, jakieś jedzenie. Gdzieś tam słychać muzykę. Raz się postój, by przeczytać mapę, a potem przy DK 8, zastanawiając się, czy może jednak nie wpaść do Czech, ale już mi brakło na to sił. Przerwa na przystanku w Jeleniowie, robiąc sobie dłuższą przerwę z posiłkiem. Niebo znów się chmurzyło. Gdzieś coś głucho dudniło, a to okazała się być burza w Radkowie i okolicach. W samą porę udało mi się nawiać. Zjazd do centrum Lewina Kłodzkiego. Tam w pełnej okazałości można było podziwiać kolosalną chmurą burzową, która znajdowała się przede mną i wędrowała na wschód. Dobrze, że przyszło mi jechać na jej zapleczu.

20:30. Lewin Kłodzki. Wiadukt kolejowy z 1905 r.

20:30. Lewin Kłodzki. Burza rośnie ku górze i pędzi nad Kłodzko

20:30. Lewin Kłodzki. Zlała i zawisła jako naprawdę potężna masa chmury
Powrót na DK 8. 2,5km podjazdu. Co pół kilometra tablica, informująca o tym, przez jaką jeszcze odległość pas będzie podwójny. Mozolnie odliczając odległość. Cieszyło mnie, że największy podjazd mam za sobą, a ten będzie praktycznie ostatnim na tej wyprawie. 2,5 km minęło. Krótka przerwa, zjazd... i kolejny podjazd. Na szczęście krótszy. Dalej był już tylko długi zjazd, na czas którego znów trzeba było założyć kurtkę. W Szczytnej koniec pędzenia i skręt w boczną drogę do Polanicy-Zdroju. Tu już spokojniej. Zapadła noc. W P-Z drogi były mokre. Tu ulewa przebiegała przed moim przybyciem. Dobrze, że się skończyła. Miasteczko opuszczone DW 388 do Bystrzycy Kłodzkiej. Trasa strasznie długo mi się ciągnęło. Dłużej, niż mi się wydawało, że powinna. Wpierw trzeba było wydostać się długim podjazdem. Stamtąd rozciągał się wspaniały, nocny widok na Kłodzko i gargantuiczną chmurę burzową, która nad nim zawisła. Okazyjnie waliły pioruny, dostrzegane przeważnie kątem oka, dopóki nie przyszło mi zjechać do BK. Jak wielka ogarnęła radość, że przyszło mi uciekać na południe po gminę. Równocześnie rosły moje obawy. A co jeśli zza gór przyjdą kolejne burze? Z tą myślą rozpoczęło się rozglądanie za kolejnym wżyciu noclegiem namiotowym, lecz nic nie spełniało moich, na tę noc wymagań bezpieczeństwa. Tymczasem niebo się rozpogodziło, a z gór na zachodzi zaczęła się unosić mgła, tworząc szarobłękitne pasma chmur.
BK przejechane mieszaniną ulic, osiedli, lecz bez zaglądania do rynku. Zjazd wzdłuż murów, wydostając się na DK 33, po uprzedniej rozmowie o moim dzisiejszym dniu. Było już po północy, a trasa ciągnęła się niemiłosiernie. Jeszcze sporo podjazdów, ale największe bezpośrednio za BK. Wjazd na rynek w Międzylesiu. Oceniając mapy, przyszła pora wracać przez Różannę. Nim tak się stało, co jakiś czas można było spoglądać na nocne Góry Złote po lewej. Łagodnie opadały ku południu i wyglądało na to, że bez większego problemu można by je okrążyć przez Czechy. Gdyby była mapa... Akurat fragmentu z tą częścią kraju nie było, acz nie stanowiłoby to istotnego problemu. Gdyby była woda... Tej zapas trzeba było uzupełnić, by nie ryzykować, że nie uda mi się znaleźć sklepu po drodze. Gdyby był komplet szprych, których brak zaburzał jazdę i mógł sprawić kolejne niespodzianki. Gdyby nie te braki, z chęcią by się wpadło na tamtejszą trasę. A tak to jeszcze kawałek jazdy, jeszcze kilka kilometrów. Za niskim wiaduktem kolejowym był podjazd z kilkoma zakrętami. Udało mi się znaleźć dogodne miejsce na nocleg za kępą drzew przy jednym z wiraży.

00:02. Bystrzyca Kłodzka. Widok z mostu przy Placu Szpitalnym
Zaliczone gminy
- Pilawa Górna- Stoszowice
- Nowa Ruda (W+M)
- Radków
- Kudowa-Zdrój
- Lewin Kłodzki
- Duszniki Zdrój
- Szczytna
- Polanica-Zdrój
- Międzylesie
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
170.93 km (2.00 km teren), czas: 13:09 h, avg:13.00 km/h,
prędkość maks: 55.35 km/hPolska SW IV - Wałbrzyskie okolice
Czwartek, 6 lipca 2017 | dodano: 15.08.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, >200, ..Gminy Polska, 2017 Dolny Śląsk
Teren pod nocleg trochę zbyt pochyły, ale bywało gorzej. Nie najlepiej było na zewnątrz. Ślimaki obsiadły namiot, a dodatkowo jeszcze przednie koło. Ohydne zdejmowanie za pomocą roślin. Potem rosa mocząca buty w drodze do asfaltu, a na koniec mgła, już podczas zjazdu. Okazało się, że nie zostało go zbyt wiele. Praktycznie od razu ukazał się wjazd do Marciszowa, Tam już było słonecznie, a mgła widoczna była tylko na stokach. W miarę dalszej jazdy na południe, teren się wznosił, a mgła zalegała coraz niżej. Niewiele brakowało, a znów bym w nią wjeżdżał. Łatwa trasa doprowadziła mnie do Kamiennej Góry. Skręt do centrum. Pętla przez rynek, koło kościoła, UM, Aleją Wojska Polskiego, Kościuszki, kładką ponad Zadrną, park nad Zalewam, Bolka I w dół. Wyjazd na wschód pod DW367, to spory podjazd. Na jego końcu skrzyżowanie trzech dróg i dzikie postojowisko, gdzie przyszło mi śniadać.

07:53. Końcówka zjazdu do Marciszowa

08:58. Kamienna Góra. Plac Grunwaldzki. Z w prawej Urząd Miasta. W tle kościół pw. śś. Piotra i Pawła z XIV w. Widok ku NE

09:07. Kamienna Góra. ul. Księcia Bolka. Widok na zalew i górę Kościelną (512 m n.p.m.) z osiedlem Cicha, na jej zboczu. Widok ku SW

09:19. Kamienna Góra. DW 367. Z lewej Góry Lisie (4 km) ze wsią Dębrznik u podnóża. Z prawej Krąglak (692 m n.p.m.; 6 km). Głęboko w tle Grzbiet Wschodni Gór Kaczawskich (12 km). Widok ku NNE
Do Czarnego Boru prowadził w zasadzie długi, łagodny zjazd z trochę kiepską nawierzchnią. Miejscowość zobaczona przelotnie. Trochę dalej Boguszów-Gorce. Tam podjazd do rynku. Szybki zjazd, łagodny podjazd, rozjazd i przez las, długi zjazd do Wałbrzycha. Nawierzchnia często tragiczna. Potem jazda do ścieżki przy DK 35. Skręt na północ dopiero po minięciu skrzyżowania na "Jeloni zakątek". Wizyta w centrum, przejazd koło kopalni i ucieczka na Szczawno- Zdrój. Zamiast zjechać na nową ścieżkę rowerową, to poniosło mnie po zaniedbanym "czymś", po północnej stronie drogi. S-Z przejechane bardzo szybko. Postój na rondzie pod koniec miejscowości, a potem dopiero przy pomniku, niedaleko DW 376. Tam znów przerwa na posiłek. Roztaczała się stamtąd panorama na Wałbrzych.

10:11. Czarny Bór. DW 367. W tle zbocza pasma Czarnego Lasu. Widoku ku SW

10:33. DW 367. Pod górą Mniszek. Z prawej pasmo Lesistej (3 km). W centrum Bukowiec (898 m n.p.m.;8 km). Z lewej (4 km) południowa granica Gór Wałbrzyskich. Widok ku SE

10:45. Boguszów-Gorce. DW 367. U dołu linia kolejowa nr 286. Za nią po lewej Kondeja (572 m n.p.m.) i kamieniołom ryolitu w Nowym Lesieńcu. W tle z lewej Nieroda (640m n.p.m.; 2 km). Z prawej pasmo Czarnego Lasu (6 km). Na horyzoncie Karkonosze (25 km). Widok ku W

10:49. Boguszów-Gorce. Rynek. Widok ku E

11:22. Wałbrzych. Ul. Moniuszki. Widoczna Kolegiata pw. NMP Bolesnej i Aniołów Stróżów z XIX w.

11:24. Wałbrzych. Rynek. Widok z ul. 1 Maja ku NE

11:25. Wałbrzych. Rynek. Widok z ul. Gdańskiej ku SE

11:27. Wałbrzych. Plac Magistracki. Widok ku NE

12:05. Szczawno-Zdrój. Węzeł DW 375 i 376. Pomnik upamiętniający Bitwę na Czerwonym Polu z 1807 r. Inskrypcja : "Na tych polach Polscy ułani Legii Włoskiej stoczyli 15.maja. 1807r. zwycięską bitwę z Prusakami rzemiosło Wałbrzyskie pomnik ten ufundowało 15. 05 1960"

12:07. Panorama Wałbrzycha (dzielnica Piaskowa Góra) roztaczająca się spod pomnika. Widok ku E
Rozpoczął się pagórkowaty etap do Bolkowa. Spore różnice wysokości głównie na początku tego odcinka. Za Starymi Bogaczowicami już łagodniej, w zasadzie jazda doliną potoku Sadówki do DK 5. Raz zjazd z trasy, lądując koło kościoła (niezły widok ku NW), ale zaraz trzeba się było wrócić lub szarżować po niepewnych gruntach. Przez DK 5 przeprowadzano skrzyżowanie z nową trasą S3, jaka powstawała między tym miejscem (później Lubawką) i Zieloną Górą. Ruch aut intensywny. W Bolkowie na rynek wjazd od południa. Miasto wyjazd ul. Sienkiewicza. Zrobiło się bardzo gorąco. W Wolbromku przerwa na przystanku. Przenikał mnie ten upał i zmęczenie. Dość długie leżenie na ławce, trochę spacerowania, trochę siedzenia i posiłku. Po przerwie, w Kłaczynie skręt na południe.

12:19. Struga. Pałac z XVII w.

12:30. Stare Bogaczowice. Ruiny wiatraka z XIX w.

