Wpisy archiwalne w kategorii
.Warszawa
| Dystans całkowity: | 18181.20 km (w terenie 1360.00 km; 7.48%) |
| Czas w ruchu: | 1136:32 |
| Średnia prędkość: | 15.90 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 60.60 km/h |
| Suma podjazdów: | 800 m |
| Suma kalorii: | 22767 kcal |
| Liczba aktywności: | 229 |
| Średnio na aktywność: | 79.39 km i 5h 01m |
| Więcej statystyk | |
Warszawskie zakupy
Czwartek, 20 kwietnia 2017 | dodano: 20.04.2017Kategoria .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, ...Miejscowości mazowieckie, .Pół nocne, .Warszawa, .Z rodziną
Poprzedniego dnia sen mnie złapał gdzieś po czwartej rano. Z tego powodu, nie sposób było określić, czy dzisiejszy wyjazd w ogóle miał mieć sens. Przebudzeie przed dziesiątą. Nadal nie było mi wiadomo, czy to ma sens, czy może spróbować kiedy indziej... Mnóstwo myśli się roiło, ale optymistyczna pogoda za oknem, choć równocześnie zimna i wietrzna, trochę zachęcała. No i ile jeszcze można przekładać, odkładać na później różne sprawy. Pora od czasu do czasu jednak ruszyć, nawet jeśli trochę zaboli. No i zabolało, bo kolano odzywało się do końca trasy, a wszystko zasługa trenażera, na który mam nadzieję nigdy więcej nie wsiąść. Do tego za mną przebyte pierwsze problemy alergiczne. I pierwsze tak silne od wielu lat.
Przejazd do Warszawy głównymi trasami. Ze zmian - wiadomy odcinek błotnisty został posypany ziemią, ale do asfaltowania jeszcze trochę trzeba poczekać. Modlin, wyjątkowo, został przez mnie okrążony obwodnicą, a pierwszy most przejechany asfaltem osiągając maksymalną tego dnia prędkość. W Czosnowie zjazd na trasę wzdłuż S7. Budowany od kilku miesięcy budynek posadowiony blisko wiaduktu, już prawie ukończony, a z od/do niego poprowadzono kable, oczekujące na zasypanie w głębokich rowach. Część rowów uszkodziło asfaltową ścieżkę w kierunku Kaliszek. W Nowym Dziekanowie zmiana schematu i skręt w Poziomkową. Była prawie ślepa - przechodziła w gruntową, niezbyt zdatną dla aut. Z Królowej Marysieńki wyjazd na kurs Czosnowski - do Łomianek. Tu kolejna zmiana - Henryka Raabego oczekuje na asfaltowanie, część betonowo-kamienna już gotowa. Dalej Pawłowską i Baczyńskiego. Potem szutrem wzdłuż głównej "pod prąd". Krótka przerwa koło McD i znów pospiesznie, bo czas uciekał.

11:07. NDM. Twierdza Modlin. Widok z Mostu Piłsudskiego ku NW

11:15. Droga NDM - Czosnów, ponad S7 (po prawej). Trwała wycinka przydrożnych drzew

11:23. Czosnów. Prace przy Duńskiej i drodze do Dobrzynia

Nowy Dziekanów. Nowe domy przy ul. Królowej Marysieńki. Widok ku NNE

12:12. Łomianki. Modernizacja ul. Raabego. Widok ku E

12:22. Granica Warszawy i Łomianek przy S7. Przydałaby się wreszcie jakaś ścieżka i chodnik
Skręt w Farysa, trzymając się trasy nad Wisłą, aż za starówkę. Tam już, nadal, odcinek od lat w remoncie, wiec skręt w Dobrą. Potem w Ludną i Rozbrat. Niepotrzebna jazda na wschód. Naprzeciwko Szarej ukazał się podjazd dla rowerów, więc mnie skusił. Ledwo udało mi się podjechać pod Sejm, ale to zasługa słabego kolana i kiepskiej nawierzchni. Dalej już prosto - Piękna, pl. Zbawiciela i przerwa koło metra Politechnika. Krótkie spotkanie - odbiór książek, trochę rozmów. W sumie nieco ponad pół godziny. A potem do apteki na Górczewską. Tam przejazd Nowowiejską, Krzywickiego, przez Żelazną, Ogrodową. Przy Karolkowej praca wre. Parę lat temu stał tam chyba tylko jeden stary dom, później go wyburzono, a teraz powstawała spora budowla. Jakby w opozycji - Niedaleko stał budynek Wyższej Szkoły Ekonomicznej Almamer. Od kilku lat opustoszały, bo mnóstwo pieniędzy wyłożyli na budowę nowego budynku, tak że nie starczało na opłacanie wykładowców. Stary wieżowiec popadł w ruinę, a w nowym chyba coś się kroiło. Krótkie przejrzenie, co tam się stało na parterze, raz widzianym przez mnie w czasach świetności, ale tym razem już się ktoś tam kręcił, więc niewiele czasu tam mi minęło.

12:43. Nadwiślański szlak między mostami Grota i Gdańskim. Widok ku SE

12:48. Bulwar Religi. Widok ku SE

13:10. Sejm od SE

13:15. Plac Zbawiciela. Widok ku SSE

14:19. Mural na wschodniej ścianie budynku Ogrodowa 65

14:22. Wolska. Plac budowy Spark. W tle wieżowiec Warsaw Trade Tower przy Chłodnej 51

14:25. Wolska 41. Ruiny Almameru

14:25. Ruiny Almameru

14:35. Ruiny Almameru. Wnętrze auli

14:37. Ruiny Almameru

14:39. Ruiny Almameru (z lewej) i nowy gmach, którego budowa znacznie przyczyniła się do upadku uczelni
Dalej Działdowską do apteki, a przy okazji do rowerowego, który był tuż obok. Jazdę umilała zielona barierka, odgradzająca plac budowy stacji metra. Po wszystkim przejazd za Prymasa, tak sobie myśląc, by wpaść do Parku Moczydło. Tam kurs przez alejkę koło kopca, na który przed wielu laty we dwie osoby sobie podjechaliśmy i zjeżdżaliśmy. Tym razem tylko przecinając ten park, choć kopiec trochę kusił. Dalej jazda Brożka do Górczewskiej. Tam też stało trochę zielonych barierek. Tuż za Powstańców Śląskich od lat nęciło mnie osiedle położone nieco wyżej niż ulica. Podjazd i kilka zygzaków, które wyprowadziły mnie po północnej stronie. Stamtąd jazda Pełczyńskiego, objazd 1/4 okrążenia fortu Blizne. Na Dobrzańskiego drugie śniadanie. Na pierwsze była resztka kolacji, składającej się z kaszy z warzywami. Mniam.

14:51. Górczewska. Budowa stacji metra Młynów. W tle blok nr 22. Widok ku NE

14:56. Przejście przy budowie stacji metra. Widok ku W

14:56. Podpora i wiadukt kolejowy linii 20 na Górczewskiej

15:17. NE blok na Osiedlu Górczewska 200
Otrębuska, Podkowińska, Kocjana. Koło dworku, gdzie zdarzyło się być kilka lat temu na weselu koleżanki, zjazd na ścieżkę przez las. Połowa ok, połowa piaszczysta. Przejazd Bukową, następnie kierując się do Truskawia, lecz tam nie wjeżdżając. W Lipkowie skręt na Koczargi Stare. Tak trwała jazda Traktem Królewskim, gdzie w 2009 przyszło mi zrobić zdjęcie, które wkrótce potem zniknęło z komórki wraz z kilkoma innym. Zdjęcie obrazowało jedną z tablic, napisanych z błędem, której teraz średnio intensywnie i bez efektu przyszło mi wypatrywać. Później pojawiła się wielka potrzeba, by po prostu usiąść i odpocząć, ale udało się dociągnąć do Zaborowa przez Borzęcin Duży. Akurat z kościoła wychodziło kilka osób, więc rzutem na taśmę udało się zerknąć do wnętrza. Też od jakiegoś czasu mnie to korciło, ile razy zdarzało się tam przejeżdżać. Wnętrze małe, takie dość kwadratowe, inaczej niż większość prostokątnych. Przerwa krótka, ale i tak nie bez odpoczynku.

16:23. Zalesie. Kapliczka przy głównym skrzyżowaniu wsi

16:50. Zaborów. Wnętrze kościoła pw. św. Anny z XVIII w.

17:04. Leśna droga w NW części Zaborówka

18:32. Wiersze. Kościół pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny z XX w.
Koło przystanku zjazd na zielony szlak rowerowy. Przejazd przez las i skręt w Wesołą. Tu akurat zdarzyło mi się być po raz pierwszy. Droga szybko się kończyła, i jako leśna niknęła w Puszczy. Na większym rozwidleniu odbicie ku północy i powrót na szlak, w jego nowym miejscu. W Debłach jazda na wprost. Od Leszna szło trzech pieszych, a nieco dalej wywożono drzewo na wozie. W pół drogi do asfaltu przyszło mi skręcić w prawo i pieszo przemknąć do wsi Kępiaste. Trochę z trudem, bo ścieżka była ledwo widoczna, a przy domach nie było jej wcale. Trochę turlania po DW579 i skręt na Wiersze. Tam przerwa koło kościoła, gdzie też zniknęła mi resztę kanapek. Akurat nadszedł wieczór, a mnie czekała wolna jazda do Czosnowa, gdzie wyjazd skończył ten nieco męczący (ale ciekawy) dla mnie wyjazd. Powrót autem.

19:44. Czosnów. Skwer przy UG
Miejscowości mazowieckie
- Truskawka (+C 2008.02.24)Rower:
Dane wycieczki:
125.68 km (11.00 km teren), czas: 07:50 h, avg:16.04 km/h,
prędkość maks: 42.93 km/hPieszo po wale
Ładny dzień. Spacer z plecakiem do Rajszewa. Silny wiatr i ciepło. No ale wiatr zimny, więc trzeba było iść w bluzie/kurtce. Wpierw trasa tuż za HITem, potem przez tego dnia czynne i tłoczne targowisko. Wejście na wał w pobliżu piaskowni. I tak spacer trwał, aż do Rajszewa. Raz krótkie odbicie nad Wisłę i przedrzemanie przez jakiś czas, bo słońce przyjemnie grzało. Wróciwszy na wał, widać było, że niebo zasnuło się chmurami, a podczas schodzenia do Skierd zaczynało padać. Potem już wiosennie lało. Na koniec wycieczka autem do Warszawy (przypadkowe spotkanie kolegi ze studiów) i powrót późno w nocy. Przechodziła porządna ulewa z bardzo silnym wiatrem, ale krótko to trwało.
Rower:
Dane wycieczki:
17.00 km (0.00 km teren), czas: 04:00 h, avg:4.25 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hDo Rajszewa
Środa, 8 marca 2017 | dodano: 08.03.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Z Kasią, .Warszawa
Przeszły bóle po poprzednim wyjeździe. Tego dnia było lepiej niż się można było spodziewać. Tempo wielokrotnie przekraczało 25 a nawet 30km/h. Bez dbania o trasę. Pęd po DK 62, przez Modlin i NDM do Rajszewa. No może trochę więcej na początku, podczas zjazdu na Goworowo, a później w Modlinie przez "Osiedle Dat". Przez Osiedle Młodych, w naturalny sposób wyszło tak, jakby trwało ściganie się z autobusem. Chłodno, ale ubiór na mnie, nie był zbyt dostosowany do warunków. Potem autem jazda do Warszawy, gdzie przez dwie godziny trwało stanie w korkach, nim udało nam się stamtąd wydostać.
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
38.25 km (0.00 km teren), czas: 01:49 h, avg:21.06 km/h,
prędkość maks: 40.64 km/hPierwsze setki dwie
Niedziela, 5 marca 2017 | dodano: 06.03.2017Kategoria >200, .2 Osoby, .LSTR, .Nocne, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Warszawa
Po nocy poprzedniej, nie było pewności, czy będę mieć wystarczająco sił do jazdy. Było szczególnie widoczne przez pierwsze pół godziny, gdy prędkość była sporo niższa niż do tej pory. Potem na szczęście jakoś się udało rozbujać i nie mieć większych kłopotów do końca wyjazdu. Ba. Zostało trochę zapasu sił, by wymęczyć 250, ale pogoda i niewielka ilość zapasów, uniemożliwiły wytworzenie chęci w tym kierunku. Zabrane zostało tylko 6 litrów wody i 6 bułek, nie zjedzonych dnia poprzedniego. Nic nie zostało dokupione po drodze, choć wiele lokali kusiło zapachami.
Początek trasy do Kamienicy. Dalej przez Złotopolice. Na Trębkach mijały mnie dwie rowerzystki, a później trzech młodszych rowerzystów, podczas zjadania pierwszej z bułek, podczas pierwszej z przerw. Zastanawiało mnie, czy może polecieć na Wyszków, albo do Pułtuska. Do Modlina wjazd od strony od lotniska. W NDM jazda ścieżką, by przejechać nowo powstałym fragmentem ulicy Modlińskiej. Skręt w Przemysłową, a potem wprost do Olszewnicy, gdzie znów przerwa. Dzwonienie do Księgowego (bez efektu), D. (pracujący przez kolejne 3 godziny) i P. (bez efektu). Od D.a udało się dowiedzieć, gdzie szukać P. i tam też skierowały się koła roweru. Pracował przy aucie i nie słyszał telefonu. Czekając, aż się przygotuje do jazdy, znikała trzecia bułka.

12:49. Kamienica. Kościół pw. Opatrzności Bożej z XX w. Widok ku NE

13.09. Henrysin. Nowa stacja uzdatniania wody, niedaleko Fortu X

13:36. Wiadukt nad S7 w Zakroczymiu. Widok na Śmieciową Górę (24 km) ku SE

13:36. Wiadukt nad S7 w Zakroczymiu. Widok na centrum Warszawy (34 km) ku SE

13:51.NDM. Widok na łąki zalewowe. Widok ku NE

13:51. NDM. Widok z mostu na osiedle przy Placu Solnym ku SE. W tle lampy oświetlające boisko Świtu NDM (2,5km) oraz wieża kościoła pw. św. Michała Archanioła z XVIII w. (1,5km)

13:54. NDM. Po wielu latach, teren nieużytków pomiędzy torami, DK 85, DW 631 oraz ogródkami działkowymi "Pestka", zostały pozbawione drzew i krzewów

13:58. NDM. Ścieżka rowerowa przy Modlińskiej i Słowackiego

13:59. NDM. Już skończone Apartamenty Centrum przy Modlińskiej

13:59. NDM. Nowy odcinek Modlińskiej, powstały po wyburzeniu warsztatów szkolnych ZSZ nr 1 przy Bohaterów Modlina 77d

14:08. NDM. Chodnik przy ul. Przemysłowej, przed połączeniem z ul. Graniczną.
Ruszyliśmy do Wieliszewa, za torami na moment skręcając w drugą po prawej. Zawróciliśmy gdy skończyła się kostka, bo P. miał cienkie opony. Już w Wieliszewie skręciliśmy ponownie w prawo po kostce, przejeżdżając koło biblioteki, jednak historia się powtórzyła. Potem Spacerową zjechaliśmy do starorzecza. Wyłożona została kostką, tworząc alejkę, na której spacerowało sporo ludzi. Kiedyś wiodła tam trasa Mazowi24h, ale był tam wtedy szuter. Wyjechaliśmy koło Kościoła i skierowaliśmy się na Komornicą, a potem Skrzeszew. Polną Do Szkolnej i wprost do domu P.

15:39. Świętojańska w Wieliszewie. Jezioro Wieliszewskie. W centrum widoczne ruiny folwarku z XIX w. Widok ku E

15:04. Wieliszew. Podjazd ul. Flisaków ku S. Po lewej kościół pw. św. Przemienienia Pańskiego z XX w.
D. jeszcze chwilę musiał poświęcić pracy, więc w tym czasie trochę rowerem, trochę pieszo, udało się poznać nieużytki koło torów kolejowych za Asnyka. Zmęczyło mnie to i trzeba było odpocząć. Zapadł zmierzch. Spotkaliśmy się i ruszyliśmy na Szwajcarską. To kolejna nowa ulica w okolicy, jaka powstała w ostatnich latach. Tam też powstał bardzo długi mural, przedstawiający historię Polski, w oparciu o ważne, militarne wydarzenia. Dworzec kolejowy również zaczął przypominać dworzec, a nie tylko przystanek, a obok powstał piętrowy parking. Przemknęliśmy pod wiaduktem i przez przejazd kolejowy. Kwiatową na Wiejską do Przylesie. Z lewej czaił się spory dzik, jednak słabo widoczny przy braku słońca.

16:58. Graniczne nieużytki między Legionowem (na lewo od ogrodzenia) i Łajskami (po prawej), na zachód od ul. Kościelnej
Krótka przerwa przy sklepie. Ginie kolejna bułka. Szkolną i Dębową dotarliśmy do Warszawy. Przyrzeczem wjechaliśmy na wał, który został zakostkowany aż do Mostu Północnego. Z początku kręciło się sporo ludzi, ale druga połowa była praktycznie czysta. Przed mostem się rozdzieliliśmy i innymi drogami (bo rozmiękłym gruncie) dotarliśmy do wjazdu na ścieżkę. Przejechaliśmy na drugą stronę i tam jeszcze przegadaliśmy sporo czasu. Ruszyliśmy w swoje strony. D. z powrotem, a mnie naszło, aby zerknąć jeszcze do osiedli warszawskich. Powstała też koncepcja, by spróbować zrobić 200km, bo na moście pękła mi pierwsza w tym roku setka.

18:51. Most Północny. Ścieżka rowerowa po północnej stronie. Widok ku SW

22:23. Łomianki. Ulica Zachodnia
Bardzo porządnie udało mi się objeździć Wawrzyszew między blokami i osiedlami, również na uliczkach, gdzie nigdy mnie nie było Cała zabawa dość mozolna, ale nawet ciekawa. Gdzieś ktoś ćwiczył grę na trąbce, mnóstwo ludzi wyprowadzało psy. Przystając przy spalonym domu, ktoś rzucił "kto tam", momentalnie kończąc mój postój. Zabawę skończyła się skrętem, w ulicę rodziny Połanieckich. Początkowo była ok, roiły się nadzieje na jakiś skręt w prawo, a skończyło się na gruntówce z błotem i koleinami, choć przejezdnej. Okrążała ona fort Wawrzyszew. Z ciemnego lasu wyjazd gruntówką na wschód od Kasjopei. Arkuszową do Loteryjki i w Akcent. W Łomiankach Partyzantów, Grzybowa i Zachodnia. Szacunkowo, nawet po tylu osiedlowych uliczkach Warszawy, jeszcze by mi nie starczyło kilometrów do drugiej setki. Z Sierakowskiej skręt do centrum Łomianek. Gościńcową i Wiejską w stronę domu, spalonego w sylwestra, o czym było głośno w mediach. Została z niego już tylko podłoga i zwały gruzu, w większości gotowe do wywiezienia, tylko w niewielkiej ilości zalegające na terenie działki.
Pora wracać, ale rozważane było jeszcze odbicie na Pomiechówek albo na Wojszczyce, gdyby jeszcze zabrakło odległości. Przy okazji okrążenie cmentarza w Kiełpinie i odwiedzenie wnętrze dworku w Łomnie. Na piętro można wejść, na strych niby też, ale drewniana podłoga nie była zachęcająca na tyle, bym miał na to ochotę. W wejściu mnóstwo śmieci utrudniające dostęp, a w środku głównie gruz. Jeszce w Łomnie okrążenie kościoła, a Czosnów pokonany Rolniczą i Strażacką. Z Dębiny wzdłuż S7 do wiaduktu. Zaczęło padać. Okrążone zostało osiedle w Kazuniu, a potem jeszcze zaczęło się kręcenie po osiedlach NDM. Za Narwią w Kolejową do Prusa, potem był Kopernik, Orzeszkowa i koło hotelu na główną. Przejazd przez Modlin, zaglądając do Moniuszki i Mickiewicza. W Zakroczymiu rynek, osiedle przy Tylnej i parking biedronki. Na Henrysin wyjątkowo nie przez las. W Trębkach dłuższa przerwa, gdzie zniknęło ostatnie pół bułki (poprzednia połówka gdzieś za Łomiankami) i trzeba się było bardziej docieplić.
Ciągle padał deszcz. Może nie była to wielka ulewa, ale był wystarczająco nieprzyjemny, by odechciewało się jazdy, nawet mając spory zapas sił. Dłuższa droga przez Złotopolice mnie zniechęciła, kurs DK62. Jazda była trudna z powodu, jak zwykle, sporej liczby aut. Kilka razy lepiej było zjechać na pobocze. W Goławinie zerknięcie na licznik, oświetlając go światłem z komórki. Zdziwiło mnie, że było około piątej. Gdzieś przepadło poczucie czasu. Szybkie szacunki wykazały, że dalej nie mam co się pchać krajówką, a droga przez Goworowo będzie zbyt krótka. Skręt na Przybojewo. Robiło się widno, choć chmury i deszcz nie pozostawiały miejsca na złudzenia o wschodzie słońca. Kaptur bardzo zasłaniał widok i wpadał na oczy, a po odsunięciu go, w to miejsce wdzierała się woda. Za Goworowem przybyło mi sił i już lekko jechało ~35km/h przez większość ostatnich kilometrów. Potem tylko pozostało zrzucić przemokłe ubrania i umyć się.
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
202.83 km (15.00 km teren), czas: 12:53 h, avg:15.74 km/h,
prędkość maks: 39.84 km/hDzicza noc
Piątek, 14 października 2016 | dodano: 14.10.2016Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Warszawa
Rozpogodziło się, po ostatnich dzień w dzień deszczach. Nadeszły dni słoneczne, chłodne, z przymrozkami. Zastanawiało mnie, czy ruszyć na Warmię, a może z Kielc do Łodzi, lecz dawno porządnie nie zdarzyło mi się jeździć, a rower wymagał przetestowania przez dłuższy czas niż 5-10 minut. I dobrze się stało, że w pociąg nie przyszło mi wsiąść, bo przez połowę trasy bolało mnie kolano i jazda od Jabłonny nie była zbyt przyjemna. W kilka godzin po powrocie jeszcze dało o sobie znać zmęczenie dawno nie używanych mięśni. Ponadto był problem z zaśnięciem, przez co było tylko 6 godzin realnego snu. Mimo to, nie było odczucia senności na trasie. Rower zachowywał się ogólnie w porządku, jedynie drobne niedogodności z biegami (przerzutka [~12kkm]? manetki? [~23kkm]). Po raz pierwszy ubiór górny był taki jak trzeba, by nie przemarznąć z zimna i przepocenia w temperaturze 5-0 stopni. Składały się na niego koszulka i bluza rowerowa, koszulka zwykła, bluza i kurtka. Problemem były opadające nogawki, spodnie i skarpetki, które choć dwie na stopę, i tak nie zabezpieczyło mnie to przed przemarznięciem nad ranem.
Wyjazd koło 20. Księżyc zbliżał się do pełni, więc było dość jasno. W Miączynie trwała modernizacja drogi do stanu wyasfaltowanego. Na ten moment zostały zrobione rowy, poszerzono całą drogę, usunięto trochę drzew i krzewów i wyrównano grunt. Prace wykonywano na odcinku od dawnej szkoły do końca zakrętów. Dzięki temu wreszcie będzie można spokojnie zjeżdżać, nie martwiąc się nagłym wychynięciem samochodów, psów oraz zakopania w piasku na sam koniec zjazdu. Po tych pracach do modernizacji pozostanie jeszcze jeden odcinek, prowadzący przez pola do centrum wsi.
Początkowo planem było trzymać się DK62, lecz ledwie po wyjechaniu nań, narosło odczucie, że nie ma we mnie jeszcze na nią gotowości, choć ostatnimi dniami ruch nie był zbyt obfity. Skręt na Wólkę Przybojewską. Również i tam trwał remont. Pracowano nad ostatnim odcinkiem drogi w stronę wschodniego krańca wsi. Nie rozwiąże to największego mankamentu, czyli zjazdowych zakrętów nad strumieniem, ale to leży w gestii sąsiedniej gminy. Przejazd przez Smoszewo i stamtąd wyjazd na DK62, z której nastąpił zjazd do lasu na Zakroczym. W mieście nowy dla mnie szlak, wydeptanego na miedzy koło jednego z gospodarstw. Dalej były Gałachy i centrum Modlina. Potem oba mosty i skręt na techniczną wzdłuż S7. Jazda nią trwała od DW 579 do końca ekspresówki.
Cofnięcie się do centrum Czosnowa. Z Gminnej do Rolniczej, tak jak ostatnim razem, lecz odwrotnie. Udało się dostrzec kilka uliczek, których wcześniej nie były przez mnie odnotowane, ale nie było tego dnia na nie ochoty. Przerwa na przystanku i pierwsze 1,5 z 4 tostów zniknęło ze smakiem. Z głównej trasy zjazd dopiero w Cienistą. Zdziwiło mnie to trochę, bo dość mechanicznie, odruchowo nastąpił wjazd na nią, również poprzednim razem przemierzaną. Nie trwało to długo. Skręt w gruntową drogę koło cmentarza, która ostatnio zwróciła moją uwagę. W Łomiankach jazda Zagłoby i Skrzetuskiego. Nawet Kmicic się załapał. Przecięcie Warszawskiej do Agawy. Wiosenną do Zachodniej, która była rozkopana. Jazda chodnikiem, podobnie jak pewien skuterzysta. Slalom Dolną, Wąską, Długą, Wiślaną, Akacjową i Partyzantów.
W Wólce Węglowej skręt w Dziekanowską. Gruntówką wzdłuż murów cmentarza na Wólczyńską i skręt w Loteryjki, by przebyć fragment, który ostatnio został przez mnie opuszczony. Przekąska. Dalej Wóycickiego, za stacją w gruntówkę do Trylogii, światła w pobliże McD. Skręt w Farysa i przerwa na Prozy. Nim tak się stało, wychynięcie zza drzew, po lewej dostrzegając rodzinę dzików w sumie 8-10 sztuk. Spacerowały sobie między ulicami i ścieżką rowerową. Gdy mnie dostrzegły, zeszły nieco w dół, a gdy i mi przyszło zmierzać w te stronę po ścieżce, te czmychnęły w nadwiślański las. Mostem rowerowym na drugi brzeg. Tam skręt na Osiedle Porajów. Miedzy osiedlami przejazd do pasażu Sławika, a potem wycofywanie przez teren Lidla do ścieżki przy Kukińskiego. Nie było to planowane czy świadome. Ot jazda tam, gdzie koła niosły. I bardzo się dłużyło. Tak, że zniknęła kolejną część kanapek.
Wzdłuż niedawno powstałego Traktu Nadwiślanego (ponad kilometr od Wisły, ale na fantazję nazewniczą nie ma rady) powrót do Światowida, by wkrótce ku północy ruszyć Milenijną. Przez 36 Pułku Piechoty Legii Akademickiej. Dalej była Pomorska, Majolikowa, Mehoffera. Przy Gospodzie Zbójnickiej poszukiwanie drogi prowadzącej na północ. Nie udało się jej znaleźć, bo jej nie było. W to miejsce poznane zostały wszystkie ulice odchodzące od Dyliżansowej i Osuchowską. Wąską ścieżką wyjazd na chodnik przy Modlińskiej. Skręt w Sprawną i Trąby (betonowe płyty). Powrót Aluzyjną. Kolejny zjazd w Jędrzejowskiego, Mielnicką i Szewelską. Przyrzeczem miał się odbyć powrót, ale te okolice były mi słabo znane, wiec kurs w stronę wału. Na skrzyżowaniu w prawo ku północy. Domów dużo nie było, a gdy te się skończyły, asfalt wraz z nimi. Droga była przejezdna, ale składała się z odcinka ku N, gdzie było więcej błota, oraz ku E, gdzie więcej było kałuż. Dużych na całą drogę, tak że lawirowało się po całej. Miejscami wyłaniały się betonowe płyty, chyba z otworami, lecz trudno było mi to stwierdzić. Mijało się tam ruiny, jak głosi internet, starej wózkowni. Drobna przekąska i połowa ciepłej wody z termosu.
Wyjazd tam, gdzie mi się wydawało, że wyjadę, czyli na początku obwodnicy Jabłonny. Nie było ochoty nią jechać, więc kurs przez centrum, z objechaniem ratusza od E ku N i W. Przy rondzie zjazd w Królewską, a potem Listopadową. Jazda odbyła się teraz zupełnie nowymi dla mnie drogami (nie licząc krótkich odcinków i jednego przejazdu autem). Przy skręcie w Mieszka I kręcił się jakiś pies, a na Kisielewskiego kolejne dziki. Chrobrego była cała rozkopana od Hetmańskiej do lasu, więc skręt w kolejną. Prymasowska miała sporo małych, szutrowych dziur. W Chotomowie przejazd za rondo i skręt w Bziuka. Droga ta była kolejnym odcinkiem gruntowym z kałużami, ale nie takimi jak poprzednio. Pusta, tylko kilka domów, a reszta przy sąsiednich ulicach. Kończyła się wąskim skrętem w prawo między domami, trochę wzmocniona betonami.
Wydmy przejechane z trudem i tam zaczęły się boleśniejsze problemy z kolanem. Przerwa na przystanku w Skierdach. Widać tam było jedynego (poza mną) o tej porze rowerzystę, który zmierzał w odwrotną stronę. Oprócz niego kolejna grupę dzików, tym razem buszującą na chodniku wzdłuż DW 630. Rozważana było przeze mnie jeszcze jazda w kierunku Skrzeszewa i Dębe, albo chociaż na wał, ale spokój temu. Licząc na Bożą Wolę i tamtejszy płaski przejazd przez tory. Dalej wjazd do Okunina i trochę odpoczynku, obserwując ludzi zmierzających do pracy w pobliskich zakładach. Pojawiło się też więcej rowerzystów, bo nastał ranek. W NDM skręt w Nowołęczną i dalej wzdłuż torów. Także koło cmentarza. Wąska dróżka przejezdna, ale przy młodszym cmentarzu zbyt piaszczysta, wydeptana jak na plaży.

06:08. Nowy Dwór Mazowiecki. Narew o świcie. Widok ku E
Skręt w Mazowiecką, o mało się nie przewracając przez pośliźnięcie. Już raz było na tym wyjeździe w ten sposób, ale na plecach, więc lepiej, by obyło się bez powtórzeń. Prostym wariantem przejazd na drugi brzeg. Już się robiło jasno. Nie było ochoty na jazdę z porannymi autami, więc Modlin przejechany Obwodową. Wyjazd na DK62 koło cmentarza był niewielki, śmiech na sali, ale dla mnie stał się problemem. Potem jazda wzdłuż lotniska i techniczną przy S7 (ależ ona ma wertepy). Za Ostrzykowizną wjazd do lasu. Spacer przez jego część, ale mentalnie nie dało rady kontynuować dojścia do dróżki, wiec kurs do asfaltu. Trochę odpoczynku, opróżnienie reszty zapasów, dopicie ostatnich kropel wody z termosu, a kolano jako tako dawało radę przez resztę trasy.

08:41. Trębki Nowe. Skrzyżowanie w pobliżu dworu. Drobne naprawy nawierzchni (na drodze powiatowej, która wymaga generalnego remontu)
Do Trębek skrótem gruntowym. Skrzyżowanie koło remizy przechodziło jakiś remont. Dalej DK 62 z przerwą na przystanku w Goławinie. Skręt na Miączyn, gdzie dopiero teraz przecięta została trasa z pierwszych godzin wyjazdu, mimo kilku miejsc, gdzie różnica liczona była kilku-nastoma metrami. Odcinek w Miączynie był teraz przysypywany piaskiem i wyrównywany przez koparkę (tylko ona tam dziś była, ewentualnie auta z ziemią). Gdy tam się zjeżdżało, to tak właściwie tylko przez kilka metrów. Początek był potwornie zabłocony i rozjechany grubymi oponami, a piach kopny. Kolano nie miało ochoty na kolejną dawkę wysiłku. Przy płaskich zakrętach zdziwienie, bowiem zniknął jeden ze starszych, drewnianych budynków we wsi.

09:25. Miączyn. Budowa nawierzchni asfaltowej na zjazdowym odcinku z zakrętami

09:25. Miączyn. Tu kończą się zakręty i tu, (tymczasowo) miał zostać zakończony odcinek asfaltowy, na dłuższy czas pozostawiając sporą breję po ciężkim sprzęcie

09:26. Miączyn. Budowa nawierzchni asfaltowej na zjazdowym odcinku z zakrętami

09:27. Miączyn. Budowa nawierzchni asfaltowej na zjazdowym odcinku z zakrętami. Widok ku S

09:28. Miączyn. Budowa nawierzchni asfaltowej

09:28. Miączyn. Budowa nawierzchni asfaltowej na zjazdowym odcinku z zakrętami. Widok ku N

09:30. Miączyn. Budowa nawierzchni asfaltowej. Odcinek, gdzie zalegało najwięcej piachu. Widok ku N

09:34. Wychódźc E. Fundamenty rozebranego drewnianego domu, przy zakrętach w stronę Miączyna.
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
134.84 km (18.00 km teren), czas: 08:43 h, avg:15.47 km/h,
prędkość maks: 35.54 km/hCzterodniowa Dwudniówka IV - Hulajnoga trzech miast
Sobota, 3 września 2016 | dodano: 04.09.2016Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, 2016 Podkarpacie, .Warszawa, .Wyprawy po Polsce, .Z rodziną
2016.08.31 - 09.03 Czterodniowa Dwudniówka - cała trasa
Poranek w Zamościu
Budzik ustawiony na około 4 rano. Obudziwszy się, na horyzoncie widoczny był wschód słońca. Wnet znów sen. Tak przegapiony został pierwszy pociąg. Po obudzeniu ok. 6:30, złapał mnie lekki nerw, że oto zaraz przegapię kolejny. Pospieszne pakowanie noclegowni (dobrze, że stelaż nie został rozłożony), a chcąc zrobić zdjęcie, coś się uszkodziło w aparacie. Na szczęście niegroźnie, najwidoczniej nadmiar wilgoci w porannym powietrzu, bo w domu był już sprawny. Szybki spacer do drogi, zawiązanie buta, którego rozwiązały chaszcze. No i hulajnoga na dworzec. Udało się w kwadrans. Zostało jeszcze kilka minut i oto już nadjechał szynobus. Pociągi jak w PR powinny być bardziej wykorzystywane, bo w nich nie ma problemów z napchaniem rowerów. Bilet kupiony o 7:12, z Zamościa do Lublina (przez Rejowiec) - podobnie jak rok wcześniej na tej trasie, acz o innej porze dnia.
06:32. Zamość. Poranek na łąkach dawnego koryta Topornicy w pobliżu torów
Zmęczenie i wspomnienia
Drzemka. Bolała od rana głowa i ogarniało mnie zmęczenie nadmiarem-nadmiarem informacji. Oczy mi się męczyły, gdy natykając się na tekst, od razu go czytały. Skupienie gdzieś prysło. Intensywne zmęczenie oczu podczas dowolnego, zwykłego czytania, od wielu lat pojawiało się w tylko w czasie osłabienia (typu migrena, przeziębienie), a w miarę rozwoju depresji czytanie to coraz większa trudność (trudność w skupieniu się na tekstach dłuższych niż newsy, albo kilkuminutowe filmiki), natomiast lekkie zjawisko mimowolnego od-razu-czytania, niemal wszystkiego jak leci, przez krótki czas występowało w dzieciństwie. Najbardziej pamiętam, że jak za szybą auta pojawiała się jakaś reklama, czy tabliczka, to od razu była przez mnie czytana, nawet jeśli znana była mi treść. Przez zdecydowaną większość życia coś takiego się nie zdarzało. Ot, zdarzało częste czytanie, głównie motywowane ciekawością, chęcią poznawania świata i zdobywania wiedzy dotyczącym wielu różnych tematów - zdecydowanie bardziej rozlegle, niż wnikliwie. Oczywiście, nie na każdy temat - wiele jest takich spraw, które mnie w sposób oczywisty nudzą jak np. piłka nożna, a wiele jest też takich tematów, których wolę nie tykać ze względów moralnych. Wiele razy spotkałam się z sytuacjami, w których inni przypisywali mi wiedzę czy umiejętności dużo większe niż w rzeczywistości. Czasem wzbudzały we mnie takie sytuację konsternację. Czasem rodzaj wstydu (ot, egzamin z gleboznawstwa wypadł mi na dobrą ocenę, natomiast zakres przeczytanego materiału to może z 10% rodzajów gleb (egzamin ten był jednym z bardziej wymagających na wydziale) - starałam się tego nauczyć, padły pytania akurat z jako tako ogarniętego materiału, ale poczucie otrzymania zbyt wysokiej oceny w stosunku to mojej wiedzy pozostało).W pociągu z Lublina do Warszawy
W Lublinie przesiadka, ale na szczęście w pół godziny i z bez potrzeby przechodzenia schodami w dół. Zakup w kasie na dworcu kolejnego kolejowego biletu - o 9:30 do Warszawy Centralnej (przez Dęblin), a także zakup dwóch książek z jakiegoś stoiska czy kiermaszu. Do Puław albo Pilawy krótka drzemka, bo nie dało rady wiele przeczytać. Z ciekawostek - jeden z pasażerów w pobliżu najwidoczniej miał głód nikotynowy, bo co chwila gadał, jak to pójdzie i zapali, albo rozmyślał jak to zrobić na dworcu, ile te przerwy itp. Do Warszawy nie dotrzymał. Co z nim dalej to nie wiem. Samego zaś smrodu papierosów nie lubię bardziej niż gorzkiej czekolady (od gorzkiego się źle czuję, ale taką czekoladę można przetworzyć do bardziej jadalnej postaci). Koniec przejażdżki pociągiem na Dworcu Centralnym.Warszawa
Z rowerem wjazd ruchomymi schodami. Pod Złotymi Tarasami trwała jakieś bokserskie zawody na wolnym powietrzu. Dalej w metro, a tam się okazało, że już stało pięć innych rowerów w przedziale. Wysiedli jak i ja na Młocinach, poza jednym, który opuścił pojazd stację wcześniej. Dalsza jazda do Rokokowej, jakimiś nieużytkami do Akcentu, Wólczyńską i dalej na północ do Auchan w Łomiankach, gdzie oczekiwanie na samochód z mamą i bratem. Potem pakowanie roweru, obiad, zakupy i moje ogólne zmęczenie.Epilog wyprawy
Po wszystkim powrót tylko z lekkim bólem mięśnia dłoni (pewnie coś podobnego, jak miała Kasia z achillesem, ale nie tak dotkliwie, skutek silnego hamowania bardzo startymi klockami w pagórkowatym terenie), trochę przemęczoną prawą łydką, która tego dnia częściej służyła do odbijania od ziemi, no i wspomnianym głowy. Dnia poprzedniego, w czasie ciśnięcia do Zamościa, trochę kolana się upominały, jakby miały wylecieć z zawiasów, ale w zasadzie nic poza tym. I tyle. Tak skończyło się zaliczanie gmin wschodniej flanki.Rower:Czarny
Dane wycieczki:
12.65 km (2.00 km teren), czas: 01:30 h, avg:8.43 km/h,
prędkość maks: 31.54 km/hWschodni Wał Trzebnicki VII - Powrót przezwarszawski
Środa, 24 sierpnia 2016 | dodano: 09.09.2016Kategoria .2 Osoby, .Wyprawy po Polsce, .Z Kasią, 2016 Dolny Śląsk, .Z rodziną, .Warszawa
2016.08.18 - 24 Wschodni Wał Trzebnicki - cała trasa
Do stolicy udało się przybyć koło południa. Napadł nas głód, więc pomiędzy osiedlami trzeba się było przedostać do znanego nam baru na posiłek. W drugą stronę również tak się jechało, ale nieco bardziej na północ położoną trasą. Do Kasprzaka ścieżką, a potem osiedle, Park Sowińskiego, osiedla do Górczewskiej, osiedle do Powstańców Śląskich, kolejne obok tej ulicy przed lotniskiem i za nim ku Młocinom. Dalej Encyklopedyczna, Woycickiego, las i Łomianki. Kasia pojechała Rolniczą do Zakroczymia. Ja w ulice nieznane, ale tragiczne. Pierwsza była Chopina, potem Cienista, pętla okrążająca Klonowy Park.

12:16. Ochota. Wydział fizyki (z lewej) i matematyki (z prawej) UW przy ul.Pasteura. Widok ku S

12:59. Ochota. Zaplecze Grójeckiej 53/57. Widok ku NNE

13:51. Bemowo. Pasaż przy Lencewicza. Widok ku NE

14:14. Młociny. Nowe osiedle przy Sokratesa i Rokokowej. Widok ku NE
W Łomnie skręt na poszukiwanie dworku. Był łatwo dostępny, ale zagracony. Trochę chodzenia, trochę zerkania, ale bez badania wnętrza. Potem raz jeszcze wizyta na terenie dawnego PGR, dostając się innym wjazdem niż poprzednio. Przed kościołem skręt w Baczyńskiego, ale zbyt wielka była obawa, że tylko mnie wyprowadzi na wał, na co nie było już sił, więc nawrót. Czosnów przejechany Rolniczą. Za miejscowością jazda wzdłuż S7, po czym skręt w Grunwaldzką. Była co prawda gruntowa i mnie męczyła bardzo, ale od dawna kusiło mnie sprawdzić, dokąd prowadzi. No i doprowadziła do Dębiny. Na rondzie w tejże wsi, o mało nie stratował mnie motor, który postanowił skrócić trasę pod prąd. Potem kurs ku Warszawie i na światłach nawrót do centrum Czosnowa. Objazd parku i zakup czegoś do jedzenia. Potem tylko oczekiwanie na auto i wyczerpanie przez kilka dni.
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
52.68 km (10.00 km teren), czas: 03:56 h, avg:13.39 km/h,
prędkość maks: 28.52 km/hTerenowe jazdy Sochaczew - Legionowo
Piątek, 13 maja 2016 | dodano: 14.05.2016Kategoria .2 Osoby, .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z Kasią, .Z rodziną, ...Miejscowości mazowieckie, .Z Księgowym, .Warszawa
Uczestnicy
Tekst rozpoczęty po czterech godzinach mocnego snu (i jednej na rozbudzenie wraz z posiłkiem), po którym jeszcze trochę dośpię. Zacząć może by należało od pewnego skrótu. W piątek wypadał dzień wolny, odetchnięcie przed całym, corocznym zamieszaniem, jakie wkrótce nastąpi. Na dzień ten mieliśmy spotkać się w Warszawie na rpg w godzinach popołudniowych. Dzień wcześniej popołudniowy wysiłek nierowerowy (i męczący, bo po ~4 godzinach snu) i przed powrotem do domu przypadkowe natknięcie się na dwa ptasie gniazda tuż przed zasiedleniem lub po opuszczeniu, które i tak by nie przetrwały. W nocy sporo czytania, pewna potrzeba snu, ale gdy w końcu przyszło położyć się około 3-4, nadal nie można było zmrużyć oka.
Wstępne przepatrzenie trasy przejazdu (rozważając trasę przez Czosnów lub Leszno, gdyby za bardzo mi się przysnęło i trzeba by się spieszyć). Do tego rozważanie, czy nie uderzyć na Wyszków albo po prostu przez okolice Radzymina, lecz stanęło na wariancie Sochaczewskim. Na mapie tras już przejechanych udało się dostrzec, że tereny położone pomiędzy DW580 i DK92 zjeżdżone zostały krótkimi odcinkami NS i ledwie krótkimi fragmentami WE. Padło na spontaniczne eksplorowanie tamtejszych dróżek w stronę Warszawy. Powrót już dzień wcześniej określony został mniej więcej przez Legionowo, z możliwością rozszerzenia o Nasielsk (gdyby warunki i kondycja pozwalały, by spróbować dociągnąć do 200km).
Po przeleżeniu kilka minut, przyszła pora zabrać się zrobienie kanapek na trasę, spakować rzeczy do sakwy (map nie biorąc, bo i po co). Może zasnę później, to po przebudzeniu przynajmniej tylko chwycę sakwę i w drogę. W trakcie przygotowań czas mijał, a mi przyszło się pogodzić, że znów czeka mnie podróż w niewyspaniu. Od pierwszych wypraw zdarzało mi się tak zarwać noc. Choć nie było to jakoś specjalnie odczuwalne, to ciało najwyraźniej samo szykowało się do drogi, nieraz nie dając mi porządnie odpocząć.
Po jajecznicy, ubraniu w cieplejsze ciuchy oraz włączeniu mp3 z nowymi utworami, start tuż przed 5. Świtało i z wolna się rozjaśniało. W powietrzu czuć było wilgoć po opadach dnia poprzedniego. Dzięki nim, gruntowe odcinki miały lepszą gęstość, a rower jechał około 25 km/h, bardzo rzadko jadąc poniżej 20 km/h. Przemieszczając się wzdłuż Wisły, można było obserwować poranne światło, padające na brzeg wysp po drugiej stronie rzeki. Na asfalcie Polnej przerwa, by raz jeszcze zawiązać uparte sznurówki, a nieco dalej, by podnieść siodełko o ~1cm. Wysoka prędkość utrzymała się do Wyszogrodu z tylko jednym incydentem na DK62, gdy jadący z naprzeciwka postanowił wyprzedzić trzy auta, manewr rozpoczynając kilkadziesiąt metrów przede mną. Nie czekał nawet, aż mniej więcej zrówna się ze mną, tylko walił na czołowe (jak by się to skończyło, gdybym zamiast roweru używał np. motocykla).
Wyszogród przejechany tylko po głównych przez centrum. Na moście silny, niemal morski wiatr, co nie zapowiadało lekkiej jazdy do stolicy. Podczas robienia zdjęć, przy okazji mógł ominąć mnie rowerzysta z naprzeciwka. Za rzekami skręt w lewo przy wale. Potem w prawo na drogę pod lasem, którą raz tylko przyszło mi jechać. Tym razem wzdłuż ściany lasu, a nawet częściowo w nim, przemierzając się po szyszkach i igliwiu, by ominąć najbardziej piaszczysty odcinek drogi. Poprzednim razem po prostu wyjazd na asfalt, lecz tym razem skusiła mnie ścieżynka koło słupów elektrycznych. Wąziutka, wijąca, dość zwarty grunt. Szutrem wiejskim, na który mnie wywiodło, przebyło się jeszcze ~300 m, nim ukazał się asfalt w towarzystwie zachęcającego mnie do szybkiej jazdy psa.

06:01. DK 50. Z lewej brzeg Wyszogrodu. Widok na Wisłę ku E
Asfaltami przez Kamion Mały wjazd na kurs wzdłuż Bzury. Standardowa, lekka trasa na Sochaczew, wg planu z domu. W Witkowicach Małych skusiła mnie dróżka asfaltowa, biegnąca po lewej stronie. Skończyła się trawiastym wałem, gdzie naszło mnie, że raczej cały dzień będę często jechać w terenie. Po prawej, wiejskiej stronie, widać było lokalne zabagnienie, a po lewej rozległe łąki w dolinie Bzury. Gdyby po nich jechać, to bez fatbike'a raczej ciężko by było. Dojechawszy do zwartej ściany lasu pojawiło się skrzyżowanie z ruiną domostwa w zaawansowanym stanie rozkładu. Opcje kontynuacji były trzy:
- na wprost przez głęboki piach pod górkę
- prawo w las między drzewami, po słabo widocznej dróżce, ale najkrócej prowadzącą do asfaltu.
- lewo w dół niby na łąki, ale z widocznymi śladami jazdy cięższego pojazdu, może quada.

06:28. Witkowice (w tle po lewej). Południowy koniec wału, ciągnącego się wzdłuż zachodniego brzegu Bzury. Widok ku S

06:30. Witkowice. Ruina przy wale

06:31. Witkowice. Kontynuacja drogi po wale, lecz już bez niego.

06:32. Witkowice. Wydma przy krańcu wału. Widok ku N
Padło na opcję ostatnią, która wąską dróżką wiodła koło dłuższego oczka i przecinała krótki, piaszczysty, pchany odcinek. Wydostałam się w Witkowicach Dużych. Rozważanie, czy skręcić w lewo, od lat kuszącym mnie asfaltem, który nie wiem gdzie prowadził, ale lepiej było nie ryzykować powrotu na łąki po tej stronie Bzury. Dojazd do żelaznego mostu. Za Wyszogrodem, wpadła myśl, by wreszcie przejechać nim do Brochowa, a równocześnie ominąć Sochaczew. Kontynuacja wkrótce... // Po niespełna 20 godzinach od poprzedniego tekstu, gdzie 4 minęły na deszczu, a kilka w łóżku:

06:58.Brochów. Kościół pw. św. Jana Chrzciciela i Rocha z XVI w. Widok ku NW

06:58. Brochów. Dwór Lasockich z XIX w.
W Brochowie krótka przerwa na ostateczną poprawę sznurówek. Bezowocna próba zjedzenia czegoś, ale jakoś nie było na to ochoty. Do Konar przejazd przez zachodnią część Malanowa. Wyjazd na DW 705, którą jechało się szybko, ale już z pewnym trudem. Zjazd w Plecewicach w Korczaka. Asfalt się wnet skończył, ustępując szerokiej gruntówce o bliżej nieokreślonych granicach i przebiegu. Z lewej mijało się spory budynek zakładów ceramiku budowlanej, od roku w upadłości likwidacyjnej. Po prawej znajdowało się bardzo głębokie obniżenie terenu, które wywołało we mnie swoiste zdumienie, że do tej pory nie udało się odkryć takiej ciekawostki. Dawniej miejsce pozyskiwania gliny, aktualnie stawy łowiskowe dla wędkarzy. W stromym, wysokim zboczu, swe gniazda założyła spora populacja jaskółek brzegówek. Po moim przejeździe trochę się ich spłoszyło i wyleciało, zataczając kilka pętli ponad stawami.

07:17. Sochaczew. Ul. Janusza Korczaka. Łowisko wędkarskie w wyrobisku iłów ceramicznych. Widok od strony Plecewic ku SE

07:18. Sochaczew. Ul. Janusza Korczaka. Łowisko wędkarskie w wyrobisku iłów ceramicznych. Widok od strony Plecewic ku S

07:20. Sochaczew. Ul. Janusza Korczaka. Łowisko wędkarskie w wyrobisku iłów ceramicznych. Widok od strony Plecewic ku SW
Towiany przejechane asfaltem, ale już za wsią polną drogą na wprost. Niebawem się skończyła - po trawie do pobliskich zabudowań, gdzie wydostałam się na drogę. Z północnej do południowej części Dzięglewa jechało się dróżką trawiastą, która wnet się urwała, przechodząc w charakterystycznie, ubogi w rośliny obszar, zapewne bardzo zakwaszonej, choć zwartej gleby. Nieużytek ten kończył się gospodarstwem, więc odpowiednio wcześniej trzeba było dotrzeć do miedzy, po której można było wyjść na asfalt. Wkrótce potem krótki odcinek po szutrze i wyjazd na DW 580.

07:23. Towiany. Dziwna smuga nad Warszawą

07:38. Dzięglewo. Widok na Chodakówek i kominy Chemitexu w Chodakowie
Pierwszy etap zaliczony, nadeszła pora na odcinek równoleżnikowy, o którego poznanie chodziło w tym wyjeździe. Boleśnie odczuwalna w kolanach była dotychczasowa jazda, więc odrobinę trzeba było zniżyć siodełko. W czasie planowania na komputerze zamysłem było, aby DW przejechać koło dworku w Żelazowej Woli, ale się nie udało, lądując przy granicy wsi. Nie widząc sensu, by się wracać, od razu kurs do Strzyżewa. Skręt w prawo i przejazd przez głęboką (jak na ten region) dolinę Utraty. Zjeżdżając, moją uwagę zwróciła dróżka odchodząca w lewo. Bardzo korciła, ale intuicja mówiła, że zepsuje mi to poznawanie innych okolicznych tras.
W pobliskim Szczytnie zjazd pod dworek, z którego jeden budynek okazał się się bardzo zaniedbany, z zawalonym dachem, a drugi tak przebudowany, że praktycznie niczym nie różnił się od zwykłego "kostkowego" domu mieszkalnego. Wnet powrót na asfalt. Z lewej krajobraz urozmaicała linia drzew wzdłuż powykręcanej linii brzegowej doliny Utraty, jak również zróżnicowana powierzchnia terenu ku niej opadająca. Wnet dopadła mnie czkawka, a że nie chciała przejść, postój na poboczu przy poziomkowych krzaczkach. Czkawkę pozbyć udało się tam całkiem, całkiem zdjąć wierzchnią, poranną warstwę ubrań, odpoczywając prawie na pięćdziesiątym kilometrze, przez prawe pół godziny.

07:53. Szczytno. Jeden z budynku dworu z XIX w.
Po zdjęciu kurtki i było mi chłodno, ale słońce wysuszyło koszulkę, co niewątpliwie poprawiło komfort jazdy. Zjedzone trzy kanapki i trochę rozciągania. Ogólnie dały się odczuwać nieznaczne i rzadkie problemy żołądkowe, które w niczym nie przeszkadzały, ale pod koniec podróży były jednak wyraźniejsze i dokuczliwsze. Po przerwie zaczął się zjazd do wsi Zawady, ale przed mostem intuicja mówiła, że nie jest to właściwy kierunek, więc skręt w drugą odnogę trasy. Jak się okazało po zerknięciu w mapy po powrocie - w Zawadach wjechałoby się na spory odcinek już przejeżdżanej trasy.

08:42. Izibska. Droga Kampinos-Teresin. Widok ku S
Kolejne wsi zmieniały się bardzo powoli. W Pawłowicach uwagę przykuły mi kolejny dworek, dość znacznie oddalony od drogi. Przejazd nad Utratą, ominięcie cmentarza, koło którego zaczęła się tragiczna dróżka. Po krótkim odcinku asfaltowym, kontynuowało się gruntówkami północnej części Cholewek. Częściowo droga było pokryta wysypanymi kamyczkami, częściowo zwykłą gruntówka, a częściowo (odcinek wschodni) z piaskiem, który można było dość łatwo pokonać środkiem drogi. Przecinając kolejny asfalt, wjechało się na jeszcze jedną gruntówkę, odkąd właściwie zaczął się etap "wielkopowierzchniowych obszarów uprawnych przy znikomej liczbie drzew".

08:50. Pawłowice. Kościół pw. św. Walentego z XIX w. Widok ku SW
Wjazd do Nowego i Starego Łuszczewka, przy których granicy był ogrodzony, zadbany dworek. Za zabudowaniami dotkliwie odczuwalny stał się wiatr ze wschodu, więc spore odcinki przyszło jechać w dolnym chwycie. Po pewnym czasie przecięło się DW579. Był to pierwszy pewny punkt, który dobrze był mi znany. Dało się dostrzec, że za bardzo zniosło mnie do Błonia, co było konsekwencją zmiany kursy w Zawadach (pierwotny szkic zakładał przejazd blisko Leszna). Do miasta mnie nie ciągneło. Łańcuch zaczął skrzypieć. Przed wyjazdem zastanawiało mnie, czy aby nie pora go nasmarować, no i wyszły konsekwencje nie dokonania tego. Po powrocie błyszczał srebrzyście, jakby dopiero go wyprodukowano.

09:15.Stary Łuszczewek. Przedwojenny dworek

09:22. Rochaliki. Ruina w zachodnim krańcu wsi
Przed mostem na Utracie odbicie w lewo - kolejna szutrówka. Za zabudowaniami pojawi się znak, iż jest to droga wewnętrzna Instytutu Hodowlanego. Zawracać nie chciało się, bo droga była co najmniej średnia. Rozglądanie za możliwością odbicia na północ (bo na południu można było co najwyżej dotrzeć do rzeki) i na szczęście wkrótce się taka ukazała. Przy drogach tych trwała jakaś modernizacja, czy to elektryki, kanalizacji czy czegoś innego.

09:38.Radzików. Kapliczka w południowym krańcu, NW części wsi
Dróżka była bardzo polna i ten jeden raz tego dnia był problem z kontrolą nad rowerem, ale bez przewrócenia i tego typu podobnych komplikacji (które na szczęście nie zdarzają mi się zbyt często). Na asfalt wyjechało się we wsi Radzików koło kapliczki i ujadającego psa. Na Witki przemieszanie mazowiecką "drogą 100 zakrętów" (choć było ich mniej). Dalej Łaźniewek, gdzie najbardziej dał mi się we znaki wiatr i ból w kolanie (tak bardziej pod nim, z zewnętrznej strony). Jadąc w tych stronach naszło mnie wrażenie, że okolica zmieniła się bardzo wyraźnie, odkąd zaczęły się moje wyjazdy w okolicach Warszawy, choć w tych stronach bywało się bardzo rzadko.
Na przystanku w Pilaszkowie przerwa trwająca 20 minut. Poleżało się na ławce, porozciągało się. Słychać wyraźnie było, jak wszystko chrupie i trzaska. Po rozciągnięciu (tylko w pozycji leżącej) dało się odczuć rodzaj odświeżenia i wróciło (czasem) mi tempo powyżej 20km/h nawet pod wiatr. Przede wszystkim odpoczęło trochę kolano i nie było "lekkich obaw ciała przed mocniejszym naciskiem na pedały", które wygląda tak, jakby całe ciało wędrowało za stopą (po bolącej stronie nogi), która wędruje w dół. Lekkie, bo niezbyt wyraźne, niezbyt częste i nadal niezbyt kłopotliwe, tak jak to było na ostatnich kilometrach kwietniowej 300ki (gdzie ciało głęboko wędrowało za stopą, albo naciskało się na udo/kolano ręką, by zmuszać je do opadania w dół).
W Umiastkowie wyjechało się na fragment DW 718. Przerwa na Żyznej, w którą wjechało się, ale zawróciło, bo jednak zachciało mi się poznać resztę trasy "na wprost". Dobrze się złożyło, bo akurat nadjeżdżał ciągnik, w którego cieniu wnet się udało schować. Co prawda nie trwało to nawet kilometr, ale i to dobrze. Zjechało się na ścieżkę po lewej stronie (wnet powróciła na prawą), którą dojechało się do ronda w Strzykułach (jedna pętla wokół niego). Wzdłuż trasy (a raczej w pewnym oddaleniu od niej) widać było sporo nowego budownictwa. W Macierzyszy skręt w Sochaczewską, przejazd nad ekspresówką (ponad odcinkiem, który ongiś pokonało się, gdy ta była jeszcze w budowie). Odcinek w większości szutrowy.

11:20. Sochaczewska na granicy miejscowości Macierzysz i Szeligi. Widok ku E
Wyjechało się na chodnik wzdłuż Połczyńskiej. Dalej na zachód, by na kolejnych pasach przedostać na drugą stronę. Skręt w Dostawczą koło Selgrosu, ale potem nawrót. Przejechało się przez światła i ruszyło podjazdem nowej ścieżki rowerowej na nowym wiadukcie ulicy Nowolazurowej. Po drugiej stornie skręt w Kraszewskiego z małym epizodem Promienistej po lewej stornie. Wjechało się na drogi między torami, aby poznać Odolany.

11:38. Wiadukt Alei 4 Czerwca 1989r. Widok ku NE

11:40. Wiadukt Alei 4 Czerwca 1989r. Kościół pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Widok ku SE
Obszar ten od dawna mnie interesował, gdyż na mapie dróg, którymi jeździło się po Warszawie, obszar ten stanowił jedną, wielką, pustą plamę. Raz raptem zdarzyło mi się przejechać i poznać ich południowy fragment z ulicy Poprzecznej. Krótkich fragmentów we wschodniej części (przy decathlonie) i pieszych nie wliczam. Jazdę wzdłuż torów skończyło się na ścieżce przy Prymasa (z chodnika schodząc na nią, by skrócić drogę) raz na utwardzoną nawierzchnię wyjechawszy w Mszczonowską przy Gniewkowskiej i wreszcie odnalazło się pomnik, który był waypointem o nazwie "Szubienica". O okolicy się nie będę bardziej rozpisywać, zostawiając to zdjęciom.

11:49. Stacja towarowa Warszawa - Odolany. Po lewej budynek WOA 2. Widok ku NE

11:52.Stacja towarowa Warszawa - Odolany. Droga południowa. Widok ku NE

11:54. Stacja towarowa Warszawa - Odolany. Schronisko manewrowych wschód

12:00. Ul. Dźwigowa widziana z poziomu torów ku SE

12:12. Odolany. Przy starym torze między Grodziską i Boguszewską

12:18. Odolany. Ruiny domostwa przy Gniewskowskiej, ~80m na W od Mszczonowskiej

12:21. Odolany. Tablica upamiętniająca powieszenie przez Niemców (o świcie 1942.10.16) 10 z 50 więźniów Pawiaka (pozostałe miejsca to Pelcowizna, Szczęśliwice, Rembertów i Marki), w odwecie za Akcję Wieniec
Przejazd przez dworzec PKS, dalej nową asfaltową ścieżką rowerową, która powstałą pod moją nieobecność. Gdy kiedyś trzeba było z Dworca czasem korzystać (idąc tam pieszo), ścieżka była tylko z kostki (mniej więcej do Białobrzeskiej, a dalej były problemy związane z trwającymi tam budowami - błoto i spółka). Powstało też sporo nowych biurowców (ten przy samym dworcu już był przeze mnie widziany, gdy korzystało się z pociągu). Od Placu Zawiszy łamańcem przy hotelu do Wroniej, tam na zapleczach Muzeum Woli, chodnik przy Srebrnej, Zaplecze nr4 przy Miedzianej oraz 86 przy Siennej. Wyjechało się na północną ścieżkę przy Prostej, po czym przerwa na obiad w orientalnym w pobliżu Platter.

12:39. Dworzec Zachodni. Budynek West Station I, pół roku przed końcem budowy

13:05. Przy rondzie ONZ, kilka lat po wybudowaniu drugiej linii metra. Po prawej Warszawskie Centrum Finansowe. Po lewej Spektrum Tower. Widok ku NE

13:05.Rondo ONZ. Po lewej Rondo 1 (192 m n.p.m.). Po prawej Ilmet (103 m n.p.m.). W centrum widoczne Centrum LIM/Mariott (170 m n.p.m.) i Oxford Tower 150 m n.p.m. Widok ku SE

13:18. Świętokrzyska 34. Gold Kim. A oto i obiad

13:36. UW. Remont Pawilonu Audytoryjnego z XIX w. przez większość czasu mieszczący Wydział Medyczny. Widok ku SE spod Zakładu Graficznego UW
Po kilkunastominutowej przerwie, gdzie uzupełniało się zapasy energii, trasa wiodła dalej wzdłuż Świętokrzyskiej. Tuż za Marszałkowską, z pobliskiego liceum właśnie wychodzili maturzyści, łatwi do odróżnienia od innych osób na chodniku. Na Krakowskim Przedmieściu kilkugodzinna przerwa na RPG (dotrzeć udało się przed pierwszym deszczem, ale po przypięciu roweru i ewakuacji pod dach niezauważalnie zresetował się licznik. Zdążyło mi się tylko zapamiętać ~106km, i ~7 h jazdy. Kolejna część wyjazdu wyniosła 62,17 km w czasie 3:59:51), skończona po opadach deszczu po 18 (drogi zlało konkretnie). Gdy obserwowało się ludzi przez okno, przypomniała mi się Kopenhaga: tłumy na ulicach, nadchodzi ulewa, tłumy ukryte w budynkach/pod zadaszeniami. Po przerwie zjazd Tamką i Zajęczą na drugą stronę Wisły.
Od stacji metra Stadion Narodowy odbicie na zachód wzdłuż Jagielońskiej, lub raczej między ogrodzeniami i szpalerem drzew, a potem częściowo wałem. Dalej Wrzesińska, Jagiellońska, od parku po ścieżce. Za Starzyńskim wyjazd na Modlińską. Z początku jechałeo się asfaltem, ale wnet wjechało na ścieżkę oraz chodniki, boczne asfalty itp. ciągnąc się tak aż za Kanał Żerański. Tam znów Kowalczyka i jazda wzdłuż kanału, ale poznając dwie nowe dróżki między drzewami, w tym jedną ślepą z powodu budowy. Zadzwoniło się do Księgowego.

