Wpisy archiwalne w kategorii
.Warszawa
| Dystans całkowity: | 18181.20 km (w terenie 1360.00 km; 7.48%) |
| Czas w ruchu: | 1136:32 |
| Średnia prędkość: | 15.90 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 60.60 km/h |
| Suma podjazdów: | 800 m |
| Suma kalorii: | 22767 kcal |
| Liczba aktywności: | 229 |
| Średnio na aktywność: | 79.39 km i 5h 01m |
| Więcej statystyk | |
Gołębie
Sobota, 18 listopada 2017 | dodano: 08.12.2022Kategoria .Warszawa

13:37. Młode gołębie
Rower:
Dane wycieczki:
0.00 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: km/h4° Warszawy
Poniedziałek, 13 listopada 2017 | dodano: 02.12.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Warszawa
Zimna, psia, jesienna, przedzimowa pogoda z opadem deszczu na pierwszym planie. Kurs do Warszawy. Most na Ceglanej, Ząbkowska, Kosynierów, Wiejska, ścieżka rowerowa wzdłuż Trasy Toruńskiej. Z niej skręt przed blokiem, którego chodnik poprowadził mnie koło boiska. Dalej przejazdem pod Rembielińską. Most Grota po ścieżce aż do Dembińskiego z podjazdem. Potem Popiełuszki do Arkadii, częściowo ul. Trentowskiego. Było mi tak zimno, bolała głowa i brzuch, że zatrzymując się tam na kilka godzin i coś przekąszając (lecz niewiele to zmieniło). Dalej do Ronda ONZ i skręt w Sienną, przed blokiem 67 przejazd do Złotej, a potem w Lindleya. Następnie kołami prosto w Oczki. Potem Nowowiejska i Marszałkowska ku Mostowi Gdańskiemu. Nim udało się nań wjechać, uprzedni przejazd przez Ogród Krasińskich, jadąc po północnej stronie stawu w stronę fontanny, wyjeżdżając na Świętojerskiej. Potem przez osiedle przy Nowiniarskiej i Franciszkańskiej. Głównie bocznymi chodnikami. Długi postój na światłach Konwiktorskiej.

13:34. Ot, gniazdo

13:34. Sikorka bogatka. Jedna z dwóch

13:34. Gdy zwierzę jest szybsze niż aparat

14:20. Targówek. Ul. Wysockiego przy ul. Toruńskiej. Tablica upamiętniająca powieszenie przez Niemców (o świcie 1942.10.16) 10 z 50 więźniów Pawiaka (pozostałe miejsca to Wola, Szczęśliwice, Rembertów i Marki), w odwecie za Akcję Wieniec

19:55. Ogród Kraińskich nocą
Po drugiej stornie Wisły, od Starzyńskiego przez Darwina i chodnik odbiegający od Namysłowskiej, odkryty niedawno. Tym razem w stronę przeciwną. Za rondem Żaba w Biruty, Oszmiańską, II rejonu AK, Smoleńską, a potem wzdłuż ogrodzenia budowy stacji metra do skweru Wiecheckiego (ogrodzenie kończyło się niedaleko fontanny). Remiszewską, Hodowlaną, Ossowskiego poniosło mnie w drugą stronę, do gruntowej Pratulińskiej koło ogródków działkowych (dojeżdżając ponownie wzdłuż ogrodzenia budowy). Wyjazd na Radzymińskiej. Za stacją wjazd na teren osiedla po południowej stronie Barkocińskiej. Tym razem chodnikiem na północ od kładki (poprzednio na wysokości jej samej) i okrążając dziedziniec między blokami, okrążając nr 97. Potem chodnik przy Gorzykowskiej. Przed Szczepanka kurs między blokami przy Mokrej. Z Trockiej w Zamiejską, a dalej Gilarska, Samarytanka, Chojnowska, Żyzna, Koniczynowa, Bogumińska. Gdy ostatnia się skończyła, przyszła pora na jazdę chodnikiem wzdłuż głównej, przy Krynoliny zmieniając stronę i zauważając nagły upływ powietrza z koła. Znowu... Nie było sensu zmieniać dętki, do końca nie było wiele. Skręt w Wyszyńskiego, Wigury, Popiełuszki, Kosynierów. Za obwodnicą skręt na gruntową ścieżkę do Wereszczakówny. Ulica ta była szutrowa i zaopatrzona w liczne dziury z kałużami. Jeszcze tylko do Lisa Kuli i koniec wyjazdu.
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
51.79 km (5.00 km teren), czas: 03:46 h, avg:13.75 km/h,
prędkość maks: 34.46 km/hZ-W-T
Piątek, 10 listopada 2017 | dodano: 30.11.2017Kategoria .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Warszawa
Pierwsze ulice, to m.in. Drewnicka. Od czasu ostatniej, pieszej wizyty, nic się tam nie zmieniło. Błoto, kałuże, nierówny teren. Obok prawie skończona, południowa końcówka obwodnicy Marek. Przez pierwsze błota jakoś udało mi się przejechać. Kolejne okazało się tak rozmiękłą dziurą, że rower wpadł po łańcuch, a mi przyszło się ewakuować na stabilniejszy grunt po prawej. Wyciągnąwszy rower można było ruszyć dalej. Coś dziwnie się jedzie. Kapeć. Ryk. Skromny. 10 minut zmiany dętki w koszmarnie ubłoconym kole. Potem już jakoś poszło.
W Ząbkach, Narutowicza, Żwirki, w większości gruntowa Wyszyńskiego, przejechana do zachodniego końca. Potem chodnikiem do Radzymińskiej i gruntową drogą wzdłuż kanału Zaciszańskiego. Z niej skręt w śmiesznie brzmiącą Lewicpolską. Przy Młodzieńczej dużo aut i długie czekanie na możliwość przejazdu. Ładna, Pospolita, Określona. Między szkołą i Radzymińską przejazd do Blokowej i tak się potoczyła jazda ku Drapińskiej, za którą pojawił się wąski chodniczek. Przez Zamiejską miedzy bloki do Handlowej, a następnie Święciańską, by koło kładki wyjechać na ścieżkę rowerową. Dalej Wileńska, przejazd mostem i pod Starówką, Przez Miodową na Senatorską na zapleczu Kamienicy Małachowskiego. Dalej przez Chłodną do Płockiej. Stąd skręt w Sokołowską, kończąc jazdę po niej, po natrafieniu na budowę metra.
Dalej jazda na Kopiec Moczydłowski. Na szczyt. Potem stromy zjazd, tak jak prawie 10 lat temu. Potem wzdłuż stawów, a następnie pomiędzy nimi do Alei Żmichowskiej. Z Deotymy do Bolecha Dobrogniewa przechodziła remont nawierzchni. Przy pobliskim Zakładzie opiekuńczo Leczniczym im. E. Bojanowskiego, wjazd do parku im. Księcia Janusza. Tam wjazd na pofalowany tor dla rolek itp, zdecydowanie nie dla dużych rowerów, ale i tak było warto spróbować. Potem w oczy rzuciła się stacja do naprawiania rowerów, czyli okazja do łatwego zwiększenia ciśnienie w kołach. Do 4 atmosfer z 1.5 oraz 2, jakie to wartości pojawiły się na manometrze. Dalej do Widawskiej, Sołtana, Blatona. Przed wjazdem na osiedlową Millera, pobliski Kebab kusił mnie zapachem. Przy Morcinka przejazd przez mini centrum handlowe, za nim skręcając w Kawy. Na Stellera i Himalajskiej, gdzie też ostatni raz zdarzyło mi się być prawie 10 lat temu, już na poważnie przychodziły mi myśli o jakimś ciepły posiłku. Dłuższą chwilę trwało rozważanie na początku Radiowej, lecz jakoś się odwlekło, myśląc, że ewentualnie poszukam czegoś później. Później mi przeszło na tyle, że po porannym śniadaniu , kolejny posiłek został zjedzony dopiero w domu.

12:02. Ciekawostka na ul. Ligonia
Przejechawszy przez Wólkę Węglową, naszło mnie aby zajrzeć do KADu. Jak wieść niosła, wyburzono wystające z powierzchni budynku. Pozostał hangar, z zamurowanym głównym wejściem, ale z pozostawionym wejściem wielkości człowieka, oraz wejście do piwnicy, które stworzono na nowo. Nie było we mnie ochoty na badanie wnętrza poza kilkoma pierwszymi przegrodami. Przejechawszy do Dąbrowy, skręt w Sierakowską, Prostą, Równoległą, potem Lutza, którą ostatni przejazd miał miejsce wiosną 2009, w poszukiwaniu pozostałości cmentarza. Za zabudowaniami w Torfową, Miłą, a potem skręt na uliczkę koło dość nowego kościoła. Reszta trasy to już zwykłe turlanie się wzdłuż DK7 z dłuższą przerwą na przystanku za Czosnowem, Modlin, Zakroczym, Trębki. Koniec trasy tuż przed deszczem. Wyjazd bez licznika i aparatu.

12:37. Atomowa Kwatera Dowodzenia. Został pusty plac

12:37. Hangar posiada tylko jedno wejście

12:38. Mimo wszystko, wejście do podziemi zostało zabezpieczone

12:38. Obiekt można zamknąć okratowanymi drzwiami

12:50. Łomianki. Ruina przy ul. Równoległej

13:01. Dziekanów Leśny. Ruina przy NW skraju miejscowości przy DK7

13:01.Strzeżona przez czarnego kota, który handluje cegłami
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
75.00 km (11.00 km teren), czas: 05:00 h, avg:15.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPaździernikoniec
Wtorek, 31 października 2017 | dodano: 01.01.2018Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Warszawa
Wreszcie jakiś ładny, słoneczny dzień. Tyle że okropnie zimny. Na pierwszy ogień poszedł most dla ruchu lokalnego wzdłuż obwodnicy. Dalej Ząbkowska, Zielna z odcinkiem gruntowym. Dróżką przez rów i światła do M1. Wzdłuż Juli do lasu. Dróżka kierowała ku Radzymińskiej, lecz przed zakończeniem jazdy wśród drzew, skręt w prawo. Droga przez łąki. Trochę błota, ale niewiele. Na rozjeździe opcja prawa, która slalomami wiła się blisko granicy lasu.W końcu zniknęła wśród drzew. dosłownie. Trudno było znaleźć jakikolwiek szlak, więc było trochę przedzierania się. Jesiennego, nie letniego, więc dużo bardziej swobodnego. Wyjazd na Malborskiej przy działkach. Dalsza jazda wzdłuż Św. Wincentego. Przy cmentarzu sporo ludzi, a jakże. Za Żabą zjazd na w chodnik między siatkami, prowadzący mnie do Szanajcy. Nim pojawiła się Dąbrowszczaków, skręt w lewo między blokami. Dąbrowszaczków nastąpiła dopiero potem. Z Wileńskiej w Targową, Kępną, Jagiellońską. Ta była w remoncie na sporym odcinku w pobliżu torów.

13:55. Zielonka. Ul. Ceglana jeszcze przed otwarciem

13:56. Zielonka. S8 widziana z ul. Ceglanej

13:58. Marki. Komin cegielni przy ul. Fabrycznej 93a

14:18. Las Bródnowski na N od fortu Lewicpol

14:30. Głębocka. Widoczna ku W, budowa osiedla Moderna

14:30. Głębocka. Południowy kraniec ulicy. Widok ku S

14:50. Chodnik między ul. Starzyńskiego i ul. Namysłowską

14:50. Basenik przy ul. Namysłowskiej 8

14:55. Dąbrowszczaków. Widok ku SE

14:58. Targowa 76. Kamienica z XIX w. wyremontowana w ostatnich latach

15:06. Modyfikacja nawierzchni na ul. Jagiellońskiej i ul. Sokolej
Dalej przez Wisłę w Zajęczą. Schodami do Bartoszewicza. Ze Świętokrzyskiej na południe z przejściem podziemnym przy dworcu. Skręt we Wspólną, Noakowskiego, Nowowiejską z zawrotem ku Placowi Zbawiciela. Było już ciemno. Dalej Aleje Ujazdowskie, Jerozolimskie, most, Francuska, Walecznych, Londyńska, Angorska, Waszyngtona, Garibaldiego, Od Ronda Wiatraczna ku NE między blokami, przez park Polińskiego. Romea i Julii, Boremlowska, Chłopickiego. To była po części droga z sześciokątnej kostki. Omijała budynki kolei od wschodu. potem wracała na stary tor. Wtedy znów była asfaltowa. Dalej wzdłuż Chełmżyńskiej. Dużo aut. Reymonta, Kwiatowa, Orla, Górnośląska, Wolności, Kochanowskiego, gruntowa Budkiewicza, Drewnicka, Zielna, Wiejska, Płocka, Katowicka, Lisa Kuli. W okolicy kręciło się dużo dzieci. Żadnych cukierków.

15:15. Schody miedzy Dynasy i Bartoszewicza

15:18. Warszawski Szpital dla Dzieci przy Kopernika

15:18. Mural na ścianie budynku przy Oboźnej 11

15:20. Stacja metra Nowy Świat-Uniwersytet przy ul. Kubusia Puchatka

15:20. Ul. Świętokrzyska przy Ministerstwie Finansów. Widoczne wieżowce: Prudential, Świętokrzyska 35, Warszawskie Centrum Finansowe. Widok ku W

15:21. Świętokrzyska. Prudential z 20-lecia międzywojennego

15:24. Budynki przy ul. Zielnej w tle

15:24. Świętokrzyska 35 i stacja metra

15:26. Świętokrzyska 36 w trakcie rozbiórki

15:26.Świętokrzyska 36 w trakcie rozbiórki

15:27. Świętokrzyska 36 w trakcie rozbiórki

15:27. Świętokrzyska 36 w trakcie rozbiórki

15:29. Zachodnia okolica Dworca Centralnego. Przystanek autobusów dalekobieżnych, zmierzających w kierunku północnym

15:35. Emilii Plater. Powojenny kościół pw. św. Barbary widziany ze Wspólnej ku NE