13:05. Sady Górne. Pogórze Bolkowskie. Widok spod kościoła ku NE

13:05. Północna część Bolkowa, widoczna z Sadów Górnych (6 km)

13:25. DK 5 w Sadach Dolnych. Budowa S3. Widok ku SWW

13:44. Bolków. Ul. Polna i ul. Świerczewskiego. Po prawej wieża zamkowa. Widok ku NW

13:49. Zamek Świny, widziany z ul. Jaworskiej w Bolkowie ku NE

13:50. Bolków. Ruiny młyna z XIX w.

14:06. Wolbromek. Budowa wiaduktu trasy S3. Widok ku E

13:35. Bronów. Panorama Wzgórz Strzegomskich. Widok ku NE

14:33. Borów. Kopalnia granitu (6 km)

14:33. Strzegom. Kopalnia granitu (9 km)
W Dobromierzu skręt na podjazd do centrum. Potem niepotrzebna kontynuacja podjazdu, aż do zakrętu. Tam się stop, aby zerknąć na mapę, potwierdzając swoje przeczucie. Ponadto ktoś starszy, siedzący przed domkiem, zapytał dokąd i wskazał właściwy kierunek. Szybki zjazd. Potem pustka osadnicza, podjazd koło lasu i wnet Świebodzice. Wjazd na rynek przez wejście w murze przy ul. Słowackiego. Postój na światłach, a stamtąd długi i męczący podjazd do skrzyżowania na zamek Książ. Zabrakło już sił, by tam skręcać. Samą DK 35 jechało sporo aut, ale pobocze było w sam raz szerokie, by nie mieć z nimi problemu. Zjazd i skręt na wschód, w ul. Uczniowską, przy której znajdowało się sporo terenów przemysłowych. Wcześniej jacyś Czesi mnie pytali o skręt na S-Z, ale tyle z mojej strony wiele pomocy nie mogli otrzymać. Wzdłuż trasy wiodła asfaltowa ścieżka rowerowa. Podjazd był długi. Mijało mnie całkiem sporo, choć nie jakoś wybitnie dużo, rowerzystów. Bliżej kulminacji asfalt zamienił się w kostkę. Zmęczenie rosło. Wrócił asfalt. Trasa omijała Wałbrzych od wschodu, wiodła ponad miastem i z dala od niemal wszystkiego. Źle to robiło mi na psychikę. Trwało wyczekiwanie jakiegoś ostatecznego zjazdu i skrętu na wschód. Tak się w końcu stało, lecz skończyła się i ścieżka. Wtedy przerwę, wykańczająca resztki jedzenia.

15:40. Świebodzice. Mury miejskie z XV w. przy ul. Piłsudskiego

15:43. Świebodzice. Ratusz z XVIII w.

16:40. Z prawej Masyw Chełmca (10 km). W centrum (3km) po prawej Lisi Kamień (603 m n.p.m.) i Czarnota (526 m n.p.m.). Na lewo od nich Czarnuszka (562 m n.p.m.; 3 km). Między nimi, ledwie widoczny stożkowy kształt Stożka Wielkiego (840 m n.p.m; 14 km), piętrzący się koło Unisławia Śląskiego. Po prawej Rybnicki Grzbiet (10 km). Widok ku SW

16:43. Wałbrzych. W połowie ul. Uczniowskiej. Z lewej Wielka Sowa (1014 m n.p.m.; 17km). Z prawej Palczyk (588 m n.p.m.; 4km) i Klasztorzysko (631 m n.p.m.; 5 km). Za nimi w tle Włodarz (811 m n.p.m.; 13km). Widok ku SE

16:53. Wałbrzych. Dzielnica Piaskowa Góra. Widok ku NW
Do Jedliny-Zdroju prowadził niższy podjazd, a potem długi zjazd. Do ścisłego centrum bez skręcania, bo zbrakło chęci. Blisko drogi był market. Tam się spore zakupy, by odbudować prawie zerowe zapasy. Przed opuszczeniem tego miejsca, jedząc loda, z ciekawości zagadał do mnie strażnik, ale niezbyt długo. Dokończenie zjazdu, skręt w prawo i przerwa na przystanku, by dokończyć posiłek. Trochę za dużo zjedzone. Przez to jazda przez Głuszycę mijała leniwie i bez zainteresowania. Odbicie na Osówkę, ale bez wjeżdżania w pobliże tego miejsca. Zamiast tego wymęczający podjazd przez Sierpnicę do Rzeczki. Niestety, polegając na samym końcu, zaledwie kilkaset metrów przed kulminacją. (na średniej tarczy z przodu). Końcówka szła ciężko i dopiero tam tętno skoczyło zbyt wysoko, by móc jechać. Potem krótki spacer i ochłonięcie. Ponownie ukazał się wspaniały, ostry zakręt z wielką stromizną otwierającą się po lewej, którą kilka lat temu oglądało się z samochodu. Tym razem było chyba trochę więcej miejsca. Zbocze po prawej trochę przycięte. Zjazd był niesamowicie szybki. Podobnie zjazd do Walimia, gdy już wyjechało się ze wsi.

17:38. Kamieńsk. Trabant milicyjny przed Oberżą PRL

17:38. Kamieńsk. Ruina tkalni mechanicznej, zmieniająca właścicieli, kolejno: Carl Tschirner und Sohn, ZPB Piast Głuszyca (1945), KGH Wojnar & Wojnar (1994-2012?)

19:27. Sierpnica. Droga do Rozdroża pod Sokołem. Widok ku NEE

19:43. Sierpnica. Panorama z Rozdroża pod Sokołem. W centrum płaskie Wzgórza Wyrębińskie (2 km). Za nimi graniczne, połączone Czernina (727 m n.p.m.; 6 km) i Słoneczna Kopa (705 m n.p.m.). Z lewej Włodzicka Góra (755 m n.p.m.; 5 km). Na horyzoncie (22 km) Broumovské stěny i Masyw Szczelińca. Widok ku SW

19:52. Dolina Walimki i masyw Wielkiej Sowy. Widok ku E

19:53. Wieża widokowa na Wielkiej Sowie

19:56. Zwierząt kilka tuż przed Rzeczką

20:07. Walim. DW 383. Ruiny fabryki włókienniczej Websky, Hartmann & Wiesen AG (XIX-IIWŚ), Zakłady Przemysłu Lniarskiego (IIWŚ-1992). Widok ku S
Przyszła pora na przejazd przez Góry Sowie. Bardzo przyjemny podjazd. Bruk przez miejscowość i jeszcze trochę przy pierwszych zakrętach. Dalej na szczęście asfalt, lecz za przełęczą, po wjeździe do Rościszowa po drugiej stronie gór, bruk aż wylewał się z drogi. Potwornie mnie wytrzęsło. Sam zjazd przed zabudowaniami asfaltowy, z licznymi zakrętami.. Ręce mi wymarzły, wiec raz trzeba było się zatrzymać. Udało mi się zjechać jeszcze przed nocą, choć właśnie nadciągał wieczór. Szybki zjazd do Pieszyc, wjeżdżając na ścieżkę rowerową do Bielawy. Tam pokręceni się ulicami Osiedlową, Włókniarzy, Żeromskiego, Hotelową. Krótka przerwa posiłkowa na pniaku przy Wolności. Zdążyła zapaść noc. Na wyjeździe jeszcze przerwa na przystanku, po to tylko, aby stwierdzić ubytek w szprychach. Podczas wyjazdu w sumie pękły całe trzy.

21:09. Pieszyce. Ul. Bielawska. Od lewej, Wzgórza Kiełczyńskie (16 km), Ślęża (718 m n.p.m.; 21 km) i Radunia (573 m n.p.m.; 19 km). Widok ku NNE

21:21. Droga rowerowa między Pieszycami i Bielawą. W centrum Wzgórza Bielawskie. Z prawej Góry Sowie, z wyraźnie widocznym szczytem Czeszka (742 m n.p.m.). Widok ku SE
Kolejna ścieżka rowerowa (tym razem kostka) doprowadziła mnie do Dzierżoniowa. Trochę kręcenia ulicami Andersa, Młyńska, Kościelna, Wrocławska, Poprzeczna, Klasztorna, Piłsudskiego. Tu i w poprzedniej miejscowości kręciło się sporo ludzi. Zupełnie inaczej, niż poprzedniego wieczora na równinach. Wyjazd na właściwą drogę ku północy. Ciemna droga, lecz księżyc pomagał. Czasem nawet sporo aut. Skręt na Uciechów, mając nadzieję, że sobie skrócę lub ułatwię drogę. Na pewno było spokojniej. Za wsią znów powrót na DW 384, a już była obawa, że wyjadę na manowce. Przerwa się na przystanku w Kołaczowie, aby coś przegryźć i odpocząć. Pokonawszy podjazd Wzgórz Krzyżowych, prowadzący przez las, można było podziwiać rozciągającą się tam nocna panorama niżej położonych terenów na północy. Droga przypominało mi roztoczańską DK 17 do Zamościa. Potem długa i szybka jazda do Łagiewnik. Ślęża po lewej była mi niczym latarnia morska, według której można określić położenie.

22:24. Dzierżoniów. Ratusz o 22:30.
W Łagiewnikach trochę w bok na ulice Witosa i Przemysłową. Przy mapie myśli, czy kontynuować DK 39 czy raczej udać się drogą lokalną przez Sienice. Emes mówił, że z krajówki do Kondratowic jest bruk. Padło na drogę lokalną. Wielka nocna pustka dookoła. Minęło się kilka wsi nim ukazały się Prusy. Asfalt był dobry. Nocne widoki zachwycające. Skrę do Kondratowic, bo znajdowały się niedaleko. Dopiero w tej miejscowości asfalt się skończył. Prawie na samym wjeździe trzech kolesi, wyraźnie pijanych. Pod UG, na tamtejszej mapie ze zdziwieniem dotarło do mnie, jak niewielka jest to miejscowość. Wyjazd drogą za osiedlem, raz jeszcze mijając tamtych pijanych. Asfalt i szybko na południe, póki jeszcze były siły w nogach.

00:38. Księginice Wielkie. Widoczne światła na Ślęży i w Łagiewnikach. Widok ku NW
W Prusach podjazd na wzniesienie w centrum wsi, licząc na jakieś centrum, ryneczek, a tam tylko zwykła ulica. Za wsią ostrożnie, aby skręcić w odpowiednią drogę w prawo. Trasa zaczynała się wznosić, wioski zostawały gdzieś z boku i nasunęły mi się skojarzenia z Włochami. Można było kilka razy zerknąć na światła niżej położonych miejscowości na północy, dopóki teren na to pozwalał. Potem długi zjazd do Niemczy na hamulcach. Tam przejazd do rynku, wyjeżdżając ul. Batalionów Chłopskich. Kilometr dalej przyszła pora na sen, choć ten jeszcze niezbyt męczył.

