Do Rzymu i przez Alpy XXVI - Turyn
Niedziela, 31 lipca 2011 | dodano: 29.06.2013Kategoria 2011 Włochy, .2 Osoby, .Z Kasią
Dzień 26
Alpi Maritimes
Nocleg w krzakach, ale wystarczająco wygodny i ukryty, pozwolił wreszcie odetchnąć po kilku dniach męki. Nawet nocleg poprzedni, choć też wygodny, powodował pewien lekki niepokój. Poranek pochmurny, ale jasny. W nocy było trochę chłodno. Na rowerach było się po 9:40. Od początku niosło mnie bardziej z przodu, często kilka skrętów dalej. Nawierzchnia nieco spękana. W górę wędrowało kilku ludzi. O 10 dojazd do pierwszej miejscowości, położonego ponad 200 metrów niżej, całkowicie turystycznej Panice Soprana. Tam odpoczywało się przez kilka minut.
9:44. Zjazd do Panice Soprana. Z lewej Monte Vecchio (1919 m n.p.m.), z prawej zachmurzone pasmo Bric Costa Rossa (2403 m n.p.m.). Widok ku N

9:46. Bec Matlas (2148 m n.p.m.) i Bec Baral (2130 m n.p.m.) na zachód od Limonetto. Widok ku NW
Nawierzchnia była nowa, asfalt porządny i szeroki. Przerwa po pięciu kilometrach w Tetti Mecci, tuż po serpentynie o pięciu skrętach, na których prawie się nie hamowało, jadąc z szaleńczą prędkością i nisko pochylając się przy zakrętach. Do Limone Piemonte droga była prosta, lecz nadal stroma. Miasteczko omijało się i nieco łagodniejszym zjazdem dojeżdżało do Vernante, gdzie nastąpił skręt do centrum. Jak się okazało, mimo niedzieli sklepy był tu otwarte (co do tej pory było dość rzadkie). Zrobiło się zakupy i spacerowało w poszukiwaniu miejsca, gdzie można by zjeść śniadanie.

12:01. Vernante. Fontanna przy kościele pw. San Nicolao. Widok ku NW
Co ważne, w Vernante znajdowały się rzeźby, obrazki, malowidła, tablice poświęcone Pinokio. Pinokio był dosłownie wszędzie. Przerwę zrobiło się na ławeczce pod kościołem pw. San Nicolao. Do miasta dojechało się w godzinę po opuszczeniu noclegu, a spędziło tam prawie 1,5 godziny.

12:01. Vernante. Kościół pw. San Nicolao. Widok ku SE
Pianura padana
Dość swobodna jazda skończyła się w Borgo San Dalmazzo. Tam przyszło natknąć się na sakwiarza, z którym zamieniło się dosłownie kilka słów, z których wynikało, że jedzie w kierunku zachodniego pogranicza Francji i Włoch. My zaś dalej na północ, a teren powoli, niemal niezauważalnie opadał w kierunku Padu. Region był niesamowicie równinny, płaski i jednorodny. Urozmaiceniem były widoczne na horyzoncie szczyty gór, dające się zauważyć tak na wschodzie, jak i zachodzie. Góry na południu powoli malały i znikały, lecz nasz wzrok kierował się ku północy.Jadąc tak z coraz większym, jednostajnym wysiłkiem, minęło się kilka miasteczek, które w jakiś sposób starały się zapaść nam w pamięć:
- Martinetto del Rame - straciło się kilka minut pod marketem, który okazał się zamknięty. Przynajmniej trochę się odpoczęło.
- Pobliskie Cuneo wyglądało na strasznie opustoszałe, podobnie jak wiele kolejnych innych miejscowości. Było położone kilkadziesiąt metrów ponad poziom doliny rzeki Stura di Demonte, co czyniło nawet ładne.

13:47. Cuneo. Widok znad rzeki Stura di Demonte ku SEE

14:13. Cascina Cartignano. W tle Alpy Kotyjskie. Widok ku SW

15:07. Levalidigi. Kościół pw. Spirito Santo. Widok ku NNW

15:12. Levalidigi. Specyficzne rondo do zawracania. Widok ku NNW
- Genola - Mała miejscowości z centrum handlowym. Tam około godziny 16 przerwa na większe zakupy i posiłek niż o poranku. Można powiedzieć, że rowery zostały wtedy bardzo obładowane. Było to na 64 kilometrze pokonanym tego dnia.

