Wpisy archiwalne w kategorii
..Gminy Polska
| Dystans całkowity: | 46376.05 km (w terenie 2360.60 km; 5.09%) |
| Czas w ruchu: | 2871:12 |
| Średnia prędkość: | 16.15 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 75.46 km/h |
| Suma kalorii: | 26469 kcal |
| Liczba aktywności: | 323 |
| Średnio na aktywność: | 143.58 km i 8h 53m |
| Więcej statystyk | |
Wyprawa na praktyki XIX - Tarnów
Czwartek, 15 lipca 2010 | dodano: 01.04.2017Kategoria .2 Osoby, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2010 Pińczów
Plany na ten dzień - dotarcie do Tarnowa, pojechać na południe, by ominąć krajówkę i zbliżyć się do Krakowa. W zamyśle nocować miało się w okolicy Puszczy Niepołomickiej, by nazajutrz dotrzeć na Jurę. Zamiary rychło się zmieniły. Start o 9. Wcześniej przez godzinę odpoczywanie na leżąco. Rankiem komarów było mniej niż wieczorem. Pierwsza wioska – Radgoszcz. Śniadanie wypadło na przystanku. W międzyczasie przyszło 4 Niemców czekających na autobus. Gawędzili między sobą o tym, że autobus się spóźnia itd. zapytali jakiegoś miejscowego, o co chodzi w tym wszystkim, a ten wskazał, że nie do tego przystanku się ustawili. Podreptali tam gdzie trzeba, a nam pozostało spokojnie dokończyć posiłek obserwując te perypetie.

Radgoszcz. Kościół pw. św. Kazimierza

Nieczajna Górna. Kościół pw. św. Siedmiu Boleści Najświętszej Maryi Panny. Widok ku SW

DK 73. Żelazówka. Gość w trakcie przystankowego posiłku. Widok ku NNE
Droga wiodła pod górkę. Było nieprzyjemnie i gorąco, ale krajobraz nawet fajny. Rozciągnięte pagórki. Po kilkunastu km zjazd do Dąbrowy Tarnowskiej. Tyle z niej pamiętam, że przejechało się główną bez zatrzymywania i zaraz potem wyjechało na południe. Trwało smażenie się na DK 73. Od Lisiej Góry trochę płaskiego terenu i spory zjazd do Tarnowa. Przed wjazdem widać było fragment budowy autostrady A4, która omijała miasto od północy. Prawie od razu po wjechaniu do miasta była ścieżka rowerowa. Wykonana z asfaltu albo dobrze ulanego betonu. Inne ścieżki, którymi się jechało, były przeważnie z kostki o łagodnymi przejściach w pobliżu wyjazdów z domów, przez co rower nie skakał co chwila jak głupi. Dopiero w pobliżu centrum zjazd na szosę.

DK 73. Tarnów N. Budowa A4. Widok ku NWW

Tarnów. Nowodąbrowska. W centrum bazylika katedralna NNMP. Widok ku SSW
Starówka Tarnowska była ładna i godna ponownych odwiedzin. Przerwa w Gospodzie Rycerskiej przy Wekslarskiej. Ceny były znośne, ale potrawy smaczne. Kasia zamówiła pierogi z kapusta, a ja sałatkę grecką, bo było tak gorąco, że na nic cięższego nie było ochoty. Po ponad półgodzinnej przerwie i odsapnięciu, poniosło nas, aby objechać i obejrzeć pobliską bazylikę. Krakowska wyjazd na DK 94. Miasto przypominało mi Płock. Na jednym ze świateł, wraz z nami czekała jakaś dziewczyna. Nie była tak obładowana przez co jechała szybciej. Gdy dojeżdżała na drugą stronę, o mało nie uderzył w nią samochód, który chciał wyjechać na główną korzystając z zielonej strzałki. Na szczęście w porę się zatrzymał z piskiem opon.

Tarnów. Kapitulna. Bazylika katedralna Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Widok ku W

Tarnów. Rynek. Ratusz. Widok ku SW

Tarnów. Rynek. Po lewej bazylika katedralna Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Widok ku NW

Tarnów. Bazylika katedralna Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Widok ku SEE

Tarnów. Bazylika katedralna Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Widok ku E

Tarnów. Kapitulna 1. Widok ku SEE

Tarnów. Krakowska E. Widok ku SWW

Tarnów. Skrzyżowanie Krakowskiej. Sikorskiego i Narutowicza. Kościół pw. Świętej Rodziny. Widok ku SWW
Tuż za miastem podjazd, a zaraz za nim zjazd do mostu nad Dunajcem. Znów się smażenie w upale na krajówce. Droga była zbyt nasycona autami. Wkrótce (~2km) po przekroczeniu rzeki zjechało się na mniej ruchliwą drogę do Wojnicza. Pół godziny przerwy koło kościoła bardzo pomogły. Dalej już było nam raczej lekko, a droga prowadziła w górę, ale nie było to zbyt zauważalne. Z powodu bliskości rzeki, trasa ta się trochę wiła. Mijało się chyba dwa zamki, ale zostały olane. Wieczorem dojazd do Jurkowa, gdzie trwało zastanawianie się nad dalszą trasą. W uniesieniu, kierując się delikatnie szaloną myślą, poniosło nas dalej na południe - do Nowego Sącza. Za Czchowem droga trzymała się bliżej zboczy i jeszcze bardziej się wiła. Widoczne były efekty obrywania ziemi i głazów. Tylko na moment potrwała przerwa na zaporze jeziora Czchowskiego. Ukazał się tam piękny widok gór porośniętych drzewami, u stóp których połyskiwała tafla wody.

Tarnów. Krakowska. Rzeka Biała. Widok ku NNW

DK 94. Granica gmin. Dunajec. Widok ku NNW

Wojnicz. Kościół pw. św. Leonarda. Widok ku N

Wojnicz. Kościół pw. św. Wawrzyńca Męczennika. Widok ku SEE

Wojnicz. Kościół pw. św. Wawrzyńca Męczennika. Widok ku NE

Olszyny. DW 975. W tle dolina Lubinki, wpadająca do Dunajca. Widok ku NEE

Czchów. DK 75. Wieża zamkowa. Widok ku SWW

Czchów. DK 75. Osuwisko pod wzgórzem zamkowym. Widok ku S

Czchów (Rola). DK 75. Po lewej Czubica (453 m n.p.m.). Po prawej Pęcherska Góra (363 m n.p.m.). Pomiędzy nimi znajduje się, niewidoczne na zdjęciu, jezioro Czchowskie. Widok ku S

Czchów S. Zapora wodna piętrząca Dunajec, tworząc Jezioro Czchowskie. Po lewej Czubica (453 m n.p.m.). Widok ku SE

Czchów S. Jezioro Czchowskie. Widok ku SW

Wytrzyszczka E. DK 75. Widok ku NE

Wytrzyszczka E. DK 75. Jezioro Czchowskie. Po prawej Czubica (453 m n.p.m.). Widok ku NE

Wytrzyszczka SE. DK 75. Zamek Tropsztyn. Widok ku S
Droga na Łososinę Dolną odbiła w dolinę o takiej samej nazwie. Ponad nami latały samoloty i szybowce tamtejszego aeroklubu. W Biedronce, gdzie uzupełniane były zapasy, jakiś młodzik „zapomniał” dowodu i wyszedł z pustymi rękami. Nadeszła pora rozejrzeć się za noclegiem. Przejazd przez Łososinę (rzekę), a trasa ukazała nam ostatni, masakryczny podjazd na kolację. Akurat, gdy ciała były już zmęczone, a rowery dopakowanie po zakupach. Udało się przejść ledwie dwa kilometry, wspinając się o 100 metrów wyżej, po czym w oczy rzucił się prowizoryczny nocleg wśród krzaczków (chyba) porzeczek. Poletko było oddzielone od drogi zboczem o wysokości większej niż 5m. Obawiać się można było tylko potencjalnego auta, które mogłoby wypaść z łuku wprost na nas. Mimo wszystko spało się smacznie i najbezpieczniej ze wszystkich namiotowych nocy tej wyprawy.

Wytrzyszczka SE przy granicy powiatów. DK 75. Dolina Granicznika. Po prawej Ostra Góra (335 m n.p.m.). Widok ku NW

DK 75. Po lewej Jodłowiec Wielki (483 m n.p.n.). Po prawej Chełm Łososiński (793 m n.p.m.). Widok ku SW
Zaliczone gminy
- Dąbrowa Tarnowska- Lisia Góra
- Tarnów (M+W)
- Wojnicz
- Wierzchosławice
- Zakliczyn
- Czchów
- Łososina Dolna
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
87.00 km (0.00 km teren), czas: 06:00 h, avg:14.50 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWyprawa na praktyki XVIII - Szczucin
Środa, 14 lipca 2010 | dodano: 01.04.2017Kategoria .2 Osoby, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2010 Pińczów
Rankiem odbyło się oficjalne zakończenie praktyk - podsumowanie, mowy końcowe, lista płac itd. Zdarzyła się zabawna historia. Jeden ze studentów zabrał głos. Sala w oczekiwaniu na jakąś mniej lub bardziej podniosłą mowę powiązaną z tematem. Treść zaś w skrócie podsumować można jako - zginął nóż i jakby ktoś znalazł... Przez salę przetoczył się głośny wybuch śmiechu. Po kilkunastu minutach również zabrał głos, informując, że ów nóż się znalazł. Później opuściliśmy internat. Z budynkiem szkoły w tle zrobiliśmy kilka pamiątkowych, grupowych zdjęć. Odtąd nastąpił faktyczny koniec praktyk.
Bagaże powędrowały na rower, ponownie przewiązując je sznurkami. Ostanie pożegnania ze znajomymi. Stróż który nas powitał dnia pierwszego dnia, również nas pożegnał po krótkiej pogawędce. Nasze przygotowania do wyjazdu rowerami trochę trwały, więc nasza dwójka była jedną spośród przedostatnich ludzi, którzy stamtąd wyjeżdżali. Kurs na rynek, aby zjeść ostatnią tamtejszą pizzę na dalszą drogę. Wyjazd Grodziskową, Nową, Średnią, Siedem Źródeł do Bogucic. Tam skręt na Leszcze do Skotnik Dolnych, skąd już jazda nową trasą. W Latanicach wjazd w ślepą ulicę, po czym kurs na południe. Jakaś kobitka coś do nas mówiła z podwórka, a my udawało się, że nie słychać. Gdy trzeba było zawracać, tylko szybko się przemknęło koło jej domu. Z DW 776 skręt na Brzezie. Za ostatnim domem skręt w lewo, praktycznie przez pole. Przez Chotel Czerwony do Budzynia, gdzie wyjazd na DW973.

Droga miedzy wsiami Skorocice i Łatanice. W tle Busko-Zdrój. Widok ku NE
Droga była nużąca i płaska tylko sporadycznie trafiały się jakieś drobne atrakcje krajobrazowe. W Piasku Wielkim przerwa na odpoczynek od błąkania się i posilenie się po lodzie solo. W międzyczasie przyszło dwóch tubylców z radyjkiem w kształcie piwa. Na początku stali nie wiedząc co robić, bo ich ławeczka była przez nas zajęta. Potem jeden z nich usiadł, coś zaczęli gadać do siebie, majstrując przy radiu i w końcu poszli. W Chinkowie trochę jechało się nie tak, jak było najprościej. Przejazd wzdłuż granicy lasu, zamiast przez niego. Przez Strażnik wjazd do Solca Zdroju – kolejna z miejscowości uzdrowiskowych, jakich wiele w tym rejonie. Przyczyną tego, wody zasobne w różne minerały, co zawdzięczają gipsom i skałom wapiennym. Przez miejscowość tą tylko się przemknęło ku SE.

Chotel Czerwony. Kościół pw. św. Bartłomieja Apostoła. Widok ku NW
W Zielonce przecięcie DK79. W Błotnowoli kurs na wschód, główną szosą wzdłuż Wisły. Za Oblekoniem kapeć - przerwa przy stawie. Poza tym nic się nie działo. Tylko upał i niewielka liczba drzew, które mogłyby nas chłodzić. Wkrótce potem przejazd za Wisłę i wjazd do Szczucina. Zakupy w biedronce, a potem kontynuacja płaskich terenów. Przez Małec jechało się rozglądając za noclegiem. Ten nastał na łące z wysokimi trawami, położonymi za kępą brzóz w pobliżu rzeczki Dęba. Było około 21, gdy naszedł nas sen. Dzień minął leniwie, bo też i wiele czasu zeszło w samym Pińczowie.

DK 73. Wisła pod Szczucinem. Widok ku SE

DK 73. Wisła pod Szczucinem. Widok ku SEE

DK 73. Wisła pod Szczucinem. Widok ku S

DK 73. Wisła pod Szczucinem. Widok ku SW

Szczucin. DW 982. Kościół pw. św. Marii Magdaleny. Widok ku SEE

Szczucin. Kościół pw. św. Marii Magdaleny
Zaliczone gminy
- Szczucin- Radgoszcz
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
86.00 km (0.00 km teren), czas: 06:00 h, avg:14.33 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWyprawa na praktyki XV - Kazimierza Wielka
Niedziela, 11 lipca 2010 | dodano: 17.03.2017Kategoria .2 Osoby, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2010 Pińczów
Wolny dzień od zajęć. Wspólna wycieczka do Kazimierzy Wielkiej na rowerach. Tym razem wyjazd o 10:30, wybierając trasę na zachód. Z Pińczowa wyjazd za klasztorem, w lewo do AK i przez Nidę. Nie działo się wiele. W Michałowie objazd kościoła, zaglądając do wnętrza. Droga pięła się w górę, to lżej, to stromiej. Słońce przypiekało i dusiło skwarnym powietrzem jak z piekarnika. Dopóki nie przyszło nam się znaleźć na wierzchowinie Garbu Wodzisławskiego, nie można było poczuć wiatru, który jeden jedyny nas orzeźwiał. Około południa dojazd do kulminacji, skąd zaczął się świetny i długi zjazd, z nielicznymi przerwami na mniejsze podjazdy. Dzięki wysokiej prędkości nawet samochód nas nie wyprzedzał. Tereny po drugiej stronie garbu przypominały mi Suwalszczyznę. Droga trochę się wiła. Po lewej i prawej pagórki, teren artystycznie pofalowany.

DW 766. Michałów NE przy polnym skrzyżowanie do przysiółków Kwietniówka (w lewo) i Brejczyn (w prawo). Na horyzoncie w centrum, wzniesienie we wsi Szosa Chyłka, gdzie następnie prowadziła nas trasa. Widok ku SW

Michałów. DW 766. Kościół pw. św. Wawrzyńca Diakona i Męczennika. Widok ku SWW

Szosa Chyłka N. DW 766. W centrum Michałów. W tle Garb Pińczowski. Widok ku NE

Szosa Chyłka SW. DW 766. Po lewej Dolina Mierzawy i oświetlone pola między Wrocieryżem i Pawłowicami. Za cienką linią drzew na horyzoncie pola w gminie Imielno. Po prawej Michałów. W tle po prawej Garb Pińczowski. Widok ku NNE

Tomaszów. W centrum w tle Lubcza. Widok ku NWW

Lipówka. DW 768. Widok ku E

Ślaz przy ruinie Lipówka 44. DW 768.

Ruina Lipówka 44. DW 768. Widok ku SE
W okolicy Sancygniowa droga biegła wzdłuż doliny cieku o nazwie od owej wsi pochodzącej. Dzięki temu, dalsza jazda była łatwa, bo raczej płasko i w dół. Do samego Sancygniowa zjeżdżało się nieco z głównej trasy, gdyż skusił nas widok kościoła na małym wzniesieniu za stawem. Widać było również pałacyk, który był w remoncie. Jedyną przeszkodą było stado. Zza kościoła najpierw wyszła krowa, potem jej właścicielka, a potem reszta krowiej gromadki wraz z pilnującymi tyłów dwoma facetami. Dopiero wtedy przyszło mi się ruszyć. Nie chciało nam się wracać jeszcze na wojewódzką, aby trochę nacieszyć się bocznymi wsiami i małym ruchem. W Iżykowicach się skończyło - droga wymuszała, by skręcić w lewo, albo pchać się w górę po prawej. Mijało się tam mały młyn wodny i wracało na DW768.

Sancygniów. Staw przy zespole pałacowym. Po prawej kościół pw. św. apostołów Piotra i Pawła. Widok ku NNW

Sancygniów. Pałac Deskurów. Widok ku NWW

Iżykowice. Młyn na Sancygniówce. Widok ku NNW

DW 768. Niewiatrowice. Widok ku SE
Wkrótce wjechało się do Działoszyc. Był tam kościół ze wspaniałym dachem na wieży, który majestatycznie wznosił się nad miejscowością. W tym czasie zawitały tam tłumy pielgrzymów. Teren kościoła był pełen tak w środku jak i na zewnątrz, więc pomimo próby podjechania pod niego, trzeba było zjechać w dół miejscowości. Zerknęło się jeszcze do ruin synagogi (dobrze zachowane ściany, lecz brak dachu). Wkrótce przyszło opuścić to miejsce, by dotrzeć do skrzyżowania w Dziekanowicach. Kurs na zachód, do wsi Pierocice. Nie żeby coś tam było szczególnie interesującego. Po prostu, o rzut kamieniem była granica z małopolskim województwem. Ta mała pokusa została ukarana. Najpierw droga zamieniła się w szuter z kamieniami, potem poszła wysoko w górę i w połowie podjazdu po raz pierwszy w życiu zaatakowały nas końskie muchy. Bardziej rzuciły się na mnie i frustrowały niemiłosiernie. Upał, kiepski podjazd, mała prędkość, zmęczenie - tragedia. Gdy już wieś się skończyła i widać było tereny sąsiedniego województwa, to już dół do niej nie chciało nam się jechać po polnych drogach, bo i tak musimy skierować się na wschód. Powrót po wspomnianych kamieniach nie był miły. Następnie nastąpił skręt w dróżkę na południe, która również prowadziła do góry.

Działoszyce. DW 768. Zakościelna, w którą nastąpił skręt. W centrum kościół pw. Trójcy Świętej. Widok ku E

Działoszyce. Ruiny synagogi z XIX w. Widok ku SW
Żeby było miło, w wąwozie przez który przechodziła, również żyły sobie wspomniane wyżej paskudne owady. Tu już zejście z roweru, a że nie było innego sposobu przetrwania, jak tylko ucieczka przed bestiami, to trzeba było biec, szybko wyczerpując siły. Wszystkie podążyły za mną. Na szczęście nie chciały za bardzo opuszczać wąwozu i wyżej był już spokój. Na pocieszenie roztaczały się wspaniałe widoki z kulminacji. Pomimo zmęczenia, przyjemnie było je chłonąć. Dalej było już w dół do asfaltu, a tam po nim szybko na wschód, w stronę Skalbmierza. W miasteczku tym zachciało nam się zajrzeć do jadłodajni, ale już zamykali, więc przyszło obejść się smakiem. Potem jeszcze do tamtejszego kościoła, który był duży i chłodny. Dziesięć minut później znów na rowerach. Czym prędzej, bo już nie było jedzenia, a wciąż była przed nami długa trasa do pokonania. W centrum Topoli wejście do sklepu, dzięki czemu można było zaspokoić głód. Po tej przerwie zostało jeszcze trochę do do Kazimierzy. Tabliczka na wjeździe została powitana z ulgą. Z jeszcze większą - otwartą biedronkę, gdzie zrobiło się zapasy na resztę trasy.

Pierocice W (Łopaty). Po lewej stronie drogi woj. małopolskie. Po prawej woj. świętokrzyskie. Widok ku NWW

Pola między Pierocicami i Kościejowem w pobliżu DW 783 (za plecami). Widok ku NE

Pola między Pierocicami i Kościejowem w pobliżu DW 783 (za plecami). Widok ku NNE

Pola między Pierocicami i Kościejowem w pobliżu DW 783 (za plecami). Widok ku N

Skalbmierz. Kościół pw. św. Jana Chrzciciela. Widok ku SE

Skalbmierz. Kościół pw. św. Jana Chrzciciela
W miasteczku działy się dziwne rzeczy – dużo ludzi, muzyka, zapach kiełbasy i baloniki. Oto impreza Dni Kazimierzy Wielkiej. Ominęły nas atrakcje, bo już było za późno. Kasię złapał kryzys i trzeba było się zatrzymać za zabudowaniami. Jako że jechało się teraz po Płaskowyżu Proszowickim, trzeba było z niego znów wrócić na Wodzisławski Garb, więc droga ponownie pięła się w górę. Szczęśliwie, odbywało się to stopniami, dość łagodnie i niżej niż poprzednimi razami, za to przez 10 km. Wkrótce ponownie widać było piękne widoki z góry. Dało się dostrzec nawet zabudowę Buska-Zdroju, oddaloną od nas o ponad 15km. Jeszcze tylko zjazd w dół i ponowna wizyta w Wiślicy. Tym razem omijając ją łukiem obwodnicy. Przed lasem skręt w lewo. Godzina była przedwieczorna. Powietrze pachniało zbliżającą się letnią nocą i odchodzącym dniem. Samochodów mało, za to ludzi trochę więcej. Trasa wiodła najprostszym wariantem przez wsie nad Nidą. Z Leszczy do Krzyżanowic Dolnych do Kowali już po zmroku. W Pasturce pogniły nas psy, przez co wjeżdżało się na łąkową dróżkę, co w dolinie Nidy oznacza "nieco wilgotną". Przejście po ciemku, przez pole do szosy, jeszcze parę kilometrów i oto po 22, czując zmęczenie, znów udało się dotrzeć do bazy.

Kazimierza Wielka. 1 Maja. Łubna. Widok ku SEE

Kazimierza Wielka. 1 Maja. Basta przy skrzyżowaniu DW 768 i 776. Widok ku SEE

Kazimierza Wielka. Okrężna. V międzynarodowe dni Kazimierzy Wielkiej 10-11.07.2010. Widok ku SWW

Wiślica. DW 776. Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Widok ku NE

Między Kobylnikami i Skotnikami Dolnymi. Po lewej Łysa Góra. Granica wsi po lewej stronie linii drzew, za którą znajduje się Parszywe Błonie W. Widok ku NNW

Między Kobylnikami i Skotnikami Dolnymi. Pagórek Sceklina. Widok ku NW

Skotniki Dolne. Po prawej Torgówka. Widok ku N
Zaliczone gminy
- Działoszyce- Racławice
- Skalbmierz
- Kazimierza Wielka
- Czarnocin
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
110.00 km (0.00 km teren), czas: 07:00 h, avg:15.71 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWyprawa na praktyki VIII - Pacanów
Niedziela, 4 lipca 2010 | dodano: 17.03.2017Kategoria .2 Osoby, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2010 Pińczów
Cały dzień słoneczny i gorący i wolny od zajęć, przez nas przeznaczonym na rowerową wycieczkę do Pacanowa. Raczej to tego dnia przed wyjazdem była Msza w pobliskim kościele (oprócz Kasi i mnie, pamiętam, że była B., i z pewnością kilka innych osób, ale nie mam pewności kto). Start w południe. Przejazd przez Pińczów ulicami Bednarską, Górną, Klasztorną, Złotą do głównej, dalej na drugi brzeg Nidy. W Skrzypiowie skręt w lewo. Spokojna dróżka, z rzadka pojawiały się tam auta. Asfalt ustąpił szutrowi, który doprowadził nas do Zakrzowa. Była to mała wioski na uboczu, która posiadała mnóstwo uliczek niczym małe miasteczko, nawet własny Wiejski Ośrodek Kultury. Wyjazdowa droga była w kiepskim stanie. W lesie wyjazd na lepszą. I tak oto udało się dotrzeć do krainy lessowej. W Młodzawach Dużych znaczny podjazd do M. Małych, gdzie nastąpiło zerknięcie do kościoła, ale trwała msza. Minęło nas kilku młodzików na skuterach. Nie trwoniąc czasu, zjechało się głębokim, gruntowym wąwozem do Mozgawy. Kasia o mało nie wypadła z trasy i w ogóle trzeba było jechać na mocno zaciśniętym hamulcu. W tych terenach wszystkiego można się spodziewać, jeśli o chodzi o takie miejsca. Ponoć rok temu, w jednej z dróg wymyło wąwozik na 2 metry głębokości.

DW 766. Nida w Pińczowie. Widok ku NWW

Droga między wsiami Skrzypiów i Zakrzów. W centrum i nieco z lewej w tle okolice Pasturki. Nieco z prawej - Bogucic Drugich. Widok ku NEE

Zakrzów. Świetlica wiejska. Widok ku NNE

Młodzawy Małe. Kościół pw. Ducha Świętego i Matki Bożej Bolesnej. Widok ku E

Młodzawy Małe. Kościół pw. Ducha Świętego i Matki Bożej Bolesnej. Widok ku NNE

Parowa z Młodzaw Małych (za plecami) do Mozgawy. Widok ku SE

Parowa z Młodzaw Małych do Mozgawy (za plecami). Widok ku NNW
Niepotrzebnie wyjeżdżało się na główną trasę, która wiodła przez pustki i była męcząca psychicznie. Zjazd do Chroberzy - wsi z pałacem rodu Wielopolskich - słynnej rodziny terenów położonych na północ od Krakowa. Pałacyk raczej mało okazały, Trochę przypominający dworek w Chociszewie. Wjechało się z jednej strony normalnie, a z drugiej czekała na nas obrotowa furtka, przez którą ledwo się udało przecisnąć z rowerami. Potem zachciało się coś kupić, ale obecność lokalnych pod sklepem nie zachęcała. Okrążenie kościoła i powrót na główną. Tym razem zdarzały się wsie oddzielone rozległymi pustkami. Podobnie odcisnął się ten odcinek w pamięci. Skręt do Jurkowa, gdzie nastąpiło okrążenie wyjątkowo smukłego kościółka. Powrót na główną raz jeszcze, ale inna ulicą. Trasa biegła na południowy wschód. Jechało się po obszarze wysoczyzny, a dolina Nidy była 20-30m niżej. Długi, łagodny zjazd do Koniecmostów. Na dole nie wiadomo było jak dalej jechać. Dalej w prawo, przypadkiem znajdując mały bar. W środku kilku tubylców przy piwie. Mimo obaw, udało się zamówić dwie zapiekanki i lody. Rowery zostały na zewnątrz, więc co i raz trzeba było wyglądać, czy nikt w sakwie nie grzebie albo czy będzie czym wrócić. Tuż przed końcem posiłku, do baru wpadła jaskółka. Sprzedawczyni nie wiedziała co z nią począć.

Krzyż z XIX w. przy granicy Wojsławic i Chroberzy. Widok ku NNE

Chroberz. Pałac Wielopolskich. Widok ku NE

Jurków. Kościół pw. św. Teresy z Avila. Widok ku NE

Koniecmosty 76. Przerwa na mały posiłek
Trzeba było się trochę cofnąć. Przejazd mostem na drugą stronę. W Wiślicy udało się zobaczyć to, co było najbardziej warte odnotowania. Z daleka resztki grodu w postaci wału, dom w którym Długosz mieszkał i uczył królewskich synów oraz stary kościół wraz z wieżą, opatrzoną herbami polskich i litewskich ziem. Zapiekanki nie starczył na wiele, więc jeszcze przyszło się posilać w miejscowym parku, bo udało się zrobić zakupy w pobliskim, lepiej zaopatrzonym sklepie. Posiłek zajadany chipsami, bo żadnego chleba czy bułki już nie było. Co jakiś czas nurzane były w śmietanie. Sama Wiślica była osadą na wzgórzu (chyba gipsowym), którą od zachodu otaczała rzeka Nida i rozlegle łąki (chyba wszystkie podmokłe). Od wschodu również rozciągały się łąki i jeśli już, to tylko niewiele bardziej suche, od tych przy rzece. Jedynie miejsca, gdzie są postawione domy (tzn. Wiślica i wioska na północ od niej) wyglądały na wystarczająco stabilne, by można było tam bez problemu żyć. Od razu nasunęło mi to obraz wczesnośredniowiecznej wioski, otoczonej bagnami, do której można się dostać tylko z jednej, wąskiej strony.

Wiślica. Dzwonnica przy kościele pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Widok ku NNW

Wiślica. Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Widok ku NE

Wiślica. Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny

Wiślica. Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Widok ku SSW

Wiślica. Grodzisko wczesnośredniowieczne po SE stronie miejscowości. Widok ku SSE

Szczerbaków W. DW 771. Widok na Wiślicę ku NNW
Kurs się na wschód. Mijało się stawy hodowlany pod Szczerbakowem. Asfaltowa droga wiodła miedzy nimi. W Strożyskach kościół z zabytkowymi zegarami słonecznymi, ale omijając go z boku. Skręt na południe, mijając kopczyk mogiły żołnierzy z I WŚ. Powoli jadąc w dół, zjechało się do Nowego Korczyna. W czasach królów miejscowość ta była istotna, teraz mało kto o niej słyszy. Ciekawostką geograficzną jest to, że Nida, płynąca tuż obok, zmierza w kierunku wschodnim równolegle z Wisłą. Ten stan rzeczy rozgrywa się na odcinku ponad 3,5km, a w najwęższym miejscu obie rzeki dzieli 0,5km suchego lądu. Żeby tego było mało, zanim w ogóle Nida raczyła ujść do Wisły, to jeszcze meandrowała zakolem ku północy. Starą mieścinę przejechało się dość szybko. W połowie zostały objechane kościół i rynek. Stopnicką wyjazd na nieszczęsną DK79. Kolejne 20 kilometrów to jazdy asfaltem, gdzie liczni kierowcy wyprzedzali jak kto chciał. Nawierzchnia była tak sobie, a w nas narastało zmęczenie i głód. Wiślickie jedzenie pomogło nam tylko na trochę. Odliczane były kolejne kilometry do Pacanowa, żeby już móc zacząć wracać. Co jakiś czas się przerwy, choć sam teren był płaski i niewymagający. Było w nim coś męczącego. Oby nigdy więcej.

DW 771. Stawy we wsi Górki. Zbiornik Marian. Widok ku SE

Strożyska. DW 771. Kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Widok ku NE

Ucisków W. DW 973. Cmentarz z IWŚ. Pochowano poległych żołnierzy armii: austro-węgierskiej 479; rosyjskiej - 1366. Widok ku W

Nowy Korczyn. Dzwonnica przy kościele pw. Świętej Trójcy po W stronie Rynku. Widok ku NEE
Do Pacanowa dojazd po 18 ulicą Biechowską. Koziołkowe miasteczko. Ów bohater widniał niemal wszędzie - na tabliczkach z numerami domów, na ścianach, za oknami... On zdecydował się do nas dołączyć. Stąd już można było wracać. Co prawda nie udało się natrafić na ciepły posiłek, ale w to miejsce pojawiły się drobne zakupy. Krótka przerwa przy kościele Od cmentarza niepotrzebny skręt na południe. Przy remizie skręt ku NW i wkrótce wyjazd na DK73. Kurs do Buska-Zdroju. Było to równoznaczne ze stopniowym wjeżdżaniem na Garb Pińczowski od strony wschodniej. Doskwierało zmęczenie, ale parło się do przodu – byle po jedzenie i do internatu. Obserwowane były chmury burzowe, które tworzyły się od rana i teraz krążyły w pobliżu już uformowane. Na szczęście trzymały się od nas z daleka. Do Buska dojazd tuż przed zmrokiem. Kasia zapytała jakąś parę, o lokal z ciepłym posiłkiem. Był w pobliżu kebab – pierwszy sycący i ciepły posiłek tego dnia. Zajadając się nim, słychać było z telewizora ogłoszone wyniki wyborów na prezydenta.

Pacanów. SW róg Rynku. Widok ku NE

Pacanów. Rzeźba koziołka za kioskiem w SW części Rynku. Widok ku NWW

DK 73 między Stopnicą i Podlaskiem. Widok na centralną Nieckę Połaniecką ku NNE

DK 73 między Stopnicą i Podlaskiem. Widok ku E, w stronę Stopnicy

DK 73. Szczaworyż. Kościół pw. św. Jakuba Apostoła. Widok ku N

DK 73. Szczaworyż. Widok ku NW
Podczas przerwy zrobiło się chłodno. Nie było więcej ciuchów do założenia na siebie, niż to co już na nas było. Zjazd do skrzyżowania z Broniewskiego. Było nam zimno. Szybkie zakupy i od razu pojawiło się kilka torebek, które chociaż minimalnie osłaniały ramiona. Marznąc, męcząc się, jakoś jechało się po ciemku, odliczając kolejne kilometry. Jeszcze 8... Jeszcze 7... Jeszcze 6... Od granicy powiatów teren opadał intensywniej, co było ułatwieniem dla nóg, ale też szybciej nas wychładzało. Gdy przejeżdżało się przez Bogucice, widać było na północy, ukryty za Garbem błysk... To nadchodziła burza. Wysiłki zostały wzmożone, dzięki temu dojeżdżając do bazy o podobnej porze co pierwszego dnia. Jak się okazało - burza przeszła gdzieś daleko. Jedynym jej śladem były błyski zaglądające przez okna.
Zaliczone gminy
- Michałów- Złota
- Wiślica
- Nowy Korczyn
- Solec-Zdrój
- Pacanów
- Stopnica
- Busko-Zdrój
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
112.00 km (0.00 km teren), czas: 08:00 h, avg:14.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWyprawa na praktyki IV - Świętokrzyskie
Środa, 30 czerwca 2010 | dodano: 08.02.2017Kategoria .2 Osoby, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2010 Pińczów
Pobudka 7:30 – start 8:30. Na śniadanie łykamy jeden z podjazdów w Wielkiej Wsi, by zjechać długą drogą w dół o 80m (co przypomniało mi Jonkoping i tamtejszy super zjazd 100m w dół) prosto na rynek w Wąchocku. Podjazd pod klasztor cystersów, pomnik sołtysa i nad zbiornik, jaki tam powstał w przeciągu kilku ostatnich lat. Na zdjęciach satelitarnych wciąż widoczna była rzeczka. Kurs na Starachowice – miasto na kilku wzgórzach ulokowane. Tam regeneracja sił aż do 12. Zjadło się kebab na wielkim talerzu. W międzyczasie dało się słyszeć dźwięk, włączonego przy sąsiednim stoliku, lokalnego radia Psiapsiółki FM. Akurat leciała audycja o zakochanych gimnazjalistkach i udawaniu niedostępnej, a także inne zwariowane historie.

DK 42. Obniżenie między Ciecierówką i Parszowem. Wśród drzew po prawej krył się nasz nocleg. Widok ku NW

Wąchock. Klasztor cysterski. Widok ku NE

Wąchock. Zapora na rzece Kamiennej. Widok ku NNW

Starachowice. Jezioro Starachowickie. Widok ku N

Starachowice. Kościół pw. Świętej Trójcy na E od Rynku

Starachowice. W dole zabudowa przy Rynku. Widok ku SWW
Z miasta wyjazd dzięki wskazaniu nam drogi przez tubylca. Tuż przed granicami miasta mijało się interesującego osobnika. Na poboczu oglądał i zbierał kwiatki. Starszy siwowłosy jegomość z długą biała brodą, ubrany w takiegoż samego koloru ubranie. Sprawiał sympatyczne wrażenie. Gdy przejeżdżało się koło niego, coś do nas powiedział, ale że nie udało się dosłyszeć, to trzeba było zwolnić. Dało się słyszeć życzenia szczęśliwej podróży. Skręt w drogę na Bodzentyn, która okazała się kolejnym morderczym podjazdem. Dojazd nam się strasznie dłużył, choć odległość nie była wielka. Na miejscu zakupy, wizyta w orzeźwiająco chłodnym kościele i ruiny zamku (praktycznie tylko same ściany). Nastała nieco większa przerwa.

Bodzentyn. Kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława Biskupa i Męczennika

Bodzentyn. Ruiny zamku. Widok ku N

Bodzentyn. DW 752. Widok ku SW
I jeszcze jeden podjazd, po nim zjazd do i znów przyszło mi się znaleźć się w pobliżu Łysicy. Przejazd przez Św. Katarzynę. Wymęczający podjazd, żar z nieba, przerwa na przystanku. Ostatnie metry do najwyższego punktu drogi i oto rozpościerał się przed nami świetny widok i 5km zjazdu. Świetne to było przeżycie, choć we wsiach trzeba było uważać, ze względu na studzienki kanalizacyjne. Kurs na Daleszyce i wprost do Chmielnika. Teren na początku wiadomy, potem dość płasko. Przed Chmielnikiem widać było duże płaskie obszary. Co jakiś czas na horyzoncie widać było Łysicę, od której się ciągle oddalało. W Szczecnie ktoś z ciężarówki wskazywał nam trasę, a przy drodze geodeci robili pomiary. W mieście kolacja na rynku, która była złożona z resztek własnych zapasów. Ludzie trochę na nas patrzyli. Wyjazd, a wkrótce potem przyszła pora rozbić namiot w pobliskim lesie, choć nie było łatwo.

Święta Katarzyna. DW 752. Specyficzny dom w N części miejscowości, w pobliżu skrętu do Grabowa. Widok ku SEE

Krajno Pierwsze (Pogorzele). DW 752. W tle wzgórza w dolinie Warkocza. Widok ku SW

Górno S. Widok na Łysogóry ku NE

Borków N. Jezioro Borków stworzone na Bełniance. Widok ku SE

Pierzchnica. Kościół pw. św. Małgorzaty. Widok ku SWW

Droga przez pola wsi Podlesie i Gumienice, między Pierzchnicą i Chmielnikiem. Widok ku S

Chmielnik. 1 Maja. Widok ku SSE

Chmielnik. Fontanna w S skraju Rynku. Widok ku NW

Chmielnik. Kościół pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Widok ku SEE
Przejechało się ok. 200m od szosy po leśnej dróżce, skręt w lewo i już trwało przygotowanie się do ostatniej nocy... Leżało się w namiocie. Rozmawiało. Odpoczywało. Następnego dnia miały się zacząć praktyki... Kroki?! Coś się porusza! Rosnące zaniepokojenie. Nasłuchiwanie... Tak! Coś jest w pobliżu!!! Chyba jakieś kopytne zwierze. Po dłuższej chwili do naszych uszu dobiegł dziwny dźwięk... Strzał!!! Bieg zwierzęcia - polowanie! Wszystko w promieniu najdalej pół kilometra. Odgłos przejeżdżającego po gruntówce auta...
Szybkie zwijanie namiotu, nawet nie dopinając sakw. Wszystko powędrowało tam jak było, by czym prędzej wrócić na asfalt. Zachodziło słońce, a nam zostało jeszcze 20 km do Pińczowa, gdzie czekał na nas nocleg pod dachem. Dojazd po zmroku. Przez wsie goniły nas psy. Do miasteczka stromy zjazd z kilkoma ostrymi zakrętami.w dół, drogą nastrojowo oświetlonej tylko kilkoma lampami. Jeszcze kilka minut i o 22:10 udało się zameldować w kwaterze. Stróż dał nam klucze do rowerowni oraz naszego pokoju, dziwując się przy tym naszej czterodniowej podróży.
Zaliczone gminy
- Starachowice- Pawłów
- Pierzchnica
- Pińczów
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
105.00 km (1.00 km teren), czas: 07:00 h, avg:15.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWyprawa na praktyki III - Skarżysko-Kamienna
Wtorek, 29 czerwca 2010 | dodano: 08.02.2017Kategoria .2 Osoby, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2010 Pińczów, ...Miejscowości mazowieckie, ...Miejscowości świętokrzyskie
Dziś udało się obudzić wcześniej - o 7. Pół godziny później już na rowerach. Przed zjazdem do Klwowa zjadło się małe śniadanie (m.in chipsy bananowe). Stamtąd o porannym słońcu walącym nas w oczy. Prosta, nieco dziurawa droga do Potworowa, skąd skręt ku SW do Przystałowic Dużych. W Sadach Koloni skręt w prawo, Bąków w lewo i potem przez las (droga z kocimi łbami) do Rusinowa, gdzie wjazd po lekkim zjeździe. Na miejscu akurat trwał odpust i było dużo straganów, ale na nasze nieszczęście - sklep zamknięty. Gdzieś tam leciała przeróbka „Żono moja”. Długo tam się nie było, wnet ruszając w kierunku Przysuchej.

Granica powiatów między wsiami Wólka Ligęzowska i Brzeski. Widok ku N

Klwów. Kościół pw. św. Macieja Apostoła. Widok ku E

Podczasza Wola. DK 48. Widok ku NW

Rusinów. Jarmark odpustowy przy kościele pw. św. Apostołów Piotra i Pawła. Skrzyżowanie Żeromskiego i Strażackiej. Widok ku E
Zaczęły się pierwsze ciężkie podjazdy. Przerwa na zakupy w Smogorzowie. Po dojechaniu do miasta, odpoczynek na ławeczce w pobliżu kościoła. Smutny telefon ze strony Kasi rodziny. Chopina, Lubelska i dalej na południe. Wyjeżdżając z miasta, z lewej wjechała na tę samą drogę grupa rowerowa (4 osoby, z czego jeden facet na końcu). Przed nami znalazły się dwie dziewczyny. Gdy zostały wyprzedzone, tak że jechało się między połówkami ich ekipy (przerwa była duża), to jedna rzuciła do nas pytające „co?”. Zauważyła pomyłkę i się zmieszała, a nam pozostało tylko ją migiem wyprzedzić. Nieco dalej pojawił się znak drogowy informujący, że tędy dojedziemy do Końskiego, a że chciało się w drugą stronę, więc nas nieco to zmartwiło. No nie to było celem. Na szczęście znak był przy skrzyżowaniu z drogą we właściwym dla nas kierunku.

Przysucha. Kościół pw. św. Jana Nepomucena. Widok ku S
Nieco się nadłożyło drogi. „Ale co tam!”. Na nieszczęście, droga ta pięła się ostro w górę, czego chciało się uniknąć. Wydawało się, że ominiemy z boku spokojnie Garb, lecz okazało się, że i tak trzeba było przejechać przez jedno z jego wzgórz. Asfalt pochodził jeszcze z PRL, ale trzymał się dość dobrze. Gdy tylko udało się przebrnąć przez podjazdy, przez które trzeba było wjechać ~30 metrów w górę, oczom naszym ukazały się pierwsze rozległe krajobrazy. Zjazd do wsi Borkowice, a tam ukazała się tabliczka, wskazującą punkt widokowy na Krakowej Górze. Kolejny podjazd był nam niestraszny, by się dodatkowo pomęczyć, aby tylko popatrzeć na więcej krajobrazów, pokonane zostało kolejne, tym razem ~40m podjazdu. Na górze czekały zadaszone ławy, kapliczka, która została odnowiona przez potomka jej fundatora sprzed ponad 100-150 laty, no i krajobraz na Równinę Radomską. Po wypoczęciu i po pozachwycaniu, pora na powrót w dół, zaglądając jeszcze do kościoła.

Borkowice W. Droga z Rudna, po N stoku Krakowej Góry. Widok ku SEE

Krakowa Góra (280 m n.p.m.). Z Garbu Gielniowskiego, widok na pogranicze Równiny Radomskiej i Przedgórza Iłżeckiego. Widok ku N

Krakowa Góra (280 m n.p.m.). Z Garbu Gielniowskiego, widok na pogranicze Równiny Radomskiej i Przedgórza Iłżeckiego. Widok ku NNE

Krakowa Góra (280 m n.p.m.). Widok ku E

Borkowice. Kościół pw. Świętego Krzyża i św. Mateusza
Pagórkowata DW 727 doprowadziła nas do Chlewisk. Zjazd w Kościelną i Cmentarną. Miał być skrót, ale wyszedł gruntowy podjazd z wielką kałużą na wierzchowinie, a jeszcze koło cmentarza, na asfalcie położono progi zwalniające. Za lasem droga pokryta była kamieniami, które potwornie chrzęściły. Wyjazd wojewódzką w Szydłowcu. Jednym z pierwszych budynków, jakie się nam ukazały, był zamek. Tylko się weszło na jego dziedziniec i pokrążyć koło niego, bo przyziemny głód nas gnał do jedzenia. Na ryneczku z renesansowym ratuszem i starym kościołem okazało się, że w pobliżu nie ma normalnego ciepłego jedzenia. Tylko cukiernie i zapiekanki z mrożonki. Trudno. Głód je wszamał, choć na próżno się wcześniej szukało lepszego lokalu.

Zamek w Szydłowcu. Widok ku NW

Szydłowiec. Ratusz Miejski. Za nim kamienice z cukierniami. Widok ku SE
Został nam już tylko odcinek do Skarżysko-Kamiennej oraz noclegu. Wyjazd na krajówkę. Jechało się długo w dół, mijając granicę województw i nie wiedzieć czemu, trzeba było usiąść, odczuwając zmęczenie zanim zaczął się paskudny podjazd przed Skarżyskiem. Zgodnie padła decyzja, że go ominiemy i wjedziemy od NE. Powitały nas osiedla blokowe i poszukiwania jakiegoś ustronnego miejsca np. w McD. Niestety, znów trzeba było się zadowolić tym co było, czyli dworcem PKP za 2zł. Poszukiwania również zużyły dużo siły, ale było jej jeszcze tyle, by pojechać dalej, choć na samych oparach. Przejście z terenów płaskich na podjazdy było nieco zbyt szybkie. Skarżysko opuszczało się z chęcią. Poszukiwania noclegu były ciężkie – tak jak ongiś za pobliskim Opatowem ‒ dużo domów stało przy drodze. Pewnie by się tak jechało i jechało, ale w końcu udało się zauważyć spory nieużytek na stromym zboczu przy drodze. Przejście przez wysoką trawę i rozstawienie namiot. Pogoda była podobna, jak w poprzednie dni, choć może nieco bardziej nas przygrzało.

Skarżysko-Kamienna. Dworzec PKP. Widok ku SE
Zaliczone gminy
- Klwów- Potworów
- Rusinów
- Przysucha
- Borkowice
- Chlewiska
- Skarżysko Kościelne (na skraju)
- Wąchock
Miejscowości mazowieckie
- Wólka Ligęzowska- Brzeski
- Ligęzów (-C)
- Klwowska Wola
- Klwów
- Podczasza Wola (-C)
- Kozieniec
- Łojków
- Potworów
- Rdzów
- Przystałowice Duże
- Przystałowice Kolonia
- Sady-Kolonia
- Bąków
- Bąków-Kolonia
- Brogowa (-C)
- Gałki (-C)
- Rusinów
- Karczówka (-C)
- Krzesławice
- Smogorzów
- Pomyków
- Przysucha
- Gwarek
- Drutarnia
- Janów
- Wymysłów
- Rudno
- Borkowice
- Radestów
- Ninków
- Rzuców
- Stefanków (-C)
- Chlewiska
- Stanisławów
- Koszorów
Miejscowości świętokrzyskie
--
-
-
-
-
-
-
-
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
106.00 km (8.00 km teren), czas: 07:00 h, avg:15.14 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWyprawa na praktyki II - Mszczonów
Poniedziałek, 28 czerwca 2010 | dodano: 08.02.2017Kategoria .2 Osoby, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2010 Pińczów, ...Miejscowości łódzkie, ...Miejscowości mazowieckie
Pobudka o 9. Mijało się przygotowywaną obwodnicę Żyrardowa, póki co na etapie piaskowania. W planach podróż z dala od większych miejscowości, więc zdobycie zapasów było ważne. Przerwę przed Mszczonowem na jedzenie, a drugą na zakupy już w mieście. Okrążenie kościoła. Piekarską do Kolejowej i krótka przerwa na regulowanie kierownicy. Teren był łagodnie pagórkowaty. Było wiele sadów i niewielka liczba czegokolwiek innego. Z tego powodu tereny miedzy Mszczonowem i Nowym Miastem nad Pilicą ponownie okazały się wprowadzać w błąd. Nie do końca było wiadomo, jak poruszać się tutaj z mapą w skali 1:300000.

Mszczonów. Zakupy w KAROLu przy Szkolnej. Widok ku E

Mszczonów. Kościół pw. św. Jana Chrzciciela
W Osuchowie naszło nas podejrzenia o ataku kleszcza na Kasię. W tamtejszej w aptece, na pytanie o lekarza, została skierowana na druga stronę budynku. Tam okazało się, że aktualnie nie przyjmuje - no i w końcu nic nie wyszło. Kasia zakupiła przyrząd do usuwania, ale jednak na szczęście nie był to kleszcz. W Pawłowicach przy kapliczce skończył nam się asfalt i jechało się po szutrze. Do Annopola asfaltem, a tam kilometr gruntówki między polami, zakończony przejazdem przez czyjeś podwórze – ze spuszczoną głową i jak najszybciej.

Osuchów. Komin na terenie dawnej gorzelni. Widok ku NE

Pawłowice. Widok ku S
Udało nam się w końcu dotrzeć na DW725 do Białej Rawskiej. Mijało nas dużo załadowanych owocami TIRów. Raz pogonił za nami pies - uciekać trzeba było po drodze z dziurami. Skończyło się to w końcu tak, że przed Białą rower złapał kapcia i sporo czasu zeszło, zanim można było ruszyć dalej. Z Białej na Szczuki, gdzie krótka przerwa wypadła przy Sanktuarium Kolbego. Niebawem skończył się asfalt raz jeszcze. Jechało się wzdłuż granicy lasu, słysząc strzały przeganiające ptaki. W rezultacie tak jakby cofnięcie do Sadkowic przez Trębaczew, co nie do końca leżało w naszych zamiarach. Doskwierało już zmęczenie, głód i pragnienie. Pędem do Nowego Miasta, ostatkiem psychicznych sił. Motywowały również ledwie resztki zapasów, a zbliżała się godzina zamykania sklepów. Udało się. Zakupy w Biedronce i pizza na dobrym cieście, ze smacznym sosem, w lokalu tuż obok rynku. Przy okazji trochę się udało obmyć.

Wilcze-Średnie. Przerwa na przystanku, przy drodze od strony Jakubowa. Widok ku N

Biała Rawska. Kościół pw. św. Wojciecha

Szczuki. Sanktuarium pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego. Widok ku E

Szczuki. Sanktuarium pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego

Szczuki. Sanktuarium pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego
Po posiłku zjazd drogą na Drzewnicę, w dół ku Pilicy. Zaraz za mostem skręt w lewo na Klwów. Przejazd koło stawów hodowlanych. Było trochę chłodniej, mimo wciąż ciepłego powietrza jakie nam ciągle towarzyszyło. Jechało się przez las i padło na to, że w nim zostaniemy choć jeszcze można było trochę przejechać. Od drogi uszło się jakieś 500 m od drogi, by rozłożyć się w pobliżu młodnika sosnowego. Obszary były dość atrakcyjne dla oka. Mimo upału, pogoda nie przeszkadzała tak bardzo. W oba dni wiatr był słaby i niezbyt chłodził, wiec tę rolę wypełniały cienie drzew. Dzięki temu udawało się nie przegrzewać zanadto.

Wólka Magierowa. Droga między stawami wzdłuż Drzewiczki. Widok ku SEE
Zaliczone gminy
- BłędówMiejscowości mazowieckie
- Krzyżówka (-C)- Grabce Józefpolskie
- Sosnowica
- Badowo-Dańki
- Budy-Strzyże
- Strzyże
- Osuchów
- Bobrowce
- Małachowszczyzna
- Pawłowice
- Wilcze Średnie
^+
- Annopol
Miejscowości łódzkie
- Wilcze Piętki^+
- Stanisławów
- Krukówka
- Wola Chojnata
- Koprzywna
- Stara Wieś
- Gośliny
- Konstantynów
- Szczuki
- Trębaczew
- Paprotnia
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
83.00 km (10.00 km teren), czas: 05:00 h, avg:16.60 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hWyprawa na praktyki I - Żyrardów
Niedziela, 27 czerwca 2010 | dodano: 08.02.2017Kategoria .2 Osoby, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2010 Pińczów, ...Miejscowości mazowieckie
O wyprawie na praktyki
co niespodzianie zaniosła na Słowację i Jurę
Nasza skromna przygoda zaczęła się 27 czerwca w południe, wyruszając w trasę do Pińczowa. Wtedy to omiatało nas gorące, letnie powietrze. Przed wyjazdem tydzień minął mi z anginą, a kilka dni po mnie zaraziła się też Kasia i nie było pewne, czy wyzdrowiejemy na tyle, aby w pełni sił wyruszyć w kilkudniową podróż. Jednak się udało. Choroba minęła. Większy problem pojawił się w dniu wyjazdu. Okazało się, że z dwóch dużych sakw, obie był mocowane z tej samej strony sprawiając, że prawa noga o nią obcierała. W planie było wyruszyć około dziesiątej. Przez dwie godziny bieganie po domu i szukanie właściwej sakwy. Nawet przednia, mniejsza przydałaby się w to miejsce. Trzeba było zrezygnować, bo czas naglił i nie było pojęcia, gdzie się mogła podziać. W akcie desperacji przyszło wziąć sznurki od słomy i poprzewiązywać wszystko tak, żeby się trzymało i nie zawadzało o stopę.
Z zapakowanych dwóch dużych sakw (i jednej malej) wyjęte zostało kilka ubrań, które nie przydałyby się, a zdecydowanie dociążały rower. Bagaż i tak był spory, bo poza domem miały minąć ponad trzy tygodnie. Ponadto, do wora powędrował namiot i śpiwory, a w małym plecaku - podstawowe rzeczy (na początku plecak miała Kasia, potem przyczepiony został do bagaży. Aby z nich nie spadał, był stabilizowany zamknięciami sakw.
Równina Łowicko-Błońska
Przemknęło się przez górny Wilkówiec i Zdziarkę na DK62. W Wyszogrodzie przerwa się przy rynku. Patrząc na Wisłę, wszamanych zostało kilka schabowych, które zrobiło się przed wyjazdem. Śniadanie zdołało się strawić, w trakcie daremnie straconego czasu na poszukiwanie sakwy. Po drugiej stronie rzeki kurs na Sochaczew. Rozważane było, aby dostać się tam po starej, dawno mi znanej trasie, którą m. in. wracało się pieszo z Księgowym. Zaraz potem przyszła mi do głowy myśl, aby zobaczyć uszkodzony tej zimy most w Kamionie. Faktycznie, dla samochodów już się nie nadawał, bo za ciężkie, ale dwa rowery bez przeszkód przez niego przemknęły. Widać było wodę nadal stagnującą po powodzi i kilka lekko podtopionych domów wraz z workami, które miały je zabezpieczać. Było ich kilka, niewiele w stosunku do liczby domów. Niestety, "sąsiedzi", którzy mieszkali ~20-30 km dalej, byli świadkami i ofiarami zalania kilku wiosek.

DK50. Wyszogród i Wisła widziane z mostu. Widoczny bulwar, który powstał w celu zabezpieczenia brzegu i dla celów turystycznych. Moje ostatnie jego zdjęcie, sprzed budowy, pochodzi prawie dokładnie sprzed dwóch lat, z 2008. Widok ku NEE

DK50. Wyszogród i Wisła widziane z mostu. Widoczny bulwar, który powstał w celu zabezpieczenia brzegu i dla celów turystycznych. Moje ostatnie jego zdjęcie, sprzed budowy, pochodzi prawie dokładnie sprzed dwóch lat, z 2008. Nieco z prawej pozostałość starego, drewnianego mostu. Widok ku NE
Przejazd na wschodnią stroną Bzury, trzymając się głównej drogi blisko wałów. Przez Przęsławice do Koła, gdzie trwała jazda wzdłuż zarośniętych torów wąskotorówki. Za Kanałem Kromnowskim wjazd do wsi Łasice, by przy Kanale Łasica wyjechać na DW 705. Gdzieś po drodze, po małym podjeździe, trzeba było zatrzymać się chwilę, aby odpocząć i uzupełnić płyny. Pozdrowiła nas wtedy starsza para rowerzystów. Chwilę po naszym wyroszeniu w dalszą trasę, drogą przejeżdżał maluch, który miał niewielką awarie, a jego właściciele zaczęli go prowadzić po nieudanej probie uruchomienia.

Droga pod lasem przez Koło nad Kanałem Kromnowskim. Widok ku NW
W Sochaczewie zakupy w Kaufflandzie przy Alei 600-lecia, po czym część od razu zniknęła. Zeszło nam tam w sumie z godzinę. Niewiele, ale przyszło nam pokręcić po centrum (600lecia, Zawadzkiego, Żeromskiego, Pokoju, Staszica). Potem kurs na Żyrardów. Kilka razy trzeba było się zatrzymywać - zmęczenie. Odwiedzony został Guzów. Wieś słynna z ruin zabytkowego pałacu, z odremontowaną, stojącej przy nim kaplicą. Chciało mi się tam zajrzeć w poprzedni roku, ale jak to z zamiarami - nie wszystkie udaje się przekuć w czyn. Nieco później przejazd przez Wiskitki - wracało się przez nie, gdy pierwszy raz udało mi się pokonać 300km/dobę. Mijało się kościół, który po raz pierwszy został przez mnie zobaczony we wczesnym dzieciństwie.

Sochaczew. Kościół pw. Matki Boskiej Różańcowej

Guzów. Pałac Sobańskich. Widok ku SE

Guzów. Pałac Sobańskich. Widok ku S
Żyrardów powitany został wieczorem. Przez plac przejechało się koło kościoła i fontanny. Tam dała się słyszeć taka dziecięcą gadka: „Zakochana para – Niuniuś i Wioleta!!”. Przerwa na niewielkie zakupy w sklepie. Jakieś przechodzące dziecko zapytało się mnie, na kogo czekam. Po mojej odpowiedzi gdzieś pobiegło dalej. Jeszcze pokazywało, że się wcześniej przewróciło. Radziwiłłowska, Świętego Jana, Reymonta i przerwa w McD. Trzeba nam było czegoś ciepłego i do łazienki, więc tak się stało. Z namiotem udało się rozłożyć w lesie, w pół drogi do Mszczonowa.

Żyrardów. Kościół pw. Matki Boskiej Pocieszenia. Widok ku NE
Zaliczone gminy
- ŻyrardówMiejscowości mazowieckie
- Nowa Wieś-Śladów- Łasice
- Hilarów (-C)
- Tułowice
- Janów-Janówek
- Brochów
- Malanowo
- Konary
- Plecewice
- Andrzejów Duranowski
- Duranów (-C)
- Sielice
- PGR Bielice
- Jeżówka
- SHRO Skotniki
- Aleksandrów
- Guzów
- Cyganka
- Stare Kozłowice
- Żyrardów
- Korytów A
- Słabomierz (-C)
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
79.50 km (9.00 km teren), czas: 05:00 h, avg:15.90 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hZa Wyszkowem V - Przez Sokołów Podlaski do Siedlec i powrót
Wtorek, 4 maja 2010 | dodano: 08.02.2017Kategoria .2 Osoby, .Wyprawy po Polsce, .Samotnie, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2010 Siedlecczyzna N, .Z rodziną, ...Miejscowości mazowieckie, .Warszawa
2010.04.30 - 05.04 Za Wyszkowem - cała trasa
Cały dzień chłodno i zachmurzenie 8/8 bez opadów.
Pobudka bardzo wczesna. Jakieś śniadanie z tego co zostało i w drogę, zabierając resztki. W drodze przypomniało mi się, że w bazie, gdzieś tam zostały kanapki, która potem radośnie sobie spleśniały. Trasa tak jak dzień wcześniej, ale potem ku wschodowi, przez pola wyjeżdżając na asfalt do Wrotnowa. Stamtąd na południe. Przejazd przez las, a za nim rzucał się w oczy dom, który wydawał się opuszczony lub po prostu zaniedbany, sądząc po odgłosach psa.
W Miedznie przerwa na cmentarzu. Przejazd przez osadę dość szybko, po drodze mijając kościół i obniżenie jakiejś rzeczki. Za wsią skręt w lewo, zakładajac przy okazji rękawiczki, które zostały zakupione w sklepie, w drodze do Małkini. Niedaleko za Miedzną mijało się wyrobisko albo składowisko śmieci. Nieco dalej mały las i za nim wieś Wola Orzeszkowa. Kolejny las do Ząbkowa. Jazda na tej trasie trwałą dłużej niż sam opis, ale mało było co opisywać.

Sokołów Podlaski. Aleja 550-lecia. Widok ku SE
Wkrótce potem dojazd do Alei 550lecia, która wyglądała jak obwodnica, ale zapewne jest starą trasą prowadząca do miasta. Szeroką jezdnią opadała ku miastu. Tak wjazd do Sokołowa Podlaskiego. Dojazd do ulicy Wolności i skręt w bok na Piłsudskiego i przed marketem w lewo. Potem jazda po uliczkach osiedlowych, głównie ul. Gałczyńskiego i przez park znowu na ul. Wolności, która jest częścią DK 62. Naprzeciw ul. Kościuszki, w pobliżu domu zbudowanego w stylu zamku, zatrzymując się w pizzerii i zamawiając pyszny obiad. Dalej w stronę kościoła jadąc chodnikiem. Skręt ku południu, minięcie rynku i po jakimś czasie wyjechało się z miasta, które leżało w zagłębieniu.

Sokołów Podlaski. Pyszny obiad w pizzerii Retro

Sokołów Podlaski. Kościół pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Widok ku NNW
Następny etap to długie jazdy, to po nieco wyższych obszarach, to nieco krótszych obniżeniach. Dominowały pola. Na całej trasie droga wiodła zaledwie trzy razy przez niewielkie lasy. Przejazd przez wsie: Wojewódki Górne, Bielany, Żyłaki, gdzie na chwilę się trzeba było się zatrzymać, Kowiesy, gdzie stała szkoła po prawej stronie, a zaraz potem czekało nas jedno z większych obniżeń. W Podnieśnie nieco dłuższa przerwa na przystanku. W tym czasie dzieci wychodziły ze szkół. Potem stosunkowo często pojawiała się zabudowa w pobliżu drogi. Jej gęstość wzrosła w Chodowie i Strzale, ale to już były właściwie przedmieścia. Z wolna wjeżdżało się do Siedlec.

DK 63. Wojewódki Górne S. Widok ku S

DK 63. Wjazd do Siedlec. Widok ku S
Jechało się cały czas w tym samym kierunku, tą samą trasą do dworca PKP, z niewielkim odchyleniem na odwiedziny katedry, do której dojeżdżało się ulicą Cmentarną. Potem przerwa na lody, choć z niejakim trudem, bo było chłodno. Następnie do dworca na pieszo, bo tak duże było zmęczenie jazdą w taki dzień. Poczekało się mniej niż godzinę, dokupiło jeszcze coś do picia, by ostatecznie wsiąść do nowego pociągu niskopodłogowego, takiego jakim wracało mi się rok wcześniej.

Siedlce. Katedra pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Widok ku SE
W pociągu udało się nieco odsapnąć po trudach podróży. Wysiadka na dworcu Warszawa Rembertów, gdzie nastąpiła przesiadka w pociąg jadący do Zielonki. Tam Kasia odstawiła rower. Spacerem do niej, a potem już samotnie Marecką, Drewnicką, pod lasem do Radzymińskiej, na drugą stronę, a potem remontowaną Toruńską. Ciężki był jej stan, ale dojechało się do przystanku przy Łabiszyńskiej, gdzie przesiadka do busa na Żerań.

Dworzec, chyba Rembertów po powrocie z Siedlec. Widok ku W
Wyjście na zajezdni i oczekiwanie, aby przesiąść się w busa w stronę Legionowa, ale nic nie nadjeżdżało. Prawdopodobnie był jakiś zator na Modlińskiej i busy nie mogły powrócić. Ludzie się gromadzili tak, że nawet jakbym się chciało, to pewnie by z rowerem się nie wcisnęło. W końcu zirytowała mnie ta sytuacja. Rowerem po prawej stronie chodnika, a później asfaltem ku północy. Dojazd w pobliże ulicy Mehoffera i postój się na przystanku. Dopompowywanie koła tylnego, podejrzewając kapcia, ale chyba tylko mi się wydawało. Gdy udało się spakować podjechał autobus. Tym dojazd do Jabłonny przed Pałacem. Stamtąd już prosto do NDM, ale końcówka została przejechana ulicami Długą, Akacjową, Nałęcza, Partyzantów i Sawy między blokami. Przejazd przez most, Modlin i przy cmentarzu wojennym do auta.
Zaliczone gminy
- Sokołów Podlaski (W+M)- Bielany
- Suchożebry
Miejscowości mazowieckie
- Miedzna- Wola Orzeszowska
- Ząbków
- Ząbków-Kolonia
- Przeździatka-Kolonia
- Nowa Wieś
- Sokołów Podlaski
- Żanecin
- Wojewódki Górne
- Bielany-Wąsy
- Bielany-Żyłaki
- Bielany-Jarosławy
- Kowiesy
- Podnieśno
- Suchożebry
- Wola Suchożebrska
- Chodów
- Strzała
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
95.00 km (0.00 km teren), czas: 07:00 h, avg:13.57 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hZa Wyszkowem III - Do Małkini
Niedziela, 2 maja 2010 | dodano: 08.02.2017Kategoria .2 Osoby, .Wyprawy po Polsce, ..Gminy Polska, .Z Kasią, 2010 Siedlecczyzna N, ...Miejscowości mazowieckie
Chłodno. Zachmurzenie 8/8, przechodzące w 6/8 im bliżej wieczora. Rano mżawka wieczorem mgła niska na polach.
Nim się ruszyło, trzeba było, oczyścić napędy i przygotować rowery do jazdy po deszczach i błotach dnia poprzedniego. Tym razem poniosły nas pierwsze kroki ku zachodowi. W Międzylesiu skręt na północ. Droga początkowo wznosiła się w linii prostej i w pewnym momencie pozwoliła nam zjechać w dół, do niewielkiej stosunkowo doliny, gdzie leżała wieś Ugoszcz. Prowadziły do niej liczne zakręty, mimo że topografia nie wymagała ich istnienia.

Wjazd do centrum Międzylesia. Widok ku W
Przerwa pod kościołem. Po jego zachodniej stronie jechało się dalej na północ. Trasa wiodła nas przez las ponad 10km i niecałe 2 godziny. Był to meczący czas - występowały liczne i długie odcinki piaszczyste. Ciężko było się zorientować w przestrzeni, zarówno "gdzie być może się jest", jak i "w którą stronę podążamy." Sprawę komplikował brak mapy okolicy, w stopniu dokładniejszym niż oznaczenie większych dróg. To gdzie się wyjechało, bardziej zostało rozpoznane po ogólnym konturze lasu niż czymkolwiek innym.

