Wpisy archiwalne w kategorii
.Pół nocne
| Dystans całkowity: | 25375.33 km (w terenie 1825.80 km; 7.20%) |
| Czas w ruchu: | 1587:08 |
| Średnia prędkość: | 15.98 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 74.20 km/h |
| Suma podjazdów: | 50 m |
| Suma kalorii: | 33800 kcal |
| Liczba aktywności: | 249 |
| Średnio na aktywność: | 101.91 km i 6h 28m |
| Więcej statystyk | |
Do Puszczy Kampinoskiej
Niedziela, 24 lutego 2008 | dodano: 24.02.2008Kategoria .5-10 Osób, .Wyprawki w okolicy, .Pół nocne, .Warszawa, ...Miejscowości mazowieckie
Oczy się otwierają... Zerk na komórkę... ~7... Chrrr... Kolejne otwarcie powiek - 8:30. Szybkie zebranie się w drogę i kwadrans później z rowerem było się już na zewnątrz. Chwila namysłu. Ciało nierozgrzane, ciężkie nogi i niecała godzina, aby dotrzeć pod most Gdański. W ciągu ostatnich dni, poprzez internet udało mi się umówić na wspólny wyjazd do Czerska. Z nieznanymi mi ludźmi. Oszacowało się czas dojazdu do stacji, przełożyło to na pozostałą odległość. Wynik - lepiej skorzystać z metra. W kilkanaście minut maszyna doprowadziła mnie na Gdański. Zjazd nad Wisłę. Było trochę chłodno, choć jak na luty, wyjątkowo ciepło. Dla rozgrzewki, w celu zbadania terenu oraz poszukiwaniu rowerzystów, pokręcenie przez chwilę przy bulwarze. Pod pubem udało się natrafiam na dwójkę rowerzystów. Po kilku minutach dołączyło się jeszcze dwóch i około 10 wyruszali. Drążył dylemat, co z tym Czerskiem, ale patrząc na gronowe posty wpadło myśl, że nic z tego dnia, z tamtej wyprawy nie będzie. Nastąpiło dołączenie się do grupki, która się uformowała w tym samym miejscu, lecz zmierzali do Puszczy Kampinoskiej.
Wpierw ruszyliśmy wzdłuż Wybrzeża Gdyńskiego. Przy Gwiaździstej przecięliśmy trasę dołem i wjechaliśmy na ścieżkę przez las Bielański, wpierw asfaltową, u dołu, a za UKSW gruntową na górze. W pobliżu makro przejechaliśmy pod Wybrzeżem Gdyńskim, a wkrótce wyjechaliśmy przy McD. Do puszczy wjechaliśmy w Wólce Węglowej. W tym samym miejscu, gdzie we wrześniu jako LSTR nie zdecydowaliśmy się zagłębić. Z tą grupą kilka razy zmienialiśmy kurs. Nie pamiętam co było po czym. Sama puszcza wciąż była dla mnie tajemnicą. Ostatni etap na zachód podążaliśmy w większości zielonym. Powrót czerwonym.

W pobliżu skrzyżowania szlaków wiodących na Wólkę i Opaleń

W pobliżu skrzyżowania szlaków wiodących na Wólkę i Opaleń

W pobliżu skrzyżowania szlaków wiodących na Wólkę i Opaleń

Skrzyżowanie szlaków wiodących na Wólkę i Opaleń. Honor i Ojczyzna z tego miejsca 19 września 1939 roku szwadrony 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich ruszyły do szarży pod Wólkę Węglową otwierając drogę do oblężonej Warszawy oddziałom Armii "Poznań" i "Pomorze"

Skrzyżowanie szlaków wiodących na Wólkę i Opaleń. Honor i Ojczyzna z tego miejsca 19 września 1939 roku szwadrony 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich ruszyły do szarży pod Wólkę Węglową otwierając drogę do oblężonej Warszawy oddziałom Armii "Poznań" i "Pomorze"

W pobliżu skrzyżowania szlaków wiodących na Wólkę i Opaleń

W pobliżu skrzyżowania szlaków wiodących na Wólkę i Opaleń

Gdzieś w w 2/3 odcinka między Truskawiem i Roztoką
Po jakichś 10 km jazdy po lesie, stała się tragedia... Siodełko mi zdziczało. Dokładniej - wygięło mi kawałek ramy przy sztycy. Ona sama w miarę w porządku. Rama była stalowa, wiec silny kolega przy pomocy zacisku, jego zaciskania i odkręcania, przywrócił ramę do w miarę poprzedniego stanu. Niestety, odtąd musiało być niżej, aby nie kusić losu. Wieczorem znów zaczęło sprawiać lekkie, acz niegroźne problemy. Po naprawie czekał nas podjazd na "Górę Prawdy". Nikomu się nie udało. Gdy z niej zjeżdżaliśmy, o mało co, a by nastąpiło moje przewrócenie. Zjazd na hamulcu, ale gdy go przypadkiem puściło, to momentalnie popędziło się w dół, lecz zjechało cało. Jeden rowerzysta z grupy, zdaje się, że przede mną walnął w leżące drzewo, ale bez obrażeń. Albo zatrzymał się tuż przed nim? Trudno powiedzieć. Wtedy istotne było skupienie na przetrwaniu.
Dużo górek, trasa wśród igliwia i szyszek. To tak w skrócie wyglądał cały wyjazd. Zjazdy, podjazdy i wpadające w nasz sprzęt elementy roślin. No i trochę słońca, które wreszcie wyszło zza chmur. Pod koniec etapu zielonego jechało się trochę w tyle. Obóz w roztokach. Bar. Krótkie zakupy, przekąski, chwile rozmów. Miło spędzony czas. Trochę się zmarzło, ale co tam. Chwila jazdy i znów było gorąco jak przedtem. Do cmentarza w Palmirach jechało się przyjemnie. Tam nasza grupa powiększyła się do osób sześciu. Kończyło mi się picie, co powoli kończyło przyjemność z jazdy.
Po opuszczeniu okolic Palmir, przy podjeździe pod dosyć łagodną górkę nastąpiła przerwa. Czy raczej rower tak zarządził. O co chodzi? Zejście z roweru i próba ruszenia. Może jakaś gałąź? Nic. Odwróciło się rower do góry i... Przerzutka zaklinowałam się miedzy szprychami. Nie wiadomo mi było, w jaki sposób to było możliwe. Szkoda, że skończyło się miejsce w aparacie. Napęd wraz z kołem tworzyły cudowną "całość". Zaczęło się odkręcanie śruby przy kole. Po minutach kilku zjawił się jeden, a po wkrótce potem reszta spośród nowych znajomych. Na początku moją próbą było podwadzenie jakoś zaklinowanego ustrojstwa, ale skończyło się na odkręceniu przerzutki i ręcznym usunięciu problemu. Zgiął mi się hak przerzutki. Kluczem 15 podwadziło się go i jako tako naprostowało. Potem było kilka prób założenia przerzutki, ale na szczęście wszytko wyszło dobrze. Co więcej, rower nabrał jakby więcej mocy. Pozostało jeszcze do wyregulowania co nieco na średnim biegu, który do końca sprawiał problemy, gdy kilka razy go wrzucało. Ostatecznie jechało się dalej na 3X3-7.
Zostało nas czworo. Na ostatnim postoju leśnym koło Sierakowa, dwóch pojechało w swoim kierunku. Przejechaliśmy skrajem Łomianek. Za Graniczną znów leśne drogi. Minęliśmy samotnie stojące w lesie domy, wybudowane tuż przy granicy z Warszawą. Skręt w leśną Estrady. Ćwierć kilometra dalej w lewo. Wyjechaliśmy przy północnym murze Cmentarza Północnego. Tuż przed wyjechaniem z puszczy, ostatni kilometr przed osiedlami, tempo spadło mi do 10km/h. Jechało się w stanie wycieńczenia, prawie nic już nie rejestrując. Byle przed siebie i nie stracić z oczu oddalających się towarzyszy. Sił dodawał mi wieczorny, pachnąc wiosną wiaterek.
Na szczęście wnet pojawiła się asfaltowa ulica. Pojechaliśmy do McD. Dodatkowe kalorie na resztę wyjazdu i wreszcie coś do picia. Dojechaliśmy do Wybrzeża Gdyńskiego i znów się rozdzieliliśmy. Jeden odbił w Marymoncką. Nasze ostatnie trio miało się rozdzielić przy Gdańskim, ale zrobiliśmy to dopiero w okolicy Solca. Póki co przejechaliśmy ponownie przez las Bielański, teraz oświetlając go lampkami. Dalsza trasa prowadziła bezpośrednio na południe w pobliżu Wisły i Doliną Służewiecką do Ursynowa.
Miejscowości mazowieckie
- Sieraków- Truskawka (-C)
- Kaliszki
- Palmiry (-C)
- Izabelin-Dziekanówek (-C)
Rower:Delta
Dane wycieczki:
97.00 km (70.00 km teren), czas: 06:10 h, avg:15.73 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hLSTR - Drugi nocny powrót do domu
Sobota, 9 lutego 2008 | dodano: 12.02.2008Kategoria .LSTR, .3-4 Osoby, .Samotnie, .Pół nocne, .Warszawa, .Wyprawki w okolicy
Sprawa z wyjazdem wynikła spontanicznie. Po około dwóch godzinach łyżew (w tamtym okresie próbowałam się uczyć jazdy łyżwami na pobliskim lodowisku. Wyglądało to tak, że pierwsza godzina to nieporadne stawanie na łyżwach i ledwo ledwo jazd, a w drugiej godzinie zdarzało mi się w miarę normalnie jeździć. Tak, aby od początku jeździć normalnie, to mi się nie udało. Zwykle były to samotne wyjścia, podczas łyżew tego dnia, jeździło się z koleżanką z liceum - J.G., z którą w tym okresie czasu zdarzyła się osobna wycieczka na Stare Miasto i osobne wyjście na koncert Happysad w Palladium), znów w ruchu.
Metrem z rowerem na plac Wilsona, a stamtąd na Żerań. Parę kilometrów za kanałem spotkaliśmy się z Księgowym i Pawłem. Oni już czekali przy skrzyżowaniu z Płochocińską. Dojazd mój był w efektownym stylu - lądując na ziemi. Przypadkiem najechało się na krawężnik przy przystanku. Chwilę pogadaliśmy, po czym niepomyślnie dla mnie, zaczęliśmy jechać na południe. Od Grota po płytach betonowych na wal. Dużo psów. Jeden nawet chciał za nami biegnąć, ale szybko wyrwaliśmy przed siebie. Wyjechaliśmy na rondo Starzyńskiego, zrobiliśmy pętlę i zatrzymaliśmy na przystanku przy Jagiellońskiej. Paweł poszedł się pożywić. Potem wracaliśmy Modlińską na północ.

Widok na praski brzeg z mostu Grota-Roweckiego ku SE

Widok na śródmieście z mostu Grota-Roweckiego ku SSE

EC Żerań. Widok z mostu Grota-Roweckiego ku W

EC Żerań. Widok ku SW

EC Żerań. Widok ku SSW

EC Żerań. Widok ku SWW

Przystanek w pobliżu skrzyżowania Płochocińskiej i Modlińskiej

Tory kolejowe przy Rondzie Starzyńskiego

Tory kolejowe przy Rondzie Starzyńskiego
Tempo szybkie. Przerwa dopiero przy Forcie Piontek. Ruszyliśmy, gdy jeszcze było przeze mnie zjadane jabłko i dojadało się je przez chwilę w trakcie jazdy. W Jabłonnie podążaliśmy nową obwodnicą. Legionowo przez Piaski. Obaj towarzysze udali się spać, a dla mnie rozpoczęła się samotna część podróży. Odległość zarówno do akademika, jak i do domu była porównywalna. Niewiele myśląc, poniosło mnie do domu. Przez pierwsze kilometry od rozdzielenia, nie za bardzo wiadomo mi było gdzie i jak jechać. W Legionowie, do tej pory zdarzyło mi się być raptem 6 razy, z czego 4 to przejazd niemal wyłącznie po DK61. Chyba nawet autem mi się jeszcze nie zdarzyło tam przejeżdżać. Dopiero w ramach wośpowania udało mi się poznać spory kawałek miasta, lecz wciąż zbyt słabo.

Przejazd kolejowy na Piaskach w Legionowie. Widok ku NEE
Za cmentarzem skręt w Jaśminową, postanawiając się nie zagłębiać, bo były padnięte baterie w przedniej lampce. Trafił się odcinek po szutrze z dziurami, ale na szczęście był też chodnik. Skręt w Aleję Legionów - znów asfalt. Jechało się spokojnie. Wybiegł pies podobny do Colie, lecz dał sobie spokój. Wkrótce dostrzeżone zostały kolejne psy, tym razem parę. Trochę ogarnęło mnie zwątpienie, ale wracać się nie chciało. Depnięcie mocniej pędząc przed siebie. Większy został za mną z lewej, mały z prawej przede mną. Zaraz potem minęło się małego z lewej strony i zaczęła ucieczka. Pościg trwał około z pół kilometra, na pełnej prędkości zmęczonego organizmu. W końcówce zaczęły opadać siły w nogach, a psy nie ustępowały. W końcu skończył mi się asfalt. Pęd 35km/h. Dosłownie przeleciało się po dołkach i tylko pragnąc, aby się nie przewrócić. Ręce bolały od wstrząsów przekazywanych przez kierownicę. Psy goniły mnie do ostatniego światła. Na szczęście. Wkrótce potem pojawiło się T-skrzyżowanie i trzeba się było zatrzymać. W prawo do lasu, w lewo do chat na uboczy. Z daleka widać było przydrożne lampy. Tym razem znów było szczęście. Trzeba było się jeszcze odnaleźć i wrócić do domu.
Kolejową dojazd do drogi przy torach. Niepewnie asfaltem i wnet udało się ustalić pozycję, trochę korzystając z mapy, trochę z gwiazd. Przejazd przez Olszewnicę. Wpadnięcie na DW 631. Cały czas otaczała mnie gęsta mgłą. Widoczność do 50-70 metrów, o ile było światło. O 4:00 skończył się popas za mostem w NDM, na rondzie w Modlinie. Przejazd przez miasto i sam dojazd tam odbył się na niesamowicie niskich prędkościach. W ciemnościach za Modlinem znów zwiększyły się obroty, aczkolwiek od popasu do końca Zakroczymia przejazd zajął mi 30 minut z zegarkiem w ręku.
Zaczęła się najgorsza część podróży czyli DK62. Do piątej było znośnie. Potem zwiększył się ruch samochodów tak, że lepie było jechać poboczem, gdy tylko widziało się jakieś ich światła. I tak się jechało na tyle daleko od szosy, żeby było bezpiecznie. Lampka świeci się z tyłu. Nagle ktoś przeraźliwie trąbnął... Szkoda słów. Docierając do Goławina, z oddali było widać lampkę ostrzegawczą nad przejściem dla pieszych. Było to dla mnie niczym ujrzenie światła latarni morskiej i rychły powrót do domu. Przez ostatnie trzy kilometry jazdy po DW 565, niebo zaczynało robić się niebieskie, choć do poranka jeszcze wiele brakowało. Został mi już tylko zjazd z górki. Napłynęły pozytywne uczucia. Niebiesko-szare światło, mgła i szeroki horyzont świata przede mną oraz jaśniejsza granica widnokręgu.
Rower:Delta
Dane wycieczki:
77.00 km (5.00 km teren), czas: 05:00 h, avg:15.40 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hLSTR - WOŚP'08
Niedziela, 13 stycznia 2008 | dodano: 15.01.2008Kategoria .LSTR, .2 Osoby, .3-4 Osoby, .Samotnie, .Pół nocne, .Z Księgowym, .Warszawa
Do Legionowa
Dzień zapowiadał się szary, choć poprzedni był ładny. Na szczęście zima tego roku była ciepła, sprzyjająca jeździe rowerem. Z akademika wyjazd ok. 4:30. Wpierw pustą Czerniakowską. Przejazd przez most Gdański i Modlińską do Legionowa. Około siódmej, po ~40 km, udało mi się znaleźć pod blokiem Księgowego. Nim się ogarnął, udało mi się jeszcze pokręcić po osiedlu przez pół godziny. Wszamało się czekoladę, gdy już otworzono sklepy. Potem przejazd do szkoły im. Konopnickiej, gdzie udało się pomóc P. wyładować sprzęt. Potem to już wośpowanie.W szkole
Mieliśmy jechać tak, by zawsze ktoś pilnował stoiska, na które składał się: kilka ciuchów i innych drobnych rzeczy, pokaz zdjęć na monitorze, kilka wydrukowanych, dwie mapy na ścianie (Puszcza Kampinoska oraz Jezioro Śniardwy), kilka kartek z nazwami i kilometrażem dotychczasowych wyjazdów, namiot, możliwość pojeżdżenia skatebikem (taki monocykl, tylko ze wspomaganiem) oraz rower w pełni obładowany, wraz z przyczepką znaną z wyjazdu do Kazimierza. W porównaniu z innymi stoiskami (jak choćby z origami czy słodkościami), wyglądaliśmy raczej biednie. Zajmowaliśmy miejsce w rogu przed halą, za towarzystwo mając miejsce, gdzie miało się odbyć spotkanie z aktorkami (xx), które odbyło się około godziny mojego wyjazdu. Oczywiście poza naszą jeżdżąca trójką, przybyło też kilka osób z grupy, m. in. Pa., D. i M..Po Legionowie
Wpierw ruszyliśmy z Księgowym. Z puszką na miejscu przedniej sakwy. Pierw kurs na rynek, w prawo wzdłuż torów i powrót do centrum. Rozdzieliliśmy się. Przejazd trochę na zachód, na południe przez Kwiatową i wyjazd tuż obok szkoły. Drugi kurs był krótki: Sowińskiego, Chrobrego, Sobieskiego i Piłsudskiego. Trzeci zaczął się wspak pierwszego, lecz przejechało się za tory w Polną, Orląt Lwowskich, Długa, Sybiraków, Piaskowa, aleja Legionów. Przed cmentarzem w lewo do Jagiellońskiej, a z Piłsudskiego powrót. Ogarnęło mnie już zmęczony i było mi źle zagadując do ludzi o pieniądze, niezależnie jaki był tego cel. Mimo to, jechało się jeszcze, tym razem we trójkę. Krasińskiego, Jagiellońska, rondo przy Kościuszki, do Sobieskiego i koniec objeżdżania miasta. Po skończonej jeździe, z przyjemnością odpoczywało się w zakątku, obserwując co się dzieje dookoła.Powrót
Wyjazd ~19. Bez kombinowania. Przejazd przez most Grota na zachodni brzeg. Wzdłuż Wisłostrady dojazd do Gdańskiego, a tam do metra. Gdy się wyszło na Ursynowie, uderzyła we mnie ściana mgły. Dawno nie widać było tak gęstej. Wyjazd zakończył się po 21.Rower:Delta
Dane wycieczki:
90.00 km (0.00 km teren), czas: 06:00 h, avg:15.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hLSTR - dzień przed WOŚP'08
Sobota, 12 stycznia 2008 | dodano: 15.01.2008Kategoria .LSTR, .2 Osoby, .Samotnie, .Pół nocne, .Z Księgowym
Jazda przez Warszawę od około 9. Kurs do Legionowa, gdzie Księgowy przygotowywał forumowe stoisko na WOŚP.
Trasy nie pamiętam zbyt dobrze (opis rozbudowany w 2017r.). Na pewno Modlińska, a do niej raczej przez most Siekierkowski i główną trasą wzdłuż Wisły (chyba ścieżki, chodniki, wał przy ogródkach działkowych). Tuż przed Jabłonną pośliźniecie się na lodzie, 3 metry przejeżdżając na brzuchu. W Legionowie jazda Piłsudskiego. Na rynku się spotkaliśmy, po czym tą samą drogą dotarliśmy do szkoły. Tam wspólnie jakoś ogarnęliśmy co trzeba. Dużo tego nie było, ale zeszło 5,5h wraz ze zwiedzeniem szkoły. Z drogi powrotnej również niewiele wiem. Prawdopodobnie Modlińską do Gdańskiego, tam na drugą stronę, podjazd Tamką i na pewno do metra na stacji Świętokrzyska. Koniec ok. 22.
Trasy nie pamiętam zbyt dobrze (opis rozbudowany w 2017r.). Na pewno Modlińska, a do niej raczej przez most Siekierkowski i główną trasą wzdłuż Wisły (chyba ścieżki, chodniki, wał przy ogródkach działkowych). Tuż przed Jabłonną pośliźniecie się na lodzie, 3 metry przejeżdżając na brzuchu. W Legionowie jazda Piłsudskiego. Na rynku się spotkaliśmy, po czym tą samą drogą dotarliśmy do szkoły. Tam wspólnie jakoś ogarnęliśmy co trzeba. Dużo tego nie było, ale zeszło 5,5h wraz ze zwiedzeniem szkoły. Z drogi powrotnej również niewiele wiem. Prawdopodobnie Modlińską do Gdańskiego, tam na drugą stronę, podjazd Tamką i na pewno do metra na stacji Świętokrzyska. Koniec ok. 22.
Rower:Delta
Dane wycieczki:
65.00 km (0.00 km teren), czas: 04:00 h, avg:16.25 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hDrugie okrążenie Zalewu Zegrzyńskiego
Niedziela, 16 grudnia 2007 | dodano: 17.12.2007Kategoria .LSTR, .3-4 Osoby, .Wyprawki w okolicy, .Pół nocne, .Z Księgowym, ...Miejscowości mazowieckie, .Samotnie
Przed świtem

Sen trwał około trzy godziny. Pobudka około północy wiedząc, że gdyby znów zasnąć, to tylko by się zaspało. Trzeba było dotrwać więc do rana. Około 3 rano w miarę obfite śniadanie. Do godziny piątej przygotowywanie sprzętu i siebie. Na dworzu było -9 stopni. Przed wjazdem na DK 62 uzupełnianie powietrze w oponach. Trasa wśród TIRów do Trębek, gdzie nastąpił zjazd dla spokoju. Henrysin, Las, Zakroczym, Gałachy. Pierwsze większe prędkości na zjazdach. Była godzina 6 z minutami. Temperatura w zasadzie bez zmian. Nim wjechało się do Modlina, widać było leniwie rozpoczynający się wschód słońca. Piękne rozjaśnianie nieba. Niestety, za Nowym Dworem słońca już zabrakło, choć przynajmniej było w miarę jasno. Przed wjazdem tam, poszedł pierwszy sygnał. Była godzina 6:40.

6:24. Zakroczym. Rondo w centrum. Widok ku SSW

6:28. Zakroczym. Widok ku NEE

8:10. Okolice Wieliszewa
O poranku
Jakoś udało się dociągnąć do ronda przez Wieliszew i inne miejscowości po drodze. Wtedy było mi trudno jechać. Na rondzie czekali już A., Rf. i M.. No i tu fajna reakcja Rf., który mnie z kimś pomylił. Chwila pogadanki i w drogę, na nieszczęście z powrotem na Wieliszew. Przynajmniej tam się skręciło w mniejszą dróżkę na Komornicę, niebawem docierając do Dębe. Podjazd pod górkę i za rondem urządziliśmy przerwę na przystanku. Tam Rf. z M.. dokonali symbolicznego (nie pamiętam co to miało symbolizować) przejścia po szkle, a Rf. zapomniał zabrać okularów. Szybko przemieściliśmy się do Serocka, gdzie odwiedziliśmy P. w garażu. Wspólnie podjechaliśmy do sklepu i ruszyliśmy przez most do Wyszkowa. M.. tymczasem wrócił się przez Dębe do domu, po drodze odzyskując okulary Rf. We czwórkę ruszyliśmy na resztę trasy.
8:28. Zbiórka na rondzie w Zegrzu. Widok ku W

8:28. Współrzędne wg GoogleMapa 52°29'58"N 20°54'59"E. Przystanek przy rondzie w Dębę. Widok ku NE

10:24. Serock. DK 62. Zjazd na most. Widok ku NE

10:25. Serock. DK 62. Most.

10:25. Serock. DK 62. Most.
Jeszcze w lesie skręciliśmy na Popowo (tj. w prawo, jakoś na południe, a potem długo na wschód). Pomknęliśmy przez wsie, które odwiedziliśmy wiosną. Od Barcic trasa biegła już innym torem niż na wiosnę. Przy okazji zaczął spokojnie padać drobny śnieg. Z początku trzymaliśmy się asfaltu, ale od mostku zjechaliśmy na polną dróżkę, czym ominęliśmy Somiankę. Takiej jazdy nie było od wakacji. Odcinek solidnie zjechany, rower ciągle skakał, aż rosła obawa czy wytrzyma mi przednie koło, bo coś w piaście szwankowało. A. się wywrócił i stłukł lusterko. Na koniec czekał nas podjazd, na który tylko Rf. z P. podjechali. Wyjazd w Michalinie. Wreszcie asfalt.

Droga z DK 62 do Popowa Kościelnego. Widok ku SE

Popowo Kościelne. Po prawej kościół pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Widok ku E

Kościół w Barcicach

Pola pod Somianką

Rekonstrukcja upadku pod Somianką. Widok ku NE
Wyszków - obiad
Śnieg był już mocniejszy. Były drobne problemy z błotnikiem, który mi się odkręcał, ale jakoś dało radę. Po przebyciu reszty krajówki, wjechaliśmy do Wyszkowa i zatrzymaliśmy się w chińsko-wietnamsko-polskim barze, gdzie zrobiliśmy przerwę na posiłek i ogrzanie się. Rf. przypomniał sobie, że ma ze sobą herbatę. Choć w budynku było cieplej, to po wyjściu na dwór było mi potwornie zimno. Nim opuściliśmy miasto, odwiedziliśmy jeszcze park, w którym byliśmy wiosną, gdzie chłopcy sobie pobrykali rowerami, a mnie zajęło robienie zdjęć.
Wyszków. Przerwa w barze orientalnym

Wyszków. Rowery biorące udział w wyprawie. Przerwa w barze orientalnym

Wyszków w okolicy mostu
Trasa budowy S8 do Radzymina
Z dalszej trasy nie ma wiele do wspominania. Szaro, zimno, kupa samochodów, melancholijnie i nieciekawie. Dużą część trasy jechaliśmy po przyszłym pasie nowej trasy, która miała stać się S8. Ponadto Rf. pogonił pies, ale bał się przeskoczyć rów. W Radzyminie wpierw zawitaliśmy pod sklep, a potem weszliśmy na klatkę schodową jednego z bloków, żeby zrobiło się trochę cieplej. Świadomość powoli zaczęła mi tam odpływać i nie docierało do mnie o czym rozmawiano. Trochę z trudem dało radę opuścić to miejsce, choć nie było najwygodniejsze.
Budowa wiaduktu w ramach rozbudowy DK8 do S8

Budowa wiaduktu nad przyszłą S8

Większość czasu jechaliśmy po budowanym, nowym pasie przyszłej S8. Widok ku SW
Przejazd przez Beniaminów
Przejazd przez Beniaminów. Na tej trasie potwornie spadła moja wytrzymałość. Jechało mi się daleko w tyle, prędkość 19km/h i mniej. Dopiero po zjedzeniu jabłka trochę udało mi się orzeźwić. Gdy został mi ostatni kęs jabłka, a jechało się już z prędkością około 25km/h, rower pośliznął się na zlodowaciałej nawierzchni. W moment znalazł się na środku drogi, a ja na jej skraju. Kask wyrżnął o krawężnik (na szczęście lekko) w okolicy skroniowej i stłukło mi się kolano (prawe, dokuczające). P., który jechał za mną, również zaliczył upadek, tyle że nazad. Ominął nas samochód, który za nami jechał. Mieliśmy farta, że na nas nie najechał, a jakiś inny ledwo się wyrobił na pobliskim rondzie, bo tak go ściągało.
Rondo w Białobrzegach koło jednostki wojskowej. Widok ku NNW

Rondo w Białobrzegach. Widok ku N
Po rękawiczki i do akademika
Księgowy z P. pojechali na Zegrze, ja z Rf. na Kąty Węgierskie po drodze przez las. Tam odbicie do Gu., gdzie odebrane zostały zamówione od niego rękawiczki (od razu je zakładając, bo były pełne, a reszta trasy tego dnia została przejechana w bezpalczastych), a Rf. skoczył do M.. po okulary. Odtąd trwała samotna jazda. Niestety, tak się pomotało, że wyjazd nastąpił w Legionowie, dojeżdżając tam przez Wolę Aleksandra. Ale jak mnie tam wywiało, nie mam pojęcia. Dojazd do Jabłonnej i dalej po nową budowanej obwodnicy, jeszcze zamkniętej dla samochodów. Potem przejazd ulicą Modlińską do otwartego sklepu koło Płużnickiej, gdzie nastąpiło zakupienie biletu. Przystanek Ekspresowa, autobus 186 (w którym mi się przysypiało) zawiózł mnie do Metra Wilanowska, który to z kolei podrzucił mnie na Ursynów. Stamtąd już powoli dojechało się do akademika. Przejażdżka autobusem i metrem ponownie zniszczyła moją tymczasowa odporność na mróz, jaką udało się nabyć od Radzymina. Wejście do akademika, odstawienie roweru do magazynu. Powolne człapanie na czwarte piętro. Zerknięcie na forum, umycie, przejrzenie zdjęć i do łóżka. Całkowity czas wyjazdu: od 5 do 20.Miejscowości mazowieckie
- Jasieniec- Somianka Parcele
- Michalin
- Kręgi
- Kręgi Nowe
- Głuchy
- Lasków (-C)
- Trojany
- Karpin
- Małopole
- Emilianów
- Zwierzyniec
- Stary Dybów
- Łąki
- Beniaminów (+C 2007.09.14)
- Kąty Węgierskie
- Wola Aleksandra
- Stanisławów Drugi
Rower:Delta
Dane wycieczki:
180.00 km (15.00 km teren), czas: 09:50 h, avg:18.31 km/h,
prędkość maks: 41.60 km/hMasa Krytyczna
Piątek, 30 listopada 2007 | dodano: 30.11.2007Kategoria .>10 osób, .Zwykłe przejażdżki, .Pół nocne, .Warszawa
Przez forum S. zgodził się, by razem ruszyć na Masę Krytyczną. Gdy już przyszło mi dojeżdżać do skrzyżowania Siekierkowskiej z Czerniakowską, doszła od niego wiadomość, że raczej nie pojedzie. Mi się nie chciało rezygnować, choć szkoda, że samotnie w tłumie. Skręt w Beethovena i podjazd Sobieskiego-Belwederską (potwornie mnie to wymęczało). Dalej pod pomnik Kopernika, gdzie znajdował się punkt zborny. Jak się udało dowiedzieć z obwieszczeń, standardowym miejscem była kolumna Zygmunta, lecz Krakowskie Przedmieście było modernizowane, przekształcając je z asfaltu na kostkę i odcinano zjazd w Oboźną
Trasa masy miała przebieg:
Pomnik Kopernika - Rondo de Gaulle'a - Pl. Trzech Krzyży - Al. Ujazdowskie - Piękna - Krucza - Aleje Jerozolimskie - Most Poniatowskiego - Al. Waszyngtona - Rondo Wiatraczna - Grochowska - Chłopickiego - Szaserów - Dwernickiego - Stanisławowska - Mińska - Zamoyskiego - Sokola - Most Świętokrzyski - Dobra - Karowa - Krakowskie PrzedmieściePowrót
Na koniec podnoszenie rowerów. Chwila gadania z jakimś gostkiem. Powrót de Gaulla, skręt w Marszałkowską w Centrum. Przez Pola Mokotowskie do Niepodległości. Skręt w Rakowiecką, gdzie odbicie od dwójki innych rowerzystów, w pobliżu których, aż tam mnie wywiało, zamieniając z nimi kilka słów. Przy okazji o mało, nadziałby mnie jeden ze słupków przy ścieżce. Od Wołoskiej cały czas na południe, aż do skrzyżowania Puławskiej z Pilickiego. Dalej Herbsta, Jastrzębskiego i wnet nocleg.Rower:Delta
Dane wycieczki:
47.00 km (0.50 km teren), czas: 04:00 h, avg:11.75 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hNocą przez Leszno
Piątek, 9 listopada 2007 | dodano: 09.11.2007Kategoria .Samotnie, .Pół nocne, ..Gminy Polska, ...Miejscowości mazowieckie, .Warszawa
Warszawa
Wyjazd nocny. Zachciało mi się pojechać do domu. Był to mój pierwszy taki wypad ze stolicy, a tym bardziej o tej porze. Wyjazd z akademika około 1, a koniec około 7 rano. Bartoka wjazd w Dolinę Służewiecką poprzez wiadukt łącznikowy z KEN. Noc chłodna, cicha, prawie pusta. Aut niewiele. Przy Cybernetyki skręt w Orzycką. Modzelewskiego na północ. Od Domaniewskiej zaczęło się obfite skręcanie: Postępu, Konstruktorska, Racjonalizacji, Woronicza, Etiudy Rewolucyjnej na Racławicką. Nie udało mi się ogarnąć, gdzie jestem, bo i na podstawie czego. Udało się znaleźć jakieś stabilne źródło informacji w terenie, podczas przerwy koło wiaduktu. Chwila przerwy przy mapie i już chłodno. Skręt w Żwirki i Wigury, 17 Stycznia, Aleją Krakowską, do centrum, a tam już bez kombinowania.Do Leszna i NDM
Wyjazd na Górczewską z JPII i jechało się tak aż do Leszna. Dalej na północ, nawet bez zatrzymywania. Oczy się kleiły głównie od chłodu. Odpoczynek dopiero koło NDM. Przejazd przez oba mosty, centrum Modlina, Gałachy. Zamiast jechać krajówką lub przez Henrysin, w to miejsce skręt na Wólkę, a potem powrót na DK62 koło zagajnika (tylko nadkładając sobie drogi). Dalej już wprost do domu.Zaliczone gminy
- Warszawa (Bemowo 15/18)- Stare Babice
Miejscowości mazowieckie
- Blizne Łaszczyńskiego- Blizne Jasińskiego
- Latchorzew
- Babice Nowe
- Stare Babice
- Zielonki-Parcela
- Zielonki-Wieś
- Koczargi Nowe
- Wojcieszyn
- Wierzbin
- Borzęcin Duży
- Borzęcin Mały
- Wyględy
- Wiktorów
- Zaborów
- Zaborówek
- Leszno
- Julinek
- Kępiaste
- Łubiec
- Roztoka
- Aleksandrów
- Dąbrówka
- Sowia Wola
- Sowia Wola Folwarczna
- Cybulice Duże
- Cybulice Małe
- Kazuń Polski
- Kazuń-Bielany
- Kazuń Nowy (+C 2007.03.11)
Rower:Delta
Dane wycieczki:
101.63 km (6.00 km teren), czas: 05:39 h, avg:17.99 km/h,
prędkość maks: 35.90 km/hLSTR - Atak Na Czersk
Niedziela, 4 listopada 2007 | dodano: 17.04.2017Kategoria .LSTR, .3-4 Osoby, .Pół nocne, ..Gminy Polska, .Warszawa, ...Miejscowości mazowieckie, .Samotnie
Etap nocny
Przybycie do akademika w sobotę wieczorem. Minęły ze dwie godziny snu, po czym zerknięcie na zegarek - było około 1. Próby zaśnięcia były bezskuteczne, więc koło 2 przyszło na myśl,, że zapewne nie wstanę na czas, jak tak dalej pójdzie. Przygotowane skromne śniadanie (w tym około pól litra 20% kawy). Opuszczając akademik była chyba 3:30. Trochę mi zeszło z obudzeniem stróża.Kurs w stronę do metra przez Bartoka i dalej KEN za wiadukt. Tam przejazd na ścieżkę przy Służewieckiej i Puławskiej. Skręt w Wałbrzyską, Rolną i Aleje Wilanowską. Przez Grabową na Aleję Niepodległości. Zjazd dopiero przy GUS-ie na chodnik wzdłuż Armii Ludowej. Dalej Nowowiejska, Śniadeckich i ścieżka wzdłuż Marszałkowskiej. Przy Jerozolimskich zaczęła się jazda na zachód, w poszukiwaniu przejazdu, ale cofając się od Poznańskiej, by przejechać Żurawią. Wyjazd na Placu 3 Krzyży. Mokotowską, Wilczą i Matejki pod Sejm. Tam zjazd na Czerniakowską i przejazd obok Torwaru. Od wschodu wjazd do parku Rydza-Śmigłego. Raz prawie rower mi się wywalił wraz ze mną na śliskiej nawierzchni podczas skrętu. Wjazd w aleję Grudzińskiego. Pod Muzeum Ziemi w błoto. Do góry Tamką i Karasia na Krakowskie Przedmieście. Tam jakiś spity facet najpierw pytał, czy mam ogień, a potem bełkotał, jak dało się zrozumieć, że chciał mi dać w ryj, za robienie zdjęcie kościoła. Był tak zamroczony, że łatwo udało się zmienić temat, a potem szybko odjechać.