15:36. Ul. Emilii Plater między ul. Hożą i ul. Wilczą. Widok ku SW

Kapliczka na dziedzińcu wewnętrznym ul. Noakowskiego 10
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
50.56 km (6.00 km teren), czas: 03:49 h, avg:13.25 km/h,
prędkość maks: 28.17 km/hLabirynt Kobyłki i Targówka
Poniedziałek, 25 września 2017 | dodano: 01.12.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Warszawa
Przyszła pora na kolejną nocną przejażdżkę. Kolejną, choć w tym roku miało być ich mniej. Póki co jest ich mniej. Tym razem naszła mnie ochota na kierunek północny, ale bardziej ku zachodowi. Wyjazd na wiejskie tereny po stronie wschodniej niezbyt mi pasował. Podobnie podążanie na południe. Na wszelki wypadek do sakwy powędrowało trochę więcej jedzenia niż poprzednim razem, kiedy to nieco doskwierał mi głód.
Pierwsze ulice to Prosta i Szczęśliwa. Dalej chodnik między 2bl8 i 7 ku N. Przy Przemysłowej wjazd w uliczkę parkingową koło bloków, lecz była to ślepa droga. Podreptanie w górę, na chodnik pod klatkami. Za załomem skręt i znów ślepa trasa. Niewielki nawrót, w lewo. Dość długa jazda po trawie, docierając do zamkniętej bramy. Już bez kombinowania. Z Wolności na Jeżynową, a potem po ścieżce/chodniku wzdłuż Szerokiej. Na rozjeździe skręt w Dworkową, lecz znak sugerował koniec drogi, a podłoże było takie sobie. pętelka w Malinową, a potem Wesołą. Tą ulicą raz zdarzyło mi się jechać tam, gdzie kończyła się dla aut. Nastąpiła powtórka z rozrywki. Okolica niewiele się zmieniła. Po prawej jeden budowany dom, a droga tak samo słaba i ślepa dla aut.
Dalej znów wzdłuż głównej z dala od asfaltu. Skrót za kościołem w K. Mimo późnej pory, mała grupka stała przy aucie, a ulicami kręciło się w sumie kilka osób. Moim celem było przejechanie przez las do Nadmy lub Czarnej. Jako że nie znam okolicy, a nocą wszystko jest bardziej obce, trochę gubienia się w plątaninie ulic. Wystarczyło trzymać się Radzymińskiej. Nastąpił skręt w Krechowiecką. Za halą w lewo, po nieutwardzonej drodze z kałużami. Tych niewielkich zbiorników było wiele po ostatnich deszczach. Leśmiana również nie była zbyt dobra. Dalej Brzozowa, Zagórna i dojazdowa ku N. Teraz wiem, że ku N, jednak wtedy określenie kierunku mnie przerastało. Wywiodło mnie na granicę lasu. Na Jałowcowej lampka bardzo pomagała w unikaniu kałuż. Dalej Akacjową ponownie do Zagórnej, której nie udało mi się rozpoznać. Skwerek na Brzozowej i Norwida już tak. Pętelka Cedrowa, Kalinowa i znów Brzozowa - ku S. Z niej zjazd w Pionierską, a na rozjeździe ponownie Dojazdowa. Tym razem udało mi się poznać wschodnią odnogę Jałowcowej...
Wyjazd z obszaru zabudowanego. Dróżka gruntowa, jakby pod ścianą lasu i w nim. Chwilę potem widoczne stały się nieco oddalone domostwa. Skrzyżowanie z asfaltową. Tabliczka z nazwami ulic, które mi nic nie mówiły. A nie. Jednak coś mi świtało. Czy to ta Parkowa, o które mówili kilka dni temu w radiu? Skręt w nią i wnet ukazał się szpital w Wołominie, tyle że od NE, a nie jak do tej pory, od SE. Dalej Okopowa, główna, Żymirskiego (z prawej widać było światła, odbijające się od powierzchni wody). Skręt w Orszagha. Skręt w dróżkę położoną prawie naprzeciwko Traugutta. Na końcu ściana z drzew, sugerująca nawrót. Widoczna była dla mnie tylko ledwie zauważalna droga dla pieszych, a nie było we mnie chęci, by w nocy ciągać po krzakach, jak w całkiem nie tak dawno. Przejechawszy całą Powstańców, skręt w Rosłana. Dużo błota. Wyjazd na Kraszewską, gdzie przerwa na podjedzenie. Przed lasem skręt w Mironowską, wydawało mi się, że to właściwa trasa, a potem ta pewność uleciała.
W końcu znów wyjazd na Radzymińską i okolicę była mi znana. Tak jak poprzednim razem, przejazd przez las ku NE, lecz na pierwszym skrzyżowaniu nie ścieżynką koło domniemanych ruin, lecz wprost do Chrobrego. Dość już było tego szlajania w jednej miejscowości. W Nadmie chęć skręcić na Radzymin, lecz drogi wydawały mi się za słabo oświetlone, co kojarzyło mi się z ewentualnie ślepymi ulicami, kończącymi się w polach. Tak wjazd na DK8. Ciemność po prawej zniechęciła mnie do Radzymina. Kierunek SW. Po chodniku do Wczasowej. Koło szkoły skręt w Turystyczną. Czyjeś podwórko. Ujadanie psa. Nawrót. Długa jazda Wenecką. Długa jazda chodnikiem. Skręt w Kasztanową, Norwida, Grunwaldzką. Chodnik do Słonecznej. Wąziutka Promienna. Przejazd przez środek osiedla między Mieszka i Chrobrego. Z Okólnej w Bandurskiego do cmentarza. Droga od niego miała być tragiczna, więc przyszło mi na myśl, że pojadę dróżką nieco po lewej. Gruntówka. Po prawej las. Po lewej chwast. Na rozjeździe za lasem w lewo. Mgła zalegała na tych wilgotnych rubieżach.
Droga jeszcze przed kanałkiem połączyła się z asfaltową Chudoby. Skręt w Zaułek, zakończony ślepo koło kompleksu szkoły podstawowej. Z SW rogu prowadziła wąska, gruntowa ścieżynka przez łąkę. Wyjazd na wprost zachodniej części Berensona, która odtąd mnie prowadziła. Potem skręt w Ostródzką ku S. Wiadukt i kontynuacja. Fragment Malborskiej przejechany za blokami. Dalej ścieżkami do Chodeckiej. Za Bolivara w lewo. Przy Groëra odbicie ku SW. Wyjazd na trasę koło cmentarza Bródnowskiego, gdzie udało mi się zorientować gdzie jestem. Po chwili namysłu, kurs na Zacisze (do skrzyżowania jadąc poza asfaltem). Nie było we mnie ochoty jechać bliżej centrum Warszawy. Przejazd Gilarską. Na jej końcu skręt w prawo. Korzona, Borzymowska, Gościeradowska, Świdnicka, Witebska, Oszmiańska, Rondo Żaba. Tu udało się zorientować, gdzie mnie wyrzuciło. A wydawało mi się, że jestem w pobliżu Kondratowicza/Radzymińskiej.
Z Pragą poszło szybko. Podążając Szwedzką, skręt w Strzelecką, przejazd po gruntowym placu, gdzie stało sporo aut, a budynek po lewej był oświetlony i w remoncie. Wyjazd na Czynszową. Dalej Równa. Ścieżką wzdłuż Radzymińskiej ku NE ze zjazdem w Święciańską. Gorzykowska, Handlowa (od Szczepanika po chodnikach z południowej strony). Mokra, Gajkowicza. Z lewej dało się dostrzec teren budowy metra. Przejazd ku NE koło szkoły. Jazda na chodniku między blokami była najbardziej klimatyczna z całego wyjazdu. Księżyc, brak lamp. Jasno jak na noc. Aż się chciało zatrzymać i położyć na trawie. Tyle że to miasto, wiec zbyt ryzykownie. Powrót do rzeczywistości. z Zamiejskiej w Fantazyjną. Powrót na Zacisze.
Chojnowska, Poranna, Żyzna. Zdziwił mnie ten kanałek w otoczeniu niskich domów. Tak niecodziennie jak na stolicę. Dalej Krośniewicka, Starozaciszańska, w złym stanie Czarna Droga. Bogumińska, Blokowa, Codzienna, Skrzypcowa, Korzystna, Młodzieńcza, Kolejarska, Rusiecka. Tu droga się kończyła ślepa i była fatalna, lecz krótka. Udeptaną ścieżynką do DK8, choć nie wprost, a na nią samą wejście po zboczu rowu. Szybciutko na właściwą stronę ulicy. Skręt w Bystrą. Reszta trasy to 11 Listopada, Sosnkowskiego, Bortnowskiego, I Brygady, Wolności, Narutowicza, Popiełuszki, Kosynierów, Leśna, Olsztyńska, Katowicka, Szkolna, Pustelnicka, Warmińska, Kaszubska, fragment S8, przez cmentarz i Sobieskiego
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
68.20 km (11.00 km teren), czas: 05:09 h, avg:13.24 km/h,
prędkość maks: 25.67 km/hZ-Z
Poniedziałek, 18 września 2017 | dodano: 01.12.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Warszawa
Dość szybko podjęta decyzja o ruszeniu na rower. Pogoda słoneczna, przelotne opady, na mnie raptem kilka mizernych kropel spadło, lecz rejon NDM już zlało bardziej. Start na obwodnicę. Nie dało rady wjechać, bo jeździły trzy walce i maszyna, która zajmowała całą szerokość pasa zjazdowego. Nawrót i przez las wzdłuż cmentarza wyjazd w okolice betonowych płyt, które na szczęście nie stanowiły mojej trasy, która odbiła od nich przez piaszczysty wjazd na obwodnicę. Spory kawałek do M1 był przejezdny, ale praca na wiaduktach jeszcze trochę potrwa, a detale jeszcze odwleką ostateczny termin zakończenia budowy. Po zjechaniu na ścieżkę rowerową przy Toruńskiej, przyszła pora założyć kominiarkę i rękawiczki, bo jednak było za zimno w te części ciała. Aż mnie ucho rozbolało. Przy okazji zniknęła część słodkiej bułki, która miała mi starczyć na cały wyjazd.

17:19. Zielonka. Wjazd na obwodnicę Marek S8 od strony południowej. Widok ku NNE

17:27. Wejście na obwodnicę Marek S8 od ulicy Kaszubskiej. Widok ku NE

17:27.Obwodnica Marek S8. Między cmentarzem i ul. Ceglaną w Zielonce. Widok ku NE

17:27. Obwodnica Marek S8. Wiadukt ul. Ceglanej. Widok ku W

17:30.Obwodnica Marek S8. Wiadukt nad Pustelnicką, Marecką i rzeczką. Pas południowy. Widok ku SW

17:31. Obwodnica Marek S8. Wiadukt nad Pustelnicką, Marecką i rzeczką. Pas północny. Widok ku SW

17:31. Obwodnica Marek S8. Wiadukt nad Pustelnicką. Widok na Marecką ku W

17:33. Obwodnica Marek S8. Wiadukt nad ul. Marecką. Widok ku NEE

17:33. Obwodnica Marek S8. Okolice ul. Mazurskiej w Ząbkach. Widok ku E
Tuż za wiaduktem przy decathlonie woda opadowa urządziła spore jeziorko na ścieżce. Na szczęście dało radę objechać chodnikiem. Skręt w Głebocką. Nim udało się dotrzeć na ścieżkę, trwała jazda wąską ścieżynką, wydeptana przy barierce. Sama rowerowa długo się nie ciągnęła, wiec przyszło mi kontynuować chodnikiem. I on się zaraz urwał. Krótka przerwa na Zdziarskiej. Sama ulica z dziurami. Gruntowa. Dalej na północ wzdłuż kanału. Kobiałka, Przyrodnicza, Leśna. Ta ostatnia jak najbardziej zgodna z nazwą. Miejscami spore kałuże. Wszystko pozostałość opadów poprzedniej nocy z wichurą. Z Mehoffera wjazd w Deseniową, po raz pierwszy przejeżdżając wzdłuż Oczyszczalni Ścieków "Czajka". Wyjazd na Modlińską przy Aluzyjnej. W Jabłonnej ulicami Piaskowa i Parkowa.

17:47. Ścieżka rowerowa wzdłuż Trasy Toruńskiej, w pobliżu Decthlonu. Drobny problem z odwodnieniem terenu. Widok ku W

17:54. Głębocka przy trasie Toruńskiej. Taka tam ścieżynka. Widok ku NWW

17:58. Głębocka 74. Kościół pw. św. Szczepana Pierwszego Męczennika. Widok ku SEE

