Wpisy archiwalne w kategorii
.Samotnie
| Dystans całkowity: | 57173.59 km (w terenie 5024.65 km; 8.79%) |
| Czas w ruchu: | 3633:16 |
| Średnia prędkość: | 15.71 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 74.20 km/h |
| Suma podjazdów: | 800 m |
| Suma kalorii: | 76839 kcal |
| Liczba aktywności: | 888 |
| Średnio na aktywność: | 64.38 km i 4h 06m |
| Więcej statystyk | |
Za Wyszkowem V - Przez Sokołów Podlaski do Siedlec i powrót
Wtorek, 4 maja 2010 | dodano: 08.02.2017Kategoria .2 Osoby, .Wyprawy po Polsce, .Samotnie, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2010 Siedlecczyzna N, .Z rodziną, ...Miejscowości mazowieckie, .Warszawa
2010.04.30 - 05.04 Za Wyszkowem - cała trasa
Cały dzień chłodno i zachmurzenie 8/8 bez opadów.
Pobudka bardzo wczesna. Jakieś śniadanie z tego co zostało i w drogę, zabierając resztki. W drodze przypomniało mi się, że w bazie, gdzieś tam zostały kanapki, która potem radośnie sobie spleśniały. Trasa tak jak dzień wcześniej, ale potem ku wschodowi, przez pola wyjeżdżając na asfalt do Wrotnowa. Stamtąd na południe. Przejazd przez las, a za nim rzucał się w oczy dom, który wydawał się opuszczony lub po prostu zaniedbany, sądząc po odgłosach psa.
W Miedznie przerwa na cmentarzu. Przejazd przez osadę dość szybko, po drodze mijając kościół i obniżenie jakiejś rzeczki. Za wsią skręt w lewo, zakładajac przy okazji rękawiczki, które zostały zakupione w sklepie, w drodze do Małkini. Niedaleko za Miedzną mijało się wyrobisko albo składowisko śmieci. Nieco dalej mały las i za nim wieś Wola Orzeszkowa. Kolejny las do Ząbkowa. Jazda na tej trasie trwałą dłużej niż sam opis, ale mało było co opisywać.

Sokołów Podlaski. Aleja 550-lecia. Widok ku SE
Wkrótce potem dojazd do Alei 550lecia, która wyglądała jak obwodnica, ale zapewne jest starą trasą prowadząca do miasta. Szeroką jezdnią opadała ku miastu. Tak wjazd do Sokołowa Podlaskiego. Dojazd do ulicy Wolności i skręt w bok na Piłsudskiego i przed marketem w lewo. Potem jazda po uliczkach osiedlowych, głównie ul. Gałczyńskiego i przez park znowu na ul. Wolności, która jest częścią DK 62. Naprzeciw ul. Kościuszki, w pobliżu domu zbudowanego w stylu zamku, zatrzymując się w pizzerii i zamawiając pyszny obiad. Dalej w stronę kościoła jadąc chodnikiem. Skręt ku południu, minięcie rynku i po jakimś czasie wyjechało się z miasta, które leżało w zagłębieniu.

Sokołów Podlaski. Pyszny obiad w pizzerii Retro

Sokołów Podlaski. Kościół pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Widok ku NNW
Następny etap to długie jazdy, to po nieco wyższych obszarach, to nieco krótszych obniżeniach. Dominowały pola. Na całej trasie droga wiodła zaledwie trzy razy przez niewielkie lasy. Przejazd przez wsie: Wojewódki Górne, Bielany, Żyłaki, gdzie na chwilę się trzeba było się zatrzymać, Kowiesy, gdzie stała szkoła po prawej stronie, a zaraz potem czekało nas jedno z większych obniżeń. W Podnieśnie nieco dłuższa przerwa na przystanku. W tym czasie dzieci wychodziły ze szkół. Potem stosunkowo często pojawiała się zabudowa w pobliżu drogi. Jej gęstość wzrosła w Chodowie i Strzale, ale to już były właściwie przedmieścia. Z wolna wjeżdżało się do Siedlec.

DK 63. Wojewódki Górne S. Widok ku S

DK 63. Wjazd do Siedlec. Widok ku S
Jechało się cały czas w tym samym kierunku, tą samą trasą do dworca PKP, z niewielkim odchyleniem na odwiedziny katedry, do której dojeżdżało się ulicą Cmentarną. Potem przerwa na lody, choć z niejakim trudem, bo było chłodno. Następnie do dworca na pieszo, bo tak duże było zmęczenie jazdą w taki dzień. Poczekało się mniej niż godzinę, dokupiło jeszcze coś do picia, by ostatecznie wsiąść do nowego pociągu niskopodłogowego, takiego jakim wracało mi się rok wcześniej.

Siedlce. Katedra pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Widok ku SE
W pociągu udało się nieco odsapnąć po trudach podróży. Wysiadka na dworcu Warszawa Rembertów, gdzie nastąpiła przesiadka w pociąg jadący do Zielonki. Tam Kasia odstawiła rower. Spacerem do niej, a potem już samotnie Marecką, Drewnicką, pod lasem do Radzymińskiej, na drugą stronę, a potem remontowaną Toruńską. Ciężki był jej stan, ale dojechało się do przystanku przy Łabiszyńskiej, gdzie przesiadka do busa na Żerań.

Dworzec, chyba Rembertów po powrocie z Siedlec. Widok ku W
Wyjście na zajezdni i oczekiwanie, aby przesiąść się w busa w stronę Legionowa, ale nic nie nadjeżdżało. Prawdopodobnie był jakiś zator na Modlińskiej i busy nie mogły powrócić. Ludzie się gromadzili tak, że nawet jakbym się chciało, to pewnie by z rowerem się nie wcisnęło. W końcu zirytowała mnie ta sytuacja. Rowerem po prawej stronie chodnika, a później asfaltem ku północy. Dojazd w pobliże ulicy Mehoffera i postój się na przystanku. Dopompowywanie koła tylnego, podejrzewając kapcia, ale chyba tylko mi się wydawało. Gdy udało się spakować podjechał autobus. Tym dojazd do Jabłonny przed Pałacem. Stamtąd już prosto do NDM, ale końcówka została przejechana ulicami Długą, Akacjową, Nałęcza, Partyzantów i Sawy między blokami. Przejazd przez most, Modlin i przy cmentarzu wojennym do auta.
Zaliczone gminy
- Sokołów Podlaski (W+M)- Bielany
- Suchożebry
Miejscowości mazowieckie
- Miedzna- Wola Orzeszowska
- Ząbków
- Ząbków-Kolonia
- Przeździatka-Kolonia
- Nowa Wieś
- Sokołów Podlaski
- Żanecin
- Wojewódki Górne
- Bielany-Wąsy
- Bielany-Żyłaki
- Bielany-Jarosławy
- Kowiesy
- Podnieśno
- Suchożebry
- Wola Suchożebrska
- Chodów
- Strzała
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
95.00 km (0.00 km teren), czas: 07:00 h, avg:13.57 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hDo Ossowa
Niedziela, 25 kwietnia 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .2 Osoby, .Wyprawki w okolicy, .Samotnie, .Z Kasią, ...Miejscowości mazowieckie, .Warszawa
Tata zawiózł mnie do Modlina. Przejazd przez miasto i Osiedle Młodych, kurs w stronę wałów, ale nawrót i na główną wyjechało się przy granicy miasta. Jazda ścieżką do Rajszewa, gdzie zjechało się na tamtejszą drogę z kostki. Kontynuacja drogą równoległą do głównej, trochę się wijącą pod lasem. Generalnie była przyjemna. Gdy zbliżyło się w pobliże rzeki i wałów, udało się odbić w leśną ścieżką do szosy i kontynuować asfaltem. Mając trochę czasu, skręciło się w Jabłonnie na prawo, w pobliżu szkoły, w ulicę Wygonową, przejazd ul. Buchnik Las, a jak się skończyła zabudowaniami - nawrót i Parkową dojazd do skrzyżowania z Piaskową, przecinając Wygonową i przejeżdżając pomiędzy starszymi domami, by dotrzeć znowu do Modlińskiej.
Do Warszawy wjazd leśną ścieżką, okalając główny wjazd od południa. Chlubną przejazd do dworca Choszczówka i dalej wzdłuż torów. Przecięło się je na Mehoffera i zjechało przez Polnych Kwiatów do Starego Dębu. Droga prowadziła koło stosunkowo nowych domów, wjechało się nawet w jedną zatoczkę, taki wewnętrzny plac kilku z nich. Potem zjazd na leśną ścieżkę, przecinając las i wyjeżdżając na Wałuszewską. Skręt w Ornecką. Przy Wilkowieckiej, zanim w nią się wjechało, nastąpiło zatoczenie kółeczka na klepisku przy drodze. Potem zboczenie w uliczkę Sarenki i powrót chwilę potem. Ogólnie trasa była nieco rozkopana i prowadziła w rejonie zabudowy lekko rozproszonej, ale gęstej i nadal o charakterze trochę wiejskim, choć bardziej już podmiejskim, bo mało kto uprawiał tu pola.
Zjazd na uliczkę Cudne Manowce, która skończyła się pod czyjąś rozległą bramą. Po lewej udało się dostrzec, na wschód prowadzącą ścieżkę, przejść z rowerem nad prowizorycznym mostku nad kanałkiem, dojść do Płochocińskiej. Dalej ku północy, przedostając się najbliższym mostem na drugą stronę. Przejechana została cała ul. Kobiałka (odprowadzano nas tędy w 2009 do Białegostoku). Zjazd w drogę Olesin, która wraz z Kobiałką wyglądały tam jak prowizoryczne rondo. Kurs na południe. Mijało się cmentarz olenderski, a po podjeździe skręt w pierwszą w lewo. Wojdyńska doprowadziła mnie do lasu, ale domy przy niej stojącej, były jeszcze bardziej wiejskie.
Przejazd przez las, docierając do Marek w pobliżu wysypiska, czy co to tam stało. Ulica Okólna doprowadziła mnie do ul. Ks. Bandurskiego. Następnie przecięcie Radzymińskie, z ul. Lisa Kuli wjeżdżając w gruntową, dziurawą ul. Sokoła. Wjazd w las, skręt na południe koło pomnika wojennego i na wschód, na piaskach w stronę cmentarza, tą sama drogą, którą szło się z Kasią.
Długą i Lipową dojazd do centrum Zielonki. Dalej do torów i spotkanie z Kasią. Dalej wzdłuż peronów, potem przez park, chwila siedzenia i powrót do przejazdu kolejowego. Kolejnymi ulicami - Słowackiego, Łukasińskiego, Sienkiewicza i Poniatowskiego, dojechało się do głównej drogi. Przejechało się jej poboczem w stronę Wołomina i na drogę po prawej stornie. Gruntowa droga, biegnąca wpierw wzdłuż pól działkowych, a potem wzdłuż poligonu, prowadziła nas przez dłuższy czas. Odpoczynek nastał przy niewielkim zniszczonym budyneczku, a kilkanaście metrów przed zakończeniem drogi – większym budynku, na który zachciało mi się wejść i bawić w przemieszczanie do trudno dostępnych miejsc odgrodzonych wodą.

Ossów Droga pożarowa 42 biegnąca skrajem poligonu. Kasi rower gotowy do jazdy. Widok ku W

Ossów. Droga pożarowa 42 biegnąca skrajem poligonu. Bunkier w pobliżu skrętu do centrum miejscowości. Widok ku NW
Gdy się skręciło ku północy, po drodze mijali nas jacyś skuterzyści czy quadowcy. Po prawej były stawy, a chwile potem dojeżdzało się do kapliczki, w miejscu upamiętniającym bitwę pod Ossowem. Objazd terenu po kostkach betonowych, kierując się ku Kobyłce przez Turów. Wjazd ulicą Dąbrowskiego, po drodze widząc kozę. Skręt na północ w Poniatowskiego, przedłużenie ulicy z Zielonki. Za torami ulica zmieniła nazwę na Napoleona i doprowadziła nas pod kościół. Na rondzie tam położonym, skręt w lewo, w ul. Zagnańczyka, prostą drogą docierając do Zielonki, mijając stawy po Gliniankach, a potem tory kolejowe. Na miejscu przebyta została ul. Nauczycielska, docierając do szkoły. Przejechało się przez jej teren, przez mostek do Mareckiej i znów przez mostek, ale na Kościuszki. Brzegiem do Żabiej, a potem do Kasi domu. Było pod wieczór, ale została jeszcze jakaś godzina czy dwie do zapadnięcia zmroku. Zaczął się powrót wzdłuż głównej, jadąc przez las. Za torami wjazd do jego drugiej części, po ścieżce, którą szło się z Kasią przed świętami.
Za lasem, uliczkami 17 Września i Słoneczną, dojazd do ul. Ks. Skorupki, skręt w Kwiatową, Szwoleżerów, Kołłątaja, Rommla do Piłsudskiego po czym nastąpił przejazd przez Ząbki. Z boku widać było elektrociepłownię. Droga ta, nieco dziurawa, została zostawiona, skręcając za torami w Chłopickiego, która pod koniec zamieniła się w kostkę. Przejazd przez tereny zagospodarowane liniami kolejowymi. Już zbliżał się wieczór, gdy udało się dojechać do Makowskiej, skręcając potem w Nasielską, Boremlowską, Wspólna Drogę i Szaserów do Wiatracznej. Potem pierwsza w prawo, w ulicę Nizinną, która była ślepa. Przejazd prześwitem między budynkami do Paca, a potem finalnie na Kickiego, do akademika - kończąc tym samym podróż.
Miejscowości mazowieckie
- Ossów- Turów
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
85.00 km (0.00 km teren), czas: 06:00 h, avg:14.17 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWarszawa - Przez Puszczę do NDM
Piątek, 23 kwietnia 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z rodziną, .Warszawa
Słonecznie, dość silny wiatr z zachodu i północy. Chłodno. Bardzo duże powierzchniowo Cumulusy o znacznej wysokości, jednak nie przechodzące w Cumulonimbusy. Drobne opady deszczu przed południem. Wieczorem zmieniły się w dość duże Altocumulusy.
Pobudka między 8 i 9. Przez ponad godzinę trwała rozmowa z Kasią przez telefon. Poprzedniego dnia myślało mi się, że prawdopodobnie pojadę do domu rowerem. Tak też się stało. Leżąc w łóżku, zastanawiało mnie, co czeka za oknem. Ociągając się, trochę udało mi się posegregować rzeczy – do domu, do zostawiania, do zabrania na majówkę. Wyrzucenie śmieci i posprzątanie na łóżku. Rzeczy do domu powędrowały do sakwy. Zamknąwszy za sobą drzwi, spacer do akademika po drugiej stronie, gdzie w bardzo krótkiej rozmowie udało się dowiedzieć o warunki wypisania z akademika. Powrót, ubranie się i zabranie swoich rzeczy, odpięcie roweru, po czym został obładowany. Powolny start czując, że potrzeba mi było jazdy. Z czasem to uczucie rosło. Jechało się w stronę torów, ulicami w ich pobliżu (okolice Podskarbińskiej). Tak pokręcenie po małej dzielnicy, gdzie były zlokalizowane jakieś zakłady, w tym skup złomu. Ponadto, była tam spora przestrzeń, częściowo otwarta, częściowo zarośnięte roślinami. Były tam śmieci w rodzaju rozwalonego łóżka. Wśród drzew skrywał się domek z mnóstwem gratów. Przypomniał mi to nieco takie dziecinne układanie małych, do niczego nie potrzebnych rzeczy, ale razem tworzące pewną całość i układ. Zastanawiało mnie też, czy nie będzie tam jakiego tubylca, który by mnie przegonił, więc lepiej było szybko opuścić obszar.
Po jakimś czasie jazdy po tych uciążliwych sześciokątnych, betonowych bloczkach, docierając w okolice Stadionu, gdzie zauważony został upływ powietrza w kole. Trochę pompowania, ale ostatecznie wsiadło się z kapciem do autobusu, którym przejechało się Wisłę i wysiadało na Nowym Świecie, skąd już pieszo na wydział, przed nim zmieniając dętkę. Z początku chciało mi się ją załatać – skończył się klej. Gdy została załatana – było niedokładnie sklejone i uciekło powietrze. Gdy przyszło założyć druga dętkę – urwany został wentylek tak, że po złapaniu kapcia nie było już sensu tej dętki łatać. Koło zostało zabrane do środka budynku, bo zaczęło padać trochę. W środku jego pompowania, w trakcie czekania na Kasię (tego dnia jej grupa prowadziła warsztaty na PP, później się źle czuła, a mi się nie chciało iść na zajęcia). Później, po pół albo i całej godzinie przejazd koło kościoła Augsburskiego na Marszałkowską. Potem Grzybowska, prosto ku Mennicy, aż dojechało się do Wolskiej. Następnie jadąc wzdłuż Prymasa do Obozowej, gdzie kupiło się 2 dętki (podrożały paskudztwa) .
Przejazd nowym wiaduktem (Księcia Janusza) nad budowaną drogą – elementem obwodnicy S8 i jadąc osiedlami, lądując ostatecznie w pobliżu lotniska na Bemowie. Później Himalajską i Kaliskiego do Boernerowa i wjazd do lasu. Słychać było ptaki, a po zatrzymaniu się, czuć było smród z wysypiska. Gdy dojechało się do Arkuszowej, nastąpiła jazda w stronę Izabelina, lecz na początku Lasek jechało się do Sierakowa, przejeżdżając blisko zakładu dla ociemniałych. Dalej duktem, na którym było dużo kamieni, aż dojechało się do wspomnianej wioski. Potem wjazd na zielony szlak, ale przy leśniczówce nawrót, bo pojechałoby nie tam gdzie się chciało. "Zielony" doprowadził mnie do Palmir i tam zmieniło się go na "czarny", który z kolei zastąpiony został jakąś drogę z dużą ilością piasku. W pewnym momencie skręt w dół, w lewo i wyjazd na asfalt. W puszczy było sporo wody w bagienkach.
Dalej jechało się szlakiem niebieskim, aż do Czeczotek. Po drodze, blisko puszczy, w jakiejś wsi (Augustówek?) kładli asfalt. Na razie jako ziemia i betonowe bloczki, rozdzielające od niego chodnik i jakieś doły, w których był bazowa, błotna masa o konsystencji niemalże budyniu. Z Czeczotek w lewo w stronę Kazunia. Przecięta została główna na Leszno. Dojazd do kościoła w Kazuniu-Bielany, o którego istnieniu nie było mi wiadomo. Obok niego cmentarz, a na murze krzyże. Trochę dalej przejazd koło jakiegoś starego zakładu rolnego, chyba zajmującego się hodowlą świń. Dalej w stronę jakiejś zabudowy, ale droga była chyba ślepa, więc wnet nawrót i już chwilę potem było się na DW 579. Niewiele mi zostało do NDM. Na wiadukcie nad 7mką był spowolniony ruch, co można było wykorzystać do szybszego przebicia się. Za niebieskim mostem ktoś darł się z samochodu, a przy wyjeździe z drogi od Jabłonnej jechali saperzy na sygnale. Korek ciągnął się, aż do ronda po stronie Modlina. Zjazd w dół, pakując rower do samochodu taty. Pół godziny późnej przyjechała mama i z nią się pojechało najpierw do Czerwińska, a potem do domu, po drodze odwiedzając jeszcze cmentarz.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
60.80 km (0.00 km teren), czas: 05:00 h, avg:12.16 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWarszawa - Urodzinnie
Poniedziałek, 12 kwietnia 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Warszawa, .Z rodziną
Słonecznie. Nieliczne chmury. Chłodno. Wiatr z zachodu.
Tata wysadził mnie w na przedmieściach Łomianek i zawrócił. Rozpoczęła się jazda Warszawską, której chodnik był w remoncie. Kurs do metra Żubrową, Jagiellonki i Encyklopedyczną. Wyjście na stacji Ratusz-Arsenał. Dalej na Krakowskie i plac Piłsudskiego (slalomem ulic). Potem Tamką na hamulcach. Koło stadionu uliczkami przy Dworcu Wschodnim, Żupniczą, Kobielską do Kickiego. Po drodze udało się spotkać Przemka z liceum. Trochę z nim się pogadało, zanim ruszyło się dalej, już w pośpiechu.
2010.04.11

Krakowskie Przedmieście po Katastrofie Smoleńskiej. W tle Pałac Staszica. Widok ku SSE

Krakowskie Przedmieście po Katastrofie Smoleńskiej
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
18.50 km (0.00 km teren), czas: 01:30 h, avg:12.33 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWielkanoc z Zielonki
Niedziela, 4 kwietnia 2010 | dodano: 02.03.2019Kategoria .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Z Kasią, .2 Osoby, .Warszawa
Słonecznie, prawie bezchmurnie. Wysoki stan wód, szczególnie podsiąkających. Dość ciepło. Wiatr z zachodu.
Pobudka koło 10. Nie wiem. Czas mnie nie obchodził. Tak wspaniale było się obudzić tej niedzieli, choć jeszcze lepiej byłoby nie wstawać. Po opuszczeniu noclegu, dało się zauważyć, że coś jest nie tak z rowerem. Gdy wynosiło się go z piwnicy (ledwo, ledwo – przypomniały mi się Bieszczady i moje w nich przygody z rowerem), widać było brak powietrza w tylnym kole. Świeża dętka zakładana była dwa dni wcześniej ehhh...
Trzeba było założyć tę, którą poprzedniego dnia załatał P., a na dopiero co wyjętą wycisnąć resztki kleju. W gotowości do drogi po jakiejś półgodzinie, udało się opuścić powoli Zielonkę. Powoli przejeżdżało się Bandurskiego przez Marki, leniwie mijając Radzymińską. Bolało mnie siedzenie i nogi. Dojazd w okolice cmentarza, lecz zamiast w lewo, dalej prosto, wpakowując się na gruntową drogę do boru. Dość niskie drzewka, może na dwa metry, ale jedno bardzo blisko drugiego. Mimo to, widać było przesmyki, którymi można było się przemieścić na jego drugą stronę do Kroczewskiej. Potem jazda asfaltem Zdziarskiej na Kobiałkę i z grubsza jechało się tą samą trasą, co dzień przed wyprawą do Kazimierza w 2007. Wtedy jednak był to kurs na Józefów przez Michałów, teraz zaś na Rembelszczyznę i Kąty Węgierskie. Po drodze widać było, że kabelek licznika się przetarł i kiszka z pomiaru.
Nie chciało mi się trzymać ściśle asfaltu i tak zostało odwiedzone zaplecze Woli Aleksandra, czyli ulicę Bagienną. Miejscami dużo pisku, miejscami fajnie. Gdzieś tam się przerwa leżąc na ziemi i zjadając resztki jedzenia. Potem podziwianie prawie bezchmurne niebo i znów powrót myślami do Bieszczad. Niebawem kolejny wyjazd na asfalt w środku wsi. Złapała mnie czkawka po jabłku, która przeszła dopiero, gdy zajechało się na Piaski. Była 13:30 podczas siedzenie na murku pod Księgowego blokiem i zastanawianiu się, kiedy postawili ten Kaufland na rogu.
Po odpoczynku przejazd Kolejową do Chotomowa, gdzie nastąpił skręt na Olszewnicę. Było coraz mniej zapału, którego tak ściśle powiedziawszy to i tak nie było wiele. No ale życie jak koła roweru toczy się dalej i czasem, jak w scentrowanym kole, zaskakuje nas czym nieco mniej jednostajnym. Gdy wjeżdżało się w pobliże NDM, przyszło mi na myśl, że skrócę sobie drogę i pojadę jakąś pierwsza lepszą drogą. Tak poznany został zalany wodą Okunin. Same domy nie były zalane, ale woda poprzez silny podsiąk rozlała się tak szeroko, że były nieliche problemy z przemieszczaniem się, a wracać mi się nie chciało. Podjechać udało się w pobliżu jakiegoś domku i już miał nastąpić nawrót, kiedy jakąś kobita z niego mówiła, że tam jest jakaś ścieżka. No to po podziękowaniu pojechało się dalej. Dla mnie, szczęściem czy też nie, ścieżka okazała się zalana na odcinku nieco ponad 100 metrów.
W ten sposób uatrakcyjnił się powrót. Raz trzeba było trzymać się kierownicy, raz drzewek, a raz były z nimi kłopoty, bo blokowały rower, raz betonowych słupków, a raz przytępionego drutu kolczastego. Po mojej prawej była woda na głębokość powyżej kostki, a po lewej prawie wcale nie było ziemi. Nogami albo trzeba było się opierać na rowerze (który próbował odjeżdżać, przewalać się i skręcał kierownicą) albo na kolczastym drucie, albo też na niektórych, przygiętych do poziomu wody drzewka. Trochę było z umordowania, ale w końcu przeszło się, choć do buta i tak się dostało trochę cieczy. Parę metrów dalej udało się dostrzec starszą parę, która tam jechała. W NDM jazda drogami najbliższymi wału. Przez chwile zastanawiało mnie, czy nie pojechać odwiedzić rotundy przy moście, ale po ilości ludzi widząc, już mi się nie chciało. Przemknięcie przez Modlin. Zastanawiało mnie też czy nie pojechać do jednego z fortów, ale tam też szli jacyś ludzie, więc przez pola kurs do Zakroczymia.
A tam przygoda. Chciało mi się pojechać ulicą Kościelną, bo tam jeszcze w życiu mnie nie było. Zjazd z asfaltu w polna drogą, aż rower zakopał się w piachu. Z daleka dostrzec można było grupkę ludzi wędrującą z południa. Nie przejmując się, nastąpiło zejście z roweru i już chciało mi się iść dalej, gdy nagle dało się dostrzec, iż jeden z tamtych idzie w moją stronę coś krzycząc. Jeszcze nie przychodziły mi do głowy myśli o ucieczce, ale coś mi mówiło, że dalej nie ma się co pchać. Piach i w ogóle. No to wracam spokojnie. Potem dosłyszeć się dało wyraźniejsze krzyki typu: "gdzie się pchasz", "gdzie cię tu niesie", wyrażone zdecydowanie mniej przyjaźnie i bardzo staropolsko. Trochę przyspieszenia. Widać, że pojawił się grunt. Po odwróceniu się, widać było, jak jeden przodownik biegnie i pozbywa się koszulki. Szybko na rower i fru... Zaraz pojawił się asfalt. Już mi było wesoło w duchu, że koleś musiał się zdziwić i zmęczyć. Za chwilę już było się na krajówce, zerknięcie w lewo i okazało się, że ten koczkodan biegł przez pole. Jak przypuszczałam w owym czasie, albo był narąbany, albo naćpany. Już po tej niemiłej przygodzie, około 18 było się w domu, wracając z grubsza tą trasą, którą się wyjechało dnia poprzedniego. Po drodze udało się jeszcze spotkać kolegę z gimnazjum, to też pogadaliśmy.
Na koniec tylko parę słów. Ja bym rozumiała, gdyby tamtym ludziom wjeżdżało się na prywatny teren. Sprawdzając na mapie – to normalna droga. Ja rozumiem, że on by może chciał mnie wypatroszyć... Ale czemu nie robił tego z zaskoczenia? Ba! Ja jeszcze mam dużo szczęścia, ale co zrobiłby ktoś z zagranicy, nie znający polskiego i niektórych obyczajów? Mi udało się zorientować dopiero po dłuższej chwili i dopiero dosłyszenie słów wiele mi pomogło w interpretacji zdarzenia - no ale gdyby taki Holender czy Szwed był na moim miejscu, nie wiedziałby o co mówili. Może by się zastanawiał czy nie wołają go o pomoc? A potem niespodzianka i potem rodzina szuka i wysyła informacje – „ostatni raz widziano w X”
Smutne to i wkurzające...
2010.02.01
Zakupy na Hali Banacha, a potem sporządzenie sowitego obiadu - mięso, kukurydza, brokuły, makaron...
Widok z akademika na Pola Mokotowskie ku NEE

Widok z akademika na Pola Mokotowskie ku SE
2010.02.04 Okęcie
Rozpoczęła się seria krótkich, kilkugodzinnych wycieczek pieszych z wykorzystaniem komunikacji miejskiej, w celu poznania różnych zakątków Warszawy. Tego dnia kurs na Okęcie, a w drodze powrotnej oglądanie okolic fortu Zbarż.
Wiązowa. Trwają prace budowlane nowej trasy. Widok ku E

Wiązowa. Trwają prace budowlane nowej trasy. Fort Zbarż. Widok ku W

Wiązowa. Trwają prace budowlane nowej trasy. Fort Zbarż. Widok ku W

Wiązowa. Trwają prace budowlane nowej trasy. Widok ku SSW

Okolice ronda Jana Szala. Widok z kładki przy przystanku Osiedle Wojskowe ku S

Żwirki i Wigury. Widok z kładki przy przystanku Osiedle Wojskowe ku NNW

Żwirki i Wigury. Widok z kładki przy przystanku Osiedle Wojskowe ku NEE
2010.02.05 Kazurka
Nazajutrz wycieczka na Kabaty i wejście na górkę Kazurkę w pobliżu Belgradzkiej i Stryjeńskich. Dnia następnego nastąpił powrót do domu na ferie, połączony z odwiedzinami u rodziny w Łomiankach.
Górka Kazurka. Widok ku N

Widok z Kazurki ku E. Nieco po lewej kościół pw. Ofiarowania Pańskiego. Po prawej Las Kabacki.
2010.02.12

Zima na Wychódźcu. Z Kasią trochę trochę się pospacerowało po śniegu. Widok ku SE
2010.02.21 Młociny
Kontynuacja wypraw. Tym razem pod nazwą "Operacja Hieroglif", bowiem tak zwała się jedna z unikalnych, poznanych uliczek. Nim się wróciło, wpierw spacerem na kolację do pobliskiego McD przy Papirusów.
Studenckie zabawy zimowe

Pola Mokotowskie. Nieco bardziej ciepły odcinek terenu. Widok ku W

Pola Mokotowskie. Nieco bardziej ciepły odcinek terenu. Widok ku E

Farysa. Pałac Brühla. Widok ku NNE

Tajemniczy "Hieroglif"

Budowa Mostu Północnego. Widok ku NEE

Wisła poniżej Mostu Północnego. Widok ku N

Wisła poniżej Mostu Północnego. Widok ku NNW

Wisła poniżej Mostu Północnego

Ścieżka wzdłuż ogrodzenia Pałacu Brühla. Widok ku SE

Ścieżka wzdłuż ogrodzenia Pałacu Brühla. Widok ku NW
2010.02.27 Kawęczyn
Tydzień później - wyprawa na Kawęczyn (dzień wcześniej Księgowy odwiedził mnie w akademiku, gdzie dostał coś do przekąszenia). Kurs do Ząbek w okolice Elektrociepłowni, wejście na hałdę, a następnie, już po ciemku, przedzieranie się przez las do Zielonki Bankowej, unikając nieprzyjaznego terenu.
Ząbki. Potulickiego przy Łodygowej. Budowa kościoła, trwająca od początku XXI w.

Chełmżyńska. W centrum komin Ciepłowni Kawęczyn. Widok ku SEE

EC Kawęczyn

Kasia na hałdach koło Ciepłowni Kawęczyn
2010.02.28

Czarny śnieg na pętli tramwajowej koło Banacha. Widok ku NNE
2010.03.06
Tym razem wycieczka po Śródmieściu. Wpierw chyba na Wydział, jadąc od Zielonki, a potem pieszo do Jerozolimskich. Skręt w Poznańską, Koszykową, koło Politechniki, Filtrową, Ładysława z Gielniowa, a potem po prostu - przejście dla pieszych na Żwirki i Wigury i akademik.
Most Śląsko-Dąbrowski. Widok na centrum ku SSE

Most Śląsko-Dąbrowski. Graffiti pod Wybrzeżem Gdańskim. Widok ku SSW

Dziedziniec między Nowogrodzką, Kruczą i Jerozolimskimi

Dziedziniec między Nowogrodzką, Kruczą i Jerozolimskimi

Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej. Widok ku SSE

Hala Koszyki w okresie rozbiórki, a przed odbudową. Widok ku S
2010.03.08
Tego dnia niewiele. Autobusem na Gocław i takiż sam powrót. Po powrocie obiad w akademiku.
OSiR Wodnik na Osiedlu Orlik. Widok ku NNW

Osiedle Orlik. Widok ku NE
2010.03.15
W nocy, po północy nastąpił nagły atak zimy. Mnóstwo śniegu. Rankiem po okolicy. 18-tego z Kasią na Mieście. 19-tego spotkało się w busie koleżankę z jej kolegą.
Klub Proxima przy akademikach. Raptem 1 czy 2 mi się zdarzyło tam być na koncercie. Widok ku NW

Campus Ochota. Baraki, w których chyba odbywała się część zajęć z wf. Widok ku W

Akademiki widziane z ŻiW ku NNW
2010.03.21
Tego dnia pieszy spacer z Zielonki do Warszawy wzdłuż torów. Start około 14. Około 15:40 atak silnego deszczu.
Tory w Zielonce w pobliżu Inżynierskiej. Widok ku SSW
2010.03.31
Wspólny spacer na Dynasy
Schody między Bartoszewicza i Dynasy. Widok ku NNE
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
72.00 km (0.00 km teren), czas: 05:00 h, avg:14.40 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWielkanoc do Zielonki
Sobota, 3 kwietnia 2010 | dodano: 20.03.2019Kategoria .5-10 Osób, .LSTR, .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, .Pół nocne, .Z Kasią, .Z Księgowym
Poranek pochmurny. Stratus. Koło południa się rozjaśnia i na niebie cumulusy średniej wielkości, dość gęsto rozmieszczone. Po południu nieco większe zachmurzenie. Wieczorem piękny zachód słońca z drobnymi Altocumulusami i Cirrostratusami. Wiatr z zachodu. Chłodnawo, później odrobinę cieplej.
Obudził mnie rankiem komórkowy budzi, po czym nastąpił proces zwlekania się z łóżka, włączony został komputer i rozpoczęło szukanie jedzenia. Zapakowany został na wyjazd sprzęt (naprawczy, ciuchy i jedzenie: szarlotka, 3 jabłka, 3 litry wody, dwie czekolady i 8 kanapek-tostów). Przejrzenie co na forum, ostatnie rozmowy na gadu oraz prognoza pogody. Cel podstawowy: Zielonka
Start lekko po 10. Za oknem szaro i chłodno, ale w porządku. Po kilkunastu minutach jazdy już mnie zgrzało. Początek podróży zaczynał się od podjazdu nieco wilgotnego, ale bez problemów. Po nim krótka rozgrzewka, żeby móc jechać normalnie. Po 3-4 kilometrach wychylam się na DK 62. Przechodziła ostatnio gruntowny remont na tym odcinku - zrobiono zatoczki dla autobusów, w moich okolicach zrównano (zdarto) asfalt, a od Emolinka i Goławina (czyli granicy powiatów) asfalt położono dobry. Po godzinie jazdy, gdy zostało za mną ostatnie obniżenie przed Zakroczymiem, wykonane zostało kilka telefonów. Zjedzona została kanapka, po czym rozpoczął się kurs w stronę lasu, którym skróciło się nieco drogę, zaraz potem przenikając przez Duchowiznę tuż przed Zakroczymiem.
Padła decyzja, że pojadę wiaduktem. Z jego kulminacji tym razem nie było widać Warszawy – za dużo chmur wisiało na niebie. Most na Narwi w Nowym Dworze przejechany z kwadransem opóźnienia. Ro., któremu zrobiło się zimno, stwierdził, że ruszy zanim się spotkamy. Śmignięcie przez miasto, a wylotówka przypomniała mi podróż przez Łotwę i tamtejsze drogi (czy raczej dziury) w miastach. Dalsza trasa nie przyniosła wielu atrakcji. Raz czy dwa postój by coś przekąsić (śniadanie nie zostało zjedzone w domu), z nudów trochę podśpiewywując. Gdzieś minął mnie jakiś typek na kolarce.
Ostatecznie dojechało się do rondek pod Skrzeszewem. Czuć było, że zaraz spotkam resztę kompanii. Tak też się stało: Byli to Ro. (z którym się umawialiśmy w NDM, ale nie wyszło, bo za długo przyszło mi się turlać), Księgowy (który organizował ustawkę), G. (która była niespodzianką), P. (który nie został przez mnie poznany) i nie było Ko. (który się zapowiadał). Ro. kończył trening i wracał do domu. Razem z resztą pojechaliśmy przez wsie do Topoliny, leżącej blisko Narwi, gdzie wskoczyliśmy na wał i skierowaliśmy się do Dębe. Potem przejazd na drugą stronę (chwilę czekaliśmy przez pieszego na wąskiej ścieżce) i w dół, po świeżo zalanych brzegach. Następnie wspięliśmy się rowerami po podjeździe z betonowych, bardzo zniszczonych płyt, w górnej części przechodzących w kamienie. Potem potoczyliśmy się trasą na Nasielsk. W lesie okazało się, że mam kapcia, a po szybkiej reanimacji i pokonaniu niewielkiego wzniesienia, skręciliśmy na Nunę i dalsze Krogule, Studzianki (przerwa na lody i jabłko) oraz Miękoszyn. Tak dotarliśmy do Zaborza i ponad godzinę siedzieliśmy u Ag., jedząc co nieco i popijając herbatę.
Zespół powiększony o Ag. udał się nad Wkrę, gdzie P. z G. robili konkurs podjazdów. Kolejny punktem zabawy był "Nie Wpadnij" (na kretowisko), a następnie udaliśmy się do "Spa przy Skarpie", gdzie koła i hamulce odczuły drugą, trzecia i czwartą młodość. Relaks wzdłuż przeoranego pola, a potem Ag. zaproponowała ciekawy podjazd, który niestety miał za dużo błota, by móc go pokonać (jechało mi się nim kiedyś, jeszcze w liceum).
Dalej, na wysoczyźnie, Księgowy. i G. wyzywali się na pojedynek, poprzez rzucanie w siebie rękawiczkami. Wnet znów zjechaliśmy w dół. Księgowy na stanowisku fotoreportera, już gotów do ujęć, świetnych niczym z National Geographic, czego efekty widać w galerii. Gdy wszyscy znaleźli się już na dole, wnet przed nami zajaśniał Goławicki Most, przez który przejechaliśmy z prędkością około 53km/h. Potem dłuuuga jazda trasą tuż obok Wkry. Zatrzymaliśmy się koło sklepik, gdzie przebywali tubylcy z magicznymi napojami dalekiego zasięgu. Zaraz potem zjechaliśmy w dół gdzie:
- stał mostek
- kiedyś tam były praktyki
- Ag. wracała do siebie
- krótko zastanawialiśmy się którędy teraz jechać
Przejechaliśmy na drugi brzeg, podjazd i trasa do Pomiechówka. Tam początkowy zamiar skrętu na NDM, zamienia się w jazdę do Serocka po DK 62 (jako że święta to i ruch mniejszy choć kilka TIRów było). Mimo przewyższeń, do Dębego jechaliśmy dość równo (moja osoba zostawała z tyłu na podjazdach) i średnią powyżej 20 km/h. W Dębem się rozdzieliliśmy. A. z G. na dół, a ja z P. w lewo przez Jachrankę. Na tym odcinku wciąż utrzymywaliśmy dość dobre tempo. Stopniowo opadam z sił i żegnam dzień, kończący się pięknym zachodem, który nie bardzo było można oglądać, mając go za plecami. Dotarliśmy do trasy Augustowskiej i P. pojechał w lewo do Serocka, a mnie po kilkunastu machnięciach korbą poniosło drogą w dół, aż nad Zalew. Tam zniknęła czekolada na raz.
Rondo w Zegrzu. Droga do Nieporętu, gdzie jeszcze było jasno. Gdy dojeżdżało się do pierwszego lasu, powoli zapadał zmrok. Na wysokości Sierakowa było już wystarczająco ciemno, ale ruch wciąż mały. Jechało się coraz wolniej i z radością można było powitać wiadukt nad Radzymińską. Niestety, dalsza droga nie była tak krótka, jak mi się wydawało. Przez kolejny las jechało mi się długo i strasznie ciężko. Jak się rankiem okazało, powodem moich trudów był kolec, który wbił się w Dębe i powoli spuszczał mi powietrze. Do Zielonki, porządnie dało mi się zmęczyć, docierając o 20:22. Wkrótce potem czekała mnie skromna uczta.
Miejscowości mazowieckie
- Krogule (+C 2008.07.29)- Budy Siennickie (+C 2005.8?)
- Zaborze
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
133.30 km (0.00 km teren), czas: 07:30 h, avg:17.77 km/h,
prędkość maks: 53.00 km/hPrzejażdżka - Kry Nad Wisłą
Niedziela, 7 lutego 2010 | dodano: 02.03.2019Kategoria .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki
Słonecznie, nieliczne cienkie płaty chmur. Zimno. Wiatr słaby
Wyjście z domu podczas tej pięknej pogody, ruszając nad Wisłę. Wjazd na wał. Zjeżdżając na niższy tor, rower zapadał się w śniegu. Jadąc wzdłuż wału dojechało się do kępy. Piesz z rowerem po krze, którą wyrzuciło na brzeg. W jednym miejscu trochę się zapadło tak, że mnie noga zabolała.
Droga na kępę była zalana i zamarznięta. Po początkowych obawach udało się przejść po lodzie i dalej, w otoczeniu dużych ilości śniegu. Ładnie to wyglądało – warstwy śniegu i lodu na drzewach, każda od pozostałych oddzielona kilkoma centymetrami powietrza. Później wejście na rzekę pośród kry, która interesująco wystawała na powierzchnię. Gdy się skończyło łazić, nastąpił powrót na brzeg, gdzie zostawiony został rower. Powrót na wał. Z trudem udało się do niego podejść. Chciało mi się z początku jechać, lecz śnieg był na tyle duży i nie chodzony, że trzeba było się przedzierać z rowerem u boku. Tak dojechało się do drogi, skąd już ze zmęczeniem, z przemoczonymi od śniegu butami i spodniami, po prostu wróciło się do domu.

DW 565. Widok ku S

DW 565. Widok ku NNW

DW 565. Widok na wał ku SWW

Okolice DW565 nad Wisłą

Na Kępie w okolicy DW565 nad Wisłą

Na Kępie w okolicy DW565 nad Wisłą

Na Kępie w okolicy DW565 nad Wisłą

Na Kępie w okolicy DW565 nad Wisłą

Na Kępie w okolicy DW565 nad Wisłą

Na Kępie w okolicy DW565 nad Wisłą

Na Kępie w okolicy DW565 nad Wisłą

Nieodwiedzona przez nikogo, od czasu ośnieżenia, część wału, od wjazdu na kępę, w okolicy DW565 nad Wisłą. Widok ku W

Wjazd na kępę w okolicy DW565 nad Wisłą
Rower:Delta
Dane wycieczki:
3.45 km (1.45 km teren), czas: 00:50 h, avg:4.14 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWośp
Niedziela, 10 stycznia 2010 | dodano: 01.01.2017Kategoria .LSTR, .Zwykłe przejażdżki, .Pół nocne, .Samotnie, .Z Kasią, .Z Księgowym
Po tym jak wieczorem przyjechało się z Kasią do Legionowa, odwiedzając i udzielając drobnej pomocy przy sprzątaniu z LSTR, w szkole przy Konopnickiej, padło moje pytanie do Księgowego czy mogę się chwile przejechać. Pokręciło się chwile po śniegu i szybko dając sobie spokój. Wkrótce potem niebo rozjaśniło się od sztucznych ogni w ramach WOŚP.
Poza tym, rok rozpoczął się dla mnie tragicznie. W trakcie świąt, odszedł mój dziadek. Opuszczając dom i jadąc do Zielonki, do Kasi, żył jeszcze. Wieczorem zadzwoniła do mnie mama, a wiadomość ta mnie powaliła emocjonalnie.

Rower Księgowego przed UM Legionowo. Widok ku SSE

Wośpowe fajerwerki
Poza tym, rok rozpoczął się dla mnie tragicznie. W trakcie świąt, odszedł mój dziadek. Opuszczając dom i jadąc do Zielonki, do Kasi, żył jeszcze. Wieczorem zadzwoniła do mnie mama, a wiadomość ta mnie powaliła emocjonalnie.

Rower Księgowego przed UM Legionowo. Widok ku SSE

Wośpowe fajerwerki
Rower:
Dane wycieczki:
0.10 km (0.10 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hDeszcz do Legionowa
Niedziela, 11 października 2009 | dodano: 24.06.2016Kategoria .Pół nocne, .Samotnie, .Zwykłe przejażdżki, .Z Kasią, .Z Księgowym
Mało mnie klepnęło, ale za to spać mi się chciało ogromnie. Pobudka koło 11. Za oknem szaro. Pada. W duchu trochę marudzenia, ale odpięło się rower i ruszyło. Niedaleko, bo na pobliską pętle tramwajową, gdzie się pospiesznie wsiadło, wysiadając dopiero na Annopolu. Stamtąd do Marywilskiej (przez Inowłodzką) i dalej w kierunku Płud na ulicę Polnych Kwiatów. Ta poprowadziła mnie w las i przekształciła się w leśną drogę. Potem zmieniła się w betonową z płyt, gdzie pewnie rower złapał kapcia. Dojechało się do Księgowego wręcz ociekając deszczem.
Skopiowało się zdjęcia, udostępniło miejsce na dysku, gdy ten walczył z błędami swojego. Po długiej gadaninie i obiedzie, już w nocy około 20-21 ruszyło się w drogę powrotną. Na kapciu przejechało się wschodnią częścią Legionowa i po krótkiej przejażdżce przez las, wjechało na nieużytki niedaleko obwodnicy. Interesujące o tej porze (bez lampki) miejsce. Dojechało się do granicy biletowej i dwoma autobusami dotarło z powrotem na Ochotę. Zjadło się tam mintaja w orientalnym, a potem do 3 oglądało Pottera, przez co ledwo udało się wyrobić na fizykę dnia kolejnego. Rower na kapciu przeczekał do zimy, kiedy to został zabrany autem do domu. Ból kolan stał się na tyle dokuczliwy, że uniemożliwiał sprawne poruszanie się po schodach, o bieganiu i jeździe rowerem nie wspominając. Zima minęła w trybie pieszo-autobusowo-metro-tramwajowym i poznawaniu kilku zakątków Warszawy w tenże sposób. Zima była wyjątkowo śnieżna i mroźna.
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
24.00 km (4.50 km teren), czas: 02:00 h, avg:12.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hPraktyki w Truskawiu
Sobota, 10 października 2009 | dodano: 24.06.2016Kategoria .Samotnie, .Wyprawki w okolicy, ...Miejscowości mazowieckie, .Warszawa
Nastał dzień terenowych praktyk w Truskawiu. Dojazd tam był żwawy, szybki, aby wyrobić się na czas. Był słoneczny poranek i cały dzień pozostał tak przyjemny. Trasa Prymasa, Górczewska, Skargi, Dobrzańskiego. W Lipkowie zagadnął mnie jakiś typek. Chwilę coś tam pogadał, a umknęło się mu, sugerując, że się spieszę. Nie jechało się Fedorowicza, lecz kontynuowało na wprost. Zrobiło się pętelkę po pętli autobusowej pod koniec Truskawia i dołączyło do już przybyłych i przybywających. Z roweru zeszło się przy barierce przed wejściem do Puszczy. Praktyki potrwały około godzinę, może dłużej. Poszliśmy Truskawską Drogą jakiś kilometr w las. Potem zboczyliśmy w lewo, zakreśliliśmy pół kilometrowe U, z którego wystawało jeszcze 300 metrów nitki na SW. Cały spacer to 3,2km.
Truskaw opuszczony został Borzęcińską. Dobry szuter na południe. Za lasem przejazd w lewo, przez Stanisławów do jego końca. ~150m od ostatniego domu skręt na południe, by wnet wyjechać na Trakt Królewski (przed samym końcem skręt w lewo, więc nie wyjechało się na wprost). Przejazd lasem przez Koczargi Stare, całą ulicę Górki i dalej wzdłuż kanałku na Sportową. W Zielonce przerwa w sklepie, drobne zakupy i dalej w drogę. Z Babic wyjazd Lwowską. Dojazd do budowanej trasy S8. Wjechało się na już położony asfalt, którym przejechało się z 2 km. Można i więcej, bo takie okazje rzadko się zdarzają, ale nie było na to tyle sił. Odzywało się zmęczenie ciała, jakie złapało mnie po ostatnim przekroczeniu 300 km. Nawrotka pod wiaduktem DK 92. Przejechało się 0,5km po czym zjazd na południe do Połczyńskiej.
Ulicą Mory do ulicy Łęgi. Obie były ulicami tylko z nazwy. Przejazd dróżką/ścieżką/szlakiem terenowym wzdłuż torów. Było widać, że ktoś czasem tamtędy przeszedł, lecz nie na każdym odcinku. Epizod skończył się wyjazdem na ul. Rotundy, a potem koło stawu do Dźwigowej. Po drugiej stronie torów skręt w Parowcową. Przejechana została cała, uprzednio wykreślając T ulicami na północ od niej. Między nią i Trzcinową była nieznaczna, skryta dróżka, która przeprowadziła mnie do Gniewkowskiej (z przejściem przez tory i nieużytek pomiędzy nimi). Dalej była ul. Potrzebna. Na jej krańcu rondo i dróżka/ścieżka koło ogródków działkowych oraz jakiegoś lasku, no i torów. Dojazd do Mszczonowskiej i dalej przez tory w pobliże Decathlonu.
Przez krajówkę przejechało się ścieżkami. Po drugiej stronie w Mierzejewskiego. Dalej cała Filipinki i Kurhan (bez Kukiełki). Południowa Opaczewska, skręt w Orzeszkowej, w prawo za pierwszym blokiem, Mątwicką w lewo, potem nawrót, przejazd Dunajecką i dalej do akademika. Dojechało się z trudem - bo kolana. Zdjęcia zrobione komórką, ale w niedługim czasie, nim udało się je skopiować, ta postanowiła się zbuntować i przeprowadzić losowe usuwanie zawartości albumu.
Miejscowości mazowieckie
- Mariew (+C 2007.09.02)- Stanisławów
- Lubiczów (-C)
- Ośrodek Doświadczalny Macierzysz
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
60.00 km (20.00 km teren), czas: 05:00 h, avg:12.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/h


















