XXI WAPM I - Do Grójca
Poniedziałek, 10 sierpnia 2026 | dodano: 22.08.2026Kategoria .>10 osób, .Wyprawy po Polsce, .Z rodziną, Squadraty, 2026 XXI WAPM
Od pewnego czasu szukałam jakiejś pielgrzymki rowerowej na Jasną Górę. Pierwsze przymiarki miały miejsce już w okresie gimnazjum, ale pozostały na papierze w formie prostego cuesheeta zakładającego przejazd przez Wyszogród na południe. W liceum i na studiach zamysł ten nie był kontynuowany, ale zalegał gdzieś na dnie "chciałobysię". Tym razem udało się znaleźć pielgrzymkę rowerową wyruszającą z Warszawy, czyli bliziutko. Zapisałam się w czerwcu.
Pogoda zapowiadała się ciepła. Rodzice odwieźli mnie na Ursynów, czyli miejsce startu, na 5:50. Okazało się, że formalności można załatwić w poniedziałek rano, ale po Mszy, czyli nie trzeba było dwa razy jechać w to samo miejsce (z tekstu ogłoszenia wynikało, że trzeba by je załatwiać w niedzielę, czyli dzień przed). Msza miała miejsce w kościele dolnym, że istnieją takie dowiedziałam się dopiero może z 5-10 lat temu, a teraz była okazja zobaczyć taki na żywo. Zaskoczyło mnie to, że komunikanty własnoręcznie przenosiło się z pudełka do naczynia liturgicznego. W czasie rozdawania Eucharystii, w kolejce w której stałam, ich liczba wyniosła 1, a osoby za mną musiały czekać na kolejne. Też po raz pierwszy mi się coś takiego zdarzyło.
Na dziedzińcu rozstawiły się panie od spraw formalnych. U nich wnoszono dopłatę i można było zamówić 3 obiadowe posiłki (bez wtorku i piątku) na kolejne dni pielgrzymki. Otrzymywało się też torebkę z lnu czy czegoś takiego, a w środku magnesik, przypinka, książeczka i lekki kubek. Z samochodu można było dokupić kamizelkę z odblaskami. Potem zgromadzenie po zachodniej stronie kościoła, na małym placu. Start tuż po 9, Jedną, długą kolumną na ok. 400 osób, kierując się ku N, a skręcając w Dolinę Służewiecką, potem w Aleję Wilanowską, a z niej w Aleję Rzeczypospolitej. Z niej zjazd do Świątyni Opatrzności Bożęj i pierwsza przerwa.

Warszawa. Ursynów. Al. KEN 101. Przed startem. Widok ku NE

Warszawa. Wilanów. Aleja Rzeczypospolitej. W tle Świątynia Opatrzności Bożej. Widok ku S

Warszawa. Wilanów. Aleja Rzeczypospolitej. Świątynia Opatrzności Bożej. Widok ku S

Warszawa. Wilanów. Aleja Rzeczypospolitej. Wnętrze Świątyni Opatrzności Bożej. Widok ku S

Warszawa. Wilanów. Aleja Rzeczypospolitej. Świątynia Opatrzności Bożej. Widok ku E
Po przerwie skręt w Branickiego i dalej główną w Przyczółkową (DW724). Tak jazda trwała do Konstancina-Jeziornej. Tam skręt w prawo, w drogę po N stronie Jeziorki. Później mostkiem na S stronę rzeczki i dalej w bulwar im. prof. Jana Haftka do Kościelnej. Przerwa przy kościele pw. Matki Bożej Anielskiej. Tam po raz pierwszy pojawił się samochód cateringowy z zasobami wody i jedzenia. Po przerwie skręt w Prusa i w Warecką, którą opuściliśmy miasteczko. Odtąd zaczęła się dla mnie mozolna, ale jeszcze żwawa jazda do Baniochy. Tam dłuższa przerwa przed kościołem pw. Najświętszej Maryi Panny.

Konstancin-Jeziorna. Wzdłuż Jeziorki. Widok ku W

Konstancin-Jeziorna. Wzdłuż Jeziorki. Widok ku W

Konstancin-Jeziorna. Kościół pw. Matki Bożej Anielskiej. Widok ku SW

Baniocha. Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny. Widok ku SEE

Baniocha. Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny. Widok ku SEE

Baniocha. Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny. Widok ku NE

Baniocha. Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny. Widok ku SEE

Baniocha. Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny. Widok ku E

Baniocha. kościół pw. Najświętszej Maryi Panny. Widok ku S
Po przerwie rozpoczęła się jazda w gorącu. Ze spokojnej skręt w Leśną. Dalej była jazda przez Dobiesz, Wojciechowice, Jeziórko, Kędzierówkę (przerwa w kościele, przy którym robiłam przerwę przystankową w 2018 r.), Uwieliny, Jaroszową Wolę do Wągrodna. Ten odcinek jechałam na szarym końcu ale starałam się utrzymać z grupą. Jeden z pomarańczowych kamizelek zasugerował bym zaczynała jechać wraz z pierwszą z ruszających grup po każdej przerwie i tak się mniej więcej stało. Do tej pory jechałam razem ze swoją grupą, czyli rotacyjnie - na pierwszym postoju na początku, na drugim jako ostatni, na trzecim jako przedostatni itp. by to trwało, gdyby nie moja kondycja i nadbagaż (z początku wiozłam obie sakwy ze sobą, a torbę w samochodzie. W Grójcu przeorganizowałam bagaż tak, by jechać lżej, a w Opocznie dodatkowo ogarnęłam się w tylko jedną sakwę). Przerwa w Pieczyskach, gdzie ległam na trawę, w cieniu niskiego żywopłotu.

Kędzierówka. Kościół pw. Św. Jana Chrzciciela. Widok ku NE

Kędzierówka. Kościół pw. Św. Jana Chrzciciela. Widok ku NE

Kędzierówka. Kościół pw. Św. Jana Chrzciciela. Widok ku NE

Pieczyska. Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Panny Marii. Widok ku SEE

Pieczyska. Ogród przed kościołem pw. Narodzenia Najświętszej Panny Marii. Widok ku SW

Pieczyska. Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Panny Marii. Widok ku E
Dobrze się leżało w cieniu, a wychynięcie na promienie słoneczne powodowało pieczenie rąk. Wieczorem (i w kolejne dni) posmarowałam je sudocremem, co poskutkowało korzystnie - tylko niewielki płachetek skóry się "wypalił". Dalsza jazda prowadziła do Drwalewa. Pomimo tego, że już lata temu jechałam zbliżoną trasą, wypatrywałam kolejnego postoju tak jakbym jechała po raz pierwszy. Jechało mi się już dość ciężko i z radością dowiedziałam się, że oto właśnie nastała przerwa obiadowa. Był kotlet ziemniaki i jakaś surówka. Do tego można było skorzystać z gościnności koła gospodyń wiejskich, ale wystarczyła mi tylko herbata. Potem odbyło się spotkanie w grupach, gdzie pokrótce opowiadaliśmy o sobie itp.

Drwalew. Kościół pw. Świętych Piotra i Pawła. Widok ku NEE

Drwalew. Kościół pw. Świętych Piotra i Pawła. Widok ku E
Po przerwie została tylko mozolna jazda do Grójca. Wyprzedziło mnie kilka grupek, a przy okazji pokropiło co nieco z nieba. W mieście jechało mi się już ciężko i zdawało mi się, że być może będziemy jechać jeszcze poza miasto, na co już nie miałam siły, ale szczęśliwie Grójec to było tyle, ile trzeba było osiągnąć tego dnia. Nocleg w szkole. Tam też kolacja na którą składało się pieczywo z zupą z ziemniakami i z mięsem. Po wypakowaniu bagaży uzupełniłam wodę w kuchni, a potem przeparkowałam rower - na początku przypięłam go do drzewa, ale po ostrzeżeniu o kradzieżach rowerów przepięłam go w zalecane miejsce koło wejścia na hale - ponoć w Grójcu szerzyły się kradzieże rowerów... Przy okazji okazało się, że mam kapcia, więc po ciemku, siedząc na murku przed drzwiami, zmieniłam dętki, a załatałam zepsutą już na hali.

Sikuty. Widok ku SE

Grójec. Nocleg w szkole
Pogoda zapowiadała się ciepła. Rodzice odwieźli mnie na Ursynów, czyli miejsce startu, na 5:50. Okazało się, że formalności można załatwić w poniedziałek rano, ale po Mszy, czyli nie trzeba było dwa razy jechać w to samo miejsce (z tekstu ogłoszenia wynikało, że trzeba by je załatwiać w niedzielę, czyli dzień przed). Msza miała miejsce w kościele dolnym, że istnieją takie dowiedziałam się dopiero może z 5-10 lat temu, a teraz była okazja zobaczyć taki na żywo. Zaskoczyło mnie to, że komunikanty własnoręcznie przenosiło się z pudełka do naczynia liturgicznego. W czasie rozdawania Eucharystii, w kolejce w której stałam, ich liczba wyniosła 1, a osoby za mną musiały czekać na kolejne. Też po raz pierwszy mi się coś takiego zdarzyło.
Na dziedzińcu rozstawiły się panie od spraw formalnych. U nich wnoszono dopłatę i można było zamówić 3 obiadowe posiłki (bez wtorku i piątku) na kolejne dni pielgrzymki. Otrzymywało się też torebkę z lnu czy czegoś takiego, a w środku magnesik, przypinka, książeczka i lekki kubek. Z samochodu można było dokupić kamizelkę z odblaskami. Potem zgromadzenie po zachodniej stronie kościoła, na małym placu. Start tuż po 9, Jedną, długą kolumną na ok. 400 osób, kierując się ku N, a skręcając w Dolinę Służewiecką, potem w Aleję Wilanowską, a z niej w Aleję Rzeczypospolitej. Z niej zjazd do Świątyni Opatrzności Bożęj i pierwsza przerwa.

Warszawa. Ursynów. Al. KEN 101. Przed startem. Widok ku NE

Warszawa. Wilanów. Aleja Rzeczypospolitej. W tle Świątynia Opatrzności Bożej. Widok ku S

Warszawa. Wilanów. Aleja Rzeczypospolitej. Świątynia Opatrzności Bożej. Widok ku S

Warszawa. Wilanów. Aleja Rzeczypospolitej. Wnętrze Świątyni Opatrzności Bożej. Widok ku S

Warszawa. Wilanów. Aleja Rzeczypospolitej. Świątynia Opatrzności Bożej. Widok ku E
Po przerwie skręt w Branickiego i dalej główną w Przyczółkową (DW724). Tak jazda trwała do Konstancina-Jeziornej. Tam skręt w prawo, w drogę po N stronie Jeziorki. Później mostkiem na S stronę rzeczki i dalej w bulwar im. prof. Jana Haftka do Kościelnej. Przerwa przy kościele pw. Matki Bożej Anielskiej. Tam po raz pierwszy pojawił się samochód cateringowy z zasobami wody i jedzenia. Po przerwie skręt w Prusa i w Warecką, którą opuściliśmy miasteczko. Odtąd zaczęła się dla mnie mozolna, ale jeszcze żwawa jazda do Baniochy. Tam dłuższa przerwa przed kościołem pw. Najświętszej Maryi Panny.

Konstancin-Jeziorna. Wzdłuż Jeziorki. Widok ku W

Konstancin-Jeziorna. Wzdłuż Jeziorki. Widok ku W

Konstancin-Jeziorna. Kościół pw. Matki Bożej Anielskiej. Widok ku SW

Baniocha. Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny. Widok ku SEE

Baniocha. Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny. Widok ku SEE

Baniocha. Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny. Widok ku NE

Baniocha. Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny. Widok ku SEE

Baniocha. Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny. Widok ku E

Baniocha. kościół pw. Najświętszej Maryi Panny. Widok ku S
Po przerwie rozpoczęła się jazda w gorącu. Ze spokojnej skręt w Leśną. Dalej była jazda przez Dobiesz, Wojciechowice, Jeziórko, Kędzierówkę (przerwa w kościele, przy którym robiłam przerwę przystankową w 2018 r.), Uwieliny, Jaroszową Wolę do Wągrodna. Ten odcinek jechałam na szarym końcu ale starałam się utrzymać z grupą. Jeden z pomarańczowych kamizelek zasugerował bym zaczynała jechać wraz z pierwszą z ruszających grup po każdej przerwie i tak się mniej więcej stało. Do tej pory jechałam razem ze swoją grupą, czyli rotacyjnie - na pierwszym postoju na początku, na drugim jako ostatni, na trzecim jako przedostatni itp. by to trwało, gdyby nie moja kondycja i nadbagaż (z początku wiozłam obie sakwy ze sobą, a torbę w samochodzie. W Grójcu przeorganizowałam bagaż tak, by jechać lżej, a w Opocznie dodatkowo ogarnęłam się w tylko jedną sakwę). Przerwa w Pieczyskach, gdzie ległam na trawę, w cieniu niskiego żywopłotu.

Kędzierówka. Kościół pw. Św. Jana Chrzciciela. Widok ku NE

Kędzierówka. Kościół pw. Św. Jana Chrzciciela. Widok ku NE

Kędzierówka. Kościół pw. Św. Jana Chrzciciela. Widok ku NE

Pieczyska. Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Panny Marii. Widok ku SEE

Pieczyska. Ogród przed kościołem pw. Narodzenia Najświętszej Panny Marii. Widok ku SW

Pieczyska. Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Panny Marii. Widok ku E
Dobrze się leżało w cieniu, a wychynięcie na promienie słoneczne powodowało pieczenie rąk. Wieczorem (i w kolejne dni) posmarowałam je sudocremem, co poskutkowało korzystnie - tylko niewielki płachetek skóry się "wypalił". Dalsza jazda prowadziła do Drwalewa. Pomimo tego, że już lata temu jechałam zbliżoną trasą, wypatrywałam kolejnego postoju tak jakbym jechała po raz pierwszy. Jechało mi się już dość ciężko i z radością dowiedziałam się, że oto właśnie nastała przerwa obiadowa. Był kotlet ziemniaki i jakaś surówka. Do tego można było skorzystać z gościnności koła gospodyń wiejskich, ale wystarczyła mi tylko herbata. Potem odbyło się spotkanie w grupach, gdzie pokrótce opowiadaliśmy o sobie itp.

Drwalew. Kościół pw. Świętych Piotra i Pawła. Widok ku NEE

Drwalew. Kościół pw. Świętych Piotra i Pawła. Widok ku E
Po przerwie została tylko mozolna jazda do Grójca. Wyprzedziło mnie kilka grupek, a przy okazji pokropiło co nieco z nieba. W mieście jechało mi się już ciężko i zdawało mi się, że być może będziemy jechać jeszcze poza miasto, na co już nie miałam siły, ale szczęśliwie Grójec to było tyle, ile trzeba było osiągnąć tego dnia. Nocleg w szkole. Tam też kolacja na którą składało się pieczywo z zupą z ziemniakami i z mięsem. Po wypakowaniu bagaży uzupełniłam wodę w kuchni, a potem przeparkowałam rower - na początku przypięłam go do drzewa, ale po ostrzeżeniu o kradzieżach rowerów przepięłam go w zalecane miejsce koło wejścia na hale - ponoć w Grójcu szerzyły się kradzieże rowerów... Przy okazji okazało się, że mam kapcia, więc po ciemku, siedząc na murku przed drzwiami, zmieniłam dętki, a załatałam zepsutą już na hali.

Sikuty. Widok ku SE

Grójec. Nocleg w szkole
Rower:Czarny
Dane wycieczki:
64.62 km (0.00 km teren), czas: 04:39 h, avg:13.90 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hK o m e n t a r z e
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj



















