BBTOUR II - Etap równinny
Niedziela, 26 sierpnia 2012 | dodano: 26.06.2013Kategoria >300, .Maratony, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, 2012 Maraton BB
Przebudzenie około 2 w nocy. Sama drzemka nie trwałą nawet tyle czasu, bo trochę trwało, nim skończyły się próby naprawy i mocowania lampki. Odtąd w nocy jechało się trzymając ją w ręce opartej na kierownicy. Chwilę się rozgrzewało, jeszcze coś przekąsiło, popiło i wsiadło na rower, powoli przebierając nogami, dopóki nie ogrzało się i wpadło w rytm. Było chłodnawo. Mgła gęstniała i bardziej posuwała się na wschód. Około 2:30 jechało się przez Nakło nad Notecią. Za Strzelewem szczególnie mglisty i zimny zjazd z dwoma znacznymi zakrętami. Prawie godzinę zeszło mi, by dotrzeć do 4 PK w Kruszynie. Był to Motel Złota Karczma "Chata Skrzata" przy krajówce, pod numerem 33. W środku zalegało kilkunastu jeśli nie kilkudziesięciu zawodników. Trochę trwało, nim o 3:23 znalazło się osobę z pieczątką i można było jechać dalej. Swoje już się "odespało".
Przed Bydgoszczą skręt na obwodnicę i pojechało się ścieżkami, gdy tylko się pojawiały. W Białych Błotach wyjazd na DK5, gdzie udało się spostrzec błąd i wrócić się na właściwy kurs. Na skrzyżowaniu z DK 25, choć trzeba było wzdłuż niej jechać, to problemu z nawigacją już nie było, ale 2-3 innym zawodników taka pomyłka zawiodła na Złotniki Kujawski i nadkładali drogi do Torunia. Gdy kończyła się jazda obwodnicą schowaną wśród lasów, powoli zbliżał się poranek. W porannej szarówce przebrnęło się przez Andersa w Toruniu i zatrzymało się dopiero tuż za miastem, w karczmie "Zwierzyniec". Ta mieścił się 5 PK, położony na 381 km trasy BBTour. Podbiło się pieczątkę o 7:50 i spędziło tam prawie godzinę na regenerację sił i posiłek. Niepotrzebnie wzięło się ze sobą trochę za dużo jedzenia na zapas, ale było to podyktowane niepewnością, czy nie powtórzy się sytuacja jak w Pile. Gdyby nie przerwa na burzę i ta w Toruniu, wpadłaby mi kolejna 400tka w ciągu 24h, a tak zabrakło raptem ~15km
Cały dzień był pogodny. Do Włocławka dojazd o 11:04. Był to dojazd problematyczny. 20 km odcinek wzdłuż budowanej autostrady A1 niezmiernie mi się dłużył, a pierwsze kilometry po mieście były po masakrycznej nawierzchni. Na szczęście Pk 6 przy placu Solidarności, był obecny, aktywny, i wrzał humorem. Było tam kilku tych, którzy minęli mnie, gdy odpoczywało się w Toruniu. Zjadło się coś ciepłego i po krótkim postoju pojechało się ulicą Wyszyńskiego i Płocką dalej na wschód. Nie przytoczę, jak wiele było obecnej mojej uwagi w czasie jazdy wzdłuż Wisły. Trasę znało się z podróży autem, ale teraz, po raz pierwszy rowerem, nie było zbyt wielu punktów, gdzie można było uchwycić coś wzrokiem. Dopiero Nowy Duninów zwrócił moją uwagę, a wkrótce skręt w Soczewce na SE. Dość powiedzieć, że wyminął mnie ksiądz na poziomce, podczas przerwy by m.in poprawić swoje kolano, klęcząc na poboczu, a on zatrzymał się, pytając o mój stan itp. Chwilę pogadaliśmy, z moich ust padły moje szacowanie dotyczące czasu przejazdu, średnich i godzin zamknięcia punktów. Nie było ochoty przechodzić drugiej Piły. Gdy pojechał, zrobiło się jeszcze krótki, szybki spacer po lesie, po czym pozostało dalsze męczenie trasą nadwiślańską .