18:17. Białołęcka na Kobiałce, przy Kanale Żerańskim. Widok ku N

18:39. Leśna. Między Michałowem-Grabiną i Choszczówką. Widok ku W
Nie było ochoty i siły, aby bić się z wydmami, więc do Rajszewa wiodła Mazowiecka. Nieco zdziwienia, gdyż postawiono szlaban, uniemożliwiający wjazd samochodom. Wyjazd na chodnik przy DW 630, u jego wschodniego krańca i tym spokojna jazda do Bożej Woli, gdzie skręt na północ. Przejeżdżając przez tory dostrzec można było światła z prawej. Pewnie pociąg. Po ujechaniu z 50 metrów dał się słyszeć dźwięk opuszczania szlabanów. NDM to Górska, okolice Inżynierskiej, Piaskowa, okolice Mazowieckiej, a potem już prosta trasa po ścieżce rowerowej i przez Modlin do Zakroczymia. Koniec przy skręcie na Duchowiznę. Kolano musi jednak sporo odpocząć, a i tak nie było wiele siły do jazdy.
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
59.25 km (7.00 km teren), czas: 03:39 h, avg:16.23 km/h,
prędkość maks: 37.31 km/hWycieczka nie Wesoła
Sobota, 16 września 2017 | dodano: 17.09.2017Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Warszawa
Wyjazd o drugiej w nocy. Niby chłodno, ale w standardowym ubraniu nocnym nie było problemów. Jeśli porównać komfort termiczny do tego z 300km na wiosnę ubiegłego roku, albo noc podczas MPP, to teraz był luksusowy. Zapakowane dwa bidony wody i jeszcze trochę w zapasie. Do jedzenia połowa chleba, który należało dojeść. Wróciło z powrotem tyle, ile trzeba na cztery kromki. Nowa lampka tylna wyświeciła niemal do końca baterie ze starej, której uchwyt ułamał się podczas przejażdżki miesiąc temu. No i najwyższa pora zmienić klocki hamulcowe.
Ulice puste. Auta przejeżdżały rzadko. Ludzi prawie wcale. Czego innego spodziewać się o tej porze. Wpierw kierunek na wschód. Skręt w chodnik między blokami ulic Młodzieżowej i Nauczycielskiej. Nawrót na zachód, mostek i skręt do centrum. Na rogu jakaś para, chyba z wesela, miała chyba niezbyt ciekawą, choć też niezbyt głośną rozmowę. Dalej jazda wzdłuż torów, ale niezbyt zachęcające dźwięki dochodzące od strony peronu zmieniły mój kierunek jazdy. Sienkiewicz i Staszic pomogli wrócić na drugą stronę torów. Dalej Inżynierską do wojewódzkiej, na nieciekawy już chodnik wzdłuż niej. Jak miesiąc temu, skręt w Ząbkowską, lecz tym razem bez zjeżdżania z niej. Dopiero po przejechaniu wiaduktu w Kochanowskiego i Popiełuszki. Na czas przejazdu Rychlińskiego, jazda chodnikiem i skręt w Moniuszki. Od ronda wprost na południe, przez chodniki osiedla i parku Szuberta, do przejścia kolejowego, które ongiś było przejazdem dla samochodów.
Po drugiej stronie przerwa przy mapie. Krótka, aby wstępnie zaplanować przejazd do Wesołej i ograniczyć jazdę Piłsudskiego jak tylko się da. No i podczas jazdy redukcja do zera, gdyż zamiast podążać na południe (poprzez Targową, Kwiatową i Szkolną) rower znalazł się na Szwoleżerów, zmierzając na wschód. Wypatrywanie jakiegoś skrętu na południe nie przyniosło efektu, bowiem nie zachęcał mnie stan tych dróżek. W końcu udało mi się dostrzec komin Ciepłowni Kawęczyn i bez sensu było się wracać. Wyjazd na nową ścieżkę przy odnowionej wojewódzkiej. Nie było we mnie chęci, by jechać nią taki długi odcinek na południe, więc znak, który zasugerował mi pobliski skręt na wschód, stał się ciekawszą alternatywą. Niestety, prowadził do ślepej części Zielonki Bankowej, gdzie znajdowało się kilka zakładów przemysłowych. Pamięć podpowiadała, że wystarczy pojechać wzdłuż torów i można będzie dotrzeć do Rembertowa, ale była jeszcze inna, asfaltowa trasa, na którą trwała chęć.
Wpierw przejazd przez tory po wijącym się podjeździe. Potem skręt w Wilsona i Paderewskiego, gdy ta pierwsza ukazała znak ślepej drogi. Dróżka się skończyła, pojawiła się las. No, to do Wesołej przez Rembertów doprowadzi mnie ta... droga? Mnóstwo rozjeżdżonego błota i głębokich kałuż, jednak bardziej przejezdna, niż dróżka przy torach w Kobyłce. Czasem koło traciło przyczepność i ślizgało się, lub nie mogło znaleźć oparcia w gruncie. "Ulica" Budnicza doprowadziła do pustej połaci terenu. Pustka może niezbyt dokładnie określa miejsce, pełne ziemi i resztek roślinnych, rozrzuconych wszędzie, czasem tworząc bruzdy, czasem dołki, czasem górki. I ten dziwny zapach, jaki się ze wszystkiego unosił. Tu już nie dało rady jechać. Tylko iść, ciągle iść. Od początku tej trasy, mamiły światła lamp w oddali, sugerujące ulicę z asfaltem. W czasie jazdy wydawało się, że są ciągle tak samo daleko i wcale się do nich nie przybliżam.
Na szczęście, tuż za pustką ukazała się gruntowa dróżka przy owych lampach, jakaś siatka bez bramy, młode drzewka za nią. Pewnie wkrótce przejdzie w asfalt, tylko przejdę przez pokrzywy i jeżyny. Na szczęście długie spodnie skutecznie ograniczyły dostęp tych roślin do mojej skóry. Z ulgą można było powitać dróżkę. I barak. I ciężkie maszyny. I kolejny barak. I psa... Dużego... Powolny skręt za rogiem drzew, które wyglądały, jakby były wyjęte z ziemi w donice, czekając na zasadzenia lub przesadzenie w inne miejsce. Psisko ujadało, ale trzymało się daleko. Było puszczone luzem, ale nie wiadomo, czy nagle coś mu nie odbije. Z wolna do kolejnego rogu zagajnika, lecz skręt tuż przed nim. Dalej była siatka i nie można było wydostać się w pobliże domów, które było widać ze sto metrów dalej ku wschodowi. Trzeba się było wrócić między drzewami, do przejścia przez siatkę. I do pokrzyw. I do jeżyn.
Widząc domy, kurs w ich kierunku. Przypadkiem spłoszyła się bażancica, która z furkotem odleciała przed siebie. Na wszelki wypadek lepiej było obejść jej dotychczasowe miejsce pobytu. Kilka razy niewiele mnie dzieliło poślizgnięcia, a ilość kolców nie zachęcała mnie do prowadzenia roweru, wiec spory kawałek trzeba go było nieść, albo ryzykować dziurę w oponie. Kilka razy przeszły przez spodnie, zostawiając krwawą pamiątkę na kilka dni. Za linią drzew kolejne jeżyny... Lepiej było kluczyć między drzewami i gałęziami. Długo to już na szczęście nie trwało i ukazała się łąka. Na niej ścieżka po przechodzących grzybiarzach lub zwierzętach. Doprowadziła mnie do ścieżki już wydeptanej. Po prawej było światło i domy. Wreszcie. Był to Mokry Ług. Z jakiegoś powodu, wydawało mi się, że jadąc w prawo, dotrze się do wojewódzkiej, więc wystarczy jechać w lewo. Po pewnym czasie dało się dojrzeć komin ciepłowni. Coś nie tak. I wiem co. Nie chce mi się wracać. Zaraz była ulica Pastuszków i tabliczka, zwiastująca powrót do Zielonki. No i tyle wyszło z planowanego wyjazdu do Wesołej. To pierwsze znaczenie tytułu wyjazdu.
Skręt we Wrzosową i schodkowo, ulicami ku NW, koło kościoła, koło boiska. Waryńskiego ku północy. Mijało się sklep ogrodniczy. Dopiero wtedy udało mi się poznać, na jakiej ulicy mijał mi czas. Krótka jazda poboczem i skręt w Wilsona. 11 Listopada do Wojska Polskiego i skręt w drogę przez osiedle, wiodące ku E i N. Później Wschodnią i Turowską na Ossowską. Cała nawierzchnia płytowa, przechodziła modernizację do asfaltowej. Postęp prac taki sobie. Trochę chodnika po lewej, miejsce pod ścieżkę rowerową, a główna część jeszcze trochę poczeka. Przemęczenie się do Kobyłki. Tam okrążenie kościoła od W i wyjazd ku NE. Potem skręt w szutrową Weissa. Załuskiego też w remoncie, ale ona była asfaltowa, a dla odmiany będzie bardziej asfaltowa. Skręt w Sławkowską. Stromy, wąski, gruntowy lub piaszczysty podjazd. Zjazd podobny, lecz szerszy, gdyż auta jakoś musiały wyjeżdżać. Skręt w Wiosenną. Gdy łamała się ku SW, trochę cofania i skręt ku N. Droga prowadziła do domu, ale była terenowa ścieżka w prawo. Za ogrodzeniem w lewo, ale kończyła się bramą i ogrodzeniem czyjegoś prywatnego terenu. A ja wewnątrz niego. Nawrót i na wschód. Drewniane, prowizoryczne ogrodzenie i wąskie przejście na drogę. Wyjazd na Lwowską i bez kombinowania przez Piłsudskiego ku N.
Trasa również przechodziła modernizację, ale kosmetyczną. No a ścieżka rowerowa, nie dość że z kostki, to na skrzyżowaniach, wołała o pomstę do nieba. Wyjazd w Czarnej. Przerwa przy budynku z malunkiem przedstawiającym Bitwę Warszawską. Tam krótkie przekąszenie, a następnie wjazd do Helenowa. Potem na wschód i tuż za miejscowością wsiąknięcie w lesie. Terenowa dróżka doprowadziła do rzeki Czarnej, a nieco później do wojewódzkiej, gdzie już mi się zdarzyło być, także zamykając niewielką pętlę. W międzyczasie przerwa i świt. Powrót na południową stronę rzeki i skręt w Czarnieckiego. Na jej krańcu gruntowy Gościniec biegnący na południe. Na rozjeździe kontynuacja wprost, po gorszej, terenowej, ale dość malowniczej trasie. Za lasem cmentarz, a tuż za nim skręt na zachód i wnet znów lądowanie w lesie.
Mijało się jakieś zapuszczone gospodarstwo. Wygląda jak ruina, ale równocześnie nie zdziwiłoby mnie, gdyby ktoś tam sobie urzędował, o czym świadczyła wygnieciona trwa. Mogła też świadczyć o badaczach ruin, przypadkowych turystach, ale nie interesowało mnie to. Dalej jakiś niebieski samochód, rozjazd, skręt w prawo i wyjazd na Piastowską. Oczom mym ukazała się budowana obwodnica. Termin otwarcia, przynajmniej do jazdy, zapowiedziano na kolejny miesiąc. Sądząc po tym, co było widać, całokształt prac jeszcze trochę się przeciągnie. W Nadmie skręt w Szkolną, niemal do tabliczki zwiastującej koniec wsi. Dalej była zakaz wjazdu i plac budowy obwodnicy. Bardzo dużo piasku. Wycofanie się i skręt w ul. Jaworówkę. Doprowadziła mnie do wojewódzkiej.
Nie było we mnie chęci na jazdę wśród aut, tym bardziej, że znam też jakość tej trasy, która prosi o remont. Udało się wypatrzyć leśną ścieżynkę, która doprowadziła do nieco lepszej, a ta cofnęła mnie do Nadmy. Do wsi wszakże wjazd się nie odbył, lecz kontynuowana była trasa na południe, po szerokiej, leśnej drodze. Niemal dwa kilometry trasy prostej jak strzała. Łamała się dopiero na wydmie. Można było podejść po piachu w górę, albo odbić w lewo, łagodniejszym podjazdem. wybór padł na opcję nr. 2. Za załomem wydmy ukazało się zwalone drzewo, a dróżka rozdzielała na prawo, po dość piaszczystej dróżce, albo w lewo, po nieco wilgotnej, lecz utwardzonej gruzem. Na niewielkim łuku rower zrobił nie pamiętam co, ale skończyło się lądowaniem na ziemi. Amortyzując upadek, trafił się kamień, który akurat trafił dokładnie w zewnętrzne wgłębienie prawego kolana. Dokładnie to miejsce, które mi najczęściej dokucza. Oto drugie wytłumaczenie tytułu.
Trzeba było trochę posiedzieć. Trochę odpocząć. Później ostrożnie wstać. Nie bolało zbyt mocno, ale było czuć. Z początku ostrożny spacer. Przy ruchu, wymagającym włożenia więcej siły, tam gdzie było więcej piachu, ból się nieznacznie nasilał. Powoli udało się dojść na twardsze podłoże i z wolna ruszyć. Noga w pozycjach maksymalnego wyprostowania i zgięcia, po chwili zaczynała sygnalizować swoje. Na spokojnie udało się przybyć do Horowego Bagna, wyjeżdżając na wojewódzką przy tabliczce z mapą. W okolicy kręciło się mnóstwo grzybiarzy. Skręt drogą na Marki. Z Głównej w Cegłową. Tu ból dał o sobie znać bardziej. Skręt na gruntową dróżkę, przy której stały kosze na śmieci, biegnącą koło jeziora Czarnego. Przy pomniku rozstrzelanych w 1944 skręt na południe. Kolejna przerwa, krótki posiłek, a potem kurs do obwodnicy. Nim się pojawiła, za mną szedł człowiek z dwoma psami. Choć ten wołał za puszczonym wolno, ów szedł za mną. Tuż przed wejściem na obwodnicę, prawie obudziła się w nim jego natura, bo wydał nieprzyjemny odgłos. Na szczęście przestał za mną podążać, a wyjazd się zakończył, nie dopisując trzeciego znaczenia do tytułu wpisu. Zjazd obwodnicą, przejazd przez kilka kolejnych ścieżynek osiedla na wydmie i powrót drogą od południa, z trudem niosąc rower po schodach.
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
62.59 km (15.00 km teren), czas: 04:39 h, avg:13.46 km/h,
prędkość maks: 33.11 km/hSzutry z okołogminnymi atrakcjami
Środa, 16 sierpnia 2017 | dodano: 01.12.2017Kategoria .2 Osoby, .3-4 Osoby, .LSTR, .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z Kasią, .Z Księgowym, .Warszawa
Ustalenia na ten wyjazd odbyły się dwa dni wcześniej. Start o 7:30. Moja pobudka o 6, Kasia pół godziny później. Dzięki asfaltowi na podjeździe, dojazd do krajówki przez Miączyn skrócił się o około 10 minut. Jeszcze poczekać na asfalt ostatniego odcinka i będzie wspaniale. Z DK62 zjazd na Wólkę Przybojewską. Niedawno dociągnięto asfalt przez resztę wsi do betonowych płyt prowadzących w dół. Gdyby tak jeszcze ktoś się zabrał za modernizację tego krótkiego fragmentu, oraz asfaltowanie zjazdu i mostku po stronie gminy Zakroczym, to byłaby niezła trasa turystyczna, omijająca krajówkę, choć nadkładająca niecały kilometr. Na to jednak przyjdzie poczekać, bo o ile w Czerwińsku idzie ku lepszemu, to w sąsiednich...

08:16. Smoszewo. Gruntowa droga powiatowa 2418W do Mocht. Widok na Dolinę Wisły ku S. Widoczny wał w Starych Gniewniewicach (z prawej)
Ze Smoszewa przejazd parowami do Mocht, a z Wólki Smoszewskiej lasem. Wjazd północną dróżką za barierką skrytą, wydostając się na leśnej polanie skrzyżowań. Krótki spacer pod grób Cyganów, zamordowanych w 1944 przez wojska niemieckie. Wjazd do Zakroczymia, testując biedachodnik z żużlu. Wraz z tą inwestycją, z krajówki zniknęły naziemne oznaczenia pasa pieszo-rowerowego, jakim był pas serwisowy. Przerwa pod biedronką (zakupy, posiłek, telefon). Księgowy był już w NDM, wybierając jazdę pod Twierdzą. Zjazd do centrum Zakroczymia i zerknięcie do kościoła przy klasztorze kapucynów. Potem na Gałachy, gdzie już się spotkaliśmy we troje.

08:22. Mochty. Gruntowa droga powiatowa 2418W do Mocht. Wyjście z parowy graniczącej ze Smoszewem

08:33. Mochty. Gruntowa droga powiatowa 2418W do Mocht. Parowa po wschodniej stronie Strugi

08:59. Zakroczym. Duchowizna. Mogiła ~100 Romów, rozstrzelanych przez Gestapo w 1944.10.08
Przejechaliśmy parową Klasztorną do Okólnej. Swoją drogą, jazda parowami w tym czasie nie była najlepszym rozwiązaniem, bo po ostatnich deszczach wszędzie było mnóstwo luźnego piasku. Na Duchowiznie skręt w lewo, a pod lasem w prawo. Tam też trochę piasku. Raz jeszcze podjechaliśmy pod grób Cyganów i dojechaliśmy do polany. Tym razem pojechaliśmy na południe, zamiast wjeżdżać od zachodu. Na późniejszym rozjeździe obraliśmy drogę prawą i wyjechaliśmy we wsi na asfalt blisko skrętu w leśną drogę na działki.

10:05. Zakroczym. Północny zjazd Parowy Okólnej ku E

10:19. Zakroczym. Duchowizna. Początek lasu przy drodze do Henrysina. Miejsce jednego niedawnych wyrębów
Udaliśmy się na zachód, jednak nie zjeżdżaliśmy w pobliże cegielni. Odbiliśmy na Mochty N, wąską ścieżką z pokrzywami przedostaliśmy się koło PGR i nieco na południe od niego, zjechaliśmy w dół. Tamtą drogą kilka dni temu wypadło mi jechać po ciemku. Teraz można było w całej okazałości obejrzeć spory zalew, jaki ongiś powstał na Strudze. Jak na taką małą rzeczkę, zapora była całkiem spora. Miała być jedną z pierwszych polskich hydroelektrowni, lecz wszystko zaprzepaściła wojna. Jedyną pamiątką jest bezużyteczna zapora w lesie, którą można sobie przejść lub przejechać czymś lekkim. Po obu stronach obudowana uroczym, kamiennym murkiem. Sama woda zalewu, na sporej powierzchni porośnięta rzęsą w części południowej.