Ugoszcz. Kościół pw. Świętego Antoniego Padewskiego. Widok ku NNW
Ogólnie przebieg zapamiętany mniej więcej tak: od kościoła w piachu albo na szerokim bezdrzewnym pasie, ciągnącym się wzdłuż drogi leśnej. Zmiana kierunku na zachodni, tocząc się po ubitej ziemi, ale droga była bardziej szlakiem, choć wyraźnym, to raczej pieszym. Ku północy, przy zabudowaniach, które nie wiedzieć kiedy, pojawiły się przed nami. Wjazd na szerszą drogą, ale wkrótce została zamieniona na mniejszą, zaraz za zabudową, z której wybiegły do nas psy. Jazda w kierunku generalnie wschodnim, dosyć szeroką drogą, którą z powodzeniem mogły jechać auta. Droga byłą raczej utwardzona, z miejscami trochę gorsza. Ukazanie się kawałka wolnej przestrzeni po prawej stronie. Krótki spacer i otwarta przestrzeń po lewej stronie. Ostatni przejazd lasem i wyjazd na asfalt.

Kanał Kacapski koło Prostynia, na granicy powiatów. Widok ku E
Przejazd wiódł jakiś kilometr po mokrej drodze. Przerwa na przystanku. Do tej pory lekko popadywało, ale w lesie nie dało się tego odczuć. Przerwa na odpoczynek, po ciężkiej wtedy przeprawie wśród drzew. Pod daszkiem budowała swoje gniazdo osa. Siedzieło się tam z pół godziny. Potem pół kilometra lasu i za kolejne pół sklep. Małe zakupy na resztę trasy, a po nich kurs dalej na północ. Wkrótce na skrzyżowaniu skręt w prawo i przejazd przez jedną z kolejnych, starych, zapuszczających się wsi. Gdy się zaraz potem skończyła, można było po prostu jechać dalej po ziemi, ale zamiast tego padło na kontynuację asfaltem – na północ, ale nie pamiętam okolicy.
We wsi Orzełek skręt na wschód i wjazd do Złotek. Tam się krótka przerwa, zastanawiając się czy nie zrobić zakupów i czy odpocząć na kolejnym przystanku. Do Prostynia zjazd w dół, przejeżdżając kanałek. We wsi okrążenie kościoła, po czym kurs w stronę Treblinki. Mijało się starorzecze Bugu. Skręt na południe do DW 627 na Kosów Lacki, tam odbijając na północ. Z asfaltu droga zmieniła się w pokrytą betonowymi płytami. Jeszcze udało się zajrzeć do opuszczonego budynku i szybko wrócić na trasę. Wreszcie udało się dotrzeć do Bugu. Tam trwała budowa nowego mostu na rzeką. Wielki plac budowy, długie nasypy. Stary most, teoretycznie zamknięty, ludzie swobodnie przemierzali pieszo. Kiedyś oglądany był przez mnie w telewizji reportaż o tych okolicach i o tym, jak to ten most już przeszkadzać zaczynał w codziennym życiu. No w każdym razie szkoda, bo coraz mniej drewnianych mostów.

Prostyń. Kościół pw. Trójcy Przenajświętszej i św. Anny. Widok ku NE

Prostyń. Remontowana brama przy kościele pw. Trójcy Przenajświętszej i św. Anny. Widok ku W

Prostyń. Wnętrze kościoła pw. Trójcy Przenajświętszej i św. Anny.

Prostyń. Kościół pw. Trójcy Przenajświętszej i św. Anny. Widok ku SEE

Prostyń. Kościół pw. Trójcy Przenajświętszej i św. Anny. Widok ku S

Prostyń E. Starorzecze i rzeczka Treblinka. Widok ku N

Treblinka. DW 627. Ruina przy dawnej linii kolejowej. Widok ku NEE
Wjazd do Małkini. Akurat udało się zdążyć przejechać na drugą stronę torów, bo zaraz potem zamknęli przejazd. Podjazd do kościoła. Trochę się na niego popatrzyło, po czym powrót, bo okazało się, że jadąc jadąc bardziej się oddalimy od bazy. Przejazd przez przejazd ponownie, tuż przed tym, nim zamknęli znów barierki. Pojechało się przez Zawisty Nadbużne i tam kolejny kościół. Dalsza podróż wiodła DW 694 na wschód. Po prawej stronie płynął Bug, ale rzadko się go widziało. Droga wiodła jakieś 10 metrów ponad rzeką. W gruncie rzeczy przypominała mi tą między Czerwińskiem i Wyszogrodem, z ta różnicą, ze asfalt był lepszy, a ruch mniejszy, choć do komfortu było im obu jeszcze za daleko. W połowie tego odcinka meander rzeki zbliżał się do drogi na odległość kilkudziesięciu metrów z umiarkowanym spadkiem, wystarczający, aby swobodnie zjechać i nie zmęczyć się zbytnio z podejściem. Chciało nam się tam chwilę odpocząć, ale obecność ludzi zmotywowała nas do dalszej jazdy.

Małkinia. Stary most nad Bugiem. Widok ku NNW

Małkinia. Stary most nad Bugiem i budowa nowego. Widok ku N

Małkinia. Stary most nad Bugiem i budowa nowego. Widok ku NNW

Małkinia. Stary most nad Bugiem i budowa nowego. Widok ku N

Małkinia. Stary most nad Bugiem. Widok ku NEE

Małkinia. Stary most nad Bugiem. Widok ku E

Małkinia. Stary most nad Bugiem i budowa nowego. Po północnej stronie. Widok ku N

Małkinia N. Wnętrze kościoła pw. Najświętszego Serca Jezusowego przy Kościelnej

Małkinia E. Kościół pw. Nawrócenia Świętego Pawła Apostoła. Widok ku N
Mijało się głównie pola. Zabudowania przeważnie znajdowały się gdzieś w głębi, rzadko przy drodze. Również lasy były małe. Słońce oświetlało nam nasze plecy, powoli chyląc się ku zachodowi. Tak wjechało się do Zuzeli, miejsca gdzie urodził się kardynał Stefan Wyszyński. Chwilę tam spędziło się pod kościołem, po czym trasa wiodła dalej. Niebawem wjechało się do Nuru. Zaraz potem wyjazd, ale już w stronę zachodnią - do mostu. Przeprawa na drugą stronę i obserwowanie zmierzchu. Jechało się trasą, powoli pogrążaną w wieczornych ciemnościach oraz powstającej na polach w oddali mgle. Nie zapadły od razu – gdy przejeżdżało się przez Ceranów jeszcze było widno. Dopiero przed Kosowem Lackim nastąpiło założenie sprzętu nocnego i szybkie przejazd przez oświetloną miejscowość. Jechało nam się żwawo.

DW 694. Rostki-Piotrowice. Widok ku NEE

DW 694. Gąsiorowo S. Widok na Bug ku SE

Zuzela. DW 694. Kościół pw. Przemienienia Pańskiego. Widok ku SSE

Zuzela. Wnętrze kościoła pw. Przemienienia Pańskiego

DK 63. Most w Nurze na Bugu. Widok ku S

DK 63. Most w Nurze na Bugu. Widok ku W
Po zapadnięciu zmroku odzyskało się część sił, ale na krótki moment. Mianowicie - do odpoczynku przy wieży wysokiego napięcia, o której było wspomniane wcześniej, przy okazji przejazdu tą samą trasą w drugą stronę. Po odpoczynku jechało się już nieco gorzej. Wjeżdżając do Wrotnowa, nastała pierwsza nieprzyjemność w podróży – za nami jechało auto w nieodpowiednim czasie i miejscu. Nie pamiętam czemu, ale gdy przejeżdżało koło nas, poniosło nas w dziurę i jakiś pies do nas wyskoczył. Zjazd z asfaltu na pobocze by ochłonąć po tej akcji ze wzburzenia. Potem wyskoczyły jeszcze dwa duże psy. Ledwo było widać je w ciemnościach, ale się gnało i długo nie można było ich się pozbyć. Dojazd do bazy w całkowitych ciemnościach, zakańczając noc kolejnym ogniem w kominku, piekąc sobie kiełbaski.

DW695. Wjazd do Kosowa Lackiego. Widok ku SWW
Zaliczone gminy
- Sadowne- Małkinia Górna
- Zaręby Kościelne
- Nur
- Ceranów
Miejscowości mazowieckie
- Ugoszcz- Stare Lipki (+Lipka-Podborze)
- Nowe Lipki (-C)
- Brzózka
- Kołodziąż
- Bojewo (-C)
- Kolonia Złotki (-C)
- Orzełek
- Złotki
- Prostyń
- Treblinka
- Poniatowo (-C)
- Małkinia Mała-Przewóz (-C)
- Małkinia Górna
- Zawisty Nadbużne
- Rostki Wielkie
- Rostki Piotrowice
- Podgórze-Gazdy
- Gąsiorowo
- Zgleczewo Panieńskie (-C)
- Zgleczewo Szlacheckie
- Zakrzewo Wielkie (-C)
- Zakrzewo-Słomy
- Zuzela
- Ołtarze Gołacze (-C)
- Nur
- Przewóz Nurski
- Adolfów (-C)
- Pustelnik
- Ceranów
- Lubiesza (-C)
- Olszew
Rower:Zielony
Dane wycieczki:
88.00 km (10.00 km teren), czas: 06:00 h, avg:14.67 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/h


















