Wpisy archiwalne w kategorii
.Wyprawki w okolicy
| Dystans całkowity: | 17178.39 km (w terenie 2737.20 km; 15.93%) |
| Czas w ruchu: | 1076:54 |
| Średnia prędkość: | 15.95 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 60.60 km/h |
| Suma kalorii: | 34415 kcal |
| Liczba aktywności: | 164 |
| Średnio na aktywność: | 104.75 km i 6h 33m |
| Więcej statystyk | |
Przejażdżka Wyszogrodzka
Wtorek, 12 kwietnia 2011 | dodano: 29.06.2013Kategoria .2 Osoby, .Wyprawki w okolicy, .Z Kasią
Tego dnia za cel obrany został Wyszogród i zorientowanie się w położeniu grodziska. Start o 13 trasą nad Wisłą. W Czerwińsku podjechało się nie po płytach, lecz kolejną dróżką za małym mostkiem. Wyjazd Szkolną i tuż za kanałkiem skręt w lewo. Przejazd do asfaltu na Garwolewo, po nim krótki fragment na północ, a przed zagajnikiem skręt w lewo do Stobiecina. Przejechało się przez całą wieś, wyjeżdżajac na asfalt do Chmielewa.

Wilkówiec SW. Droga do Zdziarki, przebiegająca pod zboczami doliny i parowami. Widok ku W

Zdziarka SE. Droga w pobliżu granicy wsi, biegnąca wzdłuż linii drzew nad Wisłą. Widok ku W

Zdziarka SE. Domki letniskowe w pobliżu granicy wsi. Widok ku NNW

Czerwińsk. Pierwszy podjazd po W stronie Boguszynki. Widok ku N

Czerwińsk. Przedłużenie Szkolnej, po N stronie DK 62. Krótki, ostatni z prawych dopływów Boguszynki, wpadający do niej rowem wzdłuż DW 570. Widok ku SEE
Za mostkiem zerknięcie na ruiny po prawej, a potem na południową stronę krajówki. Zaczęło się przemieszczanie pomiędzy drzewami wzdłuż strumienia, mijając kolejną ruinę. Ciekawy był sposób, w jakim postawiono jej ściany. Trzeba było przedzierać się przez krzaki i zarośla. Wyszło się na pagórku powyżej zabudowań, z niego docierając do dróżki opadającej w dół. Zjechało się nią na hamulcach do szutrówki w Wyszogrodzie. W mieście skręt z Niepodległości, w dróżkę naprzeciw wejścia na cmentarz, ale trzeba było się wycofać. Przejechało się większość Słonecznej pod prąd. Po drugiej stronie wąwozu skręt między blokami 22a i b, a potem również i c, aż wyjechało się na Kilińskiego. Wiślaną zjazd na taras, powstały z resztek dawnego mostu. Potem zjazd nad Wisłę i przejazd bulwarem wzdłuż brzegu, na końcu którego pchało się rowery po rynience przy schodkowym podejściu, ostatecznie docierając do Klasztornej.

Stobiecin. Widok ku SW

Wyszogród E. Ruina w dolinie Gawarka po N stronie DK 62. Widok ku N

Wyszogród E. Ruina w dolinie Gawarka po S stronie DK 62. Widok ku N

Wyszogród E. W pobliżu ruiny w dolinie Gawarka po S stronie DK 62. Widok ku NNW

Wyszogród E. Dolina Gawarka po S stronie DK 62. Widok ku SE

Wyszogród E. Dolina Gawarka po S stronie DK 62. Widok ku E

Wyszogród SE. Dolina Wisły. Po lewej kraniec doliny Gawarka. Widok ku SE

Wyszogród (Rybaki). Granica ulicy Niepodległości i Czerwińskiej. Widok ku SWW

Wyszogród. Taras, będący pozostałością starego, drewnianego mostu. Widok ku SSE

Wyszogród. Taras, będący pozostałością starego, drewnianego mostu. Widok ku NE

Wyszogród. Widok z tarasu, będącego pozostałością starego, drewnianego mostu.ku E

Wyszogród. Widok z tarasu, będącego pozostałością starego, drewnianego mostu ku E

Wyszogród. Promenada nad Wisłą. Brzeg wzmocniony w okolicy Ogrodowej. Widok ku NW

Wyszogród. Promenada nad Wisłą. Skarpa w okolicy kościoła pw. Matki Boskiej Anielskiej. Widok ku W

Wyszogród. Schody łączące promenadę z Klasztorną przy Kościuszki. Widok ku NE

Wyszogród SW, w pół drogi między mostem i grodziskiem. Widok ku SSW

Wyszogród SW, w pobliżu grodziska. Widok ku SSE
Kurs na zachód drogą, która była lichej, polnej jakości. Mijało się grodzisko, nawet go nie dostrzegając, ostatecznie dojeżdżając do granicy lasu. Głównie piesze zeszło się na dół, po stromym spadku terenu. Z trudem przedzierało się przez krzaki raz jeszcze. Na dole łąka. Przejście przez nią do dróżki, która wywiodła nas znów w górę. Ślepo kończyła się w gospodarstwie. Chciało się jak najszybciej wrócić do domu, więc nie zjeżdżało już się, aby szukać kolejnego podjazdu, lecz nastąpiło przedarcie się wzdłuż ogrodzenia przez zarośla na pole, słuchając obszczekiwania przez psy za ogrodzeniem. Dalej miedzą do dróżki, by z powodzeniem opuścić te okolice. Dojazd do DK62, którą jechało się do Zarębina. Tam skręt na Wilkówiec, najkrótszą trasą wracając do domu o 18:30. Przemokło się, bo nie zabrało się kurtek, ruszając dość nagle, z nadzieją, że przed opadami się zdąży wrócić.

Wyszogród SW, w pobliżu grodziska. Liczne porosty

Wyszogród SW, w pobliżu grodziska. Zejście na łąki wsi Drwały. Widok ku E

Drwały SE. Fundamenty zrujnowanego domostwa nad Wisłą. Widok ku N

DK 62. Zjazd w dolinę Boguszynki. Widok ku E
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
51.00 km (22.00 km teren), czas: 04:00 h, avg:12.75 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hKatorga pod wiatr
Niedziela, 10 kwietnia 2011 | dodano: 29.06.2013Kategoria .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z Księgowym, ...Miejscowości mazowieckie
Start o 6:20. Zimno w ręce. Kurs DK 62 do Henrysina. W Zakroczymiu zjazd do wąwozów w Okólną. Na pierwszym skrzyżowaniu, w obszarze ciągłej zabudowy, za nr 35 skręt dróżką ku SE przez leśny zagajnik. Przy gospodarstwie 23A zmiana kierunku na S i dalej dróżką w górę. Będąc ponad parowami, udało się znaleźć na niewielkim, rolniczym "półwyspie", na krańcu którego znajdowały się dwa gospodarstwa. Dalszy był widoczny od razu, o istnieniu drugiego udało się dowiedzieć, gdy skręciło się w dróżkę doń prowadzącą. Nawrót do 23A i zjazd do Okólnej, już bez komplikowania trasy. Wyjazd na równinie pod skarpą i wąwozami. Dalej na wschód, drogą do skarpy równoległą. Jechało się tak ponad 1,5 km. W pewnym miejscu, droga wspinała się pod kątem przynajmniej 60 stopni, a mnie zastanawiało, jak wjechał pod nią ktoś, kto pozostawił tam ślady pojazdu silnikowego. Pchając rower, z trudem udało mi się tam dostać. Wyszło się w Gałachach koło nr 15 i 16.

Zakroczym. W tle Wzgórze Czubajka - dawne grodzisko. Widok ku NEE

Zakroczym. Droga pod zboczami Zakroczymia. Widok ku E

Wyjście z doliny na Gałachy. Widok ku NNE
Dalej przez Modlin drogą nad Wisłą, a potem główną trasą do Jabłonny. O 9 wizyta u Księgowych przed domem. Dzień wcześniej do końca zepsuła się manetkę - w trakcie prób jej naprawienia. Od Księgowych udało się dostać jedną nieużywaną, lecz wciąż sprawną i po powrocie był zamiar ją zamontować do okaleczonego Shannona. Tak w ogóle, to tego dnia wraz z nimi i Kasią mieliśmy wspólnie ruszyć na południe, w kierunku Dęblina i Kazimierza nad Wisłą, ale z powodu owego problemu się posypało i para Księgowych ruszyła we dwoje. Dzień był przyjemny, więc nie chciało mi się wracać do domu od razu, lecz trochę pojeździć w okolicy, odbijając na północ. Jabłonna została przejechana z wykorzystaniem ulicy Pańskiej do Złotej Renety, ale trzeba było się zawrócić przy zamkniętej bramie tamtejszego osiedla. Wyjazd na Modlińską przy szkole. Tuż przed UG skręt w prawo i przejazd koło OBI. Do Legionowa wjazd ścieżką rowerową i skręt w Szarych Szeregów. Potem Akacjowa, Wiejska i Kwiatowa do przejazdu kolejowego, gdzie trzeba było trochę postać.

Pod mostem S7. Widok ku N
Za torami skręt w prawo. Jechało się Zaciszną, Słoneczną, Wigury, Wilcza. Przecięta została Stróżańska, następnie ruszając 11 Listopada. Gdy ubita nawierzchnia się skończyła, nastąpił skręt w prawo i przejście przez piaszczystą wydmę. Wyszło się na południowy kraniec Tatrzańskiej w Grudziu. Przejazd do głównej, by zjechać z niej w Radosną. W Stanisławowie Drugim jazda całą Gościnną, ale okazała się ślepa, więc trzeba się było wycofać do Wolskiej. Ujechało się ~0,3km na wschód, po czym skręt w lewo. Ta dróżka również była ślepa, ale możliwość kontynuowania podróży po nieużytkach, wyglądała na dość łatwą. Przejazd do lasu, by uniknąć silnego wiatru udając się na północ. Po 250m skręt w NE i dojazd do terenu zalanego wodą. Dalej wzdłuż niego, aż znalazła się możliwość przedostania się na drugą stronę, po ulicy Leśnej. Następnie skręt w Ku Słońcu, Szyszkową i Piaskową. Jazda tam była trudna. Sam las poprzetykany był pojedynczymi, skrytymi domami, niektórymi jeszcze w fazie budowy. Wkrótce dojechało się w okolice strzelnicy, a trasa przez las skończyła się przy wiadukcie kolejowym nad trasą na Serock, po przejechaniu ~600m zapuszczoną, leśną drogą techniczna, której praktycznie nie było.

Pustynia Legionowska. Widok ku NE

Pustynia Legionowska. Po lewej Grudze. Widok ku SE

Droga w pobliży granicy między Michałowem Reginowem i Kątami Węgierskimi. Widok ku S
Powoli do Zegrza. Tam skręt w Pułku Radio i przemieszczanie wzdłuż wybrzeża. Mijało się resztki fortów, wyjeżdżając ulicą Juzistek. DK 61 przechodziła modernizację, połączona z budową obwodnicy Serocka. Zachciało mi się skręciło się na tę trasę, póki był tam świeży asfalt i nie jeździło jeszcze żadne auto. Niestety centralnie wiało mi w twarz i zaczęło padać. Wyjechało się dopiero na DK 62, by następnie udać się do domu Mary. Akurat byli tam jeszcze i Piotrek oraz ich pies. Trochę pogadaliśmy i skopiowało się zdjęcia. Około 15 w dalszą trasę.

Jezioro Zegrzyńskie widziane z Zegrza

Budowa obwodnicy Serocka. Widok ku NNW
Przejazd Zaokopową, całą Szaniawskiego. Obwodnicą powrót do DK62 i skręt na Marynino. Później raz lasem, raz nie, jechało się na zachód do Popowa Borowego. Wyjazd na DW 632 w Chechnówce. Skręt na północ, znów jadąc wprost pod wiatr, ostatecznie docierając do Nasielska. Tam przerwa na posilenie się kebabem z niewielkiego lokalu w pobliżu rzeczki. Po przerwie tej jazda DW 571 i skręt na Pieścirogi, gdzie udało się dotrzeć przed 17. Wyjazd ulicą Diamentową, starając się przypomnieć sobie położenie domu kolegi z liceum. Przez Morgi, Dębinki do Zaborza, gdzie jacyś starsi w autobusie zapytali mnie czy jestem miejscową osobą i znam kogoś, kogo szukali. Na ich nieszczęście nie.

Okolice Zabłocia. Widok ku NWW

Okolice Zabłocia. Widok ku NWW
Dojazd do Goławic. Po drugiej stronie Wkry skręt w Sasanki do Błędówka. Drogą polną, biegnącą równolegle do Śniadówka, wyjechało się w Zarębach. W Wojszczycach odbicie na Smoły, skąd udało się przedostać do Strubin. Przejechało się wijącą polną drogą koło dwóch opuszczonych domów i wyjechało dokładnie przy skrzyżowaniu z DK7. Końcowy etap podróży wiódł przez Trębki, Smoszewo i Wólkę Przybójewską. Odcinek ten ciągnął mi się niesamowicie długo. Cała trasa dobierana przypadkowo. Odwiedziło się chyba z 8 ruin, dużo jazdy w terenie, jeszcze więcej walki z wiatrem. Powrót do domu o 20:20.

Miedzy Zaborzem i Goławicami Pierwszymi. Widok ku SSW

Wojszczyce. Widok ku S

Smoły. Widok ku E

Smoły. Widok ku S

Widok ku W
Miejscowości mazowieckie
- Guty- Zabłocie
- Chechnówka
- Chrcynno
- Pieścirogi Nowe
- Morgi (+C 2005.05?)
- Czajki (-C)
- Dębinki (-C)
- Zaręby
Rower:Delta
Dane wycieczki:
148.00 km (34.00 km teren), czas: 10:00 h, avg:14.80 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWydział
Czwartek, 7 kwietnia 2011 | dodano: 21.01.2014Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z rodziną, .Warszawa
Zachmurzenie 7/8. Wiatr W, wieczorem NW. Przelotne opady silnego deszczu. Temp około 14 st. Pobudka o 8smej. Przygotowania trwały do 9. Wyjazd 20 minut później. Jechało się DK 62, ze skrótem leśnym koło Henrysina. Wiatr mnie wspomagał. W Zakroczymiu zjazd na DK 7 i przejazd mostem. Za drugim wiaduktem zjazd na drogę równoległą. Tam gdzie teren jest przy niej podmokły, tzn. niedaleko za opuszczonym domem ze śladami bytności jakiegoś włóczęgi, widać było typka, który mógł być właśnie nim. Nieco dalej woda wylała na drogę, przez co na spodniach pojawiło się błoto. W Dębinie Spacerową i nawrót na równoległą do DK7. Za Intercarsem, droga, którą ostatnim razem pokryli jakimś czarnym, ziemistym dziadostwem, teraz roiła się od wymytych dziur odsłaniających asfalt, a sama w sobie funkcjonowała jak tarka do prania. Nie wiem co to miała być za modernizacja.
Nic specjalnego się nie działo. Jechało się przed siebie i tyle. W Warszawie, na Marymoncie szybkie zjedzenie kebaby, gdyż drążył duży głód. Potem popędziło się ulicą koło Arkadii, chodnikiem Jana Pawła, potem asfaltem do Placu Bankowego. Południowymi pasami do Corazziego. Przejazd między 5 i 3, a koło 20 wyjazd na Bielańską. Na wydziale o 12:10. Tam pomoc dla AgiM z pracy domowej, a o 13:30 kurs nad Wisłę. Zjazd Dynasy, Topiel, przejazd mostem Siekierkowskim i podjazd w stronę stadionu 10ciolecia.

Przebudowa Stadionu Narodowego. Widok ku SEE
Spod mostu kolejowego cofnięcie się do zjazdu nad rzekę i wejście na ciągnącą się w stronę środka rzeki ostrogę, zapobiegającą erozji brzegu. Osadziła się przed nim spora łacha. Dojście do końca, skąd nawrót. Jechało się ścieżką nad samym brzegiem, która, ograniczoną chrustem na krawędziach, w całości pokryta była żwirkiem z piaskiem. Dojazd do zatoczki Portu Praskiego, wchodząc z powrotem na poziom drogi. Objechało się placyk z pomnikiem i zjechało po trawie na chodnik. Mijało się ruiny fabryki wyrobów żelaznych z 1903 r., której stan nie zachęcał do bezpiecznych odwiedzin. W rok później przestał istnieć. Rozebrana, a w miejscu powstał budynek całkiem nowy, choć główne ściany miały zostać zachowane. Nie zostały...

Most Świętokrzyski. Widok ku NW

Jedna z odsłoniętych ostróg rzecznych. Widok ku NNE

Most Średnicowy. Widok ku SSE

Nadwiślańska ścieżka powstała po ostatniej powodzi. Widok ku NNW

Ruina fabryki wyrobów żelaznych z 1903 r. na Krowiej. Widok ku N
Przez Panieńską dojazd do ZOO. Skręt w Ratuszową i manewrowanie uliczkami w pobliżu placu Hallera. Brechta, Skoczylasa po południowej stronie bloków 14, 16, 18 przy Szanajcy. Przejazd po wschodniej stronie budynków 64 i 6 przy Namysłowskiej, lecz nie można było przejechać drogą przy szkole muzycznej, wiec się cofnięcie. Powstało nowe osiedle. Ulicą szły jakieś dwie idiotyczne dziewczyny, drące się w przestrzeń nie wiadomo o co. Dróżką koło wspomnianej szkoły i ZUSu wyjazd na 11 Listopada, dalej na północ, skręt w Smoleńską, Świdnicką, Ossowskiego. Przy Złotopolskiej objechało się nr 10 od północy. Gościeradowska, Borzymowska i już wyjazd na Św. Wincentego.
Kilka minut później udało się spotkać z Kasią na ul. Groëra, uprzednio jadąc między blokami. Od zachodu 87, 89, północy 8, między 14,12, północy 19, kurs S, przesmyk 13,15 kurs SE, przesmyk 8 i 6, pętla zegarowa u krańców 10 i 6. Potem przesmyk 10 i 8 i kolejne w kierunku NW aż do 2 i 4, gdzie wyjechało się na chodnik przy Bolivara. Przejazd przez Park Bródnowski, na wprost do placu zabaw i ścieżką wzdłuż niego wydostając się na Wyszogrodzką. Przejazd na druga stronę Rembielińskiej. Przy południowej krawędzi 13, 26, 28 wyjazd na Bolesławicką, ścieżką po wschodniej stronie Szkoły Podstawowej nr 298, między 5 i 3 przy Bazyliańskiej, Słubicką przy parkingu na wysokości Wybrańskiej i zjazd na Marywilską. W czasie tego kręcenia po osiedlach Bródna, o 17:30 przerwa u Piotra i Mary. Pogadało się z nimi prawie godzinę i oddany im został ściągacz do korby.
Za kanałem skręt w Płochocińską. Przy UD skręt w Milenijną, Pomorską, przez leśne nieużytki do Talarowej, na Strumykową.Tak dojechało się do serwisu. Odebrane zostało koło, zakupione pedały. Potem wjazd na Światowida, a stamtąd w Leśnej Polanki. Droga była faktycznie bardziej leśna, niż miejska. Po prawej las, po lewej nieużytki. Gdzieniegdzie rosły wolnostojące drzewa, a w oddali widać było linię zabudowy. Wyjazd koło kilku starych zabudowań. Jeden z domów "Willa Topolanka" pod nr 30 był ewidentnie ruiną (w ciągu kolejnego roku straciła dach). Okolica budziła niepokój, tym bardziej, że nie była pusta. Szutrówką udało sie przedostać do Ordonówny, gdzie skręt w lewo. Z Mehoffera skręt w Ceglaną, potem Dyliżansową. Wydostając się na Modlińską. Przedzwoniło do Księgowego. Kurs do Jabłonnej przez Skierdowską. Tam się pogadało chwilę w przedsionku. Odebrany został pokrowiec na siodło i Kasi ubiór, który zostawiła poprzednim razem. Wyjazd ulicą Szkolną i tuż za kościołem, na ulicy Zielonej, wpakowany został rower od samochodu.
2011.04.01

Wolska 6. Widok ku W
Rower:Delta
Dane wycieczki:
93.00 km (3.00 km teren), czas: 06:00 h, avg:15.50 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPrzejażdżka w okolicach Kroczewa
Wtorek, 5 kwietnia 2011 | dodano: 29.06.2013Kategoria .Samotnie, .Wyprawki w okolicy
Słonecznie, chłodno. Bardzo silny wiatr zachodni i północno-zachodni. Zachmurzenie 5/8. Przelotne bardzo niewielki opady. Około 10 w drogę, przetestować sprawność Delty. Raz do skrzyżowania, ale wnet nawrót, by dokonać kilku przeróbek i zaraz potem pojechać do Chociszewa. Skręt w prawo na ostatnim skrzyżowaniu przed DK 62. Gdy zaczęła skręcać ku SE, wjazd w polną drogę na północ i wyjazd na krajówce. Przejechało się po niej ku wschodowi, aż do przystanku i za nim skręt znów w pola. Zjazd do Goworowa, skąd dalej na wschód. Na wysokości szkoły w Goławinie wjazd w polną drogę, koło dwóch gospodarstw prowadzącą ku północy. Na powitanie wybiegło kilka psów, ale było mi wszystko jedno.
Pół kilometra dalej droga urwała się w polu. Skręt w lewo i w wkrótce w prawo, by przedostać się na miedzę. W niewielkim stopniu lawirowało się przez „drogę” wyjeżdżoną tam ciągnikiem. Dojazd do drogi gruntowej przez północną część Goławina, w której jeszcze nie było mnie do tej pory. Całą droga na wschód, aż do DK62 w pobliżu sklepu przy zakręcie w Wygodzie Smoszewskiej, jechało przez nowy obszar. Z krajówki wnet odbicie w stronę lasu Złotopolickiego. Przejazd przez niego, a pod koniec, zamiast wyjechać, tak jak dawniej się wyjeżdżało, nastąpiło lekkie odbicie w prawo, na fragment szlaku pieszego. Droga tam była obficie zaopatrzona w koleiny, ale można było jechać nieco obok, powyżej owej dróżki.
Tak dotarło się do Strugi. Przejście nad nią po prowizorycznym mostku, złożonym z dwóch pni drzew, metalowym drutem zabezpieczonych przed rozjechaniem. Do tego poręcz była niesamowicie się chybotliwa. Po lewej znajdował się użytek ekologiczny, gdzie struga rozlewała się stosunkowo szeroko, by potem wrócić do jednolitego koryta. Po drugiej stronie pieszo w górę, do asfaltu. Następnie nieco na zachód, by zaraz skręcić w prawo drogą, która pokryta była kocimi łbami. Dojechało się do równiny wykorzystywanej przez lotniarzy i innych powietrznych ludzi do swoich zabaw, dawniej lotniska. Przejazd przez nią, wspomagając się wiatrem. Nie czując jego oporu, mocno mnie zgrzało działanie słońca.
Po dotarciu do asfaltu, skręt na południe, by pół kilometra dalej wjechać w drogę gruntową, prowadzącą na wschód. Przejazd w pobliże DK 7. Potem przez kawałek pola, mniej więcej w jednej linii z granicą lasu, widocznego po drugiej stronie krajówki, a następnie na jej drugą stronę. Jechało się trasą doń równoległą, aż do okolic cmentarza w Kroczewie. Tam skręt na Wojny, lecz nim do nich wjechało, tuż przed zjazdem z górki skręt w drogę w lewo, kierując się ponownie w stronę DK 7. Po drodze trochę na mnie popadało, ale prawie się nie odczuło. Gdy w Niepiekłach pojawiła się możliwości przejechania na druga stronę krajówki, co zostało wykorzystane - wjechało się w las.
Za błotnistym obniżeniem skręt w prawo. Dojazd do wałów z wykopanego rowu odwadniającego pola. Wyjazd z lasu i przejście przez niesamowicie mokre łąki. Woda zalegała nawet kilkanaście metrów od rowu, mimo że były położone dużo wyżej od niego. Doszło się przez pola do łuku drogi gruntowej. Skręt w lewo. Wkrótce droga urywała się w dojedzie do domu, więc kontynuowało się w linii prostej po miedzy. Mijało się kupę kamieni w zagajniku, a chwilę potem znowu niosło mnie po gruntówce. Przejazd nią przez jakiś kawałek, utrzymując z grubsza ten sam kierunek, aż do asfaltu na drodze z Kroczewa do Naborowa. Tam poprawki w ustawieniu kierownicy i dalsze zmagania z wiatrem. Przejazd przez Naborówiec. W Kamienicy, zaraz za szkołą skręt na zachód, poznając nieznaną dróżkę, która od dawna mnie kusiła. Potem do Pieścideł, Przybojewa i prostą trasą nastąpił powrót do domu.
Rower:Delta
Dane wycieczki:
49.00 km (17.00 km teren), czas: 04:00 h, avg:12.25 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWydział
Środa, 16 marca 2011 | dodano: 29.06.2013Kategoria .2 Osoby, .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Warszawa, .Z rodziną, .Z Księgowym
Uczestnicy
Wiatr zachodni z niewielkimi zmianami od południa. Bardzo silny, ponad 30 km/h wzmagający się w ciągu dnia, z kulminacją w nocy. Zachmurzenie 7-8/8, do minimum 5/8 po południu. Temperatura 4 stopnie rankiem i 6 w mieście. Cały dzień utrzymywała się mniej więcej na tym samym poziomie.
Wyjazd około 8:30. Zjadło się tylko bułkę z serem. Bardziej prowizorycznie, gdyż nie chciało mi się jeść. Odkąd się wyruszyło, nie chciało mi się pić do Warszawy. Kurs przez Miączyn. Po wjechaniu na drogę gruntową zauważyło się, że w stosunku do poprzedniego przejazdu, była dużo bardziej sucha. Za zakrętami zejście z roweru, prowadząc go, dopóki nie przeszło się przez obszar wciąż silnie zabłocony. Trochę się męcząc, w końcu udało się dotrzeć do krajówki. Z trudem się nią jechało, walcząc zarówno z wiatrem, jak i jadącymi autami. Jakby w prezencie na specjalną okazję, trwało siłowanie się również z wiatrem, spychanym na mnie przez wspomniane pojazdy. Sakwa swoją drogą łapała nieco wiatru z boku i zwiększała poczucie niestabilności. Przejazd w wariancie LGM. Tak mi zleciał cały czas jazdy, do granicy Warszawy. Od NDM, zarówno ruch jak i wiatr przeszkadzały mi w mniejszym stopniu, gdyż trasa wiodła przez wsie i ku SE. Cały czas towarzyszyła mi muzyka.
Przerwa na granicy z Warszawą. Tam krótka przerwę. Dalej na wprost, mijając budowę mostu północnego. Za najbliższą stacją paliw, skręt w prawo. Po lewej mijało się park, a po prawej zabudowę. Dojazd na Wolumen, zostawiając go z prawej, podążając ku południu. Potem mijało się tory tramwajowe i wjeżdżało w uliczki międzyosiedlowe o kształcie łuków i kół. Wyjeździło się tam coś na kształt litery W lub S. Fortową na Reymonta i skręt w Kochanowskiego, a potem w Rudnickiego. Mijało się Powązki. Dalej do Alei Jana Pawła II i skręt w Stawki i Karmelicką, wyjeżdżając w parku, gdzie budowali dość potężna budowlę przyszłego Muzeum Historii Żydów Polskich, z grubsza przypominającą stadion, ale zbyt małym jak na niego. Objechało się ją od południa, następnie jadąc Anielewicza, potem zachodnimi i południowymi ścieżkami Ogrodu Krasickich, Miodową ostatecznie docierając do UW. Po seminarium zjazd Karową. Furmańska i ścieżką przy Wisłostradzie do Gdańskiego. Później Rondo Żaba i ulice: Horodelska, Rzeszowska i Podobna, biegnące w niedalekiej odległości od murów cmentarza przy Św. Wincentego. Na początku były asfaltowe, ale później przeszły w gruntowe w kiepskim stanie, lecz raczej bez błota. Przy Wincentego kontynuowało się jazdę chodnikiem.

Rozbiórka budynku ul. Powązkowska 46\50, ukończonego w latach '70. Widok ku NE

Budowa Muzeum Historii Żydów Polskich. Widok ku NEE

Kozia. Widok ku SSE

Kozia. Widok ku SSE
Posiedziało się u C. do 18, po czym powrót do Dworca Wileńskiego. Kasia busem, a ja dalej rowerem, okrążając cmentarz Bródnowski od zachodu. Potem były ulice 11 Listopada, Środkowa, Stalowa, Konopacka, Wileńska i tak dojechało się na Dworzec Wileński. Przeczekało się tam do 19:20, po czym Brzeską dalej na Dworzec Wschodni. Na peronie nr 4 było się o 19:50. O 20:02 miał wjechać pociąg z Włocławka, z Księgowym na pokładzie (na który ledwo zdążył). Przyjechało się jakieś 15 minut później. Wysiadł ze środkowego wagonu i wspólnie wyjechaliśmy z dworca na północ. Pojechaliśmy do Ronda Starzyńskiego i dalej ścieżkami wzdłuż Modlińskiej. W międzyczasie zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej przy Kotsisa, gdzie Księgowy „wymienił olej”.

Księgowy wracający z wycieczki
Księgowy został w Jabłonnie, dokąd wracał. Mi przyszło udać się główną do NDM. Długo i po ciemku. Jedynymi pozytywami była muzyka w uszach i wiatr w plecy, choć i tak było ciężko. Nogi jeszcze nie przywykły i ogólnie było czuć zmęczenie. W NDM przejazd Sportową wzdłuż torów, koło lodowiska i hali sportowej. Przez rynek do mostu, na którym wydało się, że mnie wiatr przewróci. Szczególnie ciężko było pod koniec mostu. Przejazd przez Modlin, by w Gałachach naprzeciw nowego osiedla wsiąść do samochodu z tatą. Była 23:30 i około 120 km trasy.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
123.00 km (4.00 km teren), czas: 08:00 h, avg:15.38 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hDo Płońska
Sobota, 12 marca 2011 | dodano: 01.03.2017Kategoria .2 Osoby, .Pół nocne, .Wyprawki w okolicy, .Z Kasią, ...Miejscowości mazowieckie
Start około 11, po nieco przydługim przygotowywaniu się do jazdy. Śniadanie było bardzo lekkie i skromne. W ramach prowiantu zabrana została tylko herbata w termosie i butelka wody. Pogoda była świetna jak na ta porę roku. Kurs do Płońska, by tam posilić się ciepłym posiłkiem, akurat w połowie wyjazdu. Po drodze chciało mi się pokazać Kasi kilka miejsc, dla mnie charakterystycznych z pierwszych podróży po powiecie. Początkowo było dość łatwo, gdyż wiatr wiał z SEE i nie sprawiał nam problemów do Płońska, poza niektórymi odcinkami. W drodze powrotnej tylko miejscami było trudno, gdyż wieczorem osłabł.

Goworowo. Granica ze Starym Przybojewem. Widok ku N

Granica Starego i Nowego Przybojewa. W tle Roguszyn N. Widok ku NWW

Droga z Goławina do Nowego Przybojewa. Widok ku NNE

Nowe Przybojewo. Budynek gorzelni. Widok ku E

Nowe Przybojewo. Przejazd do części wsi po N stronie rzeczki. Widok ku NNE
W Pieścidłach naszło stwierdzenie, że dobrze byłoby zwiększyć ciśnienie w kole. Obserwowało się początki wiosny i podziwiało krajobrazy, w których dominował brąz ziemi oraz wciąż nie ulistnionych drzew. Przez Januszewo, wjechało się do Strzembowa od strony dworku, po nowo powstałej asfaltowej nawierzchni. Kilka zdjęć i na północ, mając wzniesienia polodowcowe po prawej i Strzembowski Las po lewej. W Rąbieży wyjazd z obniżenia na wysoczyznę i przejazd przez sosnowy las do Krysku.

Kocie łby między Nowym Przybojewem i Pieścidłami. Widok ku NNE

Januszewo. Dolina źródłowego odcinka Strugi w Strzembowie. Widok ku N

Pałac w Strzembowie. Widok ku NNE

Strzembowo po E stronie pałacu. Kapliczka, której drzewo wkrótce miało przestać istnieć. Widok ku SE

Wjazd do centrum Kryska. Widok ku N
Skręt na Naruszewo, ale zjechało się w prawo, w pierwszą asfaltową drogę za kościołem. Chwilę trwało cieszenie się dobrą nawierzchnią prowadzącą do Woli-Krysk, ale przy pierwszym skrzyżowaniu do wyboru były tylko gruntowe odcinki. Dalej na wprost, przebijając się przez błota. Najpierw gonił nas jeden pies, ale jadąc nieco z górki, łatwiej było go zostawić w tyle. Dojechało się do niemal ślepego zakończenia drogi. Jechać prosto się nie dało. Zejście z rowerów, a z gospodarstwa wybiegł pies. Poszczekał, podbiegał, powąchał i zaczął machać ogonem, a nam przyszło powoli się oddalać ku asfaltowej drodze na południu. Przejście przez głęboki wykop w ziemi, gdzie tego dnia najbardziej się ubłociło. Z trudem wyszło się na DW 571. Kontynuowało się jazdę na zachód.

Drochowo N, po S stronie rzeczki. Widok ku W

Drochowo. Wyrobisko przy DW 571, wypełnione wodą na dnie. Na horyzoncie w centrum nadajnik telekomunikacyjny przy SW ścianie lasu, na granicy Drochówki i Drochowa. Widok ku SE

DW 571. Na linii lasu znajduje się granica między Drochowem i Nowym Naruszewem. Widok ku W
W Naruszewie krótka przerwa na małe zakupy (2 bułki, duży sok, baterie), tak aby się nie wychłodzić, a zjeść. Następnie jazda chodnikiem i podjazd prawie pod bramę kościoła (do samych bram prowadziło kilka schodków, a w późniejszych latach zrobiono także dwuścieżkową pochylnię dla wózków). Potem kurs na wschód, zamiast na DW570. Nastąpił jeszcze jeden krótki postój na zakupy (dwa batony) w innym sklepie niż poprzednio. Potem przejazd koło zabudowy administracyjnej (urząd, szkoła itp.) urzędujących we północno-wschodniej (i nieco nowszej) części tej miejscowości. Skręt na północ, po równinie jadąc wzdłuż szpaleru drzew. Wkrótce przebyło się niewielki las, z także niewielkim podjazdem, za którym w cieniu drzew zalegały resztki śniegu. Niebawem osiągnięta została wieś Radzymin. Telefoniczny kontakt do Księgowego, będącego w tym samym czasie w CHArkadia, który podczas rozmowy ocenił długość tego wyjazdu na 60km (ja na 80km, a Kasia "tylko" na 3 godziny). Jak się później okazało, wyjazd był nieco dłuższy i w czasie, i w przestrzeni.

Naruszewo. Kościół pw. św. Tekli. Widok ku SE

UG Naruszewo. Widok ku NE

Droga z Naruszewa do Radzymina. Granica między nimi, wzdłuż linii lasu na horyzoncie. Widok ku N

Las Radzymka, po radzymińskiej stronie granicy. Widok ku NNE

Radzymin S. N ściana lasu Radzynka. Widok ku E
Przejechało się na północ do wsi Jeżewo. Tam możliwymi kierunkami jazdy była oś wschód-zachód, albo NW po gruntowej drodze. Nie chcąc znów wjeżdżać w teren, ani tym bardziej na główną trasę, padło na opcję wschodnią. Po jakichś dwóch kilometrach, na skrzyżowaniu, gdzie skręciło się ku NE, by przez Brody wjechać do Płońska. Podjazd w okolice dworca PKS, robiąc dłuższą przerwę na olbrzymi kebab. Po posiłku jazda do dworca PKP, w pobliżu którego odbywały się połowinki w czasach LO. Przejazd koło jednego z parków miejskich, skręt w ZWM, niebawem znajdując się pod moją dawną szkołą. Dalej na północ, pomiędzy nowymi, a potem starymi blokami przy Wieczorków, wyjechało się w pobliżu północnego kościoła, z którego ongiś ruszała wyprawa do Wilna w 2007. Od Lipowej na południe ulicą Grunwaldzką i zjazd w lewo, w okolicy ul. Wolności. W pobliżu kilku ogródków działkowych, położonych nad Płonką, dojechało się do obwałowania grodu średniowiecznego, z którego co prawda niewiele pozostało, ale i tak warto odwiedzić.

Radzymin. Dawna gorzelnia po SE stronie terenu dworskiego, która wkrótce przestałą istnieć. Widok ku NE

Jeżewo. Po lewej staw na Naruszewce. Widok ku N

Płońsk. Warszawska, naprzeciwko dworca PKS. "Jedyny taki KEBAB w mieści", który został otworzony ok. 2006 r., wyznaczając nowy punkt odwiedzin na mapie miasta, jaki był obierany przez licealistów. Widok ku SW

Warszawska. Dworzec PKS. Widok ku NNE

Dworzec PKP. W liceum, kilka razy zdarzyło mi się tutaj przyjść. Widok ku W

Płońsk. Płocka. Klubokawiarnia, do której zdarzyło mi się być ledwie kilka razy ze znajomymi. W tle MCSiR. Widok ku N

Płońsk. Grodzisko na E od rynku. Po prawej budowa ulicy Żołnierzy Wyklętych. Widok ku NNE
Z miasta wyjazd drogą na Nowe Miasto. Przejazd nowym wiaduktem nad DK 7. W Strachowie zjazd w prawo, na drogę do Jońca. Nadeszła przerwa, aby trochę rozprostować się przed dalsza jazdą. Zaczęło się robić pochmurnie, ale słońce nadal przeświecało przez długi czas. Mijało się dom który przypominał mały, drewniany zamek. W Lisewie zjazd o kilka metrów w dół. Potem jechało się wzdłuż niewielkiego cieku, którego istnienie można się było domyślać, po zaobserwowaniu charakterystycznego ciągu drzew po prawej stronie drogi. Dopiero za Soboklęszczami droga go przecinała i wjeżdżało się do Osieka – wsi położonej tuż przed Jońcem. Niebawem wjechało się na most nad Wkrą. Tam przerwa na posiłek, wykańczając resztki chłodnawej herbaty. Wycofanie, rozpoczynając jazdę powrotną na południe. Przecięło się tory kolejowe i przejechało dolinę końcowego odcinka Naruszewki, tym samym wjeżdżając do Wrony. Padła decyzja, aby jechać dalej do Przyborowic i tak też powoli się stało. Wciąż było jeszcze widno.

Płońsk. DW 632. Targowisko. Po prawej obwodnica S7. Widok ku NNW

Płońsk. DW 632. Wiadukt nad S7. Widok ku NEE

Strubiny. Widok ku E

Joniec. Most na Wkrze. Widok ku NE

Joniec. Most na Wkrze. Widok ku SE

Joniec. Most na Wkrze. Widok ku NNW

Joniec. Most na Wkrze. Widok ku S

Droga graniczna między miejscowościami Popielżyn-Zawady (po lewej) i Józefowo (po prawej). Przejazd kolejowy przez linię nr 27 między stacjami Nasielsk i Toruń Wschodni. Po lewej las w Adamowie. Widok ku SSE

Dolina Naruszewki, za którą leży Stara Wrona. Widok ku S

Przyborowice Górne. DW 571. W tle światła na skrzyżowaniu z DK 7. Dolina cieku o źródłach w Wymyślinie, który po prawej łączy się z wodami wypływającymi z okolic Drochówki i Nowych Olszyn, by razem zasilić Naruszewkę między Nową Wrońską i Proboszczowicami. Widok ku SSW
Po przecięciu DK 7 i niewielkiego zagajnika na wzniesieniu, zaskoczył mnie przez rozmiar i zasięg wyrobiska, widocznego z lewej strony. Gdy przejeżdżało się tam ostatnio, kilka ładnych lat temu, teren wyglądał zupełnie inaczej. Podczas mojej nieobecności wykopano kolejną dziurę, a starą zaczęto zasypywać. W lekkim zdumieniu przyszło mi się zatrzymać, aby zrobić zdjęcie, a w międzyczasie Kasia znacznie się oddaliła do przodu. Dogoniło się ją dopiero po 1,5 km, niedaleko zjazdu na Stare Olszyny, gdzie miało się skręcić. Dalej jechało się o zmroku. Przy świetle latarni wjazd do Kamienicy. Zaraz za nią założone zostały lampki. Przejazd przez Karnkowo, za targowiskiem skręcając w prawo, w stronę gorzelni w Przybojewie. Resztę wyjazdu przejechało się tą samą trasą, którą zaczynało się jazdę. Trzeba było tylko uważać na dziury na zjeździe, które powstały w wyniku zaniedbań ludzi odpowiedzialnych za nadzór nad drogami, oraz samej przyrody.

DW 571. Żwirownia na granicy Przyborowic Górnych i Dolnych. Widok ku SSE
Miejscowości mazowieckie
- Radzymin- Jeżewo
- Lisewo
- Soboklęszcz
- Krępica
- Osiek
- Joniec Kolonia
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
98.50 km (2.50 km teren), czas: 07:00 h, avg:14.07 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hRadzymin - Pierwszy śnieg na kołach
Niedziela, 28 listopada 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z Kasią, .Z rodziną, ...Miejscowości mazowieckie
Kilkucentymetrowa warstwa śniegu. Pochmurno. Słaby wiatr. Stosunkowo ciepło jak na zimę.
Wyjście koło godziny 11. Kurs do salki, skąd wrócił rower i po krótkim pożegnaniu rozpoczęła się jazda. Po drodze wejście do nieodległej Żabki i zakup 10 snickersów oraz jabłkowy sok. Po poukładaniu sobie tego trochę w sakwie, obrany został kurs ośnieżonym chodnikiem w stronę Kobyłki. Po przekroczeniu nieużywanych torów kolejowych okazało się, że jestem w okolicy glinianek, gdzie padło na jazdę drogą biegnącą w ich pobliżu. Była słabej, jeśli nie byle jakiej jakości, choć śnieg maskował dziury. Kilka razy mijało się wielkie kałuże, powoli i ostrożnie wyszukując najlepszej przez nie drogi. Po pewnym czasie nie dało już rady wytrzymać. Skręt w pierwszą lepszą drogę, odchodzącą mniej więcej prostopadle od niej. Stamtąd wjazd w zabudowę jednorodzinną, a potem jazda ulicą równoległą do głównej. Z tej też w końcu przyszło zrezygnować, by wychynąć na główną.
Uważając na jadące auta, powoli zmierzało się w stronę kościoła. Nim do niego się dojechało, spotkała mnie niespodzianka w postaci remontowanej drogi. Dzięki temu był wolny trakt i trochę spokoju. Dojazd do rond, zostawiając z boku kościół. Przejechało się wzdłuż jego murów ku północy i po kilku kilometrach jazdy przez miasto osiągnięta została granica lasu, gdzie droga diametralnie zmieniała swe oblicze. Sunęło się po trochę ubitym śniegu. Mijało się drzewa, w większości iglaste, świeżo pobielone spadłym tej nocy śniegiem. Pierwszy on, a jakże obfity, totalnie odmienił wygląd wszystkich miejsc, przez które się jechało. Było mi żal, że komórka mi padła, a w aparacie nie było baterii.
Przejazd przez las nie sprawił problemu. Gorzej za nim, gdy wjeżdżało się do wsi Czarna. Droga prowadził nieco pod górkę, po drodze bardzo wiejskiej i z mnogością kałuż, które trzeba było zręcznie wymijać. Za ogrodzeniami czaiły się ogromne psiska. Wkrótce dojechało się do części bardziej zabudowanej, i zastanawiając się dokąd dalej jechać. Spoglądając na mapę, dopijane zostały resztki kupionego kilka dni wcześniej tymbarka. Chłodnego, zimnego, ale za to odświeżającego mnie znacznie. Dalej do drogi, którą już kiedyś rower mnie prowadził – w pobliżu domu z wielkim malowidłem na ścianie i ronda prowadzącego do Wołomina. Nie tam wszakże moja podróż wiodła, więc zamiast tego została przecięta rzeka, po czym nastąpił skręt w pierwszą drogę po prawej.
Przez dłuższy czas jechało się potem generalnie w jednym kierunku - ciągle na północ. Droga była stosunkowo prosta. W tym czasie przecinało się wieś, która we wspomnianej wyżej wyprawie przejeżdżana była, lecz w przeciwną stronę (Kraszew). Zaraz za nią były ruiny jakiegoś domu piętrowego, w stanie przypominającym nie ukończą budowę. Dalej mijało się jakieś zakłady z dużymi silosami, zlokalizowane w lesie przy drodze. Zaraz za lasem przecięcie torów kolejowych i wjazd na rozległa równinę. Tak docierało się do Woli Rasztowskiej. Skręt na wschód, na drogę w kierunku Jadowa, powtarzając w ten sposób część trasy z nocnej podróży do Węgrowa. Z początku jechało mi się chodnikiem, aż po sklep, przy którym nastąpił zjazd na jezdnię. We wsi Roszczep skręt na jakąś boczną drogę. Wśród pól przykrytych śniegiem i lodem dojazd w okolice Zaścienia. Tam obrany został kurs na zachód, który był dla mnie wtedy tylko stroną prawą, bo nie do końca udawało mi się zorientować się w swoim położeniu.
Wkrótce ujrzana została Radzymińska. Wpierw jazda na wprost, ale tą drogą pewnie by się ciągnąło wzdłuż głównej trasy, gdy tymczasem chciało mi się poznać coś nowego. Nieco trzeba było wykręcić, póki było można. Jakiś typek przechodzący zagadał, że chyba rower dobry mam (jeśli dobrze dało mi się usłyszeć). W odpowiedzi usłyszał krótkie "nie". Przejazd wiaduktem na drugą stronę ekspresówki. Tam czekało mnie rondo i wybór padł na „prosto”, a więc Dąbrówkę, gdzie znajdowała się siedziba tamtejszej gminy. Stamtąd na południe do Chajęt, gdzie jechało się już odśnieżonymi chodnikami. Potem na zachód do Guzowatki, a tam już znów mnie nieco zdezorientowało, więc skręt w prawo, tak żeby pod żadnym pozorem nie dotrzeć do Radzymina.
Wkrótce okazało się, że jadę na północ, więc nie zbliżam się do domu. Trzeba było na jednym z kolejnych skrzyżowań skręcić w lewo. Nim się to stało, mijało się terene zrzutu czy przechwycenia Cichociemnych wraz z kamieniem upamiętniającym. Wkrótce skręt w Ostrówku w lewo. Jechało się nawet przyjemnie. Przede mną, jakichś dwóch tubylców na rowerach zostało wyminiętych przez mnie, gdy zatrzymali się pod jakimś domem, a chwilę potem skończyła się utwardzona droga i zaczęły szerokie zagłębienia po wielkich kałużach, tudzież zmarznięte błoto albo nie do końca zamarznięta woda. Nieco trzeba było zwolnić, a w krytycznych momentach niemal iść, dwa razy bowiem omal nie przyszło mi się przewrócić. Szczęśliwie, nie jechało się długo tą drogą, choć wprowadzała ona pewne urozmaicenia na trasie i wyjeżdżało się na asfalt, koło gospodarstwa we wsi Józefów.
Kolejny odcinek to droga którą jechała grupa LSTR w czasie Okrążenia Zalewu Zegrzyńskiego, kiedy to pierwszy raz przejeżdżało się w tym gronie. Tylko odwrotnie i z pewnymi modyfikacjami. Trasa przez Kuligów, wsie tuż nad Bugiem, gdzie do rzeki było nawet mniej niż 100 metrów od drogi, a sama osada wyglądała nieco jak ośrodek domków letniskowych. Nawet autobusy miejskie tam jeździły. W Kuligowie w czasie tamtej wyprawy przyszło mi wyjechać z trasy, która wtedy biegła wzdłuż Bugu po zapiaszczonych drogach. Dalej toczyło się przez wydmę w jakimś lesie, przez wieś z jeziorkiem od północy, zapewne starorzeczem. Ostatecznie, gdy zapadał zmrok, dotarło się do Załubic, gdzie nastały przygotowania do jazdy nocnej. Potem czekała mnie droga do Beniaminowa. Po ciemku jechało się przez las z lodem i śniegiem na jezdni oraz poboczu. Od ronda jazda ścieżką rowerową, mimo że była cała ośnieżona. Przejazd przez most nad Kanałem Żerańskim i przecięcie zegrzyńskiego ronda. Za nim zjazd na ścieżkę i telefon do domu.
Były jeszcze jakieś siły, ale nie chciało mi się dalej w zimnie jechać po drodze, która znana już mi była aż za dobrze. Dojazd do Wieliszewa, zjazd na drogę w kierunku Komornicy i skręt w lewo na ostatnim możliwym skrzyżowaniu, tak żeby wyjechać na główną trasę jeszcze w Wieliszewie. Pożegnane zostało osiedle z bloków. Do rond dojazd ścieżką. Jeszcze raz kontakt z domem i zjazd z drogi w połowie odcinka od rond do wiaduktu nad niczym. Odśnieżony został rower i zdrapany lód, który zdążył się miejscami utworzyć. I tak czekało się jeszcze niecałe pół godziny, nim można było wsiąść do auta.

W domu, nazajutrz po powrocie
Miejscowości mazowieckie
- Rżyska- RSP Rasztów
- Michałów
- Rasztów
- Chruściele (-C)
- Zaścienie
- Dąbrówka
- Chajęty
- Guzowatka
- Kołaków
- Ostrówek
- Sokołówek (-C)
- Nowe Załubice
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
69.00 km (0.00 km teren), czas: 06:00 h, avg:11.50 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWarszawa - Gdy ręka w kole ląduje
Sobota, 27 listopada 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria ...Miejscowości mazowieckie, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z Kasią, .Z rodziną, .Warszawa
Sucho, zimno, bez śniegu. W nocy pierwsze opady. Wiatr ze wschodu.
Tata podwiózł mnie do Modlina. Wysadził mnie koło ronda, blisko przystanku od północy. Szybkie przygotowanie i dalej przez NDM, kręcąc uliczkami części północnej. Mijało się targowisko (koło parkingu przerzucając rower przez barierkę, bo ktoś tak zaparkował, że przejść nawet się nie dało, a była tam droga na chodnik) i tamtejsze osiedla. Dojazd do torów przy ul. Leśnej. Przed nimi zjazd w lewo na wschód i dalej wzdłuż nich po drodze terenowej – wtedy z zamarzniętymi i zamarzającymi kałużami. Mijało się po lewej domy, a kilka metrów dalej mały lasek. Po lewej widać było jakaś wydmę chyba, na której ów lasku wyrósł. Tam przerwa i przebranie, bo masywna kurtka była mi nieco nazbyt ciepła. Zmieniła się konfiguracja ciuchów i było mi nieco lżej, ale też odrobinę za chłodno jak okazało się w dalszej trasie.

NDM. Linia kolejowa na E od Leśnej, po S stronie Lasu Księża Góra. Widok ku E
Jechało się dalej wzdłuż torów. Lasek miał może 50 metrów przy tej drodze. Po lewej zakłady przemysłowe z wysokim kominem, ogrodzone betonowym murem. Droga prowadziła coraz bardziej w dół, a tory dalej płasko po nasypie. Wokół mnie pojawiła się sucha, brązowa roślinność na terenach nieużytków między poprzednim zakładem i kolejnym, w którego stronę się jechało. Wzdłuż bocznicy kolejowej, ale chyba od dawna nieużytkowanej. Stał tam mały domek, zapewne dla dróżnika czy stróża jakiegoś, ale był opuszczony. Przejście koło niego i dalej na nasyp, by po krótkim z rowerem pojedynku na torach, przejść na drugą stronę. Tam była gruntowa dróżka pod nasypem, którą kontynuowała się ta jazda. Po lewej stronie torów nadal ciągnęły się przemysłowe. Chemię było czuć mocno, stosownie do rodzaju tego zakładu. Z niemałym trudem udało się dotrzeć do asfaltu. Skręt o 90 stopni, w kierunku południowym.

Teren Góry S, w pobliżu granicy z NDM i Bożą Wolą. Dębowa przy przejeździe kolejowym. Po prawej zakłady Reckitt Benckiser. Widok ku NWW
Niebawem pojawiła się Boża Wola, gdzie powstawało sporo nowych domów. Skręt w drugą ulicę po lewej, która była lichej jakości, ale była też pierwszą z tej strony, po której można było się przedostać do równoległego asfaltu. W Janówku Drugim w prawo i tą samą trasą, którą wraz z Kasią na wiosnę z wracało się z Legionowa. Mijało się sklep, w którym się zaopatrywaliśmy w lody, w czasie wyjazdu LSTR po okolicznych fortach. Wyprzedzone zostało dziecko jadące na rowerze, który przy pomocy chyba trzech rurek, miał dospawany drugi rower. Dojazd tam, gdzie kończyła się droga z kostki. Koło domu z charakterystycznym dachem skręt w prawo, po niewielkim podjeździe zatrzymując się, aby znowu przebrać, tym razem cieplej. Przejazd przez dość płaski teren. Na horyzoncie widać było drogę po lewej z kilkoma domami, gdzie też mnie poniosło. Przez Trzciany jechało się krótko, bo niebawem nastąpił wjazd w obszar leśny. Tam czekały mnie wyzwania związane z omijaniem różnorakich kałuż o różnym stopniu zmrożenia. Ostatecznie wyjechało się koło (chyba) leśniczówki. Było to w okolicach Rajszewa i tam też wyjechało się na trasę główną.
Dalej do Jabłonny. Podczas przejeżdżania przez las, nucąc sobie, nawet na głos w pewnym momencie coś pod nosem, w pewnym momencie nagle wyminęła mnie dwójka kolarzy. Lekko mnie to speszył, ale potem nic mnie to już nie obchodziło. Przed światłami wjazd na chodnik i dalej do świateł. Przerwa na przystanku, wypicie herbaty z termosu i dalej do Warszawy boczną ścieżka. Na pierwszym skrzyżowaniu (przy ul. Przyrzecze) przejazd na drugą stronę i tamtędy do fortu Piontek. Nasepnie ul. Prząśniczek do Czeremchowej, a potem do Mehoffera. Jadąc wśród drzew wyjechało się niedaleko dworca kolejowego, po czym przejeżdżało na drugą stronę. Tam w prawo w Polnych Kwiatów. Na skrzyżowaniu z Wałuszewską jakieś roboty drogowe. Możliwe, że kanalizacja. Dalej była Żyrardowska, z której nastąpił skręt w prawo, a kolejna Zegarynki, którą jechało się na wschód. Skręt w Ciupagi, przejazd obok zakładu karnego, za którym skręt w lewo, w gruntową drogę. Chwile tak jechało się, nim na ziemi oczy wypatrzyły porzuconą torbę z kartridżami do jakiegoś pegasusa czy innej maszyny.
Skręt na wschód, w drogę prowadzącą do nowo budowanych domów. Niestety była to ślepa droga. Nie poddając się, spacerem przez suche zarośla traw i innych chwastów, przechodząc od tyłu innego, nieco wcześniej wybudowanego, małego osiedla kilku domków, na którego drogę udało się dostać niebawem. Gdy już się wsiadło na rower, nie minęło pięć minut, gdy nastąpiło przewrócenie się w przód. Trzy ostatnie palce prawej dłoni wylądowały w obracającym się kole, ale też udało się szybko je wyciągnąć. Jakoś się udało pozbierać, ale ręka bolała tak, że ledwo dało radę nią ruszać, a palcami nie chciało mi się ryzykować. Dojazd do Płochocińskiej. Na światłach, stojąc na chodniku, udało się zdjąć rękawiczkę i oglądać swoje poszkodowania. W kilku miejscach była uszkodzona skórę, ale nie było poważniejszych ran. Palce bolały nadal, a choć można było nimi poruszać, to przez ponad miesiąc odczuwalny był jeszcze ten upadek, gdy za mocno ścisnęło się, albo coś nie tak zrobiło z którymś z palców.
Przejazd nad kanałkiem, ale jechało tak dużo aut, że trochę mi się przemarzło, nim udało mi się skręcić w lewo z chodnika. Zaraz potem skręt w Warzelniczą i jakąś drogą z kostki do Ostródzkiej. Mijało się salon kosmetyczny "Kleopatra", a potem skręt w Leona Berensona. Droga ciekawa, wijąca się, a przede wszystkim - w ciągu kilku lat, mniej więcej równolegle z budową obwodnicy Jabłonny, powstało tam osiedle, którego nie było na zabranej na drogę mapie. Gdy udało się dotrzeć do ul. Kątów Grodziskich, przejechało się za jakimś sklepem i dalej parło na wschód. Do Marek wjazd ulicą T. Kościuszki. Dalej Sosnową, przecięcie Radzymińskiej, jazda Szkolną, wjazd w Ząbkowską. Skręt w Mazurską i wyjazd koło cmentarza. Dalej wzdłuż granicy lasu do Zielonki i jeszcze mała runda przez ulicę Warmińską w zachodniej Zielonce. Dojazd do Kasi, zostawiając rower w salce. Potem pociągiem do Wileńskiego i stamtąd 178 na Ursus prawie do końca trasy, by dotrzeć do koleżanki na jej urodziny.
Miejscowości mazowieckie
- Trzciany (+C 2008.07.18)Rower:Zielony
Dane wycieczki:
47.00 km (0.00 km teren), czas: 03:30 h, avg:13.43 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hZ Zielonki przez Zaborze
Piątek, 19 listopada 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .2 Osoby, .LSTR, .Samotnie, .Pół nocne, .Z Kasią, .Z Księgowym, .Warszawa, .Wyprawki w okolicy
Na początku słonecznie. Przed wieczorem coraz bardziej pochmurno. W nocy mgła.
Rankiem rowery zostały odpięte w miarę szybko, żeby nikt nas o nic nie pytał. Podeszło się do ryneczku, Kasia pojechała zostawić rower u wujka. Ja w kierunku Ząbek. Przejazd drogą koło kościoła, kanałek i jazda Jagiellońską, a następnie Mazowiecką pod lasem. Przejście na drugą stronę ul. Piłsudskiego i zjazd na leśną drogę. Z niej wjazd w las i jak to bywa w takich sytuacjach – kręcenie się tak, by nie potrafić tego łatwo opisać. Więc szczegóły pominę. Było widoczne, że ten obszar złożony był w przytłaczającej większości z brzóz. Od jednego z głównych traktów krótka dróżka odchodziła do młodnika, od którego jazda prowadziła już na przełaj. Skończyła się na asfalcie w pobliżu torów. Jadąc dalej na zachód, skręt w działki niedaleko leśniczówki, z których trzeba się było wycofać, bo nie chciało mi się jechać w tę stronę, a tworzyła się nadzieja na łatwy przejazd do reszty miasta. Skręt jeszcze w ul. Rychlińskiego, która była remontowana. Stamtąd w ul. Orzeszkowej ku normalnej trasie. Dalej w Batorego i koło szkoły wjazd w uliczko-chodnik, a następnie ulicami Dąbrowskiego i Łąkową jazda koło domów jednorodzinnych, aż do Klamrowej. Skręt w nią z powodu ogrodzenia ogródków działkowych. W tym miejscu widać było jakąś ruinę i ogólnie lekkie zaniedbanie od strony działek. Leninowską dojazd do Działkowej, a trzymając się pobocza udało się dotrzeć do Radzymińskiej.

Las między Ząbkami i Zielonką, ok. 400 m po W stronie DW 631. Widok ku NWW
Kolejny etap lawirowania uliczkami: Kościerska, Ładna, Gniazdowska, Korzystna, Mleczna, Zarębska, Blokowa, Bohuszewiczówny, Mleczna, Warsa, Guliwera, Sawy, Rolanda, Reichera, Drewnowskiego, Rolanda, Gilarska i w końcu Św. Wincentego. Chwilę czekania, nim Kasia dojechała po tym, jak pomyliła autobusy i po czym nastąpił spacer do C. Po niecałej godzinie dojechał na Bródno Księgowy. Z mojej strony nastąpił wtedy wyjazd na skrzyżowanie z Budowlaną, gdzie miał już być i czekać, lecz się pomylił i czekał przy Smoleńskiej, prawie na początku Cmentarza. Poczekawszy chwilę, następnie się ruszyło już we dwie osoby, gadając po trochu. Ścieżkami i chodnikami Budowlanej oraz Chodeckiej. Wiaduktem pieszo-rowerowym przejazd nad Trasą Toruńską i ulicą Ojca Aniceta niejako uciekając przed koparką, którą ostatecznie puściło się przodem. Droga była zbyt wąska, jak na mijające się później auta. Zmieniło się trasę na Zbyszka z Bogdańca, którą dojeżdżało się do Białołęckiej. Pod koniec ulicy Zbyszka mijało się grupkę dzieci, chyba na wycieczce po okolicy. Dwójka, która szła w pewnym oddaleniu od reszty, zachowywała się nieco zwierzęco.

Gilarska między Rolanda i Świętego Wincentego. Widok ku NW
Początek Białołęckiej przejechany poboczem, potem normalnie. Za kanałem jazda ulicą Cieślewskich. W pobliżu aresztu, przed Księgowym (który się wkurzył) przejechał samochód, który zbyt gwałtownie skręcił i się na nas wpychał. Następne ulice to Zegarynki, Pionierów i Ołówkowa, gdzie się postój. Podczas sprawdzania trasy przeze mnie, Księgowy miał lekką scysje z Agą przez telefon, bo się spieszyliśmy w jej stronę. Miał wziąć z Jabłonny pojemnik na jajka, żeby zabrać od rodziny Agi. Nie udało się z powodu niedostatecznej ilości czasu na ten zabieg.
Pojechaliśmy dalej wzdłuż torów kolejowych na północ i skręciliśmy do lasu. Po jakimś czasie wjechaliśmy na betonowe płyty, którymi zdarzyło się jechać rok wcześniej w deszczu i gdzie sprezentowany został kapeć w kole. Ciężka jazda skróciła nam pozostałą odległość no i obyło się bez awarii. Dotarliśmy do drogi na Augustów i znaleźliśmy się na drugiej stronie dzięki pasom dla pieszych, położonych po naszej prawej stronie. Przejechaliśmy Aleją Sybiraków i wjechaliśmy na tereny koło ogrodzenia po lewej stronie. Wyjechaliśmy na chodnik nieco dalej. Gdy od południa pojawił się wyjazd z ulicy, przejechaliśmy na stronę północną, ominęliśmy robotników, którzy wykopywali ziemie przy rurze, co wyglądało tak jakby jeden wrzucał coś z jednej strony, a drugi, oddalony o 5 metrów dalej wybierał to co doleciało. Nie było tak, ale takie można było odnieść wrażenie.
Tyle z właściwej jazdy przez miasto. Przejechało się przez tory, ale nie tam, gdzie znajdował się przejazd, tylko po stronie prawej od zakrętu. Tak jakby nie jechało się wedle biegu drogi, ale prosto przed siebie. Księgowy wszystko starał się zrobić na rowerze, we mnie więcej ostrożności. Potem jechało się na północ, wzdłuż linii kolejowej, po ścieżce wychodzonej czy też wyjeżdżonej. Księgowy wspominał że jeździł tędy w młodości i że jako dziecko na tej linii wsiadał ze znajomymi, na wolno sunący pociąg towarowy i tak jeździli kilkaset metrów, po czym wyskakiwali. Najpierw wywalali rowery do „strefy zrzutu”, a później sami opuszczali maszyną. Raz się okazało, że pociąg ich wyrolował i pojechali dalej niżby chcieli.
Droga biegła po raczej pustym terenie, z rzadka porośniętym krzakami czy pojedynczymi drzewami. Po lewej były domy, w pewien sposób odgradzające się od torów, bardziej poprzez sposób zabudowania niż budowę ogrodzeń. Gdy za bardzo się zbliżyło do drogi, pojawiło się terenowe skrzyżowanie i skręt w prawo. Mijało się „strefę zrzutu” i wjeżdżało do małego lasu. Jadąc wzdłuż południowej krawędzi wewnątrz lasu, oddalało się od torów. Wyjazd na szuter i znów rozpoczęło się zbliżanie do torów, ale już ich nie było widać. Droga nieco się wzniosła, nim się wyjechało na główną w Łajskach. Skręt w lewo i dojazd do ronda, gdzie kiedyś Kowal, w czasie okrążania go, przytarł pedałem o krawędź albo asfalt, aż iskry poszły.
Kurs na północ, a przed torami skręt w lewo. Jechało się po niemal pustych obszarach w stronę Narwi. Minęło nas tylko kilka aut, mimo że teoretycznie nie powinni się tam poruszać, bo była to droga techniczna dla pojazdów zmechanizowanych. Przecięło się odcinek NDM – Wieliszew, lądując w pobliżu wodociągów. Skręt w lewo, a gdy skończyło się ogrodzenie, nastała dłuższa przerwa. Adam gada i jje. Ja słucham i jem. Po przerwie wjazd w las i tak dojechało się do domków działkowych nad zalewem, a nieco dalej do plaży i wału, którym pojechało się na zachód, przeciwnie do niegdysiejszej trasy Mazovii 24h.
Wyjazd na zaporę w Dębę i prosto na Nasielsk. Za lasem skręt na Nunę. Zaczął się etap wiejski, wprost do celu prowadzący, tak jak poprzednio na wiosnę podczas w Wielkanocy. Dojechało się tam już po zmroku około 16:30. Poczęstowano nas kotletami z ogórkami i ziemniakami. Z godzinę przesiedziało się, jeśli nie więcej. Wyjazd w księżycową już noc i jazda w stronę w Wkry, jak na wiosnę, ale bez zjeżdżania na dół, tylko od razu na południe wzdłuż rzeki. Droga był szutrowa albo kałużowa, z ewentualnymi kamieniami. Była to jazda bez świateł lampek, z powodu względnej jasności nieba. Dojazd do Goławic, gdzie nastąpiło rozstanie. Powiodło mnie na drugi brzegu Wkry, a przejeżdżając nad nią, nieco mnie wyziębiło. Po drugiej stronie skręt ku południu. Jechało się prawie w kompletnych ciemnościach, nie licząc księżyca i miejscami stojących lamp, jeśli była akurat jakaś wioska. Mijało się oświetlony ośrodek turystyczny. Gdy droga zmieniła bieg na wschód, przyszła pora na przerwę przy skrzyżowaniu. Byłą tam mała ruina, ale tylko powierzchowne zerknięcie i nawrót. Skrzyżowanie składało się z asfaltowej drogi od strony rzeki i terenowych od południa i zachodu. Skręt w ten pierwszy. Była to trasa opadająca w dół, ale z taką obfitością kałuż, że spadło moje dość szybkie dotychczas tempo.
Pierwszy etap był bezludny całej okazałości. W oddali, po lewej i po prawej był las, a między nimi i drogą tylko pola. Las po prawej był położony wyżej, a w lewo teren opadał. Płożyła się też obficie mgła. Sprawiało to niesamowite wrażenie w księżycowym blasku. Drugi etap ciągnął się wzdłuż domów, raz drogą szutrową, raz asfaltową. Kolejny był znów względnie pusty – jazda wzdłuż granicy pól wielkiego gospodarstwa. Wyprowadziło mnie do czegoś wyglądającego na kanał, ale nie było mi wiadome, czy coś tam płynęło. Było tam za to dużo śmieci wyrzuconych przy przejeździe. Po drugiej stronie znajdowała się ogromna kałuża, w którą prawie nastąpiło przewrócenie. W powietrzu unosił się fetor. Może dlatego nazywają ten obszar „Odpadki”.
Wyjazd na drogę do Zakroczymia, na której co chwila się trzeba było stawać. Zjazd z niej na trasę wzdłuż DK 7, tę przekraczając wiaduktem bardziej północnym. Dalej wzdłuż 7, kierując się w stronę Kroczewa, ale skręt w pierwszą w lewo i prawie polna drogą wyprowadzając mnie bliżej Trębek. Tam nastąpiło pewne zwątpienie w siły - nie wiedząc czy dojadę do domu, czy może tata gdzieś przejedzie (jak się okazało nieco wcześniej faktycznie przejeżdżał), ale ostatecznie udało się dojechać po nieszczęsnej DK 62. Koniec jak zwykle przez Miączyn.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
98.50 km (22.00 km teren), czas: 07:00 h, avg:14.07 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hZ Jabłonny - Poparapetowo
Niedziela, 14 listopada 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .LSTR, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z Kasią, .Z Księgowym, ...Miejscowości mazowieckie, .3-4 Osoby
Piękny słoneczny dzień. Stosunkowo ciepło, jednak w cieniu wyraźnie zimniej. W nocy ewidentnie zimno.
Wstaliśmy nieco późnym, bo już jesiennym rankiem. Poprzedniego wieczora przybyliśmy we czworo do Księgowych (w sumie było nas 6 osób) na parapetówkę i do 3 nad ranem jeszcze co poniektórzy nie spali, nocne prowadząc rozmowy. Docierając na miejsce, zabrany został ze mną rower – rodzice mnie podwieźli do Jabłonny, bo padał duży deszcz. Wszyscy pieszo odprowadziliśmy się na przystanek w stronę Żerania, a potem jeszcze mój powrót do Księgowych. Trochę pogadaliśmy, tak mniej więcej do 13-14. W tymże czasie trzeba było wyjeżdżać, żeby zdążyć przed zapadającym około 16 zmrokiem.
Po starcie okazało się, że jest mały problem, bo coś mi się w napędzie zaczęło klinować. Musiałam jeszcze się zatrzymać na moment, żeby obejrzeć problem i go naprawić. Łańcuch mi się nie wrzucił na odpowiednią tarczę, a był wtedy tak zużyty, że środkowe nie działały. Jadąc powoli jakoś udało się dojść z tym do ładu. Kurs w stronę lasku na północ od osiedla. Cały czas jechało się utwardzoną nawierzchnią. Gdy dojechało się do zalesienia, okazało się że znajdują się tam odgrodzone domy i przejazdu nie ma. Jechało się więc wzdłuż ich południowej granicy po ścieżce terenowej, na której leżało wiele liści.
Dojazd do uliczki, którą raz przyszło mi jechać z Pawłem, a raz samotnie w nocy, przez nieużytki w stronę Księgowego osiedla. Kurs ku głównej trasie, ale skręt w prawo, w uliczkę Spokojną, ostatnią przed wjazdem. Gdy się skończyła - znowu w prawo i tak obwodnicą, niejako dla rowerów, przejeżdżało się przez tory, omijając wiadukt. Przy tym wszystkim widać było suchą szosę, z tylko miejscowymi śladami nie wyschniętego, nocnego opadu. Za torami skręt we Wrzosową, dróżkę prowadzącą do ruin kasyna (waypointa) i innych ruin, wcześniej położonych, które odwiedziliśmy jeszcze w 2008. Teraz były zrównane z ziemią. Po błotnistej drodze, zaraz potem skręt na północ. Wkrótce jechało się po kostce, aż do wyjazdu koło ruin koszar.
Przejazd DW 632 i dalej do centrum miasta. Mijało się kościółek, dalej wąską uliczką, wijącą się nieco wyżej niż reszta miasta. Ostatecznie wyjechało się Tatrzańską i przejeżdżając na drugą stronę krajówki. W pewnej odległości mijało się dawny dom Księgowego, skąd w stronę torów. Przejazd na drugą stronę, jedno skrzyżowanie, a na kolejnym skręt ku północy, by mniejszymi uliczkami (Okrzei, ruina na skrzyżowaniu, projektowana) wyjechać w pobliżu ciepłowni. Potem przejazd do zachodniej wylotówki na Łajski, która w gruncie rzeczy nie była mi znana. Nie została przejechana i tym razem, lecz została przecięta, wjeżdżając w niewielkie, starsze osiedle. Droga skończyła się ogrodzeniem długiego budynku. Chodnikiem pod najbliższym blokiem, by potem nieco zawrócić się. Skręt na północ, przy ruinie jakiegoś lokalu (chyba gastronomiczny).

Orląt Lwowskich w pobliżu kościoła pw. Matki Boskiej Fatimskiej. W centrum zakręt w Tatrzańską. Widok ku NNE

Legionowo. Olszankowa. Ciepłownia "PEC". Widok ku NNW
Można jednoznacznie określić kolejny etap, jako droga bez asfaltu. Jadąc jeszcze wśród domów, docierało się do lasu, który graniczy z Legionowem od północy. Droga była przystosowana dla aut, bo szeroka. Wo wznosiła się, to opadał, choć cień drzew nieco mnie wychłodził. Ciepło było jedynie wtedy, kiedy na mnie przyświecało, choć ogólnie dzień był przyjemny. Za lasem dość rozproszona zabudowa Skrzeszewa. Wyjazd w pobliżu rond i dalej na północ. Ulica Kościelna – poprzednim razem jechało się nią wraz z Księgowym i P. w okresie wielkanocnym. Tym razem, po skręcie w prawo na kostkę, jeszcze raz w prawo i dalej gładkim asfaltem, mając za sobą pięknie przyświecające słońce. Było wybitnie pusto i jedynie na horyzoncie widoczna była ściana lasu. Stało ledwie kilka domów gdzieś w oddali. Wkrótce nieco się to zmieniło. Pojawiły się domy po lewej stronie i kilka odchodzących dróżek, na które kusiło mnie, aby tam wjechać.

Kałuszyn E w pobliżu Legionowa. Leśna droga prowadząca do Skrzeszewa, odchodząca od Alei Róż, przechodząc przez Perzowy Kieszek. Widok ku NNW
Wyjazd na główną do Dębego, w pół drogi między rondami i skrętem na Komornicę, tak więc nadłożyło się nieco drogi. Przejazd przez zaporę szosą. Po wjechaniu na wysoczyznę rozglądanie za drogą w lewo. Gdy do takiej się udało dotrzeć, trzeba było szukać momentu, by na nią zjechać, bo jeździło sporo aut. Na poboczu stał jeden, którego chyba dopadła awaria. Nowy odcinek wiódł mnie przez wsie nadnarwiańskie. Dosłownie "nad", gdyż wszystkie były ulokowane na wysokim brzegu. Od dawna zastanawiało mnie, co jest w tym rejonie, gdy jeździło się w stronę Serocka i z powrotem. Na całym odcinku było mokro, z rzadka trochę nawierzchni było suchej. Niewiele było też asfaltów. Pierwsza wieś należała do tych bardziej wysuszonych i utwardzonych. Była też nieco monotonna. Wpierw kilka domów, potem zdecydowanie bardziej otwarte przestrzenie i wysuszone niskie rośliny. Miejscami widywało się sady. Z naprzeciwka jechały jakieś dzieciaki.

Droga do DK 62, na odcinku w pobliżu granicy między wsiami Wójtostwo SE i Stare Orzechowo E, w pobliżu granicy z Dębe W. Widok ku NW
Na pewnym skrzyżowaniu, gdzie jedna droga prowadziła na pola w prawo, a druga nie wiadomo gdzie, choć raczej w dół, wybierając wariant pierwszy, bo nie chciało mi się ryzykować zjazdu nad rzekę. W ten sposób poniosło mnie na miejscami błotnistą drogę. Mijało się bardzo dużą kałuże w pobliżu gospodarstwa, lecz stopniowo obszar się wznosił, był mniej nasiąknięty, a teren bardziej trawiasty. Tak wyjechało się na krajówkę. Przejazd przez wieś, która znajdowała się w rozległym obniżeniu na tej trasie i skręt w lewo. Dojazd do wsi bardziej zalanej od innych. Od rzeki stały domy, a po drugiej stronie pola i sady podtopione. Również kapliczka tam stojąca była zalana. Wkrótce asfalt się skończył, a zaczęła męczarnia przez drogę, którą spływała woda i to w ilościach, może nie przytłaczających, ale sporych. Maksimum opadów było chyba nocy, sądząc po jej wyglądzie. Trzeba było iść, bo rowerem się nie dało przejechać. Chcąc zrobić zdjęcie, w tym celu wychodząc w pole, to grunt niemal się pode mną zapadał.

Stare Orzechowo. DK 62. Przebieg dawnej linii kolejowej z Legionowa do Nasielska. Widok ku SE

Stare Orzechowo. Droga z DK 62 do nadrzecznej części wsi. Widok ku S

Stare Orzechowo SW w pobliżu z Nowym Orzechowem SE. Po prawej Rurociąg Przyjaźń na pozostałościach kolejowej linii z Legionowa do Nasielska. Widok ku SEE
Kolejny wyjazd na krajówkę i zaraz potem znów lewo. Droga terenowa skończyła się w gospodarstwie, więc te trzeba było obejść z boku przez grząskie pole, aż do drogi przez wieś. Tam widziało się, że po lewej stronie, w miejscu głębokiego wąwozu, nasypywano dużo ziemi, a i tak deszcze w nich wyryły spore rowy. Wkrótce znów trzeba było wrócić na krajówkę i zaraz potem ponownie skręcić w lewo. Odcinek był krótki – kilkaset metrów na zachód, rozjazd, gdzie spływała woda, mnie poniosło w lewo, ale nawrót, gdy droga okazała się gwałtownie opadać. Główna. Z niej w lewo i od tamtej pory widać ją było dopiero w Pomiechówku. W międzyczasie jechało się po zakałużonym asfalcie, który zamieniło się na biegnący po dużym łuku szuter, gdzie mijało się idącą spacerem rodzinkę. I znów wjazd na asfalt. Droga w dół. Nieco szybciej jechało się przez Czarnowo, mającą trochę bardziej zróżnicowany charakter przestrzenny, aż do rozjazdu, gdzie droga w lewo prowadziła na tereny zalewowe, a wąska uliczka w prawo, pomiędzy domami pod górkę i trochę w błocie.

Nowe Orzechowo. Droga do centralnej, nadrzecznej cześć wsi. Widok ku S

Nowe Orzechowo. W centralnej, nadrzecznej części wsi. Widok ku S

Kikoły E. Widok ku SWW

Droga między Kikołami i Czarnowem. Widok ku SWW

Czarnowo S. Widok ku SWW
Wyjazd koło bramy ogrodów działkowych. Dalej jazda ścieżko-chodnikiem przez Pomiechówek. Za Wkrą skręt lewo, przed torami w prawo i zakupy w sklepie. Popas największy na trasie. Zmiana ciuchów na jazdę nocną i w drogę. Dalej wzdłuż krajówki na tyle daleko, na ile było można, ale po tej samej trasie. Skręt w prawo, kilka kilometrów przed Modlinem. Przejazd jakąś zapuszczoną okolicą, którą jechało się raz i to bardzo dawno temu, jeszcze za dnia. Dojazd do nieco większej drogi, skręt w prawo, chwilę potem w lewo. Skończył się asfalt. Skończyły domy. Jazda po ciemku wśród pól. Z początku dobrze. W pobliżu murów lotniska błoto. O mało nie przyszło mi się wywalić. Przejazd koło cmentarza i wyjazd na trasę z Pomiechówka, którą się poprzednio jechało. Przed wjazdem na obwodnicę Modlina przerwa, żeby się posilić na poboczu. Kolejny etap – tzw. wykończeniówka – obwodnica, wiadukt i DK 62 ze zjazdem na Trębki.
Miejscowości mazowieckie
- Nowe Orzechowo (+C 2005.7?)- Kikoły (+C 2005.7?)
- Czarnowo (+C 2005.7?)
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
66.50 km (0.00 km teren), czas: 05:00 h, avg:13.30 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/h


