10:42. Mochty N. Wąska ścieżynka wśród pokrzyw, prowadząca do dawnego PGR

10:44. Mochty N. Zapora i most na Strudze

10:46. Mochty N. Postępująca eutrofizacja na stawie (~2,5 ha) dolnego odcinka rzeki Strugi

10:45. Mochty N. Droga między Mochtami N a Jaworowem. Widok ku E

10:46. Mochty N. Kanał odpływu wody ze stawu
Przejechaliśmy przez Jaworowo, na asfalt w stronę Smoszewa. Tuż za mostkiem skręciliśmy w polną dróżkę po prawej, nie docierając do wsi. Nawróciliśmy w stronę DK62 i przejechaliśmy do Lasu Złotopolskiego. Do Złotopolic nie wjechaliśmy. W połowie lasu skręciliśmy w lewo. Przecięliśmy dróżkę, która była przez mnie przejechana w maju. Teraz trwała przy niej wycinka pojedynczych drzew. Pojedynczych, bo główna wycinka odbyła się już jakiś czas temu, pozostawiając liczne prześwity, albo bezleśne przestrzenie. Dróżka skończyła się rozjazdem w kierunku SE-NW. Była to granica lasu starego i młodego. Wybraliśmy zwrot bardziej północny. Koło mokradła w lewo, co skończyło się przedzieraniem przez pokrzywy. Na szczęście nie trzeba było zsiadać z roweru, więc smaganie było bardziej szybkie, niż bolesne. Chociaż głosy niosły się wśród drzew...

11:25. Kamienica-Wygoda. SW skraj Złotopolickiego Lasu
Asfaltem dojechaliśmy do Karnkowa. Skierowaliśmy się ku SE i zaraz potem na SW. Przejechaliśmy szutrem, którym wyrównano tę drogę rok czy dwa temu. Na krzyżowaniu Kasia udała się do domu, a my odbiliśmy w prawo dróżką, która przy każdym domu wygląda, jakby tam miała się kończyć. W Przybojewie uzupełniliśmy kalorie i wodę. Za dworkiem skręt na Kuchary-Skotniki do Radzikowa. Podjechaliśmy do kościółka, zjechaliśmy przy kurhanie, a wzdłuż remizy udaliśmy się na południe. Potem odbiliśmy na podjazdy Starego Boguszyna i tak wjechaliśmy do Raszewa Włościańskiego.

12:29. Radzikowo na E od DW570. Droga wyznaczająca granicę między Starym R. (po lewej) i R. Scalonym (po prawej)
Ruszyliśmy na SW i dotarliśmy do Grodkowa. Była to moja kolejna wizyta na terenie dworskim, po pierwszej w 2015 jak i rok później, na początku 2016. Przez miejscowość tę zdarzało mi się przejeżdżać już w okresie okołolicealnym, nie zdając sobie sprawy z istnienia tam takiej ciekawostki. Przerwa pod oficyną była krótka. Potem przejazd przy stawie i powrót do Raszewa przez Rostkowice. Tu dał nam znać wiatr. Że wieje z kierunku powrotnego i nie będzie litościwy. Przez Sobanice i Łazęki wjechaliśmy do Srebrnej. Tu nastąpiło maksimum upału. Zniknęliśmy w Strzembowskim Lesie, wydostając się z niego miedzy Drochowem i Kryskiem. Dzięki temu było chłodniej i wiatr nie przeszkadzał.

13:03. Gródkowo. Oficyna dworu Dziewanowskich

13:09. Rostkowice (Bielice). Droga z Grodkowa do Raszewa Włościańskiego. Widok ku N

13:24. Droga z Raszewa Dworskiego do Nowych Sobanic. Ostatnia nią moja jazda w gimnazjum. Widok ku NE

14:15. Las Strzembowski. Droga w NE części lasu, między leśniczówką Tustań i Drochowem

14:21. DW571. Z Drochowa w stronę Kryska
W Krysku skręt na szutrówkę koło żwirowni. Od południa objazd stawu w ostatnim wyrobisku. Potem zjazd na szuter do Olszyn. W lesie przed tą wsią, dłuższy postój z tych w terenie. Wyjazd na asfalt w Zdunowie. Szybki przejazd do Kroczewa, gdzie pora na drugą przerwę pod sklepem. Potem wzdłuż S7, odebranie forumowej księgi (przekazując ją Księgowemu, choć nie pamiętam czy od razu, czy w Legionowie), przejazd przez rondo w Zakroczymiu, Modlin, DW630, Jabłonna, 13 kilowy Shell w Legionowie, po czym rozdzieliliśmy się pod Księgowym blokiem. Przejazd przez osiedle do drogi przy torach. Krótka jazda przez park, by ominąć korek aut, czekających na przejazd po otworzeniu szlabanu. Następnie Plantową i Roi, w której połowie nastąpił wjazd na ledwo widoczną ścieżynkę przez las. Wpierw ku E, lecz wnet skręt ku NE. Po zjeździe trzeba było się zatrzymać, by obejść zwalone drzewo. Skręt ku E i wnet ukazała się DW 632.

14:30. Krysk (wschodni). Droga z Kryska do Starych Olszyn. Widok ku SE

15:09. Kroczewo. Kościół pw. św. Jana Chrzciciela z XVI (prezbiterium z apsydą, zakrystia i kaplica)/XXw.

15:09. Kroczewo. Dom nr 31, pełniący funkcję sklepu spożywczego w latach X, od lat zamknięty. Dach runął w bieżącym roku

17:09. Legionowo. Ul. Plantowa. Osiedle Nowy Bukowiec, wybudowane w 2011r.
Skręt przed rondem w Józefowie. Kurs przez Michałów-Grabinę, dalej Długorzeczną, Olesin, Kroczewska. Potworne dziury przy cmentarzu w Markach. Dalej Lisa Kuli z Kujawską do Zielonki. Tam przerwa do nocy, a po niej pętla: Mazurska, LK, całą Orzeszkowej, Fabryczną, Dolną, Letnią, Inżynierską, Piastowską, Sienkiewicza, Łukasińskiego, targ, park, Długa i Młodzieżowa.
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
171.31 km (53.00 km teren), czas: 09:49 h, avg:17.45 km/h,
prędkość maks: 43.63 km/hZlot w Krzętowie IV - Włoszczowa i Warszawa
Niedziela, 21 maja 2017 | dodano: 01.07.2017Kategoria .3-4 Osoby, .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Podróżerowerowe.info, 2017 Łódzkie S, .Z rodziną, .Warszawa
2017.05.18 - 21 Zlot w Krzętowie - cała trasa
Rozjazdy pozlotowe
No i po zlocie. Pobudka trochę później niż mi się chciało. Pakowanie, rower stał koło budynku, ostatnia zupka. Trochę siedzenia przy resztkach ogniska, aż pojawił się Em. Jeszcze chwila i spacer pod główny budynek, gdzie kolejnymi grupkami odjeżdżały ostatnie pozostałe tutaj osoby. Wraz z Em. i Wa. wyruszaliśmy jako jedni z ostatnich, choć jeszcze było trochę osób, które do tej pory nie opuściło terenu namiotowego. Krzętów opuściliśmy starym drewnianym mostem, postawionym obok resztek poprzedniego. Szybko przejechaliśmy przez Łapczyną Wolę. W Bożej Woli trafiły się niezłe podjazdy. Z Józefowa długi, szybki zjazd. Spokojniej przez Zagacie i przerwa na wiadukcie za Zaostrowem. Tam obaj odbili drogą na północ, a ja do Słupi. Prawie. W Wólce udało się zorientować, że muszę odbić jeszcze trochę ku NE. Dojazd do tabliczki z nazwą miejscowości, przejazd jeszcze za dwa domy po lewej i nawrót.
08:59. Zachodnia część noclegu

08:59. Poranek po ognisku

10:13.Grupa Jelonogórska

10:36. Przyrodniczy akcent w łazience

10:42. Krzętów. Przeprawa mostem wyremontowanym w 2012 r.

10:54. Pilica w Krzętowie. W tle Bukowa Góra (335 m n.p.m.). Widok ku NE

11:07. Łapczyna Wola. Ruiny kalwińskiego zboru z XVII w.

11:18. Boża Wola. Na wprost pagór o wysokości 313 m n.p.m. Widok ku NE

11:50. Zaostrów. Ruina przy DP 0398T

12:10. Rytlów. Z prawej podłużna Fajna Rybka (347 m n.p.m.). W centrum podwójna Kozłowa Góra (336m n.p.m.). Z lewej pagórki koło Starej Wsi. Widok ku E (~9km)
Do Włoszczowej
Przez raczej puste tereny jechało się do Oleszna. Przed miejscowością podjazd z ładnym widokiem i podobnie za nią. Wyjazd Włoszczowską licząc czas i kilometry, czy zdążę na pociąg. Droga wiodła przez las, przecinała stawy i niesamowicie się ciągnęła, nie dając oznak końca. Tempo bardzo mi wzrosło.
12:52 Oleszno. Widok na Wzgórza Przedborskie ku NW (~9km). Z lewej nadajnik TV Dobromierz, w centrum Buczyna (330 m n.p.m.) ponad wsią Boża Wola, zaś najbardziej po prawej Góra Krzemycza (332 m n.p.m.)
Włoszczowa
W mieście skręt w Mleczarską, pytając przy okazji jakąś kobietę o stację, której położenie było mi znane tylko orientacyjnie. Na miejscu od razu na peron, na 3 minuty przed przyjazdem pociągu... A nie. Ten przyjeżdżał z Warszawy. Do stolicy miał się zjawić za pół godziny. Rower czekał na peronie podczas kupowania biletu na dworcu. Była niewielka kolejka. Bilet kupiony o 13:55 ze stacji Włoszczowa Północ do stacji Warszawa Zachodnia (przez Grodzisk Mazowiecki). Planowy czas przejazdu między 14:13 a 15:45. Powrót do roweru i spacer za budkę przeciwdeszczową. Wtem doszło do moich uszu wołanie. Oto zbliżało się trzech zlotowiczów. Razem pojechaliśmy jednym pociągiem do Warszawy, a po drodze dosiadła się jeszcze dwójka rowerzystów. Trochę ludzi stało, ale tłoku nie było.
13:39. Perony stacji Włoszczowa Północ
Warszawa
Z pociągu wyjście na zachodnim, gdzie zwyciężył mnie głód. Nie można było nie skorzystać z odwiedzenia baru, który przez tyle lat studiów był przez mnie odwiedzany. Przejazd przez park, który przechodził modernizacją. Na pewno powstanie więcej chodników, a co jeszcze to się zobaczy. Po obiedzie skręt w Pawińskiego i jeszcze przed Dickensa skręt między osiedlami ku NW. W Parku Szczęśliwickim jakiś koncert więc mnie zachęciło, ale w zasadzie tylko na jeden utwór. Potem wstęp do Fortu Szczęśliwickiego, gdzie dawno mnie nie było.Tym razem jazda po części północnej, gdzie na kupach leżało mnóstwo gruzu. Następnie koło Decathlonu za tory i dalej wzdłuż nich ku wschodowi. Stamtąd do chałupek, gdzie naszły mnie niepewne odczucia, więc czym prędzej spacerem na stronę bardziej cywilizowaną, to jest ku terenowi Serwisu PKS. Pod torami ścieżką, skręt w Parafialną, Szymczaka, Klonowicza, Bema, część osiedla między Płocką i Sienkiewcza. Do Okopowej, przejeżdżając koło ruin Almameru i budowy na Chłodnej.. Dalej znów po osiedlu, na zachód do Działdowskiej.I jeszcze kolejne koło Tyszkiewicza. Chodnikiem wzdłuż Ostroroga. Na Tatarskiej jakiś wariat, który tak wyprzedzał, że aż go inni kierowcy strąbili. Oczywiście super fura i głośny silnik.
15:59. Warszawa. Rozpoczęły się prace nad stworzeniem Parku Zachodniego. Po lewej budynek przy Bitwy Warszawskiej 1920 r. 18

16:37. Warszawa. Park Szczęśliwicki. "Majówka Tradycyjnie Na ludowo Wielokulturowo"
Za torami przez nieużytek do Przasnyskiej. Po osiedlach Żoliborza, gdzie nastąpiła leżąca przerwa na ławce, odpoczywając przez około godzinę; przy i przez Sadowskiej i na Schroegera. Na placu Konfederacji znów muzyka, tańce i zabawa. Ludzie cieszyli się z nadejścia ciepłych dni. Od Przybyszewskiego kolejne osiedla. Trochę na południe przy Wilkońskiego, a potem na północ. Trochę po Kasprowicza i znów osiedla na Wrzecionie. Dalej było już prosto. Północna część Książąt Mazowieckich była zamknięta bo kończył się remont, więc przejazd Farysa. Dawno mnie nie było w Parku Młocińskim, wiec nastąpił przejazd wschodnią drogą. Na otwartej polanie mnóstwo ognisk, grilla, dymu, nafty. Przed rozjazdem przerwa na ławce. Akurat zapadła noc. Okazja do przetestowania lampki w warunkach miedzydrzewnych do Dziwożony. Dalej 11 Listopada, ślepą Prochowni, miedzy blokami przy Columbia Heights. W pełni. Już wylano asfalt na Raabego i była przejezdna. Dalej na Czosnów z odbiciem w Skrzetuskiego, a jeszcze później Podróżną do DK7 i nawrót Nadwiślańską. Do Czosnowa Rolniczą i koniec w aucie.
Zaliczone gminy
- Słupia KoneckaRower:Czarny
Dane wycieczki:
112.47 km (7.00 km teren), czas: 07:14 h, avg:15.55 km/h,
prędkość maks: 51.65 km/hNieudany start
Piątek, 12 maja 2017 | dodano: 12.05.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Z rodziną, .Warszawa
Wyprawa miała się rozpocząć od jazdy pociągiem. Z domu zapomniało mi się kasku. No dobra. Na dworcu - brak wolnych miejsc. Może jeszcze coś się trafi. Na peronie - tłum ludzi. Spacerem przez peron. Mnóstwo. Stop. Licznika kabel zerwany. Drugi. Nie wiem gdzie i kiedy... Dobra. Koniec podróży. Wystarczy mi sama Warszawa.
Wyjazd z Arkadii. Inflancka. Niska koło szkoły z muralem powstańczym. Zaplecze zachodnich bloków wzdłuż Andersa. Korzystając z dróżek miedzy osiedlami, bo tych nigdy za wiele. Chyba że sił brak. Od Anielewicza po chodnik stronie parku. Dalej Wierzbowa. Królewska 2 -slalom między filarami, poza tymi krańcowymi. Na UW przygotowania do Juwenaliów, próby z głośników, stoiska wydziałów. Po przerwie zjazd Oboźną i hen na drugą stronę Wisły. Sprzeczną na Dworzec, gdzie udało mi się dowiedzieć jak wygląda sprawa. Pociąg był opóźniony pół godziny, więc jeszcze można podjechać, aby obejrzeć postęp prac na nowo budowanym łączniku z Radzymińską. Przejazd przez pozostałą część parku. Koło spichlerza wjazd na nowy asfalt i powrót na dworzec. Od razu kurs na właściwy peron.
Z poczuciem zawiedzenia, powrót Lubelską, Drewnianą i Zajęczą na UW. Tam nic się nie zmieniło. Dalej Kredytowa, Subway przy Świętokrzyskiej, PKiN od E i S, przerwa przy Plater, koło Synagogi na północ, osiedle między JPII i Orlą, tak bliżej zachodu. Następnie wzniesienie koło Nowolipia, a potem Karmelicką. Od Anielewicza za blokiem do Lewartowskiego, a potem za blokami bliżej JPII. Od Stawki znów Karmelicka i powrót do Arkadii przez główne wejście i windę. Rankiem jeszcze się okazało, że przednia opona była pęknięta po prawej stronie, 2/3 długości od obręczy w kierunku środka.
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
23.50 km (0.00 km teren), czas: 02:00 h, avg:11.75 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/h


