Dzięki skrętowi z Soczewki do Sędenia Małego, można było dociągnąć trasę do miejsca w lesie, gdzie zawróciliśmy w czasie podróży do Gostynina w 2008r. Były to już w moje rejony, więc odczuło się pewną ulgę. Do Łącka przejazd ścieżkami. Podobnie do samego Gąbina. Równolegle do mnie przemieszczała się zwarta grupka, którą minęło się na noclegu przed Bydgoszczą i we Włocławku. Pierwsi dojechali do Gąbina, lecz w PK 7 na stacji odpoczywaliśmy już wspólnie. Było to o 14:50. Ruszyliśmy w podobnym czasie, choć odpoczywanie moje trwało krócej. Nie minęło wiele czasu, gdy za miasteczkiem odskoczyli w przód. Jadąc do Żyrardowa przez Sochaczew, wyłączyła mi się uwaga. Średnia prędkość zjechała do 17km/h, a chwilowa nie była wiele lepsza. PK 8 na stacji, przy wjeździe do miasta, odwiedziło się o 19:08.
W Mszczonowie pojechałam chyba nie tak jak trzeba. Warszawską cofniecie się do centrum, skręt we Wschodnią i kontynuowanie zwyczajnie. Na wyjeździe z miasta przygotowanie się do nocy, bo ta złapała mnie w czasie jazdy przez ową miejscowość. Z trudem przejechało się krajówką do Grójca. Aut było więcej niż do tej pory, ale to już wiedziało się, jak tu jest. W Grójcu jakby odzyskał świadomość. Trochę wróciło sił, ale kolana dawały znać. Zgodnie z mapą przejechało się przez centrum do Kępiny. Nie było pewności, gdzie znajdował się przejazd pod DK 7, ale szczęśliwie trafiło się bez straty czasu, choć sam podjazd w Grójcu mnie wymordował. W jednej z kolejnych wsi pogonił mnie pies wielkości owczarka niemieckiego, jeśli nie on sam. Niezmiernie mnie uradowało, że postanowił mi dopingować w trakcie nieznacznego podjazdu, gdy równocześnie zjechało mi ciśnienie w przednim kole. Ujechało się na bezpieczny dystans, by zabrać się za zmianę dętki. Z powodu mojego zmęczenia i niedawnej akcji trochę to potrwało. Skończyło się około północy.
Znów na kołach, wnet zjazdem dojechało się do Przybyszewa i skręciło w lewo. Łagodny podjazd i kwadrans do Falęcic. Raz jeszcze przejechałam przez Białobrzegi, lecz tym razem przyszło poruszać się drogami równoległymi do DK 7. Skręt do wsi Sucha i krótki postój. Od Kamienia jechało dość żwawo, co chwila zastanawiając się nad kierunkiem jazdy, lecz jadąc wciąż przed siebie, jak nakazywała intuicja. Zawiodła mnie w Jedlińsku, gdy nie dostrzegło się drogi wzdłuż DK7, którą można było kontynuować jazdę. Wpierw musiało się przejechać 400 metrów po krajówce, a potem wjechało na 100 m w głąb ulicy Targowej. Nie było widać, że można bezproblemowo jechać po DK 7, gdyż ne było alternatywy ani zakazu. Spędziło się tam dobre 20-30 minut na komunikacji telefonicznej i gonitwie myśli (po ~45 godzinach od porządnego snu). W końcu z trudem ruszyło jedyną drogą wśród rozlewisk i ujrzało się tabliczkę z nazwą "Wsoła". Odtąd wypatrywanie hotelu z 9 PK, ale jego ani widu, ani słychu. Potem się okazało - był prawie ostatnim budynkiem w tej miejscowości.
Była 3:45. Weszłam do środka. leżało tam całkiem sporo osób, odpoczywających w rożnych miejscach. Ze znanych sobie rozpoznałam jeszcze aktywnego Y.. Podbiłam książeczkę i napiłam się trochę ciepłego picia, jakie było w środku do dyspozycji. Przesiedziałaem z godzinę nim się dogrzało i ruszyło dalej. Powoli zbierało się na świtanie. Ledwie wjechało do Radomia. Ścięło mnie fizycznie i psychicznie. Znalazło się jakiś przystanek, do którego z ledwością dojechałam. Usiadło się i momentalnie zasnąło.
Zaliczone gminy
- Sicienko- Nowa Wieś Wielka
- Solec Kujawski
- Wielka Nieszawka
- Aleksandrów Kujawski (W)
- Raciążek
- Waganiec
- Lubanie
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
342.00 km (0.00 km teren), czas: 16:00 h, avg:21.38 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hK o m e n t a r z e
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj