Wpisy archiwalne w kategorii
.Zwykłe przejażdżki
| Dystans całkowity: | 9664.31 km (w terenie 1977.90 km; 20.47%) |
| Czas w ruchu: | 661:24 |
| Średnia prędkość: | 14.46 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 60.60 km/h |
| Suma podjazdów: | 850 m |
| Suma kalorii: | 15107 kcal |
| Liczba aktywności: | 569 |
| Średnio na aktywność: | 16.98 km i 1h 09m |
| Więcej statystyk | |
Przejażdżka
Sobota, 19 marca 2011 | dodano: 29.06.2013Kategoria .2 Osoby, .Zwykłe przejażdżki, .Z Kasią
Pochmurny dzień. Wspólnie wyjechało się dość późno. Dojazd pod Chociszewo, do ostatniego skrzyżowania przed krajówką, ale były problemy z jazdą i się zawróciło. Ciężko było się ruszać, a napęd ledwo zipał.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
5.60 km (0.00 km teren), czas: 00:25 h, avg:13.44 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWyganiamy zime
Piątek, 11 marca 2011 | dodano: 29.06.2013Kategoria .2 Osoby, .Zwykłe przejażdżki, .Z Kasią
Po praktykach i obiedzie naszła ochota na przejażdżkę po okolicach. Kurs na zachód, znikając w wąwozie. Dużo błota, spacer po drodze, którą płynęła woda. Dróżka nadal pokryta była lodem. Odwiedziny w wyrobisku piasku, zaliczając mokre buty. Wyszło się w Borku, dojechało do DW 565 i pojechało do Roguszyna. Skręt na Goworowo, a na tamtejszym łuku we wschodniej części wsi zjazd w pola i ponownie błota. Wyjazd koło przystanku przy DK 62. Przejazd przez skraj Miączyna i prosta jazda do domu przed wieczorem.

Granica Wilkówca i Wychódźca. Oblodzona droga do żwirowni. Widok ku S

Granica Wilkówca i Wychódźca. Oblodzona droga do żwirowni. Widok ku SW

Granica Wilkówca i Wychódźca. Oblodzona droga do żwirowni. Widok ku SW

Granica Wilkówca i Wychódźca. W pobliżu żwirowni. Widok ku S

Granica Wilkówca i Wychódźca. Opuszczona żwirownia. Widok ku E

Chociszewo (Borkowo). W drodze do Roguszyna. Widok ku NNE

Goworowo. Pola między centrum wsi i DK 62. Widok ku SWW
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
14.30 km (4.50 km teren), czas: 01:30 h, avg:9.53 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWarszawa
Niedziela, 6 marca 2011 | dodano: 29.06.2013Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Z rodziną
Tego dnia dosłownie udało się "zajechać" do NDM. Może nie tyle rowerem, co sam rower.
- kaseta x
- przednia ~ok poza środkowym blatem
- przerzutki ok
- koło tylne - dwie szprychy x
- nowe stery i linki, sztyca, nowa siodełko ok
- bagażnik ma nowe mocowania do ramy ok
Z trudem dojechało się krajówką do NDM, zjeżdżając na Gałachy drogą koło wieży elektrycznej. Koło Kasyna rower zabrał tata, a busem pojechało się do Warszawy, na wydziałowe zawody w kręgle.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
23.00 km (3.50 km teren), czas: 02:00 h, avg:11.50 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWarszawa - Sprowadzenie roweru
Środa, 16 lutego 2011 | dodano: 29.06.2013Kategoria .2 Osoby, .Pół nocne, .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Z Kasią, .Z rodziną, .Warszawa
Uczestnicy
Zakup roweru Kasi. Testowała go od Strumykowej do Światowida. Tam wsiadła w autobus, a ja rowerem na północ. Przez Poetów do Modlińskiej, wkrótce lądując w Jabłonnie. Spotkaliśmy się z Księgowym w pobliżu jego mieszkania. Razem ruszyliśmy boczną, leśną trasą do Rajszewa. Po kilometrach gadania, rozdzieliliśmy się przy głównej. Po ciemku, wraz z zimnym wiatrem, poniosło mnie ścieżką do NDM, gdzie koniec w aucie.

Strumykowa między sklepem i kościołem Franciszka z Asyżu. Widok ku NE
2011.01.15
Ponad półgodzinna, piesza wycieczka do zagajnika na zakręcie i powrót przez pola. Obserwacja śniegu, błota i efektów mikrohydrologicznych.
DW 565 przy zagajniku na zakręcie. Widok ku NW

DW 565 przy zagajniku na zakręcie. Po lewej ongiś biegła droga polna. Widok ku SEE

Po prawej zagajnik na zakręcie. W centrum drzewa przy DW 565. Widok ku

Po lewej Drzewa porastające wyraźny, N kraniec parowy kończącej się przy DW 565. W centrum woda, spływająca zwykle suchym dnem, prowadzącym do owej parowy. Widok ku SSW

Polna droga, która ongiś ciągnęła się do zagajnik na zakręcie, widocznego po lewej w tle. Po prawej widoczny niewielki zagajnik na wzniesieniu, odkąd zaczyna się zjazd do Wisły - w lewą stronę zdjęcia. Widok ku NWW

Widok ku N
2011.01.21

DW 565 nad Wisłą. Widok ku SSE

DW 565 nad Wisłą. Widok ku NW

DW 565 nad Wisłą. Opuszczony barak. Widok ku SE
2011.01.22

Gdzieś w Warszawie
2011.02.22

DW 565. Sarny. Widok ku NEE
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
26.00 km (3.50 km teren), czas: 02:00 h, avg:13.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPrzejażdżka - Z awarią w tle
Piątek, 17 grudnia 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .2 Osoby, .LSTR, .Zwykłe przejażdżki, .Z Księgowym, .Z rodziną
Słonecznie, mroźno. Mało chmur, wiatr silny ze wschodu.
Pobudka po 9 rano. W necie odszukany przepis na banany w cieście. Przygotowanych zostało z kilkanaście, może zbyt spieczonych, ale jednak jadalnych. Na dworzu za oknem przyświecało słońce, a niebo było nieznacznie tylko zachmurzone. Trochę siedzenia w internecie. Około 11:30 ruszyliśmy z tatą do Modlina. Tam wkrótce mnie wysadził i odjechał, a mi zostało oczekiwać na przyjazd Księgowego. Z początku trwało to po zachodniej stronie ronda, potem przenosząc się na jego część wschodnią. Minęło może z 15 minut i w oddali mostu pojawił się rower. Tak, tym razem to Księgowy. 5 minut wcześniej inny jechał, o czym można było przekonać się dopiero, gdy ten zbliżył się na odległość kilku metrów.

NDM. Księgowy przybywa mostem do Modlin. Widok ku SSW
Krótkie powitanie i pogawędka toczyły się na poboczu ronda. Po kilku minutach i lekkim usprawnieniu hamulca przedniego ruszyliśmy w drogę zaproponowaną przez Księgowego, a więc wzdłuż skarpy. Właściwie on ruszył, a mój rower się stoczył. Niby jedzie, ja kręcę korbą, koło się toczy, ale coś nie gra, nie czuję oporów. Dojechało się na wypłaszczenie i można było sobie pokręcić, a rower stał w miejscu. Coś się stało w okolicach tylnych zębatek. Razem udaliśmy się pieszo w drogę powrotną, przeszliśmy most i ruszyliśmy w stronę targowiska. Schodząc w dół, obserwowaliśmy jak niektórzy zmotoryzowani mieli problemy z wydostaniem się po nieco oblodzonej drodze, co wymagało pewnego pchnięcia z ich strony. Obeszliśmy targowisko od północy, tam gdzie były garaże.
Zawitaliśmy do serwisu w dużym budynku, gdzie jeden obsługi stwierdził, że to trzeba nowe koło albo zaplatać, a i tak nie może, bo jednego ich kolegi od napraw nie było. Skierowaliśmy się do pobliskiego serwisu prowadzonego przez jednego człowieka, całkiem w porządku. U niego została kupiona DELTA brata w roku 2005. Moja była w Jabłonnie tego samego roku, tylko kilka miesięcy wcześniej.
W serwisie poczekaliśmy, pogadaliśmy i tam okazało się, że jest wyjście z tej sytuacji. Facet poszukał i znalazł pasującą część, trochę podłubał i gotowe. Przy okazji okazało się, że kojarzy Księgowego z jakichś zawodów czy innej imprezy.
Za całość zapłaciło się 40 zł, przy okazji ogrzewając się trochę. Gdy wyszliśmy i ruszyliśmy, Księgowemu przemarzały trochę palce u stóp. Trzeba było jeszcze trochę poprawić łańcuch, który był na biegu omykającym i pojechaliśmy przez targowisko, które zdążyło opustoszeć. Udało się nam podjechać tam, gdzie niektóre auta wymiękały i przejechaliśmy most. Dotarliśmy do punktu wyjścia. Ruszyliśmy wzdłuż skarpy podziwiając pokryty śniegiem taras zalewowy. Szczególnie miłe dla oka okazały się zarośla trzcin, które, choć suche i martwe, wspaniale wyróżniały się swą jasnobrązową barwą na tle śniegu.
Minęliśmy szkołę i wyjeżdżające z pobliskiej bramy auto, które z kolei wyminęło nas na podjeździe, przy którym trzeba było zsiąść i podejść. Księgowemu się udało. Ledwo ruszyliśmy, ujechało się może 500 metrów i druga tragedia. Pękła śrubka trzymająca siodełko. W rezultacie metal pouciekał na na śniegu. Ciekawe? Niespotykane? Śmiać mi się chciało. Ruszyliśmy z powrotem na skarpę i pojechaliśmy w stronę dworca PKP, a ściślej kładki nad torami, bo dworzec stał w remoncie. Po dotarciu tam, siodełko zostało położone na ramie, po czym rozpoczęło się przebieranie nogami jak kaczka. Kolana wysoko i do przodu, niewielka rozpiętość nóg i męcząco ogólnie, ale dawało radę jechać. Nie było sensu kontynuować wyjazdu.
Na kładce udało się przypiąć siodełko zipami do ramy tak, żeby tylko się trzymało. Księgowy wypróbował patent i po chwili przełamaliśmy się mikołajem. Sprawdził jeszcze rozkład i gdy okazało się, że pociąg będzie za godzinę, po krótkim namyśle ruszyliśmy znowu w stronę mostu. Przy końcu kładki spotkaliśmy jakąś babcię, którą mijaliśmy, gdy dotarliśmy do tego miejsca pół godziny wcześniej. Wtedy pytał ją o pociąg. Gdy teraz ona się zainteresowała, wyjaśnił jej, że długo by czekać na niego, więc jedziemy. Rozstaliśmy się przy wjeździe na most. Przez moment Księgowy zastanawiał się, czemu nie jadę w stronę Nowego Dworu, bo mu się coś geograficznie pomyliło.
Z początku pieszo, a jazda zaczęła się dopiero za murami twierdzy. Nieco ośnieżone drogi, zaprowadziły mnie do Zakroczymia, ale nie wjeżdżając do centrum, tylko wyjeżdżając na DK62 w okolicach stacji benzynowych. Tam ciężko było się przemieszczać, po do końca nieodśnieżonym pasie serwisowym. Za głównym skrzyżowaniem było już nieco lepiej. Zatrzymał się w pobliżu skrętu na Duchowiznę. TIR na środku drogi (były tam trzy pasy w sumie), a na bocznej drodze stał samochód, który miał jakieś problemy. Gdy weszło się w boczną, nastąpił telefon do domu, a w tym samym czasie rower mi się poślizgnął na lodzie.

Zakroczym (Duchowizna). DK 62 przy skrzyżowaniu, ze skrótem do Henrysina. Widok ku NNW
Przejazd przez las. Wjazd do Henrysina, potem Trębki. Zacinał silny mroźny wiatr. Uda mi przemarzały. Wyjazd na DK 62. Albo pieszo, albo jadąc poboczem, które było na szczęście dość dobrze zrównane, więc nie sprawiało większych trudności. Skróciło się drogę przez Miączyn, skąd po kilkunastu minutach wreszcie udało się znaleźć się w domu. Powoli udało się rozmarznąć. Ogólnie to było poniżej -10 stopni, a wiatr ze wschodu. Uda były już całe czerwone, a rower znalazł się w garażu.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
32.00 km (0.00 km teren), czas: 02:30 h, avg:12.80 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPrzejażdżka - Porażka
Czwartek, 25 listopada 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Z Kasią, .Z rodziną
Pochmurno i zimno. Pobutka rano, ale mimo to zbyt późno. Zamiarem moim było dotrzeć na ćwiczenia czwartkowe, chcąc tam dotrzeć rowerem. Zamiar się nie powiódł. Pół godziny upłynęło jadąc pod wiatr, aby dotrzeć do miączyńskiego podjazdu i wtedy przypomniało mi się, że nie została zabrana jakaś ważna rzecz. Wkurzyło mnie to. Powrót do domu nieco szybciej, z wiatrem i upływającym czasem. Z szcunków - minimalna szansa, by dotrzeć rowerem na czas, ale też chyba tylko wtedy, jakby była ładna pogoda, a rower sprawny w pełni. Wyprawa nie wypaliła. Z tatą do Zakroczymia, w pościg za autobusem. Poranne wydarzenia odcisnęły piętno na nastroju tego dnia, a na zajęcia i tak się nieco spóźniło. Wieczorem kręgle ze znajomymi Kasi.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
3.45 km (0.00 km teren), czas: 00:20 h, avg:10.35 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPrzejażdżka - Miączyńskie wąwozy
Niedziela, 21 listopada 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki
Początek dnia
Pogodnie i przyjaźnie. Mało chmur. Po wstaniu, siedziałam przy kompie, jak zwykle w jesienno-zimowej porze. Grzebiąc w internecie, danych i innych sprawach, przyszło na myśl, że warto byłoby się wybrać gdzieś na chwilę. Słońce przyświecało, ale mi się nie chciało wyjść. Księgowy gdzieś z Agą jechali daleko, jak mi oznajmił poprzedniego wieczoru. Informacja ta nie wywarła silnego efektu, ale tak mnie natchnęło, że jednak też się ruszę na rower. Raczej nie wydawało mi się, że pojadę bardzo daleko, więc po prostu miały mnie ponieść koła. Nie było zupełnie pomysłu dokąd się udać (co nie było niczym nowym - zwykle preferowane było przez mnie spontaniczne wybieranie dróg podczas jazdy). Padło na to, by jechać wpierw w stronę Wisły.
DW 565. Widok ku NNW
Nad Wisłą
Przejazd przez całą dzielącą mnie od niej odległość, ale nie wyjeżdżając wprost z asfaltu, tylko skręcając w lewo, by przejechać przez drogę z kilkoma domkami nad Wisła, znajdującymi się zaraz za wałami. No i tam spotkała mnie niespodzianka w postaci wielkiego psiska, które popędziło za mną. Byłoby dobrze, gdyby tylko droga miała tam jakąkolwiek kontynuację, ale urywała się w polu. Wjechało się na ugorującą ziemię, kręcąc na najmniejszych biegach, starając się nie tyle uciekać, co jechać cały czas. W pewnym momencie pies na chwile odszedł ode mnie, a ja ziuu z roweru. Powoli przechodząc przez pole, dotarło się do wału. Wejście na niego i po zrobieniu zdjęcia, dalej na wschód. Obserwowało się jesienni usypiającą roślinność i wody rzeki po prawej.
Wałem w stronę Miączyna. Widok ku NW
Miączyn na wschód od dworku
Na końcu wału jazda wzdłuż ogrodzenia dość nowo pobudowanego domu. Zjazd z wału ma wschód, na drogę wzdłuż odgrodzenie owego domku. Poprzednia droga (którą wędrowało się podczas szkolnych wycieczek) w tamtym miejscu znalazła się na terenie działki owego domu. U krańca nowszej dróżki dojechało się do postawionego, niewielkiego osiedla domków jednorodzinnych. Po powrocie, w internecie udało się dostrzec, że są tam plany ewentualnego postawienia kolejnych domów, bo działki są regularnie podzielone i tylko czekają na chętnych. Póki co, w tym miejscu były chyba jakieś nieużytki, rosły jakieś chwasty, tak jak od dawna tam było. Nawet gdy w podstawówce chodziliśmy w te strony na wycieczki, na ogniska czy inne zajęcia szkolne. Opowiadano na tych wycieczkach, że w tym rejonie znaleziono kiedyś urny z prochami osób, że kamienie, które były w okolicy i stanowiły tam tak jakby murek, były odstrzeliwane uprzednio w kamieniołomach i widoczne były ślady podłużnych wgłębień na bocznej ścianie przynajmniej jednego z nich.
Miączyn SW. Osiedle domków nad Wisła. Widok ku SEE