01:06. Urząd Gminy Kondratowice o 1 w nocy
Zaliczone gminy
- Kamienna Góra (M)- Czarny Bór
- Szczawno-Zdrój
- Stare Bogaczowice
- Świebodzice
- Jedlina-Zdrój
- Głuszyca
- Walim
- Pieszyce
- Bielawa
- Dzierżoniów (M)
- Łagiewniki
- Kondratowice
- Niemcza
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
206.28 km (10.00 km teren), czas: 14:43 h, avg:14.02 km/h,
prędkość maks: 62.73 km/hZlot w Krzętowie IV - Włoszczowa i Warszawa
Niedziela, 21 maja 2017 | dodano: 01.07.2017Kategoria .3-4 Osoby, .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Podróżerowerowe.info, 2017 Łódzkie S, .Z rodziną, .Warszawa
2017.05.18 - 21 Zlot w Krzętowie - cała trasa
Rozjazdy pozlotowe
No i po zlocie. Pobudka trochę później niż mi się chciało. Pakowanie, rower stał koło budynku, ostatnia zupka. Trochę siedzenia przy resztkach ogniska, aż pojawił się Em. Jeszcze chwila i spacer pod główny budynek, gdzie kolejnymi grupkami odjeżdżały ostatnie pozostałe tutaj osoby. Wraz z Em. i Wa. wyruszaliśmy jako jedni z ostatnich, choć jeszcze było trochę osób, które do tej pory nie opuściło terenu namiotowego. Krzętów opuściliśmy starym drewnianym mostem, postawionym obok resztek poprzedniego. Szybko przejechaliśmy przez Łapczyną Wolę. W Bożej Woli trafiły się niezłe podjazdy. Z Józefowa długi, szybki zjazd. Spokojniej przez Zagacie i przerwa na wiadukcie za Zaostrowem. Tam obaj odbili drogą na północ, a ja do Słupi. Prawie. W Wólce udało się zorientować, że muszę odbić jeszcze trochę ku NE. Dojazd do tabliczki z nazwą miejscowości, przejazd jeszcze za dwa domy po lewej i nawrót.
08:59. Zachodnia część noclegu

08:59. Poranek po ognisku

10:13.Grupa Jelonogórska

10:36. Przyrodniczy akcent w łazience

10:42. Krzętów. Przeprawa mostem wyremontowanym w 2012 r.

10:54. Pilica w Krzętowie. W tle Bukowa Góra (335 m n.p.m.). Widok ku NE

11:07. Łapczyna Wola. Ruiny kalwińskiego zboru z XVII w.

11:18. Boża Wola. Na wprost pagór o wysokości 313 m n.p.m. Widok ku NE

11:50. Zaostrów. Ruina przy DP 0398T

12:10. Rytlów. Z prawej podłużna Fajna Rybka (347 m n.p.m.). W centrum podwójna Kozłowa Góra (336m n.p.m.). Z lewej pagórki koło Starej Wsi. Widok ku E (~9km)
Do Włoszczowej
Przez raczej puste tereny jechało się do Oleszna. Przed miejscowością podjazd z ładnym widokiem i podobnie za nią. Wyjazd Włoszczowską licząc czas i kilometry, czy zdążę na pociąg. Droga wiodła przez las, przecinała stawy i niesamowicie się ciągnęła, nie dając oznak końca. Tempo bardzo mi wzrosło.
12:52 Oleszno. Widok na Wzgórza Przedborskie ku NW (~9km). Z lewej nadajnik TV Dobromierz, w centrum Buczyna (330 m n.p.m.) ponad wsią Boża Wola, zaś najbardziej po prawej Góra Krzemycza (332 m n.p.m.)
Włoszczowa
W mieście skręt w Mleczarską, pytając przy okazji jakąś kobietę o stację, której położenie było mi znane tylko orientacyjnie. Na miejscu od razu na peron, na 3 minuty przed przyjazdem pociągu... A nie. Ten przyjeżdżał z Warszawy. Do stolicy miał się zjawić za pół godziny. Rower czekał na peronie podczas kupowania biletu na dworcu. Była niewielka kolejka. Bilet kupiony o 13:55 ze stacji Włoszczowa Północ do stacji Warszawa Zachodnia (przez Grodzisk Mazowiecki). Planowy czas przejazdu między 14:13 a 15:45. Powrót do roweru i spacer za budkę przeciwdeszczową. Wtem doszło do moich uszu wołanie. Oto zbliżało się trzech zlotowiczów. Razem pojechaliśmy jednym pociągiem do Warszawy, a po drodze dosiadła się jeszcze dwójka rowerzystów. Trochę ludzi stało, ale tłoku nie było.
13:39. Perony stacji Włoszczowa Północ
Warszawa
Z pociągu wyjście na zachodnim, gdzie zwyciężył mnie głód. Nie można było nie skorzystać z odwiedzenia baru, który przez tyle lat studiów był przez mnie odwiedzany. Przejazd przez park, który przechodził modernizacją. Na pewno powstanie więcej chodników, a co jeszcze to się zobaczy. Po obiedzie skręt w Pawińskiego i jeszcze przed Dickensa skręt między osiedlami ku NW. W Parku Szczęśliwickim jakiś koncert więc mnie zachęciło, ale w zasadzie tylko na jeden utwór. Potem wstęp do Fortu Szczęśliwickiego, gdzie dawno mnie nie było.Tym razem jazda po części północnej, gdzie na kupach leżało mnóstwo gruzu. Następnie koło Decathlonu za tory i dalej wzdłuż nich ku wschodowi. Stamtąd do chałupek, gdzie naszły mnie niepewne odczucia, więc czym prędzej spacerem na stronę bardziej cywilizowaną, to jest ku terenowi Serwisu PKS. Pod torami ścieżką, skręt w Parafialną, Szymczaka, Klonowicza, Bema, część osiedla między Płocką i Sienkiewcza. Do Okopowej, przejeżdżając koło ruin Almameru i budowy na Chłodnej.. Dalej znów po osiedlu, na zachód do Działdowskiej.I jeszcze kolejne koło Tyszkiewicza. Chodnikiem wzdłuż Ostroroga. Na Tatarskiej jakiś wariat, który tak wyprzedzał, że aż go inni kierowcy strąbili. Oczywiście super fura i głośny silnik.
15:59. Warszawa. Rozpoczęły się prace nad stworzeniem Parku Zachodniego. Po lewej budynek przy Bitwy Warszawskiej 1920 r. 18

16:37. Warszawa. Park Szczęśliwicki. "Majówka Tradycyjnie Na ludowo Wielokulturowo"
Za torami przez nieużytek do Przasnyskiej. Po osiedlach Żoliborza, gdzie nastąpiła leżąca przerwa na ławce, odpoczywając przez około godzinę; przy i przez Sadowskiej i na Schroegera. Na placu Konfederacji znów muzyka, tańce i zabawa. Ludzie cieszyli się z nadejścia ciepłych dni. Od Przybyszewskiego kolejne osiedla. Trochę na południe przy Wilkońskiego, a potem na północ. Trochę po Kasprowicza i znów osiedla na Wrzecionie. Dalej było już prosto. Północna część Książąt Mazowieckich była zamknięta bo kończył się remont, więc przejazd Farysa. Dawno mnie nie było w Parku Młocińskim, wiec nastąpił przejazd wschodnią drogą. Na otwartej polanie mnóstwo ognisk, grilla, dymu, nafty. Przed rozjazdem przerwa na ławce. Akurat zapadła noc. Okazja do przetestowania lampki w warunkach miedzydrzewnych do Dziwożony. Dalej 11 Listopada, ślepą Prochowni, miedzy blokami przy Columbia Heights. W pełni. Już wylano asfalt na Raabego i była przejezdna. Dalej na Czosnów z odbiciem w Skrzetuskiego, a jeszcze później Podróżną do DK7 i nawrót Nadwiślańską. Do Czosnowa Rolniczą i koniec w aucie.
Zaliczone gminy
- Słupia KoneckaRower:Czarny
Dane wycieczki:
112.47 km (7.00 km teren), czas: 07:14 h, avg:15.55 km/h,
prędkość maks: 51.65 km/hZlot w Krzętowie II - DK42
Piątek, 19 maja 2017 | dodano: 01.07.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, 2017 Łódzkie S
Pobudka jeszcze przed północą i wyznaczoną przez budzik godziną. Chwile trwało, nim udało się ogarnąć do dalszej jazdy. Licznik trochę psocił. Trochę naliczył i się poddał. To udało mi się zauważyć za Kraszkowicami. Po poprawce chyba liczył dalej już dobrze. Wg niego było to 95,47km i 7h. Za Krzeczowem solidny podjazd do Szczytów. Szybki zjazd do centrum Działoszyna. W Pajęcznie przed świtem. Noc przyjemna, gwieździsta. Drogi prawie puste. Wiatr słabszy, ale znów nabierał mocy. Przerwy na kilku przystankach i na kilku zdarzało mi się przymknąć oczy, nie wiedząc ile czasu minęło. W Nowej Brzeźnicy skromny, ruchomy korek kilku tirów. Dojazd do Centrum Radomska niesamowicie mi się dłużył. Kolano strzelało do bólu, do krzyku, już któryś raz. Wjazd na chodnik przy Piastowskiej. był to podjazd, na którego krańcu leżący odpoczunek na ławce. Przez kolano aż mi się zrobiło niedobrze w brzuchu. Po Zlocie miała się odbyć jazda z Emesem na wschód, ale już mi było wiadome, że nici z tego.
Po dłuższej przerwie wyjazd na Jagiellońską. Przerwa na ścieżce, nie wiedząc gdzie też się udać. Wpierw sto metrów w stronę złą, a potem nawrót. Za miastem skręt na Dziepołć. Trasa przez Kobiele Wielkie już raz przez mnie odwiedzana, więc przyszła pora na coś innego. Było mi nadal ciężko i jechało się ostrożnie. Nawierzchnia niezbyt przyjemna. Brak snu swoje robił. Za Dmeninem krajobraz stał się bardzo malowniczy. Bardzo ładna trasa przez Smotryszów do Biestrzykowa Małego. W Zagórzu trochę źle obrana trasę, dodała dodatkowe kilometry przez Zalesie. Mimo to, i tak było ładnie, choć zmęczenie wołało rychły koniec. W Wielgomłynach wizyta w piekarni, zakup kiełbasek, przerwa w parku na konsumpcję słodkiego. Stamtąd już ostatnie kilometry do Krzętowa. Bez problemu udało się dojechać do miejsca zlotu, choć się przez chwilę, już na miejscu, trwało wahanie gdzie dokładnie się udać. Kilka osób zjawiło się przede mną, raczej nie więcej niż 10. Chwilę siedzenia, słuchania, umycia się, po czym przyszła pora rozłożyć namiot i zasnąć na kilka godzin.

08:07. Amelin. Na wschód od Radomska

08:39. Widok na Smotryszów ku E

08:42. Smotryszów. Jeden z dwóch zachowanych pieców do wypalania wapna z XIX w.

09:25. Smotryszów. Widok ku N

09:25. Smotryszów. Domy przy drodze powiatowej 3924E prowadzącej do Zakrzewa

09:26. Góra Kamieńsk (386 m n.p.m.) widoczna ze Smotryszowa

09:30. Smotryszów. Widok z drogi powiatowej 3935E ku NW

09:47. Wola Malowana. Widok na Babczów ku SE

09:55. Babczów. Naliściak

10:15. Wólka Włościańska. Droga do Zagórza

10:35. Sroków. Dawna zapora stawu na Biestrzykówce

11:00. Wielgomłyny. Śniadanie z cukierni przy kościele

11:06. Wielgomłyny. Pomnik postawiony w hołdzie powstańcom

11:31: DP 3934W do Krzętowa. Na horyzoncie po lewej Góry Przedborskie. Widoczna Bukowa Góra (335 m n.p.m., 7km), a na prawo nadajnik TV Dobromierz. Widok ku E
Zaliczone gminy
- WierzchlasRower:Czarny
Dane wycieczki:
107.00 km (0.00 km teren), czas: 07:30 h, avg:14.27 km/h,
prędkość maks: 44.93 km/hChłodnik majowy II - Bezchlebie
Poniedziałek, 1 maja 2017 | dodano: 10.05.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, 2017 Łódzkie W, ...Miejscowości łódzkie, ...Miejscowości wielkopolskie
Kilkukrotne budzenie w nocy. Za zimno. Za chłodno. Aczkolwiek w śpiworze było całkiem, całkiem. Ostatecznie wylegiwanie trwało do około 12. Wydawało się, że jest ciepło, ale jednak nie aż tak. Co prawda było mi w tych warstwach już za gorąco, ale bez nich było za zimno. Bardzo silny wiatr ze wschodu początkowo dał mi popalić. Nic to, że słońce dogrzewało. Po godzinie ukazał się Brudzew. Myśli zaprzątane były chęcią na jakieś pieczywo, bo moje zapasy już się prawie wyczerpały. Były jeszcze cukierki, ale one nie syciły. W sklepie oczywiście pieczywa brak. W to miejsce zakupione dwa lody i ciastko z bitą śmietaną, która zniknęła na miejscu. W dalszą drogę kilka parówek. Potem pętla koło liceum z wielką halą sportową. Następnie jazda pod kościół, gdzie trwała kolejna przerwa, a po niej jeszcze jedna wizyta w kolejnym sklepie. Pieczywa nie było - czipsy miały służyć jako ekwiwalent.

11:06. Władysławów. Rzut oka z mojego nocleg ku SW

12:22. Brudzew. Kościół pw. św. Mikołaja z XV w. Organy wykonany przez warszawską firmę "Adolf Homan" w 1900 r.
Kurs wprost na południe. Niby można udać się było od razu na wojewódzką, ale zachciało mi się odwiedzić pobliską kopalnię węgla, albo chociaż przejechać przez tereny, które wkrótce mogłaby pochłonąć. Tuż za ostatnimi zabudowaniami wsi Bogdałów-Kolonia asfalt się skończył. Droga gruntowa miała szerokie dziury, gdzieniegdzie z wodą. Przejazd po bardziej płaskich i suchych terenach - wężykiem. Przy kanałku, stworzonym z wody wypompowywanej z kopalni, droga odbijała w prawo. Tam skręt, gdy już zrobiło się dostateczną liczbę zdjęć odkrywki i napatrzyło na ów krajobraz. Potem przejazd przez las do asfaltu, wyjeżdżając przy głównych budynkach kopalni, skąd przez głośniki na cały plac nadawano audycję jakiejś stacji radiowej. Tam też zniknęły ostatnie kanapki.

13:11. Droga za Bogdałowem, w kierunku kopalni węgla brunatnego. Widok ku S

13:20. Panorama KWB Adamów. Widok kilometr ku S od ostatniego domu w Bogdałowie. Widok ku SE

13:20. KWB Adamów.

13:20. KWB Adamów.

13:20. KWB Adamów.

13:21. KWB Adamów.

13:21. KWB Adamów. Hałdy piasku w południowej części odkrywki

13:21. KWB Adamów.