19:04. Kanał Żerański w pobliżu mostu kolejowego. Widok na rozbudowę osiedla przy Łopianowej ku SW
Jazda na Płochocińskiej, to jeden wolno sunący korek od mostu na Białołęcką do samej Rembelszczyzny (za podwójnymi rondami było spokojniej). Prędkość roweru utrzymywała się powyżej 20km/h, a to wyprzedzając, to mnie wyprzedzano. Raz przejeżdżała karetka. Od Stanisławowa deszcz i szybko udało się dotrzeć do pracy Księgowego, gdzie poinformowano mnie, że tuż przed chwila wyjechał. Telefon - rozmowa - pęd po chodniku. Skręt koło kościoła i spotkanie przy cmentarzu. Gadając przejechaliśmy przez lasy zmierzając do torów i żwirowni. Na DK 61 wyjechaliśmy w połowie odległości między torami i zabudowaniami.

19:44. Nieporęt. Serwis rowerowy

19:56. Las Nieporęcki. "Pan Kamyk"
Około 25km/h jazda na południe po krajówce, kolejna karetka, wiadukt, paczkomat przy kerfurze na Słomińskiego, Piłsudskiego, Sobieskiego, boczna przy DK i do końca Jabłonny. Tam pogadaliśmy jeszcze z 0,5-1h po czym ruszyliśmy w swoje strony. Spostrzegło się, że zabrane zostały nieco rozładowane baterie, a lampka była bardziej pozycyjna, niż oświetlająca. Powoli przejechało się przez wydmy i zjechało na chodnik wzdłuż DW 630. Przeturlało się nim na Skierdy, ale jadąc czuć było jak zasypiam na rowerze i ten odcinek to jedna wielka plama z jednym okiem otwartym, albo obom zamykanymi na trochę dłużej niż tylko mgnienie oka. Aby się nieco ogarnąć, skręciło się na Trzciany. Zburzyło to monotonię i zwiększyło poziom koncentracji. Droga oświetlona lampami ukazała mi grubą warstwę podnoszącej się mgły. Tuż za lasem można było zerkać też na księżyc, którego blask wraz z mgłą tworzyły niemal baśniowy efekt niebieskiej (lub granatowej) nocy, bardzo zbliżony do tego, jaki widać w filmach, na obrazach lub w kreskówkach.

20:21. Legionowo. DK 61 przy Osiedlu Piaski

20:33 Pojazd maratoński
W Janówku przejazd pod torami, po raz pierwszy odkąd zakończono przebudowę skrzyżowania z drogą, którą teraz puszczono dołem. Nim wyjechało się na asfalt, z Dworcowej przejechało się przy peronach na drugą stronę drogi. Po drugiej stronie krótka przerwa. Zadzwoniono z domu. Z mojej strony padło, by podjechać do NDM, bo nadal senność, bo żołądkowe (które utrzymały się i na drugi dzień do końca pisania tego tekstu), bo kolano, bo zmęczenie, bo to druga doba jazdy bez dobrego snu, poprzedzona zbyt krótkim snem przed pierwszą dobą. Przytelepanie przez Górę i całe miasto, kończąc na uliczce w pobliżu jeszcze budowanego centrum handlowego. Ponownie się udało rozpisać, jak rzadko ostatnimi czasy...
Miejscowości mazowieckie
- Mokas- Izbiska
- Pawłowice
- SHRO Pawłowice
- Cholewy
- Stary Łuszczewek
- Rochaliki
- Wawrzyszew
- Radzików IHAR
- Radzików
- Witki
- Łaźniewek
- Myszczyn
- Pogroszew Kolonia
- Pogroszew
- Umiastów
- Kaputy
- PGR Kręczki Kaputy
- Macierzysz
Rower:Czerwony
Dane wycieczki:
168.00 km (44.00 km teren), czas: 11:00 h, avg:15.27 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hŚląskie oczyszczenie XI - Epilog Warszawski
Piątek, 8 kwietnia 2016 | dodano: 13.04.2016Kategoria .Samotnie, .Warszawa, .Z Kasią, 2016 Górny Śląsk, .Wyprawy po Polsce
2016.03.29 - 04.08 Śląskie oczyszczenie - cała trasa
Pociąg był około 9:25. Peron po drugiej stronie torów. Przejście z poziomu kas było łatwe (były na 1 piętrze, ale rower już było trzeba ściągać na dół). Przybyła pesa. Rower powędrował na hak (trochę zbyt głęboki, bo były problemy z wyjęciem roweru). Była jakaś nadzieję obserwować trasę, przejeżdżaną po raz pierwszy, ale okna były jakoś nisko osadzone, mniejsze, a mnie doskwierała senność, budząc się co jakiś czas, głównie w okolicach przystanków, gdzie pociąg się zatrzymywał. Około 12:10 Wschodnim (przez Warszawę jechało się około pół godziny).
Kijowską i przez parking na Jagiellońską. Stamtąd wałem do Wrzesińskiego, Okrzei do wybrzeża Helskiego. Dalej chodnikiem przy Zoo. Od Mostu Gdańskiego jazda ścieżką wzdłuż wybrzeża. Na poziom ponadzalewowy wyjazd przed mostem Grota. Jadąc ścieżką udało się dostrzec szutrową ścieżynkę w lewo. Co prawda było tam sporo śmieci, ale sama w sobie była przejezdna i wyprowadziła mnie przy południowym ogrodzeniu EC Żerań. Zaciekawiła. Kurs ku rzece, a tam okazało się, że można pojechać wałem po płytach betonowych.

13:06. Droga na wale za EC Żerań, prowadząca do kładki

13:08. Ujście Kanału Żerańskiego do Wisły (po lewej). Widok ku NW

13:09. Kładka w pobliżu ujścia Kanału Żerańskiego do Wisły. Kilka lat później przystosowana do ruchu pieszo-rowerowego.
Droga urywała się przy ujściu Kanału Żerańskiego do Wisły. Była tam również sławetna kładka, ongiś punkt do zdobycia w waypointgame, przy którym nie tak dawno przejeżdżał Księgowy. Niestety, dla postronnych, kładka jest chyba jedyną możliwością przedostania się na drugą stronę nie wpław i dobrze by powstał tam pomost dla pieszych i rowerów. Teraz wszakże brak było jakiejkolwiek możliwości przejazdu przez niego. Powrót do Modlińskiej. Po drugiej stornie kanału, gdzie skręt w Kowalczyka i dojazd na ścieżki wzdłuż niego. Przejazd do Płochocińskiej, gdzie rower został rozłożony i kilkanaście minut trwało czekanie na Kasię.

13:41. Nad Kanałem Żerańskim

13:45. Kanał Żerański. Chodnik prowadzący do Płochocińskiej
Jechało mi się z trudem, choć nie tak źle, jak już się zdarzało. Usiąść na siodełku już nie można było, a kolana zaczęły odzywać się wyraźnie dopiero w Warszawie (wcześniej dawały niezbyt silne oznaki), lecz w porównaniu do problemów w poprzednich latach, były one zbyt słabe, by nieść bardziej przykre konsekwencje. W rowerze poszła dętka i dwie szprychy (jedna pochodząca z wymiany w Lublinie w 2013). Dzięki tej wyprawie, pozostało mi mniej niż 10% gmin do odwiedzenia. Przesunęła się również, o ponad miesiąc, najwcześniejsza datę wyjazdu wielodniowej wyprawy, z noclegami pod namiotem.

13:51. Kanał Żerański przy Płochocińskiej. Koniec wyjazdu
Rower:Czerwony
Dane wycieczki:
12.56 km (10.00 km teren), czas: 01:10 h, avg:10.77 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hGarwolin i Ursus
Dnia poprzedniego autem wycieczka do Garwolina (Kasi rodzina), a potem na Ursus z noclegiem u koleżanki. Ot kilka zdjęć Warszawy:

09:29. Ursus Niedźwiadek. Widok ku W

09:29. Ursus Niedźwiadek. Widoczny wiadukt S8 nad linią kolejową nr 3 w kierunku Poznania. Widok ku NW

10:20. Ursus Niedźwiadek. W centrum wieżowce Śródmieścia. Widok ku E

10:22. Ursus Niedźwiadek. Wieżowce Śródmieścia (10 km). Widok ku NE

10:22. Ursus Niedźwiadek. Po lewej kominy EC Ursusu. Widok ku NNE

10:23. Ursus Niedźwiadek. Ścisłe centrum Warszawy. Widok ku NE

12:23. Ochota. Ul. Banacha. Widok na S wylot ul. Pasteura. Po lewej Wydział Matematyki, na wprost budowany nowy budynek i obok stary wydziały fizyki, a po prawej CSiR. Widok ku N

09:29. Ursus Niedźwiadek. Widok ku W

09:29. Ursus Niedźwiadek. Widoczny wiadukt S8 nad linią kolejową nr 3 w kierunku Poznania. Widok ku NW

10:20. Ursus Niedźwiadek. W centrum wieżowce Śródmieścia. Widok ku E

10:22. Ursus Niedźwiadek. Wieżowce Śródmieścia (10 km). Widok ku NE

10:22. Ursus Niedźwiadek. Po lewej kominy EC Ursusu. Widok ku NNE

10:23. Ursus Niedźwiadek. Ścisłe centrum Warszawy. Widok ku NE

12:23. Ochota. Ul. Banacha. Widok na S wylot ul. Pasteura. Po lewej Wydział Matematyki, na wprost budowany nowy budynek i obok stary wydziały fizyki, a po prawej CSiR. Widok ku N
Rower:
Dane wycieczki:
0.00 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: km/h


