Miączyn SW. W prawo dojazd do osiedla domków nad Wisłą. Na wprost droga do wyrobiska nad Wisła. Widok ku SSW
Osiedle i wyrobisko nad Wisłą w Miączynie
Dojazd do osiedla i skręt na północ. Jadąc przez nieużytki docierało się do parowy o ponad dwumetrowej głębokości. Dołem chyba biegła jakaś ścieżka lub dróżka. Nie schodziło się w dół, tylko wzdłuż niego na wschód. Wjazd w wysokie chwasty o cienkich łodygach i białych wiechach. Przebrnęło się przez nie do skrzyżowania. Te rozchodziło się w kilka stron. Na północ droga prowadziła na wysoczyznę po utwardzonej nawierzchni. Ku wchodowi biegła droga przez las, łącząc się w pewnym momencie z wcześniejszą. Od zachodu byłą to tylko niby droga, a na południe prowadziła nad Wisłę. Od niej dalej, jadąc po nawierzchni utwardzonej, skręcało się w prawo, tak jak utwardzenie biegło. Można było jechać też prosto w dół, po drodze polnej. Utwardzenie zamieniło się w drogę betonową, z takiej jakby kostki z dziurami, po której nie jechało się za dobrze. Dojechało się nią do jednego z domków. Podjeżdżało się pod bramę i zaraz potem zaczął się spacer wzdłuż ogrodzenia na wschód. Tak dotarło się pod drugi domek, a psy mieszkańców na mnie szczekały hałaśliwie. Stamtąd tak jakby powrót do zjazdu nad Wisłę. Zjazd i przejazd koło piasków, w których jak wieść niesie, przed wielu laty bawiło się dwóch chłopców, kopali w nim, po czym ich przysypało i udusiło.
Miączyn. Kilkadziesiąt lat temu, te zwały ziemi przysypały dwóch chłopaków ze skutkiem śmiertelnym. W tle ściana lasu z parowami. Widok ku NE

Miączyn. Kilkadziesiąt lat temu, te zwały ziemi przysypały dwóch chłopaków ze skutkiem śmiertelnym. Po lewej widoczny jeden z domków osiedla nad Wisłą. Widok ku NW
Parowy w Miączynie
Objechało się to smutne miejsce, wchodząc na jeden z wyższych puntów porośnięty lasem. Od tamtej pory łaziło się po lesie przez dłuższy czas. Wpierw dostrzec można było na górce pozostałości ogniska. Zejście na dół po przeciwnej stronie. Przedzieranie przez krzaki. Ogólnie było tam dość wilgotno i czuć to było po liściach. Zejście do wąwozu, który tym razem miał ponad 5 metrów głębokości. Rozpoczęło się przemieszczanie na północ, aż się dotarło do interesująco wyglądającego skrzyżowania wąwozów. Nie wspinając się w górę, można było wrócić ku Wiśle, udać się ku północy 3-4 trasami lub przemieszczać się na osi wschód-zachód. Padło na ostatnią opcje, tak by się nie cofnąć. Wkrótce potem wyjście z dna i wjazd na drogę, która prowadziła do jakiegoś gospodarstwa.
Miączyn S. Widok ku SW

