W 40 dni dookoła Bałtyku XXXIV - Estonia
Niedziela, 16 sierpnia 2009 | dodano: 29.03.2015Kategoria 2009 Skandynawia, .LSTR, .Samotnie, .Pół nocne
Po obudzeniu się, okazało się, iż jest to dzień pochmurny i deszczowy. Była blisko 10. Z powodu deszczu nie było we mnie najmniejszej ochoty, by wyjść na zewnątrz, więc przeleżało się tak jeszcze z godzinę. Na dodatek po mojej nodze wędrował po mnie kleszcz. Na szczęście, z powodu chłodu spało się w ubraniu, więc nie miał wielkiego pola do popisu. Po wychynięciu z namiotu okazało się, że ów został zaatakowany przez ślimaki. Obsiadły tak namiot, jak i rower.

11:05. Trasa E67. Nieprzyjemny poranek

16:07. Trasa E67. Jeszcze długa droga do domu

17:05. Trasa E67. Most nad rzeką Vigala, leżący w pobliżu Märjamaa.

18:19. Między Märjamaa a Pärnu
Cały dzień walczyło się z wiatrem i deszczem, który wyładowywał się tego dnia kilka razy. Było okropnie i trudno. Główna trasa w zasadzie nie przedstawiała wielkich walorów krajoznawczych. Głównym obiektem, który utkwił mi w pamięci, był most nad rzeką Vigala, leżący w pobliżu Märjamaa. Teren co prawda nie był płaski jak stół. Było kilka lekkich, krótkich podjazdów pokonywanych nawet bez zwalniania. Po prawdzie niezauważalnych, jeśli jechało się po pagórkowatych lub wyżynnych terenach jeszcze kilka dni wcześniej. Jednym słowem wielka równina. No i pustka w głowie. Przy samej trasie raz widać było pola, raz lasy. Czasem jakaś wioska w okolicy. Gdyby pogoda była sprzyjająca, zapewne tego samego dnia wyjechało by się już z tego kraju.

20:59. Pärnu
Wieczorem dojechało się do Pärnu. Było to jedyne miasto i większa miejscowość odwiedzona tego dnia. Było też najciekawszym miejscem, przez które wtedy się przejeżdżało. Nocleg wypadł kilka kilometrów dalej, skrywając się w lesie. W nocy mogło być interesująco. Silny wiatr kołysał koronami wysokich drzew. Były dużo za wysokie w stosunku do swoich grubości. Zaniepokoiło mnie to, więc lepiej było sprawdzić ich wytrzymałość. No a jak!!! Pierwsze z brzegu drzew, i to te, o które opierał się rower, po ledwie lekkim tylko pchnięciu przewróciło się i połamało w kilku miejscach. W ziemi została tylko dolna część, na której opierała się moja maszyna. Wtedy zaniepokoiło mnie to nie na żarty. Rozpoczęło się chodzenie w ciemnościach w pobliżu namiotu, po omacku popychając kolejne drzewa. Po chwili szukania, w rejonie zagrażającym namiotowi, udało się znaleźć kolejne drzewo, które z pewnym hukiem również się przewróciło. Posprawdzało się jeszcze kilka, wciąż z lekkim niepokojem znikając potem w namiocie. Nie było pewności, czy sprawdziło się wszystkie, ale na pewno większość. Ta noc była najbardziej niebezpieczna spośród dotychczasowych. Wręcz trwała obawa o swe życie, zastanawiając, jak to głupio byłoby zginąć na kilka dni przed końcem podróży, nie mogąc się z nikim podzielić wrażeniami z jej przebycia...
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
124.00 km (0.00 km teren), czas: 09:00 h, avg:13.78 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hK o m e n t a r z e
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj