Wpisy archiwalne w kategorii
.Samotnie
| Dystans całkowity: | 57197.72 km (w terenie 5031.65 km; 8.80%) |
| Czas w ruchu: | 3635:29 |
| Średnia prędkość: | 15.71 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 74.20 km/h |
| Suma podjazdów: | 800 m |
| Suma kalorii: | 76839 kcal |
| Liczba aktywności: | 891 |
| Średnio na aktywność: | 64.19 km i 4h 05m |
| Więcej statystyk | |
Z Jabłonny - Poparapetowo
Niedziela, 14 listopada 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .LSTR, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z Kasią, .Z Księgowym, ...Miejscowości mazowieckie, .3-4 Osoby
Piękny słoneczny dzień. Stosunkowo ciepło, jednak w cieniu wyraźnie zimniej. W nocy ewidentnie zimno.
Wstaliśmy nieco późnym, bo już jesiennym rankiem. Poprzedniego wieczora przybyliśmy we czworo do Księgowych (w sumie było nas 6 osób) na parapetówkę i do 3 nad ranem jeszcze co poniektórzy nie spali, nocne prowadząc rozmowy. Docierając na miejsce, zabrany został ze mną rower – rodzice mnie podwieźli do Jabłonny, bo padał duży deszcz. Wszyscy pieszo odprowadziliśmy się na przystanek w stronę Żerania, a potem jeszcze mój powrót do Księgowych. Trochę pogadaliśmy, tak mniej więcej do 13-14. W tymże czasie trzeba było wyjeżdżać, żeby zdążyć przed zapadającym około 16 zmrokiem.
Po starcie okazało się, że jest mały problem, bo coś mi się w napędzie zaczęło klinować. Musiałam jeszcze się zatrzymać na moment, żeby obejrzeć problem i go naprawić. Łańcuch mi się nie wrzucił na odpowiednią tarczę, a był wtedy tak zużyty, że środkowe nie działały. Jadąc powoli jakoś udało się dojść z tym do ładu. Kurs w stronę lasku na północ od osiedla. Cały czas jechało się utwardzoną nawierzchnią. Gdy dojechało się do zalesienia, okazało się że znajdują się tam odgrodzone domy i przejazdu nie ma. Jechało się więc wzdłuż ich południowej granicy po ścieżce terenowej, na której leżało wiele liści.
Dojazd do uliczki, którą raz przyszło mi jechać z Pawłem, a raz samotnie w nocy, przez nieużytki w stronę Księgowego osiedla. Kurs ku głównej trasie, ale skręt w prawo, w uliczkę Spokojną, ostatnią przed wjazdem. Gdy się skończyła - znowu w prawo i tak obwodnicą, niejako dla rowerów, przejeżdżało się przez tory, omijając wiadukt. Przy tym wszystkim widać było suchą szosę, z tylko miejscowymi śladami nie wyschniętego, nocnego opadu. Za torami skręt we Wrzosową, dróżkę prowadzącą do ruin kasyna (waypointa) i innych ruin, wcześniej położonych, które odwiedziliśmy jeszcze w 2008. Teraz były zrównane z ziemią. Po błotnistej drodze, zaraz potem skręt na północ. Wkrótce jechało się po kostce, aż do wyjazdu koło ruin koszar.
Przejazd DW 632 i dalej do centrum miasta. Mijało się kościółek, dalej wąską uliczką, wijącą się nieco wyżej niż reszta miasta. Ostatecznie wyjechało się Tatrzańską i przejeżdżając na drugą stronę krajówki. W pewnej odległości mijało się dawny dom Księgowego, skąd w stronę torów. Przejazd na drugą stronę, jedno skrzyżowanie, a na kolejnym skręt ku północy, by mniejszymi uliczkami (Okrzei, ruina na skrzyżowaniu, projektowana) wyjechać w pobliżu ciepłowni. Potem przejazd do zachodniej wylotówki na Łajski, która w gruncie rzeczy nie była mi znana. Nie została przejechana i tym razem, lecz została przecięta, wjeżdżając w niewielkie, starsze osiedle. Droga skończyła się ogrodzeniem długiego budynku. Chodnikiem pod najbliższym blokiem, by potem nieco zawrócić się. Skręt na północ, przy ruinie jakiegoś lokalu (chyba gastronomiczny).

Orląt Lwowskich w pobliżu kościoła pw. Matki Boskiej Fatimskiej. W centrum zakręt w Tatrzańską. Widok ku NNE

Legionowo. Olszankowa. Ciepłownia "PEC". Widok ku NNW
Można jednoznacznie określić kolejny etap, jako droga bez asfaltu. Jadąc jeszcze wśród domów, docierało się do lasu, który graniczy z Legionowem od północy. Droga była przystosowana dla aut, bo szeroka. Wo wznosiła się, to opadał, choć cień drzew nieco mnie wychłodził. Ciepło było jedynie wtedy, kiedy na mnie przyświecało, choć ogólnie dzień był przyjemny. Za lasem dość rozproszona zabudowa Skrzeszewa. Wyjazd w pobliżu rond i dalej na północ. Ulica Kościelna – poprzednim razem jechało się nią wraz z Księgowym i P. w okresie wielkanocnym. Tym razem, po skręcie w prawo na kostkę, jeszcze raz w prawo i dalej gładkim asfaltem, mając za sobą pięknie przyświecające słońce. Było wybitnie pusto i jedynie na horyzoncie widoczna była ściana lasu. Stało ledwie kilka domów gdzieś w oddali. Wkrótce nieco się to zmieniło. Pojawiły się domy po lewej stronie i kilka odchodzących dróżek, na które kusiło mnie, aby tam wjechać.

Kałuszyn E w pobliżu Legionowa. Leśna droga prowadząca do Skrzeszewa, odchodząca od Alei Róż, przechodząc przez Perzowy Kieszek. Widok ku NNW
Wyjazd na główną do Dębego, w pół drogi między rondami i skrętem na Komornicę, tak więc nadłożyło się nieco drogi. Przejazd przez zaporę szosą. Po wjechaniu na wysoczyznę rozglądanie za drogą w lewo. Gdy do takiej się udało dotrzeć, trzeba było szukać momentu, by na nią zjechać, bo jeździło sporo aut. Na poboczu stał jeden, którego chyba dopadła awaria. Nowy odcinek wiódł mnie przez wsie nadnarwiańskie. Dosłownie "nad", gdyż wszystkie były ulokowane na wysokim brzegu. Od dawna zastanawiało mnie, co jest w tym rejonie, gdy jeździło się w stronę Serocka i z powrotem. Na całym odcinku było mokro, z rzadka trochę nawierzchni było suchej. Niewiele było też asfaltów. Pierwsza wieś należała do tych bardziej wysuszonych i utwardzonych. Była też nieco monotonna. Wpierw kilka domów, potem zdecydowanie bardziej otwarte przestrzenie i wysuszone niskie rośliny. Miejscami widywało się sady. Z naprzeciwka jechały jakieś dzieciaki.

Droga do DK 62, na odcinku w pobliżu granicy między wsiami Wójtostwo SE i Stare Orzechowo E, w pobliżu granicy z Dębe W. Widok ku NW
Na pewnym skrzyżowaniu, gdzie jedna droga prowadziła na pola w prawo, a druga nie wiadomo gdzie, choć raczej w dół, wybierając wariant pierwszy, bo nie chciało mi się ryzykować zjazdu nad rzekę. W ten sposób poniosło mnie na miejscami błotnistą drogę. Mijało się bardzo dużą kałuże w pobliżu gospodarstwa, lecz stopniowo obszar się wznosił, był mniej nasiąknięty, a teren bardziej trawiasty. Tak wyjechało się na krajówkę. Przejazd przez wieś, która znajdowała się w rozległym obniżeniu na tej trasie i skręt w lewo. Dojazd do wsi bardziej zalanej od innych. Od rzeki stały domy, a po drugiej stronie pola i sady podtopione. Również kapliczka tam stojąca była zalana. Wkrótce asfalt się skończył, a zaczęła męczarnia przez drogę, którą spływała woda i to w ilościach, może nie przytłaczających, ale sporych. Maksimum opadów było chyba nocy, sądząc po jej wyglądzie. Trzeba było iść, bo rowerem się nie dało przejechać. Chcąc zrobić zdjęcie, w tym celu wychodząc w pole, to grunt niemal się pode mną zapadał.

Stare Orzechowo. DK 62. Przebieg dawnej linii kolejowej z Legionowa do Nasielska. Widok ku SE

Stare Orzechowo. Droga z DK 62 do nadrzecznej części wsi. Widok ku S

Stare Orzechowo SW w pobliżu z Nowym Orzechowem SE. Po prawej Rurociąg Przyjaźń na pozostałościach kolejowej linii z Legionowa do Nasielska. Widok ku SEE
Kolejny wyjazd na krajówkę i zaraz potem znów lewo. Droga terenowa skończyła się w gospodarstwie, więc te trzeba było obejść z boku przez grząskie pole, aż do drogi przez wieś. Tam widziało się, że po lewej stronie, w miejscu głębokiego wąwozu, nasypywano dużo ziemi, a i tak deszcze w nich wyryły spore rowy. Wkrótce znów trzeba było wrócić na krajówkę i zaraz potem ponownie skręcić w lewo. Odcinek był krótki – kilkaset metrów na zachód, rozjazd, gdzie spływała woda, mnie poniosło w lewo, ale nawrót, gdy droga okazała się gwałtownie opadać. Główna. Z niej w lewo i od tamtej pory widać ją było dopiero w Pomiechówku. W międzyczasie jechało się po zakałużonym asfalcie, który zamieniło się na biegnący po dużym łuku szuter, gdzie mijało się idącą spacerem rodzinkę. I znów wjazd na asfalt. Droga w dół. Nieco szybciej jechało się przez Czarnowo, mającą trochę bardziej zróżnicowany charakter przestrzenny, aż do rozjazdu, gdzie droga w lewo prowadziła na tereny zalewowe, a wąska uliczka w prawo, pomiędzy domami pod górkę i trochę w błocie.

Nowe Orzechowo. Droga do centralnej, nadrzecznej cześć wsi. Widok ku S

Nowe Orzechowo. W centralnej, nadrzecznej części wsi. Widok ku S

Kikoły E. Widok ku SWW

Droga między Kikołami i Czarnowem. Widok ku SWW

Czarnowo S. Widok ku SWW
Wyjazd koło bramy ogrodów działkowych. Dalej jazda ścieżko-chodnikiem przez Pomiechówek. Za Wkrą skręt lewo, przed torami w prawo i zakupy w sklepie. Popas największy na trasie. Zmiana ciuchów na jazdę nocną i w drogę. Dalej wzdłuż krajówki na tyle daleko, na ile było można, ale po tej samej trasie. Skręt w prawo, kilka kilometrów przed Modlinem. Przejazd jakąś zapuszczoną okolicą, którą jechało się raz i to bardzo dawno temu, jeszcze za dnia. Dojazd do nieco większej drogi, skręt w prawo, chwilę potem w lewo. Skończył się asfalt. Skończyły domy. Jazda po ciemku wśród pól. Z początku dobrze. W pobliżu murów lotniska błoto. O mało nie przyszło mi się wywalić. Przejazd koło cmentarza i wyjazd na trasę z Pomiechówka, którą się poprzednio jechało. Przed wjazdem na obwodnicę Modlina przerwa, żeby się posilić na poboczu. Kolejny etap – tzw. wykończeniówka – obwodnica, wiadukt i DK 62 ze zjazdem na Trębki.
Miejscowości mazowieckie
- Nowe Orzechowo (+C 2005.7?)- Kikoły (+C 2005.7?)
- Czarnowo (+C 2005.7?)
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
66.50 km (0.00 km teren), czas: 05:00 h, avg:13.30 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPole
Niedziela, 24 października 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Z rodziną
Rowerem wieczorem na drugie pole, gdzie standardowa o tej porze roku praca. Powrót po zmroku. Powrót przez asfalt przy parowie. Dziś było nas ciut więcej.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
1.00 km (0.00 km teren), czas: 00:05 h, avg:12.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPole
Sobota, 23 października 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Z rodziną
Rowerem wieczorem na drugie pole, gdzie standardowa o tej porze roku praca. Powrót po zmroku. Powrót przez asfalt przy parowie.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
1.00 km (0.00 km teren), czas: 00:05 h, avg:12.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWarszawa - Przez Palmiry
Środa, 20 października 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Pół nocne, .Z rodziną, .Warszawa
Chłodnawo i pochmurnie. W nocy piękny księżyc, przeświecający przez chmury. Pod koniec podróży niewielki opad.
Po zajęciach rowerem do metra. Wyjście na Marymoncie, a dalej do Nocznickiego. Skręt w Rokokową, aż do przejazdu kolejowego. W tym miejscu ulica skręcała, ale można było pojechać dalej prosto, co mnie nęciło ile razy nią się jechało. Teraz nadeszła na to pora, więc się po prostu ruszyło. Jakościowo słaba i mało używana. Ciągnęła się wzdłuż chaszczy. Domy były po lewej stronie, w odległości około ćwierć kilometra. Ciekawie było spojrzeć na ul. Radiową z tej perspektywy. Droga dotarła do budynku, w którym ktoś chyba pilnował porządku na torach. W każdym razie ktoś tam był i auto stało. Droga w tym miejscu skręciła do tego budynku, a dalej straciła resztki utwardzenia.

Końcowy odcinek linii nr 938 Warszawa Jelonki – Radiowo. Widok ku N

Końcowy odcinek linii nr 938 Warszawa Jelonki – Radiowo. Widok ku SEE
Dalsza jazda przyniosła niespodziankę. Po drugiej stronie torów stał opuszczony budynek, więc warto było wybrać się na rekonesans. Trwało to tak krótko, jak mały był budynek. Piętrowy, bez szyb, z piwnicą. Albo warsztat, albo też coś z kolejami, bo bezpośrednio przy torach stało. Z góry rozciągał się lepszy widok na okolicę. Dalej na zachód. Droga polna, miejscami gruz. Mijało się coś na kształt skrzyżowania, ale jechało się dalej. Tak droga się skończyła. Nie zawracało mi to jednak uwagi. Przez pole-łąkę była kontynuacja do Radiowej, więc tam kurs. Efekt był taki, że wyjechało się koło czyjegoś warsztatu samochodowego. Przejazd przez otwartą bramę, ale za którą nic nie stało. Można pomyśleć, że właściciel terenu nikogo nie spodziewał od strony torów. I tu był błąd.
Na światłach przerwa, by zmienić nieco ubiór. Z grubej kurtki na nieco lżejszy odpowiednik. Umęczyło mnie to, bo suwak nie działał jak należy. Po drugiej stronie, w Mościskach, zjazd na połowę Chabrowej, równoległą do 3 mają. Wierzbową powrót na główną i niebawem dojechało się do Lasek. Nieco mnie tam pogubiło. Skręt na północ zaraz za rondem koło kościoła. Małymi uliczkami jechało się wzdłuż lasu po lewej stronie. Dojazd do zakładu dla ociemniałych i wjazd na trakt partyzancki. Była już wieczorna szarówka i minimalna widoczność. Tak rozpoczęła się nocna jazda przez Kampinoską Puszczę.
Traktem przejazd do Sierakowa. Tam już drogę oświetlały latarnie. Przejazd asfaltem do końca wsi, aby dalej przeć na zachód. Wyjazd z zabudowy i po jakimś czasie mijało się kilka luźno położonych domów. Mijało się je. Spieszno było jechać dalej. Jazda o tej porze przez las dawała niesamowite doświadczenia. Zdarzyło się, że niemal dokładnie tą sama trasą już mi się zdarzyło jechać wcześniej, ale odbyło się to w dzień. Mimo tego nie udało mi się jednoznacznie stwierdzić, ani gdzie dokładnie jestem, ani jak daleko mi zostało do jakiejś cywilizacji. Rosło pragnienie, by jak najprędzej się przebić do drogi znanej sobie drogi. Chciało mi się dotrzeć do domu jak najrychlej. Udało się wydostać i jechać po kocich łbach, czy raczej ich poboczem, o ile się dało. Nie było już zbyt dobrego światła, a zdarzał się na tej trasie jadące samochody. Gdy pojawiły się plansze z mapą, zatrzymały mnie nieco dłużej, by móc określić, którędy dalej jechać. Ponadto był czas na skomunikowanie się z mamą przez telefon. Telefon już wysiadał. Ustalone miejsce spotkania zostało na Czosnów przed wjazdem od NDM.
Z ulgą powitane zostały Palmiry, mijając je z radością. Od tamtej pory rozpoczął się asfalt. Droga miejscami miała jakieś nierówności, a poza tym była w sam raz do jazdy. Kompletna ciemność, sporadycznie jadące auta i wijąca się droga. Księżyc w pełni oraz pojedyncze chmury, które wyglądały jak cienie, gdy przemieszczał się przed jego tarczą. Od dawna brakowało mi takich, ale doświadczenie było zbyt krótkie. Ostatecznie dojechało się do wsi pod lasem, przejeżdżając przez nią. Pojawiła się DK7, która została przecięta. Stamtąd jeszcze drogą bez zabudowy dojazd naprzeciw kościoła w Łomnie. Pozostał mi tylko ostatni odcinek do Czosnowa (gdzie rower wylądował w samochodzie, którym przyjechała mama), którą przejechało się dość szybko. Cały ten etap przejechany na wyższych biegach. Całości towarzyszyła muzyka z MP3.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
30.00 km (9.00 km teren), czas: 02:00 h, avg:15.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWarszawa - Do Sulejówka
Sobota, 16 października 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Z Kasią, .Warszawa
Pogodnie, ale zimno i wietrznie.
Zaczęło się od tego, że trzeba było zebrać co nieco w Trębkach. Padła decyzja, że jadę tam tylko rowerem i tak się stało. Trasa przez Miączyn i DK62. Za Goławinem, w połowie obszaru prawie niezabudowanego, zjazd na polną drogę w prawo. Polami poturlanie trochę w dół. Była tam niewielka dolinka, a w każdym razem obniżenie, którym spływała woda. Gdy tylko miała taką okazję. Przejazd lawirując w stronę czyjegoś domu, gdzie wybrana trasa mnie poprowadziła. Urwała się i zakończyła w zaoranym polu. Wejście na nie, ruszając w stronę DK 62. Gdy udało się dotrzeć do miedzy, nastąpił spacer wzdłuż niej, aż do dróżki prowadzącej m.in. do wspomnianego domu. Wyjazd na asfalt i zjazd z niego już za skrętem na Kamienice, zaraz za kolejnym domem. Biegła tam droga polna w stronę lasu Złotopolickiego. Trzeba było wyminąć ciągnik, który stał na drodze, a właściciel z kimś gadał. Droga zakończyła się pod lasem i krótki fragment trzeba było jechać skrajem pola. Jechało się tak do drogi, którą jakiś czas temu ktoś zablokował przed wjazdem i sobie nieco urolnił. Szkoda, bo przez to nie można już swobodnie jechać z tej strony do lasu. Zwinnie przejechało się przez barierkę, kilka minut później będąc na polu, gdzie przez godzinę czy dwie trwała pomoc w czynie rolnym.
Dalej w stronę Kroczewa, ale nie docierając tam. Skręt w prawo, odtąd jadąc mniej więcej po granicy powiatów. Droga się skończyła i jechało tym, co zostało wyjeżdżone przez samochody, albo polem, albo miedzą. Wyjazd koło DK 7. Tam jazda wzdłuż niej, w stronę Zakroczymia. Tam przejazd. Wiaduktem, koło cmentarza i przez Modlin (Bema i wzdłuż boiska). Omijało się centrum NDM, główną jadąc dość żwawo do Jabłonny. Po drodze wyprzedali mnie Księgowy z Agnieszką, ale z auta i nie było ich widać. Potem pisali na forum, że mnie widzieli i dzwonili, ale komórka nie została odebrana – w końcu była wyłączona.
Skręt w stronę legionowskiego rynku, szukając sklepu, gdzie można by kupić bilet, ale w żabce nie było, a reszta już pozamykana. Małe zakupy i dalej na perony. Sprawdzenie rozkładu na peronie i powrót na normalny obszar. Okazało się, że postawili biletomat przy wyjściu z podziemia. Tylko tak sprytnie, że idący ulicą można go nie rozpoznać, jak to ze mną było. Zakupione co trzeba i lądując znów na peronie. Minęło kilkanaście minut i podjechała SKM. Dla mnie chyba efektywniej jest jechać cały czas rowerem, bo i chyba szybciej, niż liczyć na pojawienie się kursującego co półgodziny składu. Przejazd w ostatnim przedziale. Tylko jedna, oprócz mnie, osoba z rowerem tam jechała. Wyjście na Gdańskim i dalej przez Stare Miasto na wydział, gdzie przypięty został rower. Dalej tramwajem na Wileński, potem na Wschodni, by wraz z Kasią i jej dwójką znajomych udać się wprost do Sulejówka, gdzie był film, karaoke itp. w dużej grupie ludzi.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
54.00 km (0.00 km teren), czas: 04:00 h, avg:13.50 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWydział - Problemy z łańcuchem
Czwartek, 2 września 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z Kasią, .Warszawa
Słonecznie z przelotnymi opadami. Zachmurzenie 5-6/8