Start z akademika. Widok ku W

Wilanowska w pobliżu Puławskiej. Tablica upamiętniająca śmierć 13 partyzantów w dniu 02.08.1944r. Widok ku NNW

Solec. Kościół pw. Świętej Trójcy. Widok ku SSW

Tamka. Złota Kaczka

Brama UW. Widok ku NEE
Przejazd przy zamku. Przez Stare Miasto od Jezuickiej do Zakroczymskiej. Dalej były: Konwiktorska, Andersa, 3/4 Placu Inwalidów, Felińskiego, krótka przerwa koło kościoła, Krasińskiego, Broniewskiego (wtedy nieśmiało wstawało słońce), objazd Parku Olszyna, Gąbińska, Park Herberta, ścieżka wzdłuż Perzyńskiego, Broniewski ponownie, Reymonta, Wólczyńska, Wolumen, Nocznickiego, Gajcego, Wrzeciono, Dorycka. Stąd powrót Marymoncką do Konwiktorskiej. Zjazd na dół i przejazd wzdłuż Cytadeli. Na jej krańcu nawrót, kurs na most i ścieżką przejazd na drugi brzeg. Skręt w Namysłowską, Bródnowską, Szwedzka, Stalową, Rzeszotarskiej, Solidarności, przez skraj parku, Wybrzeże Helskie i ponownie na miejscu spotkania przy moście.

Brama Straceń w Cytadeli Warszawskiej. Widok ku SWW

Widok spod Cytadeli ku E

Wisła. Widok z mostu Gdańskiego ku SSE

Ruina między Mostem Gdańskim i terenem ZOO

Szwedzka. Pozostałości fabryki Pollena. Widok ku N

Hala peronowa Dworca Wileńskiego. Widok ku SW

Cerkiew metropolitalna. Widok ku W

Pomnik "Czterech Śpiących". Widok ku NNW

Kościół pw. św. Floriana i Michała Archanioła. Widok ku SE
Spotkanie w grupie
Przesiedziało się z pół godzinki do 9, zastanawiając się nad przebiegiem dopiero pokonanej trasy, która wyniosła ponad 50 km. Przed 9 zjawił się jakiś gość. Po zagadaniu, czy na Czersk okazało się, że jednak nie. Pierwszy zjawił się S. Zjazd nad wybrzeże, gdzie tymczasem dojechał M. Oczekiwaliśmy jeszcze na T.. Nie ujechaliśmy wiele, gdy przytrafiło mi się zwykłe przewrócenie, a wkrótce potem T. złapał kapcia na wystającej ze ścieżki kostce brukowej. Tak wiec krótka przerwa na naprawę problemu. Przemieszczaliśmy się wzdłuż Czerniakowskiej. Przy Bonifacego przejechaliśmy na zachodnią stronę ulicy. Trochę na nas pokropiło. Konkretny postój zrobiliśmy dopiero przy pomniku Sobieskiego na Wilanowie. M. założył błotniki. Ruszyliśmy asfaltową drogą wzdłuż Przyczółkowskiej, trochę rozluźniając szyk w grupie. Skupiliśmy się, gdy skręciliśmy w Przekorną. Na jej krańcu przystanęliśmy i postanowiliśmy skręcić w lewo. Wpierw był to ładnie zapowiadający się asfalt, który wnet przeszedł w drogę pełną dziur. Jakoś tam przejechaliśmy, ale T. miał pewne problemy na kolarce.
Czerniakowska przy Mikkego. Widok ku S

WiIanów przy pomniku Sobieskiego. Widok ku E
Na S od Warszawy
Tak przejechaliśmy pod zboczami Powsina. Skręciliśmy w Borową, gdzie przytrafił się podjazd po kocich łbach. Skręciliśmy w Sadową. Na końcu ulicy zastanawialiśmy się nad dalszą trasą, równocześnie czekając na S., który bawił się na pobliskim zjeździe. Udaliśmy się gruntową Saneczkową. Za torami pojechaliśmy Wąską, przecięliśmy wojewódzką i wjechaliśmy na Szkolną. Była to w istocie powtórka części trasy z mojego wyjazdu kilka tygodni wcześniej. Z M. zajrzeliśmy do ruiny przy Kraszewskiego. Po tych kilkunastu minutach zwiedzania znów byliśmy na kołach. Konstancin opuściliśmy praktycznie przez całą Sienkiewicza. Wyjechaliśmy na główną i udaliśmy się do Góry Kalwarii. Po drodze M. złapał kapcia. Kilka kilometrów przed miasteczkiem część asfaltów była naprawiana (część wylana, część zdarta). W Górze Kalwarii przywitano nas odgłosami syren.
Konstancin Jeziorna. Saneczkowa. Widok ku NEE

Konstancin Jeziorna. Wieża ciśnień. Widok ku SEE

DW 724 między Brześcami i Moczydłowem. Widok ku SSE
Czersk
Pare minut później wjechaliśmy do Czerska. Nie wiedząc czemu, zjechaliśmy na dół, zamiast od razu wpakować się do zamku. Oddaliliśmy się na jakiś kilometr, dojechaliśmy do końca Czerska i zawróciliśmy. Na podjeździe rower mi się zatrzymał. Okazało się, że poluzował mi się koło i opona odbiła w lewo, co uniemożliwiło dalszą jazdę. Na wszelki wypadek nie było to nic wielkiego. Podjechaliśmy pod zamek. Przy wejściu informacja o biletach: cena - 4zł; rowerzyści - zniżka 2 ZŁ. Udaliśmy się na dziedziniec, po czym zaczęliśmy odwiedzanie kolejnych wież. Trwało to jakąś godzinę. Gdy już mieliśmy odjeżdżać, S zerwał się łańcuch. Nie mieliśmy skuwacza, więc prowizorycznie go naprawił metodą kamienia łupanego. Jakoś dało radę.
Czersk SE. DW 739. Widok na zamek ku NWW

Zamek w Czersku. Widok ku SSW

Zamek w Czersku. Widok ku NNE

Zamek w Czersku. Kościół pw. Przemienienia Pańskiego. Widok ku N

Zamek w Czersku. Na horyzoncie po lewej góra śmieciowa w Łubnie. Widok na Górę Kalwarię ku NNW

Skuwanie łańcucha
E strona Wisły
Cofnęliśmy się do Góry Kalwarii, zjechaliśmy na most, gdzie łapał nas deszcze ze śniegiem. Na drugim brzegu skręciliśmy w lewo za wiaduktem. Przejechaliśmy przez Glinki na północ. Przez Otwock Wielki dojechaliśmy na DW 801. W Miedzeszynie po raz drugi S puścił łańcuch, a po prowizorce wkrótce raz jeszcze. Trzecia naprawa trzymała do końca, a przynajmniej póki jechaliśmy razem. W pobliskim sklepie zakup czegoś do jedzenia i odzyskania części sił. Tuż za mostem skończyły mi się zapasy, przez co ten odcinek przejeżdżany był w zmęczeniu i bez większego zwracania uwagi na otoczenie. Rozstaliśmy się na moście Siekierkowskim. M. jechał jeszcze przez jakiś czas z S. Chwilę po wjechaniu na most, widać było nieco zabawną sytuacje. Kierowca auta stała pod prąd przy wjeździe na ów obiekt. Jakiś facet, który wjeżdżał nakrzyczał na nią, a gdy wyprostowała auto, ten z piskiem ruszył zostawiając ją daleko w tyle. Reszta mojej trasy powrotnej przebiegała standardowo po ścieżkach przy Sikorskiego.
Most DK 50 przez Wisłę. Widok ku NNE

DK 50. Wisła na wysokości Góry Kalwarii. Widok ku SSE

DW 801. Widok ku NEE
Zaliczone gminy
- Góra KalwariaMiejscowości mazowieckie
- Konstancin-Jeziorna (+Cegielnia-Obory)- Obory-Łyczyn
- Słomczyn
- Kawęczyn
- Brześce
- Wólka Załęska
- Moczydłów
- Góra Kalwaria (+Stefanów, +Weteranów)
- Czersk
- Ostrówek
- Glinki (+Kępa Gliniecka, +Kępa Pijarska)
- Władysławów
- Kępa Nadbrzeska
- Otwock Wielki
- Wygoda (+C 2007.09.15)
Rower:Delta
Dane wycieczki:
160.22 km (5.00 km teren), czas: 08:51 h, avg:18.10 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hDo Płońska
Środa, 12 września 2007 | dodano: 12.09.2007Kategoria .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Pół nocne, ...Miejscowości mazowieckie
Rano 8-9 stopni. Godzina wyjazdu 7-8. Nad ziemią mgła. Na widnokręgu ledwie dostrzegalne zarysy obiektów 2-3km dalej. Zimno i wiatr z północnego-zachodu. Chmury wisiały nisko. Prędkość 15-20km/h. Nie czuć było zmęczenia, ale trudno mi się było przymuszać do jazdy. W ten sposób mniej więcej wyglądało pierwsze 50km przez Grodziec, Srebrną, Nacpolsk, Dzierzążnie i Górę do Gralewa. Tam już się trochę rozpogodziło i stamtąd poniosło mnie do Płońska z prędkością 30-35km/h. Szybki przejazd przez miasto, zatrzymując się tylko na zakup obiadu, czyli tradycyjnie - kebab przy Grunwaldzkiej.
Wyjazd na DK7, z której zjechało się dopiero na pasach w Szczytnie. Prędkość trochę wyższa. Na odcinku płaskim przez moment udało się dociągnąć do 50km/h. Przez polne drogi Poczernina wyjechało się w Krysku (trasa jak parę lat temu). Skręt w lewo na Rąbież, a gdy skończył się asfalt i zaczął "ciągnikowy" odcinek, przyszło mi się znaleźć w chyba najwyższym miejscu w okolicy (tej części, bo tereny na zachód położone są ciut wyższe) tak, że widziało się odcinek trasy na Nasielsk z Przyborowic. Potem zjazd na Olszyny, Naborowo (tu znów na polną), Kamienica, Pieścidła, Przybojewo i do znajomego. Z tego powodu wróciło się dopiero po zmroku.
Miejscowości mazowieckie
- Szeromin- Szczytniki (-C)
- Poczernin (+C 2007.07.01)
- Pruszyn (-C)
- Rąbież (-C 2004.09.25?)
- Drochówka za Rąbieżą
Rower:Delta
Dane wycieczki:
123.90 km (4.00 km teren), czas: 06:05 h, avg:20.37 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPIERWSZE 200 KM!!!
Środa, 15 sierpnia 2007 | dodano: 15.08.2007Kategoria .2 Osoby, .Wyprawki w okolicy, >200, .Pół nocne, ..Gminy Polska, ...Miejscowości mazowieckie
PIERWSZE 200 KM!!!
Pobudka o 8 rano. Około 30-40 minut przygotowań i w drogę. Miał to być kolejny wspólny wyjazd rowerowy z A. W zaopatrzeniu było 3,5 litra wody i dużo jabłek. Z mp4 na uszach przejechało się 50 km w większości po asfalcie. Przed kościołami pełno ludzi. Przez Chociszewo przejazd na wojewódzką, a nią wprost do Płońska. Tam przez Kopernika na Baboszewo. W Mystkowie skręt w lewo i tak dojechało się do Gralewa po jakichś dwóch godzinach.
Pogadało się o nie tak dawnych, starych czasach i aktualnościach (zbliżających się studiach). Wyjechało się ok. 13. Kurs na południe w kierunku Góry. Stamtąd na Płock. Trasy się nie planowało. Odcinek do Staroźreb pokonany został wśród przejeżdżających co i rusz samochodów. Nie dawało się porządnie rozmawiać, więc w Straoźrebach nastąpił skręt w prawo. Przejechało się koło kościółka i wykończyło czekoladę, która już zaczynała się topić. Można było porozmawiać swobodniej, bo było dużo spokojniej. Mimo to pomyliła się droga i z powrotem wyprowadziła nas na wojewódzką przez Mikołajewo. Wkrótce potem dało się ujrzeć znak informujący, że zostało 18 km do Płocka, a nieco dalej już tylko 13 km. Po krótkim namyśle zachciało nam się przejechać do miasta. W końcu było blisko. Tylko pojawiły się obawy czy zdąży się wrócić przed zmrokiem.

Staroźreby. Kościół pw. Aniołów Stróżów. Widok ku NW
Płock
W Płocku mijał czas między 16 a 17 i jeszcze trochę. Przy wjeździe zamknął się przed nami szlaban. Prócz samochodów dołączył koleś na na BMX. Siodełko maksymalnie opuszczone i ochraniacze. Po podniesieniu szlabanu był szybszy od nas. Ruszył prawą stroną, zbliżając się do w miarę niskiego chodnika. Nie udało mi się uchwycić w którym momencie, ale wybił się na jakiś metr czy półtora i pojechał dalej. Po krótkiej przejażdżce ulicami udało się dotrzeć na Stare Miasto. Tam odżyło trochę wspomnienia z młodych lat, gdy jeszcze dość często jeździło się do tego miasta z rodziną.Wspólna decyzja: JEŚĆ. Przejazd przez Tumską szukając jakiegoś taniego lokalu. Wyjechało się na skarpę koło amfiteatru i przez jakiś czas podziwiało się widok na Wisłę. Przez most akurat przejeżdżał pociąg. Pobyt nie był długi, bo żołądki wzywały. Kurs na rynek i niebawem udało się znaleźć odpowiednie miejsce pod koniec Grodzkiej. Zamówiło się kebaby. W czasie posiłku udało się dostrzec też kolesia od BMXa. Czas minął nam na ławeczce przed karczmą. W momencie gdy już kończyło się moja porcja, wyszła skądś kobieta z "uwagą". Parafrazując - "to nie jest miejsce dla nas". Dokończyło się jedzenie, nie bardzo się tą sytuacją przejmując.

Płock. Wzgórze Tumskie. Widok ku SE

Płock. Wzgórze Tumskie. Na horyzoncie Gostynińsko-Włocławski PK. Widok ku SWW

Płock. Wzgórze Tumskie. W centrum ul. Rybaki, po prawej Zalew Sobótka. Widok ku NWW
Powrót ku NE
Wyjazd Tumską, Królewiecką na DK60. Jazda była uciążliwa przez ruch samochodowy. Rozmawiać też nie dało rady zbytnio. Takie tam wymęczone parcie naprzód. W połowie trasy znajdował się Bielsk z dużym, ładnym kościołem. Przed tą miejscowością i zaraz za nią droga była w remoncie, więc puszczono ruch wahadłowy. W samej miejscowości dźwięki orkiestry w tle, a na planie pierwszym kilka niezbyt trzeźwych osób.Remontowana trasa za Belskiem była podzielona na jakieś cztery odcinki. Na początku strasznie długo stało się na czerwonym. Za nami ustawiło się kilka aut. Oczekiwanie na zmianę światła nas zniecierpliwiło (może było zepsute), wiec się pojechało. Jakby co, można było zjechać na pas remontowany. Raz przyszło mi się obejrzeć do tyłu i ujrzeć, że auta ruszyły. Czyli trochę nam zabrakło do zielonego. Przejechało się z połowę odległości, a tam z naprzeciwka ukazały się światła jadących samochodów. No to pięknie. Nadal było czerwone, a tamci kierowcy ruszyli w owczym pędzie za nami. Nam się udało bez problemu zjechać na pas remontowany, który składał się z podkładu i żużlu. Auta za nami również musiały zjechać. choć już nie tak łatwo. Sytuacja była na tyle komiczna, że nie dało rady pohamować się śmiechu. Wystarczy kilka osób, by podążyła cała reszta. Dalsza trasa przebiegała spokojnie. Wieczorem w Drobinie. Powrót, gdy słonce prawie zaszło za horyzont. Po drodze zatrzymali nas jacyś przejezdni samochodem, którzy szukali jakiejś lokalnej miejscowości. Po dotarciu na miejsce zasłużony odpoczynek, trochę rozmów.
Powrót ku SE
Wyjazd w dalszą trasą, tym razem do domu, miedzy 22 i 23. Zaopatrzono mnie w prowizoryczną latarkę, która zgasła po 8km (a przednia lampka była przepalona). Reszta trasy w wielkich ciemnościach. Wpierw do Płońska przez Baboszewo, dalej na Czerwińsk. W Boguszynie zjazd w lewo na znaną mi żwirową drogę, która trochę skróciła czas mojej podroży.Najgorsze odcinki były przez lasy, gdzie można było kierować się tylko przerwą między drzewami, spoglądając ku niebu. Na asfalcie nic nie było widać. Czasem kierowcy z naprzeciwka nie zmieniali świateł na krótkie waląc mi po oczach, więc trzeba było się zatrzymać. Na odcinku Baboszewo - Płońsk, raz się przez to o mało nie przyszło mi się przewrócić na chodnik po prawej. Czasem trzeba było podpierać się nogą, dzięki czemu udało nie wylądować się w rowie. Najlepsze były spadające meteory i niesamowicie rozgwieżdżone niebo. Rzadko takim bywało. Powietrze przesycone aromatem nocy. Uczucia, jakich dzienna wyprawa nie przekaże. W domu opróżniło się litr mleka i wnet udało się zasnąć. Była 1:15. Rano okazało się, że z koła zeszło powietrze.
Zaliczone gminy
- Bielsk- Stara Biała
Miejscowości mazowieckie
- Marychnów (-C)- Sarzyn
- Zdziar Wielki
- Worowice Wyroby
- Staroźreby Kolonia
- Staroźreby
- Sędek
- Stoplin (-C)
- Dąbrusk
- Jaroszewo-Wieś
- Jaroszewo Biskupie
- Zagroba
- Aleksandrowo
- Mikołajewo
- Teodorowo
- Opatówiec
- Smardzewo
- Woźniki Paklewy
- Ciółkowo
- Ciółkówko
- Ślepkowo Szlacheckie
- Juryszewo (+C 2005.05?, +Gojki, +Glinno)
- Płock (+Trzepowo)
- Nowe Trzepowo (-C)
- Brochocin (-C)
- Tchórz (-C)
- Goślice
- Ciachcin Nowy
- Ciechcin
- Dźwierzno (-C)
- Drwały (-C)
- Kłobie
- Bolechowice
- Zakrzewo
- Ułtowo
- Dziedzice
- Mokrzk
- PGR Psary (-C)
- Psary
- Łęg Probostwo
- Brzechowo
- Kozłówko (-C)
- Kozłowo
- Świerczynek
Rower:Delta
Dane wycieczki:
203.60 km (17.00 km teren), czas: 12:00 h, avg:16.97 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/h


