13:26. Z odkrywki do Bogdałowa-Kolonii ku N

13:26. Wschodni kanał odwadniający do jeziora Bogdałów

13:30. Południowy kanał odwadniający do jeziora Bogdałów

13:48. Warenka. Budynki przy kopalni węgla brunatnego "Adamów"

13:54. Warenka. 50-lecie minęło w 2009 roku
Z wiatrem przemknięcie przez Turek. Tym razem Korytkowską, Jałowcową, Nową, przez park ze stawem, Kruszyńskiego, a z Gorzelnianej na chodnik przy głównej. Od zachodniego ronda przejazd Konopnickiej, Słowackiego, Zieloną i Południową. Za miastem teren się wznosił. Kilka przerw na tej trasie trzeba było zrobić. DW 470 nie znużyła, choć widoki były miejscami niezłe. Przez Malanów zjazd, na którym wpadła prędkość maksymalną tego dnia. Za Szadkiem ostatni przystanek na tej trasie. W Morawinie małe zakupy - lód i sucharki. Pieczywa brak. Skręt na wschód i zaczęła się walka z wiatrem. W Emilinowie skręt na Koźminek, w drogę na samym początku wsi. Przejazd Ciasną i Szkolną na rynek. Już bez szukania sklepów. Przerwa tuż za miasteczkiem.

14:13. Turek. Kominy Elektrowni Adamów

14:25. Turek. Ul. Polskiej Organizacji Wojskowej 7

15:34. DW 470. Grąbków. Jasna plama po prawej to okolice kościoła w Obrzębinie (7 km). Widok ku N

15:35. DW 470. Grąbków. Turek (9 km). Widok ku NNE

15:35. DW 470. Grąbków. Kościół w Turku

15:36. DW 470. Grąbków. Widok ku NE

15:43. Malanów. DW 470 ku SW

15:54. DW 470 na granicy powiatów

17:07. Młynisko. Mosty na Żabiance. Po lewej nowy most, z 2012, powstały w miejsce od lat nieistniejącego młyna

17:38. Koźminek. Opuszczony kościół ewangelicki z początku XX w.

17:38. Koźminek. Zachodnie resztki zabytkowego domu z XIX w. przy ulicy Ciasnej. Pożar zaczął trawić go 29.11.2015

17:41. Koźminek. Plac Wolności. Widok ku NE

17:42. Koźminek. Kościół pw. śś Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty z XV w.
Z wolna do Liskowa. Tam przejazd północną uliczkę, równoległą do głównej, która skręcała koło samotnego komina. Potem jeszcze odbicie w kierunku remizy. Droga za miejscowością świeżo po asfaltowaniu, ale jeszcze z jakimiś pracami wykończeniowymi. Zaczynało się chmurzyć. Jazda do Goszczanowa tak trochę na ślepo. Tam krótka przerwa. Powoli zbliżała się noc. Znów trochę na ślepo zmierzając do Warty. Kamizelka na plecy, uzupełnianie bidonów i przy okazji ocena - już niewiele zostało tej wody. Warta nie wywarła zbyt pozytywnego wrażenia. Może wiele w tej kwestii miały do powiedzenia kamienie ulic w centrum. Przejazd Kaszyńskiego, Świętojańską, Klasztorną, Górną, Parkową, Ogrodową. Jeszcze w międzyczasie zaczęła się niepotrzebna jazda na Sieradz, ale z niej nawrót, niedługo po wjechaniu do Dusznik. Wyjazd ulicą Tarnowskiego, która była w trakcie prac. Nie wiem czy asfaltowych, czy kamiennych. Jeszcze wiele było rozgrzebane. Przynajmniej oszczędziło mi to jazdy główną.

18:08. DW 471. Tuż przed Liskowem. Widok ku NE

18:15. Lisków. Komin na zachodnim krańcu Ul. Rzemieślniczej

18:19. Lisków. Kościół pw. Wszystkich Świętych z XIX w.

20:27. Warta. Kościół św. Mikołaja Biskupa z XIV w.
Fragment DW 710 nie był zbyt oblegany. Ot kilka aut zdążyło przejechać. Tu też jakieś prace. Obok mostu był postawiony drugi, ale nie udało mi się dostrzec, czy tymczasowy, czy już na stałe. Na północ skręt w Dzierżązni. W Brzegu leżenie na poboczu i obserwowanie światła księżyca, odbijające się w wodzie Jeziorska. Ponowna jazda rozpoczęła się, bo zaczynał się do mnie dobierać zimno, choć wiatr ucichł. Tuż przed Pęczniewem podobna sceneria, lecz wiele czasu tam nie minęła. Droga wiodła po grobli między dużymi stawami. W samej miejscowości długie kręcenie się po bocznych uliczkach. Do Zadzimia droga mi się dłużyła. Również księżyc obniżył swe położenie na tyle, że zrobiło się zbyt ciemno. Do tego wyraźna wilgoć w powietrzu. Na rynku wykończenie ostatnich słodyczami, a następnie kurs na południe po DW 479. Dłużyło mi się to, więc zaczęło się rozglądanie za noclegiem, ale nic ciekawego nie było widać. Zniechęcały mnie też obszary, gdzie wyraźnie ciągnęło chłodem od ziemi. W Rożdżałach naszła nawet myśl, czy aby nie przenocować w pobliskiej ruinie, kiedyś będącą chyba szkołą. Ostatecznie skończyło się na nocowaniu tuż za Czartkami.

22:52. Brzeg. Nocny widok na Jeziorsko i światła wsi Tomisławice

23:29. Pęczniew. Widok z grobli na staw

23:30. Pęczniew. Widok z grobli na staw

01:25. Rossoszyca. Staw na rzeczce Jadwichnie
Zaliczone gminy
- Brudzew- Malanów
- Ceków-Kolonia
- Koźminek
- Lisków
- Goszczanów
- Warta
- Pęczniew
- Zadzim
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
147.78 km (7.00 km teren), czas: 09:43 h, avg:15.21 km/h,
prędkość maks: 51.75 km/h


