Czosnów SE. Granica S/DK 7. Widok ku E
Rozpoczęło się ciężko, pogoda nie zachęcała, a łańcuch sprawiał kłopoty. Naszły myśli, aby zawrócić. Udało mi się przemóc i przejechać DK 62, most, a potem wzdłuż 7. Zjazd z niej w Łomiankach w ul. Warszawską. Po drodze zakup skuwacza do łańcucha, tak na wszelki wypadek. W Warszawie ulicami Wóycickiego, Żubrową, Dzierżoniowską, 7, Heroldów, Encyklopedyczną i Zgrupowania AK dojazd do metra. Wyjście na Świętokrzyskiej. Kasia wyszła z McD, a dziewczyny udały się w swoją drogę. Miały poprawę. Na pieszo przez Kredytową, gdzie się udało odświeżyć. Kurs Krakowskim w stronę zamku. Pod pałacem stały tłumy pod „krzyżem”. Dalej dookoła Metropolitanu, a potem Wierzbową do parku. Mijało się ambasadę chińską na Wałowej. Przed wiaduktem przy Dworcu Gdańskim, odpoczynek na trawie. Potem w jakąś uliczkę koło biurowca, lecz była zamknięta. Wzdłuż głównej do Arkadii. Tam pizza w Pizza Hut. Nie przepadam za tą siecą. Na dworzu próby, by coś zrobić z łańcuchem, tak żeby mi nie omykał. Dalej już po ciemku ulicami Popiełuszki i Marymoncką, a po jakimś czasie udało się dojechać do Łomianek, by potem długo jechać na Czosnów. Koniec przed niebieskim mostem, gdzie podjechano po mnie autem. Niebawem zaczęło padać.

Krakowskie Przedmieście. Po prawej Pałac Prezydencki. Widok ku N

Krakowskie Przedmieście. Po prawej Pałac Prezydencki. Widok ku N
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
84.50 km (0.00 km teren), czas: 07:00 h, avg:12.07 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWarszawa - Powrót w deszczu
Piątek, 27 sierpnia 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z Księgowym
Od rana mżawka przechodząca w deszcz, później słonecznie.
Start przed ósmą rano. Skręt w lesie, w drogę asfaltową, która kończyła się małym parkingiem. Kontynuacja drogą gruntową, która skończyła się koło czyjegoś domu, takiego bardziej bogatego. Dalej ścieżką na południe od niego i koniec przy ogrodzeniu. Problem w tym, że wewnątrz niego, nie wiedząc jak i kiedy mnie tak poniosło. Odkryte zostało miejsce bardziej dogodne do przedostania się, przecisnięcia roweru na drogę, a chwilę potem również siebie. Jechało się przez wschodnią część Marek ulicami Zachodnią, Wesołą i Stawową, aż dojechało się do Radzymińskiej. Do kolejnego skrzyżowania jechało się ku północy, na światłach przedostałąc się na drugą stronę, trafiając na ulicę Małachowskiego pomiędzy nowym osiedlem. Skończyło się terenami zielonymi, ale jakimiś ubogimi. Wjazd w obszar zadrzewiony, gdzie trochę mniej na mnie padało.
Wyjazd na ulicę Parkową. Doprowadziła mnie do wzgórza, które już było widać nieraz. Tym razem była okazja obejrzeć je bliżej i było to chyba jakieś gruzowisko. Przejazd przez krzaki, jakąś ledwo widoczną dróżką, wydostając się z jego otoczenia. Dalej ulicami Okólną i Grunwaldzką do kiepskiej jakości ulicy H. Sienkiewicza. Parkową śmignęło się pod lasem. Biegł tam sobie jakiś pies. Gdy tylko mnie wyprzedzał, zatrzymywał się. Po wymijani była chwila spokoju, a potem on znowu mnie... I tak przez jakąś połowę ulicy.
Wyjazd w pobliżu zatoczki dla busów i dalej prosto do Legionowa. Tam do Księgowego. Suszenie przez jakieś dwie, czy trzy godziny, kiedy to sobie gadaliśmy, a potem ruszyliśmy w stronę przejścia podziemnego pod torami. Zajechaliśmy do rowerowego, gdzie coś tam chciał dostać. Potem on wrócił do siebie, a ja ulicami Batorego i Kościuszki do Chotomowa. Na rondzie ku S. Koło cmentarza przejazd terenem do ulicy Tęczowej, która była w złym stanie i znacznie zakałużona, lecz doprowadziła mnie do lasu. Wjazd do niego, by na wstępie zrosiła mnie woda z liści. Dalej cały czas przed siebie. Pod koniec zrobiło się bardziej grząsko, a i droga też gdzieś wsiąkła. Przedzierając się przez krzaki udało mi się dotrzeć na drogę do NDM, jakoś niedaleko od strony Jabłonny.
Skręt w ulicę Malwową w Rajszewie, a potem jazda na zachód. Wyjazd koło kapliczki. W NDM wjazd na Osiedle Młodych. Kręcąc się tam, udało mi się zagęszczać sieć przejechanych tras w tym rejonie. Wyjazd na Morawicza i tam zjazd w polną drogę. Dojazd w pobliże szpitala i skręt w kierunku NW. Dalej kilka domów, między którymi przejazd, wyjeżdżając na nieużytki. Z nich powrót do Morawicza, ale żeby się wydostać, trzeba było podejść pod kilka metrów stromizny drogi. Żeby było trudniej, ziemia była mokra i błotnista. Kolejne uliczki, po wydostaniu się na górę to: Partyzantów (z okrążeniem jednego domu), przejazd miedzy dwoma blokami w kącie Legionów i Modlińskiej, potem Mazowiecka i w długą do Modlina. Tam ul. Płk. Malewicza między blokami i Gen. Bema, przy której okrążenie ostatniego bloku. Na koniec przejazd przez Zakroczym, Henrysin i Trębki, a potem DK 62 i Miączyn.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
75.00 km (0.00 km teren), czas: 07:00 h, avg:10.71 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hDo Zielonki
Czwartek, 26 sierpnia 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Z Kasią, .Z rodziną
Start z Modlina. Jadąc przez NDM skręt w Nałęcza, ale ledwo dojechało się do przejazdu, gdy go zamknęli, więc trzeba było wrócić do Partyzantów i skręcić w Padarewskiego. Za torami zjazd w stronę dworca i jazda wzdłuż torów na wschód ul. Małą do Leśnej. Dojechało się do Os. Młodych na ul Młodzieżową, między blokami do wyjazdu z miasta. Skręt w Wólkę Górską, dojazd do wału. Przejazd u jego podnóża 600m i odbicie nieco na północ. Po kolejnych 400m dojazd do granicy lasu i jazda wzdłuż niej przez kolejne 600m. Aż do wału była to jazda po nieużytkach i zaroślach. Ciężko na najniższych biegach. Wejście na wał, a zaraz potem zjazd, by ruszyć przez las na północ. Mijało się bardzo zarośnięte stawy po lewej i prawej.
Dojazd do ul. Rybackiej w Suchocinie. Wiślaną znów do wału, którym odtąd jechało się do Skierd. Wyjazd na ulicę Nadwiślaną, która była z kostki. Skręt na północ w Lipowa i już jechało się ścieżką wzdłuż głównej. Skręt przed lasem na Rajszew i nawrót kolejną ulicą Leśną. Kończyła się ślepo, bo znajdowały się tam jakieś materiały budowlane, hałdy ziemi i chwasty. Przejście do lasu, ścieżką leśna wyjazd koło przystanku. W Jabłonnie skręt w ulicę Szkolną i jazda wzdłuż obwodnicy. Na węźle w Brzozową (do końca), nawrót i przejazd przez wydmę ulicą Zagajnikową. Skręt w lewo i nawrót, gdy droga wjeżdżała na czyjąś posesję. Cofnięcie się trochę, po czym sytuacja się powtórzyła. Powrót w pobliże Modlińskiej i wjazd raz jeszcze między ostatnie zabudowania, lecz od południa.
Powrót do Skierdowskiej i przejazd na Dębową. Tą do Obrębowej, którą przemieszczało się przez las do torów. Tam chciało mi się przedostać przejściem podziemnym. Z rowerem do windy i coś się nie udało. Po wyjściu nie można było zabrać roweru. Zejście na dół i sprowadzenie windy przyciskiem. Dopiero wtedy można było wejść do środka i wyprowadzić rower. Na drugą stronę z rowerem na rękach. Dalej mieszaniną ulic: Kłosowa, Brzezińska, Zagrodecka, Na Przełaj i Ślepa. Z ostatniej skręt na wschód. Gdy skończył się las, jechało się jego obrzeżem. Udało się przebrnąć przez ten teren do ulicy Leśnej w Michałów-Grabinie. Skręt w Kwiatową, a potem Przyrodniczą. Przecięło się Płochocińską, potem jazda Długowieczną przejazd mostem nad kanałem, wjeżdżając w ul. Kobiałka. Na jej końcu skręt w ul. Olesin, w prawo w Mańkowską, w lewo Ruskowy Bród i ponownie w Zdziarską, a potem na południe pod lasem ulicą Kroczewską.
Jechało się cały czas na południe, aż do kanałku, potem wzdłuż niego do ul. Adama Mickiewicza i skręt w Sosnową. Dalej na południe wzdłuż Radzymińskiej do Decathlonu. Tam proste zakupy, po czym przez Narutowicza do Szpitalnej, a potem starą, wypróbowaną trasą przez las do ul. Drewnickiej i Wiejskiej. Potem DW 632 do ronda i w Marecką do torów. Już razem poszło się ul Kolejową do Kołłątaja i tam na sushi. Potem szło się Literacką, Sienkiewicza i Łukasińskiego koło gimnazjum. Za torami przejście przez teren kościoła i do domu Kasi. Z powodu dużego deszczu lepiej było zostać do kolejnego dnia.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
58.00 km (0.00 km teren), czas: 04:00 h, avg:14.50 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/h4 dni w Pieniny IV - Do Krościenka nad Dunajcem
Sobota, 14 sierpnia 2010 | dodano: 08.02.2017Kategoria .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2010 Pieniny
Ponownie start po 7. Pochmurno. Przejazd przez Dunajec, po drugiej stronie przez prawie pustkę, a potem przerwa w Radłowie. Tam szybkie, ale drobne zakupy, większe pragnąc zrobić dopiero w Brzesku. Za Brzeźnicą droga znikła w lesie, ale jaki asfalt tam był! Lewy pas w większości ok, ale mój był tak połatany, że słów brak. Gdy nic nie jechało, zjeżdżało się bliżej środka, albo nawet na lewą stronę. Za lasem widać było oznaki przechodzących tam niedawno opadów. Nie pojawiły się tak od razu, a bliżej Szczepanowa, ale i tak oznaczały, że udało się przenocować w dobrym rejonie.

Biskupice Radłowskie. Po noclegu przy DW 975

Biskupice Radłowskie. DW 975. Cmentarz z IWŚ po S stronie drogi. Widok ku SSE

Biskupice Radłowskie. DW 975. Cmentarz z IWŚ po N stronie drogi. Widok ku NE

Biskupice Radłowskie. DW 975. Dunajec. W centrum Żabno. Widok ku NNE

Radłów. DW 975. Kościół pw. św. Jana Chrzciciela. Widok ku SW

Radłów. DW 975. Kościół pw. św. Jana Chrzciciela. Widok ku NNE
Choć było przeważnie płasko, drążyło mnie jakieś zmęczenie tego ranka. Do Brzeska dojechało się przez Szczepanowice, ale był to wynik pomyłki. Planowane było pojechać przez Sterkowiec, a zamiast tego z roweru podziwiało się duży kościół na wzniesieniu, nieco tylko na północ oddalony trasy. Zgodnie z założeniem porannym, w mieście trwały poszukiwania czegoś ciepłego do jedzenia, ale równocześnie szybkiego do przyrządzenia. Jakieś kebaba, zapiekanki... Nie udało się dostrzec nic takiego, a potrzeba była spora. Poza tym udało się dostrzec pizzerię, jakąś karczmę i sklepy różnego typu, ale zwykłego spożywczaka nie. Dzięki temu udało się obejrzeć trochę miasta i ale zapasów nie odnowić. Zjazd z głównej w Wyzwolenia i Osiedlową, a potem zamiast wjechać na DK 75, wpadało się na drogę pod górkę, która obiegała zakłady piwowarskie OKOCIM. Gdy jadąc pod górkę, docierało się do skrzyżowania, naszła mnie myśl, że skoro już tu jestem, to wjadę wyżej. A co! Był problemy z przerzutką, ale mimo to jakoś się jechało. Gdy naciskało się mocniej, to było źle z rowerem, ale naciskając z tą samą mocą, tyle że nieznacznie się rozpędziwszy, to wtedy się nie buntował. Wjechało się na wzgórze, znajdując się we wsi Okocim. Wspomniane zakłady, zaś znajdowały się jeszcze w Brzesku. Tak to zwykle bywa, że nazwy nie pokrywają się z miejscem produkcji.

Bielcza. Kościół pw. Matki Boskiej Anielskiej. Widok ku S

Bielcza W. Uszwica. Widok ku NNW

Szczepanów. Kościół pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika. Widok ku NW

Mokrzyska E (Januszów). Widok na Brzesko ku SSW

Brzesko. Skrzyżowanie Głowackiego oraz i Placu Żwirki i Wigury. Widok ku SWW

Brzesko S. Browar "Okocim". Widok ku N
Przerwa na przystanku. W zmęczeniu trwało wcinanie czekolady wraz z resztą słodkich rzeczy, jakie ze mną dotrwały. Nie udało się dokonać zakupów w Brzesku, więc kolejne kilometry pokonywane była prawie bez zapasów. Odpoczywało się dość długo, bo pokonany podjazd był pierwszym takim dużym na trasie: około 100m przez 1,5km. Gdy tylko udało się zebrać dość sił i zrobić zdjęcia, zastanawiało mnie, którędy zjechać, aby wyjechać na krajówkę i nie pomylić drogi, którą by trzeba zawracać pod górkę. Pojechało się prawie idealnie, raz tylko wspinając się nadaremnie fragmentem Pogodnej, bo wydawało mi się, że gdzieś przejadę, ale to ślepa uliczka była. Zjazd był stromy – na jednym odcinku ~11%. Zjazd z wykorzystaniem hamulców. Na dole spalanie przez słońcem. Dojazd do Gnojnika, gdzie po krótkich poszukiwaniach sklepu, zakup zapasów na resztę trasy. Jednego loda udało się zjeść od razu w czasie jazdy, drugiego kilka minut później, gdy pierwszy się skończył. Dało mi to sporo energii. Jechało się dolinką Uszwicy przez Gosprzydową, którą przecinało się już rankiem. Różnica była taka, że wedle informacji, od 2006 odcinek dolny był martwy od Brzeska po ujście do Wisły. Po drodze mijało się zabytkowy, drewniany kościół, ale niewiele na niego i krajobraz było zwracanej przez mnie uwagi. Siły gwałtownie się kurczyły, jednak droga ta znacznie ułatwiała mi dotarcie do Lipnicy Murowanej bez wysiłku większego niż ewentualna jazda wojewódzką.

Okocim Górny. Dolina Uszwicy. Widok ku NW

Okocim Górny. Kazka. W tle Kamionna (801 m n.p.m.). Widok ku SW

Gosprzydowa. Kościół pw. św.Urszuli z Towarzyszkami. Widok ku SEE

Lipnica Dolna przy granicy z Gosprzydową (po lewej stronie zdjęcia, po lewej stronie domów). W tle Pasmo Szpilówki. Widok ku SSE
W Lipnicy przywitanie z Łokietkiem, zostawiając zabytki z boku i zamiast tego kierując się na posiłek. Zamówiony i zjedzony został niby kebab, a oczekując na niego, można było widzieć wyjazd jednego korowodu ślubnego, a równocześnie, w tym samym czasie przyjazdu drugiego. Wszystko bardziej lokalnie, ze skrzypcami, góralem itd. Kebab interesujący, bo z kawałkami kurczaka grillowanymi jak do obiadu, a warzywa w środku surowe. Jakoś nie udało mi się przywyknąć do takiej postaci mięsa. Mimo to - posiłek ok. Głód i zmęczenie nie pozwalały obiektywniej ocenić.

Lipnica Murowana. Kościół pw. św. Szymona z Lipnicy. Widok ku NE

Lipnica Murowana. Rynek. Widok ku SW

Lipnica Murowana. Rynek. W tle kościół pw. św. Szymona z Lipnicy. Widok ku NE
Dalsza podróż po DW 966 prowadziła najpierw w górę, co znów mnie zmęczyło, bo nakładało się na żar z nieba. Na szczęście było łagodniej niż do Okocimia. Zjazd był nieco krótszy i zakończona małym podjazdem do Muchówki, ale za to kolejny zjazd - do Łąkty, oraz widok na góry wiele mi rekompensowały. Aczkolwiek nie na długo. Dalsza trasa przez Żegocinę to 520m/5km w górę z kilkoma postojami, a ostatni kilometr na pieszo. Na górze kilka zdjęć i 170m/5km w dół do Limanowej, liczne zakręty i hamowania.

DW 966. Lipnica Murowana SW. Po lewej Pasmo Szpilówki. Widok ku SW

Lipnica Górna S (Granice). Po lewej Pasmo Szpilówki. Po prawej Dominiczna Góra (468 m n.p.m.). Przy prawej krawędzi Pasmo Łopusze. Widok ku SE

Muchówka S. DW 965. Po lewej Pasmo Łopusze. W centrum Kamionna (801 m n.p.m.) i Pasierbiecka Góra (764 m n.p.m.). Po prawej samotna Kostrza (720 m n.p.m.; 14 km). Za nią niewyraźne: po lewej Ćwilin (1072 m n.p.m.; 26 km), a po prawej Śnieżnica (1006 m n.p.m.; 24 km). Widok ku SSW

Muchówka S. DW 965. Po lewej samotna Kostrza (720 m n.p.m.; 14 km). Za nią niewyraźne: po lewej Ćwilin (1072 m n.p.m.; 26 km) a po prawej Śnieżnica (1006 m n.p.m.; 24 km). W centrum Ciecień (829 m n.p.m.; 24 km), a na prawo od niego Pasmo Lubomira i Łysiny (29 km). Widok ku SW

Rozdziele S w pobliżu granicy powiatów. DW 965. W tle Pasmo Łopusze. Widok ku NNW

Rozdziele S w pobliżu granicy powiatów. DW 965. W centrum Pasmo Łososińskie. Po prawej Kamionna (801 m n.p.m.). Widok od E po NWW ku SSW

Rozdziele S w pobliżu granicy powiatów. DW 965. W tle Pasmo Łopusze. Widok od NWW po E ku N

Laskowa Górna (Zbójka). DW 965. Dolina Potoku Nagórskiego. W tle po prawej Pasmo Łososińskie. Widok od N po SSE ku E
Na miejscu ostatnie zakupy picia i przejazd koło rynku, na którym rozłożyło się wesołe miasteczko. Szukanie drogi na Kamienicę. Na Marka, chciało mi się zatrzymać na parkingu i zapytać stojącego tam człowieka o drogę. On pierwszy do mnie zagadał i pytał, czy wiem którędy przejechać przez miasto, bo tam zablokowali ulice. W odpowiedzi usłyszał, aby jechać dalej prosto, bo stamtąd mnie przygnało, ale nie dowierzał i chciał się zapytać kogoś innego, choć jakoś mu się to udało wyperswadować i w końcu ruszył. Mi nie udało się dowiedzieć, nic poza jego tłumaczeniem, że jest z Bytowa na Śląsku i nic nie wie o tutejszych drogach. Wydawało mi się, że jadąc dalej będzie dobrze i faktycznie. Droga wciąż pięła się w górę, czasami tylko lekko opadając. Im dalej, tym większe napotykane były stromizny. Tuż przed ostatnimi domami, przy początku ostrego podjazdu, zaczął za mną biegnąć pies. Robione było wtedy zdjęcie i jechało się bardzo powoli. Zrazu nie była przez mnie na niego zwracana większa uwaga, ale gdy wybiegł jeszcze owczarek niemiecki (w kagańcu na szczęście) to mnie ogarnęło zwątpienie... Na szczęście, ten drugi walnął kagańcem pierwszego i go uspokoił, no i można było dalej jechać bezpieczniej.

Stara Wieś (Chude). Po lewej dolina Starowiejskiego. W tle Ostra (925 m n.p.m.) Widok ku SSE
Przy ośrodku wypoczynkowym przerwa, by popatrzyć na tablicę z mapą. Od tamtej pory, ciężka trasa miała fajne zakręty. Podjeżdżało się ze 2km, docierając z poziomu 582 m na wysokość 732 m n.p.m. czyli 150m w górę. I wtedy się stało. Opona nie wytrzymałą, pękła i zostawiła mnie z tym fantem w środku odludzia. Pieszo przez 300m do przystanku. Zakleić dziurę w dętce jakoś się udało i zastanawiało mnie, co z oponą. Przypomniała mi się awaria opony księgowego, którą należało czymś prowizorycznie załatać. Nie było nic pod ręką. Po rozejrzeniu się po okolicy, udało mi się dostrzec jakąś szmatę, którą można było wykorzystać tyle o ile. Była ona na tyle elastyczna, że trzeba było włożyć trochę wysiłku, trąc o metalowe krawędzie przystanku, aby materiał się przetarł. Wyłożone został następnie miejsce zniszczenia. Nie był to wielki otwór, ale dla dętki już za duży. Wlało się trochę kleju, dołożyło drugi kawałek szmatki i upakowało wszystko na miejsce. Lepiej było jednak nie wsiadać na tę konstrukcje, żeby się nie przejechać się na tym pomyśle. Kurs na przełęcz. Ukazały się tam pierwsze zabudowania i piękny widok na południe. Ładnie było, jednak powietrze zeszło z koła. Widać było już, czego się mogę spodziewać. Przerwa na przystanku, by dobrałć się do koła. Jak się okazało, łatka nie do końca się trzymała. Wpuszczone zostało jeszcze trochę kleju, złożone wszystko jeszcze raz, zastanawiając się, czy wytrzyma chociaż na zjeździe, choć powinno już być dobrze.

Serpentyna na górze Ostrej po N stronie szczytu. Za plecami zjazd w dolinę Słomki. Widok ku NWW
Zaczęło się bardzo długa i szybka jazda do Kamienicy i dalej nad Dunajec. Najpierw od Przełęczy Ostra-Cichoń do wsi Zalesie – 150m/3km – szybki odcinek z wiatrem w uszach i dużą zmianą ciśnienia. Próbując skręcać, nie można było ruszać kierownicą, bo czuć było, że straciłoby się stabilność, więc na zakrętach kierunek zmieniany był balansując. Odcinek po zboczach z rozległymi widokami. Zalesie to 1,5 km jazdy w dół, ale dużo spokojniejszej, bo spadek był tam dużo niższy. Od Zalesia do Zbłudzy 80m/2km. Droga w węższej części doliny, nad rzeką i pomiędzy lasami na zboczach. Szybko prawie jak na początku, choć zauważalnie słabiej. Ostatnie 80m/3km, aż do Kamienicy już spokojne, szybkie, na otwartej przestrzeni, ale u podnóży górskich i wśród zabudowy. Przerwa na skrzyżowaniu i poszukiwanie mapy, by ocenić ile jeszcze mi zostało, a tymczasem jakiś typek wyskoczył z pytaniem dokąd jadę i wskazał drogę, ale nie było na to siły, więc niewiele się pogadało, woląc się pospieszyć. Był już późny wieczór. W sumie z 816 do 440 m n.p.m. zjechało się przez 10km w 26 minut, z czego pierwszą połowę w 10 minut.

Przysłop. Zjazd z przełęczy Pod Ostrą (812 m n.p.m.). Po lewej Modyń (1027 m n.p.m.). W tle Gorc (1228 m n.p.m.). Poniżej niego Zbludzkie Wierchy. Widok ku SSW
Dalsze 6km do Zabrzeża, choć nadal w dół, jechało mi się dużo ciężej. Gdy tylko udało się dotrzeć w dolinę Dunajca, z koła zeszło powietrze. Świetnie. Przejechało się jeszcze 3-4km, co kilometr dopompowując powietrze, ale potem dając z tym sobie spokój. Po co, skoro to już końcówka, a lepiej przyjechać wcześniej, póki coś widać i nie jest zimno, zamiast tracić czas na próżno. Na kapciu w przednim kole dojechało się po zmroku do Krościenka nad Dunajcem. Przez dłuższy czas trwało szukanie remizy, łażąc w te i we wte, nim w końcu ze zmęczeniem, po czterech dniach udało się osiągnąć cel.

Zbludza (Poręby). W tle Gorce NW. Widok ku SSW

Granica między Zbludzą i Kamienicą. Dolina Zbludzkiej Rzeki. Po lewej grzbiet Jasiennika (777 m n.p.m.). Po prawej masyw góry Modyń (1027 m n.p.m.). Widok ku NNE

Kamienica. DW 968. Kościół pw. Przemienienia Pańskiego i Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. W centrum Żdżar (858 m n.p.m.). Za słupem Gorc (1228 m n.p.m.). Po prawej Skrzyńczyska (752 m n.p.m.). Widok ku W

Zabrzeż (Gronik). DW 968. Dolina Kamienicy. W tle NW granica Pasma Radziejowej, po E stronie Doliny Dunajca. Widok ku SE
Zaliczone gminy
- Borzęcin- Brzesko
- Gnojnik
- Lipnica Murowana
- Nowa Wiśnicz
- Żegocina
- Laskowa
- Limanowa (W+M)
- Łukowica
- Kamienica
- Łącko
- Ochotnica Dolna
- Krościenko nad Dunajcem
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
129.00 km (0.00 km teren), czas: 10:22 h, avg:12.44 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/h4 dni w Pieniny III - Za Wisłę
Piątek, 13 sierpnia 2010 | dodano: 08.02.2017Kategoria .Samotnie, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, 2010 Pieniny
Start o 7:30. Mijało się robotników tworzących drogę i pobocze. Przede mną piętrzyły się Świętokrzyskie Góry. Kurs w kierunku Nowej Słupi. Po kilku zjazdach udało się dotrzeć w jej pobliże, a po przekroczeniu granicy gminy, tuż przed zjazdem w dolinę skręt w lewo. Na początku było fajnie, potem okazało się, że jednak koniec asfaltu. Przyszła mi do głowy myśl o zawróceniu, ale zamiast tego jechało się, aż do łąki na zboczu. Wypatrzona została droga, którą prawdopodobnie mógł jeździć ciągnik, po niby mostku, stworzonego z kręgu położonego na płasko, przejechało się przez strumyk i znalazło w użytkowanym jako droga, mało wygodnie wyglądającym wąwozie. Lepsze by tam był górski rower, ale dzięki niemu dojechało się do asfaltu, którym było w planie jechać.

DW 751 między Waśniowem i Czajęcicami. W tle Pasmo Jeleniowskie. Widok ku S

Czajęcice. DW 751. Widok ku SW

Dobruchna. DW 751. W tle Pasmo Jeleniowskie. Widok ku S

DW 751 między granica powiatu i Starą Słupią. Po lewej Pasmo Jeleniowskie. Po prawej Łysa Góra (594 m n.p.m.). Widok ku S

DW 751 między granica powiatu i Starą Słupią. Po lewej Łysa Góra (594 m n.p.m.). Po prawej Góra Chełmowa (351m n.p.m.). Widok ku NWW

DW 751 między granica powiatu i Starą Słupią. W centrum Łysa Góra (594 m n.p.m.). Widok ku SWW
Potem ciągła jazda pod górkę. Chyba jakiś wyścig przebiegał, wnioskując ze znaków na drodze. Zastanawiało mnie tylko, jak przejechali (jeśli to były rowery) przez Pasmo Jeleniowskie, skoro trasa biegła pod górę, trochę błotniście, a w pozostałej części z brukiem, składającym się z kamieniami ustawionymi tak, że ledwo się można było przemieszczać. Jechać to jeszcze sobie można było wyobrażać, bo część została już pokonana, ale żeby się ścigać? Próba uzmysłowienia sobie ich trudów nie zajmowała więcej mojego umysłu, gdyż sprawność roweru nie zachęcała do takich wyzwań. Większość pieszo. Dodatkową motywacją była niechęć do wyminięcia postaci przed mną. Trochę przeszkadzały komary. W późniejszym etapie również końskie muchy. Z radością las ten został przez mnie opuszczony. Zjazd po kamienistej drodze, zaopatrzonej w wypłukane wąwoziki. Wyjazd i podziwianie panoramy z drugiej strony gór. Brakował mi kogoś, kto jeszcze by mógł to oglądać.

Granica między Starą Słupią i Jeleniowem w dolinie Słupianki. Widok ku SWW

Jeleniowski PK. Droga z Jeleniowa do Piórkowa. Widok ku SE

Piórków Kolonia. Po lewej kościół pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika. Po prawej kapliczka św. Jana Nepomucena. Widok ku NNW
Kamienisty szuter, potem z radość z asfaltu. Można było mknąć w dół. Dojazd do DK74. Wkrótce potem, po przejechaniu w miarę płaskiego terenu, zjechało się przez Łagów ku południu. Na wstępie, za miasteczkiem powitały mnie podjazdy, z którymi jednak można się było uporać. Z naprzeciwka zaraz miał mnie minąć traktor, ale tuż za nim jechała policja. Wyprzedzili go, zatrzymali i kontrola – w kabinie wiózł jakiegoś ludka i jakiś trzeci się gdzieś uczepił. No i pewno mandat. Ja dalej, nie poznając finału sprawy, zatrzymując się dopiero na skrzyżowaniu na wzniesieniu, by zrobić zdjęcia. Ujechało się potem trochę dalej i pojawiły się problemy z dętką. Zapewne przez jazdę po kamieniach. Przy okazji można było przejrzeć przerzutkę i wózek, oczyścić, pokręcić, ale w rezultacie niewiele to dało – łańcuch omykał jak omykał. Udało mi się jedynie naprawić koło, które dotąd lekko latało na boki, jakby miało luzy, a tylko śrubka się nieco odkręciła na piaście.

Wola Łagowska. W tle Pasmo Jeleniowskie. Widok ku NNE

DW 756. Dolina Czarnej koło Rakowa. Widok ku NNW
Działo się to koło Woli Łagowskiej. Zaraz za nią zjeżdżało się przez kilka kilometrów w dół, raz szybko, a raz z hamowaniem, ale generalnie był to przyjemny etap. I tak do południa, aż dojechało się do Rakowa. Za miasteczkiem szeroka dolina rzeki Łagownica, która pod tą osadą łączyła się z rzeką Czarną płynącą z zachodu i dalej na południe tworzące razem jezioro Chańcza. Potem czekał mnie ciężki podjazd, a następnie łagodny zjazd do Staszowa. I tak jak kiedyś spotkała nas tam burza, tak i teraz trochę na mnie popadało. W Staszowie uzupełnienie zapasów przy rynku. Do tej pory było pochmurnie (nie licząc słońca przed Łagowem) ale ciepło. Za Staszowem cały czas już słonecznie

Między Sielcem i Koniemłotami. W tle Staszów. Widok ku NE
We wsi Sielec skręt z DW 757 na Koniemłoty – wieś na uboczu, ale ładnie wyglądająca, gdy ustało się na wzgórzu przed nią. Szybki powrót na główną, zostawione za mną zostały rozległe łąki nad rzeką Wschodnią. We wsi Strzelce zastanawiało mnie, jak dojechać do Oleśnicy, bo niby było się we wsi, a skrzyżowania sprawiły trochę kłopotów. Oleśnica i Pacanów minęły szybko. Podobnie przejazd przez Wisłę i ponowne zawitanie do Szczucina. Pod tamtejszą apteką dłuższy popas i wykańczanie moich zapasów. Z jedzenia nie zostało wiele, ale wystarczająco, by jeszcze nic nie kupować. Gdyby znalazł jakiś sklep po drodze, to bym pewnie i kupił, ale nie chciało mi się szukać. Już wtedy była pewność, że nawet jadąc nocą, do Krościenka nie dotarłoby się w czasie trzeciego dnia. Smutny ten fakt potwierdził się nazajutrz. Padła decyzja więc, że wydłużę trasę jeszcze trochę na zachód, jednocześnie „łapiąc” kilka gmin. Fakt ten się udał - co trzeba, to się stało.

Koniemłoty. W centrum kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Widok ku S

Pacanów. Centrum Bajki. Widok ku NE

Przerwa w okolicy Szczucina
Trasa dalsza powiodła do Bolesławia, przez Ćwików do Żelichowa, gdzie odwiedziło się ciekawy kościółek drewniany. Stamtąd przez Goruszów na południe do Żabna, za którym znajdował most na drugą stronę Dunajca. W miasteczku przyszła pora by w Ateńskiej zamówić pizze na wynos w ramach kolacji. W 5 minut jazdy na rowerze zniknęła i to bez zsiadania z roweru ani na moment. Zaraz potem pojawił się przystanek z koszem, gdzie można było się pozbyć pustego opakowania. Odjazd w stronę mostu, odwiedzenie mogiły żołnierzy z I wojny światowej. Tuż nad rzeką i kilkadziesiąt metrów dalej, za krzakami przyszło mi wreszcie rozłożyć namiot. Od razu zleciały się do mnie komary. Długo poprawiana była przez mnie sama konstrukcje (kijek mi się rozszczepił i niemiło się zachowywał). Namiot został przesunięty jak najbliżej krzaka, żeby go z drogi nie było widać. W trawie było dużo pająków.

Goruszów. DW 973. Kościół pw. św. Apostołów Piotra i Pawła. Widok ku S

Żabno. DW 973. Widok ku SEE

Żabno. Przerwa po kolację. Widok ku E

Skrzyżowanie DW 973 i DW 975. Widok ku NWW
Po godzinie leżenia, nawet rozpoczęło się drzemanie. Nagle nadjechał samochód z jakąś młodzieżówką. Stali gadali, może pili, a we mnie trwała czujność, dopóki nie odjechali. Może z kwadrans tak minął, nim można było się odprężyć. Nie skończyło się na tym. W nocy, może koło drugiej w okolicy, przechodziła burza, więc prowizorycznie można lepiej było zabezpieczyć się przed deszczem. Szczęściem, przebiegała ona bardziej na zachodzie. Mimo wszystko sen bardzo niespokojny.

DW 975. Nocleg w pobliżu Dunajca. Widok ku NNW
Podroż: 12:30
Jazda: 8:45
Przerwy: 3:45
Zaliczone gminy
- Nowa Słupia- Baćkowice
- Łagów
- Raków
- Tuczępy
- Oleśnica
- Mędrzechów
- Bolesław
- Olesno
- Gręboszów
- Żabno
- Radłów
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
135.00 km (3.00 km teren), czas: 08:45 h, avg:15.43 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/h


