16:35. Rowerowe ozdoby przed marketem w Genola
- Savigilano - Pierwszy tego dnia, porządny przejazd przez duże miasto. Przejazd przez centrum, w którym pełno było starej kostki brukowej.

16:59. Savigilano. Kościół pw. Sant'Andrea. Widok ku NNW
- Cavallermaggiore i Racconigi - Miasteczka odległe o 3-4 kilometry od siebie. Oba łączy to, że objechało się je ich obwodnicami, przy czym przy drugiej była znacznie dłuższa.
- Carmagnolla - Sporo nowego budownictwa. W innych miejscowościach przeważała raczej architektura sprzed co najmniej kilkudziesięciu lat. Tu było wyraźnie więcej mniejszych lub większych osiedli.
Turyn
Tuż po przekroczeniu 100km przejechało się pod autostradą A6 na jej na wschodnią stronę. Około godzinę później udało nam się dotrzeć do Turynu. Była 20:20 i powoli zbliżała się noc. Początkowo trzymało się głównej trasy, która biegła w pobliżu Padu. Obserwując znaki drogowe dało się zauważyć kilka, które kierowały do stadionu Juventusu. W sumie, skoro było się tak blisko, czemu by nie zajechać. Jedziemy, jedziemy i nagle tablice prowadzą w innym kierunku, niż do tej pory. Zaczepiamy jakieś młode małżeństwo, które po krótkiej rozmowie informuje nas, że znajdujemy się w innym miejscu, w terenie podmiejskim. Z tego co udało mi się zrozumieć, miał się ona znajdować kilkanaście kilometrów na południe od centrum (w rzeczywistości w kierunku NW, co mogło być nam po drodze). Zrezygnowało się z tego, bo i nie był to punkt obowiązkowy, ani w planach.
20:10. W centrum Moncalieri. Widok ku E

20:11. Moncalieri. Widok z Ponte dei Cavalieri Templari na Pad ku NE

20:20. Turyn przed wieczorem. Widok ku N
Z braku jakichś większych zapasów sił, jechało się głównie chodnikami i ścieżkami. Decyzję te motywowało duże podobieństwo południowej części trasy, do jazdy przez Warszawę w rejonie nadwiślańskim, głównie w okolicy Czerniakowa. Przejechało się w pobliżu muzeum Teatro Nuovo, które od południa bardziej przypominało areszt albo zakład produkcyjny. Niedaleko mijało się Castello del Valentino, z grubsza przypominający pałac w Wilanowie (jeśli już trzymamy się porównywania Turynu do Warszawy).

21:18. Castello del Valentino w Turynie. Widok ku E
Z ścieżek w pobliżu Corso Massimo d'Azegilo skręciło się w Corso Vittorio Emanuele II i przejechało przy Arco di Trionfo. Dalej jechało się bardzo blisko rzeki. Obserwując drugi brzeg rzeki, w oczy rzucała się wieża kościoła pw. Santa Maria na wzgórzu Monte del Cappuccini (284 m n.p.m.), a nieco dalej kolejny Chiesa del Gran Madre di Dio, z kopulastym dachem, przypominająca współczesny Panteon w Rzymie.

21:22. Arco di Trionfo w Turynie. Widok ku NNE

21:29. Chiesa del Gran Madre di Dio w Turynie. Widok ku SEE
Odbicie w Via Giovanni Francesco Napione, później skręcając w Corso Belgio (obie z torami tramwajowymi), jadąc na wschodni brzeg Padu. Tamten odcinek zszedł nam trochę dłużej, tak pod względem nawierzchni, sił, jak i nawigacyjnie, by nie nadkładać drogi. Po wschodnim brzegu przejechało się ~2km, po czy powrót na brzeg poprzedni, lecz dopiero w miejscu, gdzie wpadała do Padu rzeka Sture di Lanzo. Dalej jechało się przez strefę z małą ilością zabudowań i wielkich obszarów przemysłowych. Przerwę na przystanku, pożywiając się trochę i odpoczywając. Od pewnego czasu szukało się noclegu, ale z powodu miejskiej zabudowy przypominało to raczej szukanie noclegu w Genui.
Przejechało się przez Settimo Torinese, które wtedy przypominało przejazd przez Ponte San Giovanni pod Perugią. Dopiero prawie dwa kilometry za miasteczkiem udało się wypatrzyć przydrożny, niewielki, zakrzaczony teren. Ostatecznie przyszło się położyć 10 minut przed północą.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
144.00 km (0.00 km teren), czas: 08:00 h, avg:18.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hK o m e n t a r z e
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj