Wpisy archiwalne w kategorii
.Pół nocne
| Dystans całkowity: | 25304.87 km (w terenie 1825.80 km; 7.22%) |
| Czas w ruchu: | 1581:18 |
| Średnia prędkość: | 15.99 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 74.20 km/h |
| Suma podjazdów: | 50 m |
| Suma kalorii: | 33800 kcal |
| Liczba aktywności: | 247 |
| Średnio na aktywność: | 102.45 km i 6h 30m |
| Więcej statystyk | |
Do Pomiechówka
Sobota, 18 czerwca 2016 | dodano: 06.07.2016Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, ...Miejscowości mazowieckie
Tym razem na rowerze właściwym, ze wszystkim co potrzeba. Z Trębek do DK7 w Tomaszówce, gdzie przyszła pora zwiększyć ciśnienie w tylnym kole. Już wczoraj czuć było jego nieco za niską wartość. Przed drogą zwisła kabel, opatrzony ostrzegawczymi tasiemkami. Później policja stałą i pilnowała, by nikt tędy nie przejeżdżał, bo znalazło się kilku takich. Po drugiej stronie przejazd koło Dzieła D-3 i dalej polną drogą, która wiodła przy nieogrodzonym gospodarstwie, skąd wybiegły za mną dwa psy, goniąc mnie przez ~350m krętej i nieco błotnistej drogi.
Wyjazd na dróżkę do Strubin, ale ukazała mi się jedna, nigdy przez mnie nie jeżdżona. W tę skręt. Skrzyżowanie na rogu lasu. Dalej na wschód, dróżką oddaloną od skraju lasu o kilka metrów. Do ostatniego gospodarstwa droga była ok, potem zaś była zarośnięta i dwukrotnie musiała omijać zwalone po burzy drzewa. Sam koniec drogi tak jakby nie istniał i na asfalt wróciło się przez małe chaszcze. Tam kierunek północ. Bez przejeżdżania przez strumyk/kanał, lecz skręcając w prawo przed lasem. Droga była piaszczysta i nawet po opadach nie zdołała się w całości utwardzić, choć miejscami trochę spłynęła. Przypomniało mi się, że chyba kiedyś była przez mnie przejeżdżana.

18:35. Trębki Nowe. DP 3002W. Północne zabudowania wsi. Z prawej samotny przysiółek graniczący z Henrysinem. Widok ku NE.

18:50. Strubiny (Tomaszówka). Teren nieukończonego Dzieła D-3

18:58. Rzut oka na południowy kraniec lasu w Strubinach, zwącego się Kowale. Po prawej Mokradle, wysunięty najbardziej ku N przysiółek Zakroczymia. Widok ku E

19:21. Ze Swobodni do wsi Wymysły, drogą położoną na południe od lasu. Na prawo od słupa zagajnik z wyrobiskiem. Widok ku SE

19:36. Kosewo. Fort II. Widok ku NE
Wyjazd w Wymysłach, a z Kosewa wprost do Stanisławowa. Skrót był szutrowy, a w jego końcówce skusiło mnie na odwiedzenie pobliskich ruin. W Pomiechówku skręt w Szkolną, a następnie na teren szkolny. Trwał tam niewielki koncert zespołu Jazgodki, trochę dzieci, trochę ludzi, ale miejsc pustych dużo więcej. Impreza dobiegała końca, a mi się przybyło jedynie na 2-3 piosenki. Na zakończenie Brevetu 1000km nie udało mi się przybyć, spóźniając się tak mniej więcej o 2:30h. Wcześniej niezbyt dałoby radę. Powrót na swoją stronę Wkry i skręt w Kilińskiego. Oczekiwanie na przejazd pociągu, po czym wycieczka przez Pomiechowo.

19:45. Stanisławowo. Ruiny fragmentu eksperymentalnego gospodarstwa wojskowego, które zakończyło działalność w 2000 r.

19:57. Stanisławowo. Cerkiew pw. św. Aleksandry

20:02. Pomiechówek przed mostem. Takie oznaczenia były przez mnie widziane do tej pory tylko w Niemczech w 2009 r. Widok ku NEE

20:10. Pomiechówek. Teren szkoły podstawowej. Kilka godzin po zakończeniu Brevetu 1000km
W miejscowości tej przyszło mi być po raz pierwszy. Kurs Kościelną, dalej Mazowiecka, Plażowa, Rybacka i wyjazd Kwiatową. Dostrzeżone przeze mnie zostało kilka innych, nieobjechany dróżek, ale "odłożone na kiedyś", bo jechało się wolno, a jeszcze trochę mi zostało do przejechania. Skręt w Rolniczą do Aleksandrówki, gdzie stały takie tam ruiny, zwane "Schodami do Nieba". Szutrową dróżka zjechało się w dół, wjazd do Stanisławowa Dolnego, przejazd przez Bronisławkę i dalej do Modlina. Po drodze ukazały się zaparkowane dwa busy Transludu, z których zdarzało mi się korzystać, jeżdżąc przez ostatnie lata do Warszawy. Szczególnie utkwił mi w pamięci ten z rozszczelnioną szybą.

20:47. Pomiechowo. Aleksandrówka. Schody do nieba

20:52. W dolinie Wkry. Między Aleksandrówką i Stanisławowem Dolnym (widoczne zabudowania). Widok ku W
Za mostem skręt nad rzekę, przy moście kolejowym. Mijało się Bramę Ostrołęcką i zagłębiło w ścieżkę, która doprowadziła mnie do stacji elektrycznej. Droga się tam chyba kończyła, bo ul. Chłodnia znajdowała się kilka metrów wyżej. Cofnięci prawie do Kaszewskiego i podejście drugą dróżką, która zaraz obok się oddzielała. Poprowadziła mnie na poziom, z którego można już jechać. Nim wyjechało się na ulicę, pedał zahaczył o jakiś beton. Mocno na tyle, że groziło przewrócenie. Czekam, aż będzie można wymienić w korbie ramiona na 170mm.

21:10. NDM. Po lewej most kolejowy. W centrum cypel ze spichlerzem z XIX w. Narew widziana z Modlina ku SW
Zjazd pod cytadelę. Trasa była przejezdna, choć w części "podmiejskiej" jedno drzewo trochę zablokowało drogę. Podjazd w Gałachach. Stamtąd obie gruntowe drogi wyjeżdżając za Słoneczną. Dłuższa przerwa w Zakroczymiu. Po niej Parowa Klasztorna, Klasztorna, zjazd w Okólną i na jej krańcu do auta. Była 23. W powietrzu cały dzień czuć było atmosferę lata - grill, kiełbasa i muzyka.
Miejscowości mazowieckie
- Pomiechowo- Bronisławka
Rower:Czerwony
Dane wycieczki:
40.05 km (16.00 km teren), czas: 02:55 h, avg:13.73 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWheeler Slow Motion
Czwartek, 16 czerwca 2016 | dodano: 22.06.2016Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Z rodziną
Dziś wheeler na kołach nordcapa (bo koła w nie miały powietrza, sprężarka nie działa jak trzeba, a czasu i chęci na pompę nie było). Kierunek Zakroczym, przez Henrysin. Zjazd w Okólną i wyjście kamienistym podjazdem koło kościoła. Skręt w Rady Narodowej, niewielką uliczkę, na której nigdy mnie nie było, kończyła się schodami dochodzącymi do Warszawskiej. Zejście na dół, po czym przez Gałachy na Modlin.
Chciało mi się zjechać nad Wisłę (ale za S7, nie zaś pod nią), lecz ledwo po skręceniu postój i plan się zmienił, po ocenieniu chmur z południa, wyglądających podejrzanie. Póki widać było komin w Ożarowie, odbijający blask zachodzącego słońca, było ok, ale gdy przestał być widoczny, nawet jako zazwyczaj widoczny ciemny patyczek na horyzoncie, lepiej było nie ryzykować (zamiarem wyjazdu było objechanie lotniska). Skręt na polną drogę po lewej i wyjazd kawałek na zachód od parkingu. Końcówka to jazda i spacer przy miedzy. Wyjazd na grunt, którym kurs zachód. Przy wiadukcie pojawił się stary asfalt, którym od dawna chciało mi się ponownie przejechać. Ujechało się nim trochę, aż można było wydostać się na główną.
Przejazd na techniczną wzdłuż DK7 po stronie północnej i skręt do Janowa. Tam na "obwodnicę" fortu i gruntówkami dojazd do Wojszczyc. Ze Smół do fortu w Strubinach (znów nie udało mi się trafić na otwartą bramę). Z Kroczewa jazda przez lotnisko, drogą trochę podobną do tej z poprzedniej wizyty, lecz tym razem tak, jak chciało mi się jechać poprzednim razem - wprost do skrzyżowania w Złotopolicach. Telefon z domu. Objazd polną drogą lasu w Złotopolicach - od zachodu. Dalej przez pola i tereny, które ostatnio chyba w liceum odwiedzane, kończąc ten etap w Karnkowie. Jadąc asfaltem, dojazd do targowiska, gdzie rower powędrował do auta.
Wyjazd bez licznika, bo rower go nie ma, bez aparatu, bo nie zabrany, bez sił, bo rama za mała i przeciętnie jechało się tak szybko, jak to mi się w okresie licealnym zdarzało. Przejechać 40km na rowerze bardzo niedopasowanym, a 200 na mniej niedopasowanym (komentarz z 2022 - nie wiem, czy choć jeden rower był tak naprawdę dopasowany. Z dużym prawdopodobieństwem, na skutek jazdy w pozycji zbyt wyciągniętej do przodu, zdarzało mi się po jakimś czasie jazdy odczuwać ból kręgosłupa na górnym odcinku lędźwiowym, a po latach już jako dotkliwy, okazjonalny ból przy pochylaniu. Prócz tego co jakiś czas dość długotrwały ból kości krzyżowej - być może kwestia siodełka, a być może jakiegoś przewrócenia się tym rejonem ciała na ziemię.), to podobny poziom trudności.

23:55:42. Przybojewo Nowe. Przy gminnym targowisku
Rower:
Dane wycieczki:
40.00 km (20.00 km teren), czas: 03:30 h, avg:11.43 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hNocna przejażdżka
Środa, 18 maja 2016 | dodano: 19.05.2016Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki
Ruszając z Trębek, było około godziny do zachodu słońca. Dzień był chłodny, z wolna się rozpogadzało. Mając chwilę wolnego wieczorem, już poprzedniego dnia nasunęły się myśli, że może warto by zrobić jakąś wieczorową rundkę. Gdy już było można - rowerem kurs na wschód. Rozważane wersje powrotu do domu przez Złotopolice, jakąś dłuższą nocną trasę, może pod Nasielsk, ale wszystkie one przegrały z pomysłem, jaki mnie naszedł po przeczytaniu Księgowego wpisu. Jak widać, właśnie nadszedł na to dobry czas.
Standardowo - przez Henrysin, Duchowiznę, DK62. Rozważanie jazdy wiaduktem, lecz skręt na Gałachy. Za DK7 w prawo, na polną dróżkę w stronę parowy, którą kilka dni temu przyszło mi zjeżdżać na spotkanie z Księgowym. Dojazd do strefy zabudowań działeczkami - powstało tam niewielkie rondo z głazem. Skręt w lewo, lecz wnet się udało się spostrzec, że zaraz wyjadę na asfalt, więc powrót, wybierając drugą opcję. Zjazd na dół, by w udany sposób podjechać stromą ścieżynką na chodnik, raz tylko lekko się odrywając przednim kołem od podłoża.

19:44. Henrysin. W tle las, przez który prowadzi do Zakroczymia gruntowe przedłużenie widocznej drogi
Przez Modlin przejazd na Cytadelę, skręcając do parku. Tam czekała do testowania droga dla rowerów. Docierała do parowy (fosy? parowy, będącej częścią fosy?) prowadziła na północ wyginając się w odwrócone C. Nie udało się dotrzeć do końca, lecz skręcić w pierwszą w prawo - szuter dla pieszych. Przejazd przez plac na zapleczu pomnika, skręt w prawo i rychły nawrót (bo droga zjeżdżała do fosy), by skręcić w kolejną. Gdy ścieżka ostrym łukiem nawracała, odbicie na drogę krótkim odcinkiem łącznikowym. Park został solidnie odświeżony, przeczyszczono go z krzaków i nawet udało się dostrzec ruiny mostu do Cytadeli.

20:18. Modlin. Ścieżka rowerowa przez Park Trzech Kultur. Wjazd od ul. Bema
Spieszyło mi się by przejechać wałem przed zachodem słońca. Z nowego ronda w NDM zjazd na ścieżkę, nią pod nowy McD i dalej do Baszty Michałowskiej. Objazd w połowie po betonowych płytach od wschodu, by następnie wjechać na wąski singiel, nadający się na nieco ekstremalną trasę mtb. Chwilę potem pojawiła się przystań (coś nowego, odkąd zdarzyło mi się ostatni raz tam jechać, po tych dawnych nieużytkach), wyjeżdżając na wał z kostki brukowej. Na szybko przyszło tak mi przemknąć przez obrzeża NDM, mijając kilkunastu ludzi, którzy cieszyli się słoneczna pogodą. Był nawet jeden rowerzysta. Tam gdzie ludzi już nie było, moją uwagę przykuł sztuczny zbiornik wody po prawej, a nieco dalej kępa krzaków i trochę gruzu. Z ciekawości spacer na dół. Nic specjalnego, ale po przejrzeniu map sprawdziło się podejrzenie, iż niegdyś stał tam jakiś dom. Od strony miasta dochodziły głośne krzyki i wrzawa, jakie wywoływały jakieś sportowe zabawy. Fajnie było się od nich oddalić.

20:32. NDM. Ścieżynka nad Narwią, między Basztą Michałowską i Targowiskiem Miejskim. Widok ku E

20:36. NDM. Widok z wału na targowisko i domy w pobliżu Targowej

20:43. NDM. Na wale w pobliżu Nadrzecznej
Kostka się skończyło, gdy przyszło mi widzieć z wału zachodzące słońce nad Narwią oraz porośnięte trawami i pojedynczymi drzewami błonia Okunina po prawej. Jazda była żwawa, a droga singlo/dublo-trakowa, akuratna do mojego nastawienia. Dopiero od ostróg rzecznych przed Górą była trochę bardziej kiepska. A w Górze jak zwykle, atmosfera wsi na krańcu świata, gdzie cywilizacja zanika. Czym prędzej przejazd przez podwórko przed blokiem, gdzie kończył się wał, jeszcze szybciej zaś po betonowych, 6kątnych płytach koło sklepu, gdzie kręciło się baaardzo dużo ludzi. Za dużo jak na takie odludzie. Zniknąwszy za zakrętem, na moment skręt do opuszczonego PGR. Po raz pierwszy, ale nie wyglądał na zbyt ciekawy.

21:00. Góra. Jeden z budynków dawnego PGR
Już na asfalcie kurs na południe. Przejeżdżając przez Janówek w oczy wpadła kolejna ruina. Zerk do środka, ale była równie mało ciekawa, a może to mnie już tak bardzo nie ciekawiło. Po tej wizycie przerwa. Było to w pobliżu miejsca, gdzie kilka dni temu przyszło mi odebrać telefon i zapadła decyzja o skróceniu trasy. Tym razem tylko się przebranie do nocnej jazdy. Tu cofnę się do początku wyjazdu. Gdzieś w Henrysinie, gdy już zapadła decyzja o jeździe na wały, była pewność, że wrócę po ciemku, przypomniało mi się, że baterie nie zostały wymienione na naładowane, więc znów będę jeździć niczym z brźdźliwą pozycyjką. W Janówku lampka nie chciała się zaświecić. Przejazd za tory, tam jeszcze jedna przerwa, gdzie okazało się, że baterii wcale nie ma, a po powrocie okazało się, że jednak były, lecz leżały na dnie sakwy). Dalsza jazda wiec tylko z lampką tylną i kamizelką. Dopiero za Modlinem przyszło mi do głowy, że można wykorzystać lampkę w telefonie, choć nie było pewności, na ile jej wystarczy oraz czy nie lepiej zachować tę jedną kreskę na czarną godzinę.
Wszelkie pomysły na trasę powrotną wzięły w łeb, choć nie były nazbyt epickie. Ot, różne modyfikacje przez NDM. W to miejsce wlała się trasa unikowa, a więc przedostać się do domu tak, by uniknąć ulic głównych i ruchu aut. Skręt w Brzozową w Bożej Woli, a potem kontynuacja północną ścieżką (szczęście, że już nią kiedyś przyszło mi jechać i o jej istnieniu wiedzieć) przez las "Ostoja Nowodworska". Był to najciemniejszy odcinek tego dnia. Końcówka zakończona omijalnym szlabanem z piaskami i betonowymi płytami przerzuconymi nad rurami. Coś tak wyszło ze zjazdem po nich, że niezbyt udało się przyhamować, jakaś taka powolność mnie w tym chwyciła i sztywność, tak więc zawadził pedał o ostatnią płytą. Na szczęście nic się nie wydarzyło ponadto, więc można było kontynuować jazdę po niezbyt przyjemnym szutrze.
Tuż przed wiaduktem zaczął się asfalt. Na Małej przejeżdżało jedno auto, ale droga nie predysponowała do szybkiej jazdy. Przytorową do płaskiego przejazdu, skręt w Piaskową na serwis. Objazd od zachodu nr 8 a od wschodu nr 10. Przy ścianie nr 15 wyjazd na ścieżkę. Którą bezproblemowo dojechało się do mostu. W Modlinie skręt na nieuczęszczaną Obwodową. Przy skręcie w Dąbrowskiego oczywiście musiało się pojawić auto z naprzeciwka. Na Prądzyńskiego były już dwa, ale na szczęście zza pleców. Koło garaży w lewo wyjeżdżając koło Kasyna. Znów wjazd do parku, tym razem oświetlonego białym światłem lamp. Przejazd całą Aleję Polska - Jaworową, a potem ul. 29 Listopada z krótkim epizodem chodnikowym. Podobnie na ostatnim odcinku Obwodowej.
Tu pojawił się dylemat - Gałachy vs DK7. By później omijać DK 62 w wariancie pierwszym, do pokonania spory odcinek z autami, a potem ewentualne szlaczkowanie np. przez Smoszewo, na co ochoty nie było. Przy drugim sporo opcji do wyboru, tylko trzeba było pokonać fragment przy lotnisku. Lepiej tą opcją, gdyż z tyłu było mnie widać, a ruch tam był poprowadzony na kilku pasach. Żwawo się go pokonało i zjechało na pas równoległy do DK 7. Zdziwiło mnie, że spory odcinek, bo aż za Statoil, był oświetlony dzięki blaskowi lamp znad DK. Na Ostrzykowiznie zmiana stron przez wiadukt i dość szybko dotarło się do Kroczewa. Do tej pory wydawało się, że pojadę na Gosotlin, ale w centrum wsi nagły skręt na południe. Potem przejazd przez lotnisko, co skończyło się wyjazdem na asfalt Złotopolic, docierając do niego ze ślepej uliczki przy gospodarstwie. Usłyszawszy ujadanie psów, od razu czmych przez pole, przedzierając się przez zajeżyniony, stromy rów, pospiesznie wsiadając na rower. Jakby tego było mało, ostatni łyczek wody wylał się do sakwy, bo butelka okazała się niedokręcona. Tylko trzeba było zerknąć, czy aparat nie zamókł, ale raczej było w porządku.
W Złotopolicach skręt do lasu. Droga pełna dziur, choć nadal przyzwoita. Mimo braku lampki, nie było problemów (no może jeden, podczas zamyślenia) z ich omijaniem. W części zalegała woda. Przejazd przez las i w ogóle całą nocną jazdę uprzyjemniał mi księżyc, którego kilka dób dzieliło od pełni. Było tak nocnobłęktnie i dużo przyjemniej niż w czasie poprzedniej jazdy. Wtedy czując styranie po całym dniu jazdy, a teraz jazda była niemal w całości wieczorno/nocna. Wprost nie można było się napatrzeć na grę świateł i cieni. Sam rodzaj chłodnego powietrze nasuwał mi skojarzenia z jazdą po górach, co dodatkowo zwiększało atrakcyjność jazdy.
Co do lasu, od połowy, zgodnie z moimi wcześniejszymi podejrzeniami, został wycięty na szerokość ~100m. Cóż - ułatwiło mi to przynajmniej omijanie dziur w drodze, powstałymi w skutek jazdy sprzętu cięższego. Zastanawiało mnie, czy nie zrobić reszty trasy po DK 62, ale kilka poruszających się po niej świateł skutecznie mnie do tego pomysłu zniechęciło. W rezultacie przejazd przez Kamienicę Wygodę, północny Goławin do kapliczki przy rozjeździe pod lasem, skąd skręt na południe do "centrum" Goławina. Jak na upartego, akurat tą lichą drogą przejechały jeszcze dwa auta. Koniec trasy to podjazd na DK 62 (pokonany sprężyście), skręt na Miączyn i szybka jazda bez stresujących sytuacji. Dojazd pół godziny po północy. Wyjazd rozwiał chmury, jakie gromadziły się wraz z nieprzyjemnym początkiem sezonu.
Rower:Czerwony
Dane wycieczki:
65.96 km (25.00 km teren), czas: 04:04 h, avg:16.22 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTerenowe jazdy Sochaczew - Legionowo
Piątek, 13 maja 2016 | dodano: 14.05.2016Kategoria .2 Osoby, .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z Kasią, .Z rodziną, ...Miejscowości mazowieckie, .Z Księgowym, .Warszawa
Uczestnicy
Tekst rozpoczęty po czterech godzinach mocnego snu (i jednej na rozbudzenie wraz z posiłkiem), po którym jeszcze trochę dośpię. Zacząć może by należało od pewnego skrótu. W piątek wypadał dzień wolny, odetchnięcie przed całym, corocznym zamieszaniem, jakie wkrótce nastąpi. Na dzień ten mieliśmy spotkać się w Warszawie na rpg w godzinach popołudniowych. Dzień wcześniej popołudniowy wysiłek nierowerowy (i męczący, bo po ~4 godzinach snu) i przed powrotem do domu przypadkowe natknięcie się na dwa ptasie gniazda tuż przed zasiedleniem lub po opuszczeniu, które i tak by nie przetrwały. W nocy sporo czytania, pewna potrzeba snu, ale gdy w końcu przyszło położyć się około 3-4, nadal nie można było zmrużyć oka.
Wstępne przepatrzenie trasy przejazdu (rozważając trasę przez Czosnów lub Leszno, gdyby za bardzo mi się przysnęło i trzeba by się spieszyć). Do tego rozważanie, czy nie uderzyć na Wyszków albo po prostu przez okolice Radzymina, lecz stanęło na wariancie Sochaczewskim. Na mapie tras już przejechanych udało się dostrzec, że tereny położone pomiędzy DW580 i DK92 zjeżdżone zostały krótkimi odcinkami NS i ledwie krótkimi fragmentami WE. Padło na spontaniczne eksplorowanie tamtejszych dróżek w stronę Warszawy. Powrót już dzień wcześniej określony został mniej więcej przez Legionowo, z możliwością rozszerzenia o Nasielsk (gdyby warunki i kondycja pozwalały, by spróbować dociągnąć do 200km).
Po przeleżeniu kilka minut, przyszła pora zabrać się zrobienie kanapek na trasę, spakować rzeczy do sakwy (map nie biorąc, bo i po co). Może zasnę później, to po przebudzeniu przynajmniej tylko chwycę sakwę i w drogę. W trakcie przygotowań czas mijał, a mi przyszło się pogodzić, że znów czeka mnie podróż w niewyspaniu. Od pierwszych wypraw zdarzało mi się tak zarwać noc. Choć nie było to jakoś specjalnie odczuwalne, to ciało najwyraźniej samo szykowało się do drogi, nieraz nie dając mi porządnie odpocząć.
Po jajecznicy, ubraniu w cieplejsze ciuchy oraz włączeniu mp3 z nowymi utworami, start tuż przed 5. Świtało i z wolna się rozjaśniało. W powietrzu czuć było wilgoć po opadach dnia poprzedniego. Dzięki nim, gruntowe odcinki miały lepszą gęstość, a rower jechał około 25 km/h, bardzo rzadko jadąc poniżej 20 km/h. Przemieszczając się wzdłuż Wisły, można było obserwować poranne światło, padające na brzeg wysp po drugiej stronie rzeki. Na asfalcie Polnej przerwa, by raz jeszcze zawiązać uparte sznurówki, a nieco dalej, by podnieść siodełko o ~1cm. Wysoka prędkość utrzymała się do Wyszogrodu z tylko jednym incydentem na DK62, gdy jadący z naprzeciwka postanowił wyprzedzić trzy auta, manewr rozpoczynając kilkadziesiąt metrów przede mną. Nie czekał nawet, aż mniej więcej zrówna się ze mną, tylko walił na czołowe (jak by się to skończyło, gdybym zamiast roweru używał np. motocykla).
Wyszogród przejechany tylko po głównych przez centrum. Na moście silny, niemal morski wiatr, co nie zapowiadało lekkiej jazdy do stolicy. Podczas robienia zdjęć, przy okazji mógł ominąć mnie rowerzysta z naprzeciwka. Za rzekami skręt w lewo przy wale. Potem w prawo na drogę pod lasem, którą raz tylko przyszło mi jechać. Tym razem wzdłuż ściany lasu, a nawet częściowo w nim, przemierzając się po szyszkach i igliwiu, by ominąć najbardziej piaszczysty odcinek drogi. Poprzednim razem po prostu wyjazd na asfalt, lecz tym razem skusiła mnie ścieżynka koło słupów elektrycznych. Wąziutka, wijąca, dość zwarty grunt. Szutrem wiejskim, na który mnie wywiodło, przebyło się jeszcze ~300 m, nim ukazał się asfalt w towarzystwie zachęcającego mnie do szybkiej jazdy psa.

06:01. DK 50. Z lewej brzeg Wyszogrodu. Widok na Wisłę ku E
Asfaltami przez Kamion Mały wjazd na kurs wzdłuż Bzury. Standardowa, lekka trasa na Sochaczew, wg planu z domu. W Witkowicach Małych skusiła mnie dróżka asfaltowa, biegnąca po lewej stronie. Skończyła się trawiastym wałem, gdzie naszło mnie, że raczej cały dzień będę często jechać w terenie. Po prawej, wiejskiej stronie, widać było lokalne zabagnienie, a po lewej rozległe łąki w dolinie Bzury. Gdyby po nich jechać, to bez fatbike'a raczej ciężko by było. Dojechawszy do zwartej ściany lasu pojawiło się skrzyżowanie z ruiną domostwa w zaawansowanym stanie rozkładu. Opcje kontynuacji były trzy:
- na wprost przez głęboki piach pod górkę
- prawo w las między drzewami, po słabo widocznej dróżce, ale najkrócej prowadzącą do asfaltu.
- lewo w dół niby na łąki, ale z widocznymi śladami jazdy cięższego pojazdu, może quada.

06:28. Witkowice (w tle po lewej). Południowy koniec wału, ciągnącego się wzdłuż zachodniego brzegu Bzury. Widok ku S

06:30. Witkowice. Ruina przy wale

06:31. Witkowice. Kontynuacja drogi po wale, lecz już bez niego.

06:32. Witkowice. Wydma przy krańcu wału. Widok ku N
Padło na opcję ostatnią, która wąską dróżką wiodła koło dłuższego oczka i przecinała krótki, piaszczysty, pchany odcinek. Wydostałam się w Witkowicach Dużych. Rozważanie, czy skręcić w lewo, od lat kuszącym mnie asfaltem, który nie wiem gdzie prowadził, ale lepiej było nie ryzykować powrotu na łąki po tej stronie Bzury. Dojazd do żelaznego mostu. Za Wyszogrodem, wpadła myśl, by wreszcie przejechać nim do Brochowa, a równocześnie ominąć Sochaczew. Kontynuacja wkrótce... // Po niespełna 20 godzinach od poprzedniego tekstu, gdzie 4 minęły na deszczu, a kilka w łóżku:

06:58.Brochów. Kościół pw. św. Jana Chrzciciela i Rocha z XVI w. Widok ku NW

06:58. Brochów. Dwór Lasockich z XIX w.
W Brochowie krótka przerwa na ostateczną poprawę sznurówek. Bezowocna próba zjedzenia czegoś, ale jakoś nie było na to ochoty. Do Konar przejazd przez zachodnią część Malanowa. Wyjazd na DW 705, którą jechało się szybko, ale już z pewnym trudem. Zjazd w Plecewicach w Korczaka. Asfalt się wnet skończył, ustępując szerokiej gruntówce o bliżej nieokreślonych granicach i przebiegu. Z lewej mijało się spory budynek zakładów ceramiku budowlanej, od roku w upadłości likwidacyjnej. Po prawej znajdowało się bardzo głębokie obniżenie terenu, które wywołało we mnie swoiste zdumienie, że do tej pory nie udało się odkryć takiej ciekawostki. Dawniej miejsce pozyskiwania gliny, aktualnie stawy łowiskowe dla wędkarzy. W stromym, wysokim zboczu, swe gniazda założyła spora populacja jaskółek brzegówek. Po moim przejeździe trochę się ich spłoszyło i wyleciało, zataczając kilka pętli ponad stawami.

07:17. Sochaczew. Ul. Janusza Korczaka. Łowisko wędkarskie w wyrobisku iłów ceramicznych. Widok od strony Plecewic ku SE

07:18. Sochaczew. Ul. Janusza Korczaka. Łowisko wędkarskie w wyrobisku iłów ceramicznych. Widok od strony Plecewic ku S

07:20. Sochaczew. Ul. Janusza Korczaka. Łowisko wędkarskie w wyrobisku iłów ceramicznych. Widok od strony Plecewic ku SW
Towiany przejechane asfaltem, ale już za wsią polną drogą na wprost. Niebawem się skończyła - po trawie do pobliskich zabudowań, gdzie wydostałam się na drogę. Z północnej do południowej części Dzięglewa jechało się dróżką trawiastą, która wnet się urwała, przechodząc w charakterystycznie, ubogi w rośliny obszar, zapewne bardzo zakwaszonej, choć zwartej gleby. Nieużytek ten kończył się gospodarstwem, więc odpowiednio wcześniej trzeba było dotrzeć do miedzy, po której można było wyjść na asfalt. Wkrótce potem krótki odcinek po szutrze i wyjazd na DW 580.

07:23. Towiany. Dziwna smuga nad Warszawą

07:38. Dzięglewo. Widok na Chodakówek i kominy Chemitexu w Chodakowie
Pierwszy etap zaliczony, nadeszła pora na odcinek równoleżnikowy, o którego poznanie chodziło w tym wyjeździe. Boleśnie odczuwalna w kolanach była dotychczasowa jazda, więc odrobinę trzeba było zniżyć siodełko. W czasie planowania na komputerze zamysłem było, aby DW przejechać koło dworku w Żelazowej Woli, ale się nie udało, lądując przy granicy wsi. Nie widząc sensu, by się wracać, od razu kurs do Strzyżewa. Skręt w prawo i przejazd przez głęboką (jak na ten region) dolinę Utraty. Zjeżdżając, moją uwagę zwróciła dróżka odchodząca w lewo. Bardzo korciła, ale intuicja mówiła, że zepsuje mi to poznawanie innych okolicznych tras.
W pobliskim Szczytnie zjazd pod dworek, z którego jeden budynek okazał się się bardzo zaniedbany, z zawalonym dachem, a drugi tak przebudowany, że praktycznie niczym nie różnił się od zwykłego "kostkowego" domu mieszkalnego. Wnet powrót na asfalt. Z lewej krajobraz urozmaicała linia drzew wzdłuż powykręcanej linii brzegowej doliny Utraty, jak również zróżnicowana powierzchnia terenu ku niej opadająca. Wnet dopadła mnie czkawka, a że nie chciała przejść, postój na poboczu przy poziomkowych krzaczkach. Czkawkę pozbyć udało się tam całkiem, całkiem zdjąć wierzchnią, poranną warstwę ubrań, odpoczywając prawie na pięćdziesiątym kilometrze, przez prawe pół godziny.

07:53. Szczytno. Jeden z budynku dworu z XIX w.
Po zdjęciu kurtki i było mi chłodno, ale słońce wysuszyło koszulkę, co niewątpliwie poprawiło komfort jazdy. Zjedzone trzy kanapki i trochę rozciągania. Ogólnie dały się odczuwać nieznaczne i rzadkie problemy żołądkowe, które w niczym nie przeszkadzały, ale pod koniec podróży były jednak wyraźniejsze i dokuczliwsze. Po przerwie zaczął się zjazd do wsi Zawady, ale przed mostem intuicja mówiła, że nie jest to właściwy kierunek, więc skręt w drugą odnogę trasy. Jak się okazało po zerknięciu w mapy po powrocie - w Zawadach wjechałoby się na spory odcinek już przejeżdżanej trasy.

08:42. Izibska. Droga Kampinos-Teresin. Widok ku S
Kolejne wsi zmieniały się bardzo powoli. W Pawłowicach uwagę przykuły mi kolejny dworek, dość znacznie oddalony od drogi. Przejazd nad Utratą, ominięcie cmentarza, koło którego zaczęła się tragiczna dróżka. Po krótkim odcinku asfaltowym, kontynuowało się gruntówkami północnej części Cholewek. Częściowo droga było pokryta wysypanymi kamyczkami, częściowo zwykłą gruntówka, a częściowo (odcinek wschodni) z piaskiem, który można było dość łatwo pokonać środkiem drogi. Przecinając kolejny asfalt, wjechało się na jeszcze jedną gruntówkę, odkąd właściwie zaczął się etap "wielkopowierzchniowych obszarów uprawnych przy znikomej liczbie drzew".

08:50. Pawłowice. Kościół pw. św. Walentego z XIX w. Widok ku SW
Wjazd do Nowego i Starego Łuszczewka, przy których granicy był ogrodzony, zadbany dworek. Za zabudowaniami dotkliwie odczuwalny stał się wiatr ze wschodu, więc spore odcinki przyszło jechać w dolnym chwycie. Po pewnym czasie przecięło się DW579. Był to pierwszy pewny punkt, który dobrze był mi znany. Dało się dostrzec, że za bardzo zniosło mnie do Błonia, co było konsekwencją zmiany kursy w Zawadach (pierwotny szkic zakładał przejazd blisko Leszna). Do miasta mnie nie ciągneło. Łańcuch zaczął skrzypieć. Przed wyjazdem zastanawiało mnie, czy aby nie pora go nasmarować, no i wyszły konsekwencje nie dokonania tego. Po powrocie błyszczał srebrzyście, jakby dopiero go wyprodukowano.

09:15.Stary Łuszczewek. Przedwojenny dworek

09:22. Rochaliki. Ruina w zachodnim krańcu wsi
Przed mostem na Utracie odbicie w lewo - kolejna szutrówka. Za zabudowaniami pojawi się znak, iż jest to droga wewnętrzna Instytutu Hodowlanego. Zawracać nie chciało się, bo droga była co najmniej średnia. Rozglądanie za możliwością odbicia na północ (bo na południu można było co najwyżej dotrzeć do rzeki) i na szczęście wkrótce się taka ukazała. Przy drogach tych trwała jakaś modernizacja, czy to elektryki, kanalizacji czy czegoś innego.

09:38.Radzików. Kapliczka w południowym krańcu, NW części wsi
Dróżka była bardzo polna i ten jeden raz tego dnia był problem z kontrolą nad rowerem, ale bez przewrócenia i tego typu podobnych komplikacji (które na szczęście nie zdarzają mi się zbyt często). Na asfalt wyjechało się we wsi Radzików koło kapliczki i ujadającego psa. Na Witki przemieszanie mazowiecką "drogą 100 zakrętów" (choć było ich mniej). Dalej Łaźniewek, gdzie najbardziej dał mi się we znaki wiatr i ból w kolanie (tak bardziej pod nim, z zewnętrznej strony). Jadąc w tych stronach naszło mnie wrażenie, że okolica zmieniła się bardzo wyraźnie, odkąd zaczęły się moje wyjazdy w okolicach Warszawy, choć w tych stronach bywało się bardzo rzadko.
Na przystanku w Pilaszkowie przerwa trwająca 20 minut. Poleżało się na ławce, porozciągało się. Słychać wyraźnie było, jak wszystko chrupie i trzaska. Po rozciągnięciu (tylko w pozycji leżącej) dało się odczuć rodzaj odświeżenia i wróciło (czasem) mi tempo powyżej 20km/h nawet pod wiatr. Przede wszystkim odpoczęło trochę kolano i nie było "lekkich obaw ciała przed mocniejszym naciskiem na pedały", które wygląda tak, jakby całe ciało wędrowało za stopą (po bolącej stronie nogi), która wędruje w dół. Lekkie, bo niezbyt wyraźne, niezbyt częste i nadal niezbyt kłopotliwe, tak jak to było na ostatnich kilometrach kwietniowej 300ki (gdzie ciało głęboko wędrowało za stopą, albo naciskało się na udo/kolano ręką, by zmuszać je do opadania w dół).
W Umiastkowie wyjechało się na fragment DW 718. Przerwa na Żyznej, w którą wjechało się, ale zawróciło, bo jednak zachciało mi się poznać resztę trasy "na wprost". Dobrze się złożyło, bo akurat nadjeżdżał ciągnik, w którego cieniu wnet się udało schować. Co prawda nie trwało to nawet kilometr, ale i to dobrze. Zjechało się na ścieżkę po lewej stronie (wnet powróciła na prawą), którą dojechało się do ronda w Strzykułach (jedna pętla wokół niego). Wzdłuż trasy (a raczej w pewnym oddaleniu od niej) widać było sporo nowego budownictwa. W Macierzyszy skręt w Sochaczewską, przejazd nad ekspresówką (ponad odcinkiem, który ongiś pokonało się, gdy ta była jeszcze w budowie). Odcinek w większości szutrowy.

11:20. Sochaczewska na granicy miejscowości Macierzysz i Szeligi. Widok ku E
Wyjechało się na chodnik wzdłuż Połczyńskiej. Dalej na zachód, by na kolejnych pasach przedostać na drugą stronę. Skręt w Dostawczą koło Selgrosu, ale potem nawrót. Przejechało się przez światła i ruszyło podjazdem nowej ścieżki rowerowej na nowym wiadukcie ulicy Nowolazurowej. Po drugiej stornie skręt w Kraszewskiego z małym epizodem Promienistej po lewej stornie. Wjechało się na drogi między torami, aby poznać Odolany.

11:38. Wiadukt Alei 4 Czerwca 1989r. Widok ku NE

11:40. Wiadukt Alei 4 Czerwca 1989r. Kościół pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Widok ku SE
Obszar ten od dawna mnie interesował, gdyż na mapie dróg, którymi jeździło się po Warszawie, obszar ten stanowił jedną, wielką, pustą plamę. Raz raptem zdarzyło mi się przejechać i poznać ich południowy fragment z ulicy Poprzecznej. Krótkich fragmentów we wschodniej części (przy decathlonie) i pieszych nie wliczam. Jazdę wzdłuż torów skończyło się na ścieżce przy Prymasa (z chodnika schodząc na nią, by skrócić drogę) raz na utwardzoną nawierzchnię wyjechawszy w Mszczonowską przy Gniewkowskiej i wreszcie odnalazło się pomnik, który był waypointem o nazwie "Szubienica". O okolicy się nie będę bardziej rozpisywać, zostawiając to zdjęciom.

11:49. Stacja towarowa Warszawa - Odolany. Po lewej budynek WOA 2. Widok ku NE

11:52.Stacja towarowa Warszawa - Odolany. Droga południowa. Widok ku NE

11:54. Stacja towarowa Warszawa - Odolany. Schronisko manewrowych wschód

12:00. Ul. Dźwigowa widziana z poziomu torów ku SE

12:12. Odolany. Przy starym torze między Grodziską i Boguszewską

12:18. Odolany. Ruiny domostwa przy Gniewskowskiej, ~80m na W od Mszczonowskiej

12:21. Odolany. Tablica upamiętniająca powieszenie przez Niemców (o świcie 1942.10.16) 10 z 50 więźniów Pawiaka (pozostałe miejsca to Pelcowizna, Szczęśliwice, Rembertów i Marki), w odwecie za Akcję Wieniec
Przejazd przez dworzec PKS, dalej nową asfaltową ścieżką rowerową, która powstałą pod moją nieobecność. Gdy kiedyś trzeba było z Dworca czasem korzystać (idąc tam pieszo), ścieżka była tylko z kostki (mniej więcej do Białobrzeskiej, a dalej były problemy związane z trwającymi tam budowami - błoto i spółka). Powstało też sporo nowych biurowców (ten przy samym dworcu już był przeze mnie widziany, gdy korzystało się z pociągu). Od Placu Zawiszy łamańcem przy hotelu do Wroniej, tam na zapleczach Muzeum Woli, chodnik przy Srebrnej, Zaplecze nr4 przy Miedzianej oraz 86 przy Siennej. Wyjechało się na północną ścieżkę przy Prostej, po czym przerwa na obiad w orientalnym w pobliżu Platter.

12:39. Dworzec Zachodni. Budynek West Station I, pół roku przed końcem budowy

13:05. Przy rondzie ONZ, kilka lat po wybudowaniu drugiej linii metra. Po prawej Warszawskie Centrum Finansowe. Po lewej Spektrum Tower. Widok ku NE

13:05.Rondo ONZ. Po lewej Rondo 1 (192 m n.p.m.). Po prawej Ilmet (103 m n.p.m.). W centrum widoczne Centrum LIM/Mariott (170 m n.p.m.) i Oxford Tower 150 m n.p.m. Widok ku SE

13:18. Świętokrzyska 34. Gold Kim. A oto i obiad

13:36. UW. Remont Pawilonu Audytoryjnego z XIX w. przez większość czasu mieszczący Wydział Medyczny. Widok ku SE spod Zakładu Graficznego UW
Po kilkunastominutowej przerwie, gdzie uzupełniało się zapasy energii, trasa wiodła dalej wzdłuż Świętokrzyskiej. Tuż za Marszałkowską, z pobliskiego liceum właśnie wychodzili maturzyści, łatwi do odróżnienia od innych osób na chodniku. Na Krakowskim Przedmieściu kilkugodzinna przerwa na RPG (dotrzeć udało się przed pierwszym deszczem, ale po przypięciu roweru i ewakuacji pod dach niezauważalnie zresetował się licznik. Zdążyło mi się tylko zapamiętać ~106km, i ~7 h jazdy. Kolejna część wyjazdu wyniosła 62,17 km w czasie 3:59:51), skończona po opadach deszczu po 18 (drogi zlało konkretnie). Gdy obserwowało się ludzi przez okno, przypomniała mi się Kopenhaga: tłumy na ulicach, nadchodzi ulewa, tłumy ukryte w budynkach/pod zadaszeniami. Po przerwie zjazd Tamką i Zajęczą na drugą stronę Wisły.
Od stacji metra Stadion Narodowy odbicie na zachód wzdłuż Jagielońskiej, lub raczej między ogrodzeniami i szpalerem drzew, a potem częściowo wałem. Dalej Wrzesińska, Jagiellońska, od parku po ścieżce. Za Starzyńskim wyjazd na Modlińską. Z początku jechałeo się asfaltem, ale wnet wjechało na ścieżkę oraz chodniki, boczne asfalty itp. ciągnąc się tak aż za Kanał Żerański. Tam znów Kowalczyka i jazda wzdłuż kanału, ale poznając dwie nowe dróżki między drzewami, w tym jedną ślepą z powodu budowy. Zadzwoniło się do Księgowego.

19:04. Kanał Żerański w pobliżu mostu kolejowego. Widok na rozbudowę osiedla przy Łopianowej ku SW
Jazda na Płochocińskiej, to jeden wolno sunący korek od mostu na Białołęcką do samej Rembelszczyzny (za podwójnymi rondami było spokojniej). Prędkość roweru utrzymywała się powyżej 20km/h, a to wyprzedzając, to mnie wyprzedzano. Raz przejeżdżała karetka. Od Stanisławowa deszcz i szybko udało się dotrzeć do pracy Księgowego, gdzie poinformowano mnie, że tuż przed chwila wyjechał. Telefon - rozmowa - pęd po chodniku. Skręt koło kościoła i spotkanie przy cmentarzu. Gadając przejechaliśmy przez lasy zmierzając do torów i żwirowni. Na DK 61 wyjechaliśmy w połowie odległości między torami i zabudowaniami.

19:44. Nieporęt. Serwis rowerowy

19:56. Las Nieporęcki. "Pan Kamyk"
Około 25km/h jazda na południe po krajówce, kolejna karetka, wiadukt, paczkomat przy kerfurze na Słomińskiego, Piłsudskiego, Sobieskiego, boczna przy DK i do końca Jabłonny. Tam pogadaliśmy jeszcze z 0,5-1h po czym ruszyliśmy w swoje strony. Spostrzegło się, że zabrane zostały nieco rozładowane baterie, a lampka była bardziej pozycyjna, niż oświetlająca. Powoli przejechało się przez wydmy i zjechało na chodnik wzdłuż DW 630. Przeturlało się nim na Skierdy, ale jadąc czuć było jak zasypiam na rowerze i ten odcinek to jedna wielka plama z jednym okiem otwartym, albo obom zamykanymi na trochę dłużej niż tylko mgnienie oka. Aby się nieco ogarnąć, skręciło się na Trzciany. Zburzyło to monotonię i zwiększyło poziom koncentracji. Droga oświetlona lampami ukazała mi grubą warstwę podnoszącej się mgły. Tuż za lasem można było zerkać też na księżyc, którego blask wraz z mgłą tworzyły niemal baśniowy efekt niebieskiej (lub granatowej) nocy, bardzo zbliżony do tego, jaki widać w filmach, na obrazach lub w kreskówkach.

20:21. Legionowo. DK 61 przy Osiedlu Piaski

20:33 Pojazd maratoński
W Janówku przejazd pod torami, po raz pierwszy odkąd zakończono przebudowę skrzyżowania z drogą, którą teraz puszczono dołem. Nim wyjechało się na asfalt, z Dworcowej przejechało się przy peronach na drugą stronę drogi. Po drugiej stronie krótka przerwa. Zadzwoniono z domu. Z mojej strony padło, by podjechać do NDM, bo nadal senność, bo żołądkowe (które utrzymały się i na drugi dzień do końca pisania tego tekstu), bo kolano, bo zmęczenie, bo to druga doba jazdy bez dobrego snu, poprzedzona zbyt krótkim snem przed pierwszą dobą. Przytelepanie przez Górę i całe miasto, kończąc na uliczce w pobliżu jeszcze budowanego centrum handlowego. Ponownie się udało rozpisać, jak rzadko ostatnimi czasy...
Miejscowości mazowieckie
- Mokas- Izbiska
- Pawłowice
- SHRO Pawłowice
- Cholewy
- Stary Łuszczewek
- Rochaliki
- Wawrzyszew
- Radzików IHAR
- Radzików
- Witki
- Łaźniewek
- Myszczyn
- Pogroszew Kolonia
- Pogroszew
- Umiastów
- Kaputy
- PGR Kręczki Kaputy
- Macierzysz
Rower:Czerwony
Dane wycieczki:
168.00 km (44.00 km teren), czas: 11:00 h, avg:15.27 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hŚląskie oczyszczenie VII - Płaskowyż Rybnicki
Poniedziałek, 4 kwietnia 2016 | dodano: 12.04.2016Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, 2016 Górny Śląsk
Start o 8:30. Zjazd do Pilchowic. W powietrzu nadal unosił się swoisty aromat, choć już słabszy. Wydzieliną z nosa z powodzeniem można by palić w piecu. Mimo, że było ciepło, co kilka domów i tak znajdował się taki, który sowicie kurzył w piecu. Tak bardzo się cieszę, że nie mieszkam w tych stronach. Przejazd przez Wilczę do Knurowa. Skręt za biedronkę i przejazd Parkową, Kołłątaja oraz w pobliżu hali sportowej, po to, by jak najbardziej ominąć przejechaną w 2013 Aleję Piastów, wówczas w remoncie. Wyjazd na DW 924 i kurs do Czerwionki-Leszczyny. Skręt w Furgoła, skąd udało się dostrzec sklep rowerowy. Chwilę przyszło mi poczekać, nim sprzedawca wrócił do sklepu i udało się dokupić klocki hamulcowe. W międzyczasie trochę podjadania, konstruktywnie wykorzystując ten czas. Potem podjazd do Aldi, gdzie wpadły większe zakupy spożywcze. Nieco dalej przerwa na przystanku, gdzie można było się przebrać w lekkie ciuchy.

09:09. Knurów. Zbieg ul. Książenickiej i Alei Piastów. Najbardziej stereotypowo śląskie miasto (wg mnie). Po prawej szyb III KWK Szczygłowice. Widok ku NE

10:02. Czerwionka-Leszczyny. Ul. 3 Maja. Widok z wiaduktu na dolinę Bierawki ku W

10:03. Czerwionka-Leszczyny. 3 Maja. KWK Dębieńsko. Szyb Jan III. Widok ku E

10:03. Czerwionka-Leszczyny. 3 Maja. Zakład Odsalania Dębieńsko. Widok ku W
Droga do Żor dłużyła się, lecz na szczęście nie było zbyt wiele aut. Na granicy miast zjazd do bunkru po prawej stronie drogi. Niewielka to rzecz, więc i czasu niewiele minęło. Skręt w DW 935 na obwodnicę Żor, która strasznie była przeciążona autami i zdecydowanie nie polecam. Jadać na wschód również wyprzedzało mnie sporo samochodów. Skrzyżowanie w Suszcu powitane z radością, udając się na południe. Do tej pory trochę mnie wspierał wiatr. Przerwa na przystanku w Kyrach i kontrola czystości napędu, gdyż coś dziwnie ciężko mi się jechało. Z Mizerowa wyjazd na DW 933. Trwały tam zabiegi pielęgnacyjne na drzewach, skutkiem czego powstał ruch wahadłowy w miejscu ścinki gałęzi. Pawłowice przejechane po chodniku, od Mickiewicza do końca miasta. W lesie gruntowa ścieżka rowerowa. Bez sensu, po potem się kończyła, a i tak trzeba było wyjechać na główną.

11:58. Żory. Północna granica miasta przy DW924. Bunkier "Na Żwace", wybudowany w przeddzień IIWŚ

13:46. DW 933. NE teren Studzionki. Pielęgnacja drzew.
Jastrzębie-Zdrój opuszczone podjazdem Połomskiej. Doprowadziła mnie do Połomii, dalej zamierzając dotrzeć do Marklowic. Wjazd doń, nawrót przy Krakusa i skręt w Folwark. Droga wiodła po wzniesieniu między polami. Zjazd z niej w pobliżu Centralnej na drogę równoległą do A1. Podjazdy na niej były bardzo strome, a na jednym o mało nie został rozjechany dziwnego owada, gdy jeszcze rower pędził ze zjazdu. Przerwa, by ów obejrzeć, a resztę podjazdu pokonana pieszo. Przejazd wiaduktem nad autostradą i zjazd Wolności do Dolanka. Przejazd na drugą stronę Wodzisławskiej, po czym udało się zwiększyć wysiłki, by jak najprędzej przejechać przez Gołkowice, Godów i Gorzyce do Olzy. Tam bawiły się małe dzieci, a dziewczynka, chcąc kopnąć piłkę, zamiast tego wyrzuciła swój kapeć w powietrze, a piłka odskoczyła raptem o kilka metrów. Za Odrą udało się zwolnić. Skręt na Poddębinę, by skrócić przejazd. Pora na ubrania na noc.

15:43. Jastrzębie Zdrój. Górna część Połomskiej, tuż przed zjazdem do DW 933

15:44. Połomska/Podgórna. Granica Jastrzębia Zdroju. Widok na Połomię. przysiółek Dwór na pierwszym planie, za nią przysiółek Wielodroga w osi ulicy Szkolnej, wiaduktem przecinającej A1. Widok ku N

15:45. Połomska/Podgórna. Granica Jastrzębia Zdroju. Hałda Pochwacice stanowiąca fragment północnych granic Jastrzębia-Zdroju. Widok ku NE

16:20. Połomia. Ul. Przyległa. Widok ku SE

16:35. Połomia. Droga techniczna przy A1. Oleica fioletowa szukająca miejsca na założenie gniazda

17:42. Łaziska przy A1. Elektrownia węglowa Dětmarovice (4 km). Z prawej Pasmo Ropicy z wybijającym się szczytem Ostrý (1044 m n.p.m., 40 km). Widok ku SE
Przez Krzyżanowice i Tworków przejazd do Bolesławia. Jadąc do Borucina przerwa przy stacji uzdatniania wody, przy której nawrót. Podjazd Społeczną, zjazd koło kościoła i Główną na południe. Była nadzieja, że we wsi trafi mi się jakiś sklep, ale był otwarty tylko bar. Przejazd po czeskiej stronie do wsi Píšť. Po naszej stronie był to asfalt, po drugiej asfalt pokrywał w zasadzie tylko ścieżkę rowerową i pieszą. We wsi Owsiszcze udało mi się znaleźć otwarty sklep i zrobić niewielkie zakupy. Nie było już ochoty podjeżdżać, wiec do końca wsi pieszo. Naszła mnie ochota, by już zasnąć, ale nie można było dostrzec nic korzystnego. Za dużo pól. W Krzyżanowicach przy Lompy zatrzymał mnie ktoś, kto okazał się rowerzystą, który w 40 dni udał się do Portugalii (częściowo z wykorzystaniem pociągów). Pogadaliśmy dosłownie chwilę, gdyż jechał właśnie do pracy.

18:16. Odra za Olzą. Widok ku NW
Z DW 936 skręt do Bukowa. Już dawno zniknęły siły do szybkiej jazdy. Za wsią przejazd mostkiem w lewo, a potem na Ligotę Tworkowską. Na wprost był obszar roboczy i droga niejako zamknięta, wiec skręt w prawo. Na niskich prędkościach jechało się po szerokiej drodze budowlanej, tuż za koroną przyszłych wałów, których do tej pory powstała tylko część. Sporo czasu trwało nawigowanie przez telefon, czy raczej stacjonarna próba zorientowania w przestrzeni i ocena dalszej trasy. W ostatecznym rozrachunku wyjazd na Wiejską, po zachodniej stronie torów w Lubomi. Dalsza jazda nią, skręt w Kochanowskiego i objazd większości ulic wsi Nieboczowy. Przejazd do krańca Brzeskiej, potem Rzecznej i Wiejską do ostatniej tabliczki Ligoty Tworkowskiej. wracając się, skręt w Ligonia, Wiejską, uliczki w centrum i raz jeszcze w Brzeską, by na jej końcu rozłożyć się z namiotem przed 2.

22:10. Nieboczowy. Wjazd od Lubomi. Wieś, która zniknie pod wodą
Zaliczone gminy
- Czerwionka-Leszczyny- Suszec
- Jastrzębie-Zdrój
- Mszana
- Marklowice
- Godów
- Gorzyce
- Krzyżanowice
- Krzanowice
Rower:Czerwony
Dane wycieczki:
158.00 km (6.00 km teren), czas: 11:04 h, avg:14.28 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hŚląskie oczyszczenie VI - Aromaty Śląska
Niedziela, 3 kwietnia 2016 | dodano: 12.04.2016Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, 2016 Górny Śląsk
Wczesna pobudka. Śniadanie, trochę jeszcze pogadania z ludźmi i o 9 start. Przejazd przez Zawodzie w Żbika. Podjazd. Trzeba zdjąć bluzę. Zjazd i podjazd Mazańcowicką. Skręt w Kopernika i przerwa przy ruinach, tuż koło pałacu Kotulińskich. Przejazd do Legionów, na rondzie w lewo. Za stawami wjazd do Bestwiny, gdzie przerwa. Mozolny podjazd ku północy i skręt w Młyńską, gdzie wyminęło się parę rowerzystów. Oni wyminęli mnie na rozstaju, nim udało mi się zdecydować, aby skręcić w Grabowicką. Głowackiego na Topolową, biegnącą między blokami i działkami. Była to dla mnie podejrzana trasa, ale ślepą okazała się dopiero, gdy za torami skręciło się w Koniec nad Białką, która była jedną z kilku możliwych zakończeń podróży w te strony. Dalej była kopalnia węgla i jakieś firmy, więc pozostało mi się wycofać.

09:07. Ligota widziana z Zawodzia. Widok na kościół i halę szkoły, gdzie mieściła się baza maratonu, ku W

09:40. Czechowice Górne. Kapliczka przy Kopernika i Cichej.

09:49. Czechowice Górne. Ruiny zabudowań gospodarczych przy pałacu Kotulińskich.
Wzdłuż Węglowej jazda po ścieżce, tuż za ojcem z dzieckiem na rowerach. Nie było ochoty ich wyprzedzać, więc dopiero przed DK1 skręt w prawo, ale ścieżynka kończyła się między barierką krajówki i rowem więc powrót do skrzyżowania, by pojechać jeszcze trochę na zachód. Mostem nad Wisłą i wzdłuż brzegu zbiornika Maciek, dostając się do Goczałkowic-Zdroju. Brukowana dróżka przez tereny uzdrowiskowe niezbyt mi przypadła do gustu, a sama miejscowość była bardzo krótką w kierunku północnym. Do Pszczyny przejazd wzdłuż DK1, a droga częściowo była gruntową. Bednorza i Bogedaina do rynku, na którym znajdowały się tłumy ludzi. Dzień był słoneczny, ciepły i akurat była niedziela. Mniej więcej odtąd, aż do wieczora, mijało się dużo rowerzystów, którzy poczuli wiosnę. Na samym rynku udało się dostrzec też jakąś bardziej zorganizowaną grupę rowerzystów, a miasteczko oznaczone zostało przez mnie jako warte do kolejnych odwiedzin, przede wszystkim, by pojeździć po tamtejszym parku. Przy Placu Targowym przerwa na kebab (bardzo mało zawartości jak na rozmiar bułki i "duży" w opisie), po czym wyjazd DW 933.

11:30. Wisła z Mostu na ulicy Legionów między Czechowicami-Dziedzicami i Goczałkowicami-Zdrojem. Widok ku NE

12:03. Pszczyna. Rynek widziany od strony ul. Piekarskiej ku NW
Jazda do Miedźny monotonna i nużąca. Kilka podjazdów, lecz w większości dość płasko. Na miejscu zakupy i skręt na północ. Krótka przerwa pod koniec Gilowic i chęć przejechania do DW 931 drogą za lasem, ale zamiast tego jazda trwała przez całą Wolę. Tuż za zbiornikiem Wierznik skręt w lewo przez tory, pokręcenie się po opustoszałym, gruntowym terenie (po którym jednak ktoś się kręcił) i przerwa do 15. Potem przejazd nad Pszczynką i skręt w czerwony szlak na Bojszowy. Jazda nim przebiegała gruntem i płytami, a niewielka część była zalana, ale przejezdna z jego prawej strony. Przy zbiornikach wodnych czas zabijali wędkarze, choć zdecydowanie nie było tłoczno. Część trasy poprowadzona była wzdłuż lasu, na krańcu którego znajdowała się wiatka i tablica z mapą. Wyjazd na szosę, odkąd kurs na zachód przez Bojszowy.

13:13. Miedźna. Kościół pw. św. Klemensa Papieża z XVII w.

15:13. Wola - Bojszowy. Czerwony szlak rowerowy. Jeden z lepszych odcinków. Widok ku NW
Przejazd przez skręt na szlak i "powrót" na niego Domową oraz Myśliwską, z której kurs na zachód, skąd widać było jadących rowerzystów. Zasugerowawszy się tym, choć znaków nie było widać, wyjechało się na dróżkę wzdłuż wschodnich brzegów stawów Poloczek, z których II był wysuszony. Przez łąkę wyjazd na Zakątek w Świerczyńcu. W Bieruniu zjazd w Łysinową, po krótkim wahaniu i jeździe na wschód. Oświęcimską dojazd na rynek, gdzie małe zakupy. Dalej Hejnałowa i Macierzyńskiego. Skręt w dróżkę wzdłuż wału i Wylotową na północ. O 16:30, jadąc ścieżką pod górkę, dojechało się się do Lędzin. Na przystanku krótki posiłek. Za zabudowaniami zainteresowały mnie ruiny, więc skręt ku nim, podjazd, po czym nawrót, gdy teren wyglądał jak poligon do zabaw typu ASG. Nie było we mnie ochoty, by bardziej się tam zagłębiać.

15:45. Świerczyniec. Staw Poloczek II. Widok ku N

16:11. Bieruń. Rynek. Widok spod sklepu ku NW
Tychy przejechane przez strefę przemysłową. Na Sikorskiego przejazd na drugą stronę DK1, po czym zjazd nad Jezioro Paprocańskie. Były tam masy ludzi, gdyż trwały zawody biegowe, zwane Perłą Paprocan. Na szczęście zbliżał się wieczór, więc i zasadnicza część imprezy dawno się skończyła. Im dalej od centrum miasta, tym mniej ludzi i tym większa swoboda w poruszaniu się. Jazda wzdłuż brzegu skończyła się za Zameczkiem Myśliwskim. Tam udało mi się dowiedzieć, jak trafić do Kobióru. Wjazd na aleję Książęcą, a wyjazd w Błękitna. Wróblewskiego przejazd na zachód, do torów, przez które przechodziło się pod wiaduktem.

17:06. EC Tychy. Widok ze wschodniej części Jaroszewic

17:52. Tychy. Jezioro Paprocańskie przy NE Parkowej

17:53. Tychy. Jezioro Paprocańskie w SE jego części. Widok na Paprocany ku NEE
Po DW 928 jechało się szybko, do Wyr, byle tylko zdążyć przed zmrokiem ujechać jak najdalej i uniknąć dłuższej jazdy drogą, o tak dużym natężeniu ruchu. Za torami skręt w Magazynową. Skręt w Graniczną przez tory i męczący podjazd w kierunku osiedla Kościuszki. Wyjazd na Wyrską. Długi podjazd Pstrowskiego. Pod koniec zabudowań przerwa na przygotowanie do nocnej jazdy, gdyż zdążyła zapaść noc. Kontynuacja podjazdu do Łazisk Górnych, przejeżdżając nad DK81. Na rynku krótka przerwa. Straż miejska zgarniała kogoś śpiącego na przystanku. Zjazd do Brady szybki, czasem z wykorzystaniem hamulców. Jeszcze jeden podjazd, las, kilka zakrętów i stromy zjazd do Orzesza. Miało się skręcić w Partyzantów, jadąc na skróty, ale wtedy nie znana była mi jej nazwa, więc zamiast tego zjechało się do centrum.

18:56. DW 928. Granica powiatów (biegnąca równolegle do drogi) ku NW
Z DW 925 skręt w Orzeską i z wolna przejazd przez Ornontowice, z ładnie wyglądającym w nocy parkiem, zmierzając do Bojkowa. Po drodze sporo dłuższych przerw i zjeżdżania w boczne uliczki. Bardzo długo jechało mi się do Sośniowic, gdzie skręt w DW 919. Przejazd przez granicę gminy Rudy (w której znajdował się punkt C, w czasie maratonu w 2013) i zaraz skręt w lewo. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie, a jazdy nie ułatwiały owe aromaty. Im bliżej GOPu tym wyraźniejszy stawał się swąd jakby z kotłowni. W nocy było gorzej, bo śmierdziało, jakby z pieca buchnęło dymem, wypełniając nim całe pomieszczenie. Tu nie ważne - wieś, miasto czy las - nos wykręcało i trzeba było mi jechać, wciąż go zasłaniając. Na podjazdach było gorzej - większe zapotrzebowanie na tlen i większe hausty powietrza. Nawet kurtka mi przeszła zapachem lokalnego "powietrza". Z radością udało się w końcu rozłożyć się z namiotem o 1:30, dotarłszy do miejsca, które mniej więcej udało się wypatrzyć w necie, jako potencjalnie bezpieczne, jak na tak zurbanizowany obszar. Przynajmniej w środku można było jako tako, w miarę swobodnie odetchnąć

20:45. Orzesze. Kościół pw. Najświętszej Marii Panny z okresu międzywojennego.
Zaliczone gminy
- Bestwina- Pszczyna
- Miedźna
- Bojszowy
- Bieruń
- Lędziny
- Tychy
- Kobiór
- Wyry
- Ornontowice
- Sośniowice
Rower:Czerwony
Dane wycieczki:
162.30 km (14.00 km teren), czas: 11:32 h, avg:14.07 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hŚląskie oczyszczenie V - II Nadwiślański Maraton na Orientację
Sobota, 2 kwietnia 2016 | dodano: 13.04.2016Kategoria .2 Osoby, .Maratony, .Podróżerowerowe.info, .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, 2016 Górny Śląsk, .>10 osób
Pobudka nadeszła wcześniej niż w planie. Była 6:30, a do startu jeszcze dużo czasu. Uaktywnił mnie ruch pierwszych obudzonych jednostek. Jak już się tak stało, to nie chciało mi się zasnąć ponownie. Trochę spacerowania, trochę leżenia. Komuś zagrała melodyjka. Kogoś nie zbudziła. Niektóre budziły nie tego, kogo trzeba.

06:32. O poranku

19:12 (dnia poprzedniego) Lista punktów do zdobycia, które otrzymaliśmy jeszcze poprzedniego dnia, wraz z numerem startowym, batonem i napojem.
Z biegiem czasu powstawało coraz więcej osób, z tych które przespały na hali dzisiejszą noc. Grup TP100 na hali spała lub leżakowała do około 20-21 dnia poprzedniego, gdyż po tym czasie wyruszyli na swoje trasy, podwiezieni busem w góry. Byli więc już od kilku godzin na nogach, a w górach wciąż zalegał śnieg. Nasz start miał się rozpocząć o 7, ale m.in. z powodu błędu na mapie, odprawa techniczna trochę się przeciągnęła.
Wyruszyliśmy jakoś po 7:30. Większość udałą się na południe. Grupka północna liczyła nie więcej niż 10 osób. Tempo początkowe przekraczało 30km/h i trochę było wspomagane wiatrem ze wschodu. Grupka podzieliła się na 2-3 części, a mi udało się utrzymać za pierwszą trójką. W Zabrzegu skręciliśmy w Sikorskiego, a grupka zaczynała się bardziej rozwlekać. Z ulicy Do Zapory pierwsi zjechali w kierunku rzeki. Przejazd wiódł po skraju pola i rowu z drzewami. Przy brzegu wpierw 2 udało się w dobra stronę, ale z powodu mgły, wszyscy skierowali się w przeciwną, nie osiągnąwszy celu. po kilkudziesięciu metrach powrót i odkrycie betonowego cokołu. Znacznik zwisał nad wodą, przymocowany do poręczy.

07:52. Zabrzeg. Ul. Do Zapory na W od skrętu z Grzybową. Poranne mgły w drodze do PK 28
Po przebiciu karty i wpisaniu godziny (a niektórzy tylko poprzez skorzystanie z telefonu), każdy wracał tą samą drogą na szosę. Z naprzeciwka pojawiło się kilka spóźnionych osób. Jako, że moje ruszenie z punktu, było ostatnim, nie udało się już dostrzec nikogo na asfalcie. Skręt w prawo, do korony zapory i wzdłuż niej przejazd po trochę błotnistej, ciężkiej dróżce gruntowej. Lepiej by było jechać po zaporze, gdzie leżał asfalt, ale nie było jak wjechać, a wprowadzać było za wysoko na tak krótki odcinek. Minęła mnie dwójka rowerzystów. Już w lesie skręt w prawo i wypatrywanie odpowiedniego skrętu w lewo. Ten znajdował się przy niewielkich stosach drewna. Zgodnie z mapą - skręt w bardziej wyraźną, lewą odnogę i wnet dostrzec można było ekipę, z którą mnie poniosło na pierwszy z punktów. Długo krążyli, nim znaleźli oczko w środku lasu, z częściowo zniszczonym pomostem. Mgła się w tym czasie znacznie przerzedziła i zaczęły do nas docierać wyraźne promienie słońca. Po powrocie do rowerów, moim zamiarem było przejechać w przód, drogą, którą przybyła kolejna dwójka zawodników, ale bardzo szybko ten pomysł został porzucony, po to, aby wrócić tą samą, asfaltową dróżką, którą się przyjechało. Mijało się pokaźną grupkę kolejnych zawodników, których część ominęła skręt przy drewnie, co udało mi się dostrzec podczas odwracanie. Przed wyjazdem z lasu przegoniła mnie dwójka zawodników.

08:21. PK 11. Poranny przymrozek na starym pomoście przy nieistniejącej Gajówce Zalew
Po wjechaniu na drogę w Czarnolesie, okazało się, że w jej połowie stał pojazd, który przekładała pnie drzew na stos. Gdy robotnik wstrzymał pracę, udało się przemknąć z lewej strony drogi, przechodząc na krawędzi rowu. Dalej było już łatwo. Tuż za lasem, skręt na samym początku wsi Zamachy - w prawo. Wzdłuż kanałku dojazd do ambony wiedząc, że był to wjazd nie w tą drogę co trzeba. Pieszy marsz przez las, do drogi położonej kawałek na wschód i powrót na skraj lasu, by tam szukać ogrodzenia. Tam już kręciło się przy nim kilku poszukiwaczy, i nawet po obejściu całości, ciężko było się domyślić, że ów punkt był tak naprawdę bliżej, niż się wydawało. Po zaliczeniu, szybki marsz miedzy drzewami do roweru. Już na asfalcie jazda z vo.ma., który na halę przybył jako ostatni z forum. Przy poszukiwaniu tego punktu dotarł wcześniej, ale niepotrzebnie dotarł do końca ul. Św. Huberta. Początkowym planem było od razu udać się na PK25, ale szybko przekonał mnie jego pomysł, by wcześniej skręcić po PK 10.
Tuż za Iłownicą kurs na wprost, a on skręcił w prawo. Po chwili stwierdzeni, że to nie będzie najkrótsza trasa, on że jego nie będzie najłatwiejsza. Spotkaliśmy się przy rozstaju i mimo wszystko, razem pojechaliśmy główną. Na podjeździe jak zwykle - ja z tyłu. Ponownie się spotkaliśmy w lesie, podczas zjazdu po PK, zatrzymując się przed zwalonym pniem, a vo.ma właśnie wracał do drogi. Przedtem mijało się jeszcze ze dwóch zawodników, również powracających na trasę. Przejazd do Rudzicy, gdzie w trakcie wyjmowania mapy z kurtki, przy okazji wyleciała mi na ulicę karta. Nawrót, lecz trzeba było przepuścić auto, które oczywiście po niej przejechało i odrzuciło w nieco innym kierunku. Została schowana głębiej.
Zjazd Spółdzielczą i potem Dębową. Bardzo szybki odcinek i bardzo męczący podjazd zaraz po nim. W Kęcikach znów dało się dostrzec vo.ma, gdy ten wyjeżdżał z dróżki od PK 24 i kierował się po PK 6. Wnet skręt i na hamulcach dojazd do nieco wydeptanej trasy przed przepustem. Szybko zdobyty PK i krótka analiza mapy. Nie było ochoty wracać się stromym podjazdem, wiec dalej prosto. I tak trzeba było podjeżdżać, ale przynajmniej nie było wiadomo co mnie czeka. Gdy asfalt zaczął skręcać w lewo, dalsza jazda gruntową, trawiastą drogą na wprost. Na skróty przedostajac się na szosę w północnym skraju wsi Goruszki. Szybko przez Kowale i Pierściec. Przez Dworską, Leguś i Brzozową dojazd do Partyzantów. Wąska asfaltowa droga. Wpierw mały zagajnik, trochę otwartej przestrzeni po lewej i konieczność przejechania między ciągnikiem i rowem. Przed ścianą lasu skręt w lewo i długa prosta, która potem przecinała las, już jako droga leśna, prawie nie istniejąca. Dostrzegalne były domy po drugiej stornie lasu, po czym wyjeżdżało się na dróżkę. Skręt na północ. Dróżka znów schowała się w lesie i zmieniła w dość zabłoconą. Jakoś udało się przejechać do ambony i PK 23.
Wyjazd na asfalt, który poprowadził mnie na północ wzdłuż kanałku i krawędzi lasu. Bez problemu przejechało się przez Odblaski i Kasztanową (położoną powyżej otaczającego terenu). Jarzębinową wyjazd na główną przez Chylińskie, ale z rozpędu skręt w prawo i dopiero na granicy gmin nawrót, równocześnie żując baton. Prosty skręt na Kradziejów i zjazd z asfaltu lewo. PK 15 był tuż tuż. Podczas powrotu dotarł vo.ma. Popędził po PK, a ja wprost na zachód. Szutrowa dróżka wiodła po wale stawu. Gdy skręciła na południe, w pewnym momencie trzeba było odbić w lewo. Niewielką metalową kładka przejazd na druga stronę kanałku i wyjazd w Mnichu na Powstańców Śląskich. Dojazd do głównej, gdzie z prawej nadjechał vo.ma. Skręt w lewo, na kolejnym rozwidleniu w prawo. Przy jeszcze następnym wpadliśmy w konsternację, ale pojechaliśmy jak podpowiadała intuicja. Nie dopilnowaliśmy mapy.
Droga wiodła przez Nędzę,ale bardzo nie podobało mi się, że zaczyna skręcać na południe, gdy trzeba nam było jechać na wschód. vo.ma oddalił się na wprost, a ja w lewo, potem w prawo w Świerkową, która doprowadziła mnie do lasu. Przypadkiem przejazd przez czyjeś gospodarstwo, choć mapa wskazywała drogę wprost do lasu i dalej. Dalej na południe do drogi, która miała doprowadzić mnie na wprost do PK 21. Było na niej dużo błota i miejscami lepiej było prowadzić rower obok. Będąc w połowie drogi od granicy lasu do PK, udało się dostrzec czerwoną kurtkę vo.ma, który wracał na rower. Trochę przyspieszyło tempo. Na miejscu okazało się, że slalomami płynęła sobie rzeczka (o czym była mowa w komunikacie technicznym), lecz była dość głęboka i nie było mostu (o czym nie udało mi się dosłyszeć). Nie tracąc czasu, dalej w prawo, w kilku miejscach zastanawiając się nad przekroczeniem wody, ale brzeg był stromy i błotnisty, dzień był zbyt chłodny, woda zbyt zimna, a maraton miał jeszcze trochę potrwać, więc raczej by nie udało się zdążyć wyschnąć przed nocą, a straciłoby się na komforcie, a przez to i tempie jazdy. Jeszcze gdyby pieszo, to raczej bez wahania można by spróbować przejść po leżących w korycie pniach drzew, ale nie widać było możliwości przeprowadzenie przy nich roweru bez zamoczenia się.

12:15. PK 21. Zakola rzeczki Bajerka miedzy Nędzą i Zastawiem
Na szczęście kawałek na południe znajdował się drewniany mostek, więc szybko udało się zdobyć PK, a potem zajadać czekoladą, jadąc po szutrówce na północ. Po wydostaniu na główną, tuż za lasem skręt w prawo w Zieloną. W porę udało się spostrzec się, że planowana przeze mnie dróżka jest na skraju lasu, a nie w jego środku (w tym czasie, vo.ma jechał tą właśnie drogą, z powodu złego odczytanie mapy, która w tym miejscu była ucięta i łatwo wprowadzała w błąd). Po wyminięciu kilku pieszych zawodników, wjazd do lasu na Zieloną Grobel, która z powodu niesamowitej ilości gruzu, jaką była utwardzona, zapadła mi w pamięci jako Grobel Czarcia. Wyjazd na asfalt w Pod Grobel, a przy kapliczce skręt w prawo. Minęło się kolejnych pieszych, zgarnęło PK 25 i weszło na koronę zapory.

13:20. Zarzecze. Nad Zbiornikiem Goczałkowickim, po odwiedzeniu pobliskiego PK 25. Widok ku NE

13:35. Droga przez Zarzecze po PK 20. Tu mijało się sporo zawodników pieszych i rowerowych.

13:59. Pod Strumieniem. Ambona przy PK20.
Po niej przejazd przez pół kilometra, lecz mi się nie szacowało. Dalsza jazda nie byłaby zbyt efektywna, więc kolejnym zjazdem powrót na asfalt. Znów mijało się kilku zawodników, pieszych i rowerowych. Asfaltowa dróżka często się wiła, a ja moje tempo było dobre. W Zabłociu kończyła mi się woda. Przed rzeką skręt w prawo i łatwo osiągalna ambona przy PK 20. Odjeżdżając, widać było vo.ma, który dopiero dotarł na miejsca, czym wywołał trochę mojego zdziwienia (wydawało mi się, że był już przede mną). Wjazd do Strumienia, gdzie przyszła pora zrobić niewielkie i szybkie zakupy w sklepie na Łuczkiewicza.

14:16. Strumień. Rynek. Po zakupach.

14:31. PK 7. Kamień graniczny w lesie między Zbytkowem i Jarząbkowicami
Po krótkiej tej przerwie przejazd przez rynek i Pocztową. Koło torów znów udało się dostrzec vo.ma, więc zachciało mi się go doścignąć. Jadąc >30km/h, udało się go dogonić przed światłami, ale jemu udało się przejechać z rozpędu na pomarańczowym, a mnie już zatrzymało czerwone. Po drugiej stronie skręt w Prostą, dostrzegając go na skraju lasu. W swoim tempie jechaliśmy wąską, nieco błotnistą dróżką, potem wydostaliśmy na przecinkę, przez którą biegła linia wysokiego napięcia. Odnalezienie PK 7 nie było zbyt trudne, ale kłopotliwe, ze względu na brak porządnej drogi w pobliżu. Wróciliśmy na skraj lasu, po czym udaliśmy się w prawo, dróżką, która biegła prawie dokładnie na południe, a w dalszej części była tak błotnista, że lepiej było prowadzić.

15:07. PK 27. Paśnik w Lesie Makowina między Rychułdem i Nowym Światem
W miarę wspólnie przejechaliśmy przez Bąków, lecz na długiej prostej trochę zostało mi się z tyłu. W Rychułdzie skręt jak najprostszą drogą i wjazd do lasu. Paśnik znalazł się szybko, choć pojechaliśmy o jeden skręt za daleko. Wyjechaliśmy na Uroczą, do asfaltu docierając po miedzy. Szybko, lecz spokojnie przejechaliśmy przez Pruchnę do skrętu na Kopaninę. Tuż za właściwym skrętem spostrzegliśmy, że oto go ominęliśmy. Polną drogą zjechaliśmy do lasu. Po prawej dostrzegliśmy nasyp i zaczęliśmy krążyć w jego okolicy, poszukując PK 2. Wróciliśmy na rowery i na następnym skrzyżowaniu skręciliśmy w lewo i oto wnet ukazał się nam kolejny nasyp. Znów zaczęliśmy poszukiwania i był to ten właściwy.

15:57. Dębowiec. Rajska. Po zdobyciu PK2 i w drodze po PK 12. Na horyzoncie masyw Klimczoka (1117 m n.p.m.). Widok ku E
Wyjechaliśmy na główną, prowadzącą przez las na południe. Było trochę podjazdów. Na mostku dostrzegliśmy znacznik PK, ale zapewne nie z naszego maratonu, albo nie z naszej kategorii. Minęliśmy kilku zawodników i skręciliśmy w stronę, z której przybyli. Zjechaliśmy na poziom stawów i wjechaliśmy na szuter, odbijający od asfaltu. Na podjeździe vo.ma orzekł brak powietrza i poprosił kogoś, kto akurat tam się znajdował, o możliwość skorzystania z pompki samochodowej. Zamiast tego użyczono mu powietrze z kompresora. Przejechaliśmy przez las do PK 12, po czym wyjechaliśmy na asfalt po drugiej stornie lasu. Wjechaliśmy do Simoradza, a na ostrych zakrętach o mało nie zdarzyło mi się wypadnięcie z trasy w skutek dużej prędkości, nabranej na zjeździe. Wyjechawszy na Główną, udaliśmy się na zachód, a następnie podjazdem do Hersztówki. Tam się rozdzieliliśmy i z dużym wysiłkiem udało mi się podjechać na szczyt podjazdu. Czuć było, jak mnie oblał zimny pot. Zjazd do Iskrzyczyna, skręt w Ładną i prawie-dróżka w lewo do lasu. Ledwo-ścieżynką wzdłuż strumienia. Wnet widać było i vo.ma, i Tu.. Poszukiwania jeszcze trwały. Po nich, Tu. udał się w przeciwnym do nas kierunku, a my każdy swoim tempem po PK 8.
Przejazd po płytach betonowych, jakie rzekomo stanowiły szlak rowerowy wzdłuż stawów. Wyjazd na Topolową w Kostkowicach, gdzie rowerami bawiła się dwójka dzieciaków. Kurs na południe. Kolejny PK miał znajdować się w lesie i jedna z dróg wiodła właśnie przez niego, ale była terenowa i raczej stromo w górę. Zamiast tego okrążenie wzniesienie przez Parszywiec i pieszo do grobu, który znajdował się naprawdę blisko od asfaltu. Potem zjazd do wsi Ogrodzona, gdzie jeden z zawodników był zagadywany pod sklepem przez tubylca. Dla pewności, warto było zapytać kogoś stamtąd, o najkrótszą drogę na Godziszów i nie okazało się, że przypuszczenia były słuszne. Różnica była taka, że wedle porady, trzeba było przejeżdżać przez gospodarstwo, a tak tak mi przyszło się przemieszczać, mijało się każde z boku. Sporo pieszo. Wjazd na dróżkę pod Chełmem, a potem kurs szutrem jeszcze bardziej w górę. Wejście do lasu i trochę przedzierania przez krzaki, w końcu wychodząc na łąkę, którą jeszcze trzeba się było dostać na szczyt, gdzie jeszcze znajdował się punkt bufetowy. Rozmawiając, zniknęła prawie całą reszta mlecznej czekolady, jaka tam została, a także sporo pepsi i wody.

18:34. Godziszów. Z lewej wzgórze (388 m n.p.m.) z PK 18. Widok z Góry Chełm (464m n.p.m.) ku N.

18:42. Godziszów. Kamieniołom wapienia w górze Chełm. Tuż przy PK 3. Z lewej Równica (885m n.p.m., 8 km), w centrum Ustroń (6 km), z prawej Pasmo Czantorii (10 km). Widok ku SE

19:09. Widok z PK 5 w Międzyświeciu. Z lewej Pasmo Czantorii (12km). Z prawej Góry Chełm (464m n.p.m.; 4 km). Widok ku S
Po ochłonięciu, pora na strój nocny i zjazd do PK 3, gdzie przyszło spotkać dwójkę z TP100, którzy poprzedniego dnia przybyli do bazy zaraz po mnie. Właśnie schodzili z tego punktu. Gdy już przekuta została moja karta i zjechało się z mocno zaciśniętymi resztkami hamulców, wydostało się na asfalt, którym trzeba było przejechać jeszcze pół kilometra, by dopiero wtedy ich wyminąć. Przez Kisielów przejazd do Międzyświecia. Zjazd w Głęboką na wysokość strzelnicy i pieszo po PK 5. Opuszczając to stanowisko, zbliżając się do głównej, widać było, że zmierzała tam jedna z zawodniczek. Szybki zjazd do Skoczowa, a potem do Podgórza, gdzie skręt w Dębinie do Dworcowej. Ulicą tą do jej końca w Zalasie, po czym już po zmroku w las. Przespacerowanie do jego drugiej krawędzi, z pewnością, że PK 6 właśnie tu się znajduje i to całkiem blisko. Po dokładniejszym obejrzeniu mapy, trzeba było wziąć rower i przejść z nim do drogi asfaltowej po drugiej stronie, a PK zgarnąć przy okazji tego marszu. Gdy już koło niego się przechodziło, okazało się, że był całkiem blisko ściany lasu. Wydostawszy się na drogę, zniknęło co nieco z zapasów z PK B.
Przy Głównej w Podgórzu mijało się kogoś z TP, który był ostatnim zawodnikiem, jakiego widać było na trasie. Kurs do Jasienicy, jednak tym razem droga była łatwiejsza niż wczoraj, gdyż nie padał deszcz i wiadomo było też czego spodziewać się od tamtejszych podjazdów. Przemknęło się nimi bardzo szybko i płynnie. Na jednym z nich ktoś krzyknął z samochodu, jak to się zdarza, gdy ktoś jest szurnięty. Gdy w Jasienicy skręcało się w lewo, to wjechało na chodnik, który dnia poprzedniego nie był przez mnie przejechany, a który i tak miał mnie przeprowadzić tunelem pod S1. Ścięcie trasy przez stację paliw i dalej dokładnie tą samą trasą przez Międzyrzecze, jak wczoraj. Tu też podjazdy przestały być ciężkie i wymagające. Tym razem bez zjazdu główną do Międzyrzecza, lecz skręt w lewo, drogą która poprzedniego dnia mnie nęciła. Jak się okazało, wiodła przez jakiś dawny PGR, który wciąż był jakoś wykorzystywany. Za późno było, by wracać pod górkę, więc dalej parcie do przodu z zaciśniętymi hamulcami. Zjazd do otwartej bramy, a jakaś kobieta rzuciła coś w stylu "czemu się tu tak jeździ w kółko". Coś odpowiedziawszy mało znaczącego, nie można było zahamować, by wyjaśnić sprawę, więc po prostu nawrót na bucie w lewo i dalej pod górkę ul. Spółdzielczej. Jak się później okazało, nie tylko mi przyszło tamtędy zjeżdżać.
Do PK13 podjazd najpierw od strony bramy PGR, ale wnet nawrót i zjazd, by zdobyć go z dołu, od zachodu. Rowerem został na polnej drodze i z godzinę chyba trwało łażenie w te i z powrotem, by odnaleźć punkt na ogrodzeniu, który okazał się być przytwierdzony do wewnętrznego. Była ~21:46 i było coraz mniej czasu na powrót. Na pewno już nie na jazdę do kolejnego z pobliskich punktów i podobnie długie poszukiwania. Przejazd Pszeniczną do Kościelnej. Wyjazd na asfalt i dalej ile sił jeszcze w nogach. Do bazy udało się dotrzeć w kilka minut po 22. Jeszcze wpisanie godzin na podstawie zdjęć, z odwiedzin PK. Długopis wypisał mi się przy PK 20. Po załatwieniu formalności jeszcze kurs na posiłek z kilkoma dokładkami. Siedziało mi się tak do późna w nocy, gadając trochę z różnymi zawodnikami, po czym sen. Dziś woda pod prysznicem była już ciepła, choć dla mnie starczyło raczej już tylko letniej. Dobre i to.

21:46. Międzyrzecze Górne. PK 13. Nieszczęsne ogrodzenie wewnętrzne przy starej prochowni nieczynnej bazy wojskowej
Zaliczone gminy
- Goczałkowice-Zdrój- Chybie
- Pawłowice
Rower:Czerwony
Dane wycieczki:
146.12 km (40.00 km teren), czas: 10:31 h, avg:13.89 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hŚląskie oczyszczenie III - Wokół Beskidu Śląskiego
Czwartek, 31 marca 2016 | dodano: 13.04.2016Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, 2016 Górny Śląsk, ..Obec Czechy
Jak łatwo się domyślić, noc nie należała do najcieplejszych. Tym razem wyjście około 8 i zazwyczaj około tej pory następował ono przez kolejne dni. Pieszo do głównej. Tam kilka ostatnich poprawek i w drogę. Ostry zjazd, zakończony trójkątem. Ze znacznie zredukowaną prędkością skręt w DW 948. Dość spokojnie na zaporę w Tresnie, gdzie niewiele brakowało do kolizji, gdy jadąca z naprzeciwko osobówka usiłowała wyprzedzić ciężarówkę, w skutek czego oba auta blokowały całą szerokość brukowanej jezdnia. Na szczęście kierowca osobówki w porę się opamiętał i po silnym hamowaniu schował za ciężarówkę. Chwilę potem udało mi się dotrzeć do tablicy z mapą i usiąść na pobliskim murku, by zjeść śniadanie.

08:03. Oczków. 200 m ku E od DW 946. Dolina Czarnego Potoku. Widok ku SE

08:31. Oczków. DW 946. Po lewej Ośnieżone Skrzyczne (1257 m n.p.m; 16 km). Nieco w prawo Skalite (863 m n.p.m.; 14 km). Poniżej nich, nieco zasłaniane przez drzewa, wieś Zarzecze. W centrum obniżenie doliny Żylicy, skrywającej Szczyrk. Na prawo od niej Masyw Klimczoka (1117 m n.p.m.; 18 km). Poniżej nich jezioro Żywieckie i zabudowania Oczkowa przy dolnej krawędzi zdjęcia. Na prawo od nich widoczna DW 948 oraz kościół pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego na tle S stoków Przysłopu (550 m n.p.m.). Ponad nimi z lewej Groń (536 m n.p.m.; 4 km) i z prawej, na samej krawędzi zdjęcia, Łysy Groń/Przyszop (601 m n.p.m.; 4,5 km). Na ich zachodnim zboczu - dokładnie na lewo, poniżej Gronia - południowy przysiółek Tresny - Tresna Mała. Widok ku W

09:01. DW 948. Zapora Tresna na Sole. Po lewej Czernichów na stokach Suchego Wierchu (781 m n.p.m.). W centrum Żar (761 m n.p.m.; 5 km). Po prawej stoki Jaworzyny (861 m n.p.m.). Widok z E brzegu ku N

09:02. DW 948. Zapora Tresna na Sole. Po lewej Czernichów. Za nim Żar (761 m n.p.m.; 5 km). Po prawej masyw Jaworzyny (861 m n.p.m.; 3 km). Widok z W brzegu ku NE

09:02. DW 948. Zapora Tresna na Sole. Skrajnie NE zbocze Łysego Gronia (601 m n.p.m.), na której leży przysiółek Tresny - Kręplowie. Widok z W brzegu ku NW

09:14. DW 948. Zapora Tresna na Sole. Po lewej Tresna, przysiółek Rachwalka. Na horyzoncie, ledwo widoczna Grupa Lipowskiego Wierchu i Romanki w pobliżu granicy kraju. Widok z W brzegu ku SE

09:44. Zarzecze (Pod Małą Tresną). Beskidzka przy zakręcie ku W. W tle Pasmo Baraniej Góry, z wybijajacym się po prawej szczytem Skrzyczne (1257 m n.p.m.; 12 km). Po prawej zabudowania wsi Bierna. Po lewej odległe Pietrzykowice (4 km). Widok ku SW

09:44. Zarzecze (Pod Małą Tresną). Beskidzka przy zakręcie ku W. Skrzyczne (1257 m n.p.m.; 12 km), najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego. Widoczna wieża Radiowo-Telewizyjnego Ośrodka Nadawczego (87 m) z 1992 r. Widok ku SSW
Jazda do Zarzecza była opatrzona kilkoma podjazdami i zjazdami, a także kilkoma przerwami na uzupełnianie płynów i zrzucanie nadmiarowej odzieży. Już w Łodygowicach jednak znów trzeba było założyć bluzę, gdyż nadal było zbyt chłodno na jazdę w samej koszulce. Skręt w Beskidzką, jadąc drogą, która cały czas, ale delikatnie, wznosiła się aż do Szczyrku. Pierwotny plan zakładał odwiedzenie Szczyrku z Wisły, by następnie przez Przełęcz Karkoszczonkę zjechać do Brenny. W skutek konkretnych szacunków już na miejscu, wiadomym dla mnie było, że nie ma się co pchać na kolejny podjazd, a Brennę odwiedzić od północy, lekko zbaczając z trasy na Ligotę przez Jasienicę i Jaworze. Nie było też tyle czasu, gdyż następny dzień miał być deszczowy, a przełęcz trzeba było odwiedzać po nocy.

10:13. DK 69. Łodygowice. Budynek zakładów włókienniczych Zipsera z XIX w., wyrobów skórzanych Żurka od 1935 do IIWŚ, a w PRL po prostu kontynuując rolę garbarni. Widok ku SW

10:20. Rybarzowice. Beskidzka. Pod S1. Widok ku NNW

10:25. Rybarzowice. Przedwojenny kościół pw. Matki Bożej Pocieszenia. Widok ku NW

10:39. Buczkowice. Żylica przy DW 942 między Gminną i Łączną. W tle Skalite (863 m n.p.m.; 2 km). Widok ku SW

10:52. DW 942. Szczyrk. W tle Skalite (863 m n.p.m.; 1,5 km). Widok ku SW
Trochę odpoczynku na ławce w Szczyrku, znajdującej się przy pierwszym miejscu postojowym od wschodu. Po krótkim odpoczynku zjazd Graniczną, której jakość nie zachwycała, do Lipowskiej. Droga przez Godziszkę i Słotwinę była zaopatrzona w spore podjazdy i zjazdy, ale przejeżdżało się je dość stabilnie. Dopiero podjazd do centrum wsi Lipowa był bardziej wyzywający. Przynajmniej widok na Kotlinę Żywiecką był ładny, choć w powietrzu była zbyt duża wilgotność, by obraz był wystarczająco przejrzysty. W Twardorzeczce i za nią dość długie przerwy. Pierwsza, by odpocząć, druga - z zaciekawienia specyficznym budynkiem przy podjeździe.

10:57. DW 942. Szczyrk. SE stoki Magury (1109 m n.p.m.) w masywie Klimczoka. Widok ku NW

11:08. Buczkowice przysiółek Pod Godziszką. Przy Lipowskiej i Chabrów. Skrzyczne (1257 m n.p.m.; 5 km). Po lewej stoki Niesłychanego (744 m n.p.m.; 2 km), a po prawej stok Skalite (863 m n.p.m.). Widok ku SW

11:25. Słotwina. Sznajdrowicza na N od centrum. Po lewej Palenica (752 m n.p.m.; 1,5 km). W centrum Skrzyczne (1257 m n.p.m.; 4 km). Po prawej Niesłychany (744 m n.p.m.; 1,5 km). Widok ku SW

11:25. Słotwina. Sznajdrowicza na N od centrum. Skrzyczne (1257 m n.p.m.; 4 km). Widok ku SW

11:25. Słotwina. Sznajdrowicza na N od centrum. Skrzyczne (1257 m n.p.m.; 4 km). Widoczna wieża Radiowo-Telewizyjnego Ośrodka Nadawczego (87 m) z 1992 r. Widok ku SW.

11:29. Po prawej stronie drogi teren wsi Słotwina przy Szczygła. Po lewej, wraz z drogą, wieś Lipowa na N od strumienia Kalonka. Po lewej Palenica (752 m n.p.m.; 1 km). W tle Skrzyczne (1257 m n.p.m.; 3,5 km). Po prawej zbocze Niesłychanego (744 m n.p.m.; 1,5 km). Widok ku SW

11:40. Lipowa. Po prawej przedwojenny kościół pw. św. Bartłomieja. Widok ku SE

11:46. Lipowa, 200m na S od UG. Po prawej wzniesienie Kopiec (666 m n.p.m.; 3 km) oddzielające Radziechowy i Twardorzeczkę, leżący na terenie tej pierwszej. Na horyzoncie Grupa Lipowskiego Wierchu i Romanki (15 km) koło Żabnicy. Widok ku SSE

12:10. Radziechowy. Lipowa na E stoku Radziechowskiej Kopy (580 m n.p.m.). Widoczne zabudowania S Twardorzeczki. Po lewej Palenica (752 m n.p.m.; 6 km), a także Skalite (863 m n.p.m.; 9 km) na tle wyższego Klimczoka (1117 m n.p.m.; 12 km). W centrum Brama Wilkowicka. Po prawej Grupa Magurki Wilkowickiej (13 km). Widok na N Kotlinę Żywiecką ku NNW

12:12. Radziechowy. Lipowa na E stoku Radziechowskiej Kopy (580 m n.p.m.). Wapiennik z XIX w.

12:17. Radziechowy. Lipowa na E stoku Radziechowskiej Kopy (580 m n.p.m.). Po lewej Grupa Magurki Wilkowickiej (13 km). W obniżeniu po prawej odległe: płaski Żar (761 m n.pm.; 17 km) z nieco wyższą Kiczerą (827 m n.p.m.; 18 km). Po prawej Jaworzyna (861 m n.p.m.; 14 km) i niższa, nieco bardziej z prawej, Kocierz (879 m n.p.m.; 18 km). Przy samej krawędzi zachodni skraj Pasma Łysiny. Po lewej Lipowa. Po prawej zabudowania wsi Leśna, a ponad nimi Pietrzykowice. Widok ku NNE

12:22. Radziechowy. Lipowa na E stoku Radziechowskiej Kopy (580 m n.p.m.). Po lewej Jaworzyna (861 m n.p.m.; 14 km) i nieco bardziej z prawej, niższa Kocierz (879 m n.p.m.; 18 km). Dalej ku centrum Pasmo Łysiny. Poniżej rozpościerają się tereny Żywca, ciągnąc się aż po wyraźny Grojec (612 m n.p.m.), leżący w centrum. W prawo Grupa Lipowskiego Wierchu i Romanki: po prawej Przybór (898 m n.p.m.; 9 km), w centrum dolina Juszczynki. Po jej lewej stronie Jastrzębica (760 m n.p.m.; 10 km) - za którą czai się Babia Góra (1723 m n.p.m.; 31 km) - obok zaś Kiczora (729 m n.p.m.; 9 km). Na horyzoncie między nimi i Grojcem ledwie widoczny Lachów Groń (1045m n.p.m.; 23 km) Widok na E Kotlinę Żywiecką ku E
Przez Radziechowy długi zjazd na Cesarską i równinny dojazd z podjazdem do DK 69. Kilometry umykały dość wolno. Raz jeszcze zjazd do Węgierskiej Górki, tym razem filmując drogę, z aparatem w jednej ręce. Wtedy to odkryta została przez mnie kolejna ciekawostka. Odczute zostało przez mnie w pewnym momencie, jak mnie bujnęło lekko ku górze i zaraz potem w dół, co zarejestrowane nawet zostało na filmie. Nawierzchnia wyglądała na płaską, ale okazało się, że wypadek Kasi w 2011, był spowodowany właśnie sporą wagą roweru i nie do końca właściwie rozłożonym w niej ciężarem w czasie zjazdu z dużą prędkością, drogą wchodzącą w łuk, bliskością przejeżdżającego auta, które wytworzyło zawirowania powietrza i właśnie owym niewidocznym garbkiem, których to splot dla kogoś z małym doświadczeniem okazał się fatalny. Oczywiście garbek mógł powstać później, ale czy da się to jakoś sprawdzić? W każdym razie, akurat tam lepiej być ostrożnym, bo droga jest zwodnicza.

13:05. DK 69. Granica wsi Radziechowy (droga) i Węgierska Górka (teren po prawej oraz widoczne zabudowania). Po lewej Prusów (1010 m n.p.m.; 7 km). W centrum po lewej Wielka Zabawa (825 m n.p.m.; 11 km) między Milówką, Nieledwią i Rajczą. Na horyzoncie między nią i drzewami przy drodze, ledwo widoczna Wielka Racza (1236 m n.p.m.; 26 km). Widok ku SE
Tempo jazdy mi znacznie zmalało tak, że zaraz za Ciścem trzeba było odpocząć dość długo przy niewielkim strumyku w pobliżu końca miejscowości. W Milówce skręt w Tysiąclecia, Szkolną, Nową, a z bocznej trasy wyjazd Łęgową. Bardzo długa jazda do Rajczy i zastanawiało mnie, czy nie znajdzie się czas na jakiś ciepły posiłek, ale okoliczności się na to nie złożyły. Przejazd do gminy Ujsoły. Rzeczka przecięta Mostową i koło placu zabaw nawrót w dół doliny. Mostem na Spacerowej powrót na właściwą stronę rzeki i zjazd na terenową ścieżkę przez las. Ścieżka nie była jakoś specjalnie wyznaczana, a raczej po prostu powstała. W pewnym momencie skręcała ku szosie, lecz przy granicy lasu okazało się, że mogę pojechać nią jeszcze dalej na północ. Dróżka była trawiasta i ledwo się odznaczała od łąk. Ostatecznie wydostając się na konkretną drogę wzdłuż rzeki i przejeżdżając do mostu na głównej trasie. Tym samym udało się dotrzeć do Ujsoł i nie zdublować trasy w drodze powrotnej, choć wszystko na to wskazywało.

13:58. Cisiec. Wody potoku Fulatów przy wiadukcie DK 69 i linii kolejowej Katowice – Zwardoń (139) w pobliżu Łącznej

14:22. Milówka. Dworzec PKP. Po prawej Wielka Zabawa (825 m n.p.m.; 2 km) z niewidocznym wierzchołkiem. Widok ku S

14:52. Rajcza. Między wspólną i potokiem Nieckulina. Bar nad Sołą, który spłonął (z jedna ofiarą śmiertelną) pod koniec poprzedniego roku. Widok ku SW

14:55. Rajcza. Kościół pw. śś. Wawrzyńca i Kazimierza Królewicza. Po lewej skrajnie S stok Suchej Góry (1040 m n.p.m.). Widok ku E

14:59. Rajcza. Ujsolska. Wielokrotnie odsprzedawany pałac z początku XIX. Widok ku SE

15:06. Ujsoły. Ul. Mostowa. Strumień Ujsoła. Widok ku E

15:24. Rajcza. S zabudowania miejscowości w pobliżu Ujsoły. W tle stoki Ziętówki (730 m n.p.m.). Widok ku N

15:36. Rycerka Dolna (Stawiska). Po lewej Sucha Góra (1040 m n.p.m.; 6 km) nad Rajczą. W cetnrum Lipowska (1324 m n.p.m.; 11 km), a niże zacienione wzgórze Czapel (652 m n.p.m.) nad Rajczą. Na prawo od niej, daleko na horyzoncie, można dostrzec Masyw Pilska (1557 m n.p.m.; 18 km). Przy prawej krawędzi E zacienione stoki masywu Łysicy (704 m n.p.m.). Widok ku NE
Na przerwę przerwa dopiero w Soli. Zakup picia, którego zaczynało brakować. W pobliskim lokalu stołowało się kilka osób, w tym rowerzysta, który wyprzedzał mnie jakiś czas temu. Ruszył wcześniej, niż mi udało się spakować. We wsi Sól-Kiczora mijanie grupki rowerzystów, którzy najwidoczniej przygotowywali się do podjazdu, z którego właśnie staczał się mój rower. Przejechany został ten sam odcinek, którym w 2011 zaczynała się podróż do Rzymu. Aby nie jechać nim w większej, niż potrzeba mi było części, skręt w prawo, by pojechać wzdłuż Potoku Tarlicznego. Droga ta prawie ciągle pięła się w górę. W jej połowie trwały zabawy w wyręb i ściąganie pni drzew, więc trzeba było przedostać się ostrożnie obok maszyn na drodze. W Krutakach konsternacja. Droga odbijała w lewo, lecz nie było pewności, która z nich będzie krótsza i bardzie pewna, by dostać się na DW 943 jak najbliżej Istebnej. Jedna wyglądała jak ściana. Ostatecznie padło na wariant najbardziej wschodnim.

16:03. N przysiółki wsi Sól położone na stokach góry Kiczora. (712 m n.p.m.). Widok ku N

16:30. Pogranicze wsi: po prawej Krutaki - S przysiółek wsi Szare oraz po lewej Berkówka - NE przysiółek wsi Laliki. W tle Barania Góra (1220 m n.p.m.; 8 km). Widok ku N

16:42. Szare przy węźle S1 - Laliki. Po lewej Barania Góra (1220 m n.p.m.; 7 km). W centrum Magura Radziechowska (1108 m n.p.m.; 9 km). Po prawej, bliżej zielonego drzewa - Magurka (977m n.p.m.; 9 km). Po prawej, bliżej suchego krzaka - Glinne (1034 m n.p.m.; 8 km). Widok ku N

16:42. Szare przy węźle S1 - Laliki. Po lewej ocieniony Prusów (1010 m n.p.m.; 9 km). Ponad nim Romanka (1366; 16 km). W centrum Przełęcz Pawlusia (1176 m n.p.m.; 15 km). Na prawo od niej Rysianka (1322 m; 15 km) i Lipowska (1324 m n.p.m.; 14 km). Ostatnii po prawej Boraczy Wierch (1244 m n.p.m.; 13 km). Widok ku E

16:45. Wzniesienia Szare. Ponad nimi po lewej Glinne (1034 m n.p.m.; 9 km). Po prawej centrum wsi Szare. Ponad nią zalesiona Mała Barania (659 m n.p.m.; 5 km). Na horyzoncie, po lewej od owego wzniesienia, ledwie widoczne Pasmo Łysiny (30 km) w Beskidzie Małym. Na prawo od niego Dolina Soły, zamknięta stokami Skały (946 m n.p.m.; 15 km) - widocznej w głębi (prawy wierzchołek) zdjęcia, a także masywu Prusów (1010 m n.p.m.; 9 km) widoczne przy krawędzi. Widok ku NE
Na przystanku w Bączkach przerwa, by odpocząć i co nieco zjeść. Dosłownie po chwili na przystanku zjawił się lękliwy pies, który zaczął ujadać i mnie denerwować, przeszkadzając w posiłku. Szczekał do samego końca. Za zabudowaniami droga pięła się po starej kostce brukowej, lecz udało mi się nie zsiąść z roweru, co skończyłoby się prowadzeniem go przez spory czas. Jedna przerwa, gdy droga zaczęła nieznacznie opadać, a potem jeszcze jedną przy przystanku na obniżeniu, aby zrobić kilka zdjęć. Droga była męcząca, ale widok świetne. Sam zjazd przez Koniaków trwał długo i przypominał mi miasta na wzgórzach we Włoszech. Kilka razy przyszło mi przystanąć, aby porobić zdjęcia, a żal było i tak przerywać zjazd, jak i zdjęć nie zrobić. Niestety droga hamowania bywała zbyt długa i nie udało się wyrabiać do miejsc z najlepszy widokiem.

17:01. DW 943. Przystanek w NE Lalikach (Kasperki). Irytujący pies

17:12. DW 943. Laliki (Bączki). Po lewej przysiółek Kerciny na zboczu Sobczakowej Grapy (766 m n.p.m.). W centrum las nad potokiem Kanie. Po prawej las nad strumieniem Czarna na zboczu Skalanki (711 m n.p.m). W tle: po lewej podwójna Mała (1207 m n.p.m.; 15 km) i Wielka Rycerzowa (1226 m n.p.m.; 16 km); w centrum Rachowiec (954 m n.p.m.; 4 km); na prawo od niej Grupa Wielkiej Raczy z wybijającym się szczytem Kikuli (1086 m n.p.m.; 11 km); po prawej kolejno Skalanka (863 m n.p.m; 7 km), Oselné (853 m n.p.m; 8 km) i Kyčera (815 m n.p.m; 8 km). Widok ku S

17:21. DW 943. Podjazd między widocznymi Lalikami i Koniakowem. Po prawej (4 km) Sobczakowa Grapa (766 m n.p.m.) nieco w lewo Popręcinka (786 m n.p.m.) i bliżej centrum Kiczorka (800 m n.p.m.), ponad którą wznosi się ledwie zarysowana, ocieniona Suchej Góry (1040 m n.p.m.; 11 km). W tle za nimi SW skraj Masywu Pilska (18 km), a bliżej krawędzi zdjęcia - Grupy Oszusa (19 km). Po lewej Grupa Lipowskiego Wierchu i Romanki (16 km). Widok ku E

17:28. DW 943. Podjazd między Lalikami i Koniakowem. Fragment drogi należący do widocznej Kamesznicy. Po lewej Tyniok (891 m n.p.m.; 2 m). W centrum Barania Góra (1220 m n.p.m.; 7 km). Po prawej niewielka Magurka (977m n.p.m.; 10 km). Po prawej szerokie Glinne (1034 m n.p.m.; 10 km). Widok ku N

17:29. DW 943. Podjazd między Lalikami i Koniakowem. Fragment drogi należący do Kamesznicy przy granicy powiatów. Po lewej ciemny SW stok Siwoniowskiego (798 m n.p.m.). W tle góry w dolinie Čierňanki i Kisucy. Widok ku SW
Tuż za Zajazdem na Beskidzie skręt w prawo i przejazd przez Istebną. Wyjazd na DW 941 i kurs na północ. Zakręty były ostre, więc i hamować było trzeba. Ogólnie zjazd z ~830 m n.p.m. z okolic Koczej Góry do 540 m n.p.m. do mostu nad Olzą. Podjazdy zdarzały się niewielkie i w większości pokonywane siłą rozpędu. Teraz czekała mnie wspinaczka do Przełęczy Kubalonka na 758 m n.p.m. Zrzut łańcucha na najmniejszą zębatkę (do tej pory praktycznie wszystko przejeżdżane na środkowej, największą używając chyba tylko pierwszego dnia i drugiego na niektórych zjazdach) i rozpoczęła się mozolna walka z psychiczną potrzebą zejścia z roweru, którą udało mi się przemóc. Jeszcze troszkę, zaraz będzie przełęcz, bez sensu, by zsiadać tuż przed nią, gdy podjechało się już tak wiele. Takiego typu myśli kołatały mi się po głowie, mijając kościółek po lewej, budynki po obu stornach w partii szczytowej i odczuwając chłód ocienionej strony podjazdu przez las, nim udało się dostrzec zajazd po prawej i kilka osób się tam kręcących lub odpoczywających. Przejazd przez rozjazd i postój w pobliżu znaków informacyjnych. Po raz pierwszy od rozpoczęcia podjazdu się można się było napić, zerknąć na mapę i założyć kurtkę wraz z rękawiczkami. Szykował się chłodny, wieczorny zjazd.

17:41. Koniaków (Pietraszyna). DW 943. W centrum Tyniok (891 m n.p.m.; 2 km), ponad którym widać Baranią Górę (1220 m n.p.m.; 8 km). Po lewej Przypór (1008 m n.p.m.; 6 km). Widok spod przystanku autobusowego Koniaków Ochodzita II ku NE

17:46. Koniaków. DW 943 w pobliżu zjazdu do przysiółka Legiery. Po lewej Barania Góra (1220 m n.p.m.; 7 km), a nieco na prawo Tyniok (891 m n.p.m.; 2 km). W centrum (20 km), ledwie widoczna na horyzoncie Rysianka (1322 m wraz z Lipowską (1324 m n.p.m.). Po prawej Koczy Zamek (847 m n.p.m.; 3 km). Przy prawej krawędzi zdjęcia Ochodzita (897 m n.p.m.; 1 km). Widok ku E

17:48. Koniaków (Centrum). Turzovská Vrchovina, a przy prawej krawędzi zdjęcia Beskid Śląsko-Morawski po słowackiej stronie granicy. Z prawej strony rzuca się w oczy ciemniejsza Bahaňa (827 m n.p.m.; 22 km) w kształcie podłużnego trójkąta, tudzież przekroju wydmy Tuż za nią, po prawej, nieco jaśniejszy Hinené (875 m n.p.m.; 26 km). Widok ku SW

17:48 Koniaków (Centrum). W centrum kościół pw. św. Bartłomieja Apostoła z XIX w. W tle zabudowania przysiółka Matyski - rozdzielonego na Koniaków i Istebnę. Widok ku W

17:50. Koniaków (Dachtony). Budynek 22, przy którym rok wcześniej ścięto drzewo. Widok ku SW

17:58. Istebna (Kurzyszowski Groń). Po lewej przedwojenny kościół ewangelicki. W centrum Pasmo Baraniej Góry. Po prawej wylesiony Brzestowy Groń (683 m n.p.m.; 1 km), a na prawo od niego, zasłonięty przez drzewo, Tyniok (891 m n.p.m.; 4 km). Widok ku NNE

18:37. Istebna. DW 941 w pobliżu zjazdu do przysiółka Olecki. Po lewej W stoki Pasma Baraniej Góry. W tle - za drzewem - Ochodzita (897 m n.p.m.; 7 km). Widok ku SEE

18:51. DW 941. N skraj Istebnej. Przełęcz Kubalonka (758 m n.p.m). Widok ku S
Jadąc w dół, jedna czy dwie przerwy. Na zakrętach zwalnianie, ale prędkości ochoczo przekraczały 50km/h. Rzadko spadały poniżej 40 km/h, a 30 km/h wcale. W części miejskiej przegonił mnie rowerzysta bez obciążenia, ale wnet nieznacznie wzrósł wysiłek, ów został wyprzedzony. Ponownie wyprzedził mnie dopiero przed rondem, na którym skręcił w prawo, a ja dalej główną. Przez chwilę rozważanie, czy wjechać do centrum, ale naszła mnie myśl, że przy następnej wizycie może się zdarzyć, iż zgodnie z obowiązującą modą, zapewne zabronią jechać rowerzystom po wojewódzkiej, więc warto skorzystać póki można. Podobnie rzecz się miała z Ustroniem, choć zjazd trwał tam już przez Skalicę. Po krótkim odpoczynku - powrót na główną.

18:55. DW 941. Zjazd z Przełęczy Kubalonka do Wisły. Widok z serpentyn ku S

19:08. DW 941. Wisła. Skocznia Narciarska w pobliżu centrum. Widok ku SW

19:11. DW 941. Wisła w Wiśle. Po lewej Hotel Gołębiewski. Widok ku SE
Zjazd z niej dopiero w Cieszyńską. Już spokojny przejazd przez Goleszów i Bażanowice. O 21 do Cieszyna, krótką chwilę zastanawiając się którędy jechać. Ostatecznie poszło zdać się na intuicję. Dojazd do ronda, skręt w Kolejową. Ulicą Regera na Rynek, gdzie chwila odpoczywania. Było bardzo pusto, choć zdarzali się jacyś ludzie. Ratuszową do Pokoju i zjazd 3 Maja. Wjazd do Czech. Havlíčkovą na rynek po stronie czeskiej. Ulicą Odboje wyjazd na główną i powrót nią do Polski na ulicę Zamkową. Pobyt za granicą trwał nie więcej niż 10 minut. Na ulicy Liburnia dołączył do mnie rowerzysta, którym był daniel3tt. Jak wynikało z opowieści, w trakcie któregoś z MRDP towarzysko jechał w pobliżu Wilka i potem Transatlantyka. Przegadaliśmy trochę czasu do McDonalda na Katowickiej, po czym pojechał do domu, a ja na kolację. Trochę mnie poniosło, zamawiając zestaw z shejkiem. Za późno naszła myśl, by zamówić ciepłą herbatę zamiast zimnej coli, bo noc był tak czy siak chłodna. Większość napoju była przez mnie podgrzewana przed wypiciem, chwilę potem zajadając bardzo gorące wciąż frytki.

21:18. Cieszyn. Ratusz z XVIII. Widok ku S

21:19. Cieszyn. Rynek. Widok ku NNE

21:31. Cieszyn. Ul. 3 Maja/Střelniční. Granica na Olzie. Widok ku W

21:35. Czeski Cieszyn. Po prawej ratusz. Widok ku N

22:05. Cieszyn. McD w pobliżu DW 983 i S1. Trochę ciepła przed ostatnim etapem tego dnia
Za miastem kurs DW 937. Było kilka małych podjazdów, lecz zjazdy rozciągały się na zdecydowanie większych odcinkach. Było już bardzo późno, coraz chłodniej, a ja przed siebie i przed siebie wypatrując Zebrzydowic. Tempo spadło bardzo i było bardziej napędzane grawitacją niż wolą. Dojazd na miejsce o 23:30. Najdalej do miejsca, gdzie bloki po lewej umożliwiały przejazd na ich zapleczu. Gdy kolejny budynek posiadał już ogrodzenie w stronę torów, skręt tuż przed nim w lewo, po gruntowej drodze za blokami zaczynając nawrót. Skręt w Korczaka na wschód i jazda do granicy gmin. Akurat tam znalazło się akuratne do przenocowania miejsce, gdzie udało się dotrzeć tuż po północy. Wolno i ze zmęczeniem przyszło rozłożyć namiot i pójść spać, z zadowoleniem, że udało mi się znacznie skrócić pierwotny plan jazdy po maratonie i nie będzie trzeba cofać się do Cieszyna, który już został odwiedzony.

23:26. Nocne Zebrzydowice. DW 937. Widok ku NNW
Zaliczone gminy
- Czernichów- Szczyrk
- Lipowa
- Ujsoły
- Istebna
- Wisła
- Ustroń
- Goleszów
- Cieszyn (+Těšín)
- Hażlach
- Zebrzydowice
- Strumień
Rower:Czerwony
Dane wycieczki:
149.73 km (3.00 km teren), czas: 10:58 h, avg:13.65 km/h,
prędkość maks: 59.00 km/hŚląskie oczyszczenie I - Nocna DK44
Wtorek, 29 marca 2016 | dodano: 16.04.2016Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2016 Górny Śląsk, .Z rodziną
Nieudany start w dniu poprzednim
Wyprawa miała się zacząć dzień wcześniej. Dotarliśmy rodzinnie na Dworzec Wschodni. Stamtąd miał być wieczorny pociąg na południe. Otworzona auta klapa, a tu rowerowa klapa. Nie zostały zabrane przez mnie koła roweru. Wracając, wstąpiliśmy do Modlina i pochodziliśmy po wałach przy głównym wejściu do Cytadeli. Potem wizyta u rodziny, która potrwała kilka godzin.Pociągiem do Krakowa
Tego dnia (tj.2016.03.29) przygotowanie obyło się bez problemów i na wschodnim udało się wylądować z całym bagażem. Znalazła się też przydatna folia NRC, której też zapomniało mi się uprzednio zapakować. Przybyliśmy mniej więcej godzinę przed odjazdem, więc po zakupie biletu na Dworcu Wschodnim o 13:47 do stacji Kraków Główny (przez stacje Włoszczowa Północ, Kozłów), było trzeba jeszcze trochę poczekać. Przejazd pociągiem planowo miał się odbyć między 14:39 a 17:50. Podczas wsiadania do pierwszego wagonu, zaczynał padać deszcz. W trakcie podróży pogoda była korzystna, jedynie przed Włoszczową przejeżdżało się przez niewielką burzę. W Krakowie po 18.Kraków
Po przygotowaniu roweru, trzeba było jeszcze przedostać się przez Galerię na południe. Kładką ze schodami rower powędrował na drugą stronę ul. Lubicz. Radziwiłłowską, Kopernika, Zyblikiewicza do Dietla. Przez przystanek tramwajowy na drugą stronę. Miodową i Warszauera na Plac Nowy, gdzie przerwa na zapiekankę, jako ciepły posiłek do jazdy nocnej. Potem odbijało mi się tuńczykiem na trasie i trwało to do następnego poranka. Nową i Bonifraterską na południe. Kładką Ojca Bernatka przejazd na południową stronę Wisły i jazda ścieżkami wzdłuż niej na zachód, aż do wieczora. Gdy wyjechało się na Tyniecką, to już długo nią się podążało. Wcześniej to mnie wyprzedzano, to ja kogoś, ale stopniowo było coraz mniej rowerzystów. Na podjeździe w Kostrzy ktoś mnie wyprzedził, ale udało się podczepić do niego, lżej jadąc pod wiatr. Niebawem udało się zorientować, że i za mną ktoś się czai. Osobnik na czele przyspieszył, może z pośpiechu, może z irytacji, a może po prostu lepiej mu się zaczęło jechać. Trzeci odpadł. Ja wkrótce, gdy pierwszy skręcił pod górę w ul. Zagórze, a mi było to nie po drodze. Na pobliskim przystanku przerwa na ubranie się do jazdy nocnej.
18:13. Kraków. Po wyjściu z Galerii przy Dworcu Głównym

18:34. Kraków. Zapiekanki na Placu Nowym

18:49. Kraków. Bulwar Wołyński na Ludwinowie. Wzdłuż Wisły

19:02. Kraków. W centrum Wawel. Widok z Tynieckiej w pobliżu Parku Dębnickiego.
Okolice Tyńca
Skręt pod Klasztor, lecz były problemy z lampką. Przerwa przy skrzyżowaniu z wjazdem na parking i dziedziniec. Chwilę potrwało, nim udało się doprowadzić styki, które trochę się powyginały od wkładania baterii złą stroną (po omacku i w pośpiechu). Powrót na główną. W powietrzu miejscami panoszyły się kłęby dymu. Za Bogucianką minął mnie ostatni tego dnia rowerzysta na kolarce, a dla mnie przyszła pora na krótką przerwę przed zjazdem do Skawiny. Trochę trzeba było przyhamować, ze względu na zakręty. Na dole skręt w Piastowską i przejazd przez Energetyków do DK44.
20:18. Skawina nocą. Widok z pierwszego zakrętu za Bogucianką. Widok ku S
DK44 do Przeciszowa
Początkowo był na krajówce bardzo duży ruch samochodowy. Sporo ciężarówek i TIRów. Dużo więcej, dużo większych podjazdów, niż się można było spodziewać po dolinie Wisły i doświadczeniach z tamtej strony. Z każdą miejscowością wypatrywane były przez mnie kolejne tablice gminne, lecz te nie ukazywały się po sobie zbyt szybko. W pewnym miejscu mijało się park rozrywki, rozświetlający ciemność nocy. Gdzieś indziej w kołach usłyszeć można było dziwny dźwięk. Krótka przerwa, by sprawdzić czy coś się nie stało z rowerem. Poświeciwszy lampką, by rozejrzeć się za ewentualną odpadniętą częścią, okazało się, że nic z tych rzeczy. Wpadł na mnie, czy uciekał... gołąb. Oszołomiony stał przy krawędzi drogi i nie ogarniał co robić.
21:36. Kossowa. Tak a propo ówczesnych dyskusji na forum

22:21. Spytkowicki gołąb...

22:55. Zator. Park Energylandia przy granicy gmin
Do noclegu
Z krajówki zjazd w Przeciszowie. Z Polanki Wielkiej zaplanowane było, by przejechać przez centrum Osieka, jednak odechciało mi się i dalej jechało się DW 949. Przejazd drogą pomiędzy wielkimi stawami, a na skrzyżowaniu za nimi skręt na DW 948. Po ocenie, że już dość jazdy, przyszła pora rozglądać się za noclegiem. Ten udało mi się znaleźć dość szybko, bo tuż przy Kańczudze. Po raz pierwszy rozłożony został nowy namiot i pierwsza (jedna z niewielu, bo już we wrześniu przepadł we wrześniu tegoż samego roku) w nim noc. Było już po północy.Zaliczone gminy
- Skawina- Brzeźnica
- Spytkowice
- Zator
- Przeciszów
- Polanka Wielka
- Osiek
Rower:Czerwony
Dane wycieczki:
80.53 km (0.00 km teren), czas: 05:05 h, avg:15.84 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPrzekuwanie w kilometry
Sobota, 12 marca 2016 | dodano: 12.03.2016Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki
Co zrobić, gdy ma się "gorszy dzień", a ponadto w ciągu dnia zbierają się kolejne drobnostki, który ten dzień uprzykrzają? Pal licho, jeśli to tylko jeden z "gorszych dni", które tworzą się dzięki własnym odczuciom. Jeśli wskutek tego "dnia", w ciągu dnia zacznie się zwracać większą uwagę na dotychczas pomijane drobnostki, które tego dnia wyjatkowo drażnią, a drobnostki zazwyczaj tylko drażniące - wkurzają, wtenczas najefektywniej jest założyć kurtkę, buty, zabrać lampkę, licznik i wsiąść na rower. Emocje przekuwane na kilometry, to najlepszy produkt jaki można z nich uzyskać.
Tak też stało się dziś. Wieczorem dojazd do DK62, po czym nawrót, by rozładować obciążenie. Oby tylko nie wynikło z tego przeziębienie, które miałoby przeszkodzić w planowanym wyjeździe na wyprawkę forumową na Roztoczu w następną sobotę. Temperatura na plusie, chłodno i dość wietrznie. Spośród zwykłych posiłków, nic nie przebije smaku własnoręcznie wykonanej pizzy.
Rower:Czerwony
Dane wycieczki:
6.50 km (0.00 km teren), czas: 00:19 h, avg:20.53 km/h,
prędkość maks: 40.00 km/h


