Miączyńskie parowy nad Wisłą
Okolice drogi powiatowej
Przyszło wreszcie wracać. Wyjazd lichą drogą terenową z błotem, prowadzącą do gruntowej drogi powiatowej przez Miączyn, ale nie dość tego. Zjazd pierwszą, utwardzoną (choć nie asfaltową) drogą po lewej stronie, prowadzącą do osiedla nad Wisłą. Wyjechało się na skrzyżowaniu, wcześniej już opisanym niedaleko osiedla i nieużytków. Wtedy była odwiedzona odnoga W i S, a wjechało się odnogą N. Pozostało więc poznać odnogę ku E - była to dróżka leśna przez błota. Po drodze wypadła mi butelka wody, którą została zabrana na wszelki wypadek, choć woda i tak nie została użyta podczas wyjazdu. Widać było też w błocie tropy jakichś kopytnych. dróżką tą wnet skręciło się ku N, powracając na wspomnianą wyżej utwardzoną drogę w pobliżu skrzyżowania (tego leśnego odcinka z ową utwardzoną drogą, na jej łuku ku N i ku W. Powrót na górę do drogi powiatowej.Zjazd do skrzyżowania w pobliże piasków (o genezie fluwialnej) u wylotu parowy. Po NE jego stronie stała kapliczka. Ku południu i zachodowi była to właśnie droga powiatowa, a ku północy droga w parowie, prowadząca na wysoczyznę i pola. Na zachód droga, którą pierwszy raz mi się jechało. Mijało się dom przypominający trochę stylem jednorodzinny blok z okresu PRL. Dalej jazda wzdłuż ogrodzenia z siatki metalowej, za którą hasało dużo, dużych psów. Ogrodzenie ciągnęło się przez około 230 metrów, a ku północy podobnie. Blisko ćwierć tego ogrodzonego terenu to las. W rejonie zachodniego ogrodzenie, mniej więcej na osi N-S, granica wsi.
Okolice parowy w pobliżu granicy Wychódźca i Miączyna
Mijało się z jakimiś ludźmi, którzy wózek pchali lub ciągnęli oraz samochód, który z naprzeciwka jechał, mimo że droga to licha była. Jak wkrótce się okazało, była jeszcze gorsza. Stała się drogą tylko polną. Po prawej uprawy truskawek, nieco dalej widoczna zachodnia granica działki z lasem i psami. Po po lewej były drzewa, za nimi zaś duża parowa. Głębsza niż te nad Wisłą. Droga którą się podążało opadła w dół, tworząc niewielką dolinkę. Jednocześnie las był już mniejszy, wielkości kilku drzew, więc można było przejść na sąsiednie pole. Zejście z biegiem dolinki, bo nie chciało mi się wędrować dalej ku N. Trzeba było ominąć wielką kałużę, a w chwilę potem z pola wjechało się na drogę polną, zmierzając znów w stronę Wisły. Po prawej (zachodniej) trochę się teren wznosił, po lewej (wschodniej) wpierw widać było kontynuację dolinki, a nieco dalej już zbocza parowy oraz drzewa po jej wschodniej stronie. Po wschodniej stronie ściany owych drzew przejeżdżało się uprzednio ku N. Ktoś minął mnie ciągnikiem wkrótce po moim zjawieniu się na tej drodze.
Pola w pobliżu granicy (drzewa po prawej) między Wychódźcem i Miączynem. Widok ku N
Wspomnienie
Co ważne, koło tej parowy zdarzyło mi przechodzić w zimę 2007 czy 2008. Poniosło mnie wtedy na pieszą wycieczkę, idąc polami na wysoczyźnie przez ten wąwóz i drzewa, potem w stron nowych osiedli, za którymi dogonił mnie brat, i następnie cały czas już wzdłuż Wisły we dwójkę się szło. Doszliśmy do Miączynka, kilka razy się o mało nie przewróciliśmy na lodzie, goniły nas jakieś psy mniejsze. Przekraczaliśmy wielką Parowę Plebańską i wracaliśmy główną polną trasą miączyńską. Nogi były wtedy od butów nieco uszkodzone. Mama kiedyś opowiadała też, że dawniej chodziła w tych (abstrahując od parowów na granicach wsi) rejonach, gdy robiła jakiś spis bardzo wiele lat wcześniej.Epilog dnia
W miarę jak się zbliżało do ujścia parowy, poziom drogi i dna się wyrównał. Dno dotychczas raczej bezdrzewne, w końcówce było obrośnięte jakimiś krzewami i może pojedynczymi drzewami. Nosiło też wyraźne oznaki miąższej warstwy materiału fluwialnego, który się tam osadził. Polna droga prowadziła pozornie na czyjeś gospodarstwo. Wywoływało to we mnie obawy, lecz szczęśliwie wyjechało się na asfalt koło domów po E stronie drogi przy zakrętach. Ostatecznie, jadąc już szosą, wróciło się do domu. Droga prowadząca do tej ostatniej parowy od dawna mnie intrygowała, a nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się odważyć, aby się tam przejechać rowerem.Rower:Zielony
Dane wycieczki:
9.00 km (0.00 km teren), czas: 00:45 h, avg:12.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hDo Zielonki przez Warszawę
Czwartek, 18 listopada 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Pół nocne, .Z Kasią, .Z rodziną, .Warszawa
Pochmurno, mżawka, zimno. Wieczorem sucho. Opad ponownie przed północą.
Pobudka dość późno, za oknem szara pogoda. Przygotowało się kanapki na śniadanie, trochę herbaty i skromne zapasy powędrowały do sakw. Ze wszystkim do forda, by przed 12 wysiąść pod koniec Modlina. Chwilę trwało nim się udało załadować wszystko na rowery. Przejazd przez oba mosty. Nad rzeką unosiła się mgła, albo to opad był tak drobny, że zdawał się być chmurą. W taką pogodę dojechało się do Czosnowa, gdzie wjechało się w ślepą dróżkę po prawej, która rozbiegała się na kilka odnóg. Dopóki tam nie powstała S7, dróżkami tymi można się byłoby wydostać, ale współcześnie trzeba było zawrócić.
Dojazd do DK7 i przejazd na drugą stronę. Jechało się drogą biegnącą wzdłuż tej trasy. W okolicach za Intercars'em, gdzie droga była dawniej poszarpana dziurami, teraz pokryta była grubą warstwą, jakby mocno ubitej ziemi z żużlem albo innym paskudztwem. Tam gdzie koła aut wyjeździły teren było płasko, a tam gdzie nie, to pozostała taka tarka, jaka zostaje na szutrze po przejeździe równiarka do dróg. Potem było na szczęście lepiej. W Łomiankach jechało się dalej, równoległą do krajówki, aż do skrzyżowania z Wydmową, z której po kilkunastu metrach wjechało się w Dolną. Na skrzyżowaniu za nami trwały jakieś roboty drogowe, więc żadne auta nam nie przeszkadzały. Potem wjazd w wątpliwej jakości ulicę Stary Tor, gdzie dziury i kałuże skutecznie nas spowolniły. Ulicą Pancerz powrót do DK7. Jadąc poboczem wjechało się do Warszawy. Potem skręt w prawo, w Heroldów i trasą koło Huty do metra.
Wyjście na stacji Ratusz Arsenał i chodnikiem przy Solidarności, dojechało się do muzeum Niepodległości. Tam przejazd na drugą stronę i dalej Bielańską, przez Plac Piłsudskiego, po czym wjazd boczną bramą na wydział. Tam ćwiczenia, na które nastąpiło spóźnienie o kilka minut, a trwały od 15 do 18. Po skończonych zajęciach w stronę Placu Zamkowego. Skręt w Miodową i zaraz potem w stronę teatru. Niebawem w prawo i zjazd na Trasę W-Z. Przejazd pod Zamkowym Placem, wjazd na chodnik za przystankami i dalej Radzymińską, którą było nieco ciężko jechać, trudno się zgrać z drogą. Za wiaduktem kolejowym skręt w prawo i po kilku kolejnych, trudnych manewrach, przejechało się ulicą Księcia Ziemowita, przechodzącą w Swojską, na końcu której się odbyła przerwa. Chwilę potem jechało się Janowiecką w prawie kompletnych ciemnościach, mijając kolejne działki o wątłej renomie.
Ostatecznie dojechało się do Ząbek na ulicy Warszawskiej. Zjazd w Chełmżyńską, a potem były kolejno: Szwolażerów, Kołłątaja, Sikorskiego. W związku z przebudowami dróg pod lasem: w Sosnową, Okrzei, Zieleniecka, znów Szwoleżerów i prosto do końca Ząbek. Trwała potem jazda ciemnym poboczem ul. Piłsudskiego do najbliższego zjazdu w prawo. Wśród latarni o pomarańczowym blasku przecinało się tereny zakładowe i dojeżdżało do torów kolejowych, do tego samego miejsca, gdzie zimą wyszło się na światło po nocnej wędrówce w lesie. Wyniosło nas do Zielonki Bankowej. Dalej Waryńskiego i Chopina na północ, potem Kopernika i Skargi. Rowery zostały przypięte do ogrodzenia plebanii, jako że tam byłyby chyba najbezpieczniejsze. Nim to się stało, przyjechał jeden z księży i trwało zwlekanie, aż nie zniknął z horyzontu.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
48.00 km (0.00 km teren), czas: 04:00 h, avg:12.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPole
Niedziela, 24 października 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Z rodziną
Rowerem wieczorem na drugie pole, gdzie standardowa o tej porze roku praca. Powrót po zmroku. Powrót przez asfalt przy parowie. Dziś było nas ciut więcej.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
1.00 km (0.00 km teren), czas: 00:05 h, avg:12.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPole
Sobota, 23 października 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Z rodziną
Rowerem wieczorem na drugie pole, gdzie standardowa o tej porze roku praca. Powrót po zmroku. Powrót przez asfalt przy parowie.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
1.00 km (0.00 km teren), czas: 00:05 h, avg:12.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/h


















