Wpisy archiwalne w kategorii
.Z rodziną
| Dystans całkowity: | 13303.06 km (w terenie 1282.20 km; 9.64%) |
| Czas w ruchu: | 852:08 |
| Średnia prędkość: | 15.53 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 65.75 km/h |
| Suma kalorii: | 16270 kcal |
| Liczba aktywności: | 214 |
| Średnio na aktywność: | 62.16 km i 4h 27m |
| Więcej statystyk | |
Warszawa - Przez Puszczę do NDM
Piątek, 23 kwietnia 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z rodziną, .Warszawa
Słonecznie, dość silny wiatr z zachodu i północy. Chłodno. Bardzo duże powierzchniowo Cumulusy o znacznej wysokości, jednak nie przechodzące w Cumulonimbusy. Drobne opady deszczu przed południem. Wieczorem zmieniły się w dość duże Altocumulusy.
Pobudka między 8 i 9. Przez ponad godzinę trwała rozmowa z Kasią przez telefon. Poprzedniego dnia myślało mi się, że prawdopodobnie pojadę do domu rowerem. Tak też się stało. Leżąc w łóżku, zastanawiało mnie, co czeka za oknem. Ociągając się, trochę udało mi się posegregować rzeczy – do domu, do zostawiania, do zabrania na majówkę. Wyrzucenie śmieci i posprzątanie na łóżku. Rzeczy do domu powędrowały do sakwy. Zamknąwszy za sobą drzwi, spacer do akademika po drugiej stronie, gdzie w bardzo krótkiej rozmowie udało się dowiedzieć o warunki wypisania z akademika. Powrót, ubranie się i zabranie swoich rzeczy, odpięcie roweru, po czym został obładowany. Powolny start czując, że potrzeba mi było jazdy. Z czasem to uczucie rosło. Jechało się w stronę torów, ulicami w ich pobliżu (okolice Podskarbińskiej). Tak pokręcenie po małej dzielnicy, gdzie były zlokalizowane jakieś zakłady, w tym skup złomu. Ponadto, była tam spora przestrzeń, częściowo otwarta, częściowo zarośnięte roślinami. Były tam śmieci w rodzaju rozwalonego łóżka. Wśród drzew skrywał się domek z mnóstwem gratów. Przypomniał mi to nieco takie dziecinne układanie małych, do niczego nie potrzebnych rzeczy, ale razem tworzące pewną całość i układ. Zastanawiało mnie też, czy nie będzie tam jakiego tubylca, który by mnie przegonił, więc lepiej było szybko opuścić obszar.
Po jakimś czasie jazdy po tych uciążliwych sześciokątnych, betonowych bloczkach, docierając w okolice Stadionu, gdzie zauważony został upływ powietrza w kole. Trochę pompowania, ale ostatecznie wsiadło się z kapciem do autobusu, którym przejechało się Wisłę i wysiadało na Nowym Świecie, skąd już pieszo na wydział, przed nim zmieniając dętkę. Z początku chciało mi się ją załatać – skończył się klej. Gdy została załatana – było niedokładnie sklejone i uciekło powietrze. Gdy przyszło założyć druga dętkę – urwany został wentylek tak, że po złapaniu kapcia nie było już sensu tej dętki łatać. Koło zostało zabrane do środka budynku, bo zaczęło padać trochę. W środku jego pompowania, w trakcie czekania na Kasię (tego dnia jej grupa prowadziła warsztaty na PP, później się źle czuła, a mi się nie chciało iść na zajęcia). Później, po pół albo i całej godzinie przejazd koło kościoła Augsburskiego na Marszałkowską. Potem Grzybowska, prosto ku Mennicy, aż dojechało się do Wolskiej. Następnie jadąc wzdłuż Prymasa do Obozowej, gdzie kupiło się 2 dętki (podrożały paskudztwa) .
Przejazd nowym wiaduktem (Księcia Janusza) nad budowaną drogą – elementem obwodnicy S8 i jadąc osiedlami, lądując ostatecznie w pobliżu lotniska na Bemowie. Później Himalajską i Kaliskiego do Boernerowa i wjazd do lasu. Słychać było ptaki, a po zatrzymaniu się, czuć było smród z wysypiska. Gdy dojechało się do Arkuszowej, nastąpiła jazda w stronę Izabelina, lecz na początku Lasek jechało się do Sierakowa, przejeżdżając blisko zakładu dla ociemniałych. Dalej duktem, na którym było dużo kamieni, aż dojechało się do wspomnianej wioski. Potem wjazd na zielony szlak, ale przy leśniczówce nawrót, bo pojechałoby nie tam gdzie się chciało. "Zielony" doprowadził mnie do Palmir i tam zmieniło się go na "czarny", który z kolei zastąpiony został jakąś drogę z dużą ilością piasku. W pewnym momencie skręt w dół, w lewo i wyjazd na asfalt. W puszczy było sporo wody w bagienkach.
Dalej jechało się szlakiem niebieskim, aż do Czeczotek. Po drodze, blisko puszczy, w jakiejś wsi (Augustówek?) kładli asfalt. Na razie jako ziemia i betonowe bloczki, rozdzielające od niego chodnik i jakieś doły, w których był bazowa, błotna masa o konsystencji niemalże budyniu. Z Czeczotek w lewo w stronę Kazunia. Przecięta została główna na Leszno. Dojazd do kościoła w Kazuniu-Bielany, o którego istnieniu nie było mi wiadomo. Obok niego cmentarz, a na murze krzyże. Trochę dalej przejazd koło jakiegoś starego zakładu rolnego, chyba zajmującego się hodowlą świń. Dalej w stronę jakiejś zabudowy, ale droga była chyba ślepa, więc wnet nawrót i już chwilę potem było się na DW 579. Niewiele mi zostało do NDM. Na wiadukcie nad 7mką był spowolniony ruch, co można było wykorzystać do szybszego przebicia się. Za niebieskim mostem ktoś darł się z samochodu, a przy wyjeździe z drogi od Jabłonnej jechali saperzy na sygnale. Korek ciągnął się, aż do ronda po stronie Modlina. Zjazd w dół, pakując rower do samochodu taty. Pół godziny późnej przyjechała mama i z nią się pojechało najpierw do Czerwińska, a potem do domu, po drodze odwiedzając jeszcze cmentarz.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
60.80 km (0.00 km teren), czas: 05:00 h, avg:12.16 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWarszawa - Urodzinnie
Poniedziałek, 12 kwietnia 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Warszawa, .Z rodziną
Słonecznie. Nieliczne chmury. Chłodno. Wiatr z zachodu.
Tata wysadził mnie w na przedmieściach Łomianek i zawrócił. Rozpoczęła się jazda Warszawską, której chodnik był w remoncie. Kurs do metra Żubrową, Jagiellonki i Encyklopedyczną. Wyjście na stacji Ratusz-Arsenał. Dalej na Krakowskie i plac Piłsudskiego (slalomem ulic). Potem Tamką na hamulcach. Koło stadionu uliczkami przy Dworcu Wschodnim, Żupniczą, Kobielską do Kickiego. Po drodze udało się spotkać Przemka z liceum. Trochę z nim się pogadało, zanim ruszyło się dalej, już w pośpiechu.
2010.04.11

Krakowskie Przedmieście po Katastrofie Smoleńskiej. W tle Pałac Staszica. Widok ku SSE

Krakowskie Przedmieście po Katastrofie Smoleńskiej
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
18.50 km (0.00 km teren), czas: 01:30 h, avg:12.33 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hOd CH Arkadia
Poniedziałek, 28 września 2009 | dodano: 24.06.2016Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Warszawa, .Z rodziną
Nad ranem ku Mostowi Gdańskiemu (do Dworca Gdańskiego północnym chodnikiem), Szymanowska, Zakroczymska, Kościelna, Piesza, Stara. Tu cofnięcie, bo droga biegła w dół. Przejechało się koło Teatru WARSawy, a potem przez Rynek i Plac Zamkowy prawie wprost na wydział. Powrót Miodową, Podwale, Freta i Starą. Z Boleści przez Rybaki koło fontanny, nad Wisłą od Mostu Gdańskiego i ścieżką wzdłuż DK7 do Prozy. Skręt w Kolumbijską i podjazd do MAKRO.
Jakiś czas temu skończyło mi się picie, a po drodze nie udało się natknąć na jakikolwiek sklep. Przypięło się rower pod "marketem", weszło do środka przez bramki (bo ktoś też wszedł) i w stanie wysuszenia przewędrowało się po hali pełnej towarów zapakowanych po sztuk kilka-naście. Zdziwiło mnie to trochę (pierwszy raz), ale przewędrowało się do działu z wyrobami mlecznymi, gdzie pojedynczo stały spore butelki z kakao. Po wzięciu jednej, poszło się do kasy, a tu niespodzianka. Gdy przyszła moja kolej, okazało się, że powinno się posiadać "kartę", bez której nie kupi się tam nic. Było zdziwienie przy kasie, jak się tu mi się udało dostać (bo karta owa ponoć potrzebna była, by otworzyć przejście) itp. Problem został rozwiązany dość szybko, wbijając ów produkt (wcześniej przy kasie upewniano się, czy faktycznie ten produkt jest sprzedawany na sztuki) na kartę akurat wychodzących klientów, którzy się zgodzili (było to też szczęście, bo było ich bardzo niewielu) na taki obrót sprawy.
Ledwo się wyszło, a natychmiast udało mi się nasycić płynną zawartością butelki. Cała ta sytuacja trwała zbyt długo, a moje pragnienie było niemal krańcowe (w kontekście dotychczasowych doświadczeń). Było bardzo gorąco. Mając już swój zapas, można było kontynuować normalną jazdę, wiec skręciło się w Heroldów, Improwizacji, Humanistów, Jamki i dalej przez las, aż do leśnego przedłużenia Dziwożony. Wjechało się na niego, a zjechało w przedłużenie ul. Stary Tor. Dalej Pancerz, fragment wzdłuż DK7, Dolna, Zachodnia do ściany lasu i nawrót, skręt w Sierakowską, Prostą, Równoległą i dalej techniczną wzdłuż DK7. W Dębinie kilka niewielkich zjazdów, przejazd na drugą stronę krajówki i kolejny wiaduktem nieco dalej na północ położonym. Zjazd pod Bramę Ostrołęcką w Modlinie. Wyjazd zakończony w aucie.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
48.00 km (4.00 km teren), czas: 03:30 h, avg:13.71 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hDo CH Arkadia
Niedziela, 27 września 2009 | dodano: 24.06.2016Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Warszawa, .Z rodziną
Z auto wyszło się na granicy Łomianek i Warszawy - ulica Dziwożony. Przejechało się przez Park Młociński ścieżką zachodnią, docierając do niej przez las, tak jakby przedłużeniem Kościuszki, ale nie łączącym się z nią. Za parkiem kurs ku Wiśle, docierając na zaplecze Pałacu Brühla, po czym wróciło się w pobliże McD. Dalej Farysa i ścieżkami wzdłuż DK7. Odbiło się do Czarneckiego, terenowo przez Plac Inwalidów, wiadukt przy Dworcu Gdańskim i południową ścieżką do Arkadii.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
14.00 km (3.00 km teren), czas: 01:00 h, avg:14.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hW 40 dni dookoła Bałtyku I - Przygotowania do wyprawy
Wtorek, 14 lipca 2009 | dodano: 03.04.2015Kategoria .2 Osoby, 2009 Skandynawia, .LSTR, .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z Księgowym, .Warszawa, .Z rodziną
Przygotowania przed wyprawą trwały kilka dni, przy czym dopiero ostatniego z wykorzystaniem roweru.
3-5 Lipca
Piątek- Niedziela
Zakończyły się praktyki w Olecku i nastąpił powrót do domu. Przez te trzy dni nie pamiętam niczego konkretnego oprócz odpoczywania. Przez internet trwały konsultacje z P. co do wybory ramy. Mój wybór padł na ramę Accent Shannon w kolorze czarno-zielonym. Został zamówiony, a następnego dnia rano rodzice podwieźli mnie na drugą część praktyk – w Murzynowie.
11 i 12 Lipca
Sobota, Niedziela
Nie powiem żeby te dni przyniosły coś przebojowego. Rozpoczęły się „ostatnie przygotowania”, których i tak główna część została wykonana nazajutrz. Zapakowane zostały:
- mapy
- Finlandii - ogólna, w której tak naprawdę były zaznaczone tylko znaczniejsze drogi
- szczegółowe Estonii, Łotwy i mini-atlasik Litwy z Mazurami i północnym Mazowszem
- mało szczegółowa Sztokholmu i okolic
- gramatyka języka hiszpańskiego (duży format - duża waga), by zabić czas, gdyby naszła mnie nuda
- aparat (2 karty po 2 Gb; 2 pary akumulatorków i jedna zwykłych baterii) w pokrowcu
- kilka lekarstw, bardziej zapobiegawczych i wzmacniających niż realnie leczących
- śpiwór (nieco wysłużony i z dolnej półki cenowej)
- tygodniowy zapas bielizny
- 4 koszulki
- krótkie spodenki
- długie spodnie
- bluza z kapturem
- windstoper (chroniący od wiatru)
- kurtka lekka (z wywietrznikami)
- kilka zupek chińskich (częściowo wróciły do Polski)
- komórka z ładowarką
- mała kuchenka i gaz (kupione kilkanaście dni wcześniej)
- mały komplet przyrządów:
- do higieny
- do napraw
- do jedzenia
- ok. 3000zł z czego (szacunkowo):
- rama ok. 300 zł
- 5 sakw typu Crosso Expert, pomniejszonych o 2 najmniejsze woreczki ok. 500 zł
- 250 – 300 zł stracone w serwisie
- 200 zł stracone na zakupy w Polsce
- 50 zł na bilet do szczecina
- 20 zł mandatu
- 1200 zł wymienione na 3000 koron Szwedzkich
- 30-40 zł obiadokolacja po powrocie do kraju
- 80-100 zł jedzenie na trasie po powrocie, z czego wiele wróciło do domu
13 lipca
Poniedziałek
Obudzono mnie wcześnie rano. Zjedzone zostało śniadanie (chyba jajecznica) i zabrane do auta ostatnie rzeczy. Tata odwiózł mnie do Nowego Dworu, pod serwis rowerowy w dużym budynku przy targu. W tamtym miejscu, po krótkiej rozmowie z serwisantami, założyli mi nowy suport, a dodatkowo zakupione zostały stery. Stare nie nadawały się już do nowego roweru. Co do samej rozmowy, nie byli zbyt przyjaźnie nastawieni nagłym zdarzeniem. W końcu sezon i mieli dużo roboty, ale mimo to się zgodzili. Nieco lepszy mieli humor, gdy okazało się, że to nowa rama i nie muszą się urabiać po łokcie z moją maszyną.
Podziękowawszy, na blacie metalowego „stołu” na targowisku zostały rozłożone moje podręczne narzędzia i nowe stery. Rozkręcone zostało to, co było trzeba, a więc: poodkręcane zostały koła, przerzutka, wyjęty został widelec, a także, omijając zaplątujące się linki, wyjęte w końcu zostały stare i założone nowe stery. Były przy tym pewne problemy z dopasowywaniem ich elementów w odpowiedniej kolejności. Przykręciło się to, co było można z powrotem i rower wreszcie nadawał się do jazdy. Lecz nie do podróży... Nie było możliwości wyregulowywania całego osprzętu. Poza tym łańcuch spięty został nadwyrężoną już spinką, której jakość była fatalna. Wiadomym już było, że niewiele ujadę nim mi pęknie.
W czasie mojej pracy z nieba lał się żar, a po placu opustoszałego targowiska, jeden z serwisantów jeździł skuterem. Czy to o testował, czy też się bawił nie obchodziło mnie. Przeszkadzało się skupić na składaniu roweru. Po kilku godzinach spędzonych w tamtym miejscu, wreszcie można było ruszyć na prawie-ostatecznie-gotowej maszynie. Powróciło się do Modlina, skąd zabrane zostały z samochodu, do tej pory zbędne, sakwy wypełnione bagażem. Następnie ruszyło się do mostu i przejechało na drugą stronę. Ostrożnie jechało się przez miasto, a nieco spokojniej już za nim, na trasie do Wieliszewa. Dało się znać Księgowemu o tym, że się zbliżam.

14:59. Remont mostu kolejowego w Nowym Dworze Mazowieckim. Widok ku SSW
Mój nie-do-końca sprawny rower z dużym oporem toczył się do Legionowa. Skręt na Olszewnicę, wjeżdżając od ulicy Kolejowej. Tam rozmowa z Księgowym przez telefon i wkrótce potem spotkaliśmy się pod jego blokiem. Zanieśliśmy bagaże do mieszkania i pojechaliśmy do pobliskiego sklepu rowerowego po linki oraz inne drobiazgi. Po powrocie zjedliśmy mięsny obiad i udaliśmy się do piwnicy, gdzie Księgowy zajął się szczegółami remontu roweru tzn. regulacją przerzutki, hamulców, wymiana linek i naoliwienie tego, co naoliwienia wymagało. W każdym razie zajęło to wszystko dużo czasu.
Zaraz po skończeniu niezbędnych poprawek, poszliśmy na górę by podzielić bagaże, które znajdowały się u Księgowego. Do mojej sakwy na bagażnik dodatkowo trafił śpiwór Księgowego i stelaż jego namiotu. Reszta owinięta w karimatę trafiła później na drugi bagażnik. Wszystko załadowaliśmy do samochodu ojca Księgowego. Chwilę potem wraz z rowerami zapakowaliśmy się do autobusu i korzystając z dwóch biletów 20 minutowych na głowę, dotarliśmy w okolice Placu Zamkowego z jedną przesiadką na Konwaliowej. Przesiadłszy się na rowery, skierowaliśmy się do metra Świętokrzyska. Tam krótkie (chyba pierwsze) spotkanie z kuzynką Kasusa, którym wtedy pożyczone zostały dwie sakwy (zwrócone jakoś niebawem w kolejnym semestrze). Obie (w tym samym czasie co i my) również udawały się do Szwecji, ale podróżowały inną trasą i krócej (z ich opowieści pamiętam, że trafił im się przynajmniej jeden nocleg pod dachem).
Z dostarczeniem było trochę problemów, gdyż z powodu napraw roweru "trochę" przyszło się spóźnić, tym samym niecierpliwiąc ową kuzynkę. Po opuszczeniu podziemi metra ruszyliśmy przez most Świętokrzyski na Dworzec Wschodni, gdzie po krótkich poszukiwaniach zakupiony został bilet do stacji Szczecin Główny (przez Kutno, Poznań, Krzyż Wielkopolski) o 22:23. Sprawdziliśmy jeszcze godzinę odjazdu i pojechaliśmy przez most Poniatowskiego, Alejami Jerozolimskimi do Dworca Centralnego. W Złotych Tarasach zaopatrzyliśmy się w tymbarka. Przyszło mi pójść po niego na dół, by stać w długiej kolejce, ale niewątpliwie przydał się – nie wiem czy butelka po nim nie wróciła wraz ze mną.
Przed Złotymi, na placu w dole, trwał mały koncercik. Trochę posłuchaliśmy skracając czas potrzebny do odjazdu. Dotarliśmy do Świętokrzyskiej i Krakowskim ruszyliśmy na Plac Zamkowy. Kilka minut później, którąś trasą do Świętokrzyskiego mostu i znów wjechaliśmy na Dworzec Wschodni, gdzie czekał już tata Księgowego. Z nieba zaczął padać drobny deszcz. Doczepiliśmy sakwy na rowery i wraz z ojcem Księgowego, weszliśmy do wnętrza Dworca Wschodniego. Po uzyskaniu dalszych informacji o pociągach, wspięliśmy się na peron. Oczywiście PKP nas nie zawiodło. Nawet jeślibyśmy się spóźnili, to i tak nie pozwoliliby na to, aby dwójka rowerzystów do niego nie wsiadła - pociąg spóźnił się tradycyjnie.
Chwilę trwało nim wnieśliśmy sakwy i rowery do wnętrza. Ustawiliśmy rowery w ostatnim wagonie przy drzwiach, Księgowy związał je zipami. Ojciec Księgowego pożegnał nas uściskiem dłoni i ruszyliśmy. W czasie przejazdu przez Warszawę ustawialiśmy sakwy w przedziale, który na szczęście był pusty przed naszym przybyciem. Na Zachodnim do wagonu wtoczyła się jeszcze jakaś rowerowa para, tak więc rowery przestawiliśmy do naszego przedziału, uprzednio rozwalając zipy. Później dołączano dodatkowe wagony.
Tamta dwójka usiadła w wagonie obok. My tymczasem rozpanoszyliśmy się w naszym przedziale. Sakwy na górę, rowery między nas. Na chwile zachciało mi się rozłożyć, opierając nogi o siedzenie naprzeciwko. Chwile potem usłyszeliśmy urocze „dobry wieczór” i dwóch facetów w zielonych kamizelkach. Rozpoczęła się krótka pogawędka. Nie wiadomo mi było o co chodzi, ani do kogo mowa, dopóki nie powiedział, iż nie wolno trzymać nóg w butach na siedzeniu. Długo trwało szukanie dowodu osobistego po wszystkich sakwach, bo nie było zamiaru używać go w podróży. Wypisali mi mandat na 20zł i ostrzegli, że mogli wystawić nawet na 40zł, więc łagodnie mnie potraktowali. Dodali także, że jakby trzymało się nogi bez butów, to nie byłoby wykroczenia. Cóż było zrobić - mandat przyjęty. Nie zmartwiło, a raczej rozbawiło mnie to zajście. Gdy się uspokoiło, sakwy powędrowały z powrotem na górę. Trochę się poczytało, po czym mi się przysnęło. Początkowo mieliśmy spać na zmiany, żeby nas ktoś nie okradł, ale posnęliśmy naraz. Z drugiej strony, rowery blokowały przejście, a bez powodowania hałasu raczej nikt by ich nie ruszył.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
46.00 km (0.00 km teren), czas: 03:00 h, avg:15.33 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPraktyki w Murzynowie V - Pieszo do Płocka
Piątek, 10 lipca 2009 | dodano: 14.03.2022Kategoria 2009 Murzynowo, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, .Z rodziną
Ostatni dzień... Jakoś po 12 za dnia odjechały ostatnie osoby. Mi zachciało się przespacerować przez Las Brwileński, wychodząc z niego w Maszewie i dalej spacerując poboczem do Płocka. Od szpitala komunikacją miejską w kierunku wschodnim, gdzie czekała rodzina.

04:41. Świt w Murzynowie. Widok ku SSW

12:05. Plecaki jednych z ostatnich osób z grupy studenckiej, jeszcze przebywających na terenie bazy noclegowej.

12:16. Chmury widziane bazy noclegowej w Murzynowie

13:07. Biskupice. Pole pełne maków, znajdujące się po N stronie DW 562

13:13. Cierszewo SE w pobliżu granicy z Biskupicami. Rezerwat Brwilno w Brudzeńskim Parku Krajobrazowym. Wąwóz św. Apolonii. Widok mniej więcej ku NE

13:23. Cierszewo SE. Brudzeński Parku Krajobrazowy. Ruina na NW od wąwozu św. Apolonii. Widok ku NNW

14:30. Cierszewo E. Brudzeński Parku Krajobrazowy. Las Brwileński.

14:33. Cierszewo E. Brudzeński Parku Krajobrazowy. Las Brwileński.

14:34. Cierszewo E. Brudzeński Parku Krajobrazowy. Las Brwileński.

14:40. Brudzeński Parku Krajobrazowy. Las Brwileński.

14:47. Brudzeński Parku Krajobrazowy. Las Brwileński. Kamień z inskrypcją: "50 lat koła łowieckiego w Płocku Ku czci kolegom myśliwym którzy odeszli do krainy wiecznych łowów niech knieja szumi nad ich mogiłami Cześć ich Pamięci! Zarząd Koła Łowieckiego "Wisła" Płock 2004".

15:07. Brwilno. Brudzeński Parku Krajobrazowy. Las Brwileński. Mogiła w lesie. Inskrypcja: "Ś.P. Tu spoczywają zwłoki bohaterów poległych z rąk hitlerowskich za Wiarę i Ojczyznę Nie bój się tych którzy ciała zabijają ale ducha zabić nie mogą Tę pamiątkę poświęca gmina Biała dn 24 X 1947 r."

15:07. Brwilno. Brudzeński Parku Krajobrazowy. Las Brwileński. Mogiła w lesie. Inskrypcja: "Ś.P. Tu spoczywają zwłoki bohaterów poległych z rąk hitlerowskich za Wiarę i Ojczyznę Nie bój się tych którzy ciała zabijają ale ducha zabić nie mogą Tę pamiątkę poświęca gmina Biała dn 24 X 1947 r."

15:07. Brwilno. Brudzeński Parku Krajobrazowy. Las Brwileński. Mogiła w lesie. Inskrypcja: "Ś.P. Tu spoczywają zwłoki bohaterów poległych z rąk hitlerowskich za Wiarę i Ojczyznę Nie bój się tych którzy ciała zabijają ale ducha zabić nie mogą Tę pamiątkę poświęca gmina Biała dn 24 X 1947 r."

15:07. Brwilno. Brudzeński Parku Krajobrazowy. Las Brwileński. "Mogiłę odnowiło społeczeństwo gminy Stara Biała w październiku 2000 roku"

16:54. Rozkład jazdy w Płocku przy szpitalu na Winiarach w 2009 roku.

16:56. Płock. Przystanek przy szpitalu na Winiarach.

16:57. W autobusie. Schemat komunikacji miejskiej w Płocku w 2009 roku.

17:13. W autobusie. Cennik biletowy komunikacji miejskiej w Płocku w 2009 roku.
Rower:
Dane wycieczki:
0.00 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPo praktykach w Olecku - Do Ełku
Piątek, 3 lipca 2009 | dodano: 20.01.2014Kategoria .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, 2009 Mazury, .Z rodziną
2009.06.27 - 07.03 Praktyki w Olecku- cała trasa
Rankiem zaliczenie prac. Poszło dobrze. Pogadanka na zakończenie praktyk itp. Już po wszystkim czuć było, że skończył się bardzo przyjemny i krótki okres w życiu. Niektórzy wracali busem, inni autami, a mi pozostał zepsuty rower. Koło ul. 11 listopada spotkało się kilku ostatnich naszych, którzy wkrótce mieli ruszyć. Mój dalszy przejazd prowadził po DK64. Rama trochę trzeszczała, ale się nie rozpadała i było dość stabilnie. W Stradunach krótka przerwa koło kościoła. W Ełku jechało się główną, biegnącą wzdłuż jeziora. W przeciwieństwie do wyjazdu sprzed roku, tym razem można było coś sobie zobaczyć w mieście za dnia. Podróż skończyła się na ul. Jana Pawła II. Przejechało się na drugą stronę drogi i już na chodniku rozebrany został rower, oczekując na przyjazd rodziny. Przejechało się trasą przez Mikołajki, Mrągowo, Szczytno i hen do domu. Większość trasy była pokonana w nocy. Wąskie i kręte mazurskie drogi...

18:45. Straduny. DK65 na N od centrum wsi. (współrzędne wg układu 1992 (EPSG 2180): 53° 54' 16.2" N, 22° 21' 20.7" E). Widok ku SE

18:45. Straduny. DK65 na N od centrum wsi. (współrzędne wg układu 1992 (EPSG 2180): 53° 54' 16.2" N, 22° 21' 20.7" E). Na horyzoncie po prawej widoczny Ełk. Widok ku SSE.

18:45. Straduny. DK65 na N od centrum wsi. (współrzędne wg układu 1992 (EPSG 2180): 53° 54' 16.2" N, 22° 21' 20.7" E). W centrum na horyzoncie Ełk z widocznym kościołem pw. Najświętszego Serca Jezusowego (przy skrzyżowaniu ul. Wojska Polskiego i ul. Armii Krajowej w centrum miasta). Widok ku S.

18:46. Straduny. DK65 na N od centrum wsi. (współrzędne wg układu 1992 (EPSG 2180): 53° 54' 16.2" N, 22° 21' 20.7" E). Widok ku SW.

18:46. Straduny. DK65 na N od centrum wsi. (współrzędne wg układu 1992 (EPSG 2180): 53° 54' 16.2" N, 22° 21' 20.7" E). Widok ku E

18:50. Straduny. DK65 na N od centrum wsi. (współrzędne wg układu 1992 (EPSG 2180): 53° 54' 16.2" N, 22° 21' 20.7" E). 3 bociany na starym słupie energetycznym. Widok ku NE

18:51. Straduny. DK65 na N od centrum wsi. (współrzędne wg układu 1992 (EPSG 2180): 53° 53' 55.9" N, 22° 20' 58.2" E). Widok ku SSW

18:57. Straduny. Tablica z historią parafii we wnętrzu kościoła pw. Matki Bożej Królowej Polski.

18:57. Straduny. Wnętrze kościoła pw. Matki Bożej Królowej Polski. Widok ku E

18:58. Straduny. Organy w kościele pw. Matki Bożej Królowej Polski. Widok ku W

18:55. Straduny. Wnętrze kościoła pw. Matki Bożej Królowej Polski. Widok ku NE

19:00. Straduny. Rzeka Ełk (wg tabliczki przydrożnej) lub Stradunek (wg mapy na geopotal.gov.pl). Widok z mostu DK65 ku W

19:24. Ełk. Wieża ciśnień po NW stronie skrzyżowania ul.11 Listopada i ul. Kajki. Widok ku NNW

19:24. Irytujący pies w Ełku. (chodnik ul. 11 Listopada w pobliżu wieży ciśnień)

19:25. Ełk. Ul. Wojska Polskiego. Widok ze skrzyżowania z ul. Grunwaldzką ku SE

19:27. Ełk. Ul. Wojska Polskiego. Park po W stronie drogi, na S od Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania. W tle jezioro Ełckie i ruiny zamku krzyżackiego przy ul. Zamkowej na półwyspie oddzielającym N część jeziora od części środowej. Widok ku S

19:28. Ełk. Ul. Wojska Polskiego. Park po W stronie drogi, na S od Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania. W tle jezioro Ełckie i ruiny zamku krzyżackiego przy ul. Zamkowej na półwyspie oddzielającym N część jeziora od części środowej. Widok ku S

19:29. Ełk. Ul. Wojska Polskiego 75 (wg StreetView, budynek ten nie istniał już w maju 2012). Po lewej dom pod nr 52. Widok ku SSE

19:35. Ełk. Skrzyżowanie ul. Wojska Polskiego i ul. Roosevelta. Kościół pw. Najświętszego Serca Jezusowego. Widok ku E

19:35. Ełk. Ul. Wojska Polskiego. Pomnik "Walczących o Polskość" (wg StreetView, między 2013 a 2017 został przeniesiony kilka metrów na N i bliżej drogi, a z pomnika został sam kamień z tablicą). (współrzędne wg układu 1992 (EPSG 2180): 53° 49' 17.8" N, 22° 20' 45.3" E). Widok ku SW. Inskrypcja: "Walcząc o Polskość w 90 rocznicę ruchu ludowego na Mazurach Ełk 1986 Społeczeństwo".

19:36. Ełk. Ul. Wojska Polskiego. Pomnik "Walczących o Polskość" (wg StreetView, między 2013 a 2017 został przeniesiony kilka metrów na N i bliżej drogi, a z pomnika został sam kamień z tablicą). (współrzędne wg układu 1992 (EPSG 2180): 53° 49' 17.8" N, 22° 20' 45.3" E). Widok ku SWW. Inskrypcja: "Walcząc o Polskość w 90 rocznicę ruchu ludowego na Mazurach Ełk 1986 Społeczeństwo".

19:37. Ełk. W centrum kościół pw. Najświętszego Serca Jezusowego przy skrzyżowaniu ul. Wojska Polskiego i ul. Armii Krajowej w centrum miasta. Widok ku NNE.

19:37. Ełk. Ul. Wojska Polskiego. Widok z okolic przejścia dla pieszych na południe od skrzyżowania z ul. Cichą (na wysokości domu pod adresem ul. WP 41) ku SE. Po lewej widoczny budynek pod adresem ul. WP 20.

19:38. Ełk. Ul. Wojska Polskiego 20. Widok ku NEE

19:42. Ełk. Pomnik i plac Jana Pawła II w parku przy ul. Kilińskiego, po S stronie rzeki Ełk (odcinek rzeki uchodzący do jeziora Ełckiego). Widok ku NNE

19:49. Ełk. Ul. Kilińskiego (przy 40a, na N od ronda Honorowych Dawców Krwi z ul. Piękną). Po lewej blok pod nr 25; po prawej pod nr 22. W tle dachy domów przy ul. Kochanowskiego, a także blok pod nr 42 - po prawej, za nr 22; natomiast brak jeszcze nr 44 po lewej, który wg StreetView wybudowano po 2013 a przed 2017. Widok ku NE.

19:51. Ełk. Ul. Jana Kilińskiego (przy skrzyżowaniu z ul. Emilii Plater.). Widoczna SE zatoka, środkowej części jeziora Ełckiego. W tle kościół pw. św. Rafała Kalinowskiego. przy ul. Jana Pawała II. Widok na Osiedle Jeziorna ku SSW

19:51. Ełk. Skrzyżowanie ul. Jana Kilińskiego z ul. Emilii Plater. Widok ku SE

19:53. Ełk. Po lewej kościół pw. św. Rafała Kalinowskiego. W tle po prawej las w Chruścielach. Widok ze ścieżki rowerowej wiodącej wzdłuż SE zatoki środkowej części jeziora Ełckiego, na odcinku w okolicy ronda na DK65 i Kilińskiego, mniej więcej ku SWW

19:53. Ełk. W tle po lewej las w Chruścielach. Widok ze ścieżki rowerowej wiodącej wzdłuż SE zatoki środkowej części jeziora Ełckiego, na odcinku w okolicy ronda na DK65 i Kilińskiego, mniej więcej ku NWW

20:03. Ełk. DK65 (ul. Grajewska) między skrzyżowaniem z ul. Leśną a z ul. Jana Pawła II. Oczekiwanie na rodzinę jadącą autem. Widok ku SSW

21:15. Mikołajki. (Przejazd autem). Postój i spacer przez teren hotelu Gołębiewski.

21:35. Mikołajki. Przystań przy hotelu Gołębiewski.

21:40. Mikołajki. Widok z okolic hotelu Gołębiewski

21:44. Mikołajki. Spacer przez teren hotelu Gołebiewski.

21:48. Mikołajki. Spacer przez teren hotelu Gołębiewski

21:52. Mikołajki. Spacer przez teren hotelu Gołębiewski. Kilka minut później dalsza trasa powrotna, nocą przez Mazurskie drogi na Mazowsze
Rower:Unibike
Dane wycieczki:
33.80 km (0.00 km teren), czas: 01:45 h, avg:19.31 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWaypoint na wale
Niedziela, 3 maja 2009 | dodano: 03.05.2009Kategoria .2 Osoby, .Zwykłe przejażdżki, .Z rodziną
Na spokojnie po wale. Do lasu, aby zdobyć świeżego jeszcze WP w ambonie. Krótka wycieczka z bratem. Prawie 10km w pół godziny. Bardzo ładna pogoda.
Rower:Unibike
Dane wycieczki:
9.26 km (0.00 km teren), czas: 00:33 h, avg:16.84 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPowrót do domu z 25 kg bagażu
Sobota, 2 maja 2009 | dodano: 03.05.2009Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Z rodziną, .Warszawa
Załadowane zostało do sakw łącznie 23 kg, a do tego Ulock. Razem ok. 25 kg. Przejazd powolny przez Warszawę, bo było mi z tym masakrycznie niestabilnie. Wstąpiło się w Łomiankach do wujka, popasało i koło 8 popędziło do dziadków pod Kroczewem, z prędkością już przyzwoitą. Tam w auto. Trasy nie pamiętam. Odległość i przeczucie sugerują, że było to: Raszyńska Żelazna, Nowolipie, skręt ku NNW, do Stawki, wyjazd na Okopową lub JPII, Marymoncka, a potem przez Łomianki Rolniczą na Czosnów, NDM, Modlin, Gałachy, DK62 od strony śmietniska, Henrysin uprzednio przez las. Alternatywnie, od Łomianek trasa mogła biec wzdłuż DK7. Pozostałe raczej bez zmian.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
50.13 km (0.00 km teren), czas: 02:35 h, avg:19.41 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hNocą do Węgrowa
Wtorek, 14 kwietnia 2009 | dodano: 15.04.2009Kategoria >200, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Nocne, ..Gminy Polska, .3-4 Osoby, .LSTR, .Warszawa, .Z Księgowym, ...Miejscowości mazowieckie, .Z rodziną
Około 12 tata podwiózł do NDM. Stamtąd przez Czosnów, Łomianki. Przemknięcie przez Warszawę (chyba przez Prymasa) do akademika. Zjeść co nieco, wypakować się (15kg bagażu) i zapakować na trasę. Dopiero wtedy zasadniczy start. Wpierw wprost do Marek (przez Raszyńską, Towarową, Solidarności, Radzymińską). W M1 około 15:30 udało mi się spotkać się z G. i Księgowym. Chodziliśmy po sklepach, posililiśmy w Ikei. Trwały poszukiwania licznika dla Księgowego. Po 18 odbili w swoją stronę.
Mnie trasa powiodła na Radzymin, ale objeżdżając miasto obwodnicą. Potem skręt w kierunku Jadowa, w DW 636, a w trakcie jechania nią, nastąpił skręt na południe w DW634 (w Konarach, tuż za podwójnym łukiem drogi nastąpił niepotrzebny skręt w las ku E, ale udało mi się zorientować, że nie tędy droga i w porę zawrócić). Tej nocy było zimno, chłodno. Nie było w ogóle siły w nogach.
Do Tłuszcza jeszcze jakoś się jechało. W mieście przejazd ulicami: DW634 - Nowa - Wspólna - Kolejowa - DW634 (przez przejazd kolejowy) - Wiejska - Polna - Głowackiego - Przemysłowa (znów przejazd kolejowy, z powrotem na N stronę torów). Potem przejazd przez Postoliska (ul. Stylowa, skręt w plac 3 Maja, przejazd koło kościoła) do wsi Chrzęsne (bo dziadek opowiadał, że z tych rejonów pochodzi rodzina (a przynajmniej część)). Po kolejnym przejechaniu przez tory, za główną częścią wsi nastąpił postój przy tablicy z mapą, przy pałacu, przy skrzyżowaniu (chyba po stronie NW) ulic Karskiej, Sulejowskiej i Kasztelańskiej (w tą ostatnią skręciłam chwilę później na północ). Nawet nie ogarniam kiedy przejechało się przez tę wioskę. Dopiero zatrzymując się przy tablicy - patrzę… "O! To już!". Ruszając w dalszą trasę, myślałam, aby przejechać przez wioski do Węgrowa. Na tym postoju jednak pomyślała - "Łochów blisko… to warto wstąpić".

22:06. Chrzęsne.
Po kolejnym przejechaniu przez tory (podczas tego wyjazdu, tory kolejowe były przekraczane w sumie 14 razy, z czego aż 5 razy właśnie w rejonie Tłuszcza), wyjechało się w Mokrej Wsi ponownie na DW636. Podążając dalej na wschód kolejny raz, przejechało się przez tory kolejowe. Tym razem przejazd był pod lasem, a w tym miejscu droga wykręcała w sposób, który (w mojej amatorskiej ocenie), mógł powodować ryzykowne sytuacje dla przemieszczających się tą trasą, szczególnie nocą. Jadów przejechany został tak, że praktycznie nie utkwił mi w pamięci. Potem wjazd na DW50 (nie podobał mi się odcinek jazdy tą trasą, choć to nic, w porównaniu z jazdą po DK62 w moich okolicach). W Łochowie koło północy. Tam dojazd w okolice torów i... już nie było kolejnego przejeżdżania przez tory. Zamiast tego przerwa (chyba na Alei Pokoju przed UMiG), posiłek, odpoczynek i pisanie z Księgowym przez GG (na ówczesnym telefonie była zainstalowana przez mnie aplikacja (taka prymitywna, z epoki przedsmartfonowej). Inna aplikacja pozwalała wykorzystać światło aparatu jako minilatarkę. Komórka z już wbudowaną latarką była późniejsza).
Dwie minuty po północy znów w drogę. Jazda jakimiś wioskami przez Karczewiznę. W Twarogach wjazd na DK62 do Węgrowie, gdzie udało się dotrzeć około 2. Tam wjazd na Gdańską, dojazd też Rynek Miejski, gdzie nastąpił krótki popas na ławce po NW jego stornie. (podczas przerwy jakiś pies mnie obszczekiwał, ale został przez mnie ignorowany, a w pobliżu zdaje się, że ktoś się włóczył jeszcze o tej porze na pieszo, a takie sytuacje zwykle skracały moją obecność i przerwy). Kolejna decyzja – dokąd teraz? Nie było we mnie sił, by zmierzać na Siedlce. Postanowienie padło więc, by wracać na zachód. Było chłodno i dalej jechało się kiepsko. Ul. Piłsudskiego wyjazd na DW 637. Przejazd mostem przez rzekę Liw do miejscowości Liw. Tam dostrzegłam nieco oświetlony zameczek, nieco na wschód od zabudowań. Zjechałam w jego kierunku, a potem powrót na DW637.

Liw o 3:13 rano
Po prostu rower się toczył. Im bliżej Warszawy, tym większe zmęczenie. Parę razy następowało wyłączenie się, po chwili ogarniając, że zbliżam się do środka jezdni. Co jakiś czas następowały przerwy na poboczu i tak stojąc, drzemało się przez parę minut, a potem ruszało dalej. Pod Dobrą (około świtu) dostrzegłam w oddali (do kilkuset metrów) mały lasek i wydawało mi się, że widzę w nim jakiś cmentarzyk. Pomyślało się, że może kiedyś tam ustawię WP, i że może warto chociaż teraz się zatrzymać, zobaczyć co tam ciekawego. Podjeżdżam przez pole… Nic nie ma prócz roślin… Hę? O co chodzi? Zwidy?
Przejazd przez Stanisławów (w godzinach porannych, słońce było już wyraźnie widoczne). W porze gdy już ludzie jeździli do pracy po DW 637, przed Okuniewem nastąpił mój skręt w boczną leśną dróżkę ku N. Tam, w lasku przerwa trwająca może z godzinę. W tym czasie rower powędrował pod głowę, a nibyprzedrzemanie na ziemi przez 10-20 minut pomogło nie zasypiać dalej. Dalej rower wnet potoczył się dalej, po praktyczne prostej trasie już do akademika. Końcówka już konkretnie za dnia przez: Rembertów (DW637 z przejazdem przez tory), Gocławek (wiadukt DW637 nad torami), Pragę (Grochowska, most Świętokrzyski), Tamka, Nowy Świat, plac 3Krzyży,Piękna, pl. Konstytucji, al. Niepodległości, nad Armii Ludowej i Pola Mokotowskie. Koniec o 11:30. Umyć się i pobudka o 19. Masakra.
Zaliczone gminy
- Tłuszcz- Jadów
- Łochów
- Korytnica
- Liw
- Węgrów
- Dobre
Miejscowości mazowieckie
- Nadma- Wola Rasztowska
- Roszczep
- Krusze (-C)
- Kozły
- Wólka Kozłowska
- Konary
- Tłuszcz
- Postoliska
- Chrzęsne
- Zalesie
- Mokra Wieś
- Sitne
- Nowinki
- Borzymy (-C)
- Jadów
- Nowy Jadów
- Zawiszyn
- Łochów
- Laski
- Karczewizna
- Twarogi
- Wola Paplińska
- Kalinowiec
- Paplin
- Borzychy
- Stara Wieś
- Tończa (+Osowiec)
- Ludwinów
- Węgrów
- Liw
- Połazie (-C)
- Żabokliki (-C)
- Czaple
- Roguszyn
- Pniewnik
- Zakrzew
- Świdrów
- Makowiec Duży
- Sołki (-C)
- Walentów
- Dobre
- Zdrojówki (-C)
- Poręby Nowe
- Osęczyzna
- Wólka Piecząca
- Kolonie Stanisławów
Rower:Unibike
Dane wycieczki:
243.50 km (15.00 km teren), czas: 14:27 h, avg:16.85 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/h


















